2009/10/23 bartek <b.kob...@gmail.com>:
> natrafiłem na interesujący artykuł Andiego: http://www.scrumalliance.org/articles/70
Dzięki za dobre słowo.
> W szczególności interesujący dla mnie jest ostatni komentarz Pettera
> Thor. Opisuje on sytuację, gdy po stronie klienta kierownik projektu
> musi starać się o jego finansowanie. W związku z tym potrzebuje
> czegoś, co pomoże mu określić rząd potrzebnej kwoty.
Ja generalnie nie widzę nic złego w oszacowywaniu wielkości projektu
jako takiej, w długofalowym planowaniu i tak dalej. To są dobre
rzeczy, dopóty, dopóki pamięta się o tem, że oszacowanie to nie
obietnica a plan to nie rzeczywistość. Właśnie mylenie planów z
rzeczywistością i próba ich zamrażania w kontraktach jest źródłem
dużej części zła, o którym pisałem.
Nasze podejście jest takie, że pytanie: ile circa to będzie
kosztować/trwać uważamy za całkowicie uprawnione. Budujemy wspólnie z
klientem i/lub na podstawie dokumentów dostarczonych oszacowanie i
wynikiem tegoż dzielimy się z klientem. Jest zupełnie jasne, że klient
ma konkretny budżet a często i konkretny termin i chce wiedzieć czy
to, co chce zbudować w ogóle się w tym mieści. Jeśli się nie mieści to
może albo pójść gdzie indziej i kupić pikną malowaną obietnicę, że jak
się o-tu podpisze to będzie wszystko cacy (czyli fix bid) albo może
wspólnie z nami się zastanowić co się da zrobić w czasie lub budżecie
jaki mamy do dyspozycji.
Innymi słowy: uważam, że klient ma prawo wymagać oszacowania wielkości
swojego projektu bo ma prawo z grubsza wiedzieć ile to będzie
kosztować i jak długo trwać. Ostatecznie na jakiejś podstawie musi na
przykład zdecydować czy się w to w ogóle bawić w obrębie pieniędzy
jakimi dysponuje, a poza korporacyjnym światem darmowych developerów
rzadko kto ma nieograniczone fundusze na swój projekt.
--
Regards,
Andy
http://www.codesprinters.com/
http://www.andybrandt.net/
Wave to me: akbr...@googlewave.com
2009/10/24 Piotr Gabryanczyk <pio...@gmail.com>:
>
> Opowiem o naszym ostatnim projekcie, nad ktorym pracujemy od lipca:
>
> Klient przyszedl do nas...
Bardzo fajna historia. Tak się właśnie przekonuje klientów do agile.
Jedno pytanie: klient z Polski czy nie?