Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Zemsta za UPA

29 views
Skip to first unread message

u2

unread,
Jun 23, 2018, 12:53:04 PM6/23/18
to
ciekawa teoria, choć mało prawdopodobna :

https://historia.org.pl/2014/08/23/kara-smierci-za-zabojstwo-jana-gerharda/

Kara śmierci za zabójstwo Jana Gerharda

Artykuły, Bez kategorii, Historia najnowsza | Sylwia Maleszak | 23
sierpnia 2014 16:45

20 sierpnia 1971 roku w Warszawie zamordowano we własnym mieszkaniu Jana
Gerharda. Był pułkownikiem Ludowego Wojska Polskiego, posłem na sejm PRL
V kadencji, publicystą, pisarzem (sławę przyniosła mu powieść Łuny w
Bieszczadach) i dziennikarzem.
Jan Gerhard

Jan Gerhard - pułkownik Ludowego Wojska Polskiego

16 czerwca 1972 roku zabójcy Gerharda skazani zostali na karę śmierci.
Sąd stwierdził, że morderstwa dokonano z premedytacją wyłącznie w celach
rabunkowych i nie dopatrzył się okoliczności łagodzących.

Jan Gerhard uczestniczył podczas II wojny światowej we francuskim ruchu
oporu. Tam zaczął posługiwać się pseudonimami „Jean„ i ”Gerhard”, które
później przyjął jako nazwisko. Właściwie nazywał się Wiktor Lew Bardach
i był pochodzenia żydowskiego. Przed II wojną światową należał do
skrajnie prawicowej organizacji syjonistycznej Bejtar. Był żonaty, miał
córkę Małgorzatę. Dochody uzyskane z działalności literackiej i pracy
zawodowej sprawiły, iż był bogaty. W chwili śmierci posiadał ponad 1,7
mln zł oszczędności, co było wówczas ogromną sumą.

20 sierpnia 1971 roku około godziny 18.00 na milicję zadzwoniła Irena
Tołczyńska (sekretarka tygodnika „Forum”) zaniepokojona nieobecnością w
pracy redaktora naczelnego. Gerhard słynął ze swojej punktualności i
rzetelności. Do pracy przychodził zawsze o godzinie 15.00. Nikogo
wcześniej nie uprzedził o swojej nieobecności w pracy i nie otwierał
drzwi swojego mieszkania. Milicja zaalarmowana przez sekretarkę
przyjechała na wskazany adres (ulica Matejki 4/17). W jednym z pokojów
funkcjonariusz Wincenty Wisłocki znalazł zwłoki 50-letniego Gerharda.
Jak ustalono do morderstwa doszło o godzinie 9.00 rano. Zmarły leżał na
brzuchu w kałuży krwi. Głowę miał zmasakrowaną tępym narzędziem. Na szyi
znajdował się zaciśnięty pasek od spodni. W plecach tkwił wbity sztylet.
Na miejscu zbrodni nie było prawie żadnych śladów. Sprawcy działali
najprawdopodobniej w rękawiczkach. Mieszkanie było splądrowane, a
dokumenty porozrzucane. Jak się później okazało nie zginęły wartościowe
przedmioty, w kieszeni marynarki było 12 tysięcy złotych dlatego milicja
wykluczyła morderstwo na tle rabunkowym. Zniknęło natomiast wiele
dokumentów m.in. czeki podróżne, legitymacja prasowa i kilka
pierścionków. Jego samochód został odnaleziony po kilku godzinach przy
ul. Świętokrzyskiej.

Śledztwo

Denat był powszechnie znany, dlatego śledztwo miało prowadzić Biuro
Śledcze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. 13 września 1971 roku powołano
Grupę Operacyjno-śledczą pod kryptonim „Bieszczady”. Na jej czele stanął
pułkownik Stanisław Dereń, a jego zastępcami byli: pułkownik Władysław
Trzaska i pułkownik Józef Pielasa. Rozpoczęto intensywne działania
mające na celu wykrycie zabójców. Do końca miesiąca przesłuchano 150
osób. Śledczy kontrolowali rodzinę, sprawdzali notesy i korespondencję
pisarza. Od pracowników z redakcji dowiedzieli się, że ofiara czegoś się
bała. Podobno Gerhard dostawał anonimy z pogróżkami.

Początkowo brano pod uwagę motyw polityczny. Według jednej z
proponowanych hipotez zabito go w wyniku porachunków za działalność we
francuskim ruchu oporu. Pojawił się również motyw związany z
działalnością w pułku piechoty. Według świadków Gerhard walcząc w pułku
piechoty z oddziałami UPA zlecił wykonanie egzekucji na rannym Ukraińcu
(walczącym w oddziałach UPA) i rozkazał zabić również bez sądu innych
ujętych żołnierzy ukraińskich. Zakładano, że zabójstwo mogło być zemstą
za decyzje z przeszłości. Jan Gerhard był również członkiem komisji
powołanej w celu zbadania okoliczności śmierci generała Świerczewskiego.
Raport komisji nigdy nie został opublikowany (nie ma dowodów, że w ogóle
powstał). Ponoć nieznani sprawcy włamali się do domu Mariana
Naszkowskiego (kierował komisją) i zabrali raport, a później został
zamordowany sam Gerhard. Jeden ze świadków w sprawie śmierci Gerharda
zeznał, że: spotkał J. Gerharda na przełomie kwietnia/maja 1971 roku W
czasie rozmowy w redakcji Gerhard miał mu powiedzieć że doszedł do
wniosku, że gen. Świerczewski nie zginął z rąk Ukraińców, lecz z rąk
Polaków, że jest w posiadaniu części materiałów pozwalających na
wysnucie takiego wniosku.1

Milicja jednak nie podjęła tego wątku. Gerhard sprzeciwiał się również
usuwaniu z wyższych stanowisk państwowych osób związanych ze
środowiskiem syjonistycznym, podobno chciał opublikować artykuł
wymierzony w środowisko skupione wokół Mieczysława Moczara. Pojawiały
się również pogłoski, że mordercą mógł być zazdrosny partner którejś z
wielu przyjaciółek pisarza. Radio Wolna Europa sugerowało, że zabójstwo
Gerharda mogło mieć podłoże polityczne. W celu potwierdzenia swojej tezy
w audycjach radiowych przytaczało opinie na temat śmierci pisarza
różnych osób i grup w kraju: Środowisko katowickich dziennikarzy
komentując zabójstwo J. Gerharda uważa, że zostało ono dokonane na tle
politycznym i że zabójca wywodzić się może ze środowiska nacjonalistów
ukraińskich. Nie wyklucza się również możliwości zemsty ze strony
syjonistów za jawne krytykowanie polityki Izraela na łamach »Forum«.
Niektórzy dziennikarze uważają, że zabójstwo to mogło mieć podłoże
seksualne, jak również że sprawca mógł wywodzić się ze skompromitowanych
kół wojskowych, który był znany J. Gerhardowi.2

Jednak te hipotezy nie potwierdziły się ponieważ pojawił się nowy trop.
W przeddzień zabójstwa ofiara wykupiła czeki podróżne do Bułgarii.
Milicja nie znalazła ich w mieszkaniu. Bank, który je wystawił, ustalił
ich numery. Jednak trzeba było czekać na ustalenie kto zrealizował
czeki. 18 marca 1972 roku w końcu ustalono dane osób realizujących
czeki. Zostały zrealiz
owane w październiku 1971 roku w Budapeszcie. Podpisane były przez Lilię
Samojluk i Wandę Kołucką. Podczas przesłuchania Kołucka podała osobę, od
której uzyskała czeki. Osoba wskazana naprowadziła na Zygmunta
Garbackiego. Był to przełom w śledztwie. Zygmunt Garbacki był
narzeczonym córki Gerharda. Według pośrednika przekazał mu rzeczy z
kradzieży celem upłynnienia.

Podejrzani
Zabójcy Jana Gerharda: Garbacki i Wojtasik

Zabójcy Jana Gerharda - Zygmunt Garbacki i Marian Wojtasik w chwili
orzeczenia im przez sąd kary śmierci

27-letni Zygmunt Garbacki pochodził z rodziny inteligenckiej. Ojciec
zginął w powstaniu warszawskim, matka była aktorką. Zygmunt był
bliźniakiem, urodził się jako pogrobowiec 23 marca 1945 roku. W
dzieciństwie wychowywała go babka. Na początku chodził do liceum, potem
przeniósł się do technikum budowlanego. Miał wielu kolegów m.in. Mariana
Wojtasika. Po skończeniu szkoły średniej trafił do wojska, następnie
rozpoczął studia na wydziale architektury politechniki w Warszawie.
Początkowo był pilnym studentem, lecz gdy odnowił kontakty z Wojtasikiem
zaczął mieć problemy z nauką i prawem: Odnawia znajomość z Wojtasikiem
(…) poznaje jego kolegów (…) Zapraszają go na liczne libacje zwykłe
popijawy. Na naukę nie starcza mu już czasu i sił, oblewa egzaminy i
zarywa kolejne semestry. Bujne życie jednak kosztuje. Pieniądze zdobywa
»sposobem «. (…) plądruje gmach Politechniki. Nie gardzi niczym. Kradnie
czapki (…) pomoce naukowe, części samochodowe (…) i sprzedaje je później
na bazarze3.

