13. października 2010 r. rozpoczęła się nasza długo oczekiwana wyprawa
na Ukrainę. Cel - obwody Iwano-Frankowski i Zakarpacki, czyli górzyste
okolice, a w nich gagariny, Czmelaki, D1 i dwuczłonowe elektrowozy w
pełnej krasie. W związku z tym zmierzaliśmy na przejście w Krościenku.
Swoim Daewoo "Wiśniowa strzała" Tico z Dąbrowy Górniczej przyjechał po
mnie do Chrzanowa Grzesiek Jarzyna. Wyruszyliśmy wieczorem ok. 19.
Pierwszy postój zaliczyliśmy przy CH Bonarka w Krakowie celem kupienia
mapy Ukrainy w Empiku. Łaska pańska, że takową mieli w miarę
przyzwoitej skali 1:500 000. Droga upłynęła spokojnie i w okolicach
przygranicznych byliśmy o północy. W Zagórzu na stacji focimy luźnego
i zamkniętego na cztery spusty rumuna 228. Dyżurny (wybudzony przez
nas ze słodkiego snu) rozwiewa nasze nadzieje na jakikolwiek pociąg,
więc ruszamy na przejście. Tam w Delegaturze Granicznej w Krościenku
Polskiego Związku Motorowego wymieniamy złotówki na hrywny po kursie
0,37. O drugiej w nocy polskiego czasu ruch przez granicę jest
śladowy, więc nasza przeprawa na drugą stronę grubej linii na mapie
trwa jakieś 20 minut. Karteczek imigracyjnych już nie dostajemy.
Niestety droga do Chyrowa to dramat nad dramaty. W ciemnościach nocy
nie widać dobrze dziur i nie ma opcji rozpędzić się do więcej niż 40
km/h. A dziur jest taka ilość i wielkość, że głowa mała. Po
przejechaniu paru kilometrów przebiera się miarka i urywa się
zatankowany do pełna tanim (benzyna 95 po 2,70 zł) ukraińskim paliwem
bak. Przy pomocy nikłej latarki ładowanej trzepaniem, apteczki,
kombinerek i przewodu elektrycznego udaje się go z powrotem
podwiązać. :D Jak się później okaże, ta prowizorka przetrwa jeszcze
wiele ciężkich prób i szczęśliwie dotrwa do Polski. Jedziemy do
Wołowca przez Stary Sambor i Turkę. Droga normalnie przejezdna staje
się dopiero po wjechaniu na krajówkę M06.
Wschód słońca zastaje nas w pięknie położonym w dolinie Wołowcu. Na
dzień dobry witają nas długaśne towarki z WŁ11M, przy czym minimum to
dwa loki na jednym pociągu. Linia Lwów - Czop na tutejszym odcinku
jest przepięknie położona - idzie przez góry i zboczami dolin.
Zachwyca wielka ilość wiaduktów i tuneli. Jedziemy w okolice wsi
Skotarskie, by zrobić parę zdjęć z wiaduktami. Na szczyt góry, z
której rozciąga się ładny widok musimy wspinać się drogą, po której w
czasie deszczu spływa woda. Tico pokazuje swoją terenową naturę i
jedziemy w miarę sprawnie aż do momentu, gdzy trzeba przejechać dość
głęboki rów albo cofać się na dół. Szczęśliwym zrządzeniem losu z góry
zjeżdżają na motorze dwaj goście, którzy widząc nasz problem bez słowa
zaczynają nosić masywne kamienie do rowu, by umożliwić nam
przejazd. :) W końcu udaje nam się przejechać. Na górce we wschodzącym
słońcu focimy kilka towarów, których jeździ tu całkiem sporo, oraz
elektryczki. Widoczek z góry jest piękny! Linia idzie zboczem doliny
po ostrych łukach, przekracza mniejszą poprzeczną dolinkę wiaduktem, a
daleko w tle widać tą samą linię idącą prostopadle, tak więc pociągi
od strony Wołowca widzimy już dobre kilka minut wcześniej.
Postanawiamy w końcu jechać wzdłuż linii na północ w poszukiwaniu
fajnych miejscówek. Mapa twierdzi, że wzdłuż torów aż do Sławskiego
prowadzi droga. Po powrocie do Polski przeczytam: "Pomimo iż mapy
pokazują lokalną drogę z Wołowca w obwodzie zakarpackim do Sławs'kego
w obwodzie lwowskim, jest ona trudną do przebycia ścieżką bez śladów
asfaltu i utrzymania w pasmie gór". Boleśnie się o tym przekonujemy,
gdy dróżka przeradza się w głębokie błoto możliwe do przebycia chyba
tylko przez Urala 6x6. ;) Porzucamy więc samochód i wspinamy się na
przełęcz Beskid i nieczynny posterunek o tej samej nazwie. Nie
niepokojeni przez nikogo chodzimy po wiadukcie. Niestety dostrzegają
nas żołnierze z budki strzegącej pobliskiego tunelu i ruszają w naszą
stronę. Zawczasu ich zauważyliśmy i szczęśliwie udało się uciec do
lasu. ;) A w lesie owym niedawno prowadzona była wycinka, co dało
ładny widok na wiadukt i skały, przez które wąskim przekuciem idą
tory. Udaje się uwiecznić opóźniony pociąg nr 7 Kijów - Czop z WŁ10.
Niestety w czasie schodzenia do auta górą przejeżdża brutto prowadzone
trzema WŁ11. No cóż, niefart. Nasyceni wrażeniami dnia pierwszego
ciśniemy do Iwano-Frankowska przez Stryj, gdzie udaje się zrobić
zdjęcie (jakości o kant dupy potłuc - 300 mm, 1/25 s - to mówi samo za
siebie) CzME2-519. Seria dość rzadka, znana u naszych południowych
sąsiadów jako T 458.1 lub po nowemu 721. Na iwanofrankowski dworzec
przybywamy wieczorem. Na stacji w sumie trzy jednostki D1, CzME3-6032
ze składem roboczym i 2M62 z pociągiem nr 137 do Kijowa. Latając ze
statywami jak w ukropie zwróciliśmy uwagę milicjantów z dworcowego
posterunku, którzy żywo interesują się naszymi szpiegowskimi
poczynaniami. :) Pluli się o brak karteczki imigracyjnej i
przestrzegli przed robieniem zdjęć z powodu zagrożenia
terrorystycznego. Cyt. "a nie daj boh... Bin Laden, bomba!". Widać
jednak, że postanowili zrobić sobie z bezbronnych Polaków jaja i
śmieją się do rozpuku z naszego 'lubienia żeleznych darog i
tiepłowozow'. :D W końcu puszczają nas wolno, a my udajemy się do
dworcowych kimnat widpoczynku. Zostaliśmy zakwaterowani w czwórce z
dwoma Rosjanami. Dobry klimat tworzy poduszka z logiem UZ i wypisanym
przydziałem do tutejszego dworca. Dla zainteresowanych dodam, że
dopłata za prysznic wyniosła 11 UAH.
Pobudka o 7 rano i jedziemy do cementowni WAT Iwano-Frankiwskcement w
niedalekiej Jamnicy. Celem jest złapanie zakładowej TE3-7305. Jest to
seria, która stała się symbolem 'spalinizacji' dróg żelaznych Związdku
Radzieckiego. Natłukli ich w Ługańsku prawie 8 tys. sztuk, począwszy
od 1953 r. Obecnie na całym świecie jest czynnych tylko kilkanaście
sekcji - w tym jedna w Jamnicy. Od razu spostrzegamy pracujące na
manewrach stacja-zakład zakładowe TEM2-3083 i 2M62U-0393. Jest to
jeden z najmłodszych gagarinów o roczniku produkcji 2001. Szybko
zauważają nas ochroniarze, których roi się tam więcej niż pszczół w
ulu. Trafiamy na jednego, który pracował w Polsce i zna nasz język.
Dzwoni do swojego szefostwa, które nie zezwala na robienie zdjęć bez
pozwolenia dyrekcji zakładu. Dowiedziawszy się, że TE3 jest w remoncie
w zakładowym depo, odpuszczamy sobie i w stacji robimy jeszcze tylko
parę zdjęć wspomnianego gagarina oraz wjeżdżającego od północy towarka
również z 2M62 na czele. Jedziemy do Jezupola, gdzie łapiemy 2M62-1257
z pociągiem 138 z Kijowa. Postanawiamy udać się się w okolice
pobliskiego mostu na Dniestrze, który pomimo swojej wielkości oraz
strategicznego znaczenia nie jest w żaden sposób strzeżony. Na obu
jego końcach znajdują się stare żelbetowe schrony. Dotarcie autem pod
sam most nastręcza pewnych trudności orientacyjno-terenowych, ale
dajemy sobie jakoś radę. Dojazd jest podobny jak pod most na Bugu k/
Małkini od strony Prostyni, czyli łąki, pastwiska i drogi nieliczne
dróżki dla traktorów. W ciągu 3 godzin przetaczają się 2M62U-0230 z
poc. 607 Czerniowce - Lwów, 2M62U-0102 z towarkiem, widziany już przez
nas cementowy 2M62U-393 z próżnym składem pod załadunek w
kamieniołomie w Dubowcach, 2M62U-0206 z poc. 141 Moskwa - Czerniowce i
jadący odstęp za nim towar prowadzony 2M62U-0274. Wróciwszy do
Jezupola zastajemy tam krzyżowanie zdawki do Dubowców prowadzonej
czmelakiem 1901 z dwoma 8-osiowymi cysternami i D1-628 jadącym jako
poc. 6412 Chodorów - Iwano-Frankowsk. Śmigamy do Dubowców, gdzie przy
stacji znajduje się młyn, do którego wielkie Biełazy przywożą urobek z
pobliskiego kamieniołomu. Tam spotykamy jadący luzem człon 2M62-0998 z
czterosuwowym silnikiem i próżne brutto z 2M62U-0156. Później w
Haliczu łapiemy wracającego D1-628 jako 6413 do Chodorowa. Swoją
drogą, to jest tu kibel tak obsrany, oszczany i cuchnący, że smród już
od progu pali w nozdrza jak żywy płomień. Z powrotem w Jezupolu focimy
jeszcze pociąg 135 Czerniowce - Lwów z 2M62-1038 i wracamy do IF.
Licząc na tanie spanko wśród swoich pukamy do drzwi polskiej parafii
przy ul. Wowczynieckiej. Proboszcz z uśmiechem informuje nas, że
chętnie zaoferuje nam nocleg za... 15 euro od osoby! Czyli jakieś 4
razy drożej niż na dworcu. Decyzja jest oczywista, ale kilkanaście
minut gadamy jeszcze z siostrą zakonną, która dzieli się swoimi
spostrzeżeniami na temat ukraińskiego narodu i zwyczajów tu
panujących. Kieruje nas też do pizzerii, do której później się
udajemy. Od drzwi kelnerka zaprowadza nas do stolika. Po wystroju i
klientach widać, że nie jest to raczej lokal dla plebsu. ;) Za dużą
pizzę na dwóch, po herbacie, omlecie z frytkami i sosie czosnkowym
płacimy trochę ponad 20 zł od osoby. Porządnie najedzeni i zadowoleni
niewielkim odchudzeniem portfeli, idziemy na piwko do ogródków
naprzeciwko dworca. Tam zapoznajemy gościa wracającego po 9 latach
odsiadki do domu w Mukaczewie. Tak nas polubił, że nawet dał nam
voucher do burdelu swojego brata w Worochcie. ;) Inny natomiast, na
lekkiej bani, zapewniał nas o wielkim braterstwie. Koło pierwszej
poszliśmy do kimnat spać.
Ranek rozpoczynamy od penetracji miasta w poszukiwaniu breloczka z
ukraińską flagą lub godłem, który koniecznie chciałem zdobyć. Trafiamy
na ogromny targ w centrum miasta. Oj, daję słowo, że takich targów w
Polsce już nie zobaczymy. Wielki budynek w kształcie spodka, a w
środku hala i 2 piętra wypełnione kupcami. Dostać można wszystko -
mięso rąbane toporkiem na pniu, gigantyczne grzyby, zarówno świeże jak
suszone i marynowane, wszelkiej maści produkty spożywcze, elektryczne
i generalnie wszystkie cuda świata. Grzesiek kupuje chleb prosto z
paki ZIŁa, a ja niestety nie znajduję nigdzie breloczka. Tym razem
ruszamy na górską linię do Rachowa. Na stacji w Jaremczy spotykamy
stojącego w peronach D1, a po chwili wjeżdża znany nam już D1-628,
wypluwa z siebie wszystkich pasażerów i niespodziewanie kończy bieg.
Od dróżnika dowiaduję się, że na linii prowadzone są roboty torowe, w
związku z czym jest zamknięcie szlaku. Chłop wspomina o pociągach
towarowych znajdujących się gdzieś dalej w stronę Rachowa.
Rzeczywiście, na moście za stacją uwijają się drogowcy. Na szlaku
spotykamy CzME3-3921 z jednym wagonikiem załadowanym świeżymi
podkładami. W Mikuliczynie zaś zastajemy 2M62-1244 z długim składem
roboczym. Na szlaku Mikuliczyn-Worochta pracuje pociąg roboczy z
2M62U-0102. Układany jest nowy tor, więc nie zapowiada się na dziś
szybkie wznowienie ruchu. Idąc do toru byliśmy zmuszeni wtarabanić się
na podwórko jakiejś babiny. Niesiony ochotą urozmaicenia sobie
kanapek, przedstawiłem jej ofertę kupna cebuli. ;) Dała mi cebulę, a
pieniędzy nie przyjęła. Smaczna była ta cebula, ostra i wyrazista. Na
stacji w Worochcie zastajemy wszystkie tory zawalone pociągami. Na
części z nich wagony z jakimś kruszywem ładowanym na ciężarówki przez
dźwig kolejowy, a na reszcie maszyny torowe. Do tego dwa gagariny
manewrujące w tę i nazad. Liczymy na jakiegoś towarka, który pięknie
prezentowałby się na górskich łukach. Jedziemy na stację Jasinia,
gdzie od dyżurnej dowiadujemy się, że szlak otwarty będzie dopiero
późnym wieczorem, a towary generalnie dojeżdżają tylko do Worochty.
Mając na ten dzień perspektywę zdjęciowej posuchy, wpadamy na pomysł
przjechania się nocnym pociągiem 606 z Lwowa do Rachowa. W Worochcie
kwaterujemy się w Hostinnym dwirze pid kasztanom, w linii prostej 20 m
od torów stacyjnych. Za wynajęcie przestronnego, komfortowego domku z
pełnym wyposażeniem dajemy 140 UAH, czyli po 26 zł na osobę. Zostajemy
obdarzeni zaufaniem i dostajemy polecenie zostawienia rano klucza pod
wazonem, bo administratorce nie będzie chciało się tak wcześnie
wstawać. ;) Mając do pociągu kilka godzin, spędzamy czas zwiedzając
miasteczko i pijąc piwka przy akompaniamencie gagarinowego silnika
14D40. Już pod osłoną nocy w stronę Jasinii rusza skład z gagarinem i
próżnym wagonami po kruszywie. Jak się później okaże, stało się to
tylko po to, by zwolnić tor dla przejazdu naszego pociągu. Kupujemy
bilet na wagon zachalny, czyli bezprzedziałowy. Mimo deszczu
kilkanaście osób czeka na przyjazd. Poprzedzony niesionym z daleka
dudnieniem silnika wtacza się pociąg prowadzony M62-1397, który w tym
roku zmienił kolor z niebieskiego na zielony, na szczęście zachowując
"skrzydła" na czole. W podziwianiu widoków przeszkadza nam
prowodniczka, która spuszcza opierdol za otwieranie okien. ;) Podróż
umilamy sobie konsumpcją wódeczki Karpackiej. Na stacji w Rachowie
parę zdjęć i z powrotem do wagonu. W drodze powrotnej zapadam w sen,
obudzony dopiero przez prowodniczkę przed Worochtą. Z dworca mamy parę
kroków do naszego domku i szybko idziemy spać.
Rano okazuje się, że w nocy wszystko się rozjechało i na stacji nie ma
żadnych lokomotyw. Jedziemy na pobliski motyw z imponującymi mostami,
gdzie uwieczniamy krótko po sobie jadące w odwrotnych relacjach D1.
Odwiedzamy jeszcze skocznie narciarskie w Worochcie. Cały czas skaczą
na nich dzieciaki obserwowane przez zgromadzonych przy straganach z
pamiątkami turystów. Na dole skoczni nie ma jednak igielitu, lecz
drzewne wiórki. :D Łapiemy jeszcze znanego nam CzME3-3921 z pięcioma
wagonami wypełnionymi kruszywem do Worochty. Po 12:00 focimy na
ostatek D1 na wiadukcie przed stacją i ruszamy w drogę powrotną drogę
ku ojczystej ziemi. Kupuję jeszcze za 35 UAH słój marynowanych
prawdziwków od chłopaczka sprzedającego na poboczu różne specjały. W
Polsce okaże się, że wcale nie są marynowane po naszemu w occie, tylko
w jakiejś mdłej wodzie, ale całkiem dobre. Po drodze w Nadwórnej
spotykamy CzME3-0595, w Dolinie CzME3T-7349 i w Stryju na depo
2M62-1255. W Drohobyczu robimy standardowe ukraińskie zakupy, czyli
wszelkie towary akcyzowe, niespotykane u nas smaki czipsów i gum oraz
ketchupy i sosy. ;) Na przejściu w Krościenku jesteśmy wieczorem i
niestety ruch jest dużo większy niż ostatnio. Oczywiście większość aut
w kolejce to stare Passaty z Polski na lokalnych blachach. Krótko po
wjechaniu do Polski zasypiam i budzę się dopiero na bramkach na A4.
Pod moim domem żegnamy się z Grześkiem o 4 rano. Summa summarum
zrobiliśmy ponad 1600 km, z czego 1040 km na terenie Ukrainy. A
następna w kolejce Mołdawia i Rumunia. :)
Pozdrawiam, Konrad Bigaj a.k.a. Quentin
Świetne, świetne. Jutro wyjeżdżam na Ukrainę, więc wielkie dzięki za
wprowadzenie w klimat.
Tylko gdzie są foty, foty!
> Świetne, świetne. Jutro wyjeżdżam na Ukrainę, więc wielkie dzięki za
> wprowadzenie w klimat.
> Tylko gdzie są foty, foty!
Będą się ukazywać na WRP sukcesywnie. ;)
"Egzotyka" wschodnich (ukrai�skich) kolei po��czona z miejscowym kolorytem
spo�ecznym. Co� co po prostu kocham:)
Trzeba by�o wybra� si� jeszcze do So�otwina i pojecha� lini�/wzd�u� linii do
U�horodu. Tam te� jest ciekawie, cho� linia nie jest g�rska.
Gdybyďż˝ znalazďż˝ siďż˝ kiedyďż˝ w tych rejonach to pytaj o mechanika Iwana z depo
Korolewo. Czasami ci�gnie swoja M62-1103 poci�g Lw�w - So�otwino:)
Zastanawiam siďż˝ czy nie wybraďż˝ siďż˝ zimďż˝ na Zakarpacie.
--
Wys�ano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> . Czasami ciągnie swoja M62-1103 pociąg Lwów - Sołotwino:)
http://www.kolejomania.rail.pl/foto7/0ukr156.jpg
:-)
Pozdr.
Grzesiek