Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Co zrobić?

5 views
Skip to first unread message

Stopek

unread,
Apr 29, 2010, 5:44:46 PM4/29/10
to
5 lat mieszkamy razem. Zar�czyli�my si�. Ona jednakowo� ostatnio zaj�a
si� intensywnie karier� naukow�, jest m�dra, ma du�e szanse na sukces,
lubi to i to chce robi�. Po�wi�ca jednak temu ca�e swoje �ycie. Dla mnie
ju� nie ma miejsca od roku. Porusza�em ten temat niejednokrotnie, mia�o
by� lepiej, mia�a bardziej zwa�a� na moj� osob� i docenia� m�j wk�ad
(praktycznie ja zajmuj� si� ca�ym domem, a i przy okazji te� nie sram
wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilďż˝ jest lepiej, pomaga mi, robimy
r�ne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do
normy. Znowu wszystko jest na mojej g�owie, a ja jako osoba jestem po
prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy s� wa�niejsze sprawy,
konferencje, referaty... Pozna�em now� dziewczyn�, fajna, ot kr�cimy ze
sob�, nic wielkiego, nie mam z ni� �adnych plan�w. A w domu coraz
wi�ksza chujnia, ju� wprost dowiaduj� si�, �e ona nie ma czasu na nic i
�ebym od niej nie wymaga� zbyt wiele. JA chc� mie� dzieci, ona
absolutnie. Mam wra�enie, �e nic mnie z t� kobiet� nie ��czy. Trzyma
mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogďż˝ z niďż˝ mieszkaďż˝,
razem-osobno, z naciskiem na osobno, jako� dam rad�, dop�ki nie
ustabilizujemy si� na tyle, �eby�my mogli si� rozej��. Ale ona zaczyna
mnie denerwowa� jeszcze bardziej... Mo�e i co� bym sobie znalaz�, zawsze
dawa�em sobie rad�, ale wiem, �e ona ju� niekoniecznie, zawsze j�
wyr�cza�em w takich sprawach, wiem, �e samej jej b�dzie cholernie
ci�ko. Nie wiem co robi�, odej�� i rzuci� wszystko w pizdu? Przecie�
widz�, �e ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywa�, co my�licie?
--
Pozdrawiam serdecznie - Stopek
Pijesz do mnie, chcesz pogadaďż˝? Jabber id: sto...@jabster.pl
Ja �yj� tak jak ja chc�, wi�c wypierdalaj!
I trzymaj siďż˝ skurwielu jak najdalej z dala.

sampi

unread,
Apr 30, 2010, 2:12:41 AM4/30/10
to
On 29 Kwi, 23:44, Stopek <pucj...@gazeta.pl> wrote:
> 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła
> się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces,
> lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie
> już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało
> być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład
> (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram
> wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy
> różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do
> normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po
> prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy,
> konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze
> sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz
> większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i
> żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona
> absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma
> mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać,
> razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie
> ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna
> mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze
> dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją
> wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie
> ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież
> widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie?

> --
> Pozdrawiam serdecznie - Stopek


Te twoje wątpliwości w stylu ''może bym coś znalazł", '' jakoś dam
radę" świadczą IMHO, ze ona juz
w jakimś sensie, swoim silnym charakterem i pozycją, wyrobiła w tobie
poczucie
niższości i niepewności. Takie dyecyzje jak rozstanie każdy powinien
podjąć sam
chociażby po to by nie miał potem do kogoś kto mu ''doradzał''
pretensji.
Jednak z tego co piszesz, nie jest ciekawie, przynajmniej z mojego
punktu
widzenie tj osoby, której priorytety oscylują wokół człowieka.

Wzięłabym pod uwagę tz "za" i "przeciw"

ZA:
- 5 lat razem i zaręczeni - niektórzy podchodzą sentymentalnie do
takich deklaracji.
- jest inteligentna i ma widoki na karierę a co za tym idzie, będą
pieniądze i wszystko co sie z nimi wiąże.
- skoro potrafi cie usłuchać by uczestniczyć w waszym życiu domowym,
to być może rzeczywiści chciałaby więcej czasu poświęcić tobie i
domowi, ale może faktycznie jest już zbyt wyczerpana po całym dniu w
pracy.(może wkrótce się to ustabilizuje, wszystko zależy czy ona
rzeczywiści tego chce)
- co do dzieci, to może, po prostu nie wyobraża ich sobie
w__tej__fazie życia ich mieć - zapytaj konkretnie.

PRZECIW:
- skoro po pięciu latach ze sobą zaczynają się samotne, 'obiady,
kolacja i noce' to czy jest sens brnąć do ślubu i dzieci
tylko po to, żeby po dwóch latach małżeństwa jeszcze wyraźniej
przejrzeć na oczy i stwierdzić to co już dziś z łatwością dostrzegasz?
Wystąpić o rozwód i żyć dalej z etykietką ''rozwodnik" ? A jak w tym
czasie urodzi sie dziecko, to sytuacja się skomplikuje a i wybory będą
o wiele trudniejsze.
- skoro robi karierę i jest na dobrej drodze do dużych pieniędzy to
czy aby wktótce nie będzie zarabiała więcej niż ty, przez co straci do
ciebie
respekt. Wiesz prawda jest taka, że kobiety lubią mieć przed soba
autorytet, każda zależnie od tego co ją pociąga. Rzecz jasna tu nie
można generalizować, ale skoro juz podchodzi tak ambicjonalnie do
sukcesu na płaszczyźnie zawodowej i społecznej, to czasem, możesz
stracić w jej oczach gdy znajdzie się jakiś lepszy rekin finansjery.
- nie wiem czym sa te obowiązki domowe o których wspominasz, ale jeśli
to: pranie, sprzątanie, rachunki itepe i ona ci w tym nie pomaga.....
ciemno to widzę, tz w przyszłości to będziesz kurem domowym - to jest
wyłącznie moje zdanie.
- ma inny pogląd na dzieci - jeśli nie będzie ich chciał nigdy - to
będziesz cierpiał.

Siądź spokojnie i przeanalizuj za i przeciw, te o których również tu
nie pisałeś i pomyśl, czy chcesz tak dalej żyć. Nie przeczę, bo być
może twoje życie
nabierze jakiegoś innego obrotu kiedy w jej pracy wszystko się
ustatkuje, ale zważywszy, że dziś żadnej firmy nie interesuje fakt, że
masz dom, rodzinę i obowiązki i za dobre pieniądze chcą podmiot
wykorzystać maksymalnie a nawet bardziej. Zważywszy, ze ona chce
czegoś więcej od życia niż związku i dzieci to skoro nie poświęci sie
temu to poświęci się karierze.

--
sampi

Flyer

unread,
Apr 30, 2010, 5:05:07 AM4/30/10
to
In article <hrcuke$ed2$1...@inews.gazeta.pl>, puc...@gazeta.pl says...

Wiesz co Stopii - na ostatniem spotkaniu, kiedy by�em u Ciebie,
pogada�em sobie z Twoj� dziewczyn�. Wywar�a na mnie wra�enie sensownej,
wi�c mo�e sensownie trzeba podej�� do sprawy. "Rozsta� si� na pr�b�"
albo porozmawiaďż˝ o swoich odczuciach, obawach, potrzebach.

�eby nie by�o - znasz mnie z jednego rozstania. Opr�cz tego jedynego, z
wszystkimi innymi eks mog�em normalnie porozmawia�, nie pojawia�y si�
�adne oskar�enia ani jawna wrogo��. W tym jednym przypadku [kt�ry znasz]
chyba przedobrzy�em, ale przewdobrzy�em dlatego, �e druga strona podj�a
decyzj� o rozstaniu "pod wp�ywem emocji" [czyli nale�a�a si� jej druga
szansa], a p�niej kopa�a [czyli nale�a�o j� "zbuforowa�" - bynajmniej
nie zaatakowaďż˝].

Pozdrawiam
Flyer

Flyer

unread,
Apr 30, 2010, 5:23:22 AM4/30/10
to
In article <MPG.2644bb9ca...@news.neostrada.pl>,
fl...@gazeta.pl says...

Paradoksalnie - isteniej� r�ne bufory "bezpiecze�stwa", "ziemie
niczyje" czy obszary bezpiecze�stwa. Cz�owiek nie m�g� tego sam
wymy�li�, to musi tkwi� w nim, musi tego potrzebowa�, ale moi ulubieni
psycholodzy tego nie zauwa�yli - widz� tylko bia�e i czarne - obszar
danej osoby i obszar poza nim. Obszaru, kt�ry rozumiany jest przez
atakuj�cego jako atak, ale przez atakowanego jedynie jako zapowied�
ataku, nie chc� zauwa�y�. Nikt nie lubi by� zaskakiwany. ;>

A "druga szansa" - daje si� j� osobom, kt�re si� w "jaki�" spos�b lubi,
nie ka�demu. :)

Pozdrawiam
Flyer

sampi

unread,
Apr 30, 2010, 3:34:51 PM4/30/10
to
On 30 Kwi, 11:23, Flyer <fl...@gazeta.pl> wrote:
> In article <MPG.2644bb9ca30d1234989...@news.neostrada.pl>,
> fl...@gazeta.pl says...
>
>
>
>
>
> > In article <hrcuke$ed...@inews.gazeta.pl>, pucj...@gazeta.pl says...

>
> > > 5 lat mieszkamy razem. Zaręczyliśmy się. Ona jednakowoż ostatnio zajęła
> > > się intensywnie karierą naukową, jest mądra, ma duże szanse na sukces,
> > > lubi to i to chce robić. Poświęca jednak temu całe swoje życie. Dla mnie
> > > już nie ma miejsca od roku. Poruszałem ten temat niejednokrotnie, miało
> > > być lepiej, miała bardziej zważać na moją osobę i doceniać mój wkład
> > > (praktycznie ja zajmuję się całym domem, a i przy okazji też nie sram
> > > wolnym czasem...). Ale nic z tego, chwilę jest lepiej, pomaga mi, robimy
> > > różne rzeczy razem, a po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do
> > > normy. Znowu wszystko jest na mojej głowie, a ja jako osoba jestem po
> > > prostu zlewany totalnie, co tam ja, kiedy są ważniejsze sprawy,
> > > konferencje, referaty... Poznałem nową dziewczynę, fajna, ot kręcimy ze
> > > sobą, nic wielkiego, nie mam z nią żadnych planów. A w domu coraz
> > > większa chujnia, już wprost dowiaduję się, że ona nie ma czasu na nic i
> > > żebym od niej nie wymagał zbyt wiele. JA chcę mieć dzieci, ona
> > > absolutnie. Mam wrażenie, że nic mnie z tą kobietą nie łączy. Trzyma
> > > mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogę z nią mieszkać,
> > > razem-osobno, z naciskiem na osobno, jakoś dam radę, dopóki nie
> > > ustabilizujemy się na tyle, żebyśmy mogli się rozejść. Ale ona zaczyna
> > > mnie denerwować jeszcze bardziej... Może i coś bym sobie znalazł, zawsze
> > > dawałem sobie radę, ale wiem, że ona już niekoniecznie, zawsze ją
> > > wyręczałem w takich sprawach, wiem, że samej jej będzie cholernie
> > > ciężko. Nie wiem co robić, odejść i rzucić wszystko w pizdu? Przecież
> > > widzę, że ona nawet nie ma czasu mnie zatrzymywać, co myślicie?
>
> > Wiesz co Stopii - na ostatniem spotkaniu, kiedy byłem u Ciebie,
> > pogadałem sobie z Twoją dziewczyną. Wywarła na mnie wrażenie sensownej,
> > więc może sensownie trzeba podejść do sprawy. "Rozstać się na próbę"
> > albo porozmawiać o swoich odczuciach, obawach, potrzebach.
>
> > Żeby nie było - znasz mnie z jednego rozstania. Oprócz tego jedynego, z
> > wszystkimi innymi eks mogłem normalnie porozmawiać, nie pojawiały się
> > żadne oskarżenia ani jawna wrogość. W tym jednym przypadku [który znasz]
> > chyba przedobrzyłem, ale przewdobrzyłem dlatego, że druga strona podjęła
> > decyzję o rozstaniu "pod wpływem emocji" [czyli należała się jej druga
> > szansa], a później kopała [czyli należało ją "zbuforować" - bynajmniej
> > nie zaatakować].
>
> Paradoksalnie - istenieją różne bufory "bezpieczeństwa", "ziemie
> niczyje" czy obszary bezpieczeństwa. Człowiek nie mógł tego sam
> wymyślić, to musi tkwić w nim, musi tego potrzebować, ale moi ulubieni
> psycholodzy tego nie zauważyli - widzą tylko białe i czarne - obszar
> danej osoby i obszar poza nim. Obszaru, który rozumiany jest przez
> atakującego jako atak, ale przez atakowanego jedynie jako zapowiedź
> ataku, nie chcą zauważyć. Nikt nie lubi być zaskakiwany. ;>
>
> A "druga szansa" - daje się ją osobom, które się w "jakiś" sposób lubi,
> nie każdemu. :)
>
> Pozdrawiam
> Flyer

Fly, co masz namyśli odnośnie tych psychologów, którzy widza tylko
białe i czarne.
IMO życie jest albo czarne(wszystko wskazuje, ze nie będzie im ze sobą
dobrze/nie pasują do siebie/będą sie ze sobą męczyć) albo białe(będzie
im ze sobą dobrze pomimo najprzeróżniejszych niedogodności losu bo:/
się kochają/mają podobne cele pragnienia/pasują do siebie charakterami
itede.
Na a czym miałoby polegać to coś pośrodku?
Wypada, że szarość/ marazm/ przyzwyczajenie. Po co skazywać się na
starcie na życia w takiej kiszce, skoro mają jeszcze możliwość wyboru.
Rozstać się jak miliony par we względnym szacunku.
Gdyby ludzie poważniej podchodzili do zawieranie związków małżeńskich
i wszystkiego co się z tym wiąże, mianowicie: przysięga, obowiązek
etc. I gdyby rozwody z tz. błahych powodów kosztowały ze trzy roczne
pensje a nie jakieś marne grosze, to zastanowili by sie dwadzieścia
razy zanim by pakowali sie w związek z kimś nie do końca pewnym jak
na poletko doświadczalne z lekkim przeświadczeniem że: a.. w razie
czego to "wysiądę". I być może większe koszty rozwodów, byłyby
poniekąd swego rodzaju panaceum na to zjawisko, mianowicie - pochopne
małżeństwa skończone expresowym rozwodem. Niby tu wszystko zależy od
zasad danego człowieka, ale choćby z samego komfortu nie przeżywanie
tego typu stresów lepiej jest przemyśleć: czy pchać się w stały
związek, który de facto już świeci symptomami wyplenia ewentualnie
niedobrania - po co?
Tak to widzę.
Pozdrawiam :)

--
sami

DHASIAEHL The Wolf

unread,
May 5, 2010, 10:54:41 AM5/5/10
to

Kobieta wyzwolona, samowystarczalna, dominujaca w swojej dziedzinie.
Czuje sie silna odnoszac sukces na polu zawodowym, nie potrzebuje
silnego faceta bo i po co. W takim wypadku odwrocenie rol jest bardzo
popularne, szkoda ze jednak stan taki jest krotkotrwaly, bo w ktoryms
momencie bedzie pytanie do czego ty sie w ogole nadajesz? Widze ze
wolalbys "matke polke" zamiast "kobiety sukcesu", a moze obie cechy
naraz? Marne szanse.

Zniewiesciali mezczyzni, silne kobiety ... naturalna kolej rzeczy
czy tez moze ewolucja podaza w zlym kierunku?

--

Pozdrawia DHASIAEHL The Wolf
-=>/2o$1o\<=-
" It is not enough to succeed. Others must fail."


Magdulińska

unread,
May 14, 2010, 6:48:22 PM5/14/10
to
W dniu 2010-04-29 23:44, Stopek pisze:
Oboj�tno�� cz�sto wyrz�dza wi�cej krzywd ni� jawna niech�� ...

Dremka

unread,
May 16, 2010, 7:05:25 AM5/16/10
to
Stopek <puc...@gazeta.pl> napisal:

> <CIACH>
> Przecie� widz�, �e ona nawet
> nie ma czasu mnie zatrzymywa�, co my�licie?

Stopek, ja moze jestem faszysta, ale:
- nie pasuje Ci to,
- meczysz sie,
- Ona wie, ze Ci nie pasuje i sie meczysz,
- nic z tym nie robi,
- brak perspektyw, ze sie zmieni.

Podsumowujac:
Ona taka jest, a Tobie albo to pasuje, albo nie...


--
Dremka


Himera

unread,
May 28, 2010, 3:06:50 PM5/28/10
to
"Stopek" <puc...@gazeta.pl> wrote in message
news:hrcuke$ed2$1...@inews.gazeta.pl...
>5 lat mieszkamy razem. Zar�czyli�my si�. Ona jednakowo� ostatnio zaj�a si�
>intensywnie karier� naukow�, jest m�dra, ma du�e szanse na sukces, lubi to
>i to chce robi�. Po�wi�ca jednak temu ca�e swoje �ycie. Dla mnie ju� nie ma
>miejsca od roku. Porusza�em ten temat niejednokrotnie, mia�o by� lepiej,
>mia�a bardziej zwa�a� na moj� osob� i docenia� m�j wk�ad (praktycznie ja
>zajmuj� si� ca�ym domem, a i przy okazji te� nie sram wolnym czasem...).
>Ale nic z tego, chwil� jest lepiej, pomaga mi, robimy r�ne rzeczy razem, a
>po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do normy. Znowu wszystko jest na
>mojej g�owie, a ja jako osoba jestem po prostu zlewany totalnie, co tam ja,
>kiedy s� wa�niejsze sprawy, konferencje, referaty... Pozna�em now�
>dziewczyn�, fajna, ot kr�cimy ze sob�, nic wielkiego, nie mam z ni� �adnych
>plan�w. A w domu coraz wi�ksza chujnia, ju� wprost dowiaduj� si�, �e ona
>nie ma czasu na nic i �ebym od niej nie wymaga� zbyt wiele. JA chc� mie�
>dzieci, ona absolutnie. Mam wra�enie, �e nic mnie z t� kobiet� nie ��czy.
>Trzyma mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mog� z ni�
>mieszka�, razem-osobno, z naciskiem na osobno, jako� dam rad�, dop�ki nie
>ustabilizujemy si� na tyle, �eby�my mogli si� rozej��. Ale ona zaczyna mnie
>denerwowa� jeszcze bardziej... Mo�e i co� bym sobie znalaz�, zawsze dawa�em
>sobie rad�, ale wiem, �e ona ju� niekoniecznie, zawsze j� wyr�cza�em w
>takich sprawach, wiem, �e samej jej b�dzie cholernie ci�ko. Nie wiem co
>robi�, odej�� i rzuci� wszystko w pizdu? Przecie� widz�, �e ona nawet nie
>ma czasu mnie zatrzymywa�, co my�licie?

ja myslec ze ty jebany samolub.

--
Live and let Live.


blackmoon

unread,
Nov 4, 2010, 3:58:30 PM11/4/10
to
Sprawa przegrana.
odejdź od niej, zanim ona wyssie z Ciebie energię do życia i zrobi z
niej pożywkę dla własnej kariery. Za 20 lat powie, że nie rozumiecie się.
Szkoda czasu.
to, co było piękne już jest za wami.
z autopsji.

adasiek78

unread,
Nov 11, 2010, 5:30:21 PM11/11/10
to
W dniu 2010-05-28 21:06, Himera pisze:

> "Stopek"<puc...@gazeta.pl> wrote in message
> news:hrcuke$ed2$1...@inews.gazeta.pl...
>> 5 lat mieszkamy razem. Zar�czyli�my si�. Ona jednakowo� ostatnio zaj�a si�
>> intensywnie karier� naukow�, jest m�dra, ma du�e szanse na sukces, lubi to
>> i to chce robi�. Po�wi�ca jednak temu ca�e swoje �ycie. Dla mnie ju� nie ma

>> miejsca od roku. Porusza�em ten temat niejednokrotnie, mia�o by� lepiej,
>> mia�a bardziej zwa�a� na moj� osob� i docenia� m�j wk�ad (praktycznie ja
>> zajmuj� si� ca�ym domem, a i przy okazji te� nie sram wolnym czasem...).
>> Ale nic z tego, chwil� jest lepiej, pomaga mi, robimy r�ne rzeczy razem, a

>> po raptem kilku tygodniach wszystko wraca do normy. Znowu wszystko jest na
>> mojej g�owie, a ja jako osoba jestem po prostu zlewany totalnie, co tam ja,

>> kiedy s� wa�niejsze sprawy, konferencje, referaty... Pozna�em now�
>> dziewczyn�, fajna, ot kr�cimy ze sob�, nic wielkiego, nie mam z ni� �adnych
>> plan�w. A w domu coraz wi�ksza chujnia, ju� wprost dowiaduj� si�, �e ona

>> nie ma czasu na nic i �ebym od niej nie wymaga� zbyt wiele. JA chc� mie�
>> dzieci, ona absolutnie. Mam wra�enie, �e nic mnie z t� kobiet� nie ��czy.
>> Trzyma mnie przy niej nasze super tanie mieszkanie, serio. Mogďż˝ z niďż˝

>> mieszka�, razem-osobno, z naciskiem na osobno, jako� dam rad�, dop�ki nie
>> ustabilizujemy si� na tyle, �eby�my mogli si� rozej��. Ale ona zaczyna mnie

>> denerwowa� jeszcze bardziej... Mo�e i co� bym sobie znalaz�, zawsze dawa�em
>> sobie rad�, ale wiem, �e ona ju� niekoniecznie, zawsze j� wyr�cza�em w

>> takich sprawach, wiem, �e samej jej b�dzie cholernie ci�ko. Nie wiem co
>> robi�, odej�� i rzuci� wszystko w pizdu? Przecie� widz�, �e ona nawet nie
>> ma czasu mnie zatrzymywa�, co my�licie?

>
> ja myslec ze ty jebany samolub.
>

Taki sam samolub jak i ona, oby dwoje maj� prawo do swoich priorytet�w,
dlatego na pewno nie "jebany",

Jakie macie wymagania/cele co do tego zwi�zku??? IMHO r�ni�ce si�
diametralnie, zwi�zek jest zbudowany na tym co by�o, nie na tym co
b�dzie...

wed�ug mnie... strata czasu, dla ciebie jak i dla niej.

0 new messages