Niszczyciele!
Wydawana przez niemiecki Axel Springer gazeta "Dziennik"
poczatkowo odznaczala sie in plus odejsciem od lewicowo-liberalnej linii
dominujacej w wiekszosci mediow. Nie dolaczala do choru agresywnych napasci na
rzady PiS, przeciwnie, zamieszczala dosc obiektywne oceny PiS i PO, szeroko
pisala o patologicznym "ukladzie" w III RP, o inwigilacji prawicy. Ostro
polemizowala z "Gazeta Wyborcza". Co wiecej, naczelny "Dziennika" Robert
Krasowski nazwal nawet "Wyborcza" brukowcem.
Miewal
"Dziennik" swoje slabsze strony, np. niekiedy niezbyt wywazone teksty o sprawach
Kosciola czy czasami wrecz zenujace felietony Pilcha, przejetego od
postkomunistycznej "Polityki". Zasadniczo wygladalo jednak na to, ze "Dziennik"
stara sie zajmowac pozycje centrowa wsrod mediow prasowych. Na lamach
"Dziennika" naglasniano kilka autentycznych autorytetow intelektualnych,
dalekich od kosmopolitycznej elitki, m.in. prof. Zdzislawa Krasnodebskiego,
prof. Andrzeja Nowaka, prof. Andrzeja Zybertowicza, prof. Ryszarda Legutke,
kompozytora Wojciecha Kilara. Z przyjemnoscia czytalo sie odbiegajace od wzorca
"poprawnosci politycznej" teksty Macieja Rybinskiego, Michala Karnowskiego,
Piotra Skwiecinskiego, Rafala Matyi, naczelnego redaktora "Dziennika" Roberta
Krasowskiego czy jego zastepcy Cezarego Michalskiego. Na tym tle tym bardziej
szokujace i oburzajace byly pierwsze artykuly z rozpoczetego na lamach
"Dziennika" cyklu "Czy Polska jest sexy?". Pozycje te ohydnie znieslawialy
Polske i Polakow, wyrazaly obrzydzenie do wszystkiego, co polskie, stanowiac
swoista kwintesencje jadowitego antypolonizmu. Szczegolnie szokowal fakt, ze
tego typu atakujace Polske i Polakow teksty byly upowszechniane na lamach gazety
wydawanej w Polsce przez niemieckiego wlasciciela. Kaze to tym bardziej
zastanowic sie nad intencjami, ktore wplynely na publikowanie pierwszych
skrajnie polonofobicznych pozycji wspomnianego cyklu.
Antypolskie
fobie
Znamienny byl fakt, ze cykl w "Dzienniku" otwarto tekstem Wojciecha
Kuczoka, autora oslawionej ksiazki "Gnoj". Ksiazka ta przesycona byla skrajnie
uczernionymi obrazami Polski i Polakow, za co tym chetniej nagrodzono ja Nagroda
Nike, ktorej jury zwiazane jest z "Gazeta Wyborcza". Sam Kuczok niejednokrotnie
publicznie dawal upust pogladom w stylu najskrajniejszego nihilizmu narodowego.
Na przyklad w wypowiedzi dla postkomunistycznego "Przegladu" z 18 lipca 2004 r.
stwierdzal z emfaza: "(...) Coraz bardziej obecna Polska przestaje byc moim
krajem (...) w tej chwili nasz kraj przypomina bardziej dom wariatow".
Publikowany w "Dzienniku" z 14 listopada 2006 r. tekst Kuczoka to wierne
odzwierciedlenie jego zajadlych antynarodowych uprzedzen. Kuczok postaral sie o
danie maksymalnego wyrazu swym fobiom wzgledem Polski, Kosciola i rzadow PiS.
Negatywnym bohaterem swego tekstu uczynil Mariana Polske. Jego ulubiona lektura
jest poczet krolow polskich, ulubionymi daniami bigos i schabowy, a za
najwieksza zniewage uznalby nazwanie go gejem. Kuczok z werwa atakuje idee IV
Rzeczypospolitej, piszac: "Jesli III RP spolaryzowala sie na Polske A (oboz
tych, ktorzy skorzystali) i Polske B (oboz tych, ktorych wykorzystano), to
obecna miesza wszystkich z tym samym blotem, dajac w efekcie Polske be. Czyli
kraj w zlym guscie. Kraj zniesmaczony. Kraj resentymentu. Wyobrazmy sobie, ze
naprzeciw naszych drzwi zamieszkal nagle jakis chamowaty awanturnik i zaczal sie
panoszyc (...). Tak mniej wiecej wyglada teraz zycie publiczne i polityka w
Polsce (...). W kazdym razie nadzieja, ze go spokojnie przeczekamy, jest plonna;
awanturnik uzna tylko prawo piesci silniejszej niz wlasna. Takoz i ludzie z
Polski wyjezdzaja, bo pojeli, ze przeczekanie IV RP mogloby trwac zbyt dlugo;
wola przeczekiwac ja w oddali".
Chyba az nadto wymowne sa te stwierdzenia.
Dla pana Kuczoka rzady PiS to rzady "chamowatego awanturnika", ktorego trudno
przeczekac, i dlatego trzeba wynosic sie z tego kraju. Dalej widzimy u Kuczoka
kolejne napasci na politykow PiS, oskarzenia, ze politycy ci oszolomieni swa
misja anektuja kolejne przestrzenie zycia publicznego. Kuczok twierdzi:
"Misjonarze polskiej prawicy, odkad sprawuja rzady, stali sie terrorystami
ducha". Nieco dalej zas pisze: "Szczegolnie paskudne jest to, ze szlachetne
uczucie patriotyzmu i dumy narodowej zawlaszczyli ludzie 'odrazajacy, brudni,
zli'". I dalej: "Jarmarcznosc, czy lepiej, odpustowosc tej wersji milosci do
ojczyzny, zbiegla sie z nieszczesliwa aparycja i warunkami glosowymi naszych
Pierwszych Oratorow - w efekcie powrocil w dwojnasob gomulkowski 'efekt gnoma'
(...)". Pietnujac "sobowtorow na czele panstwa", Kuczok uzala sie, ze: "Za nimi
stoja przeciez armie podobnych indywiduuow". Stad - akcentuje Kuczok: "Ucieka
wiec lud, emigruje. Moze i zgodzilby sie na zarobki mniejsze, byle z domu nie
musiec wyjezdzac, no, ale skoro w domu zdzierzyc nie mozna, bo jeno klotnie i
plwanie, za to krucyfiks na kazdej scianie (...) A dajciez wy mi spokoj z tym
Polska".
Szkalowanie narodowej historii
15 listopada zalosna
diagnoze Kuczoka wsparl na lamach "Dziennika" inny pisarz Stefan Chwin w tekscie
"Pogardzani, ponurzy, obrazeni". Swoj atak na wspolczesna Polske i Polakow Chwin
poparl niegodnymi, wrecz podlymi brechtami na temat polskiej historii. O armii
polskiej, ktora heroicznie bronila w 1939 roku II Rzeczypospolitej, osamotniona,
zdradzona przez sojusznikow, napisal: "(...) niby-armia, ktora rozbito w dwa
tygodnie". Uzyl wiec zwrotu godnego oslawionych propagandystow z kregu Molotowa
i Ribbentropa. Ze wzgarda pisal o warszawskich powstancach - "chlopcach z
'Parasola', ktorzy w pamietne sierpniowe dni sciagneli na Warszawe krwawa
laznie".
Trudno w tym kontekscie dziwic sie oburzeniu wyrazonemu w
publikowanym 17 listopada w "Dzienniku" liscie Wojciecha Wielgoszewskiego z
Torunia pt. "Pogarda nie na miejscu". Wielgoszewski stwierdzil m.in.: "Slowa o
'niby-armii, ktora rozbito w dwa tygodnie', sa krzywdzace dla jej dowodcow i
zolnierzy, a w dodatku powielaja stereotyp ugruntowany przez hitlerowska i
stalinowska propagande. Uwaga o 'chlopcach z 'Parasola', ktorzy w pamietne
sierpniowe dni sciagneli na Warszawe krwawa laznie', swiadczy o nonszalanckim
podejsciu do naszej historii (...) i obraza pamiec jej bohaterow. To nie tylko
kwestia prawdy historycznej, to takze kwestia smaku".
Powrocmy jednak do
samego tekstu Stefana Chwina. Czytamy tam m.in.: "Od listopada do maja krajobraz
polski saczy prawdziwie depresyjne trucizny i nie zmienia tego nawet najbardziej
olsniewajace mazurki Chopina, serial 'M jak milosc' czy Polski Papiez w kazdym
domu (...). Estetyczna aura polskiego zycia codziennego (...) narod kurtkowcow,
szalikowcow, bereciarek, klebiacy sie w przejsciach dresowaty lud z lumpeksu,
ktory siebie samego nie cierpi, bo wie, ze jest pogardzany i sam soba pogardza,
przekonany przy tym gleboko, ze wine za wszystko ponosza podli inteligenci,
agenci i aferzysci - ta aura w odczuciu wielu ludzi prawdziwie jest
odpychajaca". Dalej Chwin przypuszcza atak na "Polske wiecznie szerzacego sie
patriotycznego gniewu, polowania na zlodziei, agentow, aferzystow. Polske
rozdrazniona, napieta, obrazona, scisnieta krawatem, sutanna, mundurem
(...)".
Jak widzimy, Chwinowi bardzo przeszkadzaja berety i sutanny,
demaskowanie aferzystow, ktorzy tak dlugo przez kilkanascie lat byli bezkarni
dzieki tolerancji ludzi z takich lze-elit jak panowie Kuczok i Chwin. Na ich
nieszczescie dzis widac wyraznie, ze dazace do IV Rzeczypospolitej sily nie chca
zatrzymac sie na swej drodze. Dowodem tego jest chociazby swieze ujawnienie w
"Misji specjalnej" agenturalnej przeszlosci Solorza, szefa Polsatu, stacji
telewizyjnej tak mocno obok TVN zaangazowanej w przeciwdzialanie glebokim
dekomunizacyjnym i lustracyjnym zmianom.
Rzecz znamienna, Chwin, publikujacy
na lamach wydawanego przez Niemcow "Dziennika", oburza sie na wycofanie przez
Polakow eksponatow z wystawy o wysiedleniach, zainicjowanej przez oslawiona
polakofobke Erike Steinbach. Chwin pisze o "okropnej Polsce", "w ktorej
panicznie wycofuje sie polskie eksponaty z niemieckiej wystawy po tym, jak
wladza tupnela noga". Polski pisarz w obronie antypolskiej skladanki Steinbach?!
Bezwstyd!
Nadzieje na wymarcie "polskiej prowincji"
Kuczokowi
i Chwinowi z werwa wtoruje inny pisarz Andrzej Stasiuk. Ten juz pare lat temu
"wslawil sie" ohydnym "donosem na Polske", antypolskim paszkwilem drukowanym w
szczegolnie odpowiednim miejscu - w Niemczech. Teraz na lamach wydawanego przez
Niemcow springerowskiego "Dziennika" wydrukowal 16 listopada tekst ziejacy
pogarda dla Polski, kraju, w ktorym zyje, pod wymownym tytulem: "Nic tu nie
zrobisz, nic sie nie uda". Stasiuk pisze tam m.in. zdania, ktore na pewno bardzo
przypadna do gustu niektorym szowinistycznym srodowiskom niemieckim, marzacym o
calkowitym wyludnieniu i odprzemyslowieniu Polski, a potem zamienieniu jej w
wielkie turystyczne tereny odpoczynku dla übermenschow z Niemiec. Stasiuk pisze
wprost bez zenady: "Zyje na polskiej prowincji dwadziescia lat, i widze jedno:
polska prowincja moglaby w calosci wsiasc na czarodziejski dywan i poszybowac
sobie we wszechswiatowa przestrzen, i nareszcie problem zostalby rozwiazany.
Zostalaby Warszawa jako drugi po Paryzu pepek Europy oraz Krakow jako kulturalna
stolica tejze. Reszty mogloby nie byc. Reszta nikogo nie obchodzi. Trzeba tylko
spokojnie czekac, az ludnosc wymrze, wyemigruje i zalozy sie na wyludnionych
ziemiach tereny rekreacyjne, trasy dla off-road i poligony do paintballu.
No
wiec niech jada. Niech jada najsprytniejsi, najcwansi, najobrotniejsi, ci
obdarzeni wyobraznia, sila, bezczelnoscia i odwaga. Jestem za. Reszta bedzie
spokojnie wymierac. Najpierw wymra wsie, potem miasta i miasteczka. Okna zabije
sie deskami jak na poludniu Albanii przy greckiej granicy".
Antykoscielne
obsesje
Kolejny, czwarty odcinek z cyklu w "Dzienniku" z 17 listopada
przyniosl artykul filozof Agaty Bielik-Robson, prezentujacy ponury obraz Polski
jako kraju, w ktorym "tradycyjne republikanskie cnoty meskie znalazly sie w
niemal calkowitym zaniku, w kraju bardzo niemeskich mezczyzn i wyzutych z mestwa
politykow", "absolutnego punktu zero meskich cnot". Towarzyszyc temu ma, wedlug
Bielik-Robson - przedstawiona przez nia, rzekomo rzadzaca Polska "koalicja
matron i ksiezy". Koalicje te nazywa "upiornym sojuszem" i wini ja juz za
wszystko, a w szczegolnosci za "zmowe aseksualnosci", wciaz atakujac "ksiezy i
sekundujace im stare kobiety". Trudno nie dziwic sie kreslonym przez
Bielik-Robson przedziwnym fantasmagoriom, majacym wyrazic jej skrajne
uprzedzenia do Kosciola i kobiet starszych generacji.
Protesty
czytelnikow
Na szczescie wiekszosc czytelnikow "Dziennika" wyraznie nie
podziela osadow autorow - pseudo-Europejczykow, pelnych pogardy dla Polski i
Polakow. Swiadczy o tym najwyrazniej wymowa zdecydowanej wiekszosci listow
nadeslanych do "Dziennika" w zwiazku z omawiana pseudodebata. Cytowalem juz
jeden z nich w kontekscie ataku Chwina na polska armie z 1939 r. i na powstancow
warszawskich. Zacytuje teraz kilka innych listow. W numerze "Dziennika" z 17
listopada czytamy pelen oburzenia list historyk sztuki Beaty Makowskiej pt.
"Kuczok czuje sie w Polsce sterroryzowany, a ja nie". Pani Makowska pisze
wprost, ze po tekscie Kuczoka "poczulam sie tak, jakby ktos wylal na mnie kubel
gnoju".
Pietnujac wyrazne wybielanie przez Kuczoka III RP i jej architektow
typu Jaruzelski, Kiszczak czy Kwasniewski, Makowska pisze: "Ja nie przeczekuje
IV RP. Ja na nia od kilkunastu lat czekalam (...). Oskarza Pan politykow PiS o
wszelkie mozliwe zbrodnie i uzurpacje, wsrod ktorych wskazuje Pan m.in. na
'oszolomienie misja', nawet 'terroryzm ducha'.
Pisze Pan o 'odrazajacych,
zlych', wszedzie widzi Pan krucyfiksy, slyszy jeno 'klotnie i plwania' (...).
Czy to nie Pan wlasnie ow terroryzm ducha probuje uprawiac, wypisujac takie -
pardon - brednie?".
Pietnuje przytlaczajaco ponury obraz Polski, kreslony w
"Dzienniku", rowniez autorka innego listu Anna Tocka, pytajac, co sami autorzy
tekstow zrobili, aby Polske zmienic? Zdaniem autorki listu: "Z kazdym pokoleniem
Polska odradza sie na nowo". Przeciwstawiajac sie szerzeniu obrazu totalnej
pustki i beznadziejnosci, Tocka pisze: "Podaje dlon mojej Polsce". Z kolei Karen
w e-mailu do redakcji "Dziennika" zadaje pytanie do Kuczoka, czy "chodzilo mu o
to, by osmieszyc polski katolicyzm?". Ostro polemizowal ze spotwarzajacymi
Polske i Polakow tekstami w "Dzienniku" rowniez Jacek Murenia, przypominajac o
odpowiedzialnosci tych, ktorzy wczesniej rzadzac Polska, skazali ludzi na
beznadziejne warunki bytowania. Murenia apeluje rowniez, by przypomniano sobie o
tym, ze za tablica "Warszawa" jest ciagle ten sam kraj.
17 listopada, po
czwartym z kolei przyczerniajacym obraz Polski tekscie z cyklu "Dziennika",
poddalem ten cykl bardzo ostrej krytyce w audycji Aktualnosci dnia Radia Maryja.
Przewazajaca czesc uzytych wowczas argumentow przytoczylem teraz w "Naszym
Dzienniku". Poza krytyka tekstow Kuczoka, Chwina i Stasiuka odnioslem sie
krytycznie rowniez do zapowiedzianego przez "Dziennik" tekstu Manueli
Gretkowskiej. Z gory wyrazilem obawy co do tresci, jakie moga znalezc sie w
artykule znanej ze skandalizowania pisarki. Wyrazilem rowniez nadzieje, ze
kierujacy "Dziennikiem" redaktorzy Krasowski i Michalski, znani skadinad z wielu
rzeczowych tekstow, zrozumieja w koncu, ze ich gazeta popelnila cos
niedopuszczalnego, zamieszczajac taka porcje tekstow szkalujacych Polske i
Polakow. Apelowalem: "Czas najwyzszy, aby odcieli sie od tego festiwalu
znieslawien i pomowien wobec Polski i Polakow". Rzecz ciekawa, ze w kolejnym
numerze "Dziennika", i to tym wazniejszym, bo wydawanym na sobote i niedziele,
nagle zabraklo jakiegokolwiek tekstu z omawianego cyklu, chociaz do tej pory
ukazywal sie on nieprzerwanie przez kolejne cztery dni. Czyzby w redakcji
"Dziennika" ostatecznie uznano, ze dotychczas publikowane artykuly przynosza
bardzo duza szkode wizerunkowi gazety, ustawiajac ja na pozycjach antypolskich i
antykatolickich? Przypuszczalnie do takiej rewaluacji doprowadzila redakcje
lektura zdecydowanej wiekszosci listow od czytelnikow, ostro krytykujacych
wymowe cyklu. Byc moze swoj wplyw mialy rowniez i argumenty z mego obszernego,
bardzo krytycznego wystapienia w Radiu Maryja. Dopiero po dwudniowej przerwie -
20 listopada znowu powrocono do cyklu, zamieszczajac tym razem dwa teksty:
infantylnie atakujacy Polske artykul Gretkowskiej i pierwszy stanowczo
wystepujacy w obronie Polski szkic poety Wojciecha Wencla oraz duza porcje
listow, w przewazajacej mierze krytykujacych autorow szkalujacych Polske.
Jak przewidywalem, Gretkowska "zablysnela" kolejnym karykaturalnym obrazem
Polski i Polakow w tekscie pt. "Polska - atrakcyjnosc kartofla". W ocenie
Gretkowskiej rzekomo: "Mlodzi dusza sie w gorsecie katolicyzmu i przekonania, ze
ojczyzna to zbiorowy obowiazek". Ze szczegolna werwa Gretkowska pietnowala jako
rzekomo dominujace cechy Polakow: niechec do seksu i antysemityzm (!!!). Glownym
postulowanym lekiem na te "polskie choroby" mialoby stac sie, wedlug niej,
wyzwolenie seksualne, ktore doprowadzi do "cielesno-duchowej unii, erotycznego
polaczenia Wschodu i Zachodu".
Przeciw "medrcom" oczerniajacym
Polske
Obok skrajnie infantylnych "przemyslen" Gretkowskiej tym razem w
"Dzienniku" ukazal sie jednak pierwszy sensowniejszy tekst referowanego cyklu -
szkic poety Wojciecha Wencla: "Polska - zjawiskowa pieknosc". Autor od razu
odcial sie od dotychczasowego tonu debaty w "Dzienniku", twierdzac, ze
portretuje ona Polakow jako wymyslony kraj "37 milionow barbarzyncow" i "1,5
miliona wysublimowanych intelektualistow". Wencel wyszydzal kreslony przez
"medrcow" obraz Polski, rzekomo zdominowanej przez "motloch" i rzadzonej przez
ludzi "odrazajacych, brudnych, zlych". Ostro sprzeciwial sie intelektualistom,
"obrazajacym sie na rzeczywistosc dzisiejszej Polski" i wstydzacym sie za
miliony, kreslacym skrajnie karykaturalny obraz polskiej prowincji, ciaglemu
pomniejszaniu Polski i Polakow, szerzeniu pelnych uprzedzen sadow o rzekomym
"polskim nacjonalizmie, antysemityzmie, ksenofobii, obskurantyzmie religijnym".
Akcentowal, ze wlasnie na prowincji polskiej mozna znalezc "zycie piekne, pelne
milosci i pracy, nadziei i sily, przywiazania do wlasnej malej ojczyzny i
zdrowego patriotyzmu". Podkreslal, ze: "Na tle europejskich narodow Polacy jawia
sie jako nacja wyjatkowa, bo wciaz zdolna do heroizmu". Sprzeciwiajac sie
dalekim od prawdy negatywnym uogolnieniom, snutym przez rozne "autorytety",
Wencel pisal: "Na szczescie dzis w dobie zmierzchu wielkich idei mlodzi nie chca
juz sluchac medrcow, bo maja wlasne doswiadczenia".
Jednoznacznie krytyczna
wymowe wobec kolejnych antypatriotycznych wynurzen w "Dzienniku" miala
przewazajaca czesc listow od czytelnikow, publikowanych w "Dzienniku" 20
listopada. Mozna by sie bylo podpisac obiema rekami np. pod listem czytelniczki
Ewy Zachary, ktora z ogromna pasja wystapila w obronie znieslawianych w
"Dzienniku" Polakow i Polski. Jak pisala Ewa Zachara: "Zwykli Polacy, o ktorych
z taka pogarda pisza panowie Kuczok, Stasiuk i Chwin, zawsze byli na miejscu: i
w kolejce po papier toaletowy, i w stoczni, kopalni, hucie, i przy lozkach
polowych po 1989 roku, i wreszcie na ulicach Polski i Rzymu, kiedy umieral
Papiez. Kiedy zwykli obywatele pracuja i kombinuja, nasze 'elity' chwala
prywatyzacje, wolny rynek, tolerancje, kaza zapominac krzywdy, nie dodaja tylko,
ze prywatyzacja jest dla wybranych i ulozonych przy Okraglym Stole sil
przypadkowo zwiazanych z dawnym totalnym aparatem i ich konfidentami, wolny
rynek zas oznacza 'czlowieku, radz sobie sam', a tolerancja jest tylko dla
gejow, bo 'artysta' moze w tym ciemnym narodzie sprofanowac krzyz, bo zascianek
ma religijne fobie (...). Polacy wyjezdzaja, bo za granica moga lepiej zarobic,
ale takze dlatego ze przez ostatnie 17 lat nawarstwialy sie wielkie problemy
spoleczne, gospodarcze i moralne. Jesli uda sie wreszcie przeprowadzic lustracje
i dekomunizacje, jesli uda sie choc troche oczyscic panstwo i usprawnic
sadownictwo, to bedzie to wielki sukces Polakow. Ja jestem dumna z Polski, to
kraj, w ktorym zyja w przewazajacej mierze dzielni i rozsadni ludzie, to kraj
tolerancyjny, ale szanujacy wiare i wartosci. Mlodzi zarobia i wroca, moze nawet
nauczymy Europe prawdziwej tolerancji nie tylko dla gejow, pokazemy, jak wazna
jest wiara w Boga i wiernosc zasadom". Bardzo podobny w wymowie byl list innego
czytelnika - Jacka Bryka z Katowic. Pisal on m.in.: "Przy czytaniu tekstow na
temat 'Czy Polska jest sexy?' wnioski nasuwaja sie same: autorzy nie lubia
Polski, przebywaja tu z niewiadomego powodu. Nie zmienili klimatu mimo otwarcia
granicy i dziejacej sie im krzywdy. Polska jest niestety doskonalym azylem dla
pasozytow, ktorzy lubia zyc na cudzy koszt i jeszcze sobie ponarzekac, ze dzieje
sie im krzywda". Inny czytelnik - Pawel Lech z Poznania pisal o radosci, jaka
odczul, wracajac do Ojczyzny po dlugim pobycie za granica. Jak pisal, cieszyl
sie, ze wrocil do siebie, bo Polska to Matka, a "o Matce nie mowi sie zle, jak
glosi jedno z przykazan Zwiazku Polakow w Niemczech". Jakze wymowny byl ten
kontrast miedzy pelnymi patriotyzmu i zdrowego rozsadku przemysleniami zwyklych
czytelnikow a antypolskimi fobiami "medrcow", ktorzy z taka zolcia pisali teksty
do "Dziennika".
Trzeba polubic polskosc!
Debata w "Dzienniku",
rozpoczeta od wscieklych atakow na "odrazajacych i zlych" Polakow, i na sama
Polske, pod wyraznym naciskiem czytelnikow zaczela zmieniac ton. 21 listopada
gazeta opublikowala tekst pisarza i dramaturga Wojciecha Tomczyka pt. "Dobrze
obudzic sie Polakiem". Tomczyk jednoznacznie sprzeciwil sie ciaglemu
naglasnianiu atakujacych Polakow zarzutow o naszym rzekomym nacjonalizmie i
nietolerancji, nieudacznictwu, a tym bardziej sprzedawaniu takiego "Polakow
Portretu Wlasnego" Europie. Pisal: "Polak moze wyjechac z Polski, ale z Polaka
wydostac sie nie ma szans. Nie ucieknie, nie pozbedzie sie genu polskosci. Ale
tez z drugiej strony, po jakie licho mialby sie go pozbywac? Czy Francuz chce
nie byc Francuzem? Jestem przekonany, ze polskosc jest dana nam raz na zawsze
(...). Innego wyjscia po prostu nie mamy. Trzeba swoja polskosc polubic i
zaakceptowac. Co nie wydaje sie byc zadaniem szczegolnie trudnym. Poniewaz
polskosc jest fajna".
"Dziennik" z 22 listopada obok nudnego i metnego
tekstu Jerzego Sosnowskiego zamiescil artykul Macieja Rybinskiego, gloszacy
jednoznacznie juz w tytule: "Warto byc Polakiem w Polsce". Rybinski zdecydowanie
odcial sie od wymowy tekstow w stylu Chwina, Kuczoka czy Gretkowskiej.
Ironizowal z uwag Chwina, utyskujacego, ze Polska jest ostatnio wciaz zajeta
"polowaniem na zlodziei, agentow i aferzystow". Rybinski zapytywal, czy zdaniem
Chwina byloby lepiej, "gdyby - jak do tej pory - zlodzieje, agenci i aferzysci
polowali na Polske". Rybinski z pasja wyszydzal autorow "Dziennika", kreslacych
obraz "odrazajacej Polski", kraju "ksenofobow, szowinistow, nacjonalistow,
schizofrenikow, prymitywow i glupkow". Sugerowal: "A moze to elita powinna dac
przyklad prawidlowej kanalizacji odrazy i wyjechac pierwsza? (...) Spedzilem za
granica spora czesc zycia (...) i chetnie polskim intelektualistom, pognebionym
otoczeniem, w jakim musza zyc i utyskiwac, pomoge w rozpoczeciu nowej kariery.
Zamiast nawolywac mlodych Polakow do wyjazdu, beda mogli sami wyjechac. Tam
swiat czeka na nich, ich talenty i doswiadczenia z otwartymi rekoma. Jakies
dozorcostwo, nalewanie piwa w barze, oproznianie pojemnikow na chusteczki
jednorazowe w kinie porno". Rybinski ostro skrytykowal ciagle przeciwstawianie
Polski Europie, sugerowanie rzekomej potrzeby rezygnacji z narodowych
odrebnosci, tradycji, zapomnienia "historii i historycznych konfliktow,
odrzucania religii". Pisal: "Polska jest normalnym krajem (...). Nie podoba wam
sie dzisiejsza Polska, nie podobaja Kaczory, nie podobaja obszary biedy i
zaniedban, prosze bardzo. Wezcie sie za zbudowanie lepszej. Tworzcie partie
polityczne, piszcie programy, kandydujcie. To nie jest zakazane". Z ironia
stwierdzal: "Paru samozwancow probuje propagowac ideologie niemocy, ktorej winni
sa wszyscy oprocz nich samych, diagnostykow spolecznych. W ten sposob tworza
podatny grunt do rozszerzenia ich wlasnego nieudacznictwa w chorobe
epidemiczna". Odrzucajac te utyskiwania jednoznacznie konkludowal: "Warto byc
Polakiem (...)".
23 listopada zabral glos w omawianej debacie rowniez
zastepca naczelnego redaktora "Dziennika" Cezary Michalski. Niestety, tekst jego
byl ogromnie rozczarowujacy, mdly i metny, bo oparty na zasadzie "Panu Bogu
swieczke i diablu ogarek". Michalski wyraznie probowal wyrazac zrozumienie dla
roznych przeciwstawnych racji, wyrazanych dotad w debacie, zamiast jednoznacznie
potepic poglady prymitywnych niszczycieli patriotyzmu typu Kuczok, Chwin czy
Stasiuk. Nawet w tym wielce rozczarowujacym tekscie Michalskiego znalazlo sie
jednak ciekawe przyznanie: "Oczywiscie krytyka polskiej tradycji, jej mrocznej
martyrologicznej strony i jeszcze mroczniejszej strony hipokryzji, nawet
najokrutniejsza, powinna byc wobec tej wspolnoty lojalna. Oczywiscie, ze w
utyskiwaniach Wojciecha Kuczoka nie widze ani wielkosci, ani madrosci Stanislawa
Brzozowskiego, Kisiela, Jozefa Mackiewicza, Giedroycia, ludzi, ktorzy zeby
zjedli i nerwy stracili na probach wyciagniecia Polakow z estetycznej i
intelektualnej katastrofy, ktora nas dotknela. Oczywiscie, ze serce mi krwawi,
kiedy widze, z jaka lekkoscia ludzie obdarzeni zaufaniem czytelnikow i licznymi
literackimi nagrodami wala na odlew piescia w twarz polskiego motlochu. A
przysylajacy do nas dziesiatki listow i maili nauczyciele z prowincji z pensja
1000 zl miesiecznie, studenci, drobni przedsiebiorcy, probuja bronic przed nimi
swojej ojczyzny sredniej wielkosci i sredniej urody. Staraja sie udowodnic
laureatom Nagrody Nike, Kuczokowi i Stasiukowi, ze (...) moze warto tutaj zyc.
Oczywiscie, ze taki spor drobnej inteligencji zasciankowej z jej
przedstawicielami o znanych nazwiskach jest najwiekszym osiagnieciem prowadzonej
przez 'Dziennik' debaty".
Moim skromnym zdaniem, zasciankowa nie jest wcale
drobna inteligencja, lecz pozujace na "Europejczykow" dosc zalosne
pseudoautorytety w stylu Kuczoka, Stasiuka czy Chwina. Nie za bardzo chwalilbym
sie na miejscu Michalskiego z "osiagniec" debaty. Trzeba byloby raczej wspomniec
o tym, jaka kompromitacja byly pierwsze wypowiedzi w debacie "Dziennika" pelne
niemadrych i zajadlych antypolskich fobii, ktorym przeciwstawily sie
zdroworozsadkowe glosy czytelnikow w obronie Narodu i Kosciola.
Przy okazji
warto wspomniec, ze juz kilku podobnych do Kuczoka i Stasiuka pseudoautorytetow
calkowicie sie skompromitowalo w oczach opinii publicznej. Pamietam, jak kilka
lat temu na lamach postkomunistycznej "Trybuny" perorowal w ogromniastym tekscie
przeciwko Narodowi Polskiemu i Kosciolowi katolickiemu pseudoautorytet, ulubiony
guru lewicy, psychoterapeuta Andrzej Samson. I coz, od ponad roku ten
pseudoautorytet i moralista od siedmiu bolesci siedzi w wiezieniu za pedofilie.
W 1998 roku w ksiazce "Zagrozenia dla Polski i polskosci" z oburzeniem pisalem o
skrajnym antypolskim i antykoscielnym wybryku piosenkarza Kazika Staszewskiego,
ktory donosnie lzyl "polska dume narodowa" i "kompleksy od stuleci", polskich
agresywnych "frustratow", twierdzil, ze Polska to "pomieszanie katolika z mafia
postkomunistyczna. Ci modlacy sie co rano i chodzacy do kosciola, ktorzy chetnie
by zabili ciebie tylko za ksztalt twego nosa". I oto niedawno wlasnie ten
pseudoautorytet wsrod mlodziezy, "kultowy piosenkarz" Staszewski, musial
zalosnie przepraszac z powodu swej totalnej kompromitacji w czasie wystepu, gdy
zapity w sztok wydal z siebie wielce belkotliwe zaspiewy. Inny pseudoautorytet
Jerzy Owsiak pare tygodni temu w "Przekroju" nagle zaczal sie odcinac od swego
tak dlugo naglasnianego sztandarowego hasla "Robta, co chceta". Teraz nagle
twierdzi, ze on nigdy nie mial z tym haslem nic wspolnego, ze tylko mu
nieslusznie to haslo przypisano. Mowi to teraz, kiedy po samobojstwie 14-letniej
Ani calkowicie skompromitowala sie metoda wychowawczego "luzu", tak dlugo
lansowanej w mediach Owsiakowej zasady "Robta, co chceta". Spoznione
"nawrocenie" Owsiaka warto powitac z ulga. Szkoda tylko, ze doszlo do niego
dopiero po wielu latach bezmyslnego antywychowawczego harcowania.
I jeszcze
jeden przyklad. Totalna kompromitacja Jana Tomasza Grossa, od pieciu lat
lansowanego jako ulubiony "autorytet" przez srodowiska "Wyborczej", "Tygodnika
Powszechnego" czy TVN. Sam Michnik nazwal przeciez Grossa "spadkobierca
Mickiewicza i Slowackiego" w przedmowie do niemieckiego wydania jego "Sasiadow".
I coz, w ostatnich miesiacach calkowicie obnazylem w cyklu 21 tekstow w "Naszym
Dzienniku", a potem w wydanej kilka tygodni temu ksiazce "Nowe klamstwa Grossa"
prawdziwe oblicze Grossa jako cynicznego hochsztaplera i fanatycznego wroga
Polski i Polakow. I nagle absolutna cisza, ani mru-mru ze strony "Wyborczej" czy
"Tygodnika Powszechnego" na temat ich idola - Grossa. Nie mogli sobie, biedacy,
poradzic wobec sily argumentow demaskujacych ich ulubiony "autorytet". Dlaczego
jednak dotad nie zdobyli sie na przeproszenie czytelnikow za poprzednio tak
dlugo naglasniane progrossowe brechty?!
Skuteczna reakcja czytelnikow
"Dziennika" na antypolskie kalumnie, wypisywane przez roznych intelektualnych
mentorow, dowodzi, ze warto protestowac, warto bic sie w obronie godnosci
Polski!
Prof. Jerzy Robert Nowak, www.naszdziennik.pl