MSZ to kompromicacja czy sabotaz!

3 views
Skip to first unread message

Polska Prawda

unread,
Jan 28, 2007, 9:06:06 AM1/28/07
to PL 01 MSZ Anna Fotyga, MJ Marszalek Sejmu
MSZ Gorzej niz kompromitacja to sabotaz!
Profesor Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 19 i 27 stycznia 2007.
 
19.stycznia 2007:
Od kilku miesięcy na próżno nalegałem w "Naszym Dzienniku" i na falach Radia Maryja, aby jak najszybciej wydano po angielsku przynajmniej małą książeczkę prostującą najohydniejsze kłamstwa "Strachu" J.T. Grossa. Proponowałem, by składała się ona z rzetelnych świadectw Żydów lub Polaków żydowskiego pochodzenia - świadków epoki. W publikacji tego typu powinny znaleźć się na przykład liczne, jakże przeciwstawne fałszom Grossa relacje na temat poparcia Polaków dla walk żydowskich powstańców warszawskiego getta (por. choćby fragmenty ze słynnych zapisów kroniki getta prowadzonej przez Ludwika Landaua).
I oto wreszcie z ogromnym opóźnieniem wyszedł przed kilkoma dniami wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) tom na temat "Strachu" Grossa. Tyle tylko, że nie zawarto w nim autentycznych żydowskich świadectw z doby wojny, jakże sprzecznych z oszczerstwami Grossa, a wybór polskich artykułów na temat "Strachu" i antyżydowskich zajść w Kielcach 1946 roku. I tu okazało się, że ostatecznie góra spłodziła mysz, i to mysz dość poczwarną. Zamiast prawdziwie obiektywnego wyboru, przedstawiającego Amerykanom zupełnie nieznane im racje polskie, dano skrajnie tendencyjny wybór kaleczący wizerunek Polski i Polaków.
Wybór ten był oparty na dość szczególnej selekcji, korzystnej wyłącznie dla zwolenników Grossa. Polskie (!) MSZ wyraźnie przyszło z tą książką w sukurs polakożercy Grossowi!
Wydany przez MSZ skądinąd wyjątkowo niechlujnie wybór artykułów i wywiadów nosi tytuł: "Difficult Postwar Years. Polish Voices in Debate Over Jan T. Gross's Book Fear". Wybór zaczyna się zgodnie z wymogami dominującej od lat w Polsce dość szczególnej "poprawności politycznej". We wstępie do książki MSZ ponad połowę tekstu stanowi cytat z tekstu Adama Michnika. Tak więc głównym autorytetem w książce, która powinna przeciwstawić się antypolskim oszczerstwom Grossa, jest jeden z jego największych klakierów A. Michnik, który kilka lat temu nazwał autora "Sąsiadów" spadkobiercą Mickiewicza i Słowackiego. MSZ potraktowało jako największy autorytet właśnie Michnika, którego zachowanie zostało tak mocno skompromitowane w ostatnich latach (por. artykuły w stylu: "Koniec świata Michnika i Kiszczaka"). Rzecz znamienna, że wspomniany wstęp do tomu MSZ nie został przez nikogo podpisany (!). Czyżby żadnych z obecnych "szych" MSZ nie chciała otwarcie przyznać się do odpowiedzialności za to, jak dalej uzasadnię, ogromnie niechlubne "dzieło"? Już historia ze wstępem do książki, na samym jej początku, zapowiada odpowiednią tendencję, która konsekwentnie stosowana przy selekcji tekstów do tomu doprowadziła do całkowitej kompromitacji jego wydawców z MSZ i PISM.
W wyborze - według końcowych słów Anonima, który był autorem wstępu - miał być rzekomo wyrażony "polski punkt widzenia" (Polish point of view). W rzeczywistości zaś książkę polskiego MSZ dzięki odpowiedniej superselekcji zdominował żydowski punkt widzenia, i to odzwierciedlający stanowisko nie Żydów przychylnych Polsce, lecz jej wyraźnie niechętnych. MSZ najwyraźniej szczególnie mocno zatroszczyło się o dostarczenie dodatkowych argumentów dla polakożercy Grossa, który odtąd będzie mógł się powoływać na oficjalną polską publikację. Jak wytłumaczyć postawę odpowiedzialnych za nią bonzów z MSZ? (W publikacji MSZ całkowicie pominięto 21 moich artykułów z "Naszego Dziennika". Pominięto bardzo ważny merytorycznie tekst profesorów Bogusława Wolniewicza i Zbigniewa Musiała "Spór o Kielce" ("Nasz Dziennik" z 28 lipca 2006 r.) W wyborze MSZ zabrakło dwóch bardzo ważnych, krytycznych wobec Grossa artykułów naukowca polskiego z USA Marka J. Chodakiewicza (z "Rzeczpospolitej" i "Niezależnej Gazety Polskiej") oraz jakże cennych artykułów polonijnego naukowca prof. Johna Radziłowskiego i mecenasa Ryszarda Tyndorfa z Kanady (publikowanych w "Biuletynie IPN" z lipca 2006 r.). Nie zabrakło natomiast miejsca dla dwóch zupełnie nieznanych autorów z Waszyngtonu: Tadeusza Stachurskiego i Marcina Gadzińskiego, prezentujących głównie grossową wersję wydarzeń, oraz publicystyczną, w żaden sposób nieudokumentowaną pochwałę Grossa ze strony Piotra Osęki w "Newsweeku". W tomie nie poskąpiono miejsca na wywiad z dr Aliną Całą, pracującą w Żydowskim Instytucie Historycznym i znaną ze skrajnych uprzedzeń do polskości i do Kościoła katolickiego. Zamieszczono w tomie wywiad z dr. Andrzejem Żbikowskim, od lat zafałszowującym historię stosunków polsko-żydowskich w ramach prac Żydowskiego Instytutu Historycznego. Pomijając, jak już wspomniałem, doskonale udokumentowane teksty prof. Radziłowskiego, Chodakiewicza i Tyndorfa, reprezentujących prawdziwe nastroje Polaków w Ameryce Północnej, dano tekst Piotra Wróbla z Toronto, powszechnie krytykowanego przez Polonię kanadyjską za swe prożydowskie fobie i uprzedzenia. Na tle takich pozycji wyraźnie pozostają w cieniu te dużo bardziej wyważone, tak jak tekst wywiadu z dr. hab. J. Żarynem, artykuły M. Fabjańskiego, B. Szaynok i M. Kozłowskiego.
W rzeczywistości teksty progrossowe wyraźnie dominują w publikacji MSZ. W książce tej nie znalazła się żadna informacja prostująca najskrajniejsze oszczerstwa Grossa. Zabrakło jednoznacznego napiętnowania jego pomówień głoszących, jakoby wielka część Polaków była zamieszana w czasie wojny we współdziałanie z Niemcami w celu rabowania i mordowania Żydów, wspierała ich mordowanie i wypędzanie, aby zachować przy sobie zrabowane mienie żydowskie. Na skutek wspomnianej wcześniej selekcji, która odrzuciła przedruk najbardziej krytycznych dla Grossa artykułów, w tomie zabrakło tekstów piętnujących Grossa za całkowite przemilczenie polskiej martyrologii i rozmiarów rabunku polskiego majątku narodowego w dobie wojny. Nikt z autorów zamieszczonych w tomie tekstów nie wspomniał o szczególnie obrzydliwym fakcie, który kwalifikuje do postawienia go przed sądem. Chodzi o jego stwierdzenie, że Polacy rzekomo zagrabili na wielką skalę poza mieniem żydowskim takie mienie niemieckie. Jest to stwierdzenie tym bardziej skandaliczne w sytuacji, gdy Gross nie wspomniał ani jednym zdaniem o ogromnym rabunku mienia polskiego przez Niemców. Jakie szkody dla Polski może przynosić tego typu obraz upowszechniany przez Grossa wśród Amerykanów niemających pojęcia o historii Polski, można sobie łatwo wyobrazić!
W publikowanych przez MSZ tekstach zabrakło jakiegokolwiek potępienia najskrajniejszych oszczerstw antykatolickich zawartych w książce Grossa, począwszy od kreowania na rzekomych antysemitów tak wielkich postaci Kościoła w Polsce, jak księża kardynałowie A. Hlond i A. Sapieha, po oskarżanie części polskich duchownych o rzekome mordy rytualne na żydowskich dzieciach. Za takie rzekome mordy rytualne Gross uznaje chrzczenie żydowskich dzieci bez pozwolenia ich rodziców. W sytuacji, gdy dzieci tak bardzo często podrzucano bezimiennie pod klasztory, a ich przechowywanie w klasztorach groziło niechybną śmiercią wszystkich zakonników w przypadku odkrycia choćby jednego żydowskiego dziecka przez Niemców. Trudno sobie nawet wyobrazić większą nikczemność od takiego oskarżenia wysuwanego przez Grossa pod adresem ludzi, którzy przez lata ryzykowali swoje życie dla ratowania żydowskich bliźnich! W tomie MSZ zabrakło rzeczy najważniejszej - stanowczego odrzucenia fałszów o rzekomym całkowitym zablokowaniu w Polsce po 1944 r. możliwości zwrotu mienia żydowskiego Żydom. Pisałem już w "Naszym Dzienniku" w tekście "Jak kłamie prof. Safjan", jak niebezpieczne dla sprawy Polski jest podtrzymywanie tego typu fałszów Grossa. To właśnie one mają posłużyć "przedsiębiorstwu holokaust", reprezentowanemu przez żydowskich adwokatów w ich haniebnych próbach wyciśnięcia szantażem na Polakach 65 milionów dolarów odszkodowania za mienie żydowskie. Całkowite pominięcie przez publikację MSZ polskich, gruntownie uargumentowanych dowodów w tej sprawie (teksty prof. J. Radziłowskiego, M.J. Chodakiewicza, R. Tyndorfa i moje), stanowi coś niebywale skandalicznego.
W tomie MSZ zabrakło większości argumentów polskich autorów krytykujących fałsze Grossa całkowicie negującego rolę komunistów żydowskich w sowietyzacji Polski i innych krajów Europy Środkowej. Zabrakło przypomnienia o rozmiarach kolaboracji dużej części Żydów na Kresach, tak przemilczanej przez Grossa. W tekście książki MSZ zamieszczono niemal wyłącznie teksty, w których odrzucano tezy o roli sowieckiej prowokacji w zajściach antyżydowskich w Kielcach - poza dopuszczającymi różne warianty przyczyn zajść kieleckich tekstami J. Żaryna i B. Szaynok.
Taka selekcja, takie pominięcia są prawdziwym skandalem kompromitującym MSZ! Jak widać, niewiele się ono zmieniło od czasów zarządzania nim przez Geremka czy Cimoszewicza. Zapewne nowej minister p. A. Fotydze ciągle nie udaje się zapanować nad fatalnymi pozostałościami po poprzednich rządach. W świetle przywołanych przykładów na prawdziwą groteskę zakrawa podane we wstępie stwierdzenie, że tom ten reprezentuje jakoby polski punkt widzenia. Istna komedia!

Wybryki fanatyczki Aliny Całej
Szczególnie ponury obraz stosunku Polaków do Żydów znajdujemy w w wywiadzie z dr Aliną Całą przeprowadzonym przez Marcina Fabjańskiego. Przypomnijmy tu, że pracująca od wielu lat w Żydowskim Instytucie Historycznym dr Cała znana jest ze skrajnie fanatycznych osądów Polski i Polaków. Faktycznie może ona już dziś być uznana za najskrajniejszą tropicielkę rzekomego polskiego antysemityzmu i nacjonalizmu; wręcz bezapelacyjnie dzierży swoistą palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie. Jej pierwszy większy "popis" pod tym względem stanowiła wydana w 1989 r. książka o asymilacji Żydów w latach 1864-1897. Ta wydana przez PIW za polskie pieniądze książka stanowiła w istocie skrajny paszkwil na szczególnie bliski Polakom nurt Żydów asymilatorów, tj. polskich patriotów żydowskiego pochodzenia, którzy dążyli do pełnego zespolenia z polskością. Cała z pasją atakowała i "demaskowała" ich "złudzenia" co do Polaków, wyszydzała jako rzekomy frazes twierdzenie o polskiej gościnności i wdzięczności Żydów za nią, pisała o "antysemickim" liberalizmie Prusa i Świętochowskiego.
W 112. numerze "Gazety Wyborczej" w 1990 r. Alina Cała popisała się szczególnie skrajnym atakiem na rzekomy antysemityzm i faszyzm części Kościoła katolickiego w Polsce. Po wymienieniu przypadków zdewastowania grobów na wolskim cmentarzu prawosławnym, napaści na afrykańskich studentów we Wrocławiu, pogróżek pod adresem organizatorów Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, Cała zarzuciła części duchowieństwa wspieranie tego typu akcji (!!!), stwierdzając: "(...) Szczególnie godne ubolewania jest poparcie części kleru katolickiego dla takich akcji oraz jego zaangażowanie się w działalność polityczną organizacji endeckich i neofaszystowskich". Z tekstem Całej był zmuszony polemizować nawet współpracownik "Gazety Wyborczej" Jarosław Lindenberg, zapytując: "Ciekaw jestem, gdzie Autorka spotkała księży (a może także biskupów?) popierających używanie przemocy wobec mniejszości narodowych, czy też zaangażowanych w działalność polityczną organizacji neofaszystowskich". Lindenberg skrytykował występującą u Całej obsesję budzenia atmosfery spisków i podejrzliwości wobec Kościoła katolickiego
Później przyszła pełna różnych fanatycznych uogólnień na temat "polskiego antysemityzmu" książka A. Całej "Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej". I tę właśnie dr Całą, żarliwą propagatorkę fanatycznych uprzedzeń części środowisk żydowskich na temat Polski i Kościoła katolickiego, uznano za odpowiednią osobę do reprezentowania "polskiego punktu widzenia" w książce MSZ, w której zabrakło miejsca dla profesorów Wolniewicza, Musiała, Radziłowskiego czy tak znanego naukowca polskiego w USA, jak Chodakiewicz, czy mnie. Anonimowemu "selekcjonerowi" z MSZ najwyraźniej przypadł do gustu kolejny pełen nienawiści wobec Polaków wyskok A. Całej - jej wywiad udzielony M. Fabjańskiemu z 13 lipca 2006 r. Wywiad kolejny raz pokazał, że fantazje A. Całej w oczernianiu Polaków dosłownie nie mają granic. Na przykład według A. Całej tylko w okresie między 1935 a 1937 r. w Polsce rzekomo doszło do ponad 100 pogromów, które spowodowały ponad 200 zabójstw. W odniesieniu do sytuacji w czasie II wojny światowej Cała kłamliwie zarzuciła, jakoby Polacy całkowicie wykluczali Żydów ze swej martyrologii. Twierdziła, że Armia Krajowa rzekomo nie akceptowała Żydów, nie kierowała ich do walki, a jedynie wraz z kobietami i dziećmi do budowy fortyfikacji. W odpowiedzi na te stwierdzenia można jakże odmienne w treści wyznania Żydów, żołnierzy AK, choćby słynnego S. Aronsona z Izraela. Można również udowodnić, że były sfery działań AK wręcz zdominowane przez Żydów - np. BIP (Biuro Informacji i Propagandy). W odniesieniu do okresu pierwszych lat powojennych Cała wyraźnie podtrzymywała kreślony przez Grossa zdeformowany czarny obraz stosunku Polaków do Żydów. Twierdziła, że tysiąc lub więcej Żydów zamordowali jakoby Polacy z chęci rabunku lub z nienawiści. Świadomie przemilczała przy tym fakt, że Żydzi w pierwszych latach powojennych ginęli głównie nie jako Żydzi, a jako funkcjonariusze partii komunistycznej, bezpieki, informacji wojskowej czy zwykli donosiciele. Doktor Cała mówiła w swym wywiadzie o trzech pogromach: w Krakowie, Kielcach i Rzeszowie, gdzie żadnego Żyda nie zabito. Dodała do tego twierdzenie o rzekomych masowych mordach na Żydach dokonywanych przez zdegenerowanych żołnierzy podziemia do spółki z lokalną ludnością. Zaatakowała przy tym Kościół katolicki, oskarżając go o rzekomy, szczególnie silny antysemityzm.

Stachanowiec zafałszowań i manipulacji (A. Żbikowski)
W książce MSZ nie zabrakło oczywiście miejsca dla dr. Andrzeja Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego, którego można uznać za swoistego stachanowca zafałszowań i manipulacji w tekstach o stosunkach polsko-żydowskich. Żbikowski od lat robi, co może, aby maksymalnie wybielić Żydów i równocześnie "odpowiednio" uczernić Polaków. Nader typowa pod tym względem była jego praca pt. "Żydzi polscy pod okupacją sowiecką 1939-1941", zamieszczona w "Studiach z dziejów Żydów w Polsce" (Warszawa 1995, t. II). Tekst Żbikowskiego obfitował w konsekwentne przemilczenia licznych, bardzo znaczących faktów z historii Żydów pod rządami sowieckimi. Przemilczenia te stanowiły świadome zafałszowywanie historii. U Żbikowskiego zabrakło jakiejkolwiek najdrobniejszej nawet informacji o tym, że zbolszewizowani Żydzi dopuścili się w owym okresie licznych mordów na Polakach (m.in. w Małej Brzostowicy i Grodnie w 1939 r. oraz w klasztorze dominikanów w Czortkowie w 1941 r.). Piszę o tym szerzej w "Przemilczanych zbrodniach" (Warszawa 1999, s. 47-68). Przypomnijmy, że o wiele rzetelniejsza od Żbikowskiego badaczka, tak jak on związana z Żydowskim Instytutem Historycznym - Teresa Prekerowa - w "Najnowszych dziejach Żydów w Polsce w zarysie do 1950" (Warszawa 1993, s. 304) pisała wprost, że Żydzi: "Przyczyniali się do dekonspirowania pozostających w ukryciu oficerów Wojska Polskiego, przedwojennych urzędników, wyższych funkcjonariuszy państwowych i działaczy politycznych, powodując ich aresztowania, a czasem utratę życia".
Żbikowski maksymalnie pomniejszał rolę żydowskich komunistów w nadzorowaniu aparatu przemocy, panoszeniu się w sowieckiej administracji na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Milczał o bardzo wydatnej roli odegranej przez żydowskich komunistów w antypolskiej propagandzie i w walce z Kościołem, bardzo znaczącej roli żydowskiej targowicy literackiej we Lwowie w latach 1939-1941, o roli żydowskich komunistów w depolonizacji szkolnictwa i ich szczególnie dużym zaangażowaniu w zabójcze selekcje Polaków do deportacji na Sybir. Świetną ilustracją manipulacyjnych metod A. Żbikowskiego było świadome okaleczenie cytowanego przez niego raportu kuriera Jana Karskiego z lutego 1940 r. poprzez opuszczenie przy cytowaniu jego najmocniejszego, najbardziej krytycznego dla Żydów fragmentu, a mianowicie zdań: "Gorzej jest, gdy denuncjują oni [Żydzi - JRN] Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. Niestety trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki wskazujące na ich lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski".
Podobny typ przemilczeń i zafałszowań cechuje ponad 110-stronicowe opracowanie A. Żbikowskiego "Antysemityzm, szmalcownictwo, współpraca z Niemcami a stosunki polsko-żydowskie pod okupacją niemiecką", publikowane w wydanej w 2006 r. przez IPN książce "Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945. Studia i materiały" pod redakcją tegoż A. Żbikowskiego.
Rozpisując się na temat antysemityzmu Polaków, Żbikowski konsekwentnie przemilcza skutki antypolskich zachowań komunistów żydowskich na Kresach Wschodnich, a także antypolskiego zachowania różnych komunizujących Żydów pod okupacją niemiecką w czasie wojny. A mógłby znaleźć na ten ostatni temat aż nadto wymowne stwierdzenia w przedstawionym przez innego autora tekście publikowanym w redagowanej przez Żbikowskiego książce. W opracowaniu Dariusza Libionki (op.cit., s. 62-63) czytamy o "licznych tekstach pojawiających się w konspiracyjnej prasie niektórych ugrupowań wchodzących później w skład ŻOB [Żydowskiej Organizacji Bojowej - JRN], w których entuzjazm wobec ZSRS sąsiadował z obojętnością wobec losu Polski. (...) Niektóre z wypowiedzi zawierające pochwały paktu Ribbentrop-Mołotow i całkowicie ignorujące polską rację stanu, mogły być postrzegane w kategoriach zdrady i potwierdzać prawdziwość antyżydowskich stereotypów". Warto tu dodać, że po wojnie maksymalnie wysławiano w polskich mediach wyłącznie jedną jedyną organizację bojową w warszawskim getcie - tj. wspomnianą Żydowską Organizację Bojową (ŻOB), w której walczyli Anielewicz i Edelman. Wysławiano ją, gdyż była marksistowska i komunizująca. Równocześnie zaś całkowicie przemilczano znacznie liczniejszą i o wiele bardziej zasłużoną w czasie walk w getcie prawicową i propolską organizację - Żydowski Związek Wojskowy, w której walczył m.in. szereg Żydów oficerów WP.
Przykłady niezwykłej stronniczości i tendencyjności A. Żbikowskiego można by długo wyliczać również przy omawianiu jego najnowszej książki "U genezy Jedwabnego" (2006 r.). Ta najświeższa publikacja stanowi swego rodzaju "szczytowe" osiągnięcie w całym "dorobku" A. Żbikowskiego w dziedzinie zafałszowywania historii i dlatego chciałbym ją później omówić w odrębnym artykule w "Naszym Dzienniku".

Dobrzy Żydzi i źli Polacy
Patologicznym wręcz przykładem jednostronności i tendencyjności w obrazie stosunków polsko-żydowskich była książka A. Żbikowskiego "Żydzi" (Wrocław 2000), wydana w bardzo pięknie ilustrowanej serii "A to Polska właśnie". Żbikowski konsekwentnie przedstawiał wszelkie przyczyny spięć między obu narodami według schematu: dobrzy Żydzi i źli Polacy. I tak już na s. 35-37 pisał on o tumultach antyżydowskich w Polsce, "kolejnych odsłonach spektaklu nienawiści", tłumacząc je głównie skutkami polskiego religijnego fanatyzmu, traktowaniem Żydów jak kozła ofiarnego. Ani zdaniem w tym kontekście nie wspomniał o takich przyczynach niechęci do Żydów, jak uprawianie przez nich lichwy i wyciskanie na dłużnikach spłat bardzo wysokiego oprocentowania. A mógłby pod tym względem sporo się dowiedzieć choćby z pracy bez porównania rzetelniejszego od niego żydowskiego autora Emila Deichesa (Łunińskiego) pt. "Sprawa żydowska w czasie Sejmu Wielkiego", wydanej w 1891 roku. Deiches pisał m.in.: "(...) grunt w Polsce do nienawiści był sposobny i podatny. Żydzi uprawiali tu lichwę bardzo wysoką, dochodzącą do połowy wysokości wypożyczonej sumy, skutkiem czego wyzyskiem gnietli uboższą szlachtę i mieszczaństwo. Poznańscy lichwiarze Aaron wraz z zięciem Danielem lub Musco (Mosiek) bez przerwy procesują się z Wielkopolanami o zaległe procenty i kapitały, i biorą znaczną nadwyżkę, ponad dywidendę legalną, określoną statutem Kazimierza Wielkiego".
Zdumiewające, jak nieskończenie kłamliwy i stronniczy jest Żbikowski w porównaniu choćby z historią największego żydowskiego XIX-wiecznego historyka Heinricha Graetza. Żbikowski np. wspomina o stosunkach między Żydami a Kozakami wyłącznie w kontekście kozackich win wobec Żydów, pisząc (op.cit., s.39): "Bardzo licznych na Wołyniu żydowskich dzierżawców i arendarzy nikt nie bronił przed gwałtami kozackimi". Heinrich Graetz pisał natomiast w ósmym tomie swojej jakże ciekawej "Historii Żydów" (cyt. za wydaniem z 1929 r. w Warszawie, s. 365-367): "Magnaci chcieli Kozaków przerobić na przynoszących zyski poddanych (...), a Żydzi przy cudzym ogniu upiec własną pieczeń i grać rolę panów nad tymi pariasami. Przywłaszczyli sobie nad nimi władzę sędziowską i krzywdzili ich w sprawach cerkiewnych. Nic też dziwnego, że gnębieni Kozacy jeszcze bardziej może nienawidzili Żydów niż swych wrogów szlacheckich i duchownych, gdyż więcej z nimi mieli do czynienia (...). Gdy po stłumieniu buntu [Pawluka - JRN] wzmogła się niedola Kozaków, służyli Żydzi, jak przedtem, za narzędzie ich ucisku. Wierząc w przepowiednie kłamliwego Zoharu, oczekiwali w roku 1648 przybycia Mesjasza i doby zbawienia, w której mieli zapanować nad światem, i z tego powodu poczynali sobie bezwzględniej niż zwykle. Nie ominęła ich krwawa pomsta i dotknęła zarówno winnych, jak niewinnych".
Z książki Żbikowskiego nie dowiemy się dosłownie nic o jakże fatalnej i szkodliwej roli Żydów jako karczmarzy i dzierżawców w eksploatowaniu chłopów polskich. Dla zobrazowania tej kwestii wcale nie trzeba sięgać tylko do bardzo ostrych potępień u autorów polskich typu ks. Stanisława Staszica, który oskarżał Żydów o "wyniszczanie włościan". Mógłbym długo wyliczać publikacje zagranicznych autorów z XVII i XVIII w., w których wciąż powtarzały się słowa niezwykle ostrej krytyki pod adresem Żydów z powodu roli odgrywanej przez nich w uciskaniu ludu polskiego (np. w tekstach J. Sachsa, Wrocław 1665, H. Conrigusa, Genewa l675, M. Baudeau, Paris 1771, G. Mablyego, London 1781, G. Forstera, Berlin 1791, H. Vautrina, Paris 1807). G. Forster pisał o Żydach polskich: "Żydzi rujnują chłopów, sprzedają im na kredyt wódkę, niszczą zdrowie całych pokoleń. Nędznym, nie wypieczonym chlebem zwabiają dzieci wiejskie do swych szynków i dają im do picia wódkę, aby ich do niej od młodości przyzwyczajać". Warto przypomnieć, co pisał na temat ucisku chłopów polskich przez Żydów znakomity autor żydowski, prof. Israel Shahak z Izraela, szlachetny humanista, jakże odległy w swym pisarstwie od niegodnych krętactw A. Żbikowskiego: "Żydzi, szczególnie na wschodnich terenach Polski, zatrudniani byli w charakterze bezpośrednich nadzorców i gnębicieli pańszczyźnianych chłopów. (...) Żydzi byli (...) bezpośrednimi ciemięzcami chłopów (...), najwięcej cierpieli chłopi, gnębieni zarówno przez panów, jak i przez Żydów (...)" (por. I. Shahak, Żydowskie dzieje i religia. Żydzi i goje. XXX wieków historii, Warszawa - Chicago 1997, s. 91).
Na s. 167-169 swej książki Żbikowski rozpisuje się o polskim antysemityzmie. Ani słowem nie wspomina jednak o fatalnej roli przybyłych z Rosji do Polski w końcowych dziesięcioleciach XIX w. dziesiątkach tysięcy Żydów rosyjskich, tzw. litwaków, w zatruciu wzajemnych stosunków polsko-żydowskich. Mógłby zaś na ten temat dowiedzieć się bardzo wiele nie tylko od autorów polskich (od B. Prusa po prof. J. Pajewskiego), ale i od rzetelnych autorów żydowskich, od których mógłby się uczyć uczciwości i obiektywizmu. Choćby od tak znakomitego historyka żydowskiego pochodzenia, jak Wilhelm Feldman (1869-1919), który w swej historii polskiej myśli politycznej pisał m.in.: "Przybysze, przez ortodoksów miejscowych wzgardliwie zwani litwakami, wnoszą język i zwyczaje rosyjskie, utrzymują stosunki handlowe z Rosją i często świadomie czy bezwiednie stają się żywiołem rusyfikacyjnym (...). Żydzi rosyjscy w Warszawie założyli dzienniki żargonowe, nie znając mowy polskiej zaczęli odnosić się do niej wrogo, w ogóle występować wobec społeczeństwa polskiego prowokacyjnie. (...) Czując, iż tylko z Żydami rosyjskimi tworzą potęgę, stali się centralistami rosyjskimi - tym samym stając w opozycji do najżywotniejszych interesów polskich". Bardzo popularny w swoim czasie żydowski pisarz i publicysta z Niemiec Benjamin Segel pisał na ten temat w świetnej i tak niesłusznie dziś zapomnianej książce "Die polnische Judenfrage" (Kwestia żydowska w Polsce), Berlin 1916, o negatywnych skutkach przybycia litwaków do Polski, iż: "Oni mówili tylko po rosyjsku (...), oni byli nawet wbrew swej woli, przez naturalny bieg rzeczy szermierzami ("die Vorkämpfer") potęgi, która ich wypędziła ze starej ojczyzny".
Niechętne Polakom bezpodstawne uogólnienia A. Żbikowskiego znajdujemy również w przeróżnych fragmentach jego opisu dziejów Żydów w XX wieku. Na przykład czytamy na s. 246, jakoby "większość Polaków była zadowolona z zamknięcia Żydów w getcie". Zupełnie inny wybielający ton stosuje natomiast Żbikowski przy omawianiu zachowań Żydów. Widoczne jest to np. w kreślonym przez niego obrazie roli Judenratów i policji żydowskiej. Żbikowski nawet jednym słowem nie wspomniał o ogromnym okrucieństwie policji żydowskiej wobec swoich rodaków, o biciu i rabowaniu Żydów przez policjantów żydowskich.
Można podziwiać łamańce stylistyczne, z pomocą których Żbikowski próbuje wybronić rolę jakże wielu komunistów żydowskich w NKWD i UB. Na s. 271 pisze np., że: "Wielu Żydów wstąpiło do NKWD po to właśnie, by tropić morderców swoich rodzin". Pomniejszając rolę żydowskich komunistów w sowietyzacji Polski, pisze na s. 274: "Dziś jeszcze nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak duży był udział osób pochodzenia żydowskiego w aparacie państwowym. Znamy jedynie nazwiska kilkunastu osób, które doszły na sam szczyt władzy - m.in. Jakub Berman, Hilary Minc, Jerzy Borejsza; wiadomo też, że około 13 proc. stanowisk kierowniczych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowały osoby pochodzenia żydowskiego (...)". Cierpiącemu na chorobliwą ignorancję A. Żbikowskiemu wyjaśnię, że znane są nazwiska setek komunistów żydowskich, którzy dostali się na szczyty władzy, a nie tylko kilkunastu. Łatwo się o tym przekonać, zaglądając choćby do moich "Nowych kłamstw Grossa" (Warszawa 2006, s. 165-274).
Szokuje fakt, że tak zakłamana, oczerniająca Polaków książka Żbikowskiego została wydana z finansową pomocą polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki (!), co zapewniło jej m.in. przepiękną szatę graficzną.
Anonimowy autor wyboru MSZ-owskiego w Żbikowskim znalazł kolejnego autora, na którego zawsze można liczyć, jeśli tylko chce się mocno oszkalować Polaków. Wymowny był już sam tytuł przedrukowanego w książce MSZ tekstu wywiadu z A. Żbikowskim dla "Dziennika" z 5 lipca 2006 r.: "To był przypadek czystki etnicznej". Żbikowski jednoznacznie tłumaczy zajścia antyżydowskie w Kielcach 4 lipca 1946 r. jako rzekomo świadomie podjętą przez Polaków czystkę etniczną, i stwierdza to wbrew opinii przeważającej części autorów badających historię kieleckich wydarzeń. Żbikowski stanowczo odrzuca twierdzenia o roli komunistycznych służb specjalnych w zorganizowaniu zajść antyżydowskich, głosząc całkowicie fałszywie, jakoby twierdzenia te zostały odrzucone przez IPN. Wśród przedziwnych zafałszowań podanych w wywiadzie Żbikowskiego znajdujemy m.in. gołosłowne twierdzenie, jakoby jednym z motywów kieleckich zajść była straszna perspektywa rozliczenia części Polaków za kolaborację z Niemcami. Wśród innych szokująco kłamliwych twierdzeń Żbikowskiego jest m.in. ocena, że do eskalacji antysemickich nastrojów i w konsekwencji do zabijania Żydów doprowadził jakoby strach przed zdemaskowaniem mafijnych transakcji wokół sprzedaży mienia żydowskiego. Ocena ta jest wręcz groteskowa w sytuacji, gdy zważymy, że we wspomnianych mafijnych transakcjach dominowali głównie Żydzi (por. Wokół Jedwabnego, IPN, Warszawa 2002, t. 2, s. 379-387).
Można tylko zdumiewać się, że taki spec od zafałszowań i manipulacji, jak A. Żbikowski pozostaje ciągle w odnawiającym się IPN głównym specjalistą od stosunków polsko-żydowskich. W żadnym razie nie dziwi za to wyeksponowanie właśnie Żbikowskiego w tak tendencyjnej i szkodliwej anglojęzycznej publikacji polskiego MSZ, w której świadomie pominięto polskich autorów o dużo większym od Żbikowskiego dorobku i prestiżu naukowym. W następnym publikowanym wkrótce dokończeniu mego tekstu o kompromitującym wydawnictwie MSZ omówię m.in. teksty niektórych innych autorów promowanych przez MSZ kosztem autorów reprezentujących polski punkt widzenia w sprawie Grossa.

 
27 stycznia 2007:
19 stycznia opublikowalem w "Naszym Dzienniku" artykul "Kompromitacja MSZ" omawiajacy swiezy, skandaliczny "wyczyn" MSZ - wydanie anglojezycznej publikacji, ktora w wiekszosci zamieszczonych tekstow przynosi naglosnienie antypolskich oszczerstw polakozercy J.T. Grossa.

Anonimowy autor MSZ-owskiego wyboru tekstow na temat ksiazki Grossa swiadomie, w sposob niebywale tendencyjny pominal w wyborze najostrzejsze krytyki ksiazki Grossa i artykuly prezentujace obraz kieleckich zajsc antyzydowskich z lipca 1946 r. jako "dzielo" komunistycznych sluzb specjalnych. W ten sposob wyeliminowal reprezentujace prawdziwy polski punkt widzenia teksty profesorow B. Wolniewicza, J. Musiala, J. Radzilowskiego, mec. R. Tyndorfa, znanego polskiego naukowca z USA M.J. Chodakiewicza oraz wszystkie moje 21 artykulow w "Naszym Dzienniku". Dal za to tym wieksza porcje tekstow popierajacych antypolskie stanowisko czesci srodowisk zydowskich, w tym osob az za dobrze znanych ze skrajnych zafalszowan stosunkow polsko-zydowskich typu A. Calej, A. Zbikowskiego czy P. Wrobla. Zabraklo przeciwstawienia najskrajniejszym oszczerstwom antypolskim J.T. Grossa, zmierzajacym do wycisniecia z Polakow 65 miliardow dolarow (nie milionow dolarow, jak podano w moim tekscie na skutek bledu maszynowego) odszkodowan dla Zydow.
Przygotowanie tak okaleczonego na szkode Polski wyboru przez polskie MSZ bylo w tej sytuacji niebywale szczodrym prezentem dla niektorych nienawidzacych Polakow rewanzystowskich srodowisk zydowskich w USA. Bylo to wiec bardzo szkodliwe dzialanie wplywowych ludzi z polskiego MSZ z uszczerbkiem dla polskiego imienia i polskich interesow narodowych.
Wkrotce po moim artykule z 19 stycznia 2007 r. odbylem wiele rozmow poswieconych godzacej w polskie interesy publikacji MSZ. Czesc z moich rozmowcow, m.in. prof. Boguslaw Wolniewicz, uznalo, ze stanowczo za lagodnie potraktowalem ksiazke MSZ. Ich zdaniem, publikacja ta to nie tylko kompromitacja MSZ, lecz cos duzo gorszego - wyraz swiadomego sabotowania obrony polskich interesow, cynicznego dzialania na korzysc przeciwnikow Polski. Przyznalem slusznosc tym uwagom i wyrazilem to juz w tytule obecnego tekstu. Zilustruje on antypolska tendencyjnosc anonimowego autora MSZ-owskiego wyboru na przykladzie kolejnych autorow zamieszczonych w tym tomie. Przypomne, ze w poprzednim artykule opisalem paru autorow wyrozniajacych sie od dawna skrajnymi uprzedzeniami wobec Polski i Polakow - pracownikow Zydowskiego Instytutu Historycznego: dr Aline Cala i dr. Andrzeja Zbikowskiego. Przy okazji dodam, ze dr Cala swiezo popisala sie kolejnym haniebnym tekstem szkalujacym Polakow i Kosciol katolicki w Polsce - artykulem w styczniowym numerze zydowskiego miesiecznika "Midrasz". Oskarzyla tam m.in. o rzekomy rasizm slynna pisarke katolicka Zofie Kossak-Szczucka, ktora w czasie wojny z ogromnym narazeniem zycia ratowala Zydow, byla glowna organizatorka pomocy dla nich. Cala kompletnie przemilczala te zaslugi Kossak-Szczuckiej, przedstawiajac ja w niezwykle podly, tendencyjny sposob. Powroce jeszcze do tej sprawy osobno, gdyz uwazam, ze wymaga ona stanowczego protestu srodowisk polskich w obronie pamieci osoby, ktora z takim heroizmem i poswieceniem zrobila ogromnie wiele dla ratowania Zydow!

Gloryfikacja polakozercy Grossa
Wsrod tendencyjnie dobranych w MSZ-owskim wyborze autorow poczesne miejsce zajmuje Piotr Wrobel, byly pracownik Zydowskiego Instytutu Historycznego, a obecnie profesor historii Polski na uniwersytecie w Toronto, znany ze skrajnie prozydowskiego stanowiska we wszystkich spornych sprawach polsko-zydowskich. Kanadyjska Polonia zna go jak zly szelag, pamietajac o jego rozlicznych wystapieniach pelnych zajadlych uprzedzen wobec polskiej historii. Do ponurej groteski urasta fakt, ze konsekwentnie deformujacy i pomniejszajacy polska historie P. Wrobel zajal w Toronto katedre ufundowana ze skladek kanadyjskiej Polonii, ktora chciala zyskac szanse lepszego spopularyzowania naszych dziejow w Kanadzie. Z Polski przyslano Wrobla, ktory odtad zrobil wiecej szkod dla obrazu Polski i Polakow w Kanadzie niz jakakolwiek inna osoba. Dochodzilo do tego, ze ukrainski naukowiec, przyjaciel Polakow dr Wiktor Poliszczuk, musial publicznie wystepowac przeciw oczernianiu Polski przez formalnie reprezentujacego polska nauke Wrobla. Warto przypomniec, ze wlasnie P. Wrobel odegral czolowa role w czasie oszczerczej, atakujacej Kosciol katolicki w Polsce za rzekomy antysemityzm, konferencji zorganizowanej w styczniu 1999 r. w jezuickim Loyola University w Los Angeles. W konferencji wzieli m.in. udzial: A. Michnik, red. K. Kozlowski z "Tygodnika Powszechnego", prof. B.W. Oppenheim i ks. bp T. Pieronek. Profesor Wrobel kierowal podczas tej konferencji dyskusja panelowa i sterowal nia przy tym niezwykle tendencyjnie. Na przyklad nie zdobyl sie na zadna reakcje, wrecz przerwanie wyjatkowo haniebnego wystapienia prof. Andrzeja Korbonskiego, ktory powiedzial: "Nie moge sie jednak powstrzymac, aby nie zadac jednego pytania kierowanego do ks. biskupa Pieronka o zastosowaniu dyscypliny w stosunku do ks. Jankowskiego. Pamietam, w latach osiemdziesiatych byl kontrowersyjny ksiadz warszawski Jerzy Popieluszko, ktory zaplacil za swoje wypowiedzi tragiczna smiercia - bo zostal zamordowany przez polska tajna policje. I moze bylo wowczas dwoch lub trzech innych, rownie glosnych ksiezy. Jezeli mozna wierzyc zachodniej prasie, oni wszyscy mieli powazne klopoty z hierarchia, szczegolnie z najwyzszymi tam osobami, i wowczas mowilo sie, zeby przeniesc ks. Popieluszke z Warszawy do jakiejs glebokiej prowincji, gdzie by bylo o nim cicho. Moje pytanie jest takie: skoro w latach 80, zanim Polska odzyskala wolnosc, mozna bylo to zrobic, to dlaczego teraz, gdy przez poltorej godziny slyszymy o tym, ze Polska jest krajem wolnym, jest to takie trudne? (...) Co sie stalo z dyscyplina koscielna". Piotr Wrobel nie zdobyl sie na przerwanie tej skandalicznej wypowiedzi, postulujacej, by zdyscyplinowac krnabrnego ks. Jankowskiego, podobnie jak rzekomo zrobiono z "kontrowersyjnym" ks. J. Popieluszka. Nie zdobyl sie rowniez na przerwanie skrajnie niegodnej w stylu wypowiedzi A. Michnika, ktory polemizujac z ks. bp. T. Pieronkiem, cynicznie usprawiedliwial nazwanie Polakow w ksiazce zydowskiego autora A. Spigelmana "Maus" swiniami: "(...) przeciez swinia to bardzo sympatyczne zwierzatko, ksieze biskupie. Co w swini jest zlego". Cierpliwie milczac przy tych wyskokach Korbonskiego i Michnika, Wrobel natychmiast zareagowal, gdy ktos uzyl zwrotu "zydokomuna" i usilowal przerwac mu jego wywod na ten temat. Byla to typowa probka obiektywizmu w wykonaniu P. Wrobla.
Przedrukowany w tomie MSZ, a drukowany wczesniej w "Gazecie Wyborczej" z 29-30 lipca 2006 r. tekst Piotra Wrobla daje wyraz typowym dla tego autora fobiom i uprzedzeniom godzacym w obraz Polski i Polakow. Wrobel wystapil tam jako panegiryczny gloryfikator J.T. Grossa, stwierdzajac m.in., ze jego "Strach" jest "znakomita, poruszajaca i inspirujaca ksiazka", ktora powinna byc obowiazkowa lektura dla wszystkich zainteresowanych najnowsza historia Polski. Swe peany na czesc Grossa zakonczyl pragnieniem: "Zyczylbym sobie, abym ja mogl napisac takie ksiazki". Czym mozna wytlumaczyc postawe bonzy z MSZ, ktory zadecydowal o zamieszczeniu w MSZ-owskim wyborze iscie haniebnego tekstu zawierajacego tak wylewne pochwaly wobec autora najbardziej jadowitej polakozerczej ksiazki? Dodajmy, ze Wrobel w swoim tekscie skwapliwie cytuje za Grossem rozne oskarzenia pod adresem Polakow i Kosciola katolickiego w Polsce, np. podany przez Grossa cytat, ze "polski kler jest fundamentalnie antysemicki".
Wyeksponowanie P. Wrobla w tomie MSZ jest tym bardziej szokujace, ze rownoczesnie pominieto w nim inne glosy polskie z Ameryki Polnocnej. Pominieto przede wszystkim dwa ogromnie krytyczne artykuly o Grossie, pochodzace spod piora zyjacego w USA badacza Marka J. Chodakiewicza, majacego bez porownania wiekszy dorobek intelektualny w sprawie historii stosunkow polsko-zydowskich. Podobnie pominieto bardzo gruntowne krytyki klamstw "Strachu" Grossa autorstwa prof. Johna Radzilowskiego i mecenasa Ryszarda Tyndorfa, od wielu lat bardzo zasluzonego dla przedstawiania polskiego punktu widzenia w spornych sprawach polsko-zydowskich. Teksty prof. Radzilowskiego i mec. Tyndorfa byly latwo dostepne, zamieszczono je w lipcowym numerze Biuletynu IPN z 2006 roku. Nie pasowaly jednak najwyrazniej anonimowemu selekcjonerowi z MSZ, chcacemu za wszelka cene zafalszowac przebieg polskiej debaty wokol ksiazki Grossa, a zarazem dac polakozercy maksymalne wsparcie za granica przez swoja iscie antypolska selekcje!

Naglasnianie oszczerstw Grossa
Tendencyjnemu selekcjonerowi, a scisle szkodnikowi z MSZ najwyrazniej nie chodzilo o jakiekolwiek obiektywne kryteria selekcji, liczenie sie z takimi "niepotrzebnymi drobiazgami", jak czyjs konkretny dorobek intelektualny w sferze tematyki polsko-zydowskiej. Swiadomie pominal wiec wszystkie moje publikacje z "Naszego Dziennika", nie zwracajac uwagi na to, ze pisalem je jako ktos od lat zajmujacy sie problematyka stosunkow polsko-zydowskich, jako autor kilku ksiazek i kilkuset artykulow na ten temat. MSZ-owski wydawca wolal teksty T. Stachurskiego, M. Gadzinskiego i P. Oseki, nieposiadajacych zadnego dorobku na ten temat (w ksiazce MSZ nie podano nawet zadnych biogramow tych autorow), ale majacych jeden ogromnie mocny atut - "ze zrozumieniem" powielali w swych tekstach antypolskie oszczerstwa Grossa. Nader typowy pod tym wzgledem jest kazus jednej z najobszerniejszych publikacji tomu - artykulu korespondenta "Gazety Wyborczej" w Waszyngtonie Marcina Gadzinskiego. Wielka czesc jego tekstu stanowi naglasnianie roznych antypolskich oszczerstw Grossa - w dosc szczegolnym miejscu - skierowanej na uzytek zagraniczny publikacji polskiego MSZ. Gadzinski przywoluje opowiesci Grossa, z jaka to rzekoma niechecia Polacy mieli reagowac na to, ze niektorzy ich zydowscy sasiedzi przezyli. Przytacza zarzuty Grossa wobec Polakow, ktorzy jakoby masowo grabili, zdradzali, zabijali swych sasiadow w czasie wojny. Powoluje sie na jego twierdzenia, ze wielu Polakow materialnie skorzystalo na eksterminacji Zydow.
Z wielkim namaszczeniem cytuje stwierdzenia Grossa, jak to Polacy nienawidzili Zydow glownie dlatego ze ich wczesniej skrzywdzili. Przytacza opinie Grossa dowodzacego, iz po wojnie w postawach Polakow wobec Zydow rzekomo przewazal antysemityzm.
Powoluje sie na wysuwane przez Grossa oskarzenia o rzekomy antysemityzm pod adresem kardynalow Hlonda, Sapiehy, Wyszynskiego (wowczas biskupa lubelskiego). Gadzinski odwoluje sie do cytowanych przez Grossa stwierdzen Jana Karskiego i Grota Roweckiego o silnych nastrojach antyzydowskich w Polsce, przemilczajac tak jak Gross podawane przez obu Polakow przyczyny tych nastrojow (kolaboracji duzej czesci srodowisk zydowskich z Sowietami). Z aprobata przedstawia wywody Grossa maksymalnie pomniejszajace uwiklanie duzej czesci polskich Zydow w zwiazki z komunizmem. Za to tym mocniej eksponuje klamliwe jego uogolnienia o "polskiej kolaboracji" z Niemcami. Pod koniec z zapalem godnym lepszej sprawy prezentuje oszczercze opowiesci Grossa o tym, jak Polacy ukrywajacy niegdys Zydow bali sie do tego przyznawac po wojnie ze strachu przed swymi antysemickimi sasiadami. I znow mamy kolejne naglosnienie oszczerstw Grossa na uzytek zagraniczny za pieniadze polskiego MSZ. Ktos za to powinien poniesc odpowiedzialnosc. Dosc podobna wymowa cechuje przedrukowane w tomie publikacje Tadeusza Stachurskiego i Piotra Oseki z "Newsweeka". Nie bede ich wiec szerzej omawiac z obawy przed znuzeniem Czytelnikow.
Do tendencyjnego MSZ-owskiego wyboru swietnie pasuje rowniez przedrukowany w nim wywiad z prof. Andrzejem Paczkowskim, jednym z tych kilku "dyzurnych historykow", ktorego maksymalnie naglasnia sie od lat w telewizji publicznej w nagrode za jego lewicowo-liberalna "poprawnosc polityczna". Przypomnijmy tu, ze prof. A. Paczkowski poparl w 1994 r. Michala Cichego po jego kalumniach wobec "antysemickich" powstancow warszawskich, opublikowanych w "Gazecie Wyborczej". Pozniej ten sam prof. Paczkowski z furia zaatakowal niezaleznego badacza Leszka Zebrowskiego za przypomnienie komunistycznych lub ubeckich rodowodow szeregu luminarzy "Gazety Wyborczej". Jeszcze pozniej, w 2001 r., ten sam prof. Paczkowski byl obok L. Kieresa glownym IPN-owskim protektorem oszczerczych dzialan J.T. Grossa. W prezentowanym w tomie MSZ wywiadzie prof. Paczkowski bezkrytycznie naglasnia antypolska teze Grossa sugerujaca, ze wiele zabojstw Zydow bylo motywowanych wylacznie pazernoscia Polakow na ich mienie. W rzeczywistosci Zydzi gineli najczesciej nie jako Zydzi i nie jako osoby domagajace sie zwrotu mienia, lecz jako komunisci, ubecy, zolnierze KBW czy zwykli donosiciele. Fakt, ze wiekszosc zabojstw na Zydach nie wynikala wcale ze wzgledow materialnych, przyznaje skadinad zwiazana ze srodowiskiem "Wyborczej", ale znacznie rzetelniejsza od Paczkowskiego historyk Bozena Szaynok. Typowe dla pogladow prof. Paczkowskiego sa koncowe slowa jego wywiadu, w ktorych ostro sprzeciwia sie rzekomemu falszywemu stereotypowi Polakow jako "meczennikow", ktorzy "padli ofiara spisku wielkich mocarstw". Rzecz w tym jednak, ze to prof. Paczkowski mija sie w swych wywodach z prawda historyczna. Polacy zostali zdradzeni przez wielkie mocarstwa w 1939 r. i pozniej w Jalcie i Poczdamie, co niejednokrotnie wytykali uczciwi intelektualisci zachodni typu George'a Orwella czy prof. Normana Daviesa (por. np. uparte tuszowanie na Zachodzie prawdy o Katyniu). Mozna tylko ubolewac, ze MSZ dostarcza zachodnim czytelnikom tekst polskiego historyka probujacego pomniejszac polska martyrologie, traktowac jej pokazywanie jako niepotrzebny stereotyp. I robi to akurat wtedy, gdy polski rzad oficjalnie lansuje potrzebe polityki historycznej, pokazania swiatu calej prawdy o polskim heroizmie i polskiej martyrologii, chocby o tak zapomnianym na Zachodzie Powstaniu Warszawskim, ktore prezydent Niemiec Herzog pomylil z powstaniem w getcie warszawskim. Mozna tylko ubolewac, ze prof. Paczkowski, ktorego wypowiedzi sa na bakier z odzyskiwaniem prawdy o polskiej historii, jest ciagle jeszcze wplywowa postacia w odnawiajacym sie IPN.
Niezbyt udany jest rowniez jeden z najobszerniejszych tekstow calej publikacji, 18-stronicowy artykul Czeslawa Bieleckiego. Tekst jest, niestety, niezwykle metny i pelen ogolnikow. Autor, przypominajacy o swoim zydowskim pochodzeniu, napisal w przeszlosci pare duzo lepszych artykulow na ten sam temat. Tym razem wnosi niewiele nowego do dyskusji, bardziej starajac sie omijac rozne rafy, niz upowszechniac wazne prawdy. Mozna tylko ubolewac z powodu niepotrzebnej straty papieru i na te publikacje w ksiazce MSZ.
Na wyzej opisanym tle znaczaco mniejsza czesc ksiazki stanowia teksty, ktore mozna byloby polecic zagranicznym czytelnikom. Za najlepszy z nich uwazam przedruk wywiadu z dr. hab. Janem Zarynem dla "Tygodnika Solidarnosc". Zaryn jako jedyna z osob naglosnionych w tomie pokazuje prawde o tym, ze niechec wobec bardzo wielu przybyszy zydowskich po wojnie wiazala sie z ich identyfikacja z komunistami, a wiec "nowymi opresorami". Tylko J. Zaryn przypomina, do jakiego stopnia niektore bardzo wplywowe srodowiska zydowskie, takie jak Centralny Komitet Polskich Zydow, sluzyly komunistycznemu rezimowi. Tylko J. Zaryn przeciwstawia sie rowniez zafalszowywaniu obrazu polskiej hierarchii katolickiej, i przedstawianiu jej jako rzekomo "antysemickiej". Niestety, wywiad z dr. hab. Zarynem powstal, jak sie zdaje, jeszcze przed przeczytaniem przez niego wydanej w USA ksiazki "Fear" Grossa. Stad poza jednym zdaniem zabraklo w nim ustosunkowania sie do ogromnej czesci antypolskich oszczerstw slawetnego zydowskiego hochsztaplera zza Oceanu. Poza wywiadem z Janem Zarynem godny szczegolnego polecenia wydaje sie przedruk artykulu Marcina Fabjanskiego z "Przekroju", ktory jednoznacznie wskazal na stosowana przez Grossa niedopuszczalna metode podzialu ludzi na dobrych Zydow i zlych Polakow. Niestety, ta tak ostra krytyka wskazujaca na podstawowe zafalszowania ksiazki Grossa jest wyraznie przytloczona przewazajacymi w tomie MSZ progrossowymi panegirykami.
W sytuacji, gdy zabraklo najbardziej stanowczych eksponentow polskich racji w sporze z J.T. Grossem, mozna sie cieszyc z dosc zrownowazonego tonu relacji zastosowanego w tekstach dwoch autorow, znanych skadinad z wielkiego filosemityzmu. Mysle tu o dwoch tekstach bylego ambasadora RP w Izraelu Macieja Kozlowskiego i o artykule historyk Bozeny Szaynok, zwiazanej ze srodowiskiem "Gazety Wyborczej". Niestety, takze i w przypadku B. Szaynok wyraznie daly o sobie znac tendencyjne, "wybiorcze" manipulacje wydawcy z MSZ. Otoz w tomie MSZ zamieszczono duzo lagodniejszy w stosunku do Grossa wywiad z "Gazety Wyborczej" z 8-9 lipca 2006 roku. Pominieto natomiast o wiele bardziej krytyczny wobec Grossa artykul B. Szaynok z nowojorskiego "Przegladu Polskiego" z 25 sierpnia 2006 roku. Szaynok zarzucila tam Grossowi wrecz manipulowanie przy doborze materialow, stwierdzajac m.in., iz "Ksiazka Jana T. Grossa wprowadza niestety kolejne uproszczenia do tej debaty (polsko-zydowskiej). (...) Inny zasadniczy zarzut dotyczy wykorzystywania materialu zrodlowego czy literatury. Autor wykorzystuje z nich te fragmenty, ktore dotycza tylko antysemickich postaw Polakow, tworzac wrazenie, ze antysemityzm jest zasadnicza cecha relacji polsko-zydowskich. I tak np. znajdujemy tylko zapis negatywnych reakcji Polakow na powstanie w getcie warszawskim. W innym miejscu z zapisu wspomnien niemieckich zolnierzy o postawach Polakow wobec Zydow autor wybiera jedynie te, ktore ilustruja kolaboracje Polakow z nazistami, mimo ze obok nich pojawiaja sie informacje o udzielaniu pomocy ukrywajacym sie Zydom, jak i o zwiekszeniu represji wobec Polakow za taka wlasnie dzialalnosc (...). Czytelnik po lekturze ksiazki zostaje z przeswiadczeniem, ze opisywane postawy negatywnych, agresywnych zachowan wobec Zydow dotycza wiekszosci Polakow". Szkoda, ze nie zamieszczono tego jakze wymownego tekstu B. Szaynok, ktorej nikt nie moze oskarzyc o antysemityzm. Tym donioslejsze na tym tle sa jej krytyczne uwagi jednoznacznie dowodzace antypolskiej tendencyjnosci Grossa. Tendencyjnosci, ktora nie przeszkadzala siewcom antypolonizmu w stylu P. Wrobla na arcyzalosne zachwyty nad dzielem polakozercy, westchnienia, ze sam chcialby napisac taka ksiazke. Niech ja wreszcie napisze i niech w pelni odsloni sie w roli anty-Polaka, trwoniacego polskie pieniadze na gloszenie godzacych w cala nasza historie tez na katedrze w Toronto!
Trudno byloby przyjac ewentualne wyjasnienie wydawcy z MSZ, ze ze wzgledu na ograniczonosc miejsca mogl dac tylko jeden tekst B. Szaynok. Po pierwsze, tekst B. Szaynok z nowojorskiego "Przegladu Polskiego" jest zarazem o wiele ciekawszy i o wiele konkretniejszy od jej wywiadu z "Wyborczej". Po drugi, wzglad na objetosc ksiazki jakos nie przeszkadzal w umieszczeniu w tomie MSZ az dwoch tekstow Macieja Kozlowskiego, w gruncie rzeczy niewiele rozniacych sie od siebie pod wzgledem podanych w nich informacji. No coz, jak widac Kozlowskiego specjalnie premiowano za to, ze jest pelnomocnikiem ministra spraw zagranicznych ds. kontaktow z diaspora zydowska. Byc moze zreszta to on jest tym ukrytym anonimem, ktory odpowiada za taki, a nie inny wybor tekstow w tomie MSZ. W kazdym razie trudno uwierzyc, aby Kozlowski z racji swojej funkcji nie wiedzial o tak szkodliwym dla interesow Polski ksztalcie fatalnego gniota, wypichconego w kuchni MSZ. Moze jednak glownym odpowiedzialnym za ten skandaliczny wybor jest byla szara eminencja MSZ Henryk Szlajfer, znany z glebokich uprzedzen do Polakow jako Narodu i do Kosciola katolickiego. Ten niedoszly (z powodu lustracji) ambasador RP w USA jest dzis dyrektorem archiwum w MSZ. Miejmy nadzieje, ze kierownictwo MSZ jak najszybciej wyjasni te brzydko pachnaca sprawe, jeszcze przed jakze konieczna interpelacja poselska w tej kwestii. Swoja droga bardzo zal mi minister Anny Fotygi, ktora musi robic porzadki w tej typowej stajni Augiasza, jaka jest MSZ. Na razie resort spraw zagranicznych jest daleki od odzyskania na rzecz Polski i polskich interesow. Ciagle jeszcze dominuja w nim dwa typy sierot: sieroty po komunie i sieroty po Geremku. Ale do tego odniose sie w szerszym artykule, do pisania ktorego juz ostrze sobie pioro. Pozwole sobie dodac jeszcze jedno pytanie na temat przedziwnych stosunkow panujacych dotad w MSZ. Oto selekcjoner z MSZ wybiera do skierowanej za granice publikacji dwa teksty z wciaz atakujacej rzad "Gazety Wyborczej", w tym obszerny tekst od malo znanego autora, jakim jest Marcin Gadzinski. Rownoczesnie calkowicie pomija teksty z intensywnie wspierajacego dzialania na rzecz IV Rzeczypospolitej "Naszego Dziennika". Pomija teksty takich autorow, jak profesorowie Boguslaw Wolniewicz i Zbigniew Musial, nie znajduje miejsca dla ani jednego z 21 moich gruntownie udokumentowanych artykulow. W tym szalenstwie jest, jak widac, jakas metoda, ktorej powinna wreszcie sie przyjrzec pani minister. Jesli chce rzeczywiscie odzyskac MSZ!

Niechluje z MSZ
Nader szkodliwemu z polskiego punktu widzenia merytorycznemu doborowi tekstow zamieszczonych w tomie MSZ wtoruje rownie zalosne przygotowanie tej publikacji pod wzgledem edytorskim. Tom, ktory powinien byc wizytowka polskiego MSZ na zagranice, zostal tandetnie wydany na papierze bardzo slabej jakosci. Co najgorsze, edytorzy ksiazki nie zadbali nawet o dokladne sprawdzenie materialu przygotowanego do druku. W rezultacie spotykamy tam rzecz niebywala w jakimkolwiek porzadnym wydawnictwie. Na s. 22 ksiazki dochodzi do naglego urwania tekstu w pol zdania, w sposob gruntownie okaleczajacy jego zrozumienie. W tak partacki sposob wydrukowano wywiad Elizy Olczyk z prof. Andrzejem Paczkowskim dla "Dziennika" z 5 lipca 2006 roku. Jak stwierdzilem, w oryginale wywiadu, w przedruku angielskim w tomie MSZ, wyleciala czesc odpowiedzi prof. Paczkowskiego na pytanie E. Olczyk oraz tresc jej kolejnego pytania do prof. Paczkowskiego. Do tej zalosnej niedorobki dodajmy bardzo slaba jakosc przekladu wszystkich tekstow tomu na angielski. Odnosi sie wrazenie, jak gdyby do pracy nad przekladem zaproszono jakas poczatkujaca tlumaczke z pierwszego roku anglistyki, ktora nie ma pojecia o idiomach angielskich. Zamiast precyzyjnego oddania po angielsku waznych zwrotow z terminologii politycznej, tlumaczka niejednokrotnie tlumaczy doslownie teksty w sposob bardzo sztucznie brzmiacy po angielsku.
W tomie zabraklo tak niezbednych w ksiazce przeznaczonej dla anglosaskich czytelnikow przypisow wyjasniajacych, kim byly rozne osoby wymienione w tekstach artykulow czy wywiadow. Na przyklad na s. 31-32 wymienione sa po kolei nazwiska Bermana, Rozanskiego, Humera czy Brystygierowej bez zadnego odnosnika wyjasniajacego. Przeciez Amerykanie nie maja zielonego pojecia, kim byly te osoby. Rownie nonsensowne jest podawanie dla amerykanskich czytelnikow bez odnosnika na s. 128 krytycznego stwierdzenia pod adresem "Gazety Wyborczej" za to, ze naciskala na Gustawa Herlinga-Grudzinskiego czy Ludwika Dorna, by zadeklarowali swoje narodowe afiliacje. Amerykanie nie tylko nie maja pojecia o ich narodowych rodowodach, lecz takze nie wiedza kompletnie nic o tym, co te osoby robily. W innym przypadku na s. 141 czytamy o zamordowaniu zydowskich wspolpracownikow BiP: Handelsmana i Makowieckiego, ale nie dowiemy sie niczego o zydowskim pochodzeniu Wolinskiej odpowiedzialnej za sadowy mord na generale Fieldorfie "Nilu" czy zydowskim pochodzeniu Rozanskiego i Fejgina. Dodajmy, ze amerykanski czytelnik, czytajac te strone, sadzac po nazwiskach, byc moze bedzie przypuszczal, ze general Fieldorf to kolejna ofiara Polakow (tak polsko brzmiace nazwisko Wolinskiej!).
Niefrasobliwosc MSZ-owskiego wydawcy dobrze ilustruje fakt, ze nie podano zadnych przypisow prostujacych falszywe dane pojawiajace sie w roznych miejscach ksiazki na szkode obrazu Polski i Polakow. Nie zrobiono tego nawet w odniesieniu do najskrajniejszych wymyslow antypolonizmu. Na przyklad MSZ-owski wydawca nie zdobyl sie na skomentowanie w przypisie nawet wyssanego z palca A. Calej grubianskiego antypolskiego oszczerstwa na temat rzekomych pogromow Zydow w Polsce. Wedlug A. Calej (s. 51 MSZ-owskiego wydawnictwa), "pomiedzy 1935 a 1937 r. w Polsce mialo miejsce ponad 100 pogromow, powodujac zabicie ponad 200 osob". Skandaliczny jest fakt, ze Cala powtarza w roznych publikacjach to swoje oszczerstwo, nigdy nie dokumentujac, bo w calej sprawie glosi wierutne klamstwa, bez chocby cienia prawdy historycznej. Zapytajmy, dlaczego MSZ-owski wydawca nie zdobyl sie na natychmiastowe sprostowanie podanej od razu na 1 stronie wyboru (s. 9 w ksiazce MSZ) klamliwej informacji (za Grossem) o zamordowaniu przez Polakow 1600 Zydow w Jedwabnem. Przeciez juz powszechnie wiadomo, i nawet autor z MSZ powinien o tym wiedziec, iz ekshumacja w Jedwabnem dowiodla, ze zamordowano tam nie wiecej niz 300 Zydow. Notabene z publikowanego na s. 9 tekstu redaktora z "Newsweeka" mozna sie dowiedziec, jakoby ksiazka "Sasiedzi" opisywala zamordowanie 1600 polskich Zydow przez ich polskich sasiadow w 1946 roku (!!!). Pytanie, czy ta pomylka co do daty mordu w Jedwabnem, podanie roku 1946 zamiast 1941, wynika z bledu autora publikacji w "Newsweeku", czy z bardzo nieuwaznej korekty?
Prawdziwym skandalem jest fakt, ze MSZ-owski wydawca nie prostuje bezkrytycznie cytowanego w omawianej ksiazce jednego z najwiekszych oszczerstw Grossa - jego twierdzenia, ze zajscia antyzydowskie w Kielcach w 1946 r. byly jakoby "najwiekszym pogromem w Europie w czasach pokojowych w XX wieku" (por. s. 27 i 119 tomu MSZ). Na s. 119 znajdujemy wprawdzie polemizujaca z tym stwierdzeniem Grossa uwage M. Kozlowskiego, ale ograniczajaca sie do wyjasnienia, ze zajscia w Kielcach w 1946 r. nie mialy miejsca w czasie pokojowym dla Polakow. Szkoda, ze Kozlowski, byc moze z niewiedzy, nie zdobyl sie na wyjasnienie, ze byly krwawe zajscia antyzydowskie w Europie XX wieku, gdy zginelo o wiele wiecej Zydow. Chocby pogrom w Odessie w 1905 r., gdy zamordowano ponad 400 Zydow, czy niemiecki pogrom w 1938 r. w tzw. noc krysztalowa, gdy zamordowano 91 Zydow. Dziwne, ze autor wyboru MSZ-owskiego nie zdobyl sie rowniez na sprostowanie klamliwego stwierdzenia A. Zbikowskiego (s. 15), ze Kielce byly przykladem "czystki etnicznej", gdy sporych rozmiarow grupa kieleckich mieszkancow chciala zamordowac Zydow lub przynajmniej wygnac ich z miasta. Wedlug danych oficjalnego sledztwa prowadzonego w ostatnich latach, liczba osob uczestniczacych w zajsciach 1946 r. mogla liczyc najwyzej 500 osob (na blisko 50 tysiecy mieszkancow miasta). Jak wyjasnic na tym tle wymysl o rzekomej "czystce etnicznej"? Dlugo mozna by wyliczac podobne braki sprostowan nawet najbardziej wierutnych klamstw.
Kolejny raz powtorze pytanie: kto faktycznie jest odpowiedzialny za tak fatalne przygotowanie calego tomu, poza "copy editor" Magdalena Klimowicz? Czy w MSZ, w ktorym jest tak wiele osob z dobra znajomoscia jezyka angielskiego, naprawde nie umiano znalezc nikogo, kto przyjrzalby sie angielskiemu wydaniu tomu o tak waznej dla interesow Polski problematyce? Za najwazniejsza sprawe jednak uwazam jak najszybsze powolanie przez pania minister Anne Fotyge komisji, ktora zbadalaby sprawe odpowiedzialnosci wszystkich osob winnych wydania ksiazki przynoszacej uszczerbek i wstyd Polsce. Natychmiast po ustaleniu ich odpowiedzialnosci ludzie ci powinni byc dyscyplinarnie usunieci z polskiego resortu spraw zagranicznych.
Anty-Polacy nie moga reprezentowac Polski!


przezr.gif
Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages