Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Na dobranoc...

0 views
Skip to first unread message

narciasz

unread,
Jun 15, 2010, 5:57:36 PM6/15/10
to
Gra dla narkomanow.
Potrzebne: pokoj, stol, dwoch zawodnikow i duuzo haszyszu.
Siadaja na przeciwko siebie, upalaja sie do granic mozliwosci
- potem jeden wychodzi a drugi musi odgadnac...
- ktory wyszedl.

Trenujcie!
- Gdyz ja,
mam jeszcze 350 mil do chalupy.

Do jutra!
e

narciasz

unread,
Jun 15, 2010, 7:49:18 PM6/15/10
to
Jesli ktos nostalgiczny...
http://www.youtube.com/watch?v=0Ji7IcTimuI

a jesli nowoczesny...
to polecam to:
http://www.youtube.com/watch?v=PbO-vJRUy0I

a jesli to odpada...
- to moze to:
http://www.youtube.com/watch?v=KV9b7Vuvaw8

Dobranoc!

narciasz

unread,
Jun 15, 2010, 8:28:07 PM6/15/10
to
Ta melodia w sam raz...
http://www.youtube.com/watch?v=OAWfyexuyrQ&feature=fvw

Kocham Inet - dlaczego? - ano dlatego ze, gdy bylem maly i mieszkalem
u dziadkow, chetnie przystawalem przed ich olbrzymim zegarem,
dostrzegajac w nim przyjacielska dusze, bo zegar nigdy nie milczal i
prawie zawsze dobiegaly z jego wnetrza jakies odglosy, spokojnie
poswistywal, tykal, chrobotal trybami tajemniczych kol, sapal, jeczal
i wzdychal, jakby jego wnetrznosci z trudem trawily mijajace godziny,
niczym w wielu tu pisujacych.
Gdy zapadala ciemnosc, jego flegmatyczne ruchy stawaly sie dla mnie
pociecha. Dopoki ten staruszek stal na strazy, nic zlego nie moglo sie
zdarzyc.
Takie miejsca jak to - prawie nigdy nie milknie calkowicie. Nawet w
nocy! - uslyszec mozna; szmery i przytlumione halasy, nad ktore wyrywa
sie czasami krzyk
jakiegos przyglupa (niepokojace przypomnienie, ze zlo nie spi), lub
glosne zawodzenie jakiegos ignorowanego idioty.
Spoczynek tego przybytku prawie nigdy nie jest calkowity, podobnie jak
sen nocny w koszarowej sypialni, pelnej dzwiekow urywanego kaszlu,
chrapania, mamrotanych przez sen przeklenstw, popierdywania i plucia.
- Jednym slowem na INecie trwa ciagly halas.
Cisza sprawia przyjemnosc, jesli jest wynikiem swiadomego wyboru.
"Spiewaj mi, ciszy wybrana", pisal Hopkins, swietujac rozkosze
religijnego odosobnienia. Jednak klasztor moze byc miejscem dosc
halasliwym: nieustanny trzask zamykanych drzwi, tupot stop po
drewnianych podlogach ciagnacych sie w nieskonczonosc korytarzy, brzek
naczyn kuchennych w porach posilkow.
Jako ze slowo pisane tez jest swego rodzaju dzwiekiem, "zatruwanie
halasem", jest ono bardziej niebezpieczne dla zdrowia fizycznego i
psychicznego niz wiekszosc zanieczyszczen chemicznych. Kazdy potrafi
wymienic wlasna litanie znienawidzonych halasow; warkot samochodu, jek
mechanicznych tartacznych pil, wrzask kocurow i wron, bzyczenie
komarow, ryk motocykli bez tlumikow oraz wszelkiego rodzaju
mlodziezowej muzyki.
Kiedy po raz pierwszy uslyszalem w Aksaraju spiew muezina,
niewzmocniony jakakolwiek aparatura, dlugo pozostawalem pod jego
urokiem.
Gdy pozniej - znalazlem sie w Zejdanie na palacu Urzedu Celnego -
wsluchiwalem sie ze zdumieniem w dzwieki dobiegajace z pobliskiego
minaretu: wezwanie na modlitwe, poprzedzone trzaskiem i zgrzytami,
wywrzaskiwane bylo tym razem z ogluszajaca sila przez megafony.
Bicie dzwonow koscielnych. Chrzescijanski odpowiednik spiewu muezina -
bywa przykra inwazja (zwlaszcza jesli przyjdzie mieszkac blisko
koscielnej wiezy).
- Ale, dzwony slyszane z oddali grzeja serce. Nigdzie nie czulem tego
rownie silnie, jak we Wloszech. Do dzis pamietam wieczorne bicie
dzwonow w Como, niosace sie wzdluz brzegow jeziora Como - niezaklamany
glos chrzescijanstwa, nasycony wiara, nadzieja i miloscia.
Do przyjemnych odglosow naleza: porykiwanie bydla wracajacego do
zagrody o zachodzie slonca, krzyk mew, pozegnanie dnia przez kolonie
gawronow, szepty z dziecinnej sypialni, w ktorej dziewczynka z
niezwykla powaga opowiada na dobranoc bajki mlodszemu rodzenstwu,
buczenie ostrzegawczych syren transatlantyku przedzierajacego sie
przez mgle. Sluchanie z dystansu przydaje im jeszcze slodyczy.
Dzis, gdy jestem na przyjeciu, czesto wole usiasc z boku i zamiast
wdawac sie w wymiane banalnych madrosci, slucham, jak intensywny gwar
glosow dobiegajacych z oddali przechodzi w lagodny szum - zlewajacych
sie dzwiekow. Moim idealem stalo sie obecnie dotrwanie do konca
przyjecia bez odezwania sie jednym slowem - poza - zwyczajowym
przywitaniem i pozegnaniem, ktorych trudno uniknac. W ten sposob,
czlowiek wiecej sie uczy i nie obraza nikogo.
W miare, jak staje sie coraz starszy, odzywam sie coraz mniej... -
Doszedlem juz do tego, ze zaczynam podziwiac feldmarszalka Moltkego -
ktory potrafil milczec w siedmiu jezykach.
Gdy juz poloze sie spac, zadaje sobie czesto pytanie: Czy powiedziales
dzis cos, co naprawde warte bylo powiedzenia... ?

Sprobujcie wyprobowac to na samych sobie - moze wowczas - INet bedzie
naprawde tym, czego od Niego oczekujecie....
Szczescia zyczy,
e

0 new messages