Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

test1

1 view
Skip to first unread message

iza

unread,
Jun 14, 2010, 10:43:07 AM6/14/10
to
test1

malkontent

unread,
Jun 14, 2010, 10:44:48 AM6/14/10
to

Uzytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisal w wiadomosci
news:f678a3d7-dfdf-4df3...@e5g2000yqn.googlegroups.com...
> test1
test OK

iza

unread,
Jun 14, 2010, 1:32:26 PM6/14/10
to
On 14 Cze, 16:44, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
> Uzytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisal w wiadomoscinews:f678a3d7-dfdf-4df3...@e5g2000yqn.googlegroups.com...> test1
>
> test OK

no proszzzzzzz... nie wiedziałam, ze tu załadowałam :))))) i co ?

malkontent

unread,
Jun 14, 2010, 1:38:07 PM6/14/10
to

Użytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisał w wiadomości
news:df515894-b892-4370...@y11g2000yqm.googlegroups.com...

to nie Ty - to ja jako Ty :-))

malkontent

unread,
Jun 14, 2010, 1:44:57 PM6/14/10
to

U�ytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisa� w wiadomo�ci
news:df515894-b892-4370...@y11g2000yqm.googlegroups.com...

On 14 Cze, 16:44, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
> Uzytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisal w
> wiadomoscinews:f678a3d7-dfdf-4df3...@e5g2000yqn.googlegroups.com...>
> test1
>
> test OK

>no proszzzzzzz... nie wiedzia�am, ze tu za�adowa�am :))))) i co ?

No i jest grupa do chatowania na :-)))
Jednym s�owem mo�emy czatowa� :-))

zai

unread,
Jun 14, 2010, 2:36:25 PM6/14/10
to
On 14 Cze, 19:38, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
> U ytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisa w wiadomo cinews:df515894-b892-4370...@y11g2000yqm.googlegroups.com...

> On 14 Cze, 16:44, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
>
> > Uzytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisal w
> > wiadomoscinews:f678a3d7-dfdf-4df3...@e5g2000yqn.googlegroups.com...>
> > test1
>
> > test OK
> >no proszzzzzzz... nie wiedzia am, ze tu za adowa am :))))) i co ?

>
> to nie Ty - to ja jako Ty :-))

nie widzę różnicy :)))

zai

unread,
Jun 14, 2010, 2:37:47 PM6/14/10
to
On 14 Cze, 19:44, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
> U ytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisa w wiadomo cinews:df515894-b892-4370...@y11g2000yqm.googlegroups.com...

> On 14 Cze, 16:44, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
>
> > Uzytkownik "iza" <ro...@vp.pl> napisal w
> > wiadomoscinews:f678a3d7-dfdf-4df3...@e5g2000yqn.googlegroups.com...>
> > test1
>
> > test OK
> >no proszzzzzzz... nie wiedzia am, ze tu za adowa am :))))) i co ?

>
> No i jest grupa do chatowania na :-)))
> Jednym s owem mo emy czatowa :-))

trza zaprosić bliskich dalszych i bliskich bliskich, bo jak nas
znajdą? :)))

malkontent

unread,
Jun 14, 2010, 3:04:04 PM6/14/10
to

>
> to nie Ty - to ja jako Ty :-))

>nie widzę różnicy :)))
ja też w zasadzie - może to i lepiej :-)))

malkontent

unread,
Jun 14, 2010, 3:07:28 PM6/14/10
to

>trza zaprosić bliskich dalszych i bliskich bliskich, bo jak nas
>znajdą? :)))

szanse sa małe - bo jak im sie nie chce
pisać na psp to czemu mieli by Tu ?

ale my sobie możemy - a co :-)

zresztą jak ktos wejdzie w profil i sprawdzi
gdzie Ty piszesz - to zachwile może Cie znaleźć :-))

mnie raczej nikt nie będzie szukał :-))))


zai

unread,
Jun 14, 2010, 3:13:25 PM6/14/10
to

no to sie trza zabawic w crosssssssspostowanko maleńkie ;)
ja nie moge ... ja sie zarzekłam ;)
ja zawolam kochanków mądrości, co poniektórych imigrantów i medykóf a
Ty.... innych - ok ? :)))

zai

unread,
Jun 14, 2010, 3:14:51 PM6/14/10
to

taaa... a mnie to pogromcy tornad szukają ;DD aleś wymyślił

malkontent

unread,
Jun 14, 2010, 3:18:49 PM6/14/10
to

Użytkownik "zai" <ro...@vp.pl> napisał w wiadomości
news:d1d9debf-5348-4d92...@u26g2000yqu.googlegroups.com...

tzn. sendera ? :-)))))))
czy cb ? :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

zai

unread,
Jun 14, 2010, 3:22:00 PM6/14/10
to
On 14 Cze, 21:18, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
> U ytkownik "zai" <ro...@vp.pl> napisa w wiadomo cinews:d1d9debf-5348-4d92...@u26g2000yqu.googlegroups.com...

