Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

O szantazu, zgorszeniu i o swietym spokoju

0 views
Skip to first unread message

brat_olin

unread,
Dec 15, 2009, 6:04:43 AM12/15/09
to
Polecam lekture, bo autor to pierwsza dycha Pior III RP (ale
i IV RP)! Z jednego z moich ulubionych blogow:
http://toyah.salon24.pl/144363,o-szantazu-o-zgorszeniu-i-o-swietym-spokoju

O szantazu, o zgorszeniu i o swietym spokoju

Kiedy najpierw planowalem, a p�zniej juz pisalem tekst, w kt�rym
sparodiowalem przyszle - tak jak je sobie moglem wyobrazac - obroncze
tyrady adwokat�w na rzecz tego, co stalo sie udzialem Krzysztofa
Piesiewicza, bylem przekonany, ze trafiam w samo sedno. Ze tak wlasnie to
bedzie wygladalo. Ze ten glos bedzie powszechny i wlasnie taki. Ze za
Krzysztofem Piesiewiczem i jego upadkiem podniesie sie wrzawa r�wnie piekna,
kwiecista i pelna emocji, co czarna jak noc, kompletnie pusta i
niemerytoryczna. Wiedzialem cos jeszcze. To mianowicie, ze na samym poczatku
tej nauki, kt�ra juz za chwile do nas dotrze, stac bedzie wylacznie
nienawisc do PiS-u. Ta nienawisc, kt�ra przez ostatnie cztery lata stala sie
nieodlaczna czescia polskiej przestrzeni publicznej, tak jak sa nia
niedzielne zakupy, Taniec z gwiazdami, bankowe kredyty, duze telewizory, czy
przygotowania do Euro 2012.

Miniony weekend troche potwierdzil moje przypuszczenia.. W ramach
rodzinnej wizyty spotkalismy sie z czlowiekiem nam bliskim w kazdym
wymiarze. A wiec z kims, kto cale zycie przepracowal uczciwie, w milosci do
Boga i szacunku do drugiego czlowieka. Kims, kogo zycie nie ucierpialo ani
od szczeg�lnie ciezkich upadk�w, ani nie zakwitlo szczeg�lnie
spektakularnymi osiagnieciami. Zwykly czlowiek, ze zwyklymi zaletami i
jeszcze bardziej zwyklymi wadami, taki jak my i wielu tych, kt�rych
spotykamy na co dzien. Jednoczesnie ktos, kto przez ostatnie cztery lata
pozwolil by jego codzienne emocje zdominowala nienawisc do PiS-u. Zimna,
kompletnie irracjonalna, niewzruszona nienawisc. A wiec i tu - ktos
calkowicie z naszego swiata. I oto podczas rozmowy na temat ciastek, pogody
i wysokich czynsz�w, pojawily sie dwa mocne stwierdzenia: pierwsze to takie,
ze on przede wszystkim nie za bardzo wie, o co chodzi z tym Piesiewiczem i
ze, cokolwiek by tam sie nie dzialo, Kaczynski (obojetnie kt�ry) jest pod
wzgledem moralnym bez por�wnania bardziej zepsuty.

Kiedy uslyszalem to co uslyszalem, pomyslalem sobie oczywiscie
natychmiast, ze nie ulega watpliwosci, ze gdyby to co sie przydarzylo
Piesiewiczowi, spotkalo na przyklad Przemyslawa Gosiewskiego, ten nasz syn,
brat, maz, wujek, ojciec, dziadek - powtarzam, w calym swym zyciu dokladnie
taki jak my - doskonale by wiedzial, o co chodzi. Wiedzialby z najmniejszymi
szczeg�lami, co sie wydarzylo i co wazniejsze, wiedzialby swietnie, co o tym
wszystkim myslec. No i - naturalnie - nie musialby juz szukac wiekszego zla.
Pomyslalem sobie tez natychmiast, ze skoro on nie wie i wiedziec nie chce,
to znaczna czesc spoleczenstwa r�wniez nie wie, i wiedziec nie chce. A to
dlatego prawdopodobnie, ze komus bardzo skutecznie zalezy na tym, zeby oni
nie wiedzieli i wiedziec nie chcieli. Bo jesli ma triumfowac zlo, to lepiej
zeby to byla ta znana nam swietnie nienawisc, a nie cos co tylko stworzy
niepotrzebne dylematy.

I wczoraj nagle, wydarzylo sie cos, co pokazalo mi, ze owszem, PiS bedzie
tu, juz do konca tej sprawy, znal swoje miejsce, ale ze sa rzeczy znacznie
wazniejsze niz tylko czarne emocje. Do wieczornego Szkla
kontaktowegozadzwonil "pan Marek z Warszawy" i powiedzial, ze jemu bardzo
nie podoba sie to, co zrobil Krzysztof Piesiewicz, i swoje zdanie podbudowal
zwyczajowymi argumentami. I stala sie rzecz niecodzienna. Ot�z
wsp�lprowadzacy z Tomaszem Sianeckim program, Marek Przybylik wyskoczyl na
widza z przyslowiowa morda i praktycznie odebral mu glos. Najpierw zapytal
go, co go w og�le obchodzi, co Piesiewicz robi we wlasnym domu, a potem - i
to jest wlasnie to wydarzenie - zadal kolejne pytanie: "Czy byl pan
kiedykolwiek szantazowany, zeby sie wypowiadac?" Czujny redaktor Sianecki,
nie mniej pewnie poruszony od wielu innych widz�w, wykonal kolejny niezwykly
gest, a mianowicie wyskoczyl z podobna morda na Przybylika i powiedzial mu,
zeby na przyszlosc sie nie odzywal, bo nie on jest od prowadzenia programu.
A kiedy ten zaczal protestowac, to mu dorzucil jeszcze Dulskich z ich
brudami we wlasnym domu, i szczesliwie udalo sie zmienic temat.

A wiec szantaz. O tym, przyznam sie jakos wczesniej nie myslalem. To
znaczy, wiedzialem naturalnie, ze tak tego typu sprawy wygladaja, ze
najpierw jest upadek, p�zniej szantaz, a nastepnie kolejny juz upadek,
dalszy szantaz. i tak dalej, do konca swiata. Ale, kiedy pojawial sie w
moich myslach ten szantaz, jakos wiazalem go z samym Piesiewiczem, a wiec z
bezposrednia ofiara, a nie z kims, kto na razie sie jakos trzyma. Kiedy
myslalem o sprawie Piesiewicza, cala oprawe dla tego zdarzenia stanowil on i
jego sytuacja z jednej strony, i ta nienawisc z drugiej. Szantaz, jako
centrum tego nieszczescia i jego gl�wny motor, nie przyszedl mi do glowy. I
nagle pojawil sie ten nieszczesny Przybylik ze swoim pytaniem: "Czy byl pan
kiedys szantazowany? Czy pan wie, jak to jest, zeby sie madrzyc?" I ta
nerwowa, blyskawiczna reakcja Sianeckiego.

Podobnie jak ten pan Marek z Warszawy, r�wniez nie bylem szantazowany. Ale
domyslam sie jak to jest i mysle, ze to musi byc sytuacja absolutnie nie do
zniesienia. Szantaz musi byc rzecza najstraszniejsza. Dlatego ze z jednej
strony wypelnia zycie strachem i odbiera wolnosc, a z drugiej wciaga
czlowieka jeszcze glebiej w ten strach i w to zniewolenie. Domyslam sie, jak
sie to zaczyna i jak to sie dzieje potem. Kiedy slysze o tym, jak Krzysztof
Piesiewicz jednoczesnie wystepowal publicznie i z powazna mina opowiadal o
etycznym wymiarze zycia, by nastepnie dawac sobie zakladac te sukienki i
placic ciezkie pieniadze, by chociaz zostalo tak jak jest i nie bylo gorzej,
domyslam sie wszystkiego, jesli idzie o potege szantazu. Podobnie jak jeden
pan Marek z Warszawy domyslam sie, i w odr�znieniu od innego pana Marka z
Warszawy, jednak szczesliwie nie mam o tym pojecia.

Szantaz. Kiedy przez Polske przetoczyla sie fala dyskusji o lustracji, �w
szantaz sie tez oczywiscie pojawil. M�wilo sie dosc glosno o tym, ze tu nie
chodzi o czysta moralna odpowiedzialnosc za zlo, kt�re sie kiedys uczynilo,
i o kare za to zlo, ale o to, ze za tym zlem ciagnie sie szantaz, kt�ry jest
tak inny od kazdego naszego, nawet najgorszego wystepku, ze poza tym
szantazem tak naprawde nie liczy sie nic. Ze tak jak za tymi biednymi
dziewczynami kt�rych zdjecia ogladac mozemy z kazdego miejsca na swiecie w
Internecie stoi najzwyklejszy strach i zniewolenie, tak za ta dawna
wsp�lpraca, tym dawnym upokorzeniem i ta zdrada, stoi calkowicie swiezy i
nigdy niekonczacy sie szantaz. M�wilo sie o tym szantazu, ale jednoczesnie -
moze przez to, ze tak trudno jest sobie go przedstawic i zapamietac, a tak
latwo z kolei jest sobie wyobrazic czlowieka, kt�ry raz, czy dwa razy
upada - bardziej myslalem o tym pierwszym momencie i o samym poczatku i
ewentualnie o tych dzisiejszych wykretach, niz o tym wszystkim, co sie caly
czas dzieje gdzies w tle. Widzialem ludzi klamiacych publicznie, publicznie
kompromitujacych najbardziej zwykla ludzka inteligencje i poczucie rozsadku
i zadawalem sobie pytanie - dlaczego? I albo nie wiedzialem, dlaczego, albo
myslalem o zwyklym codziennym upadku. Ten szantaz jakos nigdy nie przyszedl
mi do glowy.

Tez wczoraj, w wieczornej telewizji, Bohdan Rymanowski rozmawial z
arcybiskupem Zycinskim. Biskup siedzial w swojej biskupiej sukni, w
czerwonej piusce na glowie, na tle - ciekawe ze nie krzyza, ani nawet
zdjecia Jana Pawla II - lecz biblioteki z mn�stwem, z pewnoscia bardzo
madrych ksiazek, i opowiadal troche karykaturalnym, ksiezowskim tonem o
krzywdzie, jaka spotkala Krzysztofa Piesiewicza. Sluchalem go, calkowicie
porazony, przez te pietnascie, czy dwadziescia minut, i zadawalem sobie to
pytanie - dlaczego? Przez cala swoja dluga wypowiedz, arcybiskup Zycinski
jednym slowem, jednym, najbardziej skromnym gestem nie pokazal na to zlo, na
to zgorszenie kt�re sie stalo, lecz - wrecz odwrotnie - ku zdumieniu samego
Rymanowskiego, gorszyl sam, w spos�b najbardziej jednoznaczny i bezczelny. A
ja sie pytalem - dlaczego? Patrzylem na Arcybiskupa mojego Kosciola,
sluchalem w oszolomieniu kazdego jego slowa, obserwowalem nawet ten pot na
jego brodzie i myslalem, co za czort? Co za tym stoi? I widzialem wszystko.
I jakis grzech sprzed lat, moze alkohol, moze po prostu polityczne emocje,
moze w og�le emocje, ale jakos - cholera - nie przychodzil mi do glowy ten
strach. A przeciez dzis, gdy patrze na jego twarz, to ten strach w spos�b
jak najbardziej oczywisty tam jest. Tam widac najzwyklejszy, zwierzecy
strach. Ciekawe ze nie pomyslalbym o nim, gdyby nie to jedno zdanie,
wypowiedziane przez Marka Przybylika na temat szantazu niecala godzine
p�zniej.

Bo ma racje Marek Przybylik. On wie, jak to jest. I on i wielu innych. I
wie tez z cala pewnoscia arcybiskup, metropolita lubelski J�zef Zycinski. A
my nie wiemy. Ale jestesmy za to pelni wsp�lczucia i dobrej woli, wiec sie
staramy sie zrozumiec i odtworzyc przebieg klasycznego, starego jak swiat
szantazu. Staramy sie zobaczyc i ten grzech i ten strach i to zgorszenie i
oczywiscie stac nas na to, zeby wreszcie znalezc w sobie to wsp�lczucie.
Widze przed soba twarz arcybiskupa Zycinskiego i odtwarzam w pamieci kazdy
jego gest, jego kazde slowo. I juz nie mam w sobie ani zlosci, ani nawet
zdziwienia. Jedyne czyste, szczere wsp�lczucie. I wreszcie mam spok�j.

--
Smart questions to stupid answers


0 new messages