Z dedykacją dla Kuby Krzewieckiego....
Satanistyczny Buddyzm oczywiście także atakuje Chrześcijaństwo.
http://wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=11353
Świat buddyzmu przedstawiany jest na ogół niczym oaza spokoju, wolności
i swobód obywatelskich, a sam buddyzm prezentuje się najczęściej jako
religia pokoju. Każda próba obalenia tego mitu spotyka się z wielkim oporem.
Jak odległy od prawdy jest ten promowany w świecie Zachodu stereotyp,
przekonać się możemy choćby na przykładzie sytuacji chrześcijan w
Birmie, na Sri Lance, czy też w Królestwie Smoka – Bhutanie.
Bhutan jest krajem stricte buddyjskim. Pośród 600 tys. mieszkańców tego
położonego u stóp Himalajów królestwa (to liczba oficjalna, a inne dane
mówią nawet o 2,3 milionowej populacji) zaledwie 19 tysięcy to
chrześcijanie. Wspomniana mniejszość jest uciskana i zwalczana. Już w
latach 70. ubiegłego stulecia doszło do wydalenia z kraju wszystkich
chrześcijańskich misjonarzy, przede wszystkim jezuitów, którzy stworzyli
cały system edukacyjny w tym królestwie i położyli bazę pod jego rozwój.
W tej chwili, kraj przeżywa regres gospodarczy i należy do
najbiedniejszych na świecie.
Problemem dla chrześcijan są przede wszystkim nakazy i zakazy łamiące
ich podstawowe prawo do wolności religijnej. Aktualny król zgodził się
na szereg reform i od 2008 r. systemem panującym w Bhutanie jest
monarchia konstytucyjna, rządy sprawuje premier, ale i tak parlament
reprezentuje partia rojalistyczna, a król wciąż odgrywa rolę
najważniejszą. Jigme Wangchuck próbuje ocieplić wizerunek izolowanego
Bhutanu, m.in. w październiku ubiegłego roku król ożenił się z młodą
poddaną, co miało ukazać na potężne zmiany w państwie.
Premier Jigme Thinley stwierdził też, że „kultura demokratyczna
stopniowo zapuszcza mocne korzenie” w kraju, ale to przekonanie podważa
skierowany do nielicznej mniejszości chrześcijańskiej absolutny zakaz
świadczenia innym o swojej wierze. Wyrażając powszechny pogląd panujący
w Bhutanie, szef rządu powiedział