Witaj Elu.
Przede wszystkim jesteś bardzo dobrą matką i nigdy, przenigdy nie
obwiniaj się o to co dzieje się z Twoim synem. Nie ma w tym
jakiejkolwiek Twojej winy. Na świecie są narkotyki i ludzie, którzy
mają większe niż inni predyspozycje do uzależnień. Na świecie jest
wiele pokus, chorób, tragedii…
Najważniejsza i podstawowa zasada to nie obwiniać się o uzależnienie
Twojego syna. Z takim obciążeniem nie dasz sobie rady ze swoją
psychiką.
Moja córka zaczęła ćpać jak miała 14 lat. Jest narkomanką,
alkoholiczka i lekomanką – uzależnienie krzyżowe. Przepraszam, że
pozwalam sobie na dawanie rad, ale napisze co mi pomogło. Zasada druga
to pomyśl o wsparciu dla siebie i męża jeżeli on wyrazi na to ochotę.
Im więcej wiesz tym mniej się boisz. Przez kilka lat chodziłam na
psychiatry i dzięki niemu przetrwałam. Wiem, dla Ciebie to
niewyobrażalnie długi czas, wręcz wieczność. Dowiesz się ja cudownie,
genialnie i perfekcyjnie uzależnieni manipulują otoczeniem.
Czytając Twoją wiadomość przeniosłam się na chwile w czasie. Może
uśmiech jest tu nie na miejscu, ale wszyscy rodzice dzieci
uzależnionych byli i są okradani, obrażani, okłamywani, często
doświadczali na własnej skórze fizycznej agresji i psychicznego
gnębienia. Każdy sposób jest dobry żeby walczyć z uzależnieniem, ale
zanim sąd wyda jakiekolwiek postanowienie- Ty się wykończysz. Moim
zdaniem powinnaś synowi podziękować za współlokatorstwo. Jak pisałaś
jest pełnoletni więc niech wezmie swój problem w swoje ręce. Niech
poczuje jego ciężar. Niech poniesie konsekwencje. Nie przestanie Was
okradać, oszukiwać, wytrząsać się nad Tobą. W domu zagości piekło .Dla
świętego spokoju będziecie przymykać oko na jego agresywne zachowanie.
Dla niego to raj! Czy Ty chciałabyś zmieniać cokolwiek żyjąc w raju?
Pełna lodówka, czysta pachnąca pościel, poprane ubrania, stały dostęp
do gotówki- nie istotne , że ukradzionej, służąca, która godzi się na
wszystko? Na psychiczne znęcanie się nad nią i resztą rodziny również.
On nie myśli o Twojej do niego miłości. Jego nie interesuje nic oprócz
używek. Tak, po każdej rozmowie i straszeniu go wyprowadzką na kilka
dni nastąpi minimalna poprawa. I tak w nieskończoność. Musisz być
twarda, musisz przede wszystkim myśleć o sobie! W innym wypadku nie
starczy Ci sił a serce popęka na miliony małych kawałeczków. Doskonale
wiem jak TO boli. Ból utraty kochanego dziecka i poczucie kompletnej
bezsilności. Właśnie Ta bezsilność wykańczała mnie. Zabijała. Każdego
dnia, po kawałeczku, ale regularnie i skutecznie. Po cichu, w
samotności poddawałam się jej. Musisz mieć wsparcie. W psychologu,
rodzinie…w każdym kto może Ci tego wsparcie udzielić. Trzecia
przykazanie to nie tracić nadziei. Nigdy jej nie trać. Na swoim
przykładzie wiem, że życie potrafi nagle i nieoczekiwanie pokazać tą
najlepszą swoją stronę. Kiedy znalazła to forum zrobiło mi się lżej,
bo wiedziałam, że z moją córką nie dzieje się nic nadzwyczajnego co
mogłoby się dziać z narkomanem. Ulgę sprawiało mi czytanie wiadomości
od rodziców którzy borykali się z takim samym problem jak ja. Rzadko
pisałam, bo nie miała nawet już sił na pisanie, ale często czytałam.
Jest tu kilka moich wpisów których w skrócie opowiedziałam historię
mojej córki narkomanki. Była w trakcie brania wszystkiego. Pomyślisz,
że jestem osobą bez duszy, bo podpowiadam Ci, żebyś wyrzuciła syna z
domu jeżeli nie zgodzi się na leczenie. Pamiętam ten moment doskonale…
ona po jednej stronie drzwi a ja po drugiej. Obie płakałyśmy, ale czy
miałam inne wyjście? Pomijam, że mój były mąż był współuzależnionym i
zawsze robił wszystko wbrew logice i zdrowemu rązsądkowie. Nie pomogły
terapie. Żyliśmy w konflikcie a ona chciał udowodnić córce jaka że
matka jest zła i jej nie kocha bo to przecież tatuś jest naj mimo, że
nas porzucił z dnia na dzień jak psiaki. Nie pomogły błagania, nie
pomogły wizyty u terapeutów i lekarzy psychiatrów-córka non stop
lądowała w psychiatryku w stanie ponarkotykowej psychozy- nic nie
pomagało. Myślę, że przedłużał jej okres ćpania a ja pogrążałam się w
nicości coraz bardziej patrząc jak ona umiera.
Ja również martwiłąm się co się się stanie z moją córeczką jak wyrzucę
ją z domu. Myślałam, że stracę kontrolę-której nie miałam, bałam się
że schudnie, że ją pobiją, zrobią krzywdę, zaćpa się itd. Ale jak była
ze mną dwa razy ją reanimowali na moich oczach bo przedawkował,
przychodziła naćpana i pobita, handlowała lekami i ścigali ją
dłużnicy, była chuda, naćpana próbowała sobie kilka razy odebrać życie
np.stając na parapecie na 9 piętrze i tylko cud, że jej nie wypchnęła
próbując ją łapać. Panowałam nad tym wszystkim? Kontrolowałam? NIE.Czy
w domy czy poza nim może wydarzyć się wszystko, ale przynajmniej jest
szansa, że Twój syn poczuje na własnej skórze niszczącą siłę jego
uzależnienia. Jest powiedzenie, że każdy uzależniony musi sięgnąć
swojego dna-u każdego wygląda ono inaczej. Moja córka swojego dna
sięgnęła. Elu przepraszam, że pozwoliłam sobie na taką obszerną
wiadomość, ale chciałam, żebyś chociaż trochę przestała się bać. I
pamiętaj całym sercem jestem z Tobą i każdym rodzicem którego ta
tragedia dotknęła. Tragedia ale często z dobrym zakończeniem Jeszcze
raz bardzo Cię proszę nie trać wiary .Nigdy. Nawet jak mrok zagości w
Twojej duszy a bezsilność będzie paraliżowała Twoje ciało. Jak będzie
ci zle, to pisz proszę. Za każdym razem jak ktoś odzywa się na tym
forum dostaję powiadomienie na e-maila i staram się odpisywać.
Wiem co czujesz. Uszy do góry. Będzie, musi być dobrze. Pozdrawiam
ciepło.
> ...
>
> więcej »- Ukryj cytowany tekst -
>
> - Pokaż cytowany tekst -