Otrzymalem od Autora wlasnie pelny tekst jego wypowiedzi w tej sprawie.
Zamieszczam ponizej wraz z moja wlasna riposta.
Tekst Rulewskiego musialem zreformatowac z przyczyn technicznych bo mi
sie pokazywal jako kwadraciki jakies. Z wyjatkiem dodania przerw w
paragrafach nic nie zmienilem. Oto on:
O/sąd/
Bez wątpienia proces przeciwko autorom stanu wojennego na czele z
gen. Wojciechem Jaruzelskim jest ważnym aktem w dziejach III
Rzeczpospolitej.
Wykracza on poza ramy normalnego procesu karnego, o co tak bardzo
zabiegają zwłaszcza oskarżeni. Dla mnie osobiście stanowi kontynuację
dramatycznych zmagań pomiędzy epigonami PRL-u a Solidarnością.
Nie sposób w tej sprawie stać z boku, choć wolałbym występować u boku
kolegów z „Krajówki”. Mimo obaw jestem wdzięczny IPN-owi za spełnienie
ustawowej powinności w tej jakże ważnej myślę, że nie tylko dla mojego
pokolenia, sprawie.
Dotychczas na łamach prasy i innych mediach wypowiedziało się wiele
znakomitych osób z „ablowego pokolenia”, chcących dać wyraz swej
wielkoduszności. Ja nie opowiadam się za żadną z nich. Uważam nawet, iż
niektóre z wypowiedzi można poczytywać za zawierające sugestie dla sądu.
Stanowczo odrzucam oskarżenia gen. Jaruzelskiego o polityczne zamówienie
procesu dowodząc, iż to nie pierwsza próba postawienia przed sądem
członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Na pewno pierwsza, jeśli
chodzi o kompetencje, bowiem wydarta politykom i oddana pod jurysdykcję
suwerennych sądów. Zgadzam się jednak z tymi głosami, które przemawiały
za postawieniem przed Trybunałem Stanu, gdyż materia z jaką będzie
musiał zmierzyć się sąd powszechny jest chyba zbyt obszerna dla kodeksu
karnego. Niemniej dobrze się stało, iż to właśnie niezależny sąd - z
właściwą sądom skrupulatnością - dokona ustalenia stanu faktycznego i
oceny prawnej zdarzeń, jakie miały miejsce w latach 1980-1981 i później.
Ze swej strony traktuję proces raczej jako osąd nad tym co się wtedy
wydarzyło, dlatego nie przyłączam się również do osób, które widziałyby
oskarżonych w kajdankach i za kratami.
A wydarzyło się wtedy wiele. Stan wojenny made in PRL był czymś więcej
niż zamachem stanu w Ameryce Południowej lub w Afryce, gdzie dowódcy
wyciągają swoje oddziały z koszar, czasem strzelają, a na ogół
uzgadniają siłę ognia i wyznaczają nowego dyktatora, zaś życie
społeczeństw poza garnizonami i budynkami rządowymi nie ulega istotnej
zmianie. Mocą decyzji WRON sparaliżowano całe życie w Polsce. Lokatorami
wcześniej przygotowanych więzień stali się nie tylko działacze związkowi
i społeczni, ale zwykli, przypadkowi obywatele, choćby ten, który chciał
się dowiedzieć w Grand Hotelu o narodzinach pierworodnego. Godzina
policyjna, kontrolowane rozmowy, lufy czołgów wymierzone w
przechodniów..... Wreszcie śmiertelne ofiary. Żadni ekstremiści pokroju
Gwiazdy czy Rulewskiego, czystej krwi robotnicy.
To świadczy Panie Generale Jaruzelski, że w kraju „coś się wydarzyło”.
W kraju komunistycznym, to była rewolucja wywracająca większość zasad
ludowładztwa, tak często podkreślanego w konstytucji i innych aktach
prawnych. Przewodnia rola partii, o którą w 1981 roku bił się Pan z nami
/wtedy ustąpiliśmy/ zastąpiona została batalionami wojska, ZOMO i
mrowiskami tajniaków.
A to wymaga o/sądu/...
Nie unikajmy go. Dziś wiadomo: w procesie WRON nie o wyrok chodzi, ani o
konfiskatę majątków, nawet paragrafy są łagodniejsze niż te, które
(minimum 10 lat więzienia) postawiono 16 czołowym działaczom
„Solidarności” i KOR. Zaś dzisiejsze demokratyczne procedury
umożliwiają różne linie obrony. W tak poważnym procesie odpowiadają z
wolnej stopy.
Ta sama procedura daje Panu możliwość postawienia swoich dwóch
najważniejszych tez obrony: o działaniu w stanie wyższej konieczności,
związanym z domniemaną interwencją radziecką i o obronie kraju przed
katastrofą wewnętrzną, wynikającą ze stanu konfrontacji władzy z
„Solidarnością”.
Racje „Solidarności” są znane, choć na ogół artykułowane za
pośrednictwem krótkich wywiadów. Racje przeciwników procesu niby też
znane, ale jakże głęboko i obszernie przedstawiane i uzasadniane.
Za przykłady przedstawienia tych racji mogą służyć wywiad z marszałkiem
Senatu Bogdanem Borusewiczem i artykuł prof. Jerzego Jedlickiego.
Brakuje mi wypowiedzi ówczesnych związkowych decydentów, czyli działaczy
Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.
W 1981 roku należałem do ścisłego, ale przecież otwartego dla opinii
publicznej grona działaczy, których wtedy pan Jaruzelski określał jako
faszystów. Dziś mówi tylko o ich wysokim temperamencie.
Zarówno wtedy jak i dziś ocena gen. Jaruzelskiego oraz jego kompanii
pozostaje dla mnie niezmienna – pełna dumy i odwagi straż tylna PRL z
wszelkimi jej ułomnościami ustrojowymi, nadlojalna wobec ZSRR. Ludzie z
osiągnięciami, inteligentni, odważni, jednak nie na tyle, by podważać
obowiązujący porządek mimo jego oczywistego przemijania.
A że przemijał świadczy fakt, iż po czterdziestu latach budowy
socjalizmu w PRL, a sześćdziesięciu w Rosji nie umiano wyprodukować
rurek. Pękały przy montażu w rowerach, strzelały w reaktorach
Czarnobyla. Na wschód od Łaby toczyła się nieustanna walko o wyżywienie
narodu.
Tak, to było podstawą naszych kalkulacji i negocjacji z kolejnymi
rządami, w tym pod kierownictwem gen. Jaruzelskiego. Panowała powszechna
niezgoda na stetryczały socjalizm, konserwowany przez skorumpowane
struktury partyjne.
Zamiast ogłaszać stan wojenny w państwie, należało ogłosić stan wojenny
w partii. Ale to wymagało wielkiej odwagi.
Nie podzielam argumentów usprawiedliwiających wprowadzenie stanu
wojennego przytaczanych w ślad za Wojciechem Jaruzelskim przez moich
sławnych kolegów ze szlaku solidarnościowego red. Waldemara Kuczyńskiego
i prof. Jerzego Jedlickiego i pozwolę sobie na przedstawienie całkiem
przeciwnych.
A więc zagrożenie interwencją wojsk radzieckich i innych sojuszniczych.
W tamtej sytuacji zgadzam się, iż wbrew oficjalnej propagandzie ZSRR nie
był państwem pokojowym. Trzeba przyjąć domniemanie, że korzystał z
jałtańskich gwarancji ze strony państw zachodnich i nie uważał przemian
zachodzących w Polsce za naruszenie owego porządku. Należy jednocześnie
jednak przypomnieć, że największe komunistyczne imperium miało wówczas
problemy głównie właśnie ze względu na swoją rozdętą mocarstwowość.
Konfrontacja u granic Chin, wojna w Afganistanie, Nikaragua i Liban
podkopywały jego ekonomiczną skuteczność.
Do tego Ronald Reagan dorzucił pokerowe „sprawdzam”, na które brak było
adekwatnej odpowiedzi. W Solidarności nikt wówczas nie kwestionował
interesów ZSRR w Europie. Ze wszystkich strajków wyłączano zakłady
zbrojeniowe oraz linie transportowe. Byli wśród nas nawet tacy, którzy
chcieli gwarantować realizację tych interesów, ponieważ partia traciła
na wiarygodności.
Większość obrońców tezy o nieuchronności wkroczenia wojsk radzieckich
powołuje się na krwawe interwencje na Węgrzech i w Czechosłowacji.
Jakże to inne sytuacje. W 1956 roku Zachód zajęty był odbijaniem Kanału
Sueskiego, a Węgry były krajem granicznym. Podobnie sprawa ma się z
CSRS. Cały Zachód absorbowała wówczas wojna izraelska. W obu tych
przypadkach miało miejsce przejmowanie władzy przez narodowe ekipy
komunistyczne, czemu Rosjanie byli zdecydowanie przeciwni.
W Solidarności nikt nawet nie marzył o przejmowaniu władzy. Dowód ex
post - w momencie, gdy w 1989 r. leżała na ulicy to Bujak, Frasyniuk,
Gwiazda, Palka i Wałęsa kontynuowali dzieło odbudowy Solidarności.
I wreszcie koronny argument. Spolegliwość Solidarności można było
osiągnąć gazowo-naftowym kurkiem, czego do końca 1981 roku ZSRR się
jednak wystrzegał. Może miał w ręku inne warianty i... może
prokuratorzy IPN mają rację, iż wiadomym było władzom Związku
Radzieckiego, iż kwestię „Solidarności” Polska rozwiąże sama. Są
przecież pośrednie dowody na to, że już w marcu 1981 r. powstała myśl o
wprowadzeniu stanu wojennego.
Mówiąc o faktach nie sposób pominąć i tego, że w trakcie 16 miesięcznych
zmagań nie zauważyliśmy widocznej, skierowanej w stosunku do nas
ingerencji. A rzeczywiście było kilka powodów. Sami ich
dostarczaliśmy. Choćby osławione gazetki z misiem Breżniewem, i co nie
powinno się zdarzyć, ale zdarzało się - profanacje grobów żołnierzy
Armii Czerwonej, czy nawet niektóre moje, niekoniecznie pokojowe,
wypowiedzi.
Zgodziłbym się z Bogdanem Borusewiczem, że w przypadku nieudanego stanu
wojennego interwencja Rosjan byłaby nieunikniona. Zatem to stan wojenny
stwarzał zagrożenie interwencją radziecką.
Działanie w stanie wyższej konieczności.
Ekipa WRON przywołuje parę argumentów: gospodarcze jak spadek produkcji,
zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego wobec nadchodzącej zimy, z
innych przywołuje zapowiedź demonstracji w Warszawie, odrzucenie przez
„Solidarność” propozycji powołania rady porozumienia, konfrontacyjne
głosy z obrad ostatniej KK. Tak więc po prawie 27 latach „Solidarność”
ponownie znalazła się na ławie oskarżonych.
Ustosunkowując się do przedstawionych wyżej tez obrony stanowczo
odrzucam tę o postawie konfrontacyjnej członków Komisji Krajowej. Byłem
autorem ostatniej uchwały, w sprawie przeprowadzenia referendum
dotyczącego reformy samorządowej, czyli zmiany dotychczasowych zasad
funkcjonowania rad narodowych. Przy czym reforma miała być rozłożona w
czasie, bo do marca 1982 r.
Zgadzam się z tymi, którzy w sytuacji gospodarczej dopatrywali się
głównego zagrożenia dla bytu narodowego zważywszy, że ZSRR nie kwapił
się wziąć nas na wyżerkę. Ale przypomnę, że strajki, aczkolwiek liczne
były jednak krótkotrwałe i przeprowadzane z troską o zachowanie
ciągłości produkcji. Natomiast planowana demonstracja w Warszawie nie
cieszyła się frontowym uznaniem Związku.
Skąd więc teza o konfrontacyjnej postawie działaczy „Solidarności”.
Jestem w stanie wykazać, iż działacze związkowi wcale nie dążyli do
konfrontacji.
Ale o tym dzisiejsi podsądni milczą.
A były trzy takie przełomy, które wskazywały na odwilż w kontaktach z
władzami.
Pierwszy to ciepłe przyjęcie gen. Jaruzelskiego na stanowisko premiera i
przychylność wobec apelu o „90 dni spokoju”.
Drugi to podjecie negocjacji nad pakietem stabilizacyjnym i wreszcie trzeci:
Reforma gospodarcza „ 3 S” .
Historia, którą wielu z nas przeżywało pamięta, że 90 dni spokoju
zrujnowano tzw. prowokacją bydgoską, za którą odpowiedzialność wziął
Mieczysław F. Rakowski. Najbliżej była reforma gospodarcza, w której
nawiasem mówiąc władza walczyła o prawo do dyrektorskich stołków.
Za to ze strony Solidarności i nie tylko, widoczne były elementy
gospodarskiej troski. Choćby apel o fedrunek węgla w trakcie 8 wolnych
sobót, blokada branżowych gier płacowych. Nade wszystko była propozycja
globalna, autorstwa prof. Bronisława Geremka Rzeczpospolita Samorządna
uchwalona na I Zjeździe Solidarności. Do dziś kopana przez oskarżonych
jako druk kontrrewolucyjny. A tam aż pachniało od kompromisu, żeby nie
posądzać o socjalizm z ludzką twarzą. Bałem się wówczas, że idziemy na
kolejny eksperyment z blamażem Solidarności w tle.
Już tylko z obowiązku zapytam, kto w tym czasie judził w mediach,
opłacał prowokacyjne fałszywki Samitowskiego i straszył tworzonymi
rzekomo listami proskrypcyjnymi na funkcjonariuszy MO. Może i Olszewski
i Grabski. Jeśli tak, to należało tym bardziej dokonać stanu wojennego w
partii.
Generał czyta w myślach i słowach Breżniewa. Jednak bez szczególnej
wyobraźni obserwował za sprawą śledzących nas J. Urbana, K.T.
Toeplitza i J. Górnickiego, że kilkumilionowy demokratyczny związek,
mimo autorytetu Wałęsy i innych działaczy nie mógł dokonywać zwrotów
przynależnych partiom. Tropiące nas komanda znały nastroje na Śląsku,
potwierdzone zresztą stanem wojennym. Wiedziano, że nawet wspomniany
Wałęsa dokonując zwrotu, musi liczyć się z wywrotką. Zwłaszcza w
październiku 1981 r., gdy generał, premier i I sekretarz KC PZPR
Wojciech Jaruzelski proponował mu udział w radzie porozumienia na równi
z przefarbowanymi związkami zawodowymi, oczywiście przy niezmiennym
zachowaniu kierowniczej roli partii. Ryzyko podziału Solidarności i jego
zatrata, które rysowały się po Bydgoskim Marcu 1981 nie były tylko
wewnętrzną sprawą związku...
Zdaniem wielu mogły wówczas w konsekwencji oznaczać likwidację gwaranta
reform, bez przeprowadzenia których Polska jeszcze bardziej
uzależniałaby się od ZSRR. Późniejsze wydarzenia, postępująca recesja
gospodarcza i wreszcie obrady Okrągłego Stołu potwierdziły słuszność
tamtego przekonania.
Stan wojenny nie był nieunikniony. Związek wprawdzie krytykował, nawet
burzył martwe struktury, ale nie stronił od rozmów. Nawet tacy
ekstremiści jak Gwiazda, Słowik, Rulewski podpisali się pod wszystkimi
porozumieniami. Osobiście, w Radomiu proponowałem PZPR 49 % mandatów
poselskich, podczas gdy robotnicy nie dawali żadnego. Potwierdziło się
to w wyborach w 1989.
W Warszawie toczy się o/sąd/. Generał Jaruzelski wykonał odważny krok.
Nie uchyla się od wypowiedzi i odpowiedzi. Ale czy stać go na więcej?
Czy Polsce nie należy się coś więcej niż służbowe sprawozdanie ?
Jan Rulewski
Bydgoszcz, 31.10.2008
Jan Rulewski, obecnie senator
W 1964 roku podchorąży Wojskowej Akademii Technicznej,
Za odmowę udziału w wyborach relegowany z uczelni z wilczym biletem.
W tym czasie gen. W. Jaruzelski był wiceministrem Obrony Narodowej
A tu jest moja odpowiedz;
Rulewskiemu contra
Rulewski pisze: “Stan Wojenny nie byl nieunikniony”
Zakladam Liberum Veto: Stan Wojenny ocalil Polske przed straszliwa tragedia.
W dalszej perspektywie pozwolil na bezkrwawa rewolucje, na nieslychanie
szybkie i w miare bezbolesne zmiany w kraju i tej czesci swiata. Czyli
wiec zamiast ciagac Generala Jaruzelskiego po sadach, naigrawac sie nad
starym czlowiekiem gdy on przeciez moglby trzymac wladze do dzis
zelazna piescia niczym jakis Francisco Franco, Caudillo de Espagna,
pochylmy zamiast tego glowy w zadumie.
Pomyslmy historycznie i powiedzmy: dziekujemy Ci, Generale. Dziekujemy
Ci za to, zes nas ocalil przed soba samymi. Przed zemsta motlochu nad
naszymi owczesnymi wladcami- czyli zachowal tradycje Rzeczypospolitej
bez stosow. Ocaliles tez nas przed nastepnym krokiem w owym panopticum
Europy wschodniej: odwetem czerwonych elit na pokonanych klasach
buntownikow- a ze owych zbuntowanych bylo 10 milionow to i odwet
musialby by byc straszny. Nade wszystko dzieki Ci, Generale, zes nie
dopuscil poprzez dzialania zapobiegawcze do rzeczy najgorszej:
wojskowej interwencji sowieckiej, powszechnego zrywu powstanczego w
Polsce i nastepnej porazki, jaka musialaby niechybnie nastapic.
Przypomne, ze zryw powstanczy w Listopadzie 1831r, w Styczniu 1863
narod nad Wisla musial okupic strata jednej generacji a zryw Powstania
Warszawskiego w 1944r do dzis odbija sie bolesna luka w substancji
intelektualnej Polski. Kto dzis zareczy, ze jakis brezniewowski sowiecki
marszalek, jakis nowy Murawiew-Wieszatiel, nie urzadzilby elitom
solidarnosciowym krwawej lazni, jakiegos nowego Katynia?
Rulewski pisze : ‘’Mówiąc o faktach nie sposób pominąć i tego, że w
trakcie 16 miesięcznych zmagań nie zauważyliśmy widocznej, skierowanej w
stosunku do nas ingerencji”. Jestem tym stwierdzeniem zaszokowany bo
ja zylem widocznie w innym swiecie.
Pamietam doskonale owe niekonczace sie manewry wojskowe na terytorium
Polski „bratnich armii”, cwiczenia sztabowe, jazgot polskojezyczny Radia
Moskwa z samym Rulewskim na celowniku jako jednym z glownych wrogow do
ewentualnego odstrzalu.
I tutaj nie ma zadnego znaczenia, ze jak sam tlumaczy, kierownictwo
Solidarnosci wykonywalo pojednawcze gesty. Logika wydarzen byla
nieublagana: narod polski wyrwany spod kontroli mono-partii wytworzyl
proznie polityczna. Natura leka sie prozni. Ta proznia musiala byc czyms
zapelniona. Przywodcy Solidarnosci musieli stanac na czele ruchu
przechwytujacego wladze w panstwie albo ustapic innym, bardziej
oszolomionym niespotykana dotad wolnoscia, dzialaczom. Inaczej zostaliby
zadeptani poprzez tlum ciagnacy na czerwona Bastylie. Logicznie rzecz
biorac Rulewski, Slowik, Bujak, Frasyniuk i inni, przechwytywali wladze
w panstwie.
Czy sami tego chcieli czy tez nie.
Nowy Murawiew-Wieszatiel, nowy Andrei Wyszynski, znalazlby dosyc
argumentow w sadzie aby tych pokonanych dzialaczy powiesic. A ze tak sie
nie stalo- wszak wygrana silowa Sowietow i ich lokalnych polskich
klientow w roku 1981 w Polsce nie ulega dla mnie watpliwosci- zasluguje
na odnotowanie i chociazby pare slow wdziecznosci ze strony Jana
Rulewskiego.
Musze sie zgodzic w jednym z Rulewskim: Stan Wojenny to ostateczna
kompromitacja komunistycznego rezymu w Polsce. Jego koncowa faza. Po 13
Grudnia 1981 roku tylko slepy nie mogl dostrzec, ze wojskowa junta
zdolala co jedynie przyhamowac procesy spoleczne zachodzace w krajach
tej formacji politycznej. Ale nie byla w stanie im zapobiec i odwrocic.
Geniusz historyczny Generala Jaruzelskiego polegal na tym, ze ow
dyktator rozumial, ze 1981r to nie mogl byc rok przelomu. Ze igranie z
sowieckim niedzwiedziem zelaznej gerontokracji Brezniewa, Suslowa,
Andropowa- moglo sie tragicznie skonczyc. 7 lub 8 lat pozniej sytuacja
byla juz diametralnie inna i General przed naporem Historii bezkrwawo
ustapil.
Czy Jaruzelski mogl postapic inaczej? Mogl, jak najbardziej. Mogl
przeciez kazac rozdac bron Solidaruchom i ladnie zginac gdzies na
barykadzie. Zachod zacieralby
lapki a Polska zyskala by znowu krwia ociekajaca karte w swych dziejach.
Jakie moglyby byc wtedy ofiary? Niewyobrazalnie wysokie. Ale moge tu
wyliczyc, per analogiam, ile ludzi trzeba by bylo wymordowac w
stlumieniu powstania rekami wlasnymi soladateski polskiej.
Wegry Kadara po 1956- bodajze 1 tys wykonanych wyrokow smierci.
Chile Pinocheta- okolo 2 tys lewicowcow rozstrzelanych bez sadu,
wrzuconych do morza po uprzednim podaniu srodkow oszolamiajacych lub tez
zwyczajnie storturowanuch na smierc.
Hiszpania za caudillo Francisco Franco: dziesiatki tysiecy republikanow.
Rosja boleszewicka po puczu Lenia: strach o tym nawet myslec. Po prostu
miliony.
Biorac rozmiar kraju i jego maksymalne zrewoltowanie, wydaje mi sie ze
skuteczna pacyfikacja Polski silami obcymi i silami wlasnej ubecji,
mogla sie dokonac ze strata 20- 30 tys zabitych i rannych i jakies 20
razy tyle ludzi dlugoterminowo uwiezionych/zeslanych na Syberie. Ze tak
sie nie stalo- czy nie nalezy byc dzisiaj wdziecznym Generalowi
Jaruzelskiemu? Wszak sam Jozef Pilsudski wynoszony dzis na pomniki w
swoim Zamachu Majowym 1926r spowodowal smierc przeszlo 300 osob. Nie
mowiac juz o Gen.Zagorskim i innych dyskretnie pomijanych morderstwach
przypisywanych owemu nowemu patronowi Polski.
Generale Jaruzelski. Jestes postacia tragiczna, jak wiele w dziejach
tego kraju.
Ale Rzeczpospolita Polska to ty sam przeciez jestes, Szlachcic herbu
Slepowron, sol tej ziemi od stuleci. I bez wzgledu na to co ci kazala
mowic potrzeba chwili, zachowales sie jak na polskiego szlachcica przystalo.
Nie dopusciles do nowej Nocy Sw Bartlomieja.
Nie pozwoliles Wojsku Polskiemu skalac swych rak krwia wspolobywateli.
Nie sprowadziles na kraj bagnetow sowieckich niczym jakis nowy
Targowiczanin.
I za to ja, twoj wiezien polityczny w 1968-69, byly podchorazy WAM,
Ci dziekuje.
Krzysztof R Robak
26th November 2008
Od 1 do 4 grudnia 1981 r. w Moskwie odbywało się posiedzenie Komitetu Ministrów Obrony państw-stron Układu Warszawskiego. Niespodziewanie na prośbę reprezentantów PRL zaproponowano przyjęcie komunikatu wyrażającego zaniepokojenie sytuacją w Polsce i wyrażającego potrzebę "podjęcia odpowiednich kroków w celu zapewnienia bezpieczeństwa wspólnoty socjalistycznej". Zdaniem strony polskiej stanowić to miało "wsparcie dla komunistów i sił patriotycznych, które chcą bronić socjalistycznego państwa, a jednocześnie ostrzeżenie dla sił kontrrewolucyjnych".
Propozycja została odrzucona (podobnie jak jej łagodniejszy wariant) po sprzeciwie delegacji rumuńskiej i węgierskiej. Wydarzenie to dowodzi, że już w 1981 r. gen. Jaruzelski pragnął wykorzystać rzekome zagrożenie interwencją wojsk Układu Warszawskiego dla usprawiedliwienia stanu wojennego. Przyjęcie komunikatu przydałoby jego poczynaniom wiarygodności.
Niepowodzenie nie zniechęciło gen. Jaruzelskiego. 8 i 9 grudnia 1981 r. spotkał się on kolejno z marszałkiem Kulikowem i sowieckim wicepremierem Bajbakowem, którym przedstawił żądania dotyczące udzielenia wsparcia militarnego oraz gospodarczego. Miało to być warunkiem wprowadzenia stanu wojennego (co ciekawe, stronie sowieckiej najwyraźniej nie przekazano jeszcze dokładnego terminu tej operacji).
10 grudnia o żądaniach debatowano na posiedzeniu Biura Politycznego KC KPZR. O ile kwestia pomocy ekonomicznej nie wywołała kontrowersji, o tyle emocje wzbudziło drugie żądanie Jaruzelskiego. Potraktowano je najwyraźniej jako próbę odroczenia rozprawy z opozycją.
Najbardziej jednoznacznie wypowiedział się Andropow: "Nie możemy ryzykować. Nie zamierzamy wprowadzać wojsk do Polski. Jest to słuszne stanowisko i musimy się go trzymać do końca. Nie wiem, jak rozwinie się sprawa z Polską, ale jeśli nawet Polska będzie pod władzą "Solidarności", to będzie to tylko tyle. A jeśli na Związek Radziecki rzucą się kraje kapitalistyczne, a oni już mają odpowiednie uzgodnienia o różnego rodzaju sankcjach ekonomicznych i politycznych, to dla nas będzie to bardzo ciężkie. Powinniśmy przejawiać troskę o nasz kraj, o umacnianie Związku Radzieckiego. To jest nasza główna linia". Apelował o zrobienie "czegoś" w celu zabezpieczenia tranzytowych linii komunikacyjnych.