MSZ Gorzej niz kompromitacja to
sabotaz!
Profesor Jerzy Robert Nowak, Nasz
Dziennik, 19 i 27 stycznia 2007.
19.stycznia
2007:
Od kilku miesięcy na próżno nalegałem
w "Naszym Dzienniku" i na falach Radia Maryja, aby jak najszybciej wydano po
angielsku przynajmniej małą książeczkę prostującą najohydniejsze kłamstwa
"Strachu" J.T. Grossa. Proponowałem, by składała się ona z rzetelnych świadectw
Żydów lub Polaków żydowskiego pochodzenia - świadków epoki. W publikacji tego
typu powinny znaleźć się na przykład liczne, jakże przeciwstawne fałszom Grossa
relacje na temat poparcia Polaków dla walk żydowskich powstańców warszawskiego
getta (por. choćby fragmenty ze słynnych zapisów kroniki getta prowadzonej przez
Ludwika Landaua).
I oto wreszcie z ogromnym opóźnieniem wyszedł przed kilkoma
dniami wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Polski Instytut Spraw
Międzynarodowych (PISM) tom na temat "Strachu" Grossa. Tyle tylko, że nie
zawarto w nim autentycznych żydowskich świadectw z doby wojny, jakże sprzecznych
z oszczerstwami Grossa, a wybór polskich artykułów na temat "Strachu" i
antyżydowskich zajść w Kielcach 1946 roku. I tu okazało się, że ostatecznie góra
spłodziła mysz, i to mysz dość poczwarną. Zamiast prawdziwie obiektywnego
wyboru, przedstawiającego Amerykanom zupełnie nieznane im racje polskie, dano
skrajnie tendencyjny wybór kaleczący wizerunek Polski i Polaków.
Wybór ten
był oparty na dość szczególnej selekcji, korzystnej wyłącznie dla zwolenników
Grossa. Polskie (!) MSZ wyraźnie przyszło z tą książką w sukurs polakożercy
Grossowi!
Wydany przez MSZ skądinąd wyjątkowo niechlujnie wybór artykułów i
wywiadów nosi tytuł: "Difficult Postwar Years. Polish Voices in Debate Over Jan
T. Gross's Book Fear". Wybór zaczyna się zgodnie z wymogami dominującej od lat w
Polsce dość szczególnej "poprawności politycznej". We wstępie do książki MSZ
ponad połowę tekstu stanowi cytat z tekstu Adama Michnika. Tak więc głównym
autorytetem w książce, która powinna przeciwstawić się antypolskim oszczerstwom
Grossa, jest jeden z jego największych klakierów A. Michnik, który kilka lat
temu nazwał autora "Sąsiadów" spadkobiercą Mickiewicza i Słowackiego. MSZ
potraktowało jako największy autorytet właśnie Michnika, którego zachowanie
zostało tak mocno skompromitowane w ostatnich latach (por. artykuły w stylu:
"Koniec świata Michnika i Kiszczaka"). Rzecz znamienna, że wspomniany wstęp do
tomu MSZ nie został przez nikogo podpisany (!). Czyżby żadnych z obecnych
"szych" MSZ nie chciała otwarcie przyznać się do odpowiedzialności za to, jak
dalej uzasadnię, ogromnie niechlubne "dzieło"? Już historia ze wstępem do
książki, na samym jej początku, zapowiada odpowiednią tendencję, która
konsekwentnie stosowana przy selekcji tekstów do tomu doprowadziła do całkowitej
kompromitacji jego wydawców z MSZ i PISM.
W wyborze - według końcowych słów
Anonima, który był autorem wstępu - miał być rzekomo wyrażony "polski punkt
widzenia" (Polish point of view). W rzeczywistości zaś książkę polskiego MSZ
dzięki odpowiedniej superselekcji zdominował żydowski punkt widzenia, i to
odzwierciedlający stanowisko nie Żydów przychylnych Polsce, lecz jej wyraźnie
niechętnych. MSZ najwyraźniej szczególnie mocno zatroszczyło się o dostarczenie
dodatkowych argumentów dla polakożercy Grossa, który odtąd będzie mógł się
powoływać na oficjalną polską publikację. Jak wytłumaczyć postawę
odpowiedzialnych za nią bonzów z MSZ? (W publikacji MSZ całkowicie pominięto 21
moich artykułów z "Naszego Dziennika". Pominięto bardzo ważny merytorycznie
tekst profesorów Bogusława Wolniewicza i Zbigniewa Musiała "Spór o Kielce"
("Nasz Dziennik" z 28 lipca 2006 r.) W wyborze MSZ zabrakło dwóch bardzo
ważnych, krytycznych wobec Grossa artykułów naukowca polskiego z USA Marka J.
Chodakiewicza (z "Rzeczpospolitej" i "Niezależnej Gazety Polskiej") oraz jakże
cennych artykułów polonijnego naukowca prof. Johna Radziłowskiego i mecenasa
Ryszarda Tyndorfa z Kanady (publikowanych w "Biuletynie IPN" z lipca 2006 r.).
Nie zabrakło natomiast miejsca dla dwóch zupełnie nieznanych autorów z
Waszyngtonu: Tadeusza Stachurskiego i Marcina Gadzińskiego, prezentujących
głównie grossową wersję wydarzeń, oraz publicystyczną, w żaden sposób
nieudokumentowaną pochwałę Grossa ze strony Piotra Osęki w "Newsweeku". W tomie
nie poskąpiono miejsca na wywiad z dr Aliną Całą, pracującą w Żydowskim
Instytucie Historycznym i znaną ze skrajnych uprzedzeń do polskości i do
Kościoła katolickiego. Zamieszczono w tomie wywiad z dr. Andrzejem Żbikowskim,
od lat zafałszowującym historię stosunków polsko-żydowskich w ramach prac
Żydowskiego Instytutu Historycznego. Pomijając, jak już wspomniałem, doskonale
udokumentowane teksty prof. Radziłowskiego, Chodakiewicza i Tyndorfa,
reprezentujących prawdziwe nastroje Polaków w Ameryce Północnej, dano tekst
Piotra Wróbla z Toronto, powszechnie krytykowanego przez Polonię kanadyjską za
swe prożydowskie fobie i uprzedzenia. Na tle takich pozycji wyraźnie pozostają w
cieniu te dużo bardziej wyważone, tak jak tekst wywiadu z dr. hab. J. Żarynem,
artykuły M. Fabjańskiego, B. Szaynok i M. Kozłowskiego.
W rzeczywistości
teksty progrossowe wyraźnie dominują w publikacji MSZ. W książce tej nie
znalazła się żadna informacja prostująca najskrajniejsze oszczerstwa Grossa.
Zabrakło jednoznacznego napiętnowania jego pomówień głoszących, jakoby wielka
część Polaków była zamieszana w czasie wojny we współdziałanie z Niemcami w celu
rabowania i mordowania Żydów, wspierała ich mordowanie i wypędzanie, aby
zachować przy sobie zrabowane mienie żydowskie. Na skutek wspomnianej wcześniej
selekcji, która odrzuciła przedruk najbardziej krytycznych dla Grossa artykułów,
w tomie zabrakło tekstów piętnujących Grossa za całkowite przemilczenie polskiej
martyrologii i rozmiarów rabunku polskiego majątku narodowego w dobie wojny.
Nikt z autorów zamieszczonych w tomie tekstów nie wspomniał o szczególnie
obrzydliwym fakcie, który kwalifikuje do postawienia go przed sądem. Chodzi o
jego stwierdzenie, że Polacy rzekomo zagrabili na wielką skalę poza mieniem
żydowskim takie mienie niemieckie. Jest to stwierdzenie tym bardziej
skandaliczne w sytuacji, gdy Gross nie wspomniał ani jednym zdaniem o ogromnym
rabunku mienia polskiego przez Niemców. Jakie szkody dla Polski może przynosić
tego typu obraz upowszechniany przez Grossa wśród Amerykanów niemających pojęcia
o historii Polski, można sobie łatwo wyobrazić!
W publikowanych przez MSZ
tekstach zabrakło jakiegokolwiek potępienia najskrajniejszych oszczerstw
antykatolickich zawartych w książce Grossa, począwszy od kreowania na rzekomych
antysemitów tak wielkich postaci Kościoła w Polsce, jak księża kardynałowie A.
Hlond i A. Sapieha, po oskarżanie części polskich duchownych o rzekome mordy
rytualne na żydowskich dzieciach. Za takie rzekome mordy rytualne Gross uznaje
chrzczenie żydowskich dzieci bez pozwolenia ich rodziców. W sytuacji, gdy dzieci
tak bardzo często podrzucano bezimiennie pod klasztory, a ich przechowywanie w
klasztorach groziło niechybną śmiercią wszystkich zakonników w przypadku
odkrycia choćby jednego żydowskiego dziecka przez Niemców. Trudno sobie nawet
wyobrazić większą nikczemność od takiego oskarżenia wysuwanego przez Grossa pod
adresem ludzi, którzy przez lata ryzykowali swoje życie dla ratowania żydowskich
bliźnich! W tomie MSZ zabrakło rzeczy najważniejszej - stanowczego odrzucenia
fałszów o rzekomym całkowitym zablokowaniu w Polsce po 1944 r. możliwości zwrotu
mienia żydowskiego Żydom. Pisałem już w "Naszym Dzienniku" w tekście "Jak kłamie
prof. Safjan", jak niebezpieczne dla sprawy Polski jest podtrzymywanie tego typu
fałszów Grossa. To właśnie one mają posłużyć "przedsiębiorstwu holokaust",
reprezentowanemu przez żydowskich adwokatów w ich haniebnych próbach wyciśnięcia
szantażem na Polakach 65 milionów dolarów odszkodowania za mienie żydowskie.
Całkowite pominięcie przez publikację MSZ polskich, gruntownie uargumentowanych
dowodów w tej sprawie (teksty prof. J. Radziłowskiego, M.J. Chodakiewicza, R.
Tyndorfa i moje), stanowi coś niebywale skandalicznego.
W tomie MSZ zabrakło
większości argumentów polskich autorów krytykujących fałsze Grossa całkowicie
negującego rolę komunistów żydowskich w sowietyzacji Polski i innych krajów
Europy Środkowej. Zabrakło przypomnienia o rozmiarach kolaboracji dużej części
Żydów na Kresach, tak przemilczanej przez Grossa. W tekście książki MSZ
zamieszczono niemal wyłącznie teksty, w których odrzucano tezy o roli sowieckiej
prowokacji w zajściach antyżydowskich w Kielcach - poza dopuszczającymi różne
warianty przyczyn zajść kieleckich tekstami J. Żaryna i B. Szaynok.
Taka
selekcja, takie pominięcia są prawdziwym skandalem kompromitującym MSZ! Jak
widać, niewiele się ono zmieniło od czasów zarządzania nim przez Geremka czy
Cimoszewicza. Zapewne nowej minister p. A. Fotydze ciągle nie udaje się
zapanować nad fatalnymi pozostałościami po poprzednich rządach. W świetle
przywołanych przykładów na prawdziwą groteskę zakrawa podane we wstępie
stwierdzenie, że tom ten reprezentuje jakoby polski punkt widzenia. Istna
komedia!
Wybryki fanatyczki Aliny Całej
Szczególnie ponury obraz
stosunku Polaków do Żydów znajdujemy w w wywiadzie z dr Aliną Całą
przeprowadzonym przez Marcina Fabjańskiego. Przypomnijmy tu, że pracująca od
wielu lat w Żydowskim Instytucie Historycznym dr Cała znana jest ze skrajnie
fanatycznych osądów Polski i Polaków. Faktycznie może ona już dziś być uznana za
najskrajniejszą tropicielkę rzekomego polskiego antysemityzmu i nacjonalizmu;
wręcz bezapelacyjnie dzierży swoistą palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie. Jej
pierwszy większy "popis" pod tym względem stanowiła wydana w 1989 r. książka o
asymilacji Żydów w latach 1864-1897. Ta wydana przez PIW za polskie pieniądze
książka stanowiła w istocie skrajny paszkwil na szczególnie bliski Polakom nurt
Żydów asymilatorów, tj. polskich patriotów żydowskiego pochodzenia, którzy
dążyli do pełnego zespolenia z polskością. Cała z pasją atakowała i
"demaskowała" ich "złudzenia" co do Polaków, wyszydzała jako rzekomy frazes
twierdzenie o polskiej gościnności i wdzięczności Żydów za nią, pisała o
"antysemickim" liberalizmie Prusa i Świętochowskiego.
W 112. numerze "Gazety
Wyborczej" w 1990 r. Alina Cała popisała się szczególnie skrajnym atakiem na
rzekomy antysemityzm i faszyzm części Kościoła katolickiego w Polsce. Po
wymienieniu przypadków zdewastowania grobów na wolskim cmentarzu prawosławnym,
napaści na afrykańskich studentów we Wrocławiu, pogróżek pod adresem
organizatorów Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, Cała zarzuciła części
duchowieństwa wspieranie tego typu akcji (!!!), stwierdzając: "(...) Szczególnie
godne ubolewania jest poparcie części kleru katolickiego dla takich akcji oraz
jego zaangażowanie się w działalność polityczną organizacji endeckich i
neofaszystowskich". Z tekstem Całej był zmuszony polemizować nawet
współpracownik "Gazety Wyborczej" Jarosław Lindenberg, zapytując: "Ciekaw
jestem, gdzie Autorka spotkała księży (a może także biskupów?) popierających
używanie przemocy wobec mniejszości narodowych, czy też zaangażowanych w
działalność polityczną organizacji neofaszystowskich". Lindenberg skrytykował
występującą u Całej obsesję budzenia atmosfery spisków i podejrzliwości wobec
Kościoła katolickiego
Później przyszła pełna różnych fanatycznych uogólnień
na temat "polskiego antysemityzmu" książka A. Całej "Wizerunek Żyda w polskiej
kulturze ludowej". I tę właśnie dr Całą, żarliwą propagatorkę fanatycznych
uprzedzeń części środowisk żydowskich na temat Polski i Kościoła katolickiego,
uznano za odpowiednią osobę do reprezentowania "polskiego punktu widzenia" w
książce MSZ, w której zabrakło miejsca dla profesorów Wolniewicza, Musiała,
Radziłowskiego czy tak znanego naukowca polskiego w USA, jak Chodakiewicz, czy
mnie. Anonimowemu "selekcjonerowi" z MSZ najwyraźniej przypadł do gustu kolejny
pełen nienawiści wobec Polaków wyskok A. Całej - jej wywiad udzielony M.
Fabjańskiemu z 13 lipca 2006 r. Wywiad kolejny raz pokazał, że fantazje A. Całej
w oczernianiu Polaków dosłownie nie mają granic. Na przykład według A. Całej
tylko w okresie między 1935 a 1937 r. w Polsce rzekomo doszło do ponad 100
pogromów, które spowodowały ponad 200 zabójstw. W odniesieniu do sytuacji w
czasie II wojny światowej Cała kłamliwie zarzuciła, jakoby Polacy całkowicie
wykluczali Żydów ze swej martyrologii. Twierdziła, że Armia Krajowa rzekomo nie
akceptowała Żydów, nie kierowała ich do walki, a jedynie wraz z kobietami i
dziećmi do budowy fortyfikacji. W odpowiedzi na te stwierdzenia można jakże
odmienne w treści wyznania Żydów, żołnierzy AK, choćby słynnego S. Aronsona z
Izraela. Można również udowodnić, że były sfery działań AK wręcz zdominowane
przez Żydów - np. BIP (Biuro Informacji i Propagandy). W odniesieniu do okresu
pierwszych lat powojennych Cała wyraźnie podtrzymywała kreślony przez Grossa
zdeformowany czarny obraz stosunku Polaków do Żydów. Twierdziła, że tysiąc lub
więcej Żydów zamordowali jakoby Polacy z chęci rabunku lub z nienawiści.
Świadomie przemilczała przy tym fakt, że Żydzi w pierwszych latach powojennych
ginęli głównie nie jako Żydzi, a jako funkcjonariusze partii komunistycznej,
bezpieki, informacji wojskowej czy zwykli donosiciele. Doktor Cała mówiła w swym
wywiadzie o trzech pogromach: w Krakowie, Kielcach i Rzeszowie, gdzie żadnego
Żyda nie zabito. Dodała do tego twierdzenie o rzekomych masowych mordach na
Żydach dokonywanych przez zdegenerowanych żołnierzy podziemia do spółki z
lokalną ludnością. Zaatakowała przy tym Kościół katolicki, oskarżając go o
rzekomy, szczególnie silny antysemityzm.
Stachanowiec zafałszowań i
manipulacji (A. Żbikowski)
W książce MSZ nie zabrakło oczywiście miejsca dla
dr. Andrzeja Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego, którego można
uznać za swoistego stachanowca zafałszowań i manipulacji w tekstach o stosunkach
polsko-żydowskich. Żbikowski od lat robi, co może, aby maksymalnie wybielić
Żydów i równocześnie "odpowiednio" uczernić Polaków. Nader typowa pod tym
względem była jego praca pt. "Żydzi polscy pod okupacją sowiecką 1939-1941",
zamieszczona w "Studiach z dziejów Żydów w Polsce" (Warszawa 1995, t. II). Tekst
Żbikowskiego obfitował w konsekwentne przemilczenia licznych, bardzo znaczących
faktów z historii Żydów pod rządami sowieckimi. Przemilczenia te stanowiły
świadome zafałszowywanie historii. U Żbikowskiego zabrakło jakiejkolwiek
najdrobniejszej nawet informacji o tym, że zbolszewizowani Żydzi dopuścili się w
owym okresie licznych mordów na Polakach (m.in. w Małej Brzostowicy i Grodnie w
1939 r. oraz w klasztorze dominikanów w Czortkowie w 1941 r.). Piszę o tym
szerzej w "Przemilczanych zbrodniach" (Warszawa 1999, s. 47-68). Przypomnijmy,
że o wiele rzetelniejsza od Żbikowskiego badaczka, tak jak on związana z
Żydowskim Instytutem Historycznym - Teresa Prekerowa - w "Najnowszych dziejach
Żydów w Polsce w zarysie do 1950" (Warszawa 1993, s. 304) pisała wprost, że
Żydzi: "Przyczyniali się do dekonspirowania pozostających w ukryciu oficerów
Wojska Polskiego, przedwojennych urzędników, wyższych funkcjonariuszy
państwowych i działaczy politycznych, powodując ich aresztowania, a czasem
utratę życia".
Żbikowski maksymalnie pomniejszał rolę żydowskich komunistów w
nadzorowaniu aparatu przemocy, panoszeniu się w sowieckiej administracji na
Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Milczał o bardzo wydatnej roli odegranej
przez żydowskich komunistów w antypolskiej propagandzie i w walce z Kościołem,
bardzo znaczącej roli żydowskiej targowicy literackiej we Lwowie w latach
1939-1941, o roli żydowskich komunistów w depolonizacji szkolnictwa i ich
szczególnie dużym zaangażowaniu w zabójcze selekcje Polaków do deportacji na
Sybir. Świetną ilustracją manipulacyjnych metod A. Żbikowskiego było świadome
okaleczenie cytowanego przez niego raportu kuriera Jana Karskiego z lutego 1940
r. poprzez opuszczenie przy cytowaniu jego najmocniejszego, najbardziej
krytycznego dla Żydów fragmentu, a mianowicie zdań: "Gorzej jest, gdy denuncjują
oni [Żydzi - JRN] Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy
politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek lub są
członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej
Polsce. Niestety trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo
częstsze niż wypadki wskazujące na ich lojalność wobec Polaków czy sentyment
wobec Polski".
Podobny typ przemilczeń i zafałszowań cechuje ponad
110-stronicowe opracowanie A. Żbikowskiego "Antysemityzm, szmalcownictwo,
współpraca z Niemcami a stosunki polsko-żydowskie pod okupacją niemiecką",
publikowane w wydanej w 2006 r. przez IPN książce "Polacy i Żydzi pod okupacją
niemiecką 1939-1945. Studia i materiały" pod redakcją tegoż A. Żbikowskiego.
Rozpisując się na temat antysemityzmu Polaków, Żbikowski konsekwentnie
przemilcza skutki antypolskich zachowań komunistów żydowskich na Kresach
Wschodnich, a także antypolskiego zachowania różnych komunizujących Żydów pod
okupacją niemiecką w czasie wojny. A mógłby znaleźć na ten ostatni temat aż
nadto wymowne stwierdzenia w przedstawionym przez innego autora tekście
publikowanym w redagowanej przez Żbikowskiego książce. W opracowaniu Dariusza
Libionki (op.cit., s. 62-63) czytamy o "licznych tekstach pojawiających się w
konspiracyjnej prasie niektórych ugrupowań wchodzących później w skład ŻOB
[Żydowskiej Organizacji Bojowej - JRN], w których entuzjazm wobec ZSRS
sąsiadował z obojętnością wobec losu Polski. (...) Niektóre z wypowiedzi
zawierające pochwały paktu Ribbentrop-Mołotow i całkowicie ignorujące polską
rację stanu, mogły być postrzegane w kategoriach zdrady i potwierdzać
prawdziwość antyżydowskich stereotypów". Warto tu dodać, że po wojnie
maksymalnie wysławiano w polskich mediach wyłącznie jedną jedyną organizację
bojową w warszawskim getcie - tj. wspomnianą Żydowską Organizację Bojową (ŻOB),
w której walczyli Anielewicz i Edelman. Wysławiano ją, gdyż była marksistowska i
komunizująca. Równocześnie zaś całkowicie przemilczano znacznie liczniejszą i o
wiele bardziej zasłużoną w czasie walk w getcie prawicową i propolską
organizację - Żydowski Związek Wojskowy, w której walczył m.in. szereg Żydów
oficerów WP.
Przykłady niezwykłej stronniczości i tendencyjności A.
Żbikowskiego można by długo wyliczać również przy omawianiu jego najnowszej
książki "U genezy Jedwabnego" (2006 r.). Ta najświeższa publikacja stanowi swego
rodzaju "szczytowe" osiągnięcie w całym "dorobku" A. Żbikowskiego w dziedzinie
zafałszowywania historii i dlatego chciałbym ją później omówić w odrębnym
artykule w "Naszym Dzienniku".
Dobrzy Żydzi i źli Polacy
Patologicznym
wręcz przykładem jednostronności i tendencyjności w obrazie stosunków
polsko-żydowskich była książka A. Żbikowskiego "Żydzi" (Wrocław 2000), wydana w
bardzo pięknie ilustrowanej serii "A to Polska właśnie". Żbikowski konsekwentnie
przedstawiał wszelkie przyczyny spięć między obu narodami według schematu:
dobrzy Żydzi i źli Polacy. I tak już na s. 35-37 pisał on o tumultach
antyżydowskich w Polsce, "kolejnych odsłonach spektaklu nienawiści", tłumacząc
je głównie skutkami polskiego religijnego fanatyzmu, traktowaniem Żydów jak
kozła ofiarnego. Ani zdaniem w tym kontekście nie wspomniał o takich przyczynach
niechęci do Żydów, jak uprawianie przez nich lichwy i wyciskanie na dłużnikach
spłat bardzo wysokiego oprocentowania. A mógłby pod tym względem sporo się
dowiedzieć choćby z pracy bez porównania rzetelniejszego od niego żydowskiego
autora Emila Deichesa (Łunińskiego) pt. "Sprawa żydowska w czasie Sejmu
Wielkiego", wydanej w 1891 roku. Deiches pisał m.in.: "(...) grunt w Polsce do
nienawiści był sposobny i podatny. Żydzi uprawiali tu lichwę bardzo wysoką,
dochodzącą do połowy wysokości wypożyczonej sumy, skutkiem czego wyzyskiem
gnietli uboższą szlachtę i mieszczaństwo. Poznańscy lichwiarze Aaron wraz z
zięciem Danielem lub Musco (Mosiek) bez przerwy procesują się z Wielkopolanami o
zaległe procenty i kapitały, i biorą znaczną nadwyżkę, ponad dywidendę legalną,
określoną statutem Kazimierza Wielkiego".
Zdumiewające, jak nieskończenie
kłamliwy i stronniczy jest Żbikowski w porównaniu choćby z historią największego
żydowskiego XIX-wiecznego historyka Heinricha Graetza. Żbikowski np. wspomina o
stosunkach między Żydami a Kozakami wyłącznie w kontekście kozackich win wobec
Żydów, pisząc (op.cit., s.39): "Bardzo licznych na Wołyniu żydowskich
dzierżawców i arendarzy nikt nie bronił przed gwałtami kozackimi". Heinrich
Graetz pisał natomiast w ósmym tomie swojej jakże ciekawej "Historii Żydów"
(cyt. za wydaniem z 1929 r. w Warszawie, s. 365-367): "Magnaci chcieli Kozaków
przerobić na przynoszących zyski poddanych (...), a Żydzi przy cudzym ogniu
upiec własną pieczeń i grać rolę panów nad tymi pariasami. Przywłaszczyli sobie
nad nimi władzę sędziowską i krzywdzili ich w sprawach cerkiewnych. Nic też
dziwnego, że gnębieni Kozacy jeszcze bardziej może nienawidzili Żydów niż swych
wrogów szlacheckich i duchownych, gdyż więcej z nimi mieli do czynienia (...).
Gdy po stłumieniu buntu [Pawluka - JRN] wzmogła się niedola Kozaków, służyli
Żydzi, jak przedtem, za narzędzie ich ucisku. Wierząc w przepowiednie kłamliwego
Zoharu, oczekiwali w roku 1648 przybycia Mesjasza i doby zbawienia, w której
mieli zapanować nad światem, i z tego powodu poczynali sobie bezwzględniej niż
zwykle. Nie ominęła ich krwawa pomsta i dotknęła zarówno winnych, jak
niewinnych".
Z książki Żbikowskiego nie dowiemy się dosłownie nic o jakże
fatalnej i szkodliwej roli Żydów jako karczmarzy i dzierżawców w eksploatowaniu
chłopów polskich. Dla zobrazowania tej kwestii wcale nie trzeba sięgać tylko do
bardzo ostrych potępień u autorów polskich typu ks. Stanisława Staszica, który
oskarżał Żydów o "wyniszczanie włościan". Mógłbym długo wyliczać publikacje
zagranicznych autorów z XVII i XVIII w., w których wciąż powtarzały się słowa
niezwykle ostrej krytyki pod adresem Żydów z powodu roli odgrywanej przez nich w
uciskaniu ludu polskiego (np. w tekstach J. Sachsa, Wrocław 1665, H. Conrigusa,
Genewa l675, M. Baudeau, Paris 1771, G. Mablyego, London 1781, G. Forstera,
Berlin 1791, H. Vautrina, Paris 1807). G. Forster pisał o Żydach polskich:
"Żydzi rujnują chłopów, sprzedają im na kredyt wódkę, niszczą zdrowie całych
pokoleń. Nędznym, nie wypieczonym chlebem zwabiają dzieci wiejskie do swych
szynków i dają im do picia wódkę, aby ich do niej od młodości przyzwyczajać".
Warto przypomnieć, co pisał na temat ucisku chłopów polskich przez Żydów
znakomity autor żydowski, prof. Israel Shahak z Izraela, szlachetny humanista,
jakże odległy w swym pisarstwie od niegodnych krętactw A. Żbikowskiego: "Żydzi,
szczególnie na wschodnich terenach Polski, zatrudniani byli w charakterze
bezpośrednich nadzorców i gnębicieli pańszczyźnianych chłopów. (...) Żydzi byli
(...) bezpośrednimi ciemięzcami chłopów (...), najwięcej cierpieli chłopi,
gnębieni zarówno przez panów, jak i przez Żydów (...)" (por. I. Shahak,
Żydowskie dzieje i religia. Żydzi i goje. XXX wieków historii, Warszawa -
Chicago 1997, s. 91).
Na s. 167-169 swej książki Żbikowski rozpisuje się o
polskim antysemityzmie. Ani słowem nie wspomina jednak o fatalnej roli
przybyłych z Rosji do Polski w końcowych dziesięcioleciach XIX w. dziesiątkach
tysięcy Żydów rosyjskich, tzw. litwaków, w zatruciu wzajemnych stosunków
polsko-żydowskich. Mógłby zaś na ten temat dowiedzieć się bardzo wiele nie tylko
od autorów polskich (od B. Prusa po prof. J. Pajewskiego), ale i od rzetelnych
autorów żydowskich, od których mógłby się uczyć uczciwości i obiektywizmu.
Choćby od tak znakomitego historyka żydowskiego pochodzenia, jak Wilhelm Feldman
(1869-1919), który w swej historii polskiej myśli politycznej pisał m.in.:
"Przybysze, przez ortodoksów miejscowych wzgardliwie zwani litwakami, wnoszą
język i zwyczaje rosyjskie, utrzymują stosunki handlowe z Rosją i często
świadomie czy bezwiednie stają się żywiołem rusyfikacyjnym (...). Żydzi rosyjscy
w Warszawie założyli dzienniki żargonowe, nie znając mowy polskiej zaczęli
odnosić się do niej wrogo, w ogóle występować wobec społeczeństwa polskiego
prowokacyjnie. (...) Czując, iż tylko z Żydami rosyjskimi tworzą potęgę, stali
się centralistami rosyjskimi - tym samym stając w opozycji do najżywotniejszych
interesów polskich". Bardzo popularny w swoim czasie żydowski pisarz i
publicysta z Niemiec Benjamin Segel pisał na ten temat w świetnej i tak
niesłusznie dziś zapomnianej książce "Die polnische Judenfrage" (Kwestia
żydowska w Polsce), Berlin 1916, o negatywnych skutkach przybycia litwaków do
Polski, iż: "Oni mówili tylko po rosyjsku (...), oni byli nawet wbrew swej woli,
przez naturalny bieg rzeczy szermierzami ("die Vorkämpfer") potęgi, która ich
wypędziła ze starej ojczyzny".
Niechętne Polakom bezpodstawne uogólnienia A.
Żbikowskiego znajdujemy również w przeróżnych fragmentach jego opisu dziejów
Żydów w XX wieku. Na przykład czytamy na s. 246, jakoby "większość Polaków była
zadowolona z zamknięcia Żydów w getcie". Zupełnie inny wybielający ton stosuje
natomiast Żbikowski przy omawianiu zachowań Żydów. Widoczne jest to np. w
kreślonym przez niego obrazie roli Judenratów i policji żydowskiej. Żbikowski
nawet jednym słowem nie wspomniał o ogromnym okrucieństwie policji żydowskiej
wobec swoich rodaków, o biciu i rabowaniu Żydów przez policjantów żydowskich.
Można podziwiać łamańce stylistyczne, z pomocą których Żbikowski próbuje
wybronić rolę jakże wielu komunistów żydowskich w NKWD i UB. Na s. 271 pisze
np., że: "Wielu Żydów wstąpiło do NKWD po to właśnie, by tropić morderców swoich
rodzin". Pomniejszając rolę żydowskich komunistów w sowietyzacji Polski, pisze
na s. 274: "Dziś jeszcze nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak duży był udział
osób pochodzenia żydowskiego w aparacie państwowym. Znamy jedynie nazwiska
kilkunastu osób, które doszły na sam szczyt władzy - m.in. Jakub Berman, Hilary
Minc, Jerzy Borejsza; wiadomo też, że około 13 proc. stanowisk kierowniczych
Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowały osoby pochodzenia żydowskiego
(...)". Cierpiącemu na chorobliwą ignorancję A. Żbikowskiemu wyjaśnię, że znane
są nazwiska setek komunistów żydowskich, którzy dostali się na szczyty władzy, a
nie tylko kilkunastu. Łatwo się o tym przekonać, zaglądając choćby do moich
"Nowych kłamstw Grossa" (Warszawa 2006, s. 165-274).
Szokuje fakt, że tak
zakłamana, oczerniająca Polaków książka Żbikowskiego została wydana z finansową
pomocą polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki (!), co zapewniło jej m.in.
przepiękną szatę graficzną.
Anonimowy autor wyboru MSZ-owskiego w Żbikowskim
znalazł kolejnego autora, na którego zawsze można liczyć, jeśli tylko chce się
mocno oszkalować Polaków. Wymowny był już sam tytuł przedrukowanego w książce
MSZ tekstu wywiadu z A. Żbikowskim dla "Dziennika" z 5 lipca 2006 r.: "To był
przypadek czystki etnicznej". Żbikowski jednoznacznie tłumaczy zajścia
antyżydowskie w Kielcach 4 lipca 1946 r. jako rzekomo świadomie podjętą przez
Polaków czystkę etniczną, i stwierdza to wbrew opinii przeważającej części
autorów badających historię kieleckich wydarzeń. Żbikowski stanowczo odrzuca
twierdzenia o roli komunistycznych służb specjalnych w zorganizowaniu zajść
antyżydowskich, głosząc całkowicie fałszywie, jakoby twierdzenia te zostały
odrzucone przez IPN. Wśród przedziwnych zafałszowań podanych w wywiadzie
Żbikowskiego znajdujemy m.in. gołosłowne twierdzenie, jakoby jednym z motywów
kieleckich zajść była straszna perspektywa rozliczenia części Polaków za
kolaborację z Niemcami. Wśród innych szokująco kłamliwych twierdzeń Żbikowskiego
jest m.in. ocena, że do eskalacji antysemickich nastrojów i w konsekwencji do
zabijania Żydów doprowadził jakoby strach przed zdemaskowaniem mafijnych
transakcji wokół sprzedaży mienia żydowskiego. Ocena ta jest wręcz groteskowa w
sytuacji, gdy zważymy, że we wspomnianych mafijnych transakcjach dominowali
głównie Żydzi (por. Wokół Jedwabnego, IPN, Warszawa 2002, t. 2, s. 379-387).
Można tylko zdumiewać się, że taki spec od zafałszowań i manipulacji, jak A.
Żbikowski pozostaje ciągle w odnawiającym się IPN głównym specjalistą od
stosunków polsko-żydowskich. W żadnym razie nie dziwi za to wyeksponowanie
właśnie Żbikowskiego w tak tendencyjnej i szkodliwej anglojęzycznej publikacji
polskiego MSZ, w której świadomie pominięto polskich autorów o dużo większym od
Żbikowskiego dorobku i prestiżu naukowym. W następnym publikowanym wkrótce
dokończeniu mego tekstu o kompromitującym wydawnictwie MSZ omówię m.in. teksty
niektórych innych autorów promowanych przez MSZ kosztem autorów reprezentujących
polski punkt widzenia w sprawie Grossa.

27 stycznia
2007:
19 stycznia opublikowalem w "Naszym Dzienniku" artykul
"Kompromitacja MSZ" omawiajacy swiezy, skandaliczny "wyczyn" MSZ - wydanie
anglojezycznej publikacji, ktora w wiekszosci zamieszczonych tekstow przynosi
naglosnienie antypolskich oszczerstw polakozercy J.T. Grossa.
Anonimowy
autor MSZ-owskiego wyboru tekstow na temat ksiazki Grossa swiadomie, w sposob
niebywale tendencyjny pominal w wyborze najostrzejsze krytyki ksiazki Grossa i
artykuly prezentujace obraz kieleckich zajsc antyzydowskich z lipca 1946 r. jako
"dzielo" komunistycznych sluzb specjalnych. W ten sposob wyeliminowal
reprezentujace prawdziwy polski punkt widzenia teksty profesorow B. Wolniewicza,
J. Musiala, J. Radzilowskiego, mec. R. Tyndorfa, znanego polskiego naukowca z
USA M.J. Chodakiewicza oraz wszystkie moje 21 artykulow w "Naszym Dzienniku".
Dal za to tym wieksza porcje tekstow popierajacych antypolskie stanowisko czesci
srodowisk zydowskich, w tym osob az za dobrze znanych ze skrajnych zafalszowan
stosunkow polsko-zydowskich typu A. Calej, A. Zbikowskiego czy P. Wrobla.
Zabraklo przeciwstawienia najskrajniejszym oszczerstwom antypolskim J.T. Grossa,
zmierzajacym do wycisniecia z Polakow 65 miliardow dolarow (nie milionow
dolarow, jak podano w moim tekscie na skutek bledu maszynowego) odszkodowan dla
Zydow.
Przygotowanie tak okaleczonego na szkode Polski wyboru przez polskie
MSZ bylo w tej sytuacji niebywale szczodrym prezentem dla niektorych
nienawidzacych Polakow rewanzystowskich srodowisk zydowskich w USA. Bylo to wiec
bardzo szkodliwe dzialanie wplywowych ludzi z polskiego MSZ z uszczerbkiem dla
polskiego imienia i polskich interesow narodowych.
Wkrotce po moim artykule z
19 stycznia 2007 r. odbylem wiele rozmow poswieconych godzacej w polskie
interesy publikacji MSZ. Czesc z moich rozmowcow, m.in. prof. Boguslaw
Wolniewicz, uznalo, ze stanowczo za lagodnie potraktowalem ksiazke MSZ. Ich
zdaniem, publikacja ta to nie tylko kompromitacja MSZ, lecz cos duzo gorszego -
wyraz swiadomego sabotowania obrony polskich interesow, cynicznego dzialania na
korzysc przeciwnikow Polski. Przyznalem slusznosc tym uwagom i wyrazilem to juz
w tytule obecnego tekstu. Zilustruje on antypolska tendencyjnosc anonimowego
autora MSZ-owskiego wyboru na przykladzie kolejnych autorow zamieszczonych w tym
tomie. Przypomne, ze w poprzednim artykule opisalem paru autorow wyrozniajacych
sie od dawna skrajnymi uprzedzeniami wobec Polski i Polakow - pracownikow
Zydowskiego Instytutu Historycznego: dr Aline Cala i dr. Andrzeja Zbikowskiego.
Przy okazji dodam, ze dr Cala swiezo popisala sie kolejnym haniebnym tekstem
szkalujacym Polakow i Kosciol katolicki w Polsce - artykulem w styczniowym
numerze zydowskiego miesiecznika "Midrasz". Oskarzyla tam m.in. o rzekomy rasizm
slynna pisarke katolicka Zofie Kossak-Szczucka, ktora w czasie wojny z ogromnym
narazeniem zycia ratowala Zydow, byla glowna organizatorka pomocy dla nich. Cala
kompletnie przemilczala te zaslugi Kossak-Szczuckiej, przedstawiajac ja w
niezwykle podly, tendencyjny sposob. Powroce jeszcze do tej sprawy osobno, gdyz
uwazam, ze wymaga ona stanowczego protestu srodowisk polskich w obronie pamieci
osoby, ktora z takim heroizmem i poswieceniem zrobila ogromnie wiele dla
ratowania Zydow!
Gloryfikacja polakozercy Grossa
Wsrod
tendencyjnie dobranych w MSZ-owskim wyborze autorow poczesne miejsce zajmuje
Piotr Wrobel, byly pracownik Zydowskiego Instytutu Historycznego, a obecnie
profesor historii Polski na uniwersytecie w Toronto, znany ze skrajnie
prozydowskiego stanowiska we wszystkich spornych sprawach polsko-zydowskich.
Kanadyjska Polonia zna go jak zly szelag, pamietajac o jego rozlicznych
wystapieniach pelnych zajadlych uprzedzen wobec polskiej historii. Do ponurej
groteski urasta fakt, ze konsekwentnie deformujacy i pomniejszajacy polska
historie P. Wrobel zajal w Toronto katedre ufundowana ze skladek kanadyjskiej
Polonii, ktora chciala zyskac szanse lepszego spopularyzowania naszych dziejow w
Kanadzie. Z Polski przyslano Wrobla, ktory odtad zrobil wiecej szkod dla obrazu
Polski i Polakow w Kanadzie niz jakakolwiek inna osoba. Dochodzilo do tego, ze
ukrainski naukowiec, przyjaciel Polakow dr Wiktor Poliszczuk, musial publicznie
wystepowac przeciw oczernianiu Polski przez formalnie reprezentujacego polska
nauke Wrobla. Warto przypomniec, ze wlasnie P. Wrobel odegral czolowa role w
czasie oszczerczej, atakujacej Kosciol katolicki w Polsce za rzekomy
antysemityzm, konferencji zorganizowanej w styczniu 1999 r. w jezuickim Loyola
University w Los Angeles. W konferencji wzieli m.in. udzial: A. Michnik, red. K.
Kozlowski z "Tygodnika Powszechnego", prof. B.W. Oppenheim i ks. bp T. Pieronek.
Profesor Wrobel kierowal podczas tej konferencji dyskusja panelowa i sterowal
nia przy tym niezwykle tendencyjnie. Na przyklad nie zdobyl sie na zadna
reakcje, wrecz przerwanie wyjatkowo haniebnego wystapienia prof. Andrzeja
Korbonskiego, ktory powiedzial: "Nie moge sie jednak powstrzymac, aby nie zadac
jednego pytania kierowanego do ks. biskupa Pieronka o zastosowaniu dyscypliny w
stosunku do ks. Jankowskiego. Pamietam, w latach osiemdziesiatych byl
kontrowersyjny ksiadz warszawski Jerzy Popieluszko, ktory zaplacil za swoje
wypowiedzi tragiczna smiercia - bo zostal zamordowany przez polska tajna
policje. I moze bylo wowczas dwoch lub trzech innych, rownie glosnych ksiezy.
Jezeli mozna wierzyc zachodniej prasie, oni wszyscy mieli powazne klopoty z
hierarchia, szczegolnie z najwyzszymi tam osobami, i wowczas mowilo sie, zeby
przeniesc ks. Popieluszke z Warszawy do jakiejs glebokiej prowincji, gdzie by
bylo o nim cicho. Moje pytanie jest takie: skoro w latach 80, zanim Polska
odzyskala wolnosc, mozna bylo to zrobic, to dlaczego teraz, gdy przez poltorej
godziny slyszymy o tym, ze Polska jest krajem wolnym, jest to takie trudne?
(...) Co sie stalo z dyscyplina koscielna". Piotr Wrobel nie zdobyl sie na
przerwanie tej skandalicznej wypowiedzi, postulujacej, by zdyscyplinowac
krnabrnego ks. Jankowskiego, podobnie jak rzekomo zrobiono z "kontrowersyjnym"
ks. J. Popieluszka. Nie zdobyl sie rowniez na przerwanie skrajnie niegodnej w
stylu wypowiedzi A. Michnika, ktory polemizujac z ks. bp. T. Pieronkiem,
cynicznie usprawiedliwial nazwanie Polakow w ksiazce zydowskiego autora A.
Spigelmana "Maus" swiniami: "(...) przeciez swinia to bardzo sympatyczne
zwierzatko, ksieze biskupie. Co w swini jest zlego". Cierpliwie milczac przy
tych wyskokach Korbonskiego i Michnika, Wrobel natychmiast zareagowal, gdy ktos
uzyl zwrotu "zydokomuna" i usilowal przerwac mu jego wywod na ten temat. Byla to
typowa probka obiektywizmu w wykonaniu P. Wrobla.
Przedrukowany w tomie MSZ,
a drukowany wczesniej w "Gazecie Wyborczej" z 29-30 lipca 2006 r. tekst Piotra
Wrobla daje wyraz typowym dla tego autora fobiom i uprzedzeniom godzacym w obraz
Polski i Polakow. Wrobel wystapil tam jako panegiryczny gloryfikator J.T.
Grossa, stwierdzajac m.in., ze jego "Strach" jest "znakomita, poruszajaca i
inspirujaca ksiazka", ktora powinna byc obowiazkowa lektura dla wszystkich
zainteresowanych najnowsza historia Polski. Swe peany na czesc Grossa zakonczyl
pragnieniem: "Zyczylbym sobie, abym ja mogl napisac takie ksiazki". Czym mozna
wytlumaczyc postawe bonzy z MSZ, ktory zadecydowal o zamieszczeniu w MSZ-owskim
wyborze iscie haniebnego tekstu zawierajacego tak wylewne pochwaly wobec autora
najbardziej jadowitej polakozerczej ksiazki? Dodajmy, ze Wrobel w swoim tekscie
skwapliwie cytuje za Grossem rozne oskarzenia pod adresem Polakow i Kosciola
katolickiego w Polsce, np. podany przez Grossa cytat, ze "polski kler jest
fundamentalnie antysemicki".
Wyeksponowanie P. Wrobla w tomie MSZ jest tym
bardziej szokujace, ze rownoczesnie pominieto w nim inne glosy polskie z Ameryki
Polnocnej. Pominieto przede wszystkim dwa ogromnie krytyczne artykuly o Grossie,
pochodzace spod piora zyjacego w USA badacza Marka J. Chodakiewicza, majacego
bez porownania wiekszy dorobek intelektualny w sprawie historii stosunkow
polsko-zydowskich. Podobnie pominieto bardzo gruntowne krytyki klamstw "Strachu"
Grossa autorstwa prof. Johna Radzilowskiego i mecenasa Ryszarda Tyndorfa, od
wielu lat bardzo zasluzonego dla przedstawiania polskiego punktu widzenia w
spornych sprawach polsko-zydowskich. Teksty prof. Radzilowskiego i mec. Tyndorfa
byly latwo dostepne, zamieszczono je w lipcowym numerze Biuletynu IPN z 2006
roku. Nie pasowaly jednak najwyrazniej anonimowemu selekcjonerowi z MSZ,
chcacemu za wszelka cene zafalszowac przebieg polskiej debaty wokol ksiazki
Grossa, a zarazem dac polakozercy maksymalne wsparcie za granica przez swoja
iscie antypolska selekcje!
Naglasnianie oszczerstw
Grossa
Tendencyjnemu selekcjonerowi, a scisle szkodnikowi z MSZ
najwyrazniej nie chodzilo o jakiekolwiek obiektywne kryteria selekcji, liczenie
sie z takimi "niepotrzebnymi drobiazgami", jak czyjs konkretny dorobek
intelektualny w sferze tematyki polsko-zydowskiej. Swiadomie pominal wiec
wszystkie moje publikacje z "Naszego Dziennika", nie zwracajac uwagi na to, ze
pisalem je jako ktos od lat zajmujacy sie problematyka stosunkow
polsko-zydowskich, jako autor kilku ksiazek i kilkuset artykulow na ten temat.
MSZ-owski wydawca wolal teksty T. Stachurskiego, M. Gadzinskiego i P. Oseki,
nieposiadajacych zadnego dorobku na ten temat (w ksiazce MSZ nie podano nawet
zadnych biogramow tych autorow), ale majacych jeden ogromnie mocny atut - "ze
zrozumieniem" powielali w swych tekstach antypolskie oszczerstwa Grossa. Nader
typowy pod tym wzgledem jest kazus jednej z najobszerniejszych publikacji tomu -
artykulu korespondenta "Gazety Wyborczej" w Waszyngtonie Marcina Gadzinskiego.
Wielka czesc jego tekstu stanowi naglasnianie roznych antypolskich oszczerstw
Grossa - w dosc szczegolnym miejscu - skierowanej na uzytek zagraniczny
publikacji polskiego MSZ. Gadzinski przywoluje opowiesci Grossa, z jaka to
rzekoma niechecia Polacy mieli reagowac na to, ze niektorzy ich zydowscy
sasiedzi przezyli. Przytacza zarzuty Grossa wobec Polakow, ktorzy jakoby masowo
grabili, zdradzali, zabijali swych sasiadow w czasie wojny. Powoluje sie na jego
twierdzenia, ze wielu Polakow materialnie skorzystalo na eksterminacji
Zydow.
Z wielkim namaszczeniem cytuje stwierdzenia Grossa, jak to Polacy
nienawidzili Zydow glownie dlatego ze ich wczesniej skrzywdzili. Przytacza
opinie Grossa dowodzacego, iz po wojnie w postawach Polakow wobec Zydow rzekomo
przewazal antysemityzm.
Powoluje sie na wysuwane przez Grossa oskarzenia o
rzekomy antysemityzm pod adresem kardynalow Hlonda, Sapiehy, Wyszynskiego
(wowczas biskupa lubelskiego). Gadzinski odwoluje sie do cytowanych przez Grossa
stwierdzen Jana Karskiego i Grota Roweckiego o silnych nastrojach antyzydowskich
w Polsce, przemilczajac tak jak Gross podawane przez obu Polakow przyczyny tych
nastrojow (kolaboracji duzej czesci srodowisk zydowskich z Sowietami). Z
aprobata przedstawia wywody Grossa maksymalnie pomniejszajace uwiklanie duzej
czesci polskich Zydow w zwiazki z komunizmem. Za to tym mocniej eksponuje
klamliwe jego uogolnienia o "polskiej kolaboracji" z Niemcami. Pod koniec z
zapalem godnym lepszej sprawy prezentuje oszczercze opowiesci Grossa o tym, jak
Polacy ukrywajacy niegdys Zydow bali sie do tego przyznawac po wojnie ze strachu
przed swymi antysemickimi sasiadami. I znow mamy kolejne naglosnienie oszczerstw
Grossa na uzytek zagraniczny za pieniadze polskiego MSZ. Ktos za to powinien
poniesc odpowiedzialnosc. Dosc podobna wymowa cechuje przedrukowane w tomie
publikacje Tadeusza Stachurskiego i Piotra Oseki z "Newsweeka". Nie bede ich
wiec szerzej omawiac z obawy przed znuzeniem Czytelnikow.
Do tendencyjnego
MSZ-owskiego wyboru swietnie pasuje rowniez przedrukowany w nim wywiad z prof.
Andrzejem Paczkowskim, jednym z tych kilku "dyzurnych historykow", ktorego
maksymalnie naglasnia sie od lat w telewizji publicznej w nagrode za jego
lewicowo-liberalna "poprawnosc polityczna". Przypomnijmy tu, ze prof. A.
Paczkowski poparl w 1994 r. Michala Cichego po jego kalumniach wobec
"antysemickich" powstancow warszawskich, opublikowanych w "Gazecie Wyborczej".
Pozniej ten sam prof. Paczkowski z furia zaatakowal niezaleznego badacza Leszka
Zebrowskiego za przypomnienie komunistycznych lub ubeckich rodowodow szeregu
luminarzy "Gazety Wyborczej". Jeszcze pozniej, w 2001 r., ten sam prof.
Paczkowski byl obok L. Kieresa glownym IPN-owskim protektorem oszczerczych
dzialan J.T. Grossa. W prezentowanym w tomie MSZ wywiadzie prof. Paczkowski
bezkrytycznie naglasnia antypolska teze Grossa sugerujaca, ze wiele zabojstw
Zydow bylo motywowanych wylacznie pazernoscia Polakow na ich mienie. W
rzeczywistosci Zydzi gineli najczesciej nie jako Zydzi i nie jako osoby
domagajace sie zwrotu mienia, lecz jako komunisci, ubecy, zolnierze KBW czy
zwykli donosiciele. Fakt, ze wiekszosc zabojstw na Zydach nie wynikala wcale ze
wzgledow materialnych, przyznaje skadinad zwiazana ze srodowiskiem "Wyborczej",
ale znacznie rzetelniejsza od Paczkowskiego historyk Bozena Szaynok. Typowe dla
pogladow prof. Paczkowskiego sa koncowe slowa jego wywiadu, w ktorych ostro
sprzeciwia sie rzekomemu falszywemu stereotypowi Polakow jako "meczennikow",
ktorzy "padli ofiara spisku wielkich mocarstw". Rzecz w tym jednak, ze to prof.
Paczkowski mija sie w swych wywodach z prawda historyczna. Polacy zostali
zdradzeni przez wielkie mocarstwa w 1939 r. i pozniej w Jalcie i Poczdamie, co
niejednokrotnie wytykali uczciwi intelektualisci zachodni typu George'a Orwella
czy prof. Normana Daviesa (por. np. uparte tuszowanie na Zachodzie prawdy o
Katyniu). Mozna tylko ubolewac, ze MSZ dostarcza zachodnim czytelnikom tekst
polskiego historyka probujacego pomniejszac polska martyrologie, traktowac jej
pokazywanie jako niepotrzebny stereotyp. I robi to akurat wtedy, gdy polski rzad
oficjalnie lansuje potrzebe polityki historycznej, pokazania swiatu calej prawdy
o polskim heroizmie i polskiej martyrologii, chocby o tak zapomnianym na
Zachodzie Powstaniu Warszawskim, ktore prezydent Niemiec Herzog pomylil z
powstaniem w getcie warszawskim. Mozna tylko ubolewac, ze prof. Paczkowski,
ktorego wypowiedzi sa na bakier z odzyskiwaniem prawdy o polskiej historii, jest
ciagle jeszcze wplywowa postacia w odnawiajacym sie IPN.
Niezbyt udany jest
rowniez jeden z najobszerniejszych tekstow calej publikacji, 18-stronicowy
artykul Czeslawa Bieleckiego. Tekst jest, niestety, niezwykle metny i pelen
ogolnikow. Autor, przypominajacy o swoim zydowskim pochodzeniu, napisal w
przeszlosci pare duzo lepszych artykulow na ten sam temat. Tym razem wnosi
niewiele nowego do dyskusji, bardziej starajac sie omijac rozne rafy, niz
upowszechniac wazne prawdy. Mozna tylko ubolewac z powodu niepotrzebnej straty
papieru i na te publikacje w ksiazce MSZ.
Na wyzej opisanym tle znaczaco
mniejsza czesc ksiazki stanowia teksty, ktore mozna byloby polecic zagranicznym
czytelnikom. Za najlepszy z nich uwazam przedruk wywiadu z dr. hab. Janem
Zarynem dla "Tygodnika Solidarnosc". Zaryn jako jedyna z osob naglosnionych w
tomie pokazuje prawde o tym, ze niechec wobec bardzo wielu przybyszy zydowskich
po wojnie wiazala sie z ich identyfikacja z komunistami, a wiec "nowymi
opresorami". Tylko J. Zaryn przypomina, do jakiego stopnia niektore bardzo
wplywowe srodowiska zydowskie, takie jak Centralny Komitet Polskich Zydow,
sluzyly komunistycznemu rezimowi. Tylko J. Zaryn przeciwstawia sie rowniez
zafalszowywaniu obrazu polskiej hierarchii katolickiej, i przedstawianiu jej
jako rzekomo "antysemickiej". Niestety, wywiad z dr. hab. Zarynem powstal, jak
sie zdaje, jeszcze przed przeczytaniem przez niego wydanej w USA ksiazki "Fear"
Grossa. Stad poza jednym zdaniem zabraklo w nim ustosunkowania sie do ogromnej
czesci antypolskich oszczerstw slawetnego zydowskiego hochsztaplera zza Oceanu.
Poza wywiadem z Janem Zarynem godny szczegolnego polecenia wydaje sie przedruk
artykulu Marcina Fabjanskiego z "Przekroju", ktory jednoznacznie wskazal na
stosowana przez Grossa niedopuszczalna metode podzialu ludzi na dobrych Zydow i
zlych Polakow. Niestety, ta tak ostra krytyka wskazujaca na podstawowe
zafalszowania ksiazki Grossa jest wyraznie przytloczona przewazajacymi w tomie
MSZ progrossowymi panegirykami.
W sytuacji, gdy zabraklo najbardziej
stanowczych eksponentow polskich racji w sporze z J.T. Grossem, mozna sie
cieszyc z dosc zrownowazonego tonu relacji zastosowanego w tekstach dwoch
autorow, znanych skadinad z wielkiego filosemityzmu. Mysle tu o dwoch tekstach
bylego ambasadora RP w Izraelu Macieja Kozlowskiego i o artykule historyk Bozeny
Szaynok, zwiazanej ze srodowiskiem "Gazety Wyborczej". Niestety, takze i w
przypadku B. Szaynok wyraznie daly o sobie znac tendencyjne, "wybiorcze"
manipulacje wydawcy z MSZ. Otoz w tomie MSZ zamieszczono duzo lagodniejszy w
stosunku do Grossa wywiad z "Gazety Wyborczej" z 8-9 lipca 2006 roku. Pominieto
natomiast o wiele bardziej krytyczny wobec Grossa artykul B. Szaynok z
nowojorskiego "Przegladu Polskiego" z 25 sierpnia 2006 roku. Szaynok zarzucila
tam Grossowi wrecz manipulowanie przy doborze materialow, stwierdzajac m.in., iz
"Ksiazka Jana T. Grossa wprowadza niestety kolejne uproszczenia do tej debaty
(polsko-zydowskiej). (...) Inny zasadniczy zarzut dotyczy wykorzystywania
materialu zrodlowego czy literatury. Autor wykorzystuje z nich te fragmenty,
ktore dotycza tylko antysemickich postaw Polakow, tworzac wrazenie, ze
antysemityzm jest zasadnicza cecha relacji polsko-zydowskich. I tak np.
znajdujemy tylko zapis negatywnych reakcji Polakow na powstanie w getcie
warszawskim. W innym miejscu z zapisu wspomnien niemieckich zolnierzy o
postawach Polakow wobec Zydow autor wybiera jedynie te, ktore ilustruja
kolaboracje Polakow z nazistami, mimo ze obok nich pojawiaja sie informacje o
udzielaniu pomocy ukrywajacym sie Zydom, jak i o zwiekszeniu represji wobec
Polakow za taka wlasnie dzialalnosc (...). Czytelnik po lekturze ksiazki zostaje
z przeswiadczeniem, ze opisywane postawy negatywnych, agresywnych zachowan wobec
Zydow dotycza wiekszosci Polakow". Szkoda, ze nie zamieszczono tego jakze
wymownego tekstu B. Szaynok, ktorej nikt nie moze oskarzyc o antysemityzm. Tym
donioslejsze na tym tle sa jej krytyczne uwagi jednoznacznie dowodzace
antypolskiej tendencyjnosci Grossa. Tendencyjnosci, ktora nie przeszkadzala
siewcom antypolonizmu w stylu P. Wrobla na arcyzalosne zachwyty nad dzielem
polakozercy, westchnienia, ze sam chcialby napisac taka ksiazke. Niech ja
wreszcie napisze i niech w pelni odsloni sie w roli anty-Polaka, trwoniacego
polskie pieniadze na gloszenie godzacych w cala nasza historie tez na katedrze w
Toronto!
Trudno byloby przyjac ewentualne wyjasnienie wydawcy z MSZ, ze ze
wzgledu na ograniczonosc miejsca mogl dac tylko jeden tekst B. Szaynok. Po
pierwsze, tekst B. Szaynok z nowojorskiego "Przegladu Polskiego" jest zarazem o
wiele ciekawszy i o wiele konkretniejszy od jej wywiadu z "Wyborczej". Po drugi,
wzglad na objetosc ksiazki jakos nie przeszkadzal w umieszczeniu w tomie MSZ az
dwoch tekstow Macieja Kozlowskiego, w gruncie rzeczy niewiele rozniacych sie od
siebie pod wzgledem podanych w nich informacji. No coz, jak widac Kozlowskiego
specjalnie premiowano za to, ze jest pelnomocnikiem ministra spraw zagranicznych
ds. kontaktow z diaspora zydowska. Byc moze zreszta to on jest tym ukrytym
anonimem, ktory odpowiada za taki, a nie inny wybor tekstow w tomie MSZ. W
kazdym razie trudno uwierzyc, aby Kozlowski z racji swojej funkcji nie wiedzial
o tak szkodliwym dla interesow Polski ksztalcie fatalnego gniota, wypichconego w
kuchni MSZ. Moze jednak glownym odpowiedzialnym za ten skandaliczny wybor jest
byla szara eminencja MSZ Henryk Szlajfer, znany z glebokich uprzedzen do Polakow
jako Narodu i do Kosciola katolickiego. Ten niedoszly (z powodu lustracji)
ambasador RP w USA jest dzis dyrektorem archiwum w MSZ. Miejmy nadzieje, ze
kierownictwo MSZ jak najszybciej wyjasni te brzydko pachnaca sprawe, jeszcze
przed jakze konieczna interpelacja poselska w tej kwestii. Swoja droga bardzo
zal mi minister Anny Fotygi, ktora musi robic porzadki w tej typowej stajni
Augiasza, jaka jest MSZ. Na razie resort spraw zagranicznych jest daleki od
odzyskania na rzecz Polski i polskich interesow. Ciagle jeszcze dominuja w nim
dwa typy sierot: sieroty po komunie i sieroty po Geremku. Ale do tego odniose
sie w szerszym artykule, do pisania ktorego juz ostrze sobie pioro. Pozwole
sobie dodac jeszcze jedno pytanie na temat przedziwnych stosunkow panujacych
dotad w MSZ. Oto selekcjoner z MSZ wybiera do skierowanej za granice publikacji
dwa teksty z wciaz atakujacej rzad "Gazety Wyborczej", w tym obszerny tekst od
malo znanego autora, jakim jest Marcin Gadzinski. Rownoczesnie calkowicie pomija
teksty z intensywnie wspierajacego dzialania na rzecz IV Rzeczypospolitej
"Naszego Dziennika". Pomija teksty takich autorow, jak profesorowie Boguslaw
Wolniewicz i Zbigniew Musial, nie znajduje miejsca dla ani jednego z 21 moich
gruntownie udokumentowanych artykulow. W tym szalenstwie jest, jak widac, jakas
metoda, ktorej powinna wreszcie sie przyjrzec pani minister. Jesli chce
rzeczywiscie odzyskac MSZ!
Niechluje z MSZ
Nader szkodliwemu z
polskiego punktu widzenia merytorycznemu doborowi tekstow zamieszczonych w tomie
MSZ wtoruje rownie zalosne przygotowanie tej publikacji pod wzgledem edytorskim.
Tom, ktory powinien byc wizytowka polskiego MSZ na zagranice, zostal tandetnie
wydany na papierze bardzo slabej jakosci. Co najgorsze, edytorzy ksiazki nie
zadbali nawet o dokladne sprawdzenie materialu przygotowanego do druku. W
rezultacie spotykamy tam rzecz niebywala w jakimkolwiek porzadnym wydawnictwie.
Na s. 22 ksiazki dochodzi do naglego urwania tekstu w pol zdania, w sposob
gruntownie okaleczajacy jego zrozumienie. W tak partacki sposob wydrukowano
wywiad Elizy Olczyk z prof. Andrzejem Paczkowskim dla "Dziennika" z 5 lipca 2006
roku. Jak stwierdzilem, w oryginale wywiadu, w przedruku angielskim w tomie MSZ,
wyleciala czesc odpowiedzi prof. Paczkowskiego na pytanie E. Olczyk oraz tresc
jej kolejnego pytania do prof. Paczkowskiego. Do tej zalosnej niedorobki dodajmy
bardzo slaba jakosc przekladu wszystkich tekstow tomu na angielski. Odnosi sie
wrazenie, jak gdyby do pracy nad przekladem zaproszono jakas poczatkujaca
tlumaczke z pierwszego roku anglistyki, ktora nie ma pojecia o idiomach
angielskich. Zamiast precyzyjnego oddania po angielsku waznych zwrotow z
terminologii politycznej, tlumaczka niejednokrotnie tlumaczy doslownie teksty w
sposob bardzo sztucznie brzmiacy po angielsku.
W tomie zabraklo tak
niezbednych w ksiazce przeznaczonej dla anglosaskich czytelnikow przypisow
wyjasniajacych, kim byly rozne osoby wymienione w tekstach artykulow czy
wywiadow. Na przyklad na s. 31-32 wymienione sa po kolei nazwiska Bermana,
Rozanskiego, Humera czy Brystygierowej bez zadnego odnosnika wyjasniajacego.
Przeciez Amerykanie nie maja zielonego pojecia, kim byly te osoby. Rownie
nonsensowne jest podawanie dla amerykanskich czytelnikow bez odnosnika na s. 128
krytycznego stwierdzenia pod adresem "Gazety Wyborczej" za to, ze naciskala na
Gustawa Herlinga-Grudzinskiego czy Ludwika Dorna, by zadeklarowali swoje
narodowe afiliacje. Amerykanie nie tylko nie maja pojecia o ich narodowych
rodowodach, lecz takze nie wiedza kompletnie nic o tym, co te osoby robily. W
innym przypadku na s. 141 czytamy o zamordowaniu zydowskich wspolpracownikow
BiP: Handelsmana i Makowieckiego, ale nie dowiemy sie niczego o zydowskim
pochodzeniu Wolinskiej odpowiedzialnej za sadowy mord na generale Fieldorfie
"Nilu" czy zydowskim pochodzeniu Rozanskiego i Fejgina. Dodajmy, ze amerykanski
czytelnik, czytajac te strone, sadzac po nazwiskach, byc moze bedzie
przypuszczal, ze general Fieldorf to kolejna ofiara Polakow (tak polsko brzmiace
nazwisko Wolinskiej!).
Niefrasobliwosc MSZ-owskiego wydawcy dobrze ilustruje
fakt, ze nie podano zadnych przypisow prostujacych falszywe dane pojawiajace sie
w roznych miejscach ksiazki na szkode obrazu Polski i Polakow. Nie zrobiono tego
nawet w odniesieniu do najskrajniejszych wymyslow antypolonizmu. Na przyklad
MSZ-owski wydawca nie zdobyl sie na skomentowanie w przypisie nawet wyssanego z
palca A. Calej grubianskiego antypolskiego oszczerstwa na temat rzekomych
pogromow Zydow w Polsce. Wedlug A. Calej (s. 51 MSZ-owskiego wydawnictwa),
"pomiedzy 1935 a 1937 r. w Polsce mialo miejsce ponad 100 pogromow, powodujac
zabicie ponad 200 osob". Skandaliczny jest fakt, ze Cala powtarza w roznych
publikacjach to swoje oszczerstwo, nigdy nie dokumentujac, bo w calej sprawie
glosi wierutne klamstwa, bez chocby cienia prawdy historycznej. Zapytajmy,
dlaczego MSZ-owski wydawca nie zdobyl sie na natychmiastowe sprostowanie podanej
od razu na 1 stronie wyboru (s. 9 w ksiazce MSZ) klamliwej informacji (za
Grossem) o zamordowaniu przez Polakow 1600 Zydow w Jedwabnem. Przeciez juz
powszechnie wiadomo, i nawet autor z MSZ powinien o tym wiedziec, iz ekshumacja
w Jedwabnem dowiodla, ze zamordowano tam nie wiecej niz 300 Zydow. Notabene z
publikowanego na s. 9 tekstu redaktora z "Newsweeka" mozna sie dowiedziec,
jakoby ksiazka "Sasiedzi" opisywala zamordowanie 1600 polskich Zydow przez ich
polskich sasiadow w 1946 roku (!!!). Pytanie, czy ta pomylka co do daty mordu w
Jedwabnem, podanie roku 1946 zamiast 1941, wynika z bledu autora publikacji w
"Newsweeku", czy z bardzo nieuwaznej korekty?
Prawdziwym skandalem jest fakt,
ze MSZ-owski wydawca nie prostuje bezkrytycznie cytowanego w omawianej ksiazce
jednego z najwiekszych oszczerstw Grossa - jego twierdzenia, ze zajscia
antyzydowskie w Kielcach w 1946 r. byly jakoby "najwiekszym pogromem w Europie w
czasach pokojowych w XX wieku" (por. s. 27 i 119 tomu MSZ). Na s. 119 znajdujemy
wprawdzie polemizujaca z tym stwierdzeniem Grossa uwage M. Kozlowskiego, ale
ograniczajaca sie do wyjasnienia, ze zajscia w Kielcach w 1946 r. nie mialy
miejsca w czasie pokojowym dla Polakow. Szkoda, ze Kozlowski, byc moze z
niewiedzy, nie zdobyl sie na wyjasnienie, ze byly krwawe zajscia antyzydowskie w
Europie XX wieku, gdy zginelo o wiele wiecej Zydow. Chocby pogrom w Odessie w
1905 r., gdy zamordowano ponad 400 Zydow, czy niemiecki pogrom w 1938 r. w tzw.
noc krysztalowa, gdy zamordowano 91 Zydow. Dziwne, ze autor wyboru MSZ-owskiego
nie zdobyl sie rowniez na sprostowanie klamliwego stwierdzenia A. Zbikowskiego
(s. 15), ze Kielce byly przykladem "czystki etnicznej", gdy sporych rozmiarow
grupa kieleckich mieszkancow chciala zamordowac Zydow lub przynajmniej wygnac
ich z miasta. Wedlug danych oficjalnego sledztwa prowadzonego w ostatnich
latach, liczba osob uczestniczacych w zajsciach 1946 r. mogla liczyc najwyzej
500 osob (na blisko 50 tysiecy mieszkancow miasta). Jak wyjasnic na tym tle
wymysl o rzekomej "czystce etnicznej"? Dlugo mozna by wyliczac podobne braki
sprostowan nawet najbardziej wierutnych klamstw.
Kolejny raz powtorze
pytanie: kto faktycznie jest odpowiedzialny za tak fatalne przygotowanie calego
tomu, poza "copy editor" Magdalena Klimowicz? Czy w MSZ, w ktorym jest tak wiele
osob z dobra znajomoscia jezyka angielskiego, naprawde nie umiano znalezc
nikogo, kto przyjrzalby sie angielskiemu wydaniu tomu o tak waznej dla interesow
Polski problematyce? Za najwazniejsza sprawe jednak uwazam jak najszybsze
powolanie przez pania minister Anne Fotyge komisji, ktora zbadalaby sprawe
odpowiedzialnosci wszystkich osob winnych wydania ksiazki przynoszacej
uszczerbek i wstyd Polsce. Natychmiast po ustaleniu ich odpowiedzialnosci ludzie
ci powinni byc dyscyplinarnie usunieci z polskiego resortu spraw
zagranicznych. Anty-Polacy nie moga
reprezentowac Polski!