Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

"Człowiek trawożerny"

482 views
Skip to first unread message

Krystyna*Opty*

unread,
Jan 7, 2004, 2:32:28 PM1/7/04
to
Artykuł pochodzi z Dziennika Zachodniego z przed kilku lat.
Autor Michał Piotrowski
----------------------------------------

Jan Szotyński - dziwak z Gdańska

Człowiek trawożerny

Sok z trawy jest w smaku gorzki, ale też bardzo orzeźwiający. A błoto jest
strasznie sycące - żeby się najeść, wystarczy zjeść kilka łyżek dziennie.

Najsmaczniejsza jest ziemia z Mazur, chociaż ta z okolic Wejherowa prawie
dorównuje jej smakiem. Wystarczy kilka łyżek dziennie, żeby nasycić żołądek.
Zwłaszcza jeśli popijemy sokiem z trawy.
Przygotowanie posiłku z błota i trawy wcale nie jest takie proste. Jan
Szotyński zaczyna dzień od "zakupów". Zrywa trawę z przydomowego trawnika ,
z pojemnika na podwórku czerpie świeżą deszczówkę. W domu miesza z nią leśny
torf przywieziony z głębi puszczy Darżlubskiej, a trawę mieli w sokowirówce.
Tak przygotowane śniadanie na wiele godzin zaspokoi głód. W tym czasie
będzie można zająć się szyciem nowego ubrania albo budową akwarium.

Żyć po indiańsku

Mieszkanie na parterze kamienicy w Gdańsku Wrzeszczu przypomina dużą
szklarnię. Na oknach w dużych donicach rośnie trawa. Obok w olbrzymiej kadzi
pan Jan przechowuje przywieziony z lasu torf. "Kuchnią" jest stół w rogu
pokoju, do którego przymocowane są dwie maszynki - jedna do mielenia błota,
druga - trawy.
- Z maszynkami miałem największy problem. Mielenie trawy nie jest takie
łatwe jak mielenie mięsa - musiałem przerobić normalną maszynkę - tłumaczy
Szotyński.
Deszczówka i ziarna zboża przechowywane są w dwóch mniejszych kadziach. W
drugim pokoju, zamienionym na warsztat, powstaje właśnie jakaś dziwna
konstrukcja. Na jednej z półek stoi imponujący model żaglowca.
- Mam dużo czasu na majsterkowanie - opowiada Jan Szotyński. - Sklejam
modele, szyję sobie nowe stroje, niedawno wybudowałem akwarium, w którym
chcę
stworzyć takie warunki, jakie są w polskich jeziorach - z typowymi roślinami
i zwierzętami.
Zbliża się pora obiadu. Pan Jan przygotowuje porcję torfu, napełnia kubek
sokiem z trawy.
- To naprawdę dobre jedzenie - tłumaczy. - Sok jest w smaku gorzki, ale też
bardzo orzeźwiający. A błoto jest strasznie sycące - żeby się najeść,
wystarczy zjeść kilka łyżek dziennie.

Ze stoczni do lasu

Na dowód, że nie kłamie, pan Jan uśmiecha się szeroko. Zza zielonych od
trawy warg wyłaniają się zęby. Ze zdumieniem zauważam, że Jan Szotyński nie
ma kłów - wszystkie zęby są starte do jednej wysokości.
- Wszystko zaczęło się prawie dziesięć lat temu. Jeszcze jako uczeń liceum
zainteresowałem się przyrodą i wiele czasu spędzałem włócząc się po
najdzikszych ostępach - powiada pan Janek. - Fascynowało mnie, jak łatwo
zwierzęta w lesie potrafią zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. Pamiętam, że
strasznie im zazdrościłem.
Kilka miesięcy później pan Jan rozpoczął pracę w porcie. Jednak każdą wolną
chwilę nadal spędzał w leśnej głuszy. Z aparatem fotograficznym wędrował po
Mazurach i Bieszczadach, podpatrując przyrodę. W domu wybudował 300-litrowe
akwarium, w którym hodował najniezwyklejsze gatunki ryb.
- W pewnym momencie zrozumiałe, że moja praca nie daje mi żadnej
satysfakcji. Koledzy rozmawiali tylko o alkoholu, pieniądzach i codziennych
kłopotach, a ja czułem, że to nie jest mój świat.W końcu rzuciłem pracę -
opowiada pan Jan.
rezygnacja z pracy zarobkowej zbiegła się w czasie z pierwszymi myślami o
wegetarianizmie. W roku 1990, podczas jednej z wielu leśnych wycieczek pan
Jan podjął ostateczną decyzję.
- Uświadomiłem sobie, ile cierpienia zadajemy zwierzętom hodowlanym
Postanowiłem, że nie zjem więcej niczego, co pochodzi od zwierząt.
Zrezygnowałem z mięsa, nabiału i wszystkiego, co miałoby jakąkolwiek
styczność ze zwierzętami. Przestawiłem się na produkty roślinne - groch,
fasolę, owoce - opowiada Jan Szotyński.
W domu rodzinnym pan Jan zyskał wtedy miano "Indianina" - jego dieta ,
długie wędrówki po lesie, a także stroje, które zaczął sobie robić przy
pomocy prostych narzędzi, wzbudzały ciekawość najbliższych.
- Próbowałem namówić ojca i rodzeństwo do roślinożerności, ale muszę
przyznać, że moja rodzina zawsze była strasznie mięsożerna. Najbliżsi nie
chcieli nawet słyszeć i zmianie diety - tłumaczy pan Jan.

Tropem dzikiego człowieka

Po śmierci ojca Jan Szotyński został w domu sam. Opieka społeczna przyznała
mu rentę wysokości 600 zł miesięcznie. Mimo że nadal mieszkał w kamienicy,
pan Jan przestawił się zupełnie na tryb życia dzikiego człowieka - całymi
miesiącami wędrował po lasach, żywiąc się tylko tym, co sam upolował.
- W którymś momencie zrozumiałem, że w przyrodzie nie ma miejsca na litość.
Silniejsi zjadają słabszych. Wtedy znowu sięgnąłem po mięso, ale tylko
takie, jakie byłem w stanie sam upolować - opowiada pan Jan. - Łapałem małe
gryzonie, różne robaki, kupowałem od rolników świnie, które potem sam
oprawiałem. Oczywiście wzorując się na przyrodzie, nie przygotowałem
specjalnie swoich posiłków. Mięso jadłem surowe, bez przypraw, rośliny
także.
W diecie pana Jana od czasu do czasu pojawiały się także koty i psy. Kilka
tych zwierząt trafiało na jego talerz prosto z ulicy.
- Polowanie na dzikie zwierzęta nie jest łatwe, o wiele prościej było żywić
się padliną -0 usprawiedliwia się Szotyński.
W końcu jednak pan Jan powrócił do diety roślinnej. Tym razem jednak zamiast
po warzywa, sięgnął - na wzór zwierząt - po trawę i liście drzew. Okazało
się, że i tym pożywieniem człowiek jest w stanie się wyżywić.
- W końcu odnalazłem to, czego zawsze będzie w przyrodzie pod dostatkiem. Od
pięciu lat trawa jest moim podstawowym posiłkiem, jej sok zaspokaja
większość potrzeb mojego organizmu. Dietę urozmaicam jeszcze trawą i błotem.
Praktycznie nie wydaję pieniędzy na sklepowe jedzenie - w zeszłym miesiącu
wydałem na ten cel 15 zł. Kupiłem za to trochę warzyw i mleko - tłumaczy.
Ponieważ w zimie trudno będzie znaleźć trawę, pan Jan już teraz
przygotowuje się do tego okresu. W tym celu powoli przyzwyczaja organizm do
spożywania leśnego torfu, pełnego rozłożonych resztek roślinnych.
- Jeśli się uda, również w przyszłości, będzie to moja docelowa dieta -
wyjaśnia.

Kanapki z trawą.

Mieszkańcy kamienicy dawno przyzwyczaili się, że mają nietypowego sąsiada.
Jana Szotyńskiego traktują jak niegroźnego dziwaka. Zresztą pan Jan
rzeczywiście nikomu nie wadzi - czasem pojawi się na podwórku, pobawi się z
dziećmi i znów znika w swoim mieszkaniu.
- Jedno, co mnie martwi, to fakt, że przyciągam do siebie ludzi z
marginesu.Nie wiem, jak to jest, ale zawsze znajdzie się jakiś pijaczek,
który będzie chciał ze mną porozmawiać - martwi się Jan Szotyński. - Poza
tym jednak rzadko dochodzi do jakichś awantur. Raz tylko jakieś wyrostki
pobiły mnie w Brzeźnie. Teraz staram się tam nie chodzić.
Mimo że w swoim odczuciu Jan Szotyński odnalazł właściwą drogę do szczęścia,
daleki jest do namawiania kogokolwiek do pójścia w jego ślady.
- Myślę, że ludzie w mieście przy normalnym trybie życia po prostu nie
mieliby czasu na taką dietę. Przygotowanie pożywienia wymaga cierpliwości i
odpowiednich urządzeń. Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby dzieci do szkoły
zabierały kanapki z trawą. Co innego ludzie na wsi - oni mają jedzenie
praktycznie pod samym nosem, a do przygotowania posiłku mogliby użyć tych
samych maszyn, w których przygotowują paszę dla zwierząt. Wystarczyłoby
tylko nieco zmienić przyzwyczajenia - tłumaczy pan Jan.

Michał Piotrowski
--------------------------------


morthir

unread,
Jan 8, 2004, 1:59:39 AM1/8/04
to
fajne, też o takiej diecie pomyślę ;)

--
Wiadomość wysłana z Portalu Młodzieży Optymalnej
http://mlodziez.optymalni.one.pl


Krystyna*Opty*

unread,
Jan 13, 2004, 1:21:52 PM1/13/04
to

Użytkownik "Pawel (Paleo)" <ppa...@interia.pl> napisał w wiadomości
news:btuefp$oq2$1...@news.onet.pl...
> "Krystyna*Opty*" napisał(a):

>
> > Artykuł pochodzi z Dziennika Zachodniego z przed kilku lat.
> > Autor Michał Piotrowski
> > ----------------------------------------
> >
> > Jan Szotyński - dziwak z Gdańska
> >
> > Człowiek trawożerny
> to tylko pokazuje jak wspaniala maszyna jest organizm ludzki i jakie
ekstrema
> jest w stanie tolerowac;

Pytanie tylko: jak długo i jakim kosztem organizmu?
Organizm ludzki jest fascynujący i czasem niezwykle "cierpliwy" ;)
zrobi wszystko, aby utrzymać przy życiu właściciela tegoż.

> czesc ludzi jest zdrowa wbrew diecie ktora stosuja a nie dzieki niej jak
sie
> im wydaje

Tak jest w okresie młodości, w okresie "drugiej i trzeciej młodości" jest
raczej odwrotnie - stan zdrowia wymusza szukanie odpowiedniej diety.

Bardzo chciałabym się dowiedzieć, jaki jest stan zdrowia tego człowieka
z artykułu dzisiaj... (???) (art. chyba był z roku 1998-99)
Może ktoś z Was ma kontakt z red. Chylińskim? Można by podsunąć pomysł,
aby autor reportażu Michał Piotrowski spróbował tego człowieka
odszukać i dopisać dalszy ciąg tej historii... :)

Krystyna

Krystyna*Opty*

unread,
Jan 13, 2004, 1:24:55 PM1/13/04
to

Użytkownik "Krystyna*Opty*" <Krystyn...@poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:bu1cq6$e36$1...@achot.icm.edu.pl...

...bo nieważne jak facet zaczyna, ale jak kończy... ;)

Krystyna

Adamo 2.

unread,
Jan 13, 2004, 3:30:13 PM1/13/04
to
Użytkownik "Krystyna*Opty*" <Krystyn...@poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:bu1cq6$e36$1...@achot.icm.edu.pl...

> Bardzo chciałabym się dowiedzieć, jaki jest stan zdrowia tego człowieka


> z artykułu dzisiaj... (???) (art. chyba był z roku 1998-99)
> Może ktoś z Was ma kontakt z red. Chylińskim? Można by podsunąć pomysł,
> aby autor reportażu Michał Piotrowski spróbował tego człowieka
> odszukać i dopisać dalszy ciąg tej historii... :)

Czy możesz mi wytłumaczyć jaki jest sens robienia a tym bardziej
publikowania wywiadów z wariatami? Może gazety typu NIE czy VIVA są
zainteresowane, ale później się okazuje w druku, że przedstawiają problem
tak jak chcą go przedstawić, niezależnie od tego jak on faktycznie
wygląda.;)))

Pozdrawiam,
Adam

0 new messages