Zastanowiłem się, z punktu widzenia początkującego trenera, nad
wykorzystaniem metafory podrywu podczas przekazywania wiedzy. Jednak
przypomniałem sobie że do podobnych praktyk, jako uczestnik, odnosiłem
się bez entuzjazmu. Nie jest łatwo uniknąć oskarżenia o seksizm,
molestowanie czy wrażenia, że prezenter ma jakiś poważny brak.
Ale temat jest wart uwagi. Jakie metafory/porównania pracy z
praktykami Agile trafiają/trafiły do Waszego przekonania?
pozdrawiam,
Jacek
On 12 Lis, 09:42, "Tomasz Staniak" <nbw.desi...@gmail.com> wrote:
Myślę, że bardzo efektywna jest metafora leżąca u podstaw nazwy Scrum - wizja napierającego zespołu. Sęk w tym, że efektywna jest po angielsku. W Polsce rugby jest nieznaną egzotyką - ja sam dowiedziałem się w ogóle czegokolwiek na ten temat dopiero kiedy zetknąłem się ze Scrumem i poza tą analogią rugby mnie kompletnie nie interesuje. Dalej zatem szukam takiej metafory "na rynek Polski" - wspólnego napierania zespołu.
W ogóle na szkoleniu w przyszłym tygodniu zamierzam zrobić "grę skojarzeń" z agile - zobaczymy co wyjdzie, może być ciekawie.
Pozdrawiam, Andy
2008/11/12 Jacek Rybicki <jack.rybi...@gmail.com>:
> Zastanowiłem się, z punktu widzenia początkującego trenera, nad > wykorzystaniem metafory podrywu podczas przekazywania wiedzy. Jednak > przypomniałem sobie że do podobnych praktyk, jako uczestnik, odnosiłem > się bez entuzjazmu. Nie jest łatwo uniknąć oskarżenia o seksizm, > molestowanie czy wrażenia, że prezenter ma jakiś poważny brak.
> Ale temat jest wart uwagi. Jakie metafory/porównania pracy z > praktykami Agile trafiają/trafiły do Waszego przekonania?
> pozdrawiam, > Jacek
> On 12 Lis, 09:42, "Tomasz Staniak" <nbw.desi...@gmail.com> wrote: >> Przypomniała mi się dawna seria "webstandards", z (pół)nagimi >> dziewczętami tłumaczącymi atrybuty CSS ;)
>> Teraz wypadałoby zrobić: "zwinne metodyki w praktyce: jak wykorzystać >> user-stories w podrywie"
> Myślę, że bardzo efektywna jest metafora leżąca u podstaw nazwy Scrum > - wizja napierającego zespołu. Sęk w tym, że efektywna jest po > angielsku. W Polsce rugby jest nieznaną egzotyką - ja sam dowiedziałem > się w ogóle czegokolwiek na ten temat dopiero kiedy zetknąłem się ze > Scrumem i poza tą analogią rugby mnie kompletnie nie interesuje. Dalej > zatem szukam takiej metafory "na rynek Polski" - wspólnego napierania > zespołu.
> W ogóle na szkoleniu w przyszłym tygodniu zamierzam zrobić "grę > skojarzeń" z agile - zobaczymy co wyjdzie, może być ciekawie.
Tom DeMarco ma bardzo dobrą metaforę: Drużyna w projekcie (niekoniecznie Agile czy Scrum) jest tak jak drużyna w przeciąganiu liny.
I teraz moje dywagacje wokół metafory: Liczy się nie tylko siła każdego zawodnika, ale także upewnianie się, że ciagnięcie jest cykliczne i że wszycy ciągną w tym samym momenice (co oczywiście generuje szczyty w sile przyłożonej do liny). Ważne jest aby cykl ciągnięcia zgadzał się z cyklem drużyny przeciwnej. Cykl = sprint czy też iteracja. W software przeciwnicy to klienci - wiem że brzmi negatywnie. Bardzo ważne jest aby tak na to nie patrzec i akcentowac ze dana drużyna jest tak dobra, jak dobrzy są przeciwnicy. Nie jest sztuką grac i wygrac ze słabym przeciwnikiem. Droga do doskonałości biegnie poprzez przeciwników, którzy są warci potykania sie z nimi. Również w tej metaforze ważne jest aby wszycy ciągnęli w tym samym kierunku. W software daje nam to komunikacja i ciągłe upewnianie się, że podążamy w jednym, dobrze zdefiniowanym celu (gol sprnitu).
Retrospekcja to rozmowa trenera w szatni po danym meczu. Scrum master to ten członek drużyny, który krzyczy CIĄGNIJ! w ścisle okreslonych momentach.
Najważniejsze jednak z metaforami jest, aby pamiętac, ze metafory "ciekną", czyli że od czasu do czasu metafora nie będzie w stanie wyjaśnic zjawiska, które staramy się metaforą opisac. Podobnie dzieje się z abstrakcjami. Dobry artykuł Joel'a Spolsky'iego o_O o prawie cieknących abstrakcji: http://www.joelonsoftware.com/articles/LeakyAbstractions.html
Z innych względów też nie podoba mi się wizja "krzyczenia w ściśle
określonych momentach". Dla mnie istotą jest komunikacja i to nie z
centrum na peryferia, czy też od jednostki do grupy, ale w całej
grupie.
Tak samo nie mogę zgodzić się z retrospekcją w modelu trener -
zawodnicy. Znów byłaby to komunikacja w jedną stronę. I nikt nie
pomyśli żeby trenerowi zwrócić uwagę na błędy, bo to jest naruszanie
reguł starszeństwa i podległości. A takich reguł nie chciałbym
wprowadzać.
O matko, podważam słowa DeMarco. A może tylko interpretację?
> On 12 Lis, 12:30, "Daniel Drozdzewski" <daniel.drozdzew...@gmail.com> > wrote: >> Tom DeMarco ma bardzo dobrą metaforę: Drużyna w projekcie >> (niekoniecznie Agile czy Scrum) jest tak jak drużyna w przeciąganiu >> liny.
> Z innych względów też nie podoba mi się wizja "krzyczenia w ściśle > określonych momentach". Dla mnie istotą jest komunikacja i to nie z > centrum na peryferia, czy też od jednostki do grupy, ale w całej > grupie. > Tak samo nie mogę zgodzić się z retrospekcją w modelu trener - > zawodnicy. Znów byłaby to komunikacja w jedną stronę. I nikt nie > pomyśli żeby trenerowi zwrócić uwagę na błędy, bo to jest naruszanie > reguł starszeństwa i podległości. A takich reguł nie chciałbym > wprowadzać.
> O matko, podważam słowa DeMarco. A może tylko interpretację?
... tylko interpretację. Efekt Ringelmana o którym wspominasz ma do czynienia z dyfuzją motywacji, a nie brakiem komunikacji. Ponieważ jest to zjawisko psychologiczne, podejrzewam, że zespół deweloperów jak i drużyna ciągnąca linę, podlegną mu czy sie nam podoba czy też nie. Przeciąganie liny jest dyscypliną zespołową i sukces/porażka zależą od pracy indywidualistów w zespole. Co do komunikacji, to w takiej grze zapewne zmysły każdego z uczestników służą do znacznej cześci komunikacji. Widzę, że partner przede mną się pręży w cyklu ciągnij-wyluzyj, więc ja też ciągnę synchronizując się z nim, zaś partner za moimi plecami postępuje dokładnie jak ja. Trzymając linę w garsci też sie czuje o co chodzi. Nie mniej jednak w każdej dobrej orkiestrze dyrygent jest absolutnie niezbędnym ogniwem. A to, że nie można trenerowi konstruktywnie wskazac pomyłek... zależy od drużyny jak i od trenera. Zła drużyna, która nie stara się polepszyc procesu, zły to trener który nie słucha.
W każdej metaforze możemy założyc, ze trener jest gburem i zawsze wie najlepiej. Wcale nie załamuje to metafory, przynajmniej moim zdaniem, wręcz przeciwnie. Zapewne drużyna z trenerem gburem nie jest tak zgrana i dobra druzyna, jak ta, gdzie trener słucha zawodnikow. Co więcej zawodnicy wolą grac w takich drużynach i są znacznie lepiej zgranym zespołem.
...ale tak jak wspomniałem, każda metafora cieknie... wszystko zależy, jak mocno staramy się załatac dziury. W przeciaganiu liny ważne są buty... Jaki ich odpowiednik w zazadzaniu projektami IT? sam widzisz, o co mi chodzi.
<daniel.drozdzew...@gmail.com> wrote:
> ... tylko interpretację.
> Efekt Ringelmana o którym wspominasz ma do czynienia z dyfuzją
> motywacji, a nie brakiem komunikacji. Ponieważ jest to zjawisko
> psychologiczne, podejrzewam, że zespół deweloperów jak i drużyna
> ciągnąca linę, podlegną mu czy sie nam podoba czy też nie.
Podałem to dlatego, że użycie takiej metafory może zostać boleśnie
podważone, co szkodzi całości wykładu.
> Nie mniej jednak w każdej dobrej
> orkiestrze dyrygent jest absolutnie niezbędnym ogniwem.
Tutaj wychodzą nasze odmienne podejścia do zarządzania, prawdopodobnie
spowodowane różnymi warunkami w których pracujemy.
Wywnioskowałem to tylko na podstawie metafor, których używasz, więc
mogę się mylić.
Jest różnica pomiędzy zarządzaniem, a przewodnictwem. Podeprę się
tutaj metaforą Stephena Covey'a: jeżeli ludzie wycinają dżunglę, to
musi być ktoś, kto wdrapuje się na drzewo i sprawdza czy rąbią
właściwy las i musi być ktoś na ziemi, kto pilnuje czy ludzie się nie
przemęczają i czy narzędzia są ostre, ogólnie rozwiązuje doraźne
problemy.
No ale czy warto siedzieć cały czas na drzewie i wrzeszczeć "tak, to
ten las"? Zwracam też uwagę, że ten na ziemi wykonuje funckję
usługową. Dostarcza usługi polegającej na rozwiązywaniu problemów.
Porównania do dyrygenta i trenera rugby są dla mnie sprzeczne z moim
wyobrażeniem pracy w grupie. Jeżeli ludzie przyzwyczają się do tego,
że ktoś nimi dyryguje, to pozbywają się odpowiedzialności za (co
najmniej) wszystko poza ich działką. Zdaję sobie sprawę, że zdolność
do podejmowania decyzji jest niezbędna w grupie. Jednak staram się,
aby taka decyzja nie musiała mieć jednego źródła. Czy wyobrażasz
sobie, że inna osoba w Twojej grupie w naturalny sposób przejmuje
funkcje lidera? Jeżeli jest taka opcja, to aktualny lider nie jest
osamotniony w rozwiązywaniu problemów. Jest szansa, że jeżeli podejmie
nienajlepszą decyzję, to dostanie informację zwrotną, a może nawet
bardziej pasujące rozwiązanie.
Taki poważny temat pod tak niepoważnym tytułem wątku :)
> ...ale tak jak wspomniałem, każda metafora cieknie... wszystko
> zależy, jak mocno staramy się załatac dziury. W przeciaganiu liny
> ważne są buty... Jaki ich odpowiednik w zazadzaniu projektami IT? sam
> widzisz, o co mi chodzi.
Bardzo podoba mi się ta metafora "przeciekania" :) Dzięki za wskazanie
artykułu Joel'a, nie wszystkie jego pomysły czytam i czasem
przepuszczam takie perełki.
A buty? "Powiedz mi z czym kojarzą Ci się buty bandy spoconych facetów
(lub kobiet oczywiście) a powiem Ci kim jesteś" ;)
Buty są czymś co przynosimy ze sobą i na czym musimy polegać. Mogą być
to zatem narzędzia, których używamy, praktyki, które stosujemy. Czy
użycie nowych, dynamicznych, interpretowanych butów da nam lepszą
przyczepność na rynku niż gdy użyjemy chodaków natywnie wbijających
się w podłoże? W co lepiej zainwestować? W nowe buty czy dodatkowe
treningi zespołu? Ależ się przyczepiłem.
Czytam tą dyskusję i mam wrażenie, że metafory traktujecie jako coś więcej niż są. Metafory to po prostu pewne obrazki mające ułatwić przekazanie pewnego mentalnego znaczenia innym. Rozbieranie ich na drobne kawałki i analizowanie w szczegółach nie ma sensu. Metafora to taki mentalny piktogram - zerkasz na niego i wiesz o co chodzi, bez analizowania każdej kreski.
Pozdrawiam, Andy
2008/11/12 Jacek Rybicki <jack.rybi...@gmail.com>:
> On Nov 12, 4:04 pm, "Daniel Drozdzewski" > <daniel.drozdzew...@gmail.com> wrote: >> ... tylko interpretację. >> Efekt Ringelmana o którym wspominasz ma do czynienia z dyfuzją >> motywacji, a nie brakiem komunikacji. Ponieważ jest to zjawisko >> psychologiczne, podejrzewam, że zespół deweloperów jak i drużyna >> ciągnąca linę, podlegną mu czy sie nam podoba czy też nie.
> Podałem to dlatego, że użycie takiej metafory może zostać boleśnie > podważone, co szkodzi całości wykładu.
>> Nie mniej jednak w każdej dobrej >> orkiestrze dyrygent jest absolutnie niezbędnym ogniwem.
> Tutaj wychodzą nasze odmienne podejścia do zarządzania, prawdopodobnie > spowodowane różnymi warunkami w których pracujemy. > Wywnioskowałem to tylko na podstawie metafor, których używasz, więc > mogę się mylić.
> Jest różnica pomiędzy zarządzaniem, a przewodnictwem. Podeprę się > tutaj metaforą Stephena Covey'a: jeżeli ludzie wycinają dżunglę, to > musi być ktoś, kto wdrapuje się na drzewo i sprawdza czy rąbią > właściwy las i musi być ktoś na ziemi, kto pilnuje czy ludzie się nie > przemęczają i czy narzędzia są ostre, ogólnie rozwiązuje doraźne > problemy. > No ale czy warto siedzieć cały czas na drzewie i wrzeszczeć "tak, to > ten las"? Zwracam też uwagę, że ten na ziemi wykonuje funckję > usługową. Dostarcza usługi polegającej na rozwiązywaniu problemów.
> Porównania do dyrygenta i trenera rugby są dla mnie sprzeczne z moim > wyobrażeniem pracy w grupie. Jeżeli ludzie przyzwyczają się do tego, > że ktoś nimi dyryguje, to pozbywają się odpowiedzialności za (co > najmniej) wszystko poza ich działką. Zdaję sobie sprawę, że zdolność > do podejmowania decyzji jest niezbędna w grupie. Jednak staram się, > aby taka decyzja nie musiała mieć jednego źródła. Czy wyobrażasz > sobie, że inna osoba w Twojej grupie w naturalny sposób przejmuje > funkcje lidera? Jeżeli jest taka opcja, to aktualny lider nie jest > osamotniony w rozwiązywaniu problemów. Jest szansa, że jeżeli podejmie > nienajlepszą decyzję, to dostanie informację zwrotną, a może nawet > bardziej pasujące rozwiązanie.
> Taki poważny temat pod tak niepoważnym tytułem wątku :)
>> ...ale tak jak wspomniałem, każda metafora cieknie... wszystko >> zależy, jak mocno staramy się załatac dziury. W przeciaganiu liny >> ważne są buty... Jaki ich odpowiednik w zazadzaniu projektami IT? sam >> widzisz, o co mi chodzi.
> Bardzo podoba mi się ta metafora "przeciekania" :) Dzięki za wskazanie > artykułu Joel'a, nie wszystkie jego pomysły czytam i czasem > przepuszczam takie perełki.
> A buty? "Powiedz mi z czym kojarzą Ci się buty bandy spoconych facetów > (lub kobiet oczywiście) a powiem Ci kim jesteś" ;) > Buty są czymś co przynosimy ze sobą i na czym musimy polegać. Mogą być > to zatem narzędzia, których używamy, praktyki, które stosujemy. Czy > użycie nowych, dynamicznych, interpretowanych butów da nam lepszą > przyczepność na rynku niż gdy użyjemy chodaków natywnie wbijających > się w podłoże? W co lepiej zainwestować? W nowe buty czy dodatkowe > treningi zespołu? Ależ się przyczepiłem.
> Czytam tą dyskusję i mam wrażenie, że metafory traktujecie jako coś > więcej niż są. Metafory to po prostu pewne obrazki mające ułatwić > przekazanie pewnego mentalnego znaczenia innym. Rozbieranie ich na > drobne kawałki i analizowanie w szczegółach nie ma sensu. Metafora to > taki mentalny piktogram - zerkasz na niego i wiesz o co chodzi, bez > analizowania każdej kreski.
> Pozdrawiam, > Andy
Andy,
Masz rację co do brnięcia zbyt głęboko w metafory. Dzięki za zwrócenie uwagi! Dobrze, że ktoś potrafi spojrzec szerzej na sprawy.
> 2008/11/12 Jacek Rybicki <jack.rybi...@gmail.com>:
>> On Nov 12, 4:04 pm, "Daniel Drozdzewski" >> <daniel.drozdzew...@gmail.com> wrote: >>> ... tylko interpretację. >>> Efekt Ringelmana o którym wspominasz ma do czynienia z dyfuzją >>> motywacji, a nie brakiem komunikacji. Ponieważ jest to zjawisko >>> psychologiczne, podejrzewam, że zespół deweloperów jak i drużyna >>> ciągnąca linę, podlegną mu czy sie nam podoba czy też nie.
>> Podałem to dlatego, że użycie takiej metafory może zostać boleśnie >> podważone, co szkodzi całości wykładu.
>>> Nie mniej jednak w każdej dobrej >>> orkiestrze dyrygent jest absolutnie niezbędnym ogniwem.
>> Tutaj wychodzą nasze odmienne podejścia do zarządzania, prawdopodobnie >> spowodowane różnymi warunkami w których pracujemy. >> Wywnioskowałem to tylko na podstawie metafor, których używasz, więc >> mogę się mylić.
>> Jest różnica pomiędzy zarządzaniem, a przewodnictwem. Podeprę się >> tutaj metaforą Stephena Covey'a: jeżeli ludzie wycinają dżunglę, to >> musi być ktoś, kto wdrapuje się na drzewo i sprawdza czy rąbią >> właściwy las i musi być ktoś na ziemi, kto pilnuje czy ludzie się nie >> przemęczają i czy narzędzia są ostre, ogólnie rozwiązuje doraźne >> problemy. >> No ale czy warto siedzieć cały czas na drzewie i wrzeszczeć "tak, to >> ten las"? Zwracam też uwagę, że ten na ziemi wykonuje funckję >> usługową. Dostarcza usługi polegającej na rozwiązywaniu problemów.
>> Porównania do dyrygenta i trenera rugby są dla mnie sprzeczne z moim >> wyobrażeniem pracy w grupie. Jeżeli ludzie przyzwyczają się do tego, >> że ktoś nimi dyryguje, to pozbywają się odpowiedzialności za (co >> najmniej) wszystko poza ich działką. Zdaję sobie sprawę, że zdolność >> do podejmowania decyzji jest niezbędna w grupie. Jednak staram się, >> aby taka decyzja nie musiała mieć jednego źródła. Czy wyobrażasz >> sobie, że inna osoba w Twojej grupie w naturalny sposób przejmuje >> funkcje lidera? Jeżeli jest taka opcja, to aktualny lider nie jest >> osamotniony w rozwiązywaniu problemów. Jest szansa, że jeżeli podejmie >> nienajlepszą decyzję, to dostanie informację zwrotną, a może nawet >> bardziej pasujące rozwiązanie.
>> Taki poważny temat pod tak niepoważnym tytułem wątku :)
>>> ...ale tak jak wspomniałem, każda metafora cieknie... wszystko >>> zależy, jak mocno staramy się załatac dziury. W przeciaganiu liny >>> ważne są buty... Jaki ich odpowiednik w zazadzaniu projektami IT? sam >>> widzisz, o co mi chodzi.
>> Bardzo podoba mi się ta metafora "przeciekania" :) Dzięki za wskazanie >> artykułu Joel'a, nie wszystkie jego pomysły czytam i czasem >> przepuszczam takie perełki.
>> A buty? "Powiedz mi z czym kojarzą Ci się buty bandy spoconych facetów >> (lub kobiet oczywiście) a powiem Ci kim jesteś" ;) >> Buty są czymś co przynosimy ze sobą i na czym musimy polegać. Mogą być >> to zatem narzędzia, których używamy, praktyki, które stosujemy. Czy >> użycie nowych, dynamicznych, interpretowanych butów da nam lepszą >> przyczepność na rynku niż gdy użyjemy chodaków natywnie wbijających >> się w podłoże? W co lepiej zainwestować? W nowe buty czy dodatkowe >> treningi zespołu? Ależ się przyczepiłem.
On Nov 13, 9:58 am, "Andy Brandt" <akbra...@gmail.com> wrote:
> Witam!
> Czytam tą dyskusję i mam wrażenie, że metafory traktujecie jako coś
> więcej niż są. Metafory to po prostu pewne obrazki mające ułatwić
> przekazanie pewnego mentalnego znaczenia innym. Rozbieranie ich na
> drobne kawałki i analizowanie w szczegółach nie ma sensu. Metafora to
> taki mentalny piktogram - zerkasz na niego i wiesz o co chodzi, bez
> analizowania każdej kreski.
> Pozdrawiam,
> Andy
Andy,
Dałem sobie trochę czasu na przemyślenia i zgodzę się z Tobą co do
jednego, że doszło do przesady. To mi przypomniało sytuację, jak to
manager ze strony klienta, bardzo dobrze operujący słowem, na jednym
ze spotkań tak rozbudowywał metaforę, że doprowadził do irytacji
swojego szefa.
Jednak grzebanie się w tym temacie zwróciło moją uwagę na pewne sprawy
i przyczyniło się do powstania kilku pomysłów.
Co do samych metafor, to zastanów się jeszcze raz. To jakich obrazków
(=tysiąc słów) używasz powinno odpowiadać temu co chcesz przekazać,
więc ich właściwy dobór jest bardzo ważny. Chcę szybko się
komunikować, więc często używam metafor. Zastosowanie metafory z rugby
czy baseball'u nie jest w naszej kulturze najlepsze, więc trzeba się
adaptować. Masz gotowe rozwiązania? Chętnie czegoś się nauczę. Ale
przenieśmy rozmowę do innego wątku.
> Co do samych metafor, to zastanów się jeszcze raz. To jakich obrazków > (=tysiąc słów) używasz powinno odpowiadać temu co chcesz przekazać, > więc ich właściwy dobór jest bardzo ważny. Chcę szybko się > komunikować, więc często używam metafor. Zastosowanie metafory z rugby > czy baseball'u nie jest w naszej kulturze najlepsze, więc trzeba się > adaptować. Masz gotowe rozwiązania? Chętnie czegoś się nauczę. Ale > przenieśmy rozmowę do innego wątku.
IMHO nie ma czegoś takiego jak gotowe rozwiązania. Paradoksalnie, może się okazać, że osoba której tłumaczysz scrum kibicuje Budowlanym Łódź i doskonale zna się na rugby; do innej z kolei może trafić np porównanie test driven development z przygodnym seksem. Poszukiwanie idealnej metafory samo w sobie jest skazane na porażkę bo ludzie są różni. I z tej perspektywy, również jestem zdania, że dyskusja zaszła za głęboko w tej materii :) I raczej punktem wyjścia jest nie tyle to, co chcesz przekazać ile to, do kogo chcesz dotrzeć :)
A tak w temacie, ale poza sprawą: do mnie osobiście najlepiej trafiają antyprzykłady, nie metafory.