Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

jedno zdanie Noela ;)

1 view
Skip to first unread message

amina

unread,
Sep 8, 2008, 2:13:06 PM9/8/08
to
Szejk w Man City. Fani rywali wieszczą koniec futbolu

misza2008-09-07, ostatnia aktualizacja 2008-09-08 10:36

Wiedziałem, że czterdziestoletnia wierność kiedyś się zwróci. Miło pomyśleć,
że każdy litr paliwa kupiony przez kibiców Manchesteru United powiększa nasz
budżet - mówi Noel Gallagher, lider Oasis. Fani innych angielskich drużyn są
przerażeni i twierdzą, że zbliża się koniec futbolu.

- Chelsea złożyła mi świetną ofertę, więc ją przyjąłem - powiedział po
wylądowaniu w Manchesterze Robinho. - Chodzi ci o City, prawda? - spytali
zdumieni dziennikarze. - Aaaa, tak, oczywiście

Ta gafa ostatecznie wytłumaczyła, dlaczego 24-letni piłkarz zdecydował się
zamienić grający w Lidze Mistrzów Real Madryt na średnią drużynę ligi
angielskiej. Według różnych źródeł Brazylijczyk ma zarabiać w Manchesterze
City 160 tys. funtów na tydzień. Więcej niż Frank Lampard, Cristiano Ronaldo
czy Fernando Torres. Więcej niż dostałby w Chelsea, gdzie ściągnąć chciał go
rodak Luiz Felipe Scolari.

Wydane na niego 32,5 mln funtów i gigantyczna pensja to efekt przejęcia
klubu przez Abu Dhabi United Group for Development and Investment. -
Wiedziałem, że czterdziestoletnia wierność kiedyś się zwróci. Miło pomyśleć,
że każdy litr paliwa kupiony przez kibiców Manchesteru United powiększa nasz
budżet - mówi Noel Gallagher, lider Oasis. Inni kibice, czekający na trofeum
swojej drużyny od 1976 r., założyli na głowy arabskie chusty.

Szef konsorcjum Sulaiman al Fahim serwował pijanym ze szczęścia fanom
kolejne drinki. Kilka godzin po przejęciu klubu wysłał oferty do Valencii
(David Villa), Tottenhamu (Dimitar Berbatow) i Realu (Robinho). Przez
następne dni zachowywał się jak gracz Football Managera, który uszeregował
piłkarzy według ceny. Za Ginaluigiego Buffona dawał 70 mln euro, za
Cristiano Ronaldo 164 mln. Rzucał sumami i nazwiskami na prawo i lewo,
skromnie nazwał się "nowym Abramowiczem". Skromnie, bo jego majątek jest
dziesięciokrotnie większy.

Fanów City uszczęśliwiał, innych przerażał. Na forach Manchesteru United i
Liverpoolu kibice zaczęli wieścić koniec futbolu. Nagle realna stała się
wizja zbudowanej za olbrzymie pieniądze drużyny, w której Torres i Fabregas
walczą o miejsce na ławce rezerwowych

Realna według kibiców. Tych samych, którzy koniec piłki nożnej wieścili już
pięć lat temu, gdy Abramowicz kupował Chelsea. Rosjanin na początku
zachowywał się jak al Fahim. W jego portmonetce również nie było widać dna,
bicie rekordów transferowych wydawało się kwestią czasu.

Ale oprócz kasy Abramowicz ma także głowę na karku i szybko stwierdził, że
pieniądze powinny być tylko środkiem pozwalającym budować drużynę, a nie
pomysłem na jej zbudowanie. Sprowadził więc twórcę sukcesów Manchesteru
United Petera Kenyona. Ten na piłce zna się jak mało kto. Zatrudnił trenera
Jose Mourinho i dopiero wtedy zaczął sprowadzać piłkarzy. Nie tych, którzy
podobali się właścicielowi, ale tych wybranych przez portugalskiego trenera.

Abramowicza czasami ponosiło, rzucał 100 mln euro za Ronaldinho, ale wbrew
trenerowi sprowadził ledwie jednego piłkarza. Za 30 mln funtów kupił Andrija
Szewczenkę. Przyjście Ukraińca okazało się katastrofą, nie ma go już na
Stamford Bridge. Mimo zapowiedzi do dziś Rosjanin nie pobił rekordu
transferowego. Ba, na liście czternastu najdroższych piłkarzy w historii
jest tylko jeden gracz sprowadzony przez Chelsea - właśnie Szewczenko.

Obiecujący złote góry al Fahim wydaje się tyle rozsądku nie mieć. Gdy w
ostatnim dniu okna transferowego wysyłał oferty gdzie się dało, trener Mark
Hughes grał w golfa. Grzecznościowo obiecano trenerowi, że kolejne zakupy
będą z nim konsultowane. Ma wybierać z piłkarzy wartych średnio 30 mln
funtów. Szejk chce ich w klubie mieć 18. W sumie 540 mln funtów.

Mało kto uwierzył w jego zapewnienia, klub piłkarski ma być przecież jego
kolejną zabawką. Jeśli zechce kupić akurat tego piłkarza, nic go nie
powstrzyma. A szejk zachcianek ma mnóstwo.

Kiedy spodobało mu się reality-show, stworzył własne. Po obejrzeniu
"Słonecznego Patrolu" zaprosił na otwarcie nowego hotelu Pamelę Anderson. Po
"Titanicu" jadł obiad z Leonardem Di Caprio, na premierach fotografował się
z Demi Moore.

Teraz wymarzył sobie zdjęcie z Pucharem Mistrzów. Abramowicz czeka na nie
już pięć lat...

Źródło: Gazeta Wyborcza


0 new messages