SONG O CISZY
Wy mnie sluchacie, a ja
Spiewam tekst z muzyka
Taka konwencja, taki moment
Wiec tak jest
Zaufalismy obyczajom i nawykom
Juz nie pytamy
Czy w tym wszystkim jakis sens
A ja spiewac dzisiaj chce w obronie ciszy
Choc wiem nie pora, nie miejsce i nie czas
Bo gdy sie milczy, milczy, milczy
To apetyt rosnie wilczy
Na poezje
Co byc moze drzemie w nas
Przeciez juz dosyc mamy
Huku i jazgotu
Ale gdy cicho to zle
I glupio nam
Jakby sie zepsul zycia niezawodny motor
Cos nie w porzadku
Jakbys byl juz nie ten sam
Cisza zaglusza, sam juz nie wiesz jaki jestes
Wiec szybko wlaczasz wszystko co pod reka masz
A gdy sie milczy, milczy, milczy
To apetyt rosnie wilczy
Na poezje
Co byc moze drzemie w nas
Gdy kiedys lomot nagle umrze w dyskotekach
Do siebie nam dalej bedzie niz do gwiazd
Zanim cos powiesz tak jak czlowiek do czlowieka
Cisza zgruchocze i wykrwawi wszystkich nas
Dlatego uczmy sie ciszy i milczenia
To siostry mysli, swiadomosci przednia straz
Bo gdy sie milczy, milczy, milczy
To apetyt rosnie wilczy
Na poezje
Co byc moze drzemie w nas.
http://szwarcman.blog.polityka.pl/?p=118
Harry_potem pisze:
2008-03-08 o godz. 05:26
Milo sie czyta to, co gospodyni tego blogu dedykuje do.. hmm rozwazan,
dyskusji czy. zastanowienia.
Pierwszy raz tu zagladnalem i - jako ze uwielbiam muze - Autorki wspomnienia
mnie tknely. Nie! - nie gram na niczym (poza radiem) - ale muzyka,
dzwieki. - towarzysza mi od zawsze. Pamietam.
Bylem glutem, pod opieka dziadkow. Zawsze, gdy tylko nadazala sie okazja,
przystawalem przed ich olbrzymim zegarem, dostrzegajac w nim przyjacielska
dusze, bo zegar nigdy nie milczal i prawie zawsze dobiegaly z jego wnetrza
jakies odglosy. Spokojnie poswistywal, tykal, chrobotal trybami tajemniczych
kol, sapal, jeczal i wzdychal, jakby jego wnetrznosci z trudem trawily
mijajace godziny.
- Gdy zapadala ciemnosc, jego flegmatyczne ruchy stawaly sie dla mnie
pociecha. Dopoki ten staruszek stal na strazy, nic zlego nie moglo sie
zdarzyc. Nawet w nocy, slychac bylo szmery i przytlumione halasy, nad ktore
wyrywal sie czasami jek spiacego kota pod piecem.
Spoczynek, prawie nigdy nie jest calkowity. Podobnie jak sen nocny w
koszarowej sypialni, pelnej dzwiekow, urywanego kaszlu, chrapania,
mamrotanych przez sen przeklenstw, popierdywania i mamrotania.
Cisza, sprawia przyjemnosc, jesli jest wynikiem swiadomego wyboru. "Spiewaj
mi ciszy wybrana" - pisal Hopkins - swietujac rozkosze religijnego
odosobnienia.
- Jednak klasztor, moze tez byc miejscem dosc halasliwym; nieustanny trzask
zamykanych drzwi, tupot chodakow po drewnianych podlogach ciagnacych sie w
nieskonczonosc korytarzy, brzek naczyn kuchennych w porach posilkow.
Jako ze slowo pisane tez jest swego rodzaju dzwiekiem. Zatruwanie pisanym
halasem jest bardziej niebezpieczne dla zdrowia fizycznego i psychicznego
niz wiekszosc zanieczyszczen chemicznych.
Pamietam o tym!
Kazdy potrafi wymienic wlasna litanie znienawidzonych halasow; warkot
samochodu, jek mechanicznych tartacznych pil, wrzask kocurow i wron,
bzyczenie komarow, ryk motocykli bez tlumikow oraz wszelkiego rodzaju
mlodziezowej muzyki.
http://szwarcman.blog.polityka.pl/?p=118
Ps. Pogrzeb debilny staruchu na blogu Passenta a znajdziesz i moje
zdjecie.
Ps 2. jesli trafisz gdzies na INecie - procz Harrego_potem
brata_Pita... - wiedz durny debilu ze to ta sama OSOBA - jaka sie
kreuje debilny staruchu.
Pamietaj namolna, zwapniala kurwo!
On Nov 23, 12:44 am, "McCorkindale" <mccorkind...@virgin.net> wrote: