Tytuł wątku z założenia zakłada podział bielizny (bo o niej oczywiście mowa). Nie jest to przypadkowy sąd, który wyssałem z palca, a spostrzeżenie oparte na rozmowach z najbliższym otoczeniem i przeglądaniem for internetowych.
Istnieje u nas tendencja to charakteryzowania bielizny albo jako wygodnej, noszonej na co dzień, albo też widowiskowej, zakładanej na specjalne, łóżkowe okazje.
Jedni (właściwie jedne) mówią, że nie ma wygodniejszych majtek niż stringi, inni (inne) mówią, że te powodują nieprzyjemne obtarcia. Koronki są seksowne (zdaniem autora), ale noszenie ich przez cały dzień podobno także sprzyja podrażnieniom. Z kolei bielizna wygodna często rozumiana jest jako przeciwieństwo seksownej. Dużo zakrywa, materiał, z którego jest wykonana zazwyczaj mniej działa na zmysł wzroku, jej celem z założenia nie jest kuszenie i czynienie zmysłowym.
Gdzie wg Was jest złoty środek, który czyni bieliznę zarówno wygodną, jak i widowiskową? Zapraszam do dyskusji