Twórczość literacka

3 views
Skip to first unread message

Artur Pędziwilk

unread,
Sep 13, 2021, 8:24:00 AMSep 13
to AC Forum

EDI NASZA EDI

Edyta nasza z miasta Rzeszowa
Od czasu dłuższego swą głowę chowa
Raz chowa w piasek, raz w liście mięty
I nie wzruszają Ją nasze zachęty
Nie lubi nas już… czy nie jest gotowa ?

NIE BĄDŹ ŁOSIEM

Każdy jest skądś, każdy jest Ktoś
Nie ważne po co lecz robi coś
Nie ważny motyw ani przyczyna
Zarówno chłopiec jak i dziewczyna
Kiedy jest sobą to nie jest łoś

DYLEMAT

Ornitolog z Carpatici miał dylemat sezonowy
Zasiąść w krzakach obok siatek czy pojechać śledzić sowy
Myślał długo no bo problem wcale nie był tak trywialny
Po namyśle wpadł na pomysł, który zdał się być za genialny
Przez Wisłokę w las przerzucił most przepiękny pontonowy

BAŻIN Z ŁOZIN

Krzacznik z Łozin złapał bluesa
Myśli złapię dziś canusa
Nowy będzie dla AC
Schwytam dziada bo tak chcę
Po tygodniu wracać musiał - złapał busa

PIECUSZEK I PIERWIOSNEK

Pierwiosnkowi raz piecuszek,
Z pełną tego świadomością,
Podpierniczył siedem muszek,
Z jego się nie licząc złością.
Ten nie robiąc se nic z tego,
Rzekł do niego miękkim głosem:
„Muszki to nie me, kolego…
Teraz rozmów się z potrzosem.”

KANIA CZARNA

W leśnej głuszy, czarną kanię,
Zwymyślała pokrzywnica,
Mając już dość mocną banię.
Wystrzelała ją po licach,
Kania czarna oburzona,
Zlała pióro jej po piórze,
Od kantarka do ogona.
Lecz co rzekła… Nie powtórzę.

ZALOTY GRUBODZIOBA

Grubodziób raz na zaloty,
Nabrał okrutnej ochoty.

Więc wybrał się do kopciuszka,
Lecz ona nie chciała do łóżka.

Następna w kolejce przepiórka,
Choć tu z kopciuszka powtórka.

Przed sójką znów stanął jak wryty…
Ta ma zbytnie gabaryty.

Żony szukał przez pół roku,
Choć same pomyłki wokół.

Wtem zdarzyła się modraszka.
„Nadarzyła się igraszka”.

Lecz choć sam ma dziób masywny,
To los bywa tak przedziwny,

Że modraszka mniejsza, lichsza,
Od małżonka jest zgryźliwsza.

PLUSZCZ

W Nieznajowej wpadł raz pluszcz,
Choć tak mały, radość wielka!
Chciałem mu oznaczać tłuszcz…
Eee… Zaczekam se na lelka.

RANIUSZKI

Ach, raniuszki, raniuszki, raniuszki…
Długie ogonki i krótki nóżki.
Króciutkie dzióbki, puszyste główki…
Czasem składają się na wypluwki.

ZIMORODEK

Sterczy patyk nad potokiem.
Z niego ptaszek rzuca okiem.
Imię jego – zimorodek,
Z dziobka rybi ciągnie smrodek.
Choć błękitem nas zachwyca,
Jak kolorem brzuszka, lica,
To zapachy jego rybie,
Nazwę mdłymi i nie chybię.

WODNIK I ŁYSKA

Człapał raz po wodzie wodnik.
W trzcinach miał nie jeden chodnik.
Człapał przez tereny pliszki,
By za chwilę z łyską kiszki,
Orzechówką móc utopić
I bynajmniej nie z ochoty,
Lecz by dziób nabrał czerwieni.
To u łyski nic nie zmieni.
Łyska wciąż na smutno chleje…
W młodym wieku już łysieje.
Sekret to czerwieni dzioba
U wodnika – mocna głowa.

CZAPLA I BOCIAN

Z boćkiem białym w komitywę,
Weszła czapla purpurowa.
Ryby mu przyniesie żywe.
Od nich jest stosina zdrowa.
On żab jej przyniesie mnóstwo,
Będzie miała mocny dziób.
Przyniósł jej ropuchę tłustą,
Ona jemu, rybi trup.

ZAGANIACZ

Raz po muszkach zaganiacza,
Zagoniło coś do sracza.
Na zagonie siadł spokojnie,
I wytężał się dość znojnie.
Krwią mu oczka napłynęły…
Lica jak u żaby wzdęły…
Zatrzepotał, się napuszył,
Wysrał się i dalej ruszył.

NA DUDKA

Kiedyś tu przypadek dudka,
W południowym żarze Słońca,
Zdziwił jak Mietkowa wódka
Języki masakrująca.
Wypełniona półka siatki,
Niczym wiatrem białe żagle,
Losem co nie szczędził gratki.
Dudkiem nas obdarzył nagle!
Żuchwy grunt obozu zryły,
Wrzask radości nie ustawał!
Jak Ci w worze, dudku miły?
Tyś przywołał szczęścia nawał!
„H” obrączkę wnet dostałeś,
Foto-sesję też przeżyłeś,
Kierownika obesrałeś,
W dalszą drogę wyruszyłeś.

BURZYK

W burzy burzyk, się oburzył,
Bo go pewien głuptak wkurzył.
Dość obficie łowił rybki,
Burzyk nie był taki szybki.
Głuptak znowu się zanurzył,
Lecz tu żarłacz wodę wzburzył.
Burzyk się okazał szybki
I pomyślał sobie: Rybki…
Więc nie watro żyć zachłannie,
I przeżutym być starannie.

Carpatica bez załogi,
Jest jak koń bez czwartej nogi:
Ni do pługa, ni do woza…
Boże! To by była zgroza!

Autor: Marek Jędra


AC

Czy śnieg, czy mróz, czy ryk niedźwiedzia na dużym,
Czy powódź, czy praży Słońce, czy pada, czy się chmurzy,
Ni pyszna mizeria popita mlekiem zjebanym,
Ni dziwny człek, czy zwierz czupakabrasem zwany,
Ni szpony krogulca ostre niczym brzytwa,
Nie licząc braku ptaków takich jak rybitwa,
Ni zimna toń Wisłoki co kąsa niczym żmija,
Ni między kierownikiem, a leśniczym wija,
Czy lepsze, czy gorsze będą znów wyniki,
Nic nie zmiękczy nie spłoszy załogi Carpatici.
Bo dobrze nam tutaj w tych krzakach nad rzeką,
A w domu sen kryje ptaki pod powieką.
Od listopada do sierpnia mordować się trzeba,
A później jedziesz w góry liznąć ptasiego nieba.

Do muzyki utworu Lady Punk “Mniej niż zero”

  1. Myślisz może, że więcej coś znaczysz,
    Bo gatunków masz trzysta i pięć.
    Twoje miejsce na akcji tłumaczy,
    Zdać na obrączkarza wkrótce masz chęć!
    Ref:Są tacy to nie blef,
    Co znają więcej mew,
    Niż Ty kaczeeeek,
    Albo orłóóóów,
    I świstuneeeek
    I dzięciołóóóów
    Cilp, calp, cilp, calp,
    Pit, pit, pilit, pit, pit, pilit,
    Cilp, calp, cilp, calp,
    Pit, pit, pilit, pit, pit, pilit,
    Cilp, calp, cilp, calp.
  2. Chcesz dziś poznać rodzaj Phylloscopus,
    Kilka poznać Acrocephali,
    Nie bądź dziki chłoń wiedzę po trochu.
    Nie zda ten co wiedzą się chwali!
    Ref:Są tacy to nie blef,
    Co znają więcej mew,
    Niż Ty kaczeeeek,
    Albo orłóóóów,
    I świstuneeeek,
    I dzięciołóóóów,
    Cilp, calp, cilp, calp,
    Pit, pit, pilit, pit, pit, pilit,
    Cilp, calp, cilp, calp,
    Pit, pit, pilit, pit, pit, pilit,
    Cilp, calp, cilp, calp.
  3. Raz Grześ Cierlik, a raz Ziaja Witek,
    Pragnie by w siatki wpadł rzadki ptak,
    By nie wyplątał się z ecotone’u nitek,
    Choć najczęściej nie dzieje się tak.
    Ref:Bo wilga nie chce wpaść,
    Przedniak nie daje spać,
    Nad obozeeeem,
    Ciągle lataaaa,
    Widział go juuuuż,
    Mirek Kataaaa.
    O, o, o, orzeł przedni orzeł leci tu!
    O, o, o, orzeł przedni orzeł leci tu!
    O, o, o.

PIERWSZY LITERACKI POEMAT KORESPONDENCYJNY 2009

PYTANIE:
Czy już blachy poszły w ruch ?
Czy już Akcji krąży duch ?
Czy już siatki ustawione ?
A w piecyku napalone ?
I dziewczyny owszem też ?
Jeśli kraska to ją bierz.
Autor: Bogusław Bartosz

ODPOWIEDŹ
Kraska w planach ciągle czeka
Namiot za to, sieci, rzeka
I załoga też w komplecie
Nigdy nigdzie nie znajdziecie
Tak sprawnego team’u w krzakach
Co by w rękę swą wziąć ptaka
Przed niejednym się nie wstrzyma
I czy jesień to czy zima
Z poświęceniem godnym łowcy
Dzień zaczyna od trzech browcy.
Autor: Marek Jędra

SÓWECZKI

Dwie sóweczki na konarku,
Siadły gdy się rozjaśniało.
By nie grzało im po karku,
W cień się przesunęły śmiało.
Bunt sikory obwieściły,
Raban wzniosły niebanalny!
Tak sóweczkom był nie miły,
Że czmychnęły w występ skalny.
Zaś z występu sokół skalny
Wnet przegonił wrzeszcząc: „Hola!”.
Czy w dzień słotny czy upalny…
Ciężka jest sóweczek dola.

TAM GDZIE JEST DOBRZE

Tam gdzie lecą żurawie,
Tam gdzie rosa na trawie,
Tam gdzie pstrągi i klenie,
Tam gdzie ryki jelenie,
Tam gdzie wiatr śpiewa pieśni,
Tam gdzie nam to się nie śni,
Tam gdzie niosą nas chmury,
Tam gdzie jesienne purpury,
Tam gdzie majestat rzeki,
Tam gdzie tarniny ćwieki,
Tam gdzie łąki rozległe,
Tam gdzie lisy przebiegłe,
Tam gdzie deszcze cudowne,
Tam gdzie noce są chłodne,
Tam gdzie pohuki sowy,
Tam gdzie pełno ich mowy,
Tam gdzie słońce umiera,
Tam gdzie zima doskwiera,
Tam gdzie leśne otchłanie,
Tam gdzie świt nowy wstanie,
Tam gdzie żeremia bobrze,
Tam naprawdę jest dobrze.

WIADOMO O CZYM

Tam nasze miejsce gdzie w krzakach rudziki,
Tam nasza ziemia gdzie lecą orliki,
Przecież tam nieraz wpadnie coś w sieci,
A nad obozem ural przeleci.
W nocy po drzewie coś zgrabnie hyca.
Dajcie czołówkę! Aaaa… popielica!
Coś tam przez bród się ciężko przewala…
To jeleń przecież, a nie impala!
Coś na dnie rzeki stoi jak wieża…
To zardzewiały pocisk z moździerza.
To gierki w karty nico zużyte,
Mietek przywiezie znów okowite,
Klenie się łowi przy malinówce,
Podyskutuje się o wypluwce,
Rydzów ktoś czasem koszyk nazbiera,
Przez „duży” przejdzie krów tyraliera,
Czasem coś w garze się ugotuje…
Myślicie: bigos? To miś paruje!
Woń cynamonu niesie się wszędzie.
Kto się na pierwszy łyczek zdobędzie?
Czy przy ognisku, czy przy piecyku,
Po „sznicie z tustym”, po piwka łyku,
Za rok czy jutro, znów nas to spotka,
Kiedy powróci przygoda słodka?

JUNIOR I SENIOR

Jeden złapać chciał orlika,
Drugi złapał myszołowa.
No więc z tego, co wynika?
Pierwszy to nie tęga głowa.
Chociaż szczere niesie chęci
I się w sak coś złapać stara,
Chociaż ciągle żabą nęci,
To dla niego orlik-para.
Drugi łowca jest uparty,
Nie zrażają go też krowy.
Los mu tak rozdaje karty,
Orlik zawsze wpadnie zdrowy!

„Rudzik”

Ruda jesień, rude lisy,
Rude są tu jadłospisy.
Rude rydze, bigos rudy,
Rude są tu gliny grudy.
Rude słońca są zachody,
Rudy w burzy kolor wody.
Na jesiennym zaś obchodzie,
Rudy kolor w oczy bodzie,
Rudych liści tam trzy tony.
Jeden ton tak wysławiony,
Bryka w półce, chce uciekać,
Lecz dłoń załoganta czeka,
Moment bierze odpowiedni,
Jak zająca orzeł przedni
I się rudy w worze ciska.
Kolor prawie, że ogniska!
„Siedem plamek” szef powiada.
„Cicho kur…! Kto tam gada?!”
Piwko sobie z boku golnął,
Zablachował, puścił wolno.
Taka prawda, że rudziki,
Podbijają nam wyniki.

Normalnie się rozwijasz że aż mi wstyd…
Muszę więc coś grzmotnąć na szybko…
To może tak:

12 lat minęło, jak jeden dzień,
Czy bliżej jest czy dalej, kto to wie.
12 lat za nami, deszcz… ziąb… skwar… cień,
Czy będzie wciąż tak samo, może nie…
A świat do przodu gna rejestrujmy się by w nowym trwać…

Znów po obchodach trochę pokręcisz się,
Byleby tylko nie za późno wstać.
Zamiast przynieść modraczka, wrócisz w mokrych laczkach
Masz jeszcze jednak czasu szmat.
Życie choć umyka, to mysikrólika
Szansę przynieść jeszcze masz
Nie rwij włosów z głowy, że jesteś wiekowy
Lecz nad rzeką stań i popatrz życiu w twarz.

12 lat minęło, to młody wiek,
12 lat i może góra miech.
Na nowe życie teraz przygotuj się,
Gdy trzeba będzie może nowy cel.
Bo sens wyznacza to co w żyłach płynie nam od wielu lat.
Znów po obchodach trochę pokręcisz się,
Byleby tylko umieć wcześnie wstać.
Gdy życie da Ci kopa, bądź jak kawał chłopa,
Bo masz przed sobą nowych…
Bo masz przed sobą nowych…
Na Carpatice 1.000 lat !

Takie może mało oryginalne, ale za to bardzo na czasie,
no i da się zaśpiewać
Mam nadzieję że Pan Rosiewicz się na mnie nie obrazi

„Marek Jędra”

Marek Jędra… skąd? Nie powiem.
Raz w Krakowie, raz w Bukowie,
W Sobolowie zaczął życie,
W ornitologicznym bycie.
Ciągle ma Myscową w głowie.

to jeszcze na koniec dnia… równie bez artyzmu…

Wisi głową na dół ptaszek
Umarł już czy w gumy leci ?
Wybiegł Grzesiu, wybiegł Staszek
Szczęki zwisły też u dzieci.

Patrzą znawcy i laicy
Wszyscy w podziw wpadli srogi
A to raniuch po prawicy
Wpiepsza coś wisząc za nogi.

Miast sensacji mamy bzdurę
Z której morał jest na czasie
Możesz głową w dół lub w górę
Byleś skrzydla miał w zapasie.

„Jer”

Do siatki wpadły nam jery.
Niestety, jedynie cztery.
Ktoś przyniósł jednego jera…
Już coraz bliżej do zera…
I już nie łapią się jery,
A ja dostaję cholery,
Kiedy wracają nawyki
I łapią się znów rudziki.

Tam, gdzie pajęcze nici rosę oplatają,
łzy deszczu ciszej niż szelest stąpają,
majaczy dolina…

Potoku strugi brzeg z nienacka rwą,
Mglistych poranków przenikliwy ziąb,
dzień się zaczyna.

Przestrzeń rozległa, głos poniesie hen,
wilczym skowytem przedrze nocą sen,
gwiazda zabłysła…

Początkiem dnia szron rosą z liści spływa…
przeszłość blednia w głowie, cieniem się okrywa
i magia prysła.

Tam, gdzie pajęcze nici rosę oplatają,
łzy deszczu ciszej niż szelest stąpają,
majaczy dolina…

Potoku strugi brzeg z nienacka rwą,
Mglistych poranków przenikliwy ziąb,
dzień się zaczyna.

Przestrzeń rozległa, głos poniesie hen,
wilczym skowytem przedrze nocą sen,
gwiazda zabłysła…

Początkiem dnia szron rosą z liści spływa…
przeszłość blednia w głowie, cieniem się okrywa
i magia prysła.[/quote]

[quote=hanna.kobierska]Tam, gdzie pajęcze nici rosę oplatają,
łzy deszczu ciszej niż szelest stąpają,
majaczy dolina…

Potoku strugi brzeg z nienacka rwą,
Mglistych poranków przenikliwy ziąb,
dzień się zaczyna.

Przestrzeń rozległa, głos poniesie hen,
wilczym skowytem przedrze nocą sen,
gwiazda zabłysła…

Początkiem dnia szron rosą z liści spływa…
przeszłość blednia w głowie, cieniem się okrywa
i magia prysła.[/quote]

Podejmuję polemikę

Nie brzask to jednak, nie dzień czy noc
Rozkłada nad doliną koc
przeznaczenia…

Każdy kto żyć w niej chce po kres swych lat
Wierzy że to zwyczajny świat
bez wątpienia.

To zaś co magią dla nas jawi się
To dla atomów zwykły dzień
strach przed wrogiem

Łzy deszczu ciężkie, rosy zwierciadła
Strząśnięte butem… i mgła opadła…
Ktoś ruszył w drogę…

[quote=marek.jedra][quote=hanna.kobierska]Tam, gdzie pajęcze nici rosę oplatają,
łzy deszczu ciszej niż szelest stąpają,
majaczy dolina…

Potoku strugi brzeg z nienacka rwą,
Mglistych poranków przenikliwy ziąb,
dzień się zaczyna.

Przestrzeń rozległa, głos poniesie hen,
wilczym skowytem przedrze nocą sen,
gwiazda zabłysła…

Początkiem dnia szron rosą z liści spływa…
przeszłość blednia w głowie, cieniem się okrywa
i magia prysła.[/quote]

Podejmuję polemikę

Nie brzask to jednak, nie dzień czy noc
Rozkłada nad doliną koc
przeznaczenia…

Każdy kto żyć w niej chce po kres swych lat
Wierzy że to zwyczajny świat
bez wątpienia.

To zaś co magią dla nas jawi się
To dla atomów zwykły dzień
strach przed wrogiem

Łzy deszczu ciężkie, rosy zwierciadła
Strząśnięte butem… i mgła opadła…
Ktoś ruszył w drogę…[/quote]

Kontynuować wobec tego będę

Świcie nie nękaj oczu zmęczonych
promieniem jasnym wcześnie zbudzonych
wraz z chłodu dreszczem.

Drogo, co ciągniesz się w nieskończoność,
Ty znasz ludzkiego trudu znikomość
w tym błocie z deszczem…

Spłoszonych nagle żurawi stado,
nagła ucieczka przed psów gromadą,
krew krąży prędzej.

Zachwyt z przestrachem, śmiech ze zmęczeniem,
radość i duma za wyrzeczeniem,
zawsze tak będzie? …

Wpadł w zachwyt sztuki cudzej raz Stachu
Nobla powiada kto jest autorem
Nie wiemy tylko czy nie ze strachu
Przed brakiem muzy… własnym u’Tworem

Słowa się same sklecą do kupy,
nie trza po temu za dużej trupy.
Jak rym się skończy, kamrad podpowie.
Ważne, by pisać, co siedzi w głowie.

Dobrzem przeczuwał że szukać zacznie
Wymówek, przyczyn, miast pisać baśnie
I że powodów padnie tu setka
A zwykły wierszyk sklecić to betka

Jedna rzecz mnie intryguje,
kiedy Stasiu nam norkuje,
jak się śmieje norką zwany,
zwierz ów introdukowany.

Mówicie - wiersz pisać nietrudno
Łatwość ta wszakże bywa ułudną
Ma być sensownie, do tego równo
Jak nie gra w duszy, wychodzi… kicha!

Upragnionych gatunków,
Najświetniejszych trunków,
Nalotu urali w nocy,
Optymalnie pomocy,
Ni zbyt dużo, ni mało,
By nie źle się pracowało.
Żeby nie lało dużo,
Bo trza się przejąć kałużą.
Żeby wam niedźwiedź nie wylazł,
Bo potem goni laksyra.
Niech sezon nie będzie marny
Ale od ptaków gwarny.
Niechaj psy, lisy i koty,
Nie psuły siateczkom cnoty.
Niechaj czmychają do wioski,
Nie przysparzając nam troski.
Niech siatek nie drą nam krowy,
Całych czy też połowy.
Niech się nie pastwią mrozy
I same niech tną się łozy.
Niechaj do sierpnia goni,
Jak pstrągi w Wisłoki toni.

To Koxlik napisal. Daje tutaj zeby tworczosc nie zginela.

Zięcik i kocik
Ze Starego Sącza Ania,
Ma dwa koty do ściskania.
Jeden szary… Drugi szary…
Tak stworzone są do pary.
A gdzie ma trzeciego drania?

Do bezszelestu tęskno mi …
Do traw nietrawnikowych,
Zielona łąka mi się śni,
na której można się wyłożyć.

BUKÓW

Pada… Wilgoci moc. Zawilgła wilga.
Podleciał kos zakosami i śpiwa.
Wykoszone łąki, zawilgacone…
na krzakach zdziwione dziwonie:
“Wiciu, Wiciu, jak ten skowronek
skołował wronę!”
Derkacz nader kaczce nadziwić się nie może,
że w kałuży siedzi kwacząc: “moje morze”
i że psia pogada ta jej nie zbrzydła…
Kwa!

W TEMACIE WIOSNY

Przyleciał już do nas rudzik
Kopciuch z rana zaczął budzić
Grzeje jaja turkawka
Kłąska wka też wka i wka

Gwiżdże w brzozie Wilga “fiiiijjja”
Skowron na niebie wywija
Jedni głośni są… czy lepsi ?
Der-kacz-kacz-ce-wciąż-crex-crexi

Lecz nie uda się wyjaśnić
Od lat wciąż trwających waśni
Kto był pierwszy, a kto trzeci
Kto już tutaj… a kto leci…

Bo kolejność ta to złuda
Raz się tym raz innym uda
Więc gdy wiosna Cię dopadnie
Nie patrz w daty - parz jak ładnie !

BĄK

Spadł bąk na strąk, a strąk na pąk. Pękł pąk, pękł strąk, a bąk się zląkł.

BĄCZKI

W trzęsawisku trzeszczą trzciny, trzmiel trze w Trzciance trzy trzmieliny
a trzy bączki znad Trzebyczki z trzaskiem trzepią trzy trzewiczki.

CIETRZEW

Trzódka piegży drży na wietrze, chrzęszczą w zbożu skrzydła chrząszczy,
wrzeszczy w deszczu cietrzew w swetrze drepcząc w kółko pośród gąszczy.

CZYŻYK

Czesał czyżyk czarny koczek, czyszcząc w koczku każdy loczek, po czym
przykrył koczek toczkiem, lecz część loczków wyszła boczkiem.

DZIĘCIOŁ

Czarny dzięcioł z chęcią pień ciął.

WODNIK

W grząskich trzcinach i szuwarach kroczy wodnik w szarawarach,
szarpie kłącza oczeretu i przytracza do beretu,
ważkom pęki skrzypu wręcza, traszkom suchych trzcin naręcza,
a gdy zmierzchać się zaczyna z jaszczurkami sprzeczkę wszczyna,
po czym znika w oczerecie w szarawarach i berecie…

PLISZKI

W gąszczu szczawiu we Wrzeszczu klaszczą kleszcze na deszczu,
szepcze szczygieł w szczelinie, szczeka szczeniak w Szczuczynie,
piszczy pszczoła pod Pszczyną, świszcze świerszcz pod leszczyną,
a trzy liszki i pliszka taszczą płaszcze w Szypliszkach.

CZAPLA

Mała czapla spod Łopuszki chciała mieć różowe nóżki.
Różdżką nóżki czarowała, lecz wciąż nóżki czarne miała.

  • Po cóż czary, mała czaplo?
    Ruszże móżdżkiem, a nie różdżką!
    Wyrzuć wreszcie różdżkę wróżki
    i unurzaj w różu nóżki!

TRZNADLE

W krzakach rzekł do trznadla trznadel:
Możesz mi pożyczyć szpadel?
Muszę nim przetrzebić chaszcze, bo w nich straszą straszne paszcze.
Odrzekł na to drugi trznadel:
Niepotrzebny, trznadlu, szpadel!
Gdy wytrzeszczysz oczy w chaszczach, z krzykiem pierzchnie każda, paszcza!

To znalazłem w jakiejś książce wsadzone za okładkę.

TURNUS KAROLINY

Gdy na Carpatice mrozy,
Zaczną nocą trzaskać w łozy,
Wtedy załogantka z rana,
Co wychyla się zaspana,
Wprost z jaskini swej namiotu
I doświadcza siódmych potów,
Kiedy siatki szczygłów pełne.
Druga załogantka wełnę,
Na swe plecy wnet zarzuca,
Już poranny wiatr ma w płucach.
Macha worem, w krzaki leci,
Tam śpiewaków pełne sieci.
Trzecia też po worki bieży.
Zaraz się z rudzikiem zmierzy,
Bo go w sieci ogrom błogi,
Da w pentadzie wynik srogi.
Tak na Carpatice bywa,
Że pentada nam ożywa.

Chyba to ja kiedyś “zapłodniłem” wiele osób do wierszowania i proszę są tego owoce.
Zamieszczam mój stary limeryk ale nigdzie nie publikowany.

Z Krakowa szpak
Mówił w spak
Szedł z łopatą w las
I wołał MARS
A echo: good luck.

To pisałem ja, Bogdan Bartosz. Pozdrawiam całą Carpaticę i do zobaczenia w Myscowej.

I jeszcze jeden limeryk z 2003 kiedy przyjechałem pierwszy raz do Myscowej i kto by pomyślał, że to już 9 lat.

Akcja z miasta Carpatica,
Uznawana była za bzika,
Bo to raz wersalis
A raz vulgaris,
Ale tam serce normalnie pica, pica, pica…

A może taka zabawa. Reguły zawieram w poniższym utworze i nie bójmy się tego słowa LITERACKIM!!!

„Dubelt”
O dwuznaczności jakaż w tobie siła
Było by smutno gdybyś nie była.
Architekt i kelner przy obojgu racja
Jeśli powiedzą restauracja
Aktor i chłop co chodzi w pole
I każdy z nich dba o swa rolę.
Wchodzi kogut do łazienki opłukać piórka spocone
Patrzy, a tam wszystkie kurki zakręcone.
Myślcie i wymyślajcie, a sekret w tym
Aby powstał zgrabny rym
I ten rym niech będzie śliczny
A najlepiej ornitologiczny
Żeby nie być gołym w słowie
Przykłady, aby mogły powstać całe ich mrowie
Niech mężom trafi się gratka
Żona bogatka
Bo trwoga
Gdy uboga
I niech mówią o niej: ale laska
A ja myślę, po prostu kraska.
A teraz z pewnej tajemnicy się zwierzę,
Wczoraj byłem na premierze.


Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages