W dniu 14.11.2011 14:56, Tomasz Minkiewicz pisze:
> On Wed, 9 Nov 2011 12:14:10 +0100
> Ormianin<
ormi...@ciach.epf.pl> wrote:
>> Ja widziałem ciemnego junaka nigdys w hipermarkecie Carrefour, ale dla
>> zasady tego co w puszce i pecie nie ruszam...
>
> Podziwiam ludzi mających niezłomne zasady, ale ludzi rezygnujących
> z Kozela tylko ze względu na opakowanie chyba nigdy nie zrozumiem. ;>
To znaczy: były badania, i potwierdzone zostało: ZAWODOWI KIPERZY NIE
WIDZIELI RÓŻNICY pomiędzy tym samym piwem kupionym w puszce i butelce.
Oczywiście warunek jest jeden: piwo niezwłocznie po otwarciu należy
przelać do kufla.
To, co nam śmierdzi to aluminium, które normalnie nie ma styku z piwem,
ale podczas nalewania na chwilkę styka się z nim w miejscu rozdarcia
(otwarcia) puszki. O ile ten moment nalewania piwa trwa zbyt krótko, by
zaszła reakcja, o tyle jeśli PIJEMY PIWO WPROST Z PUSZKI, umoczony w nim
co łyk brzeg puszki zaczyna śmierdzieć. Nie jest to trujące ani
szkodliwe, ale to stąd bierze się opinia, że piwo w puszce jest zupełnie
inne niż w butelkach.
Inna sprawa, że mogą być różnice w partiach piwa skierowanych do puszek
i butelek, mogą być nawet rozlewane w różnych rozlewniach, a
kilkunastogodzinna podróż e cysternie tez swoje robi. Czasem na plus,
czasem na minus - ale mogą się różnić. Nie jest to jednak regułą.
Inna zupełnie sprawa jest z politereftalanem etylenu. To substancja nie
wchodząca w reakcje nawet ze spirytusem, jest bezpieczna i nie zmienia
smaku ani zapachu piwa. To kwestia tylko i wyłącznie famy, że jak coś
jest w PET, to jest to tani badziew. Sam piłem przed laty czeskie (lub
być może słowackie) piwo Voječek, właśnie w najzwyklejszej 1,5 l butelce
z politereftalanu etylenu. I było bardzo dobre, a że to woodstock był to
z gwinta we trzech je obalaliśmy (jeszcze nie pijani) i nikt nie narzekał.
Wracając do tematu... Powiadasz, że Junak to kozel?
--
P,
M.