W dniu piątek, 31 lipca 2015 21:51:12 UTC+2 użytkownik
seelenv...@gmail.com napisał:
> A co jeśli się nie umawiali tylko milcząco założyli? Zupełnie co innego?
1.Mam nieodparte wrażenie, że ludzie milcząco zakładają bardzo różne rzeczy, nazywając je tak samo. Dlatego tak, milczące założenie to zupełnie co innego.
> Bo zdrad jest parę rodzajów i to zdrad przeciwstawnych do siebie! Np:
> zdradą natury jest monogamia samca. Zdradą małżeńską jego poligamia.
>
2.Nie każdy samiec ma naturę poligamiczną, wśród zwierząt również, a więc nie wiem czy można tak jednoznacznie przypisać tę cechę jako naturalną cechę rodzaju męskiego. Z drugiej strony można szeroko dyskutować czy mężczyzna jest tylko samcem? Czy nie ma przypadkiem też innych cech związanych z przynależnością do rodzaju homo sapiens? Kilku związanych z posiadaniem duchowości? Uczciwości? Potrzeby tworzenia rodziny?
Tak jeśli realizację jednej potrzeby kosztem drugiej nazwiemy zdradą natury, to tak, zdradzamy bez przerwy. Nie innych lecz siebie.
> Więc, jeśli jest zdradą w sferze uczuć, dlaczego oceniamy ją łagodniej od tej fizycznej? Skoro tak bardzo właśnie o duszy i zasadach lubimy gadać.
3. Tutaj się nie zgodzę. Podobno istnieją dowody naukowe, że kobiety i mężczyźni różnią się pod tym względem. Zdrada rozumiana jako zdrada w relacji dwóch osób (a nie zdrada natury) jest inaczej oceniana. Gdy mężczyzna zdradzi kobietę uprawiając seks z inną - kobieta czasami przymknie oko. Gorzej, jeżeli ten mężczyzna zdradzi i angażuje się w inny związek - ma tam dziecko, wydatkuje czas i zasoby na inną rodzinę - wtedy problem wydaje się dużo większy. Ze zdradą mężczyzny dokonaną przez kobietę sytuacja wydaje się odwrotną, już jej zdrada w sensie seksualnym może być związana tym, że mężczyzna będzie wychowywał nie swoje potomstwo, więc jest piętnowana bardziej.
Trudno nie zgodzić się z logiką tych wniosków, choć we mnie burzą jednak poczucie, że człowiek to coś więcej niż suma dążenia do przedłużenia gatunku i własnych genów. Że ma wolną wolę lub próbuje o tę wolność walczyć z różnymi swoimi ograniczeniami i popędami. Bo wolność to nie tylko wolność od piętna kultury ale i od samego siebie.
Amanda, wydaje mi się, że kniaziowi nie chodzi o samo przebranie się w taki sposób by nie zostać zauważonym, bo to nie łamie jakoś szczególnie norm społecznych, a właśnie takie ostentacyjne, zauważalne. A takie jest piętnowane mocno, wykluczeniem i obśmianiem, i bynajmniej nie jest to chwilowe. Miałam okazję zobaczyć taki proces na żywo. Współczuję temu człowiekowi. Wątpię czy ta forma buntu miała jakikolwiek sens i wartość. Do takiej działalności trzeba mieć twardą dupę, stalowe nerwy i psychikę jak głaz. Nie jest łatwo buntować się przeciwko nakazom społeczeństwa, takie moje zdanie.