"Gdy mówi się o płciowości i ograniczonej pewności środków antykoncepcyjnych,
wówczas nasuwa się myśl o samozaspokojeniu. Jest to forma płciowości
przynosząca zaspokojenia, a zarazem z całą pewnością nie owocująca ciążą.
Ponieważ poprzez wieki, szczególnie jednak w dziewiętnastym stuleciu, ciało
a razem z nim i płciowość były całkowicie wyklęte, nie lepiej, by nie
powiedzieć jeszcze gorzej, wyglądała sprawa samozaspokojenia. Było ono od
wieków napiętnowane jako wielki grzech, wskutek czego niezliczeni ludzie mieli
trudności, rozwijali kompleksy oraz neurozy. Psychoanaliza a potem i
psychologia położyły wiele zasług na polu uświadomienia, przez co postawa w
stosunku do własnego ciała stała się swobodniejsza.
Odnośnie tej ważnej, uświadamiającej pracy chciałbym omówić trzy problemy.
Po pierwsze samozaspokojenie jest ważne kiedy się dąży do seksualnego
zaspokojenia, a nie ma partnera.
Według obiegowych wyobrażeń, należy mieć partnera, żeby zaspokoić pragnienia
seksualne. Jest to zupełnie błędne, bo partner seksualny nie jest przedmiotem
użytkowym, który można zastosować dla zaspokojenia własnych potrzeb.
Zamiast więc popadać w negatywne, karmiczne uwikłania, jest lepiej i
uczciwiej realizować swoją płciowość przez samozaspokojenie.
Ale i tutaj istnieje granica. Granicą w życiu jest zawsze zbyt dużo. Chodzi
mi w tym wypadku o przymusowe samozaspokojenie. Są ludzie nie myślący przez
cały dzień o nizym innym i mający uczucie, że wyjdą z siebie, jeśli nie będą
się wielokrotnie w ciągu dnia zaspokajali. Podczas pewnej fazy rozwojowej może
to być całkiem naturalny proces. Jeśli jednak się utrzymuje i człowiek ma
wrażenie, że jest całkowicie opanowany przez swoją płciowość, powinien zwrócić
się o fachową pomoc, aby odzyskać spokój i odprężenie. Fachowa pomoc dlatego w
tej sytuacji jest ważna, gdyż tacy ludzie mają poczucie, że są regularnie
pędzeni przez swoją płciowość. Kiedy samozaspokojenie przybiera takie
rozmiary, wówczas wykracza poza granice swego przeznaczenia i powinno przez
stosowną pomoc zostać poddane kontroli.
Jako drugi punkt chciałbym poruszyć samozaspokojenie rozumiane jako onanizm.
Onan, jak głosi Biblia, zaspokoił się sam, aby współżyjąc z wdową po swoim
bracie - jak chciała ówczesna tradycja - nie dopuścić do zajścia w ciążę.
Istnieją w związkach sytuacje, w których albo kobieta, albo mężczyzna nie
chcą współżyć z partnerem. Aby nie ulec pokusie niewierności, albo żeby
rozładować seksualne napięcie, zaspokajają się sami. Nie jest to jednak żadne
rozwiązanie dla związku. Gdy masz jakieś problemy seksualne i czujesz, że
stanowią one dla ciebie albo dla was obojga obciążenie, znajdź odpowiedni
moment, by je poruszyć i porozmawiaj o nich ostrożnie z partnerem. Ucieczka w
samozaspokojenie może stanowić rozwiązanie tylko przez pewien czas. Na dłużej
jednak stwarza ono więcej problemów niż rozwiązuje, dlatego trudności, w jakich
znajduje się związek powinny zostać usunięte.
Trzeci punkt jest nie mnie ważny. Wielu ludzi fantazjuje podczas
samozaspokojenia. Nie ma w tym nic złego, trudności powstają jednak wtedy, gdy
myślisz przy tym nie o swym partnerze, tylko o kimś innym. Jest to bliskie
zdradzie małżeńskiej. Czakra płciowa zabarwia się wtedy na brązowo i przepływ
energii jest w tej okolicy mnie lub bardziej zablokowany.
Kiedy współżyjesz z kimś płciowo bez ślubu, czakra płciowa zawsze zabarwia
się na brązowo.
Dlatego bądź ostrożny ze swoimi fantazjami. Nie wyobrażaj sobie jakiegoś
innego partnera, a zwłaszcza takiego, który również żyje w małżeństwie. Jest
ono bowiem wielkim dobrem i powinieneś je szanować, także w swoich fantazjach.
Ponadto fantazje zawsze zawierają w sobie pragnienie ich realizacji, a
konsekwencje byłyby bardzo złe zarówno dla ciebie jak i dla tego drugiego
narażającego na szwank małżeństwo."
(wg. "Sai Baba mówi o związkach", wydawn. Limbus)
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy:
http://niusy.onet.pl