Niszczyciele

3 views
Skip to first unread message

Polska Prawda

unread,
Nov 30, 2006, 2:57:30 AM11/30/06
to 1P
Niszczyciele!
Wydawana przez niemiecki Axel Springer gazeta "Dziennik" poczatkowo odznaczala sie in plus odejsciem od lewicowo-liberalnej linii dominujacej w wiekszosci mediow. Nie dolaczala do choru agresywnych napasci na rzady PiS, przeciwnie, zamieszczala dosc obiektywne oceny PiS i PO, szeroko pisala o patologicznym "ukladzie" w III RP, o inwigilacji prawicy. Ostro polemizowala z "Gazeta Wyborcza". Co wiecej, naczelny "Dziennika" Robert Krasowski nazwal nawet "Wyborcza" brukowcem.
Miewal "Dziennik" swoje slabsze strony, np. niekiedy niezbyt wywazone teksty o sprawach Kosciola czy czasami wrecz zenujace felietony Pilcha, przejetego od postkomunistycznej "Polityki". Zasadniczo wygladalo jednak na to, ze "Dziennik" stara sie zajmowac pozycje centrowa wsrod mediow prasowych. Na lamach "Dziennika" naglasniano kilka autentycznych autorytetow intelektualnych, dalekich od kosmopolitycznej elitki, m.in. prof. Zdzislawa Krasnodebskiego, prof. Andrzeja Nowaka, prof. Andrzeja Zybertowicza, prof. Ryszarda Legutke, kompozytora Wojciecha Kilara. Z przyjemnoscia czytalo sie odbiegajace od wzorca "poprawnosci politycznej" teksty Macieja Rybinskiego, Michala Karnowskiego, Piotra Skwiecinskiego, Rafala Matyi, naczelnego redaktora "Dziennika" Roberta Krasowskiego czy jego zastepcy Cezarego Michalskiego. Na tym tle tym bardziej szokujace i oburzajace byly pierwsze artykuly z rozpoczetego na lamach "Dziennika" cyklu "Czy Polska jest sexy?". Pozycje te ohydnie znieslawialy Polske i Polakow, wyrazaly obrzydzenie do wszystkiego, co polskie, stanowiac swoista kwintesencje jadowitego antypolonizmu. Szczegolnie szokowal fakt, ze tego typu atakujace Polske i Polakow teksty byly upowszechniane na lamach gazety wydawanej w Polsce przez niemieckiego wlasciciela. Kaze to tym bardziej zastanowic sie nad intencjami, ktore wplynely na publikowanie pierwszych skrajnie polonofobicznych pozycji wspomnianego cyklu.

Antypolskie fobie
Znamienny byl fakt, ze cykl w "Dzienniku" otwarto tekstem Wojciecha Kuczoka, autora oslawionej ksiazki "Gnoj". Ksiazka ta przesycona byla skrajnie uczernionymi obrazami Polski i Polakow, za co tym chetniej nagrodzono ja Nagroda Nike, ktorej jury zwiazane jest z "Gazeta Wyborcza". Sam Kuczok niejednokrotnie publicznie dawal upust pogladom w stylu najskrajniejszego nihilizmu narodowego. Na przyklad w wypowiedzi dla postkomunistycznego "Przegladu" z 18 lipca 2004 r. stwierdzal z emfaza: "(...) Coraz bardziej obecna Polska przestaje byc moim krajem (...) w tej chwili nasz kraj przypomina bardziej dom wariatow". Publikowany w "Dzienniku" z 14 listopada 2006 r. tekst Kuczoka to wierne odzwierciedlenie jego zajadlych antynarodowych uprzedzen. Kuczok postaral sie o danie maksymalnego wyrazu swym fobiom wzgledem Polski, Kosciola i rzadow PiS. Negatywnym bohaterem swego tekstu uczynil Mariana Polske. Jego ulubiona lektura jest poczet krolow polskich, ulubionymi daniami bigos i schabowy, a za najwieksza zniewage uznalby nazwanie go gejem. Kuczok z werwa atakuje idee IV Rzeczypospolitej, piszac: "Jesli III RP spolaryzowala sie na Polske A (oboz tych, ktorzy skorzystali) i Polske B (oboz tych, ktorych wykorzystano), to obecna miesza wszystkich z tym samym blotem, dajac w efekcie Polske be. Czyli kraj w zlym guscie. Kraj zniesmaczony. Kraj resentymentu. Wyobrazmy sobie, ze naprzeciw naszych drzwi zamieszkal nagle jakis chamowaty awanturnik i zaczal sie panoszyc (...). Tak mniej wiecej wyglada teraz zycie publiczne i polityka w Polsce (...). W kazdym razie nadzieja, ze go spokojnie przeczekamy, jest plonna; awanturnik uzna tylko prawo piesci silniejszej niz wlasna. Takoz i ludzie z Polski wyjezdzaja, bo pojeli, ze przeczekanie IV RP mogloby trwac zbyt dlugo; wola przeczekiwac ja w oddali".
Chyba az nadto wymowne sa te stwierdzenia. Dla pana Kuczoka rzady PiS to rzady "chamowatego awanturnika", ktorego trudno przeczekac, i dlatego trzeba wynosic sie z tego kraju. Dalej widzimy u Kuczoka kolejne napasci na politykow PiS, oskarzenia, ze politycy ci oszolomieni swa misja anektuja kolejne przestrzenie zycia publicznego. Kuczok twierdzi: "Misjonarze polskiej prawicy, odkad sprawuja rzady, stali sie terrorystami ducha". Nieco dalej zas pisze: "Szczegolnie paskudne jest to, ze szlachetne uczucie patriotyzmu i dumy narodowej zawlaszczyli ludzie 'odrazajacy, brudni, zli'". I dalej: "Jarmarcznosc, czy lepiej, odpustowosc tej wersji milosci do ojczyzny, zbiegla sie z nieszczesliwa aparycja i warunkami glosowymi naszych Pierwszych Oratorow - w efekcie powrocil w dwojnasob gomulkowski 'efekt gnoma' (...)". Pietnujac "sobowtorow na czele panstwa", Kuczok uzala sie, ze: "Za nimi stoja przeciez armie podobnych indywiduuow". Stad - akcentuje Kuczok: "Ucieka wiec lud, emigruje. Moze i zgodzilby sie na zarobki mniejsze, byle z domu nie musiec wyjezdzac, no, ale skoro w domu zdzierzyc nie mozna, bo jeno klotnie i plwanie, za to krucyfiks na kazdej scianie (...) A dajciez wy mi spokoj z tym Polska".

Szkalowanie narodowej historii
15 listopada zalosna diagnoze Kuczoka wsparl na lamach "Dziennika" inny pisarz Stefan Chwin w tekscie "Pogardzani, ponurzy, obrazeni". Swoj atak na wspolczesna Polske i Polakow Chwin poparl niegodnymi, wrecz podlymi brechtami na temat polskiej historii. O armii polskiej, ktora heroicznie bronila w 1939 roku II Rzeczypospolitej, osamotniona, zdradzona przez sojusznikow, napisal: "(...) niby-armia, ktora rozbito w dwa tygodnie". Uzyl wiec zwrotu godnego oslawionych propagandystow z kregu Molotowa i Ribbentropa. Ze wzgarda pisal o warszawskich powstancach - "chlopcach z 'Parasola', ktorzy w pamietne sierpniowe dni sciagneli na Warszawe krwawa laznie".
Trudno w tym kontekscie dziwic sie oburzeniu wyrazonemu w publikowanym 17 listopada w "Dzienniku" liscie Wojciecha Wielgoszewskiego z Torunia pt. "Pogarda nie na miejscu". Wielgoszewski stwierdzil m.in.: "Slowa o 'niby-armii, ktora rozbito w dwa tygodnie', sa krzywdzace dla jej dowodcow i zolnierzy, a w dodatku powielaja stereotyp ugruntowany przez hitlerowska i stalinowska propagande. Uwaga o 'chlopcach z 'Parasola', ktorzy w pamietne sierpniowe dni sciagneli na Warszawe krwawa laznie', swiadczy o nonszalanckim podejsciu do naszej historii (...) i obraza pamiec jej bohaterow. To nie tylko kwestia prawdy historycznej, to takze kwestia smaku".
Powrocmy jednak do samego tekstu Stefana Chwina. Czytamy tam m.in.: "Od listopada do maja krajobraz polski saczy prawdziwie depresyjne trucizny i nie zmienia tego nawet najbardziej olsniewajace mazurki Chopina, serial 'M jak milosc' czy Polski Papiez w kazdym domu (...). Estetyczna aura polskiego zycia codziennego (...) narod kurtkowcow, szalikowcow, bereciarek, klebiacy sie w przejsciach dresowaty lud z lumpeksu, ktory siebie samego nie cierpi, bo wie, ze jest pogardzany i sam soba pogardza, przekonany przy tym gleboko, ze wine za wszystko ponosza podli inteligenci, agenci i aferzysci - ta aura w odczuciu wielu ludzi prawdziwie jest odpychajaca". Dalej Chwin przypuszcza atak na "Polske wiecznie szerzacego sie patriotycznego gniewu, polowania na zlodziei, agentow, aferzystow. Polske rozdrazniona, napieta, obrazona, scisnieta krawatem, sutanna, mundurem (...)".
Jak widzimy, Chwinowi bardzo przeszkadzaja berety i sutanny, demaskowanie aferzystow, ktorzy tak dlugo przez kilkanascie lat byli bezkarni dzieki tolerancji ludzi z takich lze-elit jak panowie Kuczok i Chwin. Na ich nieszczescie dzis widac wyraznie, ze dazace do IV Rzeczypospolitej sily nie chca zatrzymac sie na swej drodze. Dowodem tego jest chociazby swieze ujawnienie w "Misji specjalnej" agenturalnej przeszlosci Solorza, szefa Polsatu, stacji telewizyjnej tak mocno obok TVN zaangazowanej w przeciwdzialanie glebokim dekomunizacyjnym i lustracyjnym zmianom.
Rzecz znamienna, Chwin, publikujacy na lamach wydawanego przez Niemcow "Dziennika", oburza sie na wycofanie przez Polakow eksponatow z wystawy o wysiedleniach, zainicjowanej przez oslawiona polakofobke Erike Steinbach. Chwin pisze o "okropnej Polsce", "w ktorej panicznie wycofuje sie polskie eksponaty z niemieckiej wystawy po tym, jak wladza tupnela noga". Polski pisarz w obronie antypolskiej skladanki Steinbach?! Bezwstyd!

Nadzieje na wymarcie "polskiej prowincji"
Kuczokowi i Chwinowi z werwa wtoruje inny pisarz Andrzej Stasiuk. Ten juz pare lat temu "wslawil sie" ohydnym "donosem na Polske", antypolskim paszkwilem drukowanym w szczegolnie odpowiednim miejscu - w Niemczech. Teraz na lamach wydawanego przez Niemcow springerowskiego "Dziennika" wydrukowal 16 listopada tekst ziejacy pogarda dla Polski, kraju, w ktorym zyje, pod wymownym tytulem: "Nic tu nie zrobisz, nic sie nie uda". Stasiuk pisze tam m.in. zdania, ktore na pewno bardzo przypadna do gustu niektorym szowinistycznym srodowiskom niemieckim, marzacym o calkowitym wyludnieniu i odprzemyslowieniu Polski, a potem zamienieniu jej w wielkie turystyczne tereny odpoczynku dla übermenschow z Niemiec. Stasiuk pisze wprost bez zenady: "Zyje na polskiej prowincji dwadziescia lat, i widze jedno: polska prowincja moglaby w calosci wsiasc na czarodziejski dywan i poszybowac sobie we wszechswiatowa przestrzen, i nareszcie problem zostalby rozwiazany. Zostalaby Warszawa jako drugi po Paryzu pepek Europy oraz Krakow jako kulturalna stolica tejze. Reszty mogloby nie byc. Reszta nikogo nie obchodzi. Trzeba tylko spokojnie czekac, az ludnosc wymrze, wyemigruje i zalozy sie na wyludnionych ziemiach tereny rekreacyjne, trasy dla off-road i poligony do paintballu.
No wiec niech jada. Niech jada najsprytniejsi, najcwansi, najobrotniejsi, ci obdarzeni wyobraznia, sila, bezczelnoscia i odwaga. Jestem za. Reszta bedzie spokojnie wymierac. Najpierw wymra wsie, potem miasta i miasteczka. Okna zabije sie deskami jak na poludniu Albanii przy greckiej granicy".
Antykoscielne obsesje
Kolejny, czwarty odcinek z cyklu w "Dzienniku" z 17 listopada przyniosl artykul filozof Agaty Bielik-Robson, prezentujacy ponury obraz Polski jako kraju, w ktorym "tradycyjne republikanskie cnoty meskie znalazly sie w niemal calkowitym zaniku, w kraju bardzo niemeskich mezczyzn i wyzutych z mestwa politykow", "absolutnego punktu zero meskich cnot". Towarzyszyc temu ma, wedlug Bielik-Robson - przedstawiona przez nia, rzekomo rzadzaca Polska "koalicja matron i ksiezy". Koalicje te nazywa "upiornym sojuszem" i wini ja juz za wszystko, a w szczegolnosci za "zmowe aseksualnosci", wciaz atakujac "ksiezy i sekundujace im stare kobiety". Trudno nie dziwic sie kreslonym przez Bielik-Robson przedziwnym fantasmagoriom, majacym wyrazic jej skrajne uprzedzenia do Kosciola i kobiet starszych generacji.

Protesty czytelnikow
Na szczescie wiekszosc czytelnikow "Dziennika" wyraznie nie podziela osadow autorow - pseudo-Europejczykow, pelnych pogardy dla Polski i Polakow. Swiadczy o tym najwyrazniej wymowa zdecydowanej wiekszosci listow nadeslanych do "Dziennika" w zwiazku z omawiana pseudodebata. Cytowalem juz jeden z nich w kontekscie ataku Chwina na polska armie z 1939 r. i na powstancow warszawskich. Zacytuje teraz kilka innych listow. W numerze "Dziennika" z 17 listopada czytamy pelen oburzenia list historyk sztuki Beaty Makowskiej pt. "Kuczok czuje sie w Polsce sterroryzowany, a ja nie". Pani Makowska pisze wprost, ze po tekscie Kuczoka "poczulam sie tak, jakby ktos wylal na mnie kubel gnoju".
Pietnujac wyrazne wybielanie przez Kuczoka III RP i jej architektow typu Jaruzelski, Kiszczak czy Kwasniewski, Makowska pisze: "Ja nie przeczekuje IV RP. Ja na nia od kilkunastu lat czekalam (...). Oskarza Pan politykow PiS o wszelkie mozliwe zbrodnie i uzurpacje, wsrod ktorych wskazuje Pan m.in. na 'oszolomienie misja', nawet 'terroryzm ducha'.
Pisze Pan o 'odrazajacych, zlych', wszedzie widzi Pan krucyfiksy, slyszy jeno 'klotnie i plwania' (...). Czy to nie Pan wlasnie ow terroryzm ducha probuje uprawiac, wypisujac takie - pardon - brednie?".
Pietnuje przytlaczajaco ponury obraz Polski, kreslony w "Dzienniku", rowniez autorka innego listu Anna Tocka, pytajac, co sami autorzy tekstow zrobili, aby Polske zmienic? Zdaniem autorki listu: "Z kazdym pokoleniem Polska odradza sie na nowo". Przeciwstawiajac sie szerzeniu obrazu totalnej pustki i beznadziejnosci, Tocka pisze: "Podaje dlon mojej Polsce". Z kolei Karen w e-mailu do redakcji "Dziennika" zadaje pytanie do Kuczoka, czy "chodzilo mu o to, by osmieszyc polski katolicyzm?". Ostro polemizowal ze spotwarzajacymi Polske i Polakow tekstami w "Dzienniku" rowniez Jacek Murenia, przypominajac o odpowiedzialnosci tych, ktorzy wczesniej rzadzac Polska, skazali ludzi na beznadziejne warunki bytowania. Murenia apeluje rowniez, by przypomniano sobie o tym, ze za tablica "Warszawa" jest ciagle ten sam kraj.
17 listopada, po czwartym z kolei przyczerniajacym obraz Polski tekscie z cyklu "Dziennika", poddalem ten cykl bardzo ostrej krytyce w audycji Aktualnosci dnia Radia Maryja. Przewazajaca czesc uzytych wowczas argumentow przytoczylem teraz w "Naszym Dzienniku". Poza krytyka tekstow Kuczoka, Chwina i Stasiuka odnioslem sie krytycznie rowniez do zapowiedzianego przez "Dziennik" tekstu Manueli Gretkowskiej. Z gory wyrazilem obawy co do tresci, jakie moga znalezc sie w artykule znanej ze skandalizowania pisarki. Wyrazilem rowniez nadzieje, ze kierujacy "Dziennikiem" redaktorzy Krasowski i Michalski, znani skadinad z wielu rzeczowych tekstow, zrozumieja w koncu, ze ich gazeta popelnila cos niedopuszczalnego, zamieszczajac taka porcje tekstow szkalujacych Polske i Polakow. Apelowalem: "Czas najwyzszy, aby odcieli sie od tego festiwalu znieslawien i pomowien wobec Polski i Polakow". Rzecz ciekawa, ze w kolejnym numerze "Dziennika", i to tym wazniejszym, bo wydawanym na sobote i niedziele, nagle zabraklo jakiegokolwiek tekstu z omawianego cyklu, chociaz do tej pory ukazywal sie on nieprzerwanie przez kolejne cztery dni. Czyzby w redakcji "Dziennika" ostatecznie uznano, ze dotychczas publikowane artykuly przynosza bardzo duza szkode wizerunkowi gazety, ustawiajac ja na pozycjach antypolskich i antykatolickich? Przypuszczalnie do takiej rewaluacji doprowadzila redakcje lektura zdecydowanej wiekszosci listow od czytelnikow, ostro krytykujacych wymowe cyklu. Byc moze swoj wplyw mialy rowniez i argumenty z mego obszernego, bardzo krytycznego wystapienia w Radiu Maryja. Dopiero po dwudniowej przerwie - 20 listopada znowu powrocono do cyklu, zamieszczajac tym razem dwa teksty: infantylnie atakujacy Polske artykul Gretkowskiej i pierwszy stanowczo wystepujacy w obronie Polski szkic poety Wojciecha Wencla oraz duza porcje listow, w przewazajacej mierze krytykujacych autorow szkalujacych Polske.
Jak przewidywalem, Gretkowska "zablysnela" kolejnym karykaturalnym obrazem Polski i Polakow w tekscie pt. "Polska - atrakcyjnosc kartofla". W ocenie Gretkowskiej rzekomo: "Mlodzi dusza sie w gorsecie katolicyzmu i przekonania, ze ojczyzna to zbiorowy obowiazek". Ze szczegolna werwa Gretkowska pietnowala jako rzekomo dominujace cechy Polakow: niechec do seksu i antysemityzm (!!!). Glownym postulowanym lekiem na te "polskie choroby" mialoby stac sie, wedlug niej, wyzwolenie seksualne, ktore doprowadzi do "cielesno-duchowej unii, erotycznego polaczenia Wschodu i Zachodu".

Przeciw "medrcom" oczerniajacym Polske
Obok skrajnie infantylnych "przemyslen" Gretkowskiej tym razem w "Dzienniku" ukazal sie jednak pierwszy sensowniejszy tekst referowanego cyklu - szkic poety Wojciecha Wencla: "Polska - zjawiskowa pieknosc". Autor od razu odcial sie od dotychczasowego tonu debaty w "Dzienniku", twierdzac, ze portretuje ona Polakow jako wymyslony kraj "37 milionow barbarzyncow" i "1,5 miliona wysublimowanych intelektualistow". Wencel wyszydzal kreslony przez "medrcow" obraz Polski, rzekomo zdominowanej przez "motloch" i rzadzonej przez ludzi "odrazajacych, brudnych, zlych". Ostro sprzeciwial sie intelektualistom, "obrazajacym sie na rzeczywistosc dzisiejszej Polski" i wstydzacym sie za miliony, kreslacym skrajnie karykaturalny obraz polskiej prowincji, ciaglemu pomniejszaniu Polski i Polakow, szerzeniu pelnych uprzedzen sadow o rzekomym "polskim nacjonalizmie, antysemityzmie, ksenofobii, obskurantyzmie religijnym". Akcentowal, ze wlasnie na prowincji polskiej mozna znalezc "zycie piekne, pelne milosci i pracy, nadziei i sily, przywiazania do wlasnej malej ojczyzny i zdrowego patriotyzmu". Podkreslal, ze: "Na tle europejskich narodow Polacy jawia sie jako nacja wyjatkowa, bo wciaz zdolna do heroizmu". Sprzeciwiajac sie dalekim od prawdy negatywnym uogolnieniom, snutym przez rozne "autorytety", Wencel pisal: "Na szczescie dzis w dobie zmierzchu wielkich idei mlodzi nie chca juz sluchac medrcow, bo maja wlasne doswiadczenia".
Jednoznacznie krytyczna wymowe wobec kolejnych antypatriotycznych wynurzen w "Dzienniku" miala przewazajaca czesc listow od czytelnikow, publikowanych w "Dzienniku" 20 listopada. Mozna by sie bylo podpisac obiema rekami np. pod listem czytelniczki Ewy Zachary, ktora z ogromna pasja wystapila w obronie znieslawianych w "Dzienniku" Polakow i Polski. Jak pisala Ewa Zachara: "Zwykli Polacy, o ktorych z taka pogarda pisza panowie Kuczok, Stasiuk i Chwin, zawsze byli na miejscu: i w kolejce po papier toaletowy, i w stoczni, kopalni, hucie, i przy lozkach polowych po 1989 roku, i wreszcie na ulicach Polski i Rzymu, kiedy umieral Papiez. Kiedy zwykli obywatele pracuja i kombinuja, nasze 'elity' chwala prywatyzacje, wolny rynek, tolerancje, kaza zapominac krzywdy, nie dodaja tylko, ze prywatyzacja jest dla wybranych i ulozonych przy Okraglym Stole sil przypadkowo zwiazanych z dawnym totalnym aparatem i ich konfidentami, wolny rynek zas oznacza 'czlowieku, radz sobie sam', a tolerancja jest tylko dla gejow, bo 'artysta' moze w tym ciemnym narodzie sprofanowac krzyz, bo zascianek ma religijne fobie (...). Polacy wyjezdzaja, bo za granica moga lepiej zarobic, ale takze dlatego ze przez ostatnie 17 lat nawarstwialy sie wielkie problemy spoleczne, gospodarcze i moralne. Jesli uda sie wreszcie przeprowadzic lustracje i dekomunizacje, jesli uda sie choc troche oczyscic panstwo i usprawnic sadownictwo, to bedzie to wielki sukces Polakow. Ja jestem dumna z Polski, to kraj, w ktorym zyja w przewazajacej mierze dzielni i rozsadni ludzie, to kraj tolerancyjny, ale szanujacy wiare i wartosci. Mlodzi zarobia i wroca, moze nawet nauczymy Europe prawdziwej tolerancji nie tylko dla gejow, pokazemy, jak wazna jest wiara w Boga i wiernosc zasadom". Bardzo podobny w wymowie byl list innego czytelnika - Jacka Bryka z Katowic. Pisal on m.in.: "Przy czytaniu tekstow na temat 'Czy Polska jest sexy?' wnioski nasuwaja sie same: autorzy nie lubia Polski, przebywaja tu z niewiadomego powodu. Nie zmienili klimatu mimo otwarcia granicy i dziejacej sie im krzywdy. Polska jest niestety doskonalym azylem dla pasozytow, ktorzy lubia zyc na cudzy koszt i jeszcze sobie ponarzekac, ze dzieje sie im krzywda". Inny czytelnik - Pawel Lech z Poznania pisal o radosci, jaka odczul, wracajac do Ojczyzny po dlugim pobycie za granica. Jak pisal, cieszyl sie, ze wrocil do siebie, bo Polska to Matka, a "o Matce nie mowi sie zle, jak glosi jedno z przykazan Zwiazku Polakow w Niemczech". Jakze wymowny byl ten kontrast miedzy pelnymi patriotyzmu i zdrowego rozsadku przemysleniami zwyklych czytelnikow a antypolskimi fobiami "medrcow", ktorzy z taka zolcia pisali teksty do "Dziennika".

Trzeba polubic polskosc!
Debata w "Dzienniku", rozpoczeta od wscieklych atakow na "odrazajacych i zlych" Polakow, i na sama Polske, pod wyraznym naciskiem czytelnikow zaczela zmieniac ton. 21 listopada gazeta opublikowala tekst pisarza i dramaturga Wojciecha Tomczyka pt. "Dobrze obudzic sie Polakiem". Tomczyk jednoznacznie sprzeciwil sie ciaglemu naglasnianiu atakujacych Polakow zarzutow o naszym rzekomym nacjonalizmie i nietolerancji, nieudacznictwu, a tym bardziej sprzedawaniu takiego "Polakow Portretu Wlasnego" Europie. Pisal: "Polak moze wyjechac z Polski, ale z Polaka wydostac sie nie ma szans. Nie ucieknie, nie pozbedzie sie genu polskosci. Ale tez z drugiej strony, po jakie licho mialby sie go pozbywac? Czy Francuz chce nie byc Francuzem? Jestem przekonany, ze polskosc jest dana nam raz na zawsze (...). Innego wyjscia po prostu nie mamy. Trzeba swoja polskosc polubic i zaakceptowac. Co nie wydaje sie byc zadaniem szczegolnie trudnym. Poniewaz polskosc jest fajna".
"Dziennik" z 22 listopada obok nudnego i metnego tekstu Jerzego Sosnowskiego zamiescil artykul Macieja Rybinskiego, gloszacy jednoznacznie juz w tytule: "Warto byc Polakiem w Polsce". Rybinski zdecydowanie odcial sie od wymowy tekstow w stylu Chwina, Kuczoka czy Gretkowskiej. Ironizowal z uwag Chwina, utyskujacego, ze Polska jest ostatnio wciaz zajeta "polowaniem na zlodziei, agentow i aferzystow". Rybinski zapytywal, czy zdaniem Chwina byloby lepiej, "gdyby - jak do tej pory - zlodzieje, agenci i aferzysci polowali na Polske". Rybinski z pasja wyszydzal autorow "Dziennika", kreslacych obraz "odrazajacej Polski", kraju "ksenofobow, szowinistow, nacjonalistow, schizofrenikow, prymitywow i glupkow". Sugerowal: "A moze to elita powinna dac przyklad prawidlowej kanalizacji odrazy i wyjechac pierwsza? (...) Spedzilem za granica spora czesc zycia (...) i chetnie polskim intelektualistom, pognebionym otoczeniem, w jakim musza zyc i utyskiwac, pomoge w rozpoczeciu nowej kariery. Zamiast nawolywac mlodych Polakow do wyjazdu, beda mogli sami wyjechac. Tam swiat czeka na nich, ich talenty i doswiadczenia z otwartymi rekoma. Jakies dozorcostwo, nalewanie piwa w barze, oproznianie pojemnikow na chusteczki jednorazowe w kinie porno". Rybinski ostro skrytykowal ciagle przeciwstawianie Polski Europie, sugerowanie rzekomej potrzeby rezygnacji z narodowych odrebnosci, tradycji, zapomnienia "historii i historycznych konfliktow, odrzucania religii". Pisal: "Polska jest normalnym krajem (...). Nie podoba wam sie dzisiejsza Polska, nie podobaja Kaczory, nie podobaja obszary biedy i zaniedban, prosze bardzo. Wezcie sie za zbudowanie lepszej. Tworzcie partie polityczne, piszcie programy, kandydujcie. To nie jest zakazane". Z ironia stwierdzal: "Paru samozwancow probuje propagowac ideologie niemocy, ktorej winni sa wszyscy oprocz nich samych, diagnostykow spolecznych. W ten sposob tworza podatny grunt do rozszerzenia ich wlasnego nieudacznictwa w chorobe epidemiczna". Odrzucajac te utyskiwania jednoznacznie konkludowal: "Warto byc Polakiem (...)".
23 listopada zabral glos w omawianej debacie rowniez zastepca naczelnego redaktora "Dziennika" Cezary Michalski. Niestety, tekst jego byl ogromnie rozczarowujacy, mdly i metny, bo oparty na zasadzie "Panu Bogu swieczke i diablu ogarek". Michalski wyraznie probowal wyrazac zrozumienie dla roznych przeciwstawnych racji, wyrazanych dotad w debacie, zamiast jednoznacznie potepic poglady prymitywnych niszczycieli patriotyzmu typu Kuczok, Chwin czy Stasiuk. Nawet w tym wielce rozczarowujacym tekscie Michalskiego znalazlo sie jednak ciekawe przyznanie: "Oczywiscie krytyka polskiej tradycji, jej mrocznej martyrologicznej strony i jeszcze mroczniejszej strony hipokryzji, nawet najokrutniejsza, powinna byc wobec tej wspolnoty lojalna. Oczywiscie, ze w utyskiwaniach Wojciecha Kuczoka nie widze ani wielkosci, ani madrosci Stanislawa Brzozowskiego, Kisiela, Jozefa Mackiewicza, Giedroycia, ludzi, ktorzy zeby zjedli i nerwy stracili na probach wyciagniecia Polakow z estetycznej i intelektualnej katastrofy, ktora nas dotknela. Oczywiscie, ze serce mi krwawi, kiedy widze, z jaka lekkoscia ludzie obdarzeni zaufaniem czytelnikow i licznymi literackimi nagrodami wala na odlew piescia w twarz polskiego motlochu. A przysylajacy do nas dziesiatki listow i maili nauczyciele z prowincji z pensja 1000 zl miesiecznie, studenci, drobni przedsiebiorcy, probuja bronic przed nimi swojej ojczyzny sredniej wielkosci i sredniej urody. Staraja sie udowodnic laureatom Nagrody Nike, Kuczokowi i Stasiukowi, ze (...) moze warto tutaj zyc. Oczywiscie, ze taki spor drobnej inteligencji zasciankowej z jej przedstawicielami o znanych nazwiskach jest najwiekszym osiagnieciem prowadzonej przez 'Dziennik' debaty".
Moim skromnym zdaniem, zasciankowa nie jest wcale drobna inteligencja, lecz pozujace na "Europejczykow" dosc zalosne pseudoautorytety w stylu Kuczoka, Stasiuka czy Chwina. Nie za bardzo chwalilbym sie na miejscu Michalskiego z "osiagniec" debaty. Trzeba byloby raczej wspomniec o tym, jaka kompromitacja byly pierwsze wypowiedzi w debacie "Dziennika" pelne niemadrych i zajadlych antypolskich fobii, ktorym przeciwstawily sie zdroworozsadkowe glosy czytelnikow w obronie Narodu i Kosciola.
Przy okazji warto wspomniec, ze juz kilku podobnych do Kuczoka i Stasiuka pseudoautorytetow calkowicie sie skompromitowalo w oczach opinii publicznej. Pamietam, jak kilka lat temu na lamach postkomunistycznej "Trybuny" perorowal w ogromniastym tekscie przeciwko Narodowi Polskiemu i Kosciolowi katolickiemu pseudoautorytet, ulubiony guru lewicy, psychoterapeuta Andrzej Samson. I coz, od ponad roku ten pseudoautorytet i moralista od siedmiu bolesci siedzi w wiezieniu za pedofilie. W 1998 roku w ksiazce "Zagrozenia dla Polski i polskosci" z oburzeniem pisalem o skrajnym antypolskim i antykoscielnym wybryku piosenkarza Kazika Staszewskiego, ktory donosnie lzyl "polska dume narodowa" i "kompleksy od stuleci", polskich agresywnych "frustratow", twierdzil, ze Polska to "pomieszanie katolika z mafia postkomunistyczna. Ci modlacy sie co rano i chodzacy do kosciola, ktorzy chetnie by zabili ciebie tylko za ksztalt twego nosa". I oto niedawno wlasnie ten pseudoautorytet wsrod mlodziezy, "kultowy piosenkarz" Staszewski, musial zalosnie przepraszac z powodu swej totalnej kompromitacji w czasie wystepu, gdy zapity w sztok wydal z siebie wielce belkotliwe zaspiewy. Inny pseudoautorytet Jerzy Owsiak pare tygodni temu w "Przekroju" nagle zaczal sie odcinac od swego tak dlugo naglasnianego sztandarowego hasla "Robta, co chceta". Teraz nagle twierdzi, ze on nigdy nie mial z tym haslem nic wspolnego, ze tylko mu nieslusznie to haslo przypisano. Mowi to teraz, kiedy po samobojstwie 14-letniej Ani calkowicie skompromitowala sie metoda wychowawczego "luzu", tak dlugo lansowanej w mediach Owsiakowej zasady "Robta, co chceta". Spoznione "nawrocenie" Owsiaka warto powitac z ulga. Szkoda tylko, ze doszlo do niego dopiero po wielu latach bezmyslnego antywychowawczego harcowania.
I jeszcze jeden przyklad. Totalna kompromitacja Jana Tomasza Grossa, od pieciu lat lansowanego jako ulubiony "autorytet" przez srodowiska "Wyborczej", "Tygodnika Powszechnego" czy TVN. Sam Michnik nazwal przeciez Grossa "spadkobierca Mickiewicza i Slowackiego" w przedmowie do niemieckiego wydania jego "Sasiadow". I coz, w ostatnich miesiacach calkowicie obnazylem w cyklu 21 tekstow w "Naszym Dzienniku", a potem w wydanej kilka tygodni temu ksiazce "Nowe klamstwa Grossa" prawdziwe oblicze Grossa jako cynicznego hochsztaplera i fanatycznego wroga Polski i Polakow. I nagle absolutna cisza, ani mru-mru ze strony "Wyborczej" czy "Tygodnika Powszechnego" na temat ich idola - Grossa. Nie mogli sobie, biedacy, poradzic wobec sily argumentow demaskujacych ich ulubiony "autorytet". Dlaczego jednak dotad nie zdobyli sie na przeproszenie czytelnikow za poprzednio tak dlugo naglasniane progrossowe brechty?!
Skuteczna reakcja czytelnikow "Dziennika" na antypolskie kalumnie, wypisywane przez roznych intelektualnych mentorow, dowodzi, ze warto protestowac, warto bic sie w obronie godnosci Polski!
Prof. Jerzy Robert Nowak, www.naszdziennik.pl

Polska Kochana.jpg
Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages