W dniu piątek, 23 stycznia 2015 13:50:41 UTC+1 użytkownik Przemo Boosh napisał:
> Kupiłem kilka dni temu nowy napęd... za cenę używanego średniej klasy auta.
> Dwa popołudnia, a zapowiada się trzecie doprowadzam go do zdatności do lotu...i bynajmniej nie chodzi o docieranie silnika.
>
> Stąd moje tytułowe pytanie. Czy istnieje choćby cień szansy?
Hej,
znam ten ból. Sam od dłuższej chwili nosiłem się z napisaniem podobnego tematu, aż w końcu pretekst sam się pojawił. Trochę "doświadczeń" nazbierałem, więc będzie długo.
Tak się składa, że kupiłem napęd u Twojego kolegi/wspólnika w interesach - Wojciecha Pierzyńskiego (Dynamic Sport). I też było było masę rzeczy do samodzielnego dokończenia.
Poczynając od dorobienia ściągaczy do taśm uprzęży, przez założenie zacisków na przewody paliwowe, poprawę prowadzenia przewodów, zabezpieczeń przed okręcaniem, etc. do regulacji gaźnika, bo był za ubogo (ok, zostałem poinformowany, że ustawienie jest fabryczne). Przy okazji wyszło, że jeden gwintów w zbiorniku paliwa już od nowości się obraca w plastiku. Zamocowałem też kawałek pianki, bo belka ramy niemiłosiernie wżynała się w łopatki.
Przed pierwszym lotem przestał działać wyłącznik - okazało się, że kable pękły w kilku miejscach, naprawione na gwarancji. Przy pierwszym locie rozsypał się wentylator chłodzący. Dostałem polecenie żeby zdjąć i latać bez (ok), a potem informację, że to wada fabryczna (wadliwa seria mocowań) i fabryka zaleca zdemontowanie chłodzenia i odcięcie płyty na której jest montowany wentylator. Po późniejszej weryfikacji bezpośrednio u producenta okazało się, że nie było takich przypadków innych niż mój, ani nie było zalecenia demontażu (choć dopuszczają loty bez wentylatora).
Temat przewijał się wcześniej tutaj:
https://groups.google.com/d/msg/pl.rec.paralotnie/f3URt7n1cQU/izfieCq1aLkJ
Wracając do napędu: jakoś przy 2-3 locie popruła się ławka przy uprzęży (naprawione szybko). Przy okazji okazało się, że oryginale klamry na górnych tasiemkach uprzęży (te do górnego mocowania do ramy) mają ostre krawędzie i zaczynają ciąć tasiemki, oraz są na tyle delikatne, że się pogięły. W ramach jednej naprawy taśmy wymienione i dostałem klamry AustriAlpin do podmiany (ok, fajnie).
Jakoś też w tych lotach okazało się, że sterczący wyłącznik łatwo da się wcisnąć przypadkiem o taśmę i można sobie przypadkiem wyłączyć napęd - zmajstrowałem osłonkę z kawałka przewodu gumowego.
Zaraz potem, gdy podczas lotu poprawiałem się w uprzęży okazało się, że przewód od manetki spokojnie daje się wkręcić w śmigło. Lądowanie awaryjne, na szczęście silnik zgasł, anie nie wciągnęło ręki w śmigło (tym razem).
Naprawiłem wszystko i zacząłem zakładać ekspandery, żeby zabezpieczyć miejsce, gdzie przechodził obok oplotu.
W międzyczasie kupiłem też "nowe" śmigło od w/w pana, potem okazało się, że jedna połówka była naprawiana, a druga dorabiana na wzór tej pierwszej...
Potem miała miejsce opisywana już na grupie historia, gdy podczas nieudanego startu, mając na plecach napęd praktycznie ucięło mi jeden z palców prawej ręki.
https://groups.google.com/d/msg/pl.rec.paralotnie/P3v_BPjvFho/MFViljFQtDIJ
Tak tylko zaznaczę, że chciałem kupić napęd, a nie zostać beta testerem produktu. Nie będę też tutaj wymieniał moich wątpliwości co do wielu rozwiązań zastosowanych w tym napędzie, bo to nie o tym wątek - ew. zainteresowanych zapraszam na priv.
Do tego wszystkiego dochodzi notoryczne przeciąganie terminów, nieodbieranie telefonów gdy jest to nie na rękę (drugi nr. telefonu jest nieodzowny, żeby czasem coś ustalić), tudzież rozłączanie rozmowy w trakcie. Plus regularne, bezczelne kłamanie prosto w oczy (zwłaszcza pieniądze zmienią właściciela można uzyskać chyba dowolne deklaracje: napęd miał dać się wozić na boku, miał mieć 2 silniki na części na miejscu i wiele innych..). "Gadkę" handlową ma iście genialną, to muszę przyznać, ale zaangażowanie znacząco spada, gdy pieniądze zmienią właściciela.
Po akcji z palcem p. Pierzyński zadeklarował, że wymieni mi ten kosz na sztywniejszy. Gdy opublikowałem wcześniejszy post a propo sztywności kosza poczuł się strasznie urażony bo "wbijam mu nóż w plecy i wypisuję na grupie jaki to do dupy sprzęt mi zrobił". I że tak w ogóle to moja wina, bo warunki nie takie, nie umiem startować i kupiłem nie taki kosz jak mi polecał. I że wymieni mi ten kosz, "choć kompletnie na to nie zasługuję", bo "dał słowo, a słowa nie cofa" a potem "nie chce mieć ze mną nic wspólnego". Ja to wybiórcze "nie cofanie słowa" (bo wcześniej nie miał z tym problemu w innych sprawach) traktuję jako próbę wymuszenia na mnie milczenia w w/w sprawach. Jak widać nie godzę się na to i nie chcę mieć z p. Pierzyńskim nic wspólnego już teraz.
Na tej znajomości jestem w plecy o jeden sprawny palec, masę nerwów, sporo czasu (naprawianie, poprawianie, szpital) i kilka tysięcy złotych (w.g. mnie ten kosz się nie nadaje do bezpiecznego latania i dopóki go nie zmienię to latać na tym silniku nie będę).
Generalnie muszę przyznać, że się trochę przeliczyłem, bo na podstawie opinii i z grupy i od osób znających go nie mogłem mieć specjalnych złudzeń co do "jakości obsługi klienta" - wszystko się potwierdziło z nawiązką. Zdecydowałem się jednak, bo kosz mi się podobał (praktyka zweryfikowała), dostałem fajną cenę (a i tak sumarycznie jestem w plecy), myślałem, że co trzeba to sobie ew. sam ogarnę (nie spodziewałem się, że aż tyle tego będzie) , że w razie czego mieszkam blisko.
NIE BYŁO WARTO.
pozdrawiam, Adam
P.S. Choć człowiek uczy się na błędach - bardzo dużo się przy tej "okazji" nauczyłem.