Na czas morderstwa posiadał alibi, które zapewniła mu siostra.
Małgorzatę Gerhard poznał w 1969 roku na wakacjach w Kołobrzegu, gdzie
pracował jako ratownik. W następnym roku przypadkowo spotkali się i
odnowili znajomość. Garbacki twierdził, że studiuje na czwartym roku
(podobnie jak Małgorzata). Faktycznie miał zaliczone tylko pięć
semestrów ponieważ został skreślony z listy studentów. Dziewczyna
planowała z nim związać swoją przyszłość. Jak wynikało z zeznań
Małgorzaty i jej matki, Gerhard zgodził się na ślub córki, ale dopiero
po skończeniu studiów.

Pośrednik w transakcji z czekami Andrzej Sojczyński podczas
przesłuchania przyznał, że nabył czeki od Zygmunta Garbackiego, który
będąc pod wpływem alkoholu przyznał mu się do zamordowania pisarza.
Zbrodni miał dokonać
razem z Marianem Wojtasikiem zwanym „Romanem”.

Wojtasik urodził się 5 sierpnia 1946 roku w Warszawie. Wychowywany był
tylko przez matkę. Od początku sprawiał trudności wychowawcze, kilka
razy zmieniał szkoły i pracę. Dopuszczał się też drobnych kradzieży,
utrzymywał kontakty z tzw. marginesem społecznym.

5 kwietnia około godziny 22 Garbacki został aresztowany. Wojtasik
natomiast od jesieni odsiadywał wyrok jednego roku pozbawienia wolności
za włamanie. Pierwszy przyznał się Wojtasik, następnego dnia – 7
kwietnia Garbacki. Zygmunt zeznał, że motywem była miłość do Małgorzaty
i chęć zawarcia z nią ślubu, któremu rzekomo miał sprzeciwić się
Gerhard. Śledztwo wykazało jednak, że ojciec nie przeciwstawiał się
planom małżeństwa córki. Z kolei Wojtasik zeznał, że brał udział w
morderstwie ponieważ potrzebował pieniędzy. Za udział Garbacki obiecał
mu 50 tysięcy złotych. Zabójstwo miało pomóc Garbackiemu w urządzeniu
się w życiu i przejęciu majątku polityka.

Zabójstwo

Do zbrodni miało dojść w sierpniu, gdy żona pisarza była w Iwoniczu
Zdroju, a Małgorzata we Francji. Pierwsza próba 18 lub 19 sierpnia
zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ pisarz nie był sam w mieszkaniu.
20 sierpnia spróbowali kolejny raz. Około godziny 9.00 rano Zygmunt
przyjechał do Gerharda. Pisarz wpuścił do środka narzeczonego córki
chociaż znał go tylko z opowiadań i zdjęć. Następnie do drzwi zadzwonił
Wojtasik trzymając legitymację studencką Garbackiego. Twierdził, że
znalazł legitymację mężczyzny, który przed chwilą wszedł do mieszkania.
Kiedy Gerhard rozmawiał z Wojtasikiem został przez Zygmunta uderzony w
głowę metalową rurką. Upadł na podłogę, ale próbował czołgać się w
stronę pokoju. Potem dostał cztery ciosy nożem w plecy, a następnie
sprawcy zacisnęli wokół jego szyi pasek od spodni. Potem splądrowali
mieszkanie, aby wyglądało na zabójstwo na tle politycznym. Zabrali
również drobną biżuterię i czeki podróżne: To była jatka. Na dużym
biurku papiery i książki zalane obficie krwią, porozrzucane drobiazgi,
pióra, przyciski, popielniczka. Na tym wsparte głowa i ramiona
zmasakrowanego człowieka. W tle biblioteczne regały, zegar,
poprzewracane fotele. Jan Gerhard bronił się długo i umierał niekrótko4.

W celu zmylenia śledczych zbili zegar i ustawili go na godzinę 11.13,
ponieważ swoje ubrania poplamili krwią to przebrali się w rzeczy
Gerharda. Pierwszy mieszkanie opuścił Garbacki, po nim wyszedł Wojtasik.
Zabrał samochód pisarza i przejechał nim na ul. Świętokrzyską.
Zabierając auto, chciał stworzyć wrażenie, że polityka nie ma
w mieszkaniu i dzięki temu opóźnić wykrycie zbrodni. Obaj wrócili do
swoich domów, zapewniając sobie alibi ze strony rodziny. W przypadku,
gdyby podejrzenia milicji skierowały się w stronę Garbackiego, Wojtasik
miał zabić Alicję Gerhard, żeby śledczy myśleli, że rodzinę Gerhardów
likwiduje z zemsty lub z celów politycznych jakaś organizacja.

Proces

25 maja w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie rozpoczął się proces Zygmunta
Garbackiego i Mariana Wojtasika: Przed dziewiątą tłum oblega salę 252.
Proces jest jawny (…) Samych dziennikarzy jest kilkudziesięciu. (...)
Garbacki (…) czoło podniesione przedwczesną łysiną, na marynarkę
granatową spadają z tyłu długie włosy. I Wojtasik. Niski, przysadzisty,
niczym szczególnym nie wyróżniający się.5.

Oskarżono ich o zabójstwo: w celu pozbawienia życia Jana Gerharda (…)
uderzyli go kilkakrotnie w głowę metalowym narzędziem, powodując
wieloodłamkowe złamanie kości czaszki i rozległe ogniskowe stłuczenia
mózgu, a gdy ten upadł w wyniku zamroczenia, zadali mu sztyletem rany
kłute w okolicy serca, powodując uszkodzenie płuc, a następnie przy
użyciu skórzanego paska zacisnęli pętlę na jego szyi, w wyniku których
to działań Jan Gerhard poniósł śmierć, po czym zrabowali z jego
mieszkania czeki podróżne, biżuterię i garderobę o łącznej wartości
około 9 tysięcy złotych6 i dokonanie wspólnie lub osobno wielu
przestępstw m. in. kradzieży i rozbojów. Proces budził ogromne
zainteresowanie. Na salę rozpraw można było się dostać tylko za
okazaniem specjalnego biletu wstępu. Przebieg relacjonowały media,
codziennie sprawozdania z procesu były dostarczane kierownictwu PZPR. W
toku rozprawy nie wykazano jednoznacznych i jasnych motywów morderców.
Nie udało się wyjaśnić niektórych zapisów w notatniku polityka i
wytłumaczyć dlaczego były dwie różne ekspertyzy. Jedna przedstawiała
opinię, że w zabójstwie użyto chlorku etylu w celu odurzenia ofiary, a
druga wykluczała użycie tej substancji. Milicja znalazła również kartkę,
na której Gerhard zapisywał swoje kontakty intymne z kobietami.
Rozszyfrowano je z wyjątkiem jednego zapisu: „Zgm„ lub ”Zym”.
Zastanawiano się czy nie był to skrót do imienia Zygmunt, ale śledztwo
tego nie potwierdziło. Śledczy przyznali, że zapis mógł odnosić się do
jakiejś kobiety, z którą pisarz był umówiony w dniu 20 sierpnia.

W trakcie procesu przesłuchano 44 świadków. Przez pięć dni zeznawali
oskarżeni. W pierwszym dniu procesu Garbacki przyznał się i poprosił o
utajnienie obrad: Chciałem, aby wszystko wyglądało tak, że mord
popełniony został na tle politycznym. Dlatego przewracaliśmy papiery (…)
Nie pamiętam, ile razy uderzyłem, raz albo dwa… potem zaciskaliśmy razem
pasek na jego szyi… podałem Wojtasikowi sztylet…7.

W utajnionej części procesu opowiadał, że Małgorzata była ofiarą
despotyzmu ojca. Zabijając polityka chciał uwolnić ukochaną spod władzy
tyrana. Małgorzata w sowich zeznaniach zaprzeczyła wersji przedstawionej
przez byłego narzeczonego. Wojtasik natomiast podkreślał, że w
morderstwo został wciągnięty przez Zygmunta.
grób płk. Gerharda na Wojskowych Powązkach

Grób płk. Gerharda na Wojskowych Powązkach

16 czerwca 1972 roku sąd skazał Zygmunta Garbackiego i Mariana Wojtasika
na karę śmierci. Sąd stwierdził, że morderstwo dokonano z premedytacją
wyłącznie w celach rabunkowych i nie dopatrzył się okoliczności
łagodzących. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok (27 września 1972 roku). 20
stycznia 1973 roku prasa opublikowała, że wyrok został wykonany.

Zainteresowanie śmiercią Jana Gerharda sprawiło, że wokół zbrodni
narosło wiele legend. Stanisław Podemski w Pitawalu PRL-u pisał: Nie
tylko ja, także warszawska ulica nie wierzyła w rzetelność tego
oskarżenia i procesu. Powtarzano sobie z ust do ust, że Gerhard był już
umówiony z Edwardem Gierkiem i chciał poinformować go o aferze
łapówkowej w MSW (paszporty przyznawane za pieniądze). Nie wierzono
nawet w komunikat Rady Państwa o wykonaniu wyroków śmierci na obu
oskarżonych. Krążyły plotki, że żyją sobie gdzieś w Bułgarii pod
zmienionymi nazwiskami. To nie była prawda, egzekucja się odbyła. Wiem
to od mecenasa Jerzego Nowakowskiego8.

Zachowane dokumenty potwierdzają, że Zygmunt Garbacki i Marian Wojtasik
byli zabójcami. Chociaż nie wyjaśniono do końca motywów zabójstwa to
obaj przyznali się do winy i opisali szczegółowo mord. Prawdopodobne
wydaje się, iż mężczyzna obawiał się, reakcji polityka na wiadomość o
jego problemach na studiach. Może myślał, że Małgorzata po śmierci ojca
szybciej zdecyduje się na małżeństwo i dzięki temu przejmie majątek. Do
powstania legend przyczyniło się również utajnienie części rozprawy, dla
dobra rodziny zmarłego oraz chęci ukrycia przez SB pewnych faktów, np. o
nawiązaniu współpracy z Garbackim w celu uzyskania informacji o
zachowaniach córki i żony pisarza. Te oraz inne wątpliwości spowodowały,
że powstało wiele wersji dlaczego zginął Gerhard (np. wersja
politycznego spisku).

Bibliografia:

Podemski S, Pitawal PRL–u, Warszawa 2006.
Seidler B., Schody do raju czy rozpacz?, Warszawa 1977.
Sygit B., Kto zabija człowieka…Najgłośniejsze procesy o morderstwa
w powojennej Polsce, Warszawa 1989.

http://lubczasopismo.salon24.pl/parasol/post/412403,smierc-z-polityka-w-tle
(dostęp 19.05.2014)
http://niniwa2.cba.pl/motyka_bieszczady.htm (dostęp 19.05.2014).

http://niniwa2.cba.pl/motyka_bieszczady.htm (dostęp 19.05.2014). [↩]
Tamże. [↩]
B. Sygit, Kto zabija człowieka… Najgłośniejsze procesy o morderstwa
w powojennej Polsce, Warszawa 1989, s. 117. [↩]
S. Podemski, Pitawal PRL – u, Warszawa 2006, s. 172. [↩]
B. Seidler, Schody do raju czy rozpacz?, Warszawa 1977, s. 21. [↩]
B. Sygit, Kto zabija człowieka…, s. 125. [↩]
B. Seidler, Schody do raju czy rozpacz?..., s. 24. [↩]
S. Podemski, Pitawal PRL – u..., s. 174. [↩]




--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".

Milf Hunter Dąs

unread,
Jun 23, 2018, 1:54:29 PM6/23/18
to
UPA srupa. Ukraińcy pracują w PL na nędzne emerytury dziadków w PL.

Ta UPA srupa jest pewnie sztucznie pompowana coby jątrzyć w PL.



http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2016-11-17/bank-jpmorgan-zaplaci-gigantyczna-kare-za-korumpowanie-chinczykow/


I pisiorstwo sprowadziło do PL JP MOrgany i sypnęło im na dzień dobry
big kaskę, tfu!:)

u2

unread,
Jun 23, 2018, 1:56:01 PM6/23/18
to
W dniu 23.06.2018 o 19:54, Milf Hunter Dąs pisze:
> UPA srupa. Ukraińcy pracują w PL na nędzne emerytury dziadków w PL.


chodzi zapewne o Łuny w Bieszczadach:)

a Ukraińców poważam, to dzielny naród i łatwo nie podda się kretynom:)

fatso

unread,
Jun 23, 2018, 2:56:03 PM6/23/18
to
Ksiazce Luny w Bieszczadach zarzucano nierzetelnosc faktograficzna ale kto by sie wtedy takimi sprawami przejmowal-byla szalenie poczytna, stanowila podstawe do filmu akcji. Gerhard sie na niej niezle oblowil co samo w sobied bylo sola w oku wielu w-skich literatow.
Ja sam po wyjsciu z lagru ogolnowojskokwego w sierpniu 1969 juz po Nowym Roku 1970 znalazlem sie na obozie gorskim dla tzw dziennikarzy studenckich-nowej gierkowskiej kadry budowanej przez magazyn studencki "itd". I do nas tam przyjechal z wykladem niedlugo nieboszczyk plk Gerhard. Byl zapewne nieco pijany i wykladu nie pamietam. Ot-nastepny Mietek Moczar-myslalem. Jak bardzo sie wtedy mylilem!
0 new messages