Szanowni Państwo! Chyba w pierwszej kolejności trzeba się zastanowić
gdzie jest granica między wegetacją a solidnym prowadzeniem
działalności gospodarczej. Pewnie przeczytaliście wszyscy apel Pana
Tadeusza i chociażby artykuł na
MOTO.PL.
Nie jest chyba żądną tajemnicą to co twierdzę już od dawna, że:
1. instruktor nauki jazdy powinien być to człowiek, który dobrze
zarabia (porównywalnie z nauczycielami dającymi np. korepetycji -
stawka średnia 40 zł na godzinę), ma przez to trochę czasu i kasy aby
się doskonalić lub zwyczajnie odpocząć
2. instruktor nauki jazdy powinien się cenić i szanować. Wtedy inni
będą go szanować, kursanci będą widzieli w nim autorytet a on sam
powinien na ten autorytet zapracować szkoleniem za dobrą kasę, a nie
"robieniem" po 14 godzin dziennie jazd - a niech nikt nie powie, że
tak się nie dzieje w niektórych szkołach bo widzę ile czasu kto jeździ
samochodami po Poznaniu!
3. szkoła nauki jazdy powinna być miejscem gdzie króluje ład i
porządek, a ludzie czują, że robią kurs w profesjonalnej atmosferze
4. właściciel szkoły zarabia tyle żeby normalnie żyć (nie mówię tu o
luksusach ale chociażby o tym, aby też mógł się doskonalić w tym co
robi, rozwijać firmę, kupować nowe samochody itp.). Do tego fajnie by
było gdyby było go stać na np. prezenty gwiazdkowe dla pracowników
powiedzmy, że za symboliczne 100 zł na osobę itp.
To co - stawiamy na profesjonalizm, współpracę i fachowość ale za
rozsądne ceny czy w kolejnym roku znów będziemy widzieć coraz niższe
ceny na rynku? Czasem to mam ochotę kupić np. na portalu Groupon 10
godzin jazd w cenie 170 zł oferowane przez jeden z poznańskich OSK i
poprosić o zawiezienie się nad morze, zjem rybkę, wypiję piwko i
jeszcze w tym czasie zdążymy wrócić. I instruktor się nie napracuje ;)
Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.
Marcin