> On 14 Cze, 21:04, "malkontent" <m...@wxp.pl> wrote:
>
> > > to nie Ty - to ja jako Ty :-))
> > >nie widz r nicy :)))
>
> > ja te w zasadzie - mo e to i lepiej :-)))
> >no to sie trza zabawic w crosssssssspostowanko male kie ;)
> >ja nie moge ... ja sie zarzek am ;)
> >ja zawolam kochank w m dro ci, co poniekt rych imigrant w i medyk f a

> >Ty.... innych - ok ? :)))
>
> tzn. sendera ? :-)))))))
> czy cb  ? :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

eh Ty :) uważam, ze ''ten bębenek może okazać sie cokolwiek
dziurawy'' ;)

narciasz

unread,
Jun 14, 2010, 4:35:34 PM6/14/10
to

Jezdem - jakby co!
Mam chwile czasu, mogem pobelkotac.
jaki temat?

azi

unread,
Jun 14, 2010, 4:43:44 PM6/14/10
to

nie bełkocz mów po polsku :)
a tak przy okazji-- w jakim języku śnisz? to mnie zawsze interesowało
w jakim języku śnią długoletni imigranci.

narciasz

unread,
Jun 14, 2010, 4:46:14 PM6/14/10
to

Jak zasypiam o suchym pysku (przewaznie) to snie w realu, a jak po
dwoch/trzech setach to me senne marzenia siegaja 7-mego nieba.

azi

unread,
Jun 14, 2010, 4:55:45 PM6/14/10
to

jerryyy ja pytam po jakiemu śnisz po polsku czy po kanadyjski :)) ?

narciasz

unread,
Jun 14, 2010, 5:09:40 PM6/14/10
to

Zawsze po POLSKU!
Jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodow
przewaznie racjonalnych, czesciowo irracjonalnych, ale bez
"mistycznej" przyprawy.

Byc Polakiem - to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo
jest z oddychaniem. Nie spotkalem jeszcze czlowieka, ktory jest dumny
z tego, ze oddycha.
Polak - bo sie w Polsce urodzilem, wzroslem, wychowalem, nauczylem, bo
w Polsce bylem szczesliwy i nieszczesliwy.
Polak - bo dla czulego przesadu, ktorego zadna racja ani logika nie
potrafie wytlumaczyc.
Polak - bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano; bo mnie
tam polska mowa od niemowlectwa karmiono; bo mnie matka nauczyla
polskich wierszy i piosenek.
Polak - bo po polsku spowiadalem sie z niepokojow pierwszej milosci i
po polsku belkotalem o Jej szczesciu i burzach.
Polak dlatego takze, ze brzoza i wierzba sa mi blizsze niz palma i
cyprys, a Mickiewicz i Chopin drozsi, niz Szekspir i Beethoven. Drozsi
dla powodow, ktorych
znowu zadna racja nie potrafie uzasadnic.
Polak - bo przejalem od Polakow pewna ilosc ich wad narodowych.
Polak - bo moja nienawisc dla faszystow polskich jest wieksza, niz
faszystow innych narodowosci. I uwazam to za bardzo powazna ceche
mojej polskosci.
Ale, przede wszystkim - Polak dlatego, ze mi sie tak podoba!

zai

unread,
Jun 15, 2010, 1:32:22 AM6/15/10
to

No tak nie kwestionuje twojej polskości, jednak
mózg nie ma narodowości i przyzwyczaja sie do
tego w czym przychodzi mu funkcjonować.
Wiem,ze po kilku latach pobytu za granicą
Polakom, którym nie mają stałego kontaktu z krajanami
na wstępie bardzo zubożewa język a bywa, że i
zapominają niektórych określeń czy słów -- nie mówiąc już
o zmianie poczucia humoru czy nieumiejętności zrozumienia pewnych
powiedzeń czy metafor.
Właśnie dlatego skoro to wszystko tak sie dziej -- to się
zastanawiałam,
w jakim języku z czasem zaczynacie śnić. Bo jednak chyb umysł jest
odzwierciedleniem naszego
jestestwa. :)

narciasz

unread,
Jun 15, 2010, 2:13:51 PM6/15/10
to
On Jun 15, 1:32 am, zai <ro...@vp.pl> wrote:

Ciach!

- Nie wazne - jednak, by nie byc goloslownym....

- Oki, udalo Ci sie wciagnac mnie w paplanine - juz ci tlumacze.
Moje zachowania wzgledem mojej pracy nie odbiegaja od sredniej.
Nie mysl ze jestem kamikaze - czy przyglup - ktory nie mysli.
Wypadkow, kraks na drogach sa tysiace kazdego dnia, jedne nic nie
znaczace
stluczki, inne nogami do przodu, a jeszcze inne sa takie ze po ofierze
znajduja kilka gnatow, nawet z wykryciem czyje to gnaty w dna bywaja
klopoty.

Gdybym to wszystko bral pod uwage siedzialbym w szafie - w piwnicy i
jeszcze mialbym parasol z calowej blachy nade lbem - ale, ze to
wszystko pierdole, a prace swoja lubie - to... - se jade ... - K.P?

Cus ci opowiem, ale pamietaj! - ostatni raz. Bos ty okropnie namolny i
upierdliwy gamon ktoremu przez tydzien trzeba tlumaczyc: "co
autor chcial przez to powiedziec", - malo! - jeszcze na to zadasz
urzedowych dokumentow, zdjec, swiadkow ect. - jak, uzupelnia swoje
pomyje Obtargany Obeszczalek, a mnie nie wolno sie denerwowac bo moge
wysc z nerw i ... sam wiesz. Ale do rzeczy.

- Zreszta.. po jaki mam sie licytowac z idiata?

Gon sie !


Bylo to kilka lat temu, jechalem z San Diego do Dallas - doladowac 3/4
naczepy. Latwo, lekko i przyjemnie.
Na dziesiatce, po minieciu Yumy robi sie bardzo zolto jak w Vancuver i
pusto jak w miesnym sklepie za komuny w kieleckim, nie ma na
czym oka powiesic, jedynie niedzwiedzie wesza za Meksykanami idacymi
uparcie na saxy do Usiech. Puszczasz wowczas muzyke, dlubiesz w
nosie, popiardujesz - szukajac ubocznego zajecia i pchasz sie do celu
(sciepy wowczas nie znalem).
Pomiedzy Tuscon a El Paso (zeby ci dac mniej wiecej namiar o jakich
okolicach gledze), joggujac po kanalach CB zlapalem slabe
gdakanie Slowian z nad Wisly, nadstawilem uszu - ja! - Polaki! - jada
tyz "dycha" w te sama strone co ja - na wschod. Byli okolo 20
mil przedemna wiec strzelilem z bata - nad zadach szkapom i po pol
godzinie widze; od czasu do czasu na widnokregu polyskujaca
chromem dupe cysterny Polakow, i druga dwie mile z przodu. Zaczelismy
nawijke jak to bywa w takich przypadkach na odludziu. Z psem
by czlowiek gawedzil w tych stronach a co dopiero z ziemlakem.
Rozmawiajac, dowiedzialem sie ze sa z Frisco, jada do Houston do
portu z jakims infammabile tatalajstwem. Zabraklo mi cieczy do
plukania orgazmu Tfu! organizmu wiec im mowie ze ich smigne i sie
zaopatrze w co trzeba, pozniej dokonczymy geganie, bo chcialem we
"Wpolnocie Polskiej" pociagnac do Kant (nie pomyl z pizda) jest
taka miejscowosc w Texasie. Za nia, jadac na pn. wschod w moim wypadku
do Dallas wskakujesz na "dwie dychy" - czaisz?
Wyprzedzajac ich, pogralismy sobie na trabkach - machajac galeziami.
Oni byli zaopatrzeni, tak ze nie mieli zamiaru zatrzymywac sie
az u celu bo poganial ich termin rozladunku.
Bylo to przed Deming (czaisz namiar?), minalem je, pognalem dalej
pamietajac o ladnej "pompie" z zapleczem w miasteczku o znajomej
mi nazwie jeszcze z Francji: "Cambray".


Chociaz swiat wydaje sie wielki tak nie jest. Czasami ludzie spotykaja
sie wcale na to nie liczac poprostu los, przeznaczenie
kieruje naszym zachowaniem, naszymi ruchami w gownie jakim jest zycie.
Czasami chcac kogos spotkac - planujesz, umawiasz sie i ...
kicha! - nie wydalo, dziwne prawda? No, chyba ze idziesz do swej babci
- ktora zyje obok - z kwiatami w dniu jej urodzin, trafienie
pewne - chociaz? - tyz mozesz idac zlamac noge i ... dupa!


Zjechalem na pompe, skladajac wizyte w "Krolestwie Ciszy" gdzie chwile
rozmyslalem na dziejami swiata - pozniej kupilem napoje i
inne wiktualy po czym do furki. W pudelku uslyszalem znajome glosy.
Zapytalem czy juz mineli Cambray? - Nie! - ale za chwile.
Lubilem "wozic sie na kole", od tego czasu juz nie - dlaczego -
zapytasz - jak cie znam?
Gdybym ruszyl przed nimi, gadalibysmy nadal do czasu az by zamilkli,
pomyslalbym ze staneli albo "kabel sie urwal", pognalbym swoja
droga, czekajac na nich zmienilem swoj jeden z nawykow.
Byla godz. 8 P.M. slonce ostro dawalo po patrzalkach jak to ustalone
miliardy lat temu, tym razem rowniez z zachodu. Kolesi juz
widze z oddali jak sie zblizaja do parkingu na ktorym stalem
(poludniowa strona). Gdy juz mnie mineli inny kierowca jadacy
naprzeciw
tez - mozliwe - poczul potrzebe zwilzenia wnetrza. Nie wiem i nikt sie
nie dowie co go sklonilo do zjazdu na parking. Wycelowal to
spotkanie dokladnie. Z dwu truckow, nie liczac ladunkow nie zostalo
kawalka prostego elementu.
Odjezdzajac z Cambray zostawilem dopalajace sie resztki aut i ...
marzenia, troski, radosci - slowem, mienione zycie czterech
kierowcow.


Jak myslisz, zapomne z czasem nazwe tego miasteczka o nazwie
"Cambray"? Uprzedze cie. Nie, nie zapomne, ale i rowniez nie porzuce
swej pracy ktora naprawde lubie i mysle ze dobrze ja wykonuje. Nie
wierze w zadne prowadzace anioly, sw. Krzysztofow (chociaz mam
jego medalik w kabinie - ktory dostalem kiedys na pl. sw. Marka w
Wenecji od pewnej zakonnej siostry). Wierze w siebie w swoja
intuicje, doswiadczenie i licze tylko na siebie - to, pozwala mi wejsc
do kabiny i jechac. Rozumiesz?

Cenie swoj czas, a znajomi do mnie nie pisza - dzwonia - lub, spotykam
ich osobiscie - proste?
Znajomych mam mnostwo, przyjaciol za to mikroskopijna ilosc, pierwszym
i najwazniejszym dla mnie jest zona.
Wrogow? - tak jak i przyjaciol. Gdy nie masz tych drugich, to i o
pierwszych nie musisz sie martwic, ale ... to juz inna bajka.


narciasz

unread,
Jun 15, 2010, 4:12:59 PM6/15/10
to
Jak pies nie ma co robic to... - siada pod stolem i jaja lize..
- Ja przeciwnie... Staram sie tworczo exponowac.
Probka:
Czy kto juz widzial na polach bociany?
Czy kto juz widzial, powrotne jaskólki?
Jeszcze nie czuja zadnej w sobie zmiany
Szare ulice i mroczne zaulki,
Gdzie schnie po sniegach, bloto w dróg wyboju,
Ale juz w serca mego niepokoju,
W mej krwi obiegu, która spieszniej krazy,
Ze jej zaledwo. tetno nie nadazy,
Czuje wyraznie, o, czuje radosnie,
Ze gdzies na polach ma sie juz ku wiosnie!
Choc wszystko wkolo. jeszcze szare, senne,
Chmury juz zdaja sie jakby wiosenne:
Perlosrebrne plyna niebios tonia
I zalatuja jakby kwiatów wonia!
Nie zielenieje jeszcze,, lecz z pogloski
Cieplych powiewów, od których przymrozki
Pierzchaja sladem uchodzacej zimy,
Slychac, ze lanów kraciaste kilimy
Ozywcza w glebi przechodza przemiane
I rzady mrozów sa juz zapomniane,
Ledwo marcowe podeschly, roztopy...
I niecierpliwia sie juz moje stopy,
By z miejsca porwac sie, biec, leciec w pole
Na skoki, plasy, na dzika swawole,
Wywracac kozly i stawac na glowie,
I witac niebo, i pozdrawiac chmury,
Wyrzucac czapke radosnie do góry
I wolac glosno: "Dajze ci Bóg zdrowie,
O, ziemio, niebo, o, zbudzony swiecie,
Co moja dusze odradzasz i kwiecie!"

...O, wybaczze mi ty ten brak powagi,
O, Wielki Cieniu, wierny towarzyszu
Czlowieczej ^ mysli, która prawdzie nagiej
Patrzy w oblicze nieme. Na klawiszu
Mojego serca polozyla palec
Stara tesknota i jak w instrumencie
Dawno umilklym, w duszy mej odmecie
Cos zaspiewalo! I twardy zakalec
Twojego chleba, którym karmisz glody
Mej samotnosci, wydal mi sie strawa
Cierpka, a posmak twej letejskiej wody,
Co czyni twoja zaziemska zaprawa
Kazda biesiade - Ostatnia Wieczerza,
Przedziwnie gorzkim. Wiem, ze poza swiatem
I poza zyciem wielkie tajnie leza,
Ale czlowiekiem jestem, nie ornatem,
I mdleje wreszcie reka od znuzenia,
Dzierzaca wiecznie woskowa gromnice
Co, oswiecajac mrocznego milczenia
Progi, poglebia, nocy tajemnice.

Snadz nieostroznie jest i niebezpiecznie
Serce swe wiazac z tym, co nie trwa wiecznie,
Lecz mi tym drozsze, winno byc, co zginie,
Gdy to, co wieczne, nikogo nie minie
I z cierpliwoscia nad grobowym dolem
Czeka z calunem, i urny popiolem.

Wiem, ze sa sprawy wieczne i przystoi
Myslec o smierci tym, którzy sposobu
Nie znajda nigdy, by, uniknac grobu
I tego, co sie poza grobem roi
Natretnej trwodze. Rzecza pozyteczna
I budujaca jest przywykac z, wolna
Do tej pewnosci, ze droga padolna
Ma kres niechybny, czy stopa taneczna
Kroczy nia plochosc, czy sie po niej wlecze
Szczudlo kaleki; ze radosc jest ziarnem
Rozczarowania, z którego sny czlecze
Czerpia nauke, ze wszystko jest marnem.
Madrosc tez radzi - a przyswiadcza onej
Duma czlowiecza o swa godnosc dbala -
By sie oswajac z groza, co ramiony
Zimnymi siega po zrodzonych z ciala,
I umiec spokój zachowac w godzine,
Co nas powinna zastac w pogotowiu,
Gdy w naszej lodzi niepewna lupine
Zgon wrzuci balast nadmierny olowiu,
By ja pograzyc na dnie. Dna onego
Zagadka tajna jest i niezbadana
Tym, którzy w duszy wlasnej nie dostrzega
Granic cierpienia i smutku i z rana,
Budzac sie w sloncu, w oczach nie przynosza
Spojrzenia nocy, która wtajemnicza
W swa niepojetosc! Dlugo ta pustosza
Wodzila kroki moje samotnicza
Ciekawosc bezdna! Dlugo bylem tkaczem
Tych szarych mysli, w których duch nasiaka
Chlodem piwnicznym i, placac haraczem
Zywota, dzielo czynilem pajaka,
Co madrosc z siebie snuje dluga przedza
Wlasnych wnetrznosci, by nimi owinac
Wystygle serce swiata! Pustko! Nedzo!
Chlodzie! Lecz serce czlecze nie chce ginac
W nieskonczonosci lodowym bezkresie,
Gdy wiatry mówia, ze sa drzewa w lesie
Mlode i zywe, co pija promienie
Zlotego slonca i kapia korzenie
W zapachu cieplej ziemi, chociaz ledwie
Tyle zajmuja miejsca, co obiedwie
Rece obejma usciskiem milosci!
Nie wiecej trzeba mnie i sercu memu,
By sie radowac! Grudo czarnoziemu,
Chce tknac sie ciebie! Chce do ciebie w gosci,
Wiosno! Zbyt dlugo byl chlód, chmury, slota,
Wiec nie dziw przecie, ze mnie rwie tesknota
Odetchnac polem, skapac sie w przezroczu
Wiatru! Zbyt dlugo stalem na uboczu,
W cieniu wiecznosci, gdy to, co doczesne,
Plawi sie w blasku! Niech i ja w nim wskrzesne,
Ozyje z martwych! O, cieple blekity!
Cz&s zastarzale wytepic bronchity,
Którymi dusze i mysl zakatarza
Mgla, co zawiewa z wiecznego cmentarza!

Zyciem ci, cieniu, sluzylem dosc dlugiem!
A wszak tam musi juz chodzic za plugiem
Oracz i woly pogania cierpliwe,
Które lemieszem srebrnym kraja niwe
W bruzdy, gdzie klada sie cieniów fiolety,
Gdy skiba dymi jako wolów grzbiety
W blekitym chlodzie poranka. A wrona,
Jak owdowiala po sniegu matrona,
Zadowolenia dajac glowa znaki
Wybiera tluste i biale pedraki.
A w niebie dzwoni skowronek w ekstazie
I juz kotkami pusza sie wierzb bazie,
I wzdluz dróg topól pielgrzymie pochody
Prowadza wiosne z pól w wiejskie zagrody,
Gdzie juz piejace z wielkopostnej nuty
Grzebia sie w gnoju ogniste koguty.
I w sloncu grzeja sie na wpól ospale
Muchy na swiezej czystych chat pobiale
Lub jak krwi kropla rdzawa glówka
Gwozdzia biedronka blyszczy, boza-krówka.
Na plocie garnki lsnia brzuchów golizna,
Która wiatr skrywa suszona bielizna,
A popod plotem kret wznosi pagórki.
I, obudzona juz dla miodu zbiórki,
Póldretwa jeszcze zabrzeczala pszczola,
Patrzac, czy z trawy nie wyjrzaly ziola,
Czy mlodzienczego puchu lekkie slady
Juz zaczynaja ozieleniac sady.
Zakwitna sliwy, zakwitna czeresnie,
Grusze, jablonie i slowików plesnie
Beda tesknoty swej milosne smutki
Mieszac z woniami bzu, którym ogródki
Wiejskie zapachna, a grzadek rabaty
Pokryja sliczne wielkanocne kwiaty,
Hiacynt rózowy, zólty i niebieski,
Niewinny narcyz, tulipan królewski,
A wiatr ich wonie przeslodkie poniesie
Fiolkom, konwaliom, co sie zbudza w lesie,
Gdzie wnet roztocza zieleni powaby
Lipy i buki, i klony, i graby,
Zaszumia lisciem jesiony i deby
I zaczna spiewac wilgi, kosy, zieby
I opukiwac pnie, w swiegotu gwarze,
Dziecioly, lasu powazni lekarze.
I gdy sie zapas zimowy uszczupli,
Ruda wiewiórka wylegnie z swej dziupli,
Bigotka, która gdy ja znuzy taniec,
Przebiera w lapkach orzechów rózaniec.
I wyjdzie z gestwy drzew pelen powagi
Sarniuk: chodzace po lesie szaragi,
Na których lisy nie wieszaja futra,
Boby musialy szukac go do jutra.
Pod muchomorem usiadzie ropucha,
Niby przekupka pod straganem glucha,
Paciorki rosy sprzedajac bogatej
Za zlote cetek slonecznych dukaty.
Slimak, sliniasty slad znaczac swej drogi,
Popelznie sciezka, wysuwajac rogi
Niby dwa palce ku swietej przysiedze,
Ze ma dom wlasny, choc zyje w -wlóczedze.
Mrówki, niewolne, brazowe Numidy,
Beda budowac swoje piramidy,
Znoszac budulec swój szczypta po szczypcie,
Wszedzie na swiecie czujac sie w Egipcie.
Powietrze cale rozdzwonia komary,
Tracajac w dromle, a zuki w gitary...
A poza lasem, na pól szachownicy,
Kwadraty owsa, zyta i pszenicy,
Przetkane makiem, kakolem, blawatem,
Rozblysna zlotym jak ornat brokatem.
Tu gryka niby sniegu przescieradlo,
Tam len jak niebo, co na ziemie spadlo,
Kukurydz miecze archanielskiej miary
I sloneczników ogromne zegary
Roztaczajace zlotych godzin szprychy.
A dolem kwietnych dyn zlote kislichy,
Z których poranek rose szczescia pije...
I wszystko plonie, raduje sie, zyje!

Hej, wyobraznio, hola! Stan w zapedzie
I lot pohamuj! Jestes w wielkim bledzie!
Do calej krasy tej jeszcze daleko
I wiele wody potoczy sie rzeka,
Zanim sie jawa twój sen stawac pocznie.
Spojrzyj, przekonaj sie sama naocznie,
Ze lak nie kryje jeszcze zielen boska,
Jeszcze pierwszego nie widac pierwiosnka,
Ledwo ruszyly rzeki w lód zalegle.
Wiosna jest naga, jak piskle wylegle
Z bialego jaja zimy, bez pokrowca
Trawy, jak gola, ostrzyzona owca.
Ale tym lepiej. Biedna, nieozdobna,
Wiosna ta bardziej jest do mnie podobna,
Bardziej przystoi mi niz przepych strojny.
Staje sie do dna wdzieczny, bogobojny
Na widok glazu ogrzanego sloncem,
Bo trzeba cieszyc sie, przed swoim koncem,
Tym, co los zdarza. Radosc nas nie szuka,
Lecz my szukamy jej. Tac jest nauka,
Która mi daje rada serca bratnia.
Moze to wiosna moja juz ostatnia?
Zycie mknie szybko, wiecznosc z wolna stapa.
Nie czas przebierac. Choc uboga, skapa,
Droga mi kazda chwila! Trudno czekac,
Gdy wszystko spieszy. Nie chce sie wyrzekac
Zadnej radosci. Stoiczna pogarda
Jest rzecza glupiej pychy, gdy za twarda
Jest kromka chleba dla zbyt slabych zebów.
Mój glód jest zdrowy. Dajcie mi otrebów,
A zuc je bede. Polykalem gladko
Niejedne wióry z ta polewka rzadka,
Która sie zyciem zwie, lecz nie stracilem
Smaku do jagód, które na pochylem
Zboczu mem rosna.

Czy kto po imieniu
Zawolal na mnie? Slyszalem w milczeniu
Glos niby z dala, lecz jakby spod ziemi.
Ale daremnie oczyma bystremi
Patrze za siebie... Nie widze nikogo...
Lecz czemu nagle cos mnie zdjelo trwoga
I grzbiet mój zdaje sie ku ziemi zginac?
Wiem i nie trzeba mi tez przypominac,
Ze od czlowieczej mysli, ze od trwogi
I od nadziei czlowieczej, pod nogi
Okryte znojnym kurzem, cien olbrzymi
Pada na drogi naszej szlak pielgrzymi,
Cien dlugi jako noc i dzien, jak zycie,
I poza zyciem ginacy i jawa.
Pamietam o tym. Lecz zebrak ma prawo,
Gdy glód go neka, po datek jalmuzny
Wyciagnac reke i nawet podrózny,
Którego pewny cel pokusa neci,
Krzepi sie ulga milej pamieci
I'czlonki swoje w spoczynku Wyciaga,
Który beztroska mozolem uraga.
Niech i ja wytchne, niech na mig zapomne.
Pragnienia moje sa tak bardzo skromne.
Czegóz potrzeba mi? Troche radosci,
Uscisku jakiejs dloni, ust usmiechu.
Spojrzenia, które sieje blask milosci
Z ócz, co mijaja nas w drodze w pospiechu.
Nawet nie tego! Lecz by sie zdawalo,
Ze ktos w poblizu kocha. Rzecza mniejsza,
Czy nas! Ot, byle sio'na chwile mala
Otrzec o fale powietrza cieplejsza,
O atmosfere serca! Dawno dusze
Z tym oswoilem, ze losu "nie kusze
Zbytkiem wymogów. Przystaje na niczem.
Nawyk to sprawil. Przed doli obliczem
Nie staje z prosba "ni czarem zaklecia.
Gdy wszyscy wzieli, co bylo do wziecia,
Mój cms mst-)wal i dlatego puste
Sa dzis me'dlonie i w tlomoka chuste
Nic nie wlozylem na zapas, na czarna
Godzine smutku. Tym razniej sie garna
Wargi me, glodem trawione'bolesnie,
I dobrze wlasnie, zem przybyl za wczesnie
Tym razem, wiosno! Czekalem lat tyle,
Wiec moge jeszcze "dzis poczekac chwile,
Nawet chwil wiele! Lecz nie nazbyt dlugo,
Prosze, bom nieco znuzony zegluga
Po tym czekania zbyt jalowym morzu.
Wiec tu usiadlem teraz na rozdrozu,
Wsród pól, co beda wnet zielono-zlote,
Lecz jeszcze nagie'sa, i ma tesknote
Prosze pokornia, by ze mna usiadla.
Troche znuzona jest, bo tez nie jadla,
A wiec oslabla od czczosci i prózni.
Nie dziw, ze mecza sie glodni podrózni
I nogi cieza im jak glazu bryly...
Slodycz powietrza pozbawia tak sily,
Jakby mlodego wina tegie moszcze...
O, nie mysl, duszo, ze mlodym zazdroszcze.
To by istotnie moglo mówic wiele! ?
Sil mi nie braknie ni mlodosci w ciele.
Ot, patrz, jak lekko przeskakuje rowy,
Wyrywam z ziemi mlody ped debowy,
Ciezkie kamienie dzwigam i przenosze,
I gwizdze przy tym, i wierzgam jak losze,
I wolam glosno: TToz to zart! To kpiny!t,
I robie przy tym zuchowate miny...
Lecz nagle wielki opada mnie smutek,
Az do dna duszy... Czy to wiosny skutek,
Czy tez juz dusza nie umie sie cieszyc?
Blazenstwem swoim prózno chce rozsmieszyc
Swe wlasne serce... Jak puste rozstaje!
Przedwczesnie jeszcze, a pózno sie zdaje...
Czy pózno dla mnie? Czy mi juz istotnie
Myslec o smierci i dumac samotnie
W ciszy pustelni, przed ludzmi w ukryciu?
Lecz nie wiem przecie nic jeszcze o zyciu,
Chociazem stopy wsród tylu dróg wlóczyl -
Jeszczem sie kochac go dosc nie nauczyl -
Wiec cóz mam wiedziec o smierci? Kochalem
To, co dalekie, i gonilem z szalem,
Co niemozliwe, choc wiedzialem przecie,
Ze nie mam skrzydel! Jak szalone dziecie
Gwiazd chcialem tykac rekoma i czolom,
A zapomnialem, z moja dusza spolem,
Ze stopy moje dotykaja kwiatów,
Ku którym gwiazdy tesknia z swoich swiatów!
Sam cudzoziemcem uczynilem siebie
Na tej wzgardzonej, a tak bliskiej glebie!
Chwil zmarnowalem tyle, omieszkalem
Tyle radosci sercem opieszalem
I gdy chce odbic to, czego mi dluzna
Zostala dola, juz moze za pózno?
Bylem zbyt srogi dla sie, zbyt surowo
Chec poskramialem kazda, co z namowa
Slodka mi zlote podsuwala wino.
Nazbyt karcilem dusze dyscyplina
I wlosienica, aby jej nie wabil
Powab przelotny, azem ja oslabil
Tak, ze ja byle wiatr jak zdzblo dzis pognie.
Lecz mialem w sobie wtedy wielkie ognie,
Jednak zar kazdy niesycony stygnie.
Mialem ja niegdys w sercu wielkie dzwignie,
Którymi-m caly swiat wznosil do nieba,
A dzis mi swiata calego potrzeba,
By podniesc serce wlasne na radosna
Nute wiosenna.
O, kochaj mnie, wiosno!

Ty nierozrzutna, oszczedna, ostrozna,
Jakbys ml takze mówila: "Nie mozna!"
O, nie! po trzykroc! Nie! po tysiac razy!
Patrz, wiatr wiosenny dzikimi podmuchy
Precz zeszloroczny lisc unosi suchy,
A z nim wzbronienia wszystkie i zakazy!
Czas mój przemija! Chwil mi juz niewiele!
Tajemne droge ma czekaja cele,
Wiem, ze mnie wielka jakas podróz czeka,
Mam odejsc... Niechze twe przyjscie nie zwleka.,
Niegdys mi bylas wrózba szczescia raczej,
Dzis jestes wszystkim! Pragne cie inacze)
Kochac niz dawniej - gorliwiej i pilniej.
Kochaj mnie mocniej, przenikaj mnie silniej,
Bo serce dretwe i dusza omdlala.
Ostatnia piesn ma milosna przebrzmiala
I nowej serce me juz nie zaczyna...
Do kazdej duszy nie mówie: TJedyna!>'
Juz dawno tego nie uzywam slowa.
Nie cisne dloni do piersi, co chowa
Zwierzen i wyznan nadmiar w glebi serca.
Nie rwe na wieniec kwiatów z lak kobierca
Ni z mlodej wierzby nie rzezam piszczalki,
Aby nia imie rozspiewac rusalki
Slowikom, których klaskanie wydzwania,
Ze przyszla pora slodkiego spotkania,
I nie ogladam sie za szmerem liscia,
Czy to nie kroki jej tajnego przyjscia...

Kochaj mnie, wiosno! Pragne sie radowac,
Pragne sie cieszyc dzisiaj! Ty mnie prowadz,
Mlodzienczy, nagi i drazniacy wietrze!
Niech mi twe skrzydlo chmury z czola zetrze!
Biegnijmy z soba razem na wyprzódki,
Depcmy lisc suchy, wspomnienia l smutki:
A kiedy znuzy nas wyscig wesoly,
Bedziem sie krzepic, pijac sok oskoly,
Która wysacza brzóz kora nacieta.
Cieszmy, radujmy sie! Radosc jest swieta,
A zycie boskie! Znam jeszcze piosenki
Pelne prostoty i pelne podzieki
Za dary zycia wiosenne i zlote.
Nie wszystkom stracil. Mam jeszcze tesknote,
Co kocha nieba szafir, slonca topaz.
Wyzyskac zycie chce, ten krótki popas
Pomiedzy dwiema zagadki. Bedziemy
Spiewac, bo nazbyt dlugo bylem niemy,
Podajac ucho chciwe, bez wytchnienia,
Jeno tym glosom, co ida z milczenia.
Dzien dzis poswiecam piesniom, które glosi
Serce! Bedziemy lekkomyslni, plosi
I nieopatrzni. Jest zbyt wiele przecie
Powaznych, madrych, rozsadnych na swiecie,
Sa pracowici, pilni, doswiadczeni,
Wiec nieostrozni badzmy i szaleni
I badzmy smieszni w swej wiatru pogoni.
Przecie dojdziemy tez tam, gdzie i oni.
Skowronki maja swe piesni podniebne,
Co bezzyskowne sa i niepotrzebne,
Kwiat polny ma swa won bezuzyteczna,
A fala piane pusta i zbyteczna,
Wiec miejmy radosc swoja, której sprzyja
Chwila ulotna i która przemija.
Swiat jest tak maly w swojej bezgranicy,
Ze caly w jednej miesci sie zrenicy
I starczy ruchu gasnacej powieki,
Aby go zepchnac w noc czarna na wieki.
Lecz ze niepelna jest zywota czara,
Jestze mniej smaczna przeto skapa miara?
Ze upojenia chwile rychlo gina,
Czyli mniej slodkie ma byc przeto wino?
Ze noc zagraza swiatlosci zatrata,
Czyli mam slonca blask mniej kochac za to?
Radosc ma swoje dno i kres konieczny
Ma kazda bolesc, i nikt nie jest wieczny!
...Dlaczego kroczy za mna ten ponury
Smutek, ta przepasc bezdenna, do której,
Niby do beczki Danaid otchlannej,
Rzucalem zycie swe? W ten brzask poranny
Czego chcesz, cieniu, gdy pragne ozdrowiec?
Mówisz, ze zycie to jeno zapowiedz,
Ze dni doczesne to tylko pochody
Przez padól nedzy na wieczyste gody...
Lecz choc nietrwale, chociazby najkrótsze,
Czemu ma smutne byc godów przedjutrze?
Odwracam glowe na lewo przez ramie,
Bo mi sie zdaje, ze ktos, który zna mie
I mieszka w kazdym mroku i milczeniu.
Dlon mi polozyl skrycie na ramieniu
I szepce jakas dziwna tajemnice,
Która umilka, nim ja uchem schwyce.
Ale to tylko, niosacy nadzieje
Jutra, wiatr polny, co sie z ludzi smieje,
Ze nie rozumie nikt jego jezyka.
Lecz ja rozumiem go i ta muzyka
Piers ma przenika jakims nie zaznanem
Wzruszeniem, az ma krew szumi peanem
Pelnym szalenstwa i dziwnej powagi
T czuje nagle niby ziemi nafcicj
Rozkosz w swym ciele, tak jak mnie przytuli,
Kiedy w niej legne w smiertelnej koszuli...
Czemu podsuwasz mi znów mysl o koncu,
Cieniu mój? Czemu nawiedzasz mnie w sloncu?
Czy upominasz sie o dzial w radosci?
Czy chlód twój ciepla czlonkom mym zazdrosci?
Zapomnij mroków za zywota miedza!
Powiem ci! Kwiaty pachna, a nie wiedza!
Kwiaty sa piekne, a slepe! Lecz zywe!
Grzeja sie w sloncu i chca byc szczesliwe!
I jam jest slepy i nie wiem nic zgola,
Skad, dokad ide, jaki cel mnie wola,
I chce szczesliwy byc, chociaz czas krótki...
Pójdz w slonce, cieniu! Trzebaz ci pobudki?
Radosci wiosny, które jutro strace,
Powazne staja sie jak polne prace,
A smutki lekkie jako wiatru tance.
O, pójdzcie, nocy gonce i wyslance:
Cierpienia, troski, zawody, rozpacze!
Ujmijmy spolem swe dlonie zebracze,
Zatoczmy razem jedno wielkie kolo!
Niech bedzie smutno! Niech bedzie wesolo!
Tanczmy jak z druhem druh, jako brat z bratem!
Chce sie pogodzic z smutkiem, z calym swiatem!
Nic nie potepiam i klatwa nie czernie!
Kiedy róz nie ma, rwijmy kolców ciernie!
Niech z rak nam trysnie, z krwia piekna ponuro,
Ból, co jak rozkosz jest takze purpura!
Slodkie i gorzkie sa zycia jagody
I nie upaja ni piolun, ni miody,
Lecz pelnia serca nad bezdnia otwarta!
I dla radosci zycia cierpiec warto!
Ten sam Bóg wielki w tajemniczym dziele
Stworzyl cierpienie, co stworzyl wesele,
I po to serce jest, aby piesniami
Lkac i wylewac sie boskimi lzami!

Ps, Ponoc, kazdy czlowiek sklada sie w 63 %-tach z wody,
popatrzcie kurwa! - ile z tego mozna wyczarowac!
Calusy dla fanow!
- a... tym obiektywnym... chuj w dupe - jak stolowa noga!
Ps, # 2. Pisze to, co mi sie podoba - jesli, znajdzie sie "ktus" -
komu to nie lezy..
Moze mnie w kazdej chwili skoczyc - tam, gdzie kolo tego mozna mnie w
dupe pocalowac!
Wlala!!
- W strone kretynow sie klaniam.

.

Iza.Xyz

unread,
Jun 16, 2010, 3:14:28 AM6/16/10
to
On 15 Cze, 20:13, narciasz <narci...@gmail.com> wrote:

> Ciach!

> - Oki, udalo Ci sie wciagnac mnie w paplanine - juz ci tlumacze.
> Moje zachowania wzgledem mojej pracy nie odbiegaja od sredniej.
> Nie mysl ze jestem kamikaze - czy przyglup - ktory nie mysli.
> Wypadkow, kraks na drogach sa tysiace kazdego dnia, jedne nic nie
> znaczace
> stluczki, inne nogami do przodu, a jeszcze inne sa takie ze po ofierze
> znajduja kilka gnatow, nawet z wykryciem czyje to gnaty w dna bywaja
> klopoty.

> Cus ci opowiem, ale pamietaj! - ostatni raz. Bos ty okropnie namolny i


> upierdliwy gamon ktoremu przez tydzien trzeba tlumaczyc: "co
> autor chcial przez to powiedziec", - malo! - jeszcze na to zadasz
> urzedowych dokumentow, zdjec, swiadkow ect. - jak, uzupelnia swoje
> pomyje Obtargany Obeszczalek, a mnie nie wolno sie denerwowac bo moge
> wysc z nerw i ... sam wiesz. Ale do rzeczy.
>
> - Zreszta.. po jaki mam sie licytowac z idiata?
>
> Gon sie !

dziwny ty człowiek jesteś, czemu mówisz do mnie per ON?
acha i sorry, ze cie wciągnęłam do tej gadaniny.

0 new messages