Witam. Jestem tu po raz pierwszy

541 views
Skip to first unread message

Rene Gr17

unread,
Apr 26, 2012, 5:27:04 AM4/26/12
to Forum Rodziców
Witam wszystkich.
Jestem tu po raz pierwszy.
Doradzźcie mi od czego zacząć.
Otóż mój syn jest....narkomanem. Właściwie to wczoraj po raz pierwszy
nazwałam to "po imieniu"...
Wiem, są różne poradnie itp. Próbowałam czegoś dowiedzieć się w
jednej, ale niestety usłyszałam, że nic nie zrobie jeśli syn sam nie
uzna ,że jest chory i potrzebuje pomocy. Bo problem w tym, że ma
prawie 20 lat, więc jest pełnoletni. Sam więc decyduje. Tyle, że (jak
to narkoman) on uważa, że przesadzam, nie ćpa i nie potrzebuje pomocy,
nigdzie nie pójdzie i takie tam...
Wszystko zaczęło się jakieś 2 lata temu, akurat gdy skończył 18 lat.
Może początki były troszkę wcześniej, ale ja niczego nie zauważyłam.
Jeszcze wtedy zachowywał się normalnie (?), właściwie nie było żadnych
niepokojących sygnałów. W tamtym czasie zaczął pić alkohol. kilka razy
zdarzyło sie, że wrócił do domu pijany, mało tego, raz z rozciętym
palcem, cały we krwi, raz ze złamaną ręką. Koszmar. W dodatku w
zastraszających ilościach zaczęły znikać leki z apteczki. Innymi
żródłami dowiedziałam się, że syn bierze dopalacze i inne różne
świństwa. Do tego zrobił się nerwowy, dziwnie rozkojarzony,
wybuchowy.
Kiedy wszystko zaczęło układać mi się " w całość" w zeszłym roku po
rozmowie z jego ojcem biologicznym ( jestem po rozwodzie, obecny mąż
to ojczym syna) ustaliliśmy, że zabierze go do siebie do Niemiec do
pracy. Miałam nadzieję, że jak oderwiemy go od obecnego środowiska, to
uda się i przestanie pić, ćpać itp.
Niestety, nie udało się odbudować ich relacji, ( to już inna historia)
nie mogli znaleźć "wspólnego języka" i syn za granicą był miesiąc. Gdy
wrócił było troszkę lepiej. Cieszyłam się, bo przestał pić, właściwie
to do dziś nie widziałam go pod wpływem alkoholu, ale... No właśnie...
Z biegiem czasu jednak wcześniejsza nerwowość przerodziła się w
totalny bunt, potem w agresję.
Nie ten sam chłopak... Codzienne krzyki, awantury , właściwie o nic.
Nie można było z nim spokojnie porozmawiać bo od razu krzyczał,
wychodził i trzaskał drzwiami. Zaczął przeklinać. Już wtedy zaczęłam
podejrzewać, że coś jest na rzeczy. Po rozmowie przyznał się, że palił
marihuanę, ale potem innymi źródłami dowiedziałam się, że bierze ,
różne świństwa, nawet jakiś proszek z żarówek, który z czymś tam
mieszali i zażywali razem z kolegami.
Już wtedy nie dał sobie nic powiedzieć, nigdzie zaprowadzić. Prosiłam,
błagałam, tłumaczyłam ,nawet wrzeszczałam...nic. Już wtedy był
pełnoletni. Właściwie nie mogłam nic zrobić. Jakieś 3-4 m-ce temu
znalazłąm u niego w pokoju woreczki po białym proszku. Po
przeczytanych info. w internecie, i spróbowaniu narkotyku uznałam, że
najprawdopodobniej to amfetamina. To by sie zgadzało, bo juz od kilku
mięcy oprócz zaburzeń związanych ze snem, syn ma problem również z
aptetytem. Albo prawie wcale nie je, albo wręcz przeciwnie- jakby mógł
to zjadłby nawet lodówkę z całą jej zawartością. Agresja jeszcze
większa. Powiem szczerze, że zaczęłam łapać się na tym iż momentami
boję się własnego syna. Wprawdzie nigdy nie podniósł na mnie ręki,
nigdy wcześniej nie było sytuacji, która wskazywałaby na jakikolwiek
brak szacunku wobec mnie, ale teraz momentami, właśnie gdy jest bardzo
wzburzony, ma takie ...złe oczy. (jeśli rozumiecie o czym piszę).
Mało tego, zaczął okradać nas z pieniędzy, zaczęły ginąć różne
przedmioty, a to kamera, a to złoto, nawet sprzęt z męża warsztatu
itp.
W tym czasie pracował w dwóch firmach. zarówno jak w jednej i drugiej,
warunki miał świetne, b.dobrze zarabiał. Cieszyłam się, że jak będzie
mial swoją kasę, to doceni pracę, zadba o siebie, ubierze się. no jak
to młody.... Ale nie widziałam, żeby miał nowy ciuch, sprzęt , nie
wiem co tam jeszcze. Ale miał na papierosy... Z pierwszej pracy
zwolnił się, bo mówił, że pracodawca ma problemy finansowe, nie
wypłaca pracownikom. Wcześniej, gdy był w Niemczech powiedział, że
pokłócił się z ojcem bo tamten nie wypłacił mi wszystkich pieniędzy.
Mimo rozmowy z jego ojcem, zapewnieniom, że wypłacił (miałam
powody,żeby nie wierzyć, bo zawsze nas oszukiwał), ja jednak
uwierzyłam synowi. Teraz wiem ,że nie powinnam. Ostatnia prace, jaką
mu załatwiłam to u naszego dobrego przyjaciela. W międzyczasie jednak
zdecydował ,że ponownie wyjedzie do Niemiec do ojca. Mnie powiedział,
że pracodawca jeszcze mu nie wypłącił, i kasę przesle mu na konto. Już
wiem, że to kłąmstwo. We wszystkich trzech miejscach na czas
otrzymywał wypłaty. Wiedząc, że ma obowiązek dokładania sie do
gospodarstwa domowego, kłamał że nie mu nie wypłacaja, bo te zarobione
pieniądze szły ..na narkotyki. Mało tego, dowiedziałam się,
że ...dileruje. Boję, się, że w gre wchodzą również rozliczenia
finansowe w tym szemranym towarzystwie. Juz mnie dochodzą małe wieści,
że komuś coś tam winien... W dodatku też kilka dni temu dowiedzałam
się, że bierze udział w bójkach ulicznych...
Być może ten wyjazd, taki z dnia na dzień ( a jeszcze kilka dni
wczesniej zarzekał się, że do ojca nie pojedzie) to właśnie ucieczka
przed zobowiazaniami...nie wiem.
Najbardziej jednak martwi mnie fakt, że on sam ćpa. I wiem, że jest to
na tekim etapie, że jak nie weźmie to robi się agresywny, ma bardzo
duże problemy z emocjami. W dodatku zauważyłam tak jakby spadek jego
możliwości intelektualnych, brak racjonalnego myslenia, problemy z
koncentracją i rozumowaniem. Myslę, że nastapiły jakieś zmiany
(uszkodzenie) w systemie nerwowym.
Jeszcze jedno. W dniu, w którym wyjeżdżał, zniszczył meble i ściany w
swoim pokoju ( na marginesie kilka miesięcy temu go wykończyliśmy, po
rozbudowie domu). Sciany ( z regipsu) i meble po prostu pociął
nożem...
Już nie mam sił. Teraz jest daleko od domu, ale boję się o niego. Mimo
wszystko...Nie moge napisać ,że nie wiem co się z nim dzieje, bo wiem.
Jest narkomanem.
Ale jak ja moge mu pomóc? On nie słucha, a wedle prawa jest
pełnoletni. Co ja moge zrobić? Gdzie się udać, do kogo?
Co może zrobić w takiej sytuacji rodzic dziecka , które jest juz
dorosłe. Wiem, że można napisać wniosek do Sądu o przymusowe leczenie,
ale wiem, że to droga przez mękę. W dodatku nie zawsze się udaje.
Czytałam o matce, która miał podobny problem, ale z sądem walczyła
kilka lat. Udało się skierować syna na leczenie, ale w momencie, kiedy
przedawkował i lekarze ledwo go odratowali.
Proszę doradźcie, bo nie wiem od czego zacząć...
Zdaję sobie sprawe, że to narkoman, właściwie przestepca (kradzieże,
dilerka), ale nie moge patrzeć na to jak sobie życie marnuje :-(
Kiedys był inny, miałam w nim podporę, on we mnie matkę i przyjaciółkę
(tak myslę), nasze relacje były dobre...Narkotyki wszystko zniszczyły.
Wyrzucam sobie, że nie zauważyłam wcześniej, może teraz byłoby
inaczej. Czasami myslę też, że chyba lepiej byłoby gdyby wszystko
zaczęło się np. w wieku 16-lat. Wtedy wiedziałabym co robić...
Nie chcę, żeby skończył w kryminale, jako kaleka, albo co gorsze...
I w tym wszystkim coraz częściej czuję się winna...Nie ma dnia, żebym
sobie nie wyrzucała, że ślepa byłam, głucha i głupia, nie ma dnia...
Jestem z Krakowa, tych poradni tu jest setki, ale wolałabym udać sie
od razu w miejsce, w którym mogę liczyć na pomoc od razu. Komentarze
typu "syn jest pełnoletni, sam musi decydować " są mi niepotrzebne, w
niczym nie pomogą.
Pomóżcie. Z mężem mamy jeszcze 4-letnie bliźniaki, o nich przecież też
muszę myśleć, jakoś funkcjonować. Próbuję, ale z dnia na dzień moja
psychika słabnie. Nie mogę opanować nerwów, jestem chyba na skraju
załamania nerwowego...

z góry dziękuje za każdą poradę .


Ela L

unread,
Apr 26, 2012, 5:55:18 AM4/26/12
to forumr...@googlegroups.com
Witaj,dreszcz mnie przeszedl...oj,jak bym siebie slyszala.
Posluchaj,tez mam syna narkomana,jest dorosly dwa dni temu skonczyl 33
lata,ale zawsze bedzie dla mnie moim synkiem,tu wiek nie ma znaczenia.
Powiem ci jak ja zmusilam syna do leczenia-poprostu nie dostawal
jedzenia-byl na naszym utrzymaniu,schudl bardzo duzo i byl glodny nie
tylko narkotykow ale i normalnego jedzenia,coz bardzo to przezylismy
trwalo to ze dwa miesiace i pewnego dnia zgodzil sie na terapie ufff
radosci bylo co nie miara z naszej-rodzicow strony-on to zrobil bo nie
mial juz zadnego wyjscia-dlugi gonily dlugi-pojechal-zostal 8
miesiecy! Potem wrocil i zaczelo sie od nowa takie samo cpanie i zycie
jak przed terapia. W koncu okradl brata juz nie wspominam o
nas-wystraszyl sie -oglosil nam ze do domu nie wroci -zamieszkal u
kuzyna-ok. powiedzielismu mu ze do domu powrotu nie ma-jezeli nie
podejmie terapii-i znowu wszystko po dawnemu....w koncu powiedzial ze
jedzie na terapie....i znowu nas oszukal wyladowal w Irlandii,odezwal
sie po paru miesiacach,i siedzi tam i ponoc pracuje,dzwoni od czasu do
czasu i ja dzwonie do niego,nie slysze w nim zmiany dalej jest
zamkniety w sobie,malomowny! Ale zostawilam to czasowi,nie mam juz
sil sie ciagle obwiniac i karac za jego cpanie. Szkoda ze nie moge dac
ci jakiejs rady,bardzo chciala bym pomoc,wiem co znaczy syn,ktory sie
tak bardzo zmienil w potwora a ktorego nie mozna przestac kochac!
Pozdrawiam i zycze wytrwalosci! ela
--
Ela L

Rene Gr17

unread,
Apr 26, 2012, 7:54:14 AM4/26/12
to Forum Rodziców
o Boże...
Mam nadzieję, że nasze losy potoczą się inaczej, lepiej... Ale jak
czytam Waszą historię to...tak się boję...
Mojego syna teraz również nie ma w Polsce. Jest w Niemczech u ojca,
ale już wiem że tam też nieciekawie. To tylko kwestia czasu jak wróci
i wszystko zacznie sie od nowa. Tyle że my jesteśmy na początku tej
drogi. Syn jeszcze nie wie, że postanowiłam z tym walczyć. Wybiorę się
do Centrum Interwencj Kryzysowej, tam mam nadzieję na pomoc,
wskazówki. Wiem, że on nawet nie będzie chciał myśleć o jakiejkolwiek
terapii, ale jestem zdecydowana również iść z tym do sądu, aby
skierować go na przymusowe leczenie. Tylko nie wiem, jak to wyglada w
praktyce.
Ja dopiero "raczkuję" w temacie, ale im więcej czytam tym bardziej
jestem przekonana ,że muszę walczyć. Wprawdzie sposoby takie jak uWas,
(typu brak dostępu do jedzenia) na razie dla mnie są szokiem, ale
powoli zaczynam rozumieć, że być może w imię miłości do dziecka, też
będę musiała tak postąpić... Boję się tylko, że on się zatraci...że
wyląduje "na ulicy" a tam...Już schudł, zmizerniał, do tego w
przeszłości miał zanik mięsni w prawej nodze... co to dalej będzie?...
Tak ciężko...
Boże, ile Wy musieliście znieść, przecierpieć...Na razie nie
ogarniam...
dziękuję za podzielenie się doświadczeniami i słowa otuchy.
pozdrawiam-Renata


On 26 Kwi, 11:55, Ela L <el200...@gmail.com> wrote:
> Witaj,dreszcz mnie przeszedl...oj,jak bym  siebie slyszala.
> Posluchaj,tez mam syna narkomana,jest dorosly dwa dni temu skonczyl 33
> lata,ale zawsze bedzie dla mnie moim synkiem,tu wiek nie ma znaczenia.
> Powiem ci jak  ja zmusilam syna do leczenia-poprostu nie dostawal
> jedzenia-byl na naszym utrzymaniu,schudl  bardzo duzo i byl glodny nie
> tylko narkotykow ale i normalnego jedzenia,coz bardzo to przezylismy
> trwalo to ze dwa miesiace i pewnego dnia zgodzil sie na terapie ufff
> radosci bylo co nie miara z naszej-rodzicow strony-on to zrobil bo nie
> mial juz zadnego wyjscia-dlugi gonily dlugi-pojechal-zostal 8
> miesiecy! Potem wrocil i zaczelo sie od nowa takie samo cpanie i zycie
> jak przed terapia. W koncu okradl brata juz nie wspominam o
> nas-wystraszyl sie -oglosil nam ze do domu nie wroci -zamieszkal u
> kuzyna-ok. powiedzielismu mu ze do domu powrotu nie ma-jezeli nie
> podejmie terapii-i znowu wszystko po dawnemu....w koncu powiedzial ze
> jedzie na terapie....i znowu nas oszukal wyladowal w Irlandii,odezwal
> sie po paru miesiacach,i siedzi tam i ponoc pracuje,dzwoni od czasu do
> czasu i ja dzwonie do niego,nie slysze w nim zmiany dalej jest
> zamkniety  w sobie,malomowny! Ale zostawilam to czasowi,nie mam juz
> sil sie ciagle obwiniac i karac za jego cpanie. Szkoda ze nie moge dac
> ci jakiejs rady,bardzo chciala bym pomoc,wiem co znaczy syn,ktory sie
> tak bardzo zmienil w potwora a ktorego nie mozna przestac kochac!
> Pozdrawiam i zycze wytrwalosci! ela
>

Ela L

unread,
Apr 26, 2012, 11:03:56 AM4/26/12
to forumr...@googlegroups.com
Renato,zeby ratowac swoje dziecko od niechybnej smierci,musimy
postepowac tak, ze dla innych wydawalo by sie to nie mozliwe jak matka
moze nie dac jesc swemu dziecku? A jednak to mialo swoj skutek,choc na
kilka miesiecy jego trzezwosci-warto bylo. ela

26.04.2012, Rene Gr17 <renem...@gmail.com> napisał(a):
--
Ela L

Wandula67

unread,
Apr 26, 2012, 3:27:53 PM4/26/12
to Forum Rodziców
Witaj Elu.
Przede wszystkim jesteś bardzo dobrą matką i nigdy, przenigdy nie
obwiniaj się o to co dzieje się z Twoim synem. Nie ma w tym
jakiejkolwiek Twojej winy. Na świecie są narkotyki i ludzie, którzy
mają większe niż inni predyspozycje do uzależnień. Na świecie jest
wiele pokus, chorób, tragedii…
Najważniejsza i podstawowa zasada to nie obwiniać się o uzależnienie
Twojego syna. Z takim obciążeniem nie dasz sobie rady ze swoją
psychiką.
Moja córka zaczęła ćpać jak miała 14 lat. Jest narkomanką,
alkoholiczka i lekomanką – uzależnienie krzyżowe. Przepraszam, że
pozwalam sobie na dawanie rad, ale napisze co mi pomogło. Zasada druga
to pomyśl o wsparciu dla siebie i męża jeżeli on wyrazi na to ochotę.
Im więcej wiesz tym mniej się boisz. Przez kilka lat chodziłam na
psychiatry i dzięki niemu przetrwałam. Wiem, dla Ciebie to
niewyobrażalnie długi czas, wręcz wieczność. Dowiesz się ja cudownie,
genialnie i perfekcyjnie uzależnieni manipulują otoczeniem.
Czytając Twoją wiadomość przeniosłam się na chwile w czasie. Może
uśmiech jest tu nie na miejscu, ale wszyscy rodzice dzieci
uzależnionych byli i są okradani, obrażani, okłamywani, często
doświadczali na własnej skórze fizycznej agresji i psychicznego
gnębienia. Każdy sposób jest dobry żeby walczyć z uzależnieniem, ale
zanim sąd wyda jakiekolwiek postanowienie- Ty się wykończysz. Moim
zdaniem powinnaś synowi podziękować za współlokatorstwo. Jak pisałaś
jest pełnoletni więc niech wezmie swój problem w swoje ręce. Niech
poczuje jego ciężar. Niech poniesie konsekwencje. Nie przestanie Was
okradać, oszukiwać, wytrząsać się nad Tobą. W domu zagości piekło .Dla
świętego spokoju będziecie przymykać oko na jego agresywne zachowanie.
Dla niego to raj! Czy Ty chciałabyś zmieniać cokolwiek żyjąc w raju?
Pełna lodówka, czysta pachnąca pościel, poprane ubrania, stały dostęp
do gotówki- nie istotne , że ukradzionej, służąca, która godzi się na
wszystko? Na psychiczne znęcanie się nad nią i resztą rodziny również.
On nie myśli o Twojej do niego miłości. Jego nie interesuje nic oprócz
używek. Tak, po każdej rozmowie i straszeniu go wyprowadzką na kilka
dni nastąpi minimalna poprawa. I tak w nieskończoność. Musisz być
twarda, musisz przede wszystkim myśleć o sobie! W innym wypadku nie
starczy Ci sił a serce popęka na miliony małych kawałeczków. Doskonale
wiem jak TO boli. Ból utraty kochanego dziecka i poczucie kompletnej
bezsilności. Właśnie Ta bezsilność wykańczała mnie. Zabijała. Każdego
dnia, po kawałeczku, ale regularnie i skutecznie. Po cichu, w
samotności poddawałam się jej. Musisz mieć wsparcie. W psychologu,
rodzinie…w każdym kto może Ci tego wsparcie udzielić. Trzecia
przykazanie to nie tracić nadziei. Nigdy jej nie trać. Na swoim
przykładzie wiem, że życie potrafi nagle i nieoczekiwanie pokazać tą
najlepszą swoją stronę. Kiedy znalazła to forum zrobiło mi się lżej,
bo wiedziałam, że z moją córką nie dzieje się nic nadzwyczajnego co
mogłoby się dziać z narkomanem. Ulgę sprawiało mi czytanie wiadomości
od rodziców którzy borykali się z takim samym problem jak ja. Rzadko
pisałam, bo nie miała nawet już sił na pisanie, ale często czytałam.
Jest tu kilka moich wpisów których w skrócie opowiedziałam historię
mojej córki narkomanki. Była w trakcie brania wszystkiego. Pomyślisz,
że jestem osobą bez duszy, bo podpowiadam Ci, żebyś wyrzuciła syna z
domu jeżeli nie zgodzi się na leczenie. Pamiętam ten moment doskonale…
ona po jednej stronie drzwi a ja po drugiej. Obie płakałyśmy, ale czy
miałam inne wyjście? Pomijam, że mój były mąż był współuzależnionym i
zawsze robił wszystko wbrew logice i zdrowemu rązsądkowie. Nie pomogły
terapie. Żyliśmy w konflikcie a ona chciał udowodnić córce jaka że
matka jest zła i jej nie kocha bo to przecież tatuś jest naj mimo, że
nas porzucił z dnia na dzień jak psiaki. Nie pomogły błagania, nie
pomogły wizyty u terapeutów i lekarzy psychiatrów-córka non stop
lądowała w psychiatryku w stanie ponarkotykowej psychozy- nic nie
pomagało. Myślę, że przedłużał jej okres ćpania a ja pogrążałam się w
nicości coraz bardziej patrząc jak ona umiera.
Ja również martwiłąm się co się się stanie z moją córeczką jak wyrzucę
ją z domu. Myślałam, że stracę kontrolę-której nie miałam, bałam się
że schudnie, że ją pobiją, zrobią krzywdę, zaćpa się itd. Ale jak była
ze mną dwa razy ją reanimowali na moich oczach bo przedawkował,
przychodziła naćpana i pobita, handlowała lekami i ścigali ją
dłużnicy, była chuda, naćpana próbowała sobie kilka razy odebrać życie
np.stając na parapecie na 9 piętrze i tylko cud, że jej nie wypchnęła
próbując ją łapać. Panowałam nad tym wszystkim? Kontrolowałam? NIE.Czy
w domy czy poza nim może wydarzyć się wszystko, ale przynajmniej jest
szansa, że Twój syn poczuje na własnej skórze niszczącą siłę jego
uzależnienia. Jest powiedzenie, że każdy uzależniony musi sięgnąć
swojego dna-u każdego wygląda ono inaczej. Moja córka swojego dna
sięgnęła. Elu przepraszam, że pozwoliłam sobie na taką obszerną
wiadomość, ale chciałam, żebyś chociaż trochę przestała się bać. I
pamiętaj całym sercem jestem z Tobą i każdym rodzicem którego ta
tragedia dotknęła. Tragedia ale często z dobrym zakończeniem Jeszcze
raz bardzo Cię proszę nie trać wiary .Nigdy. Nawet jak mrok zagości w
Twojej duszy a bezsilność będzie paraliżowała Twoje ciało. Jak będzie
ci zle, to pisz proszę. Za każdym razem jak ktoś odzywa się na tym
forum dostaję powiadomienie na e-maila i staram się odpisywać.
Wiem co czujesz. Uszy do góry. Będzie, musi być dobrze. Pozdrawiam
ciepło.
> ...
>
> więcej »- Ukryj cytowany tekst -
>
> - Pokaż cytowany tekst -

Wandula67

unread,
Apr 26, 2012, 3:32:11 PM4/26/12
to Forum Rodziców
Oczywiście Renato, nie Elu.Pomyliłam imiona. Przepraszam, po całym
dniu pracy jestem trochę zamieszana i umysł odmawia i posłuszeństwa.
Jeszcze raz pozdrawiam Renato:)

ewa_zawada Gazeta.pl

unread,
Apr 26, 2012, 4:21:49 PM4/26/12
to forumr...@googlegroups.com
Witaj!
Muszę powiedzieć że jesteś w komfortowej sytuacjii:
Syn wyjechał,nie ma go w domu.proszę zmienić zamki w drzwiach[w razie powrotu]postawic mu ultimatum>lpowrot do domu pod warunkiem,zdecydowania sie na leczenie[ośrodek]INNEJ MOZLIWOŚCI POWROTU DO DOMU NIE MA!!! NO I KONSEKWENCJA Z WASZEJ STRONY DO BÓLU!!!
Ja  tak zrobiłam 8lat temu,nie miał wyboru,był glodny,nie mial gdzie się podziać,koledzy juz nie użyczali lokum.A ja byłam do bólu konsekwentna[mimo że serce krwawilo strasznie]
Dzieki uporowi i pomocy męza,osiągnęłam swój sukces,sukces który spowodowal że syn zacząl się leczyc.Skończył ośrodek w Anielinie,potem roczny hostel.Zostal w Warszawie,pracuje,utrzymuje sie sam-Ma dziewczynę,wszystko jest na dobrej drodze-Modlę się o to codziennie na rożancu,i nie przestaję prosić o łaskę trzezwości dla mojego syna,czego i Tobie zyczę.
                                                               Ewa.

Renata Marciniec

unread,
Apr 27, 2012, 3:17:06 PM4/27/12
to Forum Rodziców
Bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
Dziś byłam w Centrum Interwencji Kryzysowej. Oprócz porady psychologa
otrzymałam tam adresy na placówki, w których mogę znaleźć pomoc. W
przyszłym tygodniu sprawdzę czy pracuja i pójdę napewno. Muszę
przygotować się fizycznie i psychicznie na powrót syna z zagranicy.
Wiem na 100%, że dobrowolnie nie podda się żadnej terapii, więc
pozostanie krok, o którym piszecie.
Kurcze, wiem, że muszę być konsekwentna, ale też wiem, że ciężko
będzie...
dziękuję , będę tu napewno ...


On 26 Kwi, 22:21, "ewa_zawada Gazeta.pl" <ewa_zaw...@gazeta.pl> wrote:
> Witaj!
> Muszę powiedzieć że jesteś w komfortowej sytuacjii:
> Syn wyjechał,nie ma go w domu.proszę zmienić zamki w drzwiach[w razie
> powrotu]postawic mu ultimatum>lpowrot do domu pod warunkiem,zdecydowania
> sie na leczenie[ośrodek]INNEJ MOZLIWOŚCI POWROTU DO DOMU NIE MA!!! NO I
> KONSEKWENCJA Z WASZEJ STRONY DO BÓLU!!!
> Ja tak zrobiłam 8lat temu,nie miał wyboru,był glodny,nie mial gdzie się
> podziać,koledzy juz nie użyczali lokum.A ja byłam do bólu konsekwentna[mimo
> że serce krwawilo strasznie]
> Dzieki uporowi i pomocy męza,osiągnęłam swój sukces,sukces który spowodowal
> że syn zacząl się leczyc.Skończył ośrodek w Anielinie,potem roczny
> hostel.Zostal w Warszawie,pracuje,utrzymuje sie sam-Ma dziewczynę,wszystko
> jest na dobrej drodze-Modlę się o to codziennie na rożancu,i nie przestaję
> prosić o łaskę trzezwości dla mojego syna,czego i Tobie zyczę.
> Ewa.
>
> W dniu 26 kwietnia 2012 17:03 użytkownik Ela L <el200...@gmail.com> napisał:
>
>
>
> > Renato,zeby ratowac swoje dziecko od niechybnej smierci,musimy
> > postepowac tak, ze dla innych wydawalo by sie to nie mozliwe jak matka
> > moze nie dac jesc swemu dziecku? A jednak to mialo swoj skutek,choc na
> > kilka miesiecy jego trzezwosci-warto bylo. ela
>
> ...
>
> więcej >>

magoch

unread,
May 2, 2012, 5:05:09 PM5/2/12
to Forum Rodziców
Witaj Renato,

zrobiłaś już pierwsze kroki w dobrym kierunku, bo zaczęłaś szukać
pomocy w miejscu zamieszkania. To bardzo ważne, żeby znaleźć
sojuszników, terapeutów uzależnień, którzy będą Cię wspierać w długiej
drodze do zdrowienia całej Waszej rodziny. Na pewno znajdziesz takie
osoby i zaufasz im.
Nie zrażaj się do terapeutów słysząc opinie typu: "syn jest
pełnoletni, sam musi decydować", bo nie ma fałszu w tym stwierdzeniu.
Jak będziesz pojętną słuchaczką, to szybko znajdziesz metodę, żeby
"pomóc" swojemu dorosłemu synowi podjąć jedynie słuszną decyzję o
rozpoczęciu leczenia ;-)
Pokaż synowi, że pełnoletniość to nie tylko uwolnienie się od
rodzicielskiej kontroli, ale również samodzielność i
samowystarczalność. Jeżeli on ma pomysł na swoje życie i nie chce
żebyś się wtrącała, to niech bierze życie w swoje ręce i sam zadba o
siebie. Powiedz synowi, że bardzo go kochasz, ale nie pochwalasz tego,
co robi i nie będziesz przykładać ręki do jego samozatracenia. Nie
musisz godzić się na jego agresywne zachowanie wobec Ciebie. We
własnym domu masz prawo czuć się bezpiecznie, poza tym, masz także o b
o w i ą z e k chronić młodsze dzieci. Pełnoletność syna potraktuj,
jako swój atut, a nie przeszkodę.

My zaczynaliśmy motywować syna do leczenia, kiedy miał 17 lat. Też się
bałam, jak trafił do aresztu (w wyniku naszego zgłoszenia na policję).
Myślisz, że było mi łatwiej, kiedy syn był niepełnoletni? Nigdy nie
jest łatwiej. Boli tak samo, czy dziecko ma 15, czy 35 lat.

Życzę wytrwałości i żelaznej konsekwencji.

Pozdrawiam,
magoch

Krystyna Renc

unread,
May 4, 2012, 12:12:52 PM5/4/12
to forumrodzicow
Dnia 2-05-2012 o godz. 23:05 magoch napisaďż˝(a):
> Witaj Renato,
>
> zrobi�a� ju� pierwsze kroki w dobrym kierunku, bo zacz�a� szuka�
> pomocy w miejscu zamieszkania. To bardzo wa�ne, �eby znale��
> sojusznik�w, terapeut�w uzale�nie�, kt�rzy b�d� Ci� wspiera� w d�ugiej
> drodze do zdrowienia ca�ej Waszej rodziny. Na pewno znajdziesz takie
> osoby i zaufasz im.
> Nie zra�aj si� do terapeut�w s�ysz�c opinie typu: "syn jest
> pe�noletni, sam musi decydowa�", bo nie ma fa�szu w tym stwierdzeniu.
> Jak b�dziesz poj�tn� s�uchaczk�, to szybko znajdziesz metod�, �eby
> "pom�c" swojemu doros�emu synowi podj�� jedynie s�uszn� decyzj� o
> rozpocz�ciu leczenia ;-)
> Poka� synowi, �e pe�noletnio�� to nie tylko uwolnienie si� od
> rodzicielskiej kontroli, ale r�wnie� samodzielno�� i
> samowystarczalno��. Je�eli on ma pomys� na swoje �ycie i nie chce
> �eby� si� wtr�ca�a, to niech bierze �ycie w swoje r�ce i sam zadba o
> siebie. Powiedz synowi, �e bardzo go kochasz, ale nie pochwalasz tego,
> co robi i nie b�dziesz przyk�ada� r�ki do jego samozatracenia. Nie
> musisz godziďż˝ siďż˝ na jego agresywne zachowanie wobec Ciebie. We
> w�asnym domu masz prawo czu� si� bezpiecznie, poza tym, masz tak�e o b
> o w i � z e k chroni� m�odsze dzieci. Pe�noletno�� syna potraktuj,
> jako sw�j atut, a nie przeszkod�.
>
> My zaczynali�my motywowa� syna do leczenia, kiedy mia� 17 lat. Te� si�
> ba�am, jak trafi� do aresztu (w wyniku naszego zg�oszenia na policj�).
> My�lisz, �e by�o mi �atwiej, kiedy syn by� niepe�noletni? Nigdy nie
> jest �atwiej. Boli tak samo, czy dziecko ma 15, czy 35 lat.
>
> �ycz� wytrwa�o�ci i �elaznej konsekwencji.
>
> Pozdrawiam,
> magoch


Witaj Reniu!

Nie Ty jedna masz taki problem, to ma�e pocieszenie , ale w�a�ciwie nie pisz� w duchu pocieszenia , cho� my�l� , �e jest Ci ono bardzo potrzebne, wiem jak ci ci�ko, tylko dlatego , �e jest wielu ludzi znaj�cych problem i mog�cych Ci pom�c. My�l� , �e im bardziej Tw�j syn b�dzie mia� mniej komfortowe warunki w trwaniu w na�ogu ( jedzenie , spanie, opieka itd) tym szybciej b�dzie sam chcia� z tym sko�czy�, bo na w�asnej sk�rze odczuje jego skutki. Maja racje ci wszyscy co pisz� Ci w takim
duchu , bo te� to przeszli i wiedza , �e to dzia�a. A tak�e Ci , kt�rzy sami w na�ogu byli. W czasie brania u�ywek s� jak piranie , potrafi� oskuba� ka�dego bez wi�kszych wyrzut�w sumienia, agresja , z�o��, depresja , lenistwo,manipulacja itd.odgrod� si� od tego jak najszybciej , dbaj o siebie i swoja rodzin�, a syna oddaj w opiek� innym i Bogu, a je�li nie b�dzie chcia� si� podporz�dkowa� , to go po prostu zostaw , ale sama ucz�szczaj na terapi� , bo to zawsze Ci� b�dzie wzmacnia�. Nie b�j
si�, staraj si� nie poddawa� zw�tpieniu i l�kowi, cho� wiem , �e to bardzo trudne ,ale to naprawd� wymaga czasu i cierpliwo�ci i wiedzy i wsp�dzia�ania.
Pozdrawiam Krystyna
Pozdrawiam


Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages