--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Po przeczytaniu czegos taki nie kupilbym tam nawet wykalaczki.
4. Firma "P8 - Bogusława Skórzyńska" nie wystawia faktury VAT. "P8 -
Bogusława Skórzyńska" pieniądze za produkt przekazuje w imieniu nabywcy
produktu do sprzedawcy w Chinach. Firma "P8 - Bogusława Skórzyńska"
prowadzi tylko usługi internetowe, nie ma możliwości indywidualnego odbioru
towaru. Statystyki firmy wskazują, że ewentualne dodatkowe opłaty z tytułu
odbioru paczki pojawiają się bardzo rzadko. W przypadku pojawienia się
należności z tytułu cła lub VAT-u ich koszt ponosi zamawiający.
Kupujący posiada prawo do zwrotu towaru do nadawcy w Chinach (na swój
koszt) w ciągu 10 dni od daty otrzymania przesyłki, zgodnie z ustawą
"Towar objęty jest 12 miesięczną gwarancją. Prowadzimy serwis w Chinach. W
przypadku zgłoszenia reklamacji, klient zobowiązany jest do odesłania towaru
do Chin na swój koszt."
buhahahaa...
--
Irokez
To szczęście Ci sprzyja, bo może jeszcze potrzebują ludzi do roboty na
stanowisko "Koordynator ds. E-sprzedaży". Firma z Krakowa, ma się
dobrze. Banda oszustów :)
--
pzdr, Piotr M
"Najczęstsze kłamstwo w Internecie?
- Szukałem, ale nie znalazłem."
Oni nie sprzedaj� towaru, tylko us�ug� zam�wienia go w Chinach - po prostu.
Do�� wyra�nie to pisz� i niestety to wina kupuj�cych, �e si� na co� takiego
�api�. Wszystkie inne postanowienia ich regulaminu s� pochodn� tego.
> Oni nie sprzedają towaru, tylko usługę zamówienia go w Chinach - po prostu.
> Dość wyraźnie to piszą i niestety to wina kupujących, że się na coś takiego
> łapią.
A ta pani co ją wczoraj zgwałcili też sama sobie winna. Mogła się inaczej
ubrać i nie szlajać po nocy poza domem.
--
marcin
Jak na panią ktoś napadnie, to ona nie ma już żadnego wyboru. Poza tym
działanie sparwcy jest oczywiście bezprawne. Nikt w Polsce nie ma prawa
zmuszać nikogo do seksu.
W wypadku kupującego, jak widzi takie dyrdymały w aukcji to powinien albo
się zastanwoić, albo - jeśli ne może zrozumieć jej treści - zrezygnować z
udziału i poszukać innego sprzedawcy. Nie mam żadnego interesu w obronie
tej firmy, ale uważam, ze bardzo dokałdnie to wszystko opisali. Co do
zasady mogli tylko napisać, ze sprzedają usługę zamówienia towaru w Chinach
i przekazania środków finansowych w imieniu kupujacego - taka
umowa-zlecenie. Skutek prawny byłby indentyczny, ale jeszcze mniej osób by
świadomie dokonywało zakupu.
Ale gdzie tu jest oszustwo?
Nie. Nie zamierzam bronić tego sprzedawcy. Tylko nie widzę oszustwa.
--
Pozdrawiam,
Przemek
http://dag-pol.republika.pl
> A ta pani co ją wczoraj zgwałcili też sama sobie winna. Mogła się
> inaczej ubrać i nie szlajać po nocy poza domem.
Volenti non fit iniuria.
Kupujący chciał kupić. A czy pani chciała być zgwałcona? Przykład podałeś z tzw.
d...y.
> Volenti non fit iniuria.
> Kupujący chciał kupić. A czy pani chciała być zgwałcona?
Od razu zgwałcona. Widziałeś jak byłą ubrana? Sama się prosiła
>Przykład podałeś z tzw. d...y.
Może trochę. Ale tak czy siak imo sprzedający liczy na tę część ludzi która
niedoczyta. Niby wszystko jest ok, ale...
--
marcin
O gwałt? A to wolę przespania się z kimś rozpoznaje się po ubiorze?
> O gwałt? A to wolę przespania się z kimś rozpoznaje się po ubiorze?
Między innymi.
--
Liwiusz
No cóż, jakby to powiedzieć, uważaj zatem na księży :-)
???
--
Liwiusz
Chodzą w spódnicach, z tyłu można się pomylić :-)))
Ty się nie pomylisz, bo dla Ciebie ubranie nic nie mówi o chęci seksu,
można by rzec, że jesteś jak ksiądz - doradzasz w sprawach, które Cię
nie dotyczą ;)
--
Liwiusz
Czemu nie dotyczą? Tyle, że jestem zdania, że ubiór tu akurat nie jest
najlepszą wskazówką, bo można komuś krzywdę zrobić.
> Czemu nie dotyczą? Tyle, że jestem zdania, że ubiór tu akurat nie jest
> najlepszą wskazówką, bo można komuś krzywdę zrobić.
Nie przeczę, że można zrobić krzywdę.
Nie zgodzę się jednak z tym, że ubiór jest neutralny. Przyznasz chyba,
że inaczej ta sama kobieta ubierze się do kościoła, a inaczej jak
pójdzie pracować jako prostytutka.
Stany pośrednie pomiędzy tymi skrajnościami też występują i nie ma się
co obrażać i twierdzić, że ubranie nic nie znaczy.
Jak cię widzą, tak cię piszą i tak cię traktują.
--
Liwiusz
Wiesz, jak czasem się rozejrzę po kościele, to mam tu watpliwości. Alr
ogólnei pewnie masz rację.
> O gwałt?
Panie sędzio, to nie był gwałt, żeby pan widział jak ona prowokowała. ;)
Jeszcze raz. Może i jest zgodne z prawej, ale etyczne już nie do końca.
Gościu liczy na frajerów i pewnie takich znajdzie.
--
marcin
Więc generalnie nie Twój, Mój, Nasz problem;))
Jak ktos jeleń to go w poroże.
Jeśli by chciała być zgwałcona, to siłą rzeczy nie była by zgwałcona, bo
chciała. Gwałt jest, z definicji, wbrew woli gwałconego. Chcieć, a prowokować to
nie to samo.
>> Przykład podałeś z tzw. d...y.
>
> Może trochę. Ale tak czy siak imo sprzedający liczy na tę część ludzi
> która niedoczyta. Niby wszystko jest ok, ale...
Owszem. Podobnie, jak niektóre kantory. Normalnie cena euro jest 3,95, a oni
mają 3,398. To jednak ciągle nie jest oszustwo.
Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że takie działania popieram, czy
toleruję. Ja już nie mówię o czytaniu opisu aukcji, czy regulaminu. Jednak jeśli
ktoś kupuje u sprzedawcy z ledwie 91% pozytywów, znaczy chciał podjąć ryzyko,
albo jest skończonym idiotą.
> Jeszcze raz. Może i jest zgodne z prawej, ale etyczne już nie do
> końca. Gościu liczy na frajerów i pewnie takich znajdzie.
No i ktoś się natnie, a następnym razem sprawdzi. I dzieci nauczy, żeby
sprawdzały. I innym opowie. A jak Allegro / prawo / policja / urząd do spraw
walki z nieetycznymi ofertami czy kto tam jeszcze będzie czuwał, żeby się
biednym sierotkom nic nie przytrafiło, to oduczy ich myślenia za siebie. A to
jest IMO działaniem jeszcze gorszym. Powodującym m.in., że ludzi będzie jeszcze
łatwiej zrobić w bambuko.
Tak mi się skojarzyło:
http://www.youtube.com/watch?v=6fxG41-NCGw
--
Michał Lorenc
Tu ktoś powiedzieć mógłby "co za pech"
Lecz jaka piękna tragedia, no jaka piękna tragedia
jaka piękna tragedia, ech! (KMN)
>> Jak cię widzą, tak cię piszą i tak cię traktują.
>
> Tak mi się skojarzyło:
> http://www.youtube.com/watch?v=6fxG41-NCGw
Dobre i pasujące ;)
--
Liwiusz
> Po przeczytaniu czegos taki nie kupilbym tam nawet wykalaczki.
Ty podejmujesz decyzję. Ktoś inny podejmie być może inną. Firma jest
pośrednikiem i uczciwie podaje wszystkie zasady i warunki. Co w tym
dziwnego? To, że klient płaci za wszystko?
Remek
> Tak mi się skojarzyło:
Musisz podawać linki do czarnego g...? Nie ma normalnych?
Remek
> A ta pani co ją wczoraj zgwałcili też sama sobie winna. Mogła się inaczej
> ubrać i nie szlajać po nocy poza domem.
Problem jest poważny i delikatny. Ja jednak spytam. Jaki cel przyświeca
panience, która w mini równej z majtkami, gołym pępkiem i cyckami na
wierzchu idzie po nocy do parku? Na co liczy? Popęd seksualny młodego
mężczyzny jest potężną, praktycznie niakontrolowalną siłą. Nie
usprawiedliwam gwałtu, ale nie ma skutku bez przyczyny. Warto, aby niektórzy
wzięli to pod uwagę.
Remek
> Nie zgodzę się jednak z tym, że ubiór jest neutralny. Przyznasz chyba,
> że inaczej ta sama kobieta ubierze się do kościoła, a inaczej jak
> pójdzie pracować jako prostytutka.
Jeśli facet kieruję się wyłącznie wskazaniami "igły" swojego biologicznego
kompasu, to może mieć poważne problemy. Zwłaszcza powinien unikać
wizyt na plaży, basenie lub saunie, bo tam wszyscy prowokują.
> Jak cię widzą, tak cię piszą i tak cię traktują.
To jak o Tobie piszą na podstawie ubioru, więcej mówi o piszących, niż
o Tobie.
aL
Pewnie prędzej na to pytanie mogłaby odpowiedzieć kobieta. Jestem chłopem,
więc pewnie będę miał wypatrzony pogląd. Sądzę, że ta kobieta / dziewczyna
chce bez wątpienia zwrócić na siebie uwagę - przeważnie chłopców. Tyle, że
nie stawałobym znaku równości pomiędzy zwróceniem uwagi na ładną
dziewczynę, a koniecznością odbycia z nią natychmiast i w tym momencie i
czasie stosunku. Ładnych dziewczyn po mieście się kręcą krocie, a trudno
każdą z nich ciągnąć do przysłowiowego wyrka. Większość, a nawet zaryzykuję
stwierdzenie, że prawie wszyscy są w stanie zapanować nad sobą i
niekoniecznie rzucają się na każdą podobającą się im dziewczynę. Reasumując
uważam, że ubrana w opisany przez Ciebie sposób dziewczyna może się
spodziewać, że chłopcy będą na nią zwracać uwagę. Uważam, że w takim
wypadku dopuszczalne byłyby próby nawiązania znajomości - ale gwałt, z tym
absolutnie nie ma nic wspólnego.
Jakoś każdy zamyka mieszkanie jak wyjeżdża na urlop. I jeśli ktoś by
tego świadomie nie zrobił, to mimo to że nie usprawiedliwia to
złodzieja, to wystawia świadectwo też poszkodowanemu. Głupek? Naiwniak?
Każde zachowanie ma konsekwencje, tabu (nie chodzimy nago), normy
zachowań (kobieta sama nie chodzi po parku), przesądy (pierwsza randka w
publicznym miejscu), zwyczaje (chłopak odprowadza dziewczynę) nie biorą
się znikąd i ich łamanie nie jest bez znaczenia.
--
Liwiusz
> Każde zachowanie ma konsekwencje, tabu (nie chodzimy nago), normy
> zachowań (kobieta sama nie chodzi po parku), przesądy (pierwsza randka w
> publicznym miejscu), zwyczaje (chłopak odprowadza dziewczynę) nie biorą
> się znikąd i ich łamanie nie jest bez znaczenia.
Tu zgoda, ale nadal się będę upierał przy tym, że nawet bardzo wyzywająco
ubrana kobieta spacerująca w parku nie stanowi a'prori przyzwolenia dla
gwałtu. A że jest bez wątpienia bardziej narażona na niego, to oczywiście
prawda. Choć z mojego doświadczenia wynika, że prawdopodobieństwo
zgwałcenia w pustym parku nocą jest wielokrotnie mniejsze, niż w okolicy
dyskoteki, gdzie pełno ludzi. Choćby z tego powodu, że potencjalni
gwałciciele nie będą ofiary szukać w parku, a i odpowiednim zachowaniem
idąc przez pusty park dziewczyna ma jakąś tam szansę uniknąć spotkania z
napastnikiem (nie chodzi mi o czołganie sie jak NIN-JA :-) czy ewentualnie
się obronić.
W okolicy, gdzie pełno ludzi trudno od razu zorientować się, że ktoś na
dziewczynę "poluje". W parku dziewczyna prędzej zostanie zgwałcona przez
nowo poznanego chłopaka, który ją odprowadza do domu, niż wracając sama
przez obcego przypadkowego napastnika. Przy czym powyższe opieram na
realiach dużego powiatowego miasta (byłego wojewódzkiego), bo do takich
danych mam na codzień dostęp. Nie wiem, jak w dużych miastach, czy na
wsiach. Być może te statystyki wyglądają inaczej. No i w wypadku zgwałceń
tzw. ciemna liczba ma już znaczący udział w statystyce.
Tak mi się skojarzyło... :)
Jakiś czas temu w tv (Planet, Dsicovery czy coś takiego) był program
dokumentalny o zabójstwach i dostępności broni w USA.
Porównywali dwa miasta leżące nad tą samą rzeką. Na jednym brzegu miasto
USA, na drugim brzegu miasto kanadyjskie.
Może nie jakaś mała "dziura" ale też nie ogromna metropolia, ale oba
zbliżone wielkością do siebie. Odległość kilka kilometrów do
najbliższego mostu z przejściem granicznym.
Miasto USA - kilkadziesiąt zabójstw rocznie. Kanadyjskie - jedno w ciągu
ostatnich nastu lat.
Rozmowy z policjantami w USA w stylu: "panie, kto by tam pamiętał
szczegóły..., tyle tego..."
W Kanadzie: "doskonale pamiętam szczegóły, to było coś wyjątkowego..."
W USA: "wszyscy zamykają domy i mieszkania, montują alarmy"
W Kanadzie wchodzili do przypadkowych domów z kamerą, łapali za klamki -
drzwi otwarte - gospodarz (gospodyni): "Hello, o co chodzi? Może herbaty
się napijecie?". Albo w ogóle nikogo nie było.
W USA nie byli tacy odważni i nie próbowali.
Mieszkańcy takiego miasta w Kanadzie to głupki i naiwniaki?
I druga sprawa, czy tak samo (skąpo :)) ubrana (rozebrana? :))
dziewczyna w przykładowych miasteczkach "prowokowałaby" do gwałtu w
różnym stopniu czy tak samo?
Logika podpowiada, że tak samo, bo w jednym i drugim mieście mieszkają
faceci. Ale stawiam orzechy przeciwko bananom, że w tych dwóch miastach
efekty mogą być skrajnie różne...
To może jednak nie ubiór prowokuje do gwałtu?
Jak czytam niektóre tezy, że sposób ubrania (rozebrania :)) kobiety może
prowokować faceta do gwałtu to żałość ogarnia. Chyba jakichś dewiantów...
> Każde zachowanie ma konsekwencje, tabu (nie chodzimy nago),
...chodzimy w burce, sadzamy kobiety w tylnej części autobusu
(ortodoksyjni żydzi), obcinamy nosy i uszy kobietom, które uciekają z
domu
(http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8208594,Szokujaca_okladka_z_okaleczona_kobieta_w__Time___Tygodnik.html)
itd.
> normy
> zachowań (kobieta sama nie chodzi po parku), przesądy (pierwsza randka w
> publicznym miejscu), zwyczaje (chłopak odprowadza dziewczynę) nie biorą
> się znikąd i ich łamanie nie jest bez znaczenia.
Oczywiście, że nie biorą się znikąd. To takie same dewiacje psychiczne
jak potrzeba gwałtu kobiety w mini spódniczce czy kamieniowanie
niewiernej żony.
Złamanie "normy" przez taką niewierną żonę oczywiście, masz rację, nie
jest bez znaczenia.
U nas takie "normy" powodują, że ofiary gwałtów nie są ofiarami ale
"głupkami" i "naiwniakami", a przede wszystkim "same są sobie winne, bo
ubrały mini spódniczkę", a gwałciciele chodzą wolno bo sprawa się
ciągnie tyle lat, że się przedawni - po prostu sprowokowane niewiniątka.
"Normy zachowań" rzesz jego mać, motyla noga i ciemna śrubka :)
Tak przy okazji. Czy jak użyję w poście skrótu PZA to post będzie lepiej
pozycjonowany przez google?
A co będzie wyżej w wyszukiwarce: "lubię PZA" czy "nie lubię PZA"?
;)
Pozdrawiam
Piotr
> Jakoś każdy zamyka mieszkanie jak wyjeżdża na urlop. I jeśli ktoś by
> tego świadomie nie zrobił, to mimo to że nie usprawiedliwia to
> złodzieja, to wystawia świadectwo też poszkodowanemu. Głupek?
> Naiwniak?
Tyle, że to ciągle nie zmienia faktu, że to złodziej jest przestępcą, a nie ktoś
chciał być okradziony.
> Każde zachowanie ma konsekwencje, tabu (nie chodzimy nago), normy
> zachowań (kobieta sama nie chodzi po parku), przesądy (pierwsza
> randka w publicznym miejscu), zwyczaje (chłopak odprowadza
> dziewczynę) nie biorą się znikąd i ich łamanie nie jest bez znaczenia.
Nie jest. Jak Cię widzą... Zgoda. Jednak usprawiedliwianie gwałtu ubiorem
kobiety to lekka przesada. Tym bardziej, że człowiek tym się od zwierzęcia różni
właśnie, że nad swoimi instynktami sam z siebie potrafi panować.
> Choć z mojego doświadczenia wynika...
Jako ofiary? :D
> To może jednak nie ubiór prowokuje do gwałtu?
>
> Jak czytam niektóre tezy, że sposób ubrania (rozebrania :)) kobiety może
> prowokować faceta do gwałtu to żałość ogarnia. Chyba jakichś dewiantów...
Zakładam, ze normalny facet nawet rozebranej spacerowiczki nie zgwałci.
Niestety jakiś tam procent facetów ma rózne dewiacje no i faktycznie sposób
ubioru czy zachowania może ich sprowokować. Sądzę, że to kwestia
statystyki. Po prostu ubrana wyzywajaco dziewczyna ma większe
prawdopodobieństwo, że stanie się obiektem napaści.
>
>> Każde zachowanie ma konsekwencje, tabu (nie chodzimy nago),
>
> ...chodzimy w burce, sadzamy kobiety w tylnej części autobusu
> (ortodoksyjni żydzi), obcinamy nosy i uszy kobietom, które uciekają z
> domu
> (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8208594,Szokujaca_okladka_z_okaleczona_kobieta_w__Time___Tygodnik.html)
> itd.
Nie popadajmy w skrajności. Spacerowiczka w parku jest akurat głupim
przykładem do tych naszych rozważań, bo nie widzę możliwości, by
jakiekolwiek jej zachowanie dawało najmniejsze usprawiedliwienie dla obcego
jej sprawcy zgwałcenia. Pozostaje jeszcze kwestia dowodowa, bo jak jej
przystawi nóż do szyji i ona się w zasadzie sama mu "odda" ze strachu, to
udowodnienie zgwałcenia może być problemem. Ale to kwestia dowodowa, a nie
oceny prawnokarnej samego zajścia.
Ale już zupełnie inaczej będziemy oceniać sytuację, gdy dziewczyna będzie
się cały wieczór z chłopakiem bawić, mówić cokolwiek dwuznaczne rzeczy, a
potem pójdzie do niego do domu na kawę. No i tu, jeśli do czegoś między
nimi dojdzie bez jej jawnego przyzwolenia, to od strony procesowej rzecz
może być trudna do oceny. Z zasady świadków postronnych tego, co między
nimi w mieszkaniu zaszło nie będzie. Jeśli dziewczyna będzie się bronić, no
to sprawca pozostawi ślady, które będą mogły EWENTUALNIE świadczyć o
sytuacji. Ale i tu niekoniecznie, bo znam przypadki, gdy komuś zadawanie
bólu sprawiało przyjemność. No i sprawa zaczyna być w ogóle bardzo trudna,
jeśli dziewczyna się upije albo zostanie sterroryzowana i w ogóle żadnego
oporu stawiać nie będzie. Jak sąd czy organ ścigania ma tu ustalić, o co
tak naprawdę chodzi? Kto kłamie, a kto mówi prawdę? Dawanie a'priori wiary
dziewczynie sprowadzałoby sytuację do absurdu. Chłopak by zapobiec
ewentualnemu pomówieniu miałby odbierać pisemne oświadczenie? A i to
kobieta mogłaby podnieść, że napisała je pod groźbą zabicia załóżmy. A
trafiają sie takie spryciary, co potem chcą w ten sposób coś tam ugrać.
Z drugiej strony kobieta ma prawo takie zachowania odbierać jako
zgwałcenie. Nie ważne, że była pijana i nic nie pamięta. Co do zasady
przyzwolenia nie dawałą - choć i się nie sprzeciwiała. Ale w procesie liczą
się dowody. Dodając do tego niechęć dziewczyny do ujawniania osobom obcym
tego, co zaszło. Dodając fakt, że część z nich bardziej się boli
przylepienia łatki zgwałconej, niż cierpi z powodu zgwałcenia. No to mamy
sytuację taką, że do organów ścigania trafia bardzo niewiele faktycznie
zgwałconych, a bardzo często trafiają albo ewidentnie fikcyjne zgłoszenia,
albo co najmniej co kolwiek wątpliwe. Potem te faktycznie zgwałcone się
dziwią, że czasem policjant zadaje głupie pytania.
Raczej nie - by uprzedzić, również nie sprawcy :-))
Oczywiście. W pełni się z tym zgadzam. Po prostu chciałem w ten sposób
sprowadzić argument "spódniczki mini" do absurdu. To nie "mini" (czy w
ogóle brak "mnini" :)) jest powodem gwałtu.
>>
>>> Każde zachowanie ma konsekwencje, tabu (nie chodzimy nago),
>>
>> ...chodzimy w burce, sadzamy kobiety w tylnej części autobusu
>> (ortodoksyjni żydzi), obcinamy nosy i uszy kobietom, które uciekają z
>> domu
>> (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8208594,Szokujaca_okladka_z_okaleczona_kobieta_w__Time___Tygodnik.html)
>>
>> itd.
>
> Nie popadajmy w skrajności.
No więc właśnie. Dla jednego skrajność, dla innego to "norma".
> Spacerowiczka w parku jest akurat głupim
> przykładem do tych naszych rozważań, bo nie widzę możliwości, by
> jakiekolwiek jej zachowanie dawało najmniejsze usprawiedliwienie (...)
>
> Ale już zupełnie inaczej będziemy oceniać sytuację, gdy dziewczyna
> będzie się cały wieczór z chłopakiem bawić, mówić cokolwiek dwuznaczne
> rzeczy, a potem pójdzie do niego do domu na kawę.(...)
No to już jak tak sobie rozważamy :)
Całkiem niedawno w "Polityce" był raport o obywatelach polskich
"siedzących" u budyniożerców (znaczy się w England ;)).
Okazało się, że większość naszych rodaków "siedzi" za wykroczenia lub
przestępstwa związane z "gwałtami" lub próbami (artykuł bodajże w
związku z głośną sprawą chłopaka, Polaka oskarżonego o gwałt).
Taka sytuacja: dom/hotel pracowniczy, w którym mieszkają młodzi ludzie
pracujący w jakiejś firmie (studenci?). I przyjezdni (Polacy) i
miejscowi. Polak przyjechał do pracy z koleżanką (nie para). Mieszkali
na różnych piętrach, w różnych pokojach.
Wykend, impreza - koleś zabalował. Wraca do hotelu. Zamiast zwykłymi
schodami, wchodzi po drabinie czy schodami p/poż od strony okien. Po
drodze "włącza mu się fantazja ułańska" i puka do okna koleżanki,
namawiając ją na kontynuację imprezy w jej (lub jego) pokoju. Koleżanka
odmawia, koleś próbuje dalej ale po kilku minutach rezygnuje i idzie do
siebie.
I teraz, uwaga, rano przy śniadaniu ta koleżanka (Polka!) opowiada ze
śmiechem hm... anegdotę swoim brytyjskim koleżankom, jak to gościu,
kolega, zaimprezował i zabłądził w nocy. Zamiast śmiechu był donos na
policję i po kolesia przyjechała policja. Problem w tym, że tłumaczenia
koleżanki (Polki), że to był niewinny incydent były nie istotne - to
gościu musi udowodnić, że nie zamierzał zgwałcić.
Inny przykład (w tym samym artykule) na temat różnic kulturowych był
taki, że jak w Polsce laska wejdzie w klubie na bar i zacznie wywijać
nogami to wszyscy (Polacy :)) myślą, że to zaproszenie do "bliższej
znajomości bo chętna". W Anglii nikt nie waży się podejść, bo wiedzą, że
laska po prostu się dobrze bawi i wiedzą czym to grozi. Gorzej, gdy taka
(nieuświadomiona kulturowo :)) laska przyjedzie do Polski, albo jak
Polak wejdzie do takiego baru w Anglii :)
Artykuł ciekawy, szukałem na stronach "Polityki" żeby zapodać linka ale
niestety nie znalazłem.
Rozmowa mocno OT i nie bardzo o aukcjach, ale z drugiej strony, fajnie
jest pogadać czasem o czymś innym niż problemy ze sprzedawcami i kupującymi.
Pozdrawiam
Piotr
> I teraz, uwaga, rano przy śniadaniu ta koleżanka (Polka!) opowiada ze
> śmiechem hm... anegdotę swoim brytyjskim koleżankom, jak to gościu,
> kolega, zaimprezował i zabłądził w nocy. Zamiast śmiechu był donos na
> policję i po kolesia przyjechała policja. Problem w tym, że tłumaczenia
> koleżanki (Polki), że to był niewinny incydent były nie istotne - to
> gościu musi udowodnić, że nie zamierzał zgwałcić.
Nie znam brytyjskiego prawa, ale jeśli jest, jak piszesz, t oparanoja w
drugą stronę. Jak ma udowodnić, że nie chciał. No chyba najlepszy dowód, to
ten, że nie zgwałcił.
>
> Inny przykład (w tym samym artykule) na temat różnic kulturowych był
> taki, że jak w Polsce laska wejdzie w klubie na bar i zacznie wywijać
> nogami to wszyscy (Polacy :)) myślą, że to zaproszenie do "bliższej
> znajomości bo chętna". W Anglii nikt nie waży się podejść, bo wiedzą, że
> laska po prostu się dobrze bawi i wiedzą czym to grozi. Gorzej, gdy taka
> (nieuświadomiona kulturowo :)) laska przyjedzie do Polski, albo jak Polak
> wejdzie do takiego baru w Anglii :)
No, to skoro piszemy o różnicach kulturowych, to mamy i w Polsce różnice.
Normalnym uznanym zwyczajem wśród Romów jest wzięcie panny młodej siłą. To
taki slub. Problem, gdy birą w ten sposób poolkę nieświadomą tego zwyczaju.
Nie mam pojęcia :)
Myślę, że istotą było to, "że chciał", a nie że zgwałcił.
Chciałem oddać klimat artykułu. Nie wiem czy podołałem :)
Rożnica w postrzeganiu. Liczy się subiektywne odczucie hm... obieku
molestowanego (w tym przypadku brytyjskich koleżanek, które w ich
mniemaniu, stanęły w obronie Polki).
Facet ma się zachować tak, żeby przez myśl kobiecie nie nie przeszło, że
była nagabywana. Laska może się napier.... w klubie, czołgać do domu,
ale musi czuć się bezpieczna. Tak to zrozumiałem.
I (moim zdaniem) żadne normy kulturowe, nie uzasadniają gwałtu tylko
dlatego, że czołgała się do domu np. nago.
"Bo sama się prosiła" to jakiś bełkot.
>> Inny przykład (w tym samym artykule) na temat różnic kulturowych był
>> taki, że jak w Polsce laska wejdzie w klubie na bar i zacznie wywijać
>> nogami to wszyscy (Polacy :)) myślą, że to zaproszenie do "bliższej
>> znajomości bo chętna". W Anglii nikt nie waży się podejść, bo wiedzą,
>> że laska po prostu się dobrze bawi i wiedzą czym to grozi. Gorzej, gdy
>> taka (nieuświadomiona kulturowo :)) laska przyjedzie do Polski, albo
>> jak Polak wejdzie do takiego baru w Anglii :)
>
> No, to skoro piszemy o różnicach kulturowych, to mamy i w Polsce
> różnice. Normalnym uznanym zwyczajem wśród Romów jest wzięcie panny
> młodej siłą. To taki slub. Problem, gdy birą w ten sposób poolkę
> nieświadomą tego zwyczaju.
To bardzo dobry przykład na różnicę "popadanie w skrajność" i "normę".
A pośrednio na "prowokowanie" minispódniczką do gwałtu.
Ale jeszcze dużo wody musi upłynąć, żeby to do niektórych dotarło. Do
ortodoksów szczególnie.
Pozdrawiam
Piotr
To ze polskie allegro jest malutkim ryneczkiem w porownaniu z ebayem i
dodatkowo polski jezyk niezbyt popularny jest w cywilizowanym swiecie
sprawia ze takich ofert jest relatywnie niewiele.
Ale te 4 konta to i tak jakis ulamek tego co jest na allegro -> sugeruje
przyjrzec sie kategoriom telefony (nie markowe) i ubrania. Tam jest tego
cala masa :)
No, to dla mnie jasne. Ale trudno, by każdy przechdozień, któzy dłużej na
taką czołgajacą się spojrzał, czy zgoła zaoferował pomoc w powstaniu z
kolan musiał później dowieść, ż ejednocześnie nie miał zamiaru zgwałcić.
Ale co kraj, to obyczaj.
Oczywiście że jest. Firm sprzedaje w internecie towar i nie rozlicza się
z US, nie wystawia dowodów zakupu i ma gdzieś prawa konsumenta dot
sprzedaży towarów w internecie.
--
pzdr, Piotr M
"Najczęstsze kłamstwo w Internecie?
- Szukałem, ale nie znalazłem."
> Oczywiście że jest. Firm sprzedaje w internecie towar i nie rozlicza
> się z US, nie wystawia dowodów zakupu i ma gdzieś prawa konsumenta dot
> sprzedaży towarów w internecie.
Ale gdzie jest, na litość, to oszukiwanie kupującego?
Ich oferta jest oszustwem.
>>> Oczywiście że jest. Firm sprzedaje w internecie towar i nie rozlicza
>>> się z US, nie wystawia dowodów zakupu i ma gdzieś prawa konsumenta
>>> dot sprzedaży towarów w internecie.
>>
>> Ale gdzie jest, na litość, to oszukiwanie kupującego?
>
> Ich oferta jest oszustwem.
Piotrze,
Oszustwo, to zamierzone wprowadzenie w błąd w celu osiągnięcia korzyści
majątkowej. Wymień, gdzie sprzedawca coś ukrywa lub mówi nieprawdę.
Aukcje które wystawia ta firma są ofertami sprzedaży towarów i w takich,
prawidłowych zresztą, kategoriach te aukcje widnieją. W świetle
obowiązujących przepisów, firma prowadząc sprzedasz ma obowiązek
wystawić np pararon. Poza tym, sprzedaż taka jest obwarunkowana ustawowo
pewną ochroną konsumenta. W jednym i w drugim przypadku ów firma nawala
po całości.
PS.
Poszli po rozum do głowy i widzę że paragony już wystawiają. Pewnie
uwzględniają juz też zwrot towaru do 10 dni i wystawiają gwarancję.
Kiedyś, kilka na wiosnę chyba, nie było nic z tych rzeczy, twierdzili że
wszystko robi jakiś ktosik w Azji a oni nie sprzedają a tylko są
pośrednikiem. Czyli totalna bzdura, bo idąc tym tokiem myślenia i
postępowania to wszytskie firmy handlowe nie sprzedają a pośredniczą.
Czyli zwykłe łgarstwo, manipulacje i oszustwo.
Ale widzę że już się naprostowali :)
> Aukcje które wystawia ta firma są ofertami sprzedaży towarów i w
> takich, prawidłowych zresztą, kategoriach te aukcje widnieją. W
> świetle obowiązujących przepisów, firma prowadząc sprzedasz ma
> obowiązek wystawić np pararon. Poza tym, sprzedaż taka jest
> obwarunkowana ustawowo pewną ochroną konsumenta. W jednym i w drugim
> przypadku ów firma nawala po całości.
To ciągle nie jest oszustwem. Ani tyci tyci. Każdy wie, co kupuje. Kupuje z
własnej nieprzymuszonej woli znając wszystkie warunki. Takie zachowanie IMO
bardziej świadczy o kupującym niż o sprzedającym.
Ale tu nie dżungla a cywilizowany kraj. Te (tamte wcześniejsze) ich
warunki to o kant rozbić bo są działaniem i wbrew podstawowym przepisom
handlu w internecie i nie tylko. Co z tego że są jakieś warunki. To jak
dwóch się umówi i będą znali wszystkie swoje warunki to znaczy że może
jeden drugiemu palnąć w łeb? Żyjesz w Polsce/Europie jesteś pod
parasolem pewnych praw, obowiązków i przywilejów. Wyjeżdżając wgłąb
Amazonii, tam można sobie wzajemnie inne warunki stawiać i też oprócz
nich i co również są nadrzędnymi, obowiązują ogólne prawa, obowiązki i
przywileje. Ludzie nie żyją sami na świecie i nie mogą sobie wymyślać
warunków z palca, mimo że niektórym jak widzimy tak się wydaje. A jeżeli
już tak jest, muszą liczyć się z konsekwencjami, a jak nie są ich
świadomi, gorzej dla nich.
> Amazonii, tam mo�na sobie wzajemnie inne warunki stawia� i te� opr�cz nich
> i co r�wnie� s� nadrz�dnymi, obowi�zuj� og�lne prawa, obowi�zki i
> przywileje. Ludzie nie �yj� sami na �wiecie i nie mog� sobie wymy�la�
> warunk�w z palca, mimo �e niekt�rym jak widzimy tak si� wydaje. A je�eli
> juďż˝ tak jest, muszďż˝ liczyďż˝ siďż˝ z konsekwencjami, a jak nie sďż˝ ich
> �wiadomi, gorzej dla nich.
Jakos tak malo abstrakcyjnie podchodzisz do tematu.
Wiec zapytam tak...
Wyobraz sobie ze jestes chory, lezysz w lozku, wysylasz sasiada po zakupy.
Sasiad przynosi Ci zakupy, ty mu za nie placisz - sasiad stal sie sprzedawca
(w zwiazku z czym ma ponosic odpowiedzialnosc etc?), czy moze w Twoim
imieniu je zrobil?
Te firmy dzialaja podobnie (znajomy pracuje w jednej takiej), firma nie
staje sie ani na sekunde wlascicielem towaru.
Zbieraja pieniadze od klienta w pl, wysylaja chinskiej firmie, firma
chinska wysyla bezposrednio klientowi docelowemu. Takiego czegos nie daloby
sie zrobic gdyby towar do nich przychodzil i oni sami go rozsylali.
Musze przyznac sam mialem kiedys watpliwosci czy to jest ok, ale na poczatku
roku zaliczyli doglebna kontrole z US i wszystko pomyslnie - wiec przyczepic
sie chyba nie ma do czego.
Mysle ze to tak jak z dopalaczami, ludziom nie musi sie podobac, ale prawo
na to pozwala....
> Jakos tak malo abstrakcyjnie podchodzisz do tematu.
> Wiec zapytam tak...
> Wyobraz sobie ze jestes chory, lezysz w lozku, wysylasz sasiada po zakupy.
> Sasiad przynosi Ci zakupy, ty mu za nie placisz - sasiad stal sie
> sprzedawca (w zwiazku z czym ma ponosic odpowiedzialnosc etc?), czy moze
> w Twoim imieniu je zrobil?
> Te firmy dzialaja podobnie (znajomy pracuje w jednej takiej), firma nie
> staje sie ani na sekunde wlascicielem towaru.
No tak. Świadczy usługę. Potrafię sobie wyobrazić firmę będącą np
mediatorem w interesach, pośrednikiem czy oferującą robienie zakupów.
Właściwie mógłbym bez zastanowienia powiedzieć, że na co dzień i
powszechnie mamy do czynienia z firmami świadczącymi usługi i w cale nie
jest to jednoznaczne z tym, że stają się choćby na sekundę,
właścicielami towarów. Normalka.
Ale jednak istnieje handel. Po co, no przecież dziwne. Dlaczego w
sklepach kupujesz chleb, przecież pani zza lady mogłaby tylko świadczyć
usługi :D A Allegro to po co jest portalem na kupuje i sprzedaje,
przecież każdy mógłby świadczyć usługi. Po co w ogóle są sprzedawcy i
kupujący. Przecież wszyscy wzajemnie mogliby świadczyć usługi. Politycy
- usługi, wojny - usługi, budowy, nie jakie budowy - usługi. Jeden
wielki usługowy świat.
Tak, to jest abstrakcja.
> Zbieraja pieniadze od klienta w pl, wysylaja chinskiej firmie, firma
> chinska wysyla bezposrednio klientowi docelowemu. Takiego czegos nie
> daloby sie zrobic gdyby towar do nich przychodzil i oni sami go rozsylali.
Tak, to właśnie nazywa się handel. Tam kupujesz tu sprzedajesz.
> Musze przyznac sam mialem kiedys watpliwosci czy to jest ok, ale na
> poczatku roku zaliczyli doglebna kontrole z US i wszystko pomyslnie -
> wiec przyczepic sie chyba nie ma do czego.
W sumie, fakt, to dziwne. I dziwne jest też to, że cały czas jestem po
stronie stanowiska że coś tu nie gra.
> Mysle ze to tak jak z dopalaczami, ludziom nie musi sie podobac, ale
> prawo na to pozwala....
Prawo to ludzie. Ludziom się nie podoba to mogą zmienić prawo (nie mylić
z mają możliwość :) )
>> Kupuje z własnej nieprzymuszonej woli znając wszystkie warunki.
>
> Ale tu nie dżungla a cywilizowany kraj.
1. Co nie zmienia faktu, że _nie ma tam oszustwa_
2. Mylisz cywilizację z socjalizacją
> Te (tamte wcześniejsze) ich
> warunki to o kant rozbić bo są działaniem i wbrew podstawowym
> przepisom handlu w internecie i nie tylko. Co z tego że są jakieś
> warunki. To jak dwóch się umówi i będą znali wszystkie swoje warunki
> to znaczy że może jeden drugiemu palnąć w łeb?
Upraszczając: jeśli drugi był o tym poinformowany i się na to zgodził, to jak
najbardziej
> Żyjesz w
> Polsce/Europie jesteś pod parasolem pewnych praw, obowiązków i
> przywilejów.
No niestety.
>Wyjeżdżając wgłąb Amazonii, tam można sobie wzajemnie
> inne warunki stawiać i też oprócz nich i co również są nadrzędnymi,
> obowiązują ogólne prawa, obowiązki i przywileje. Ludzie nie żyją sami
> na świecie i nie mogą sobie wymyślać warunków z palca, mimo że
> niektórym jak widzimy tak się wydaje.
No niestety, po raz wtóry. Nie wiem, jakim cudem dla Ciebie ograniczanie
wolności jest zaletą.
> A jeżeli już tak jest, muszą
> liczyć się z konsekwencjami, a jak nie są ich świadomi, gorzej dla
> nich.
Jak to zwykle w reżimach bywa.
...tak na marginesie: http://dag-pol.republika.pl/dagpol.html
Widać że nie masz pojęcia o tym jak pracuje firma remontowa.
> "Mówiąc o łazience należy wspomnieć historię umywalki. Jak już
wcześniej wspominałem, kupiłem złą umywalkę, bo jest ciężka...
To nic, że podobnej wagi umywalka z powodzeniem wisi w mieszkaniu
piętro niżej. Tak im było lepiej."
Tylko że w mieszkaniu piętro niżej albo była mocna ściana
albo PROJEKT jej wzmocnienia w tym miejscu. Ściana nie
zawsze pozwala na powieszenie czegokolwiek, projektant
musi to przewidzieć i zaprojektować np. dodatkowe wzmocnienia
w ściance działowej pod ciężką umywalkę.
Dziw bierze że:
- robisz remont bez projektu
- nie zatrudniłeś nadzoru inwestorskiego
Te dwa punkty powodują większość Twoich żali:
- nie ma projektu, a trzeba rury poprowadzić do
kaloryfera, wanny itp. Więc kierownik nakazał Ci je
kupić, zmierzył i pier*olnął w kąt. Nie ma nic dziwnego
w jego działaniu ... dziwny jesteś Ty że przerabiając
mieszkanie nie zrobiłeś kompletnie żadnego projektu.
Gdy ja projektuję mieszkanie, to w projekcie są nawet
typy żarówek: kąt świecenia, model, firma, moc rodzaj mocowania itp.
Dobre firmy projektują łazienkę za cenę dobrej wanny,
chciałeś przyoszczędzić i tyle.
Twój opis jest krzywdzący dla przedstawianej firmy, jest
też niewiarygodny/mało prawdziwy ze wzgledu na TWÓJ
brak profesjonalizmu.
Gdybyś miał chęć naprawdę komuś pomóc, a nie
tylko zaszkodzić firmie budowlanej/remontowej.To
w punkcie:
"A oto seria wniosków:"
jako pierwszy wpisałbyś:
- zamów projekt u projektanta wnętrz.
a w drugim:
- jeżeli nie jesteś budowlańcem z wykształcenia
to "zatrudnij kogoś do nadzoru inwestorskiego"
Na koniec: Nigdy nie będziesz miał ładnego i dobrze
wyremontowanego mieszkania, bo to nie jest kwestia
ilości pieniędzy, tylko oleju w głowie.
--
Tomy M.
> ...tak na marginesie: http://dag-pol.republika.pl/dagpol.html
>
> Widać że nie masz pojęcia o tym jak pracuje firma remontowa.
Może i nie wiem, jak pracuje. Wiem za to, jak powinna pracować.
>> "Mówiąc o łazience należy wspomnieć historię umywalki. Jak już
> wcześniej wspominałem, kupiłem złą umywalkę, bo jest ciężka...
> To nic, że podobnej wagi umywalka z powodzeniem wisi w mieszkaniu
> piętro niżej. Tak im było lepiej."
>
> Tylko że w mieszkaniu piętro niżej albo była mocna ściana
> albo PROJEKT jej wzmocnienia w tym miejscu.
> Ściana nie
> zawsze pozwala na powieszenie czegokolwiek, projektant
> musi to przewidzieć i zaprojektować np. dodatkowe wzmocnienia
> w ściance działowej pod ciężką umywalkę.
Ściana jest identyczna, wzmocnienia nie było. Jeśli wykonawca miał wątpliwości,
to powinien:
a) poinformować o tym fakcie właściciela i podać wycenę dodatkowych kosztów,
b) wstrzymać się z wykonaniem do otrzymania decyzji właściciela
a nie
a) zrobić po swojemu, inaczej, niż życzył sobie właściciel, zmieniając na własną
rękę elementy projektu i pogarszając ergonomię, głupio się potem tłumaczyć.
> Dziw bierze że:
>
> - robisz remont bez projektu
Ależ był projekt. Wykonawcy go tylko mieli w d...
> - nie zatrudniłeś nadzoru inwestorskiego
Aż dziw bierze. No fakt. Mogłem na przykład zrezygnować z remontu łazienki, ale
za to (za zaoszczędzone pieniądze) resztę zostawić profesjonalnemu nadzorowi
(który, jak wiem z innych źródeł, daje identyczne efekty)
> Te dwa punkty powodują większość Twoich żali:
To nie są żadne moje żale. Ja do swojego doszedłem. Ja po prostu chciałem
napisać coś dla ludzi będących przed remontem. Sam przed remontem szukałem
takiej strony i nie znalałem.
> - nie ma projektu, a trzeba rury poprowadzić do
> kaloryfera, wanny itp. Więc kierownik nakazał Ci je
> kupić, zmierzył i pier*olnął w kąt. Nie ma nic dziwnego
> w jego działaniu ... dziwny jesteś Ty że przerabiając
> mieszkanie nie zrobiłeś kompletnie żadnego projektu.
> Gdy ja projektuję mieszkanie, to w projekcie są nawet
> typy żarówek: kąt świecenia, model, firma, moc rodzaj mocowania itp.
> Dobre firmy projektują łazienkę za cenę dobrej wanny,
> chciałeś przyoszczędzić i tyle.
Przyoszczędzić. Typowe. Sknera nie chciał wydać kilkadziesiąt tysięcy więcej to
niech ma za swoje. To przecież już całkowicie zwalnia wykonawcę z porządnego
wykonania usługi.
> Twój opis jest krzywdzący dla przedstawianej firmy,
Taaak? A twierdzisz tak na podstawie...
Śmiem twierdzić, że jak dla tych partaczy był krzywdzący i zależało by im choć
trochę na opinii, to zareagowali by w jakikolwiek sposób, kiedy im wysłałem
linka.
> jest
> też niewiarygodny/mało prawdziwy ze wzgledu na TWÓJ
> brak profesjonalizmu.
Bo trzeba ASP skończyć, żeby móc powiedzieć, czy obraz jest ładny, prawda?
Trzeba inżynierię lądową skończyć, żeby wiedzieć, czy na danej ścianie da się
równo zamontować kontakty. Albo czy da się wycyklinować równo podłogę nie
rysując przy tym płytek na podłodzę w łazience. Albo na przykład żeby wiedzieć,
że kładzenie fugi powoduje rysoanie płytek. Taaaaak. Do tego trzeba być
profesjonalistą...
> Gdybyś miał chęć naprawdę komuś pomóc, a nie
> tylko zaszkodzić firmie budowlanej/remontowej.To
> w punkcie:
Gdybym miał chęć zaszkodzić, to dawno by tej strony nie było, skoro i firmy nie
ma. Treść jest IMO jednoznacznie pomocna, co potwierdzają wpisy w księdze gości.
> "A oto seria wniosków:"
>
> jako pierwszy wpisałbyś:
>
> - zamów projekt u projektanta wnętrz.
LOL.
> a w drugim:
>
> - jeżeli nie jesteś budowlańcem z wykształcenia
> to "zatrudnij kogoś do nadzoru inwestorskiego"
LOL^2
> Na koniec: Nigdy nie będziesz miał ładnego i dobrze
> wyremontowanego mieszkania, bo to nie jest kwestia
> ilości pieniędzy, tylko oleju w głowie.
Sam sobie przeczysz.
Naprawdę, daruj sobie podobne komentarze. Ani to grupa na podobne dyskusje, ani
pojęcia nie masz, o czym piszesz, ani nie wiesz, jaką wiedzą dysponowałem. Nic.
Tylko się mądrzysz i bzdury wypisujesz.
Saturday, December 11, 2010, 11:12:52 PM, you wrote:
> W dniu 2010-12-04 14:39, Madoniowie pisze:
> ...tak na marginesie: http://dag-pol.republika.pl/dagpol.html
1. Co to ma wspólnego z tematem grupy? Po co to _tu_ wyciągasz?
> Widać że nie masz pojęcia o tym jak pracuje firma remontowa.
2. Ja zapewne też nie mam. I dlatego pilnuję, pilnuję i jeszcze raz
pilnuję. A przede wszystkim, co tylko mogę - robię sam. Mam powyżej
uszu fahofcuff (nie poprawiać!), którzy przede wszystkim posiadają
wielką umiejetność kłapania dziobem i przechwalania się na temat
swoich umiejętności.
[...]
--
Best regards,
RoMan mailto:ro...@pik-net.pl
Nowa strona: http://www.elektronika.squadack.com (w budowie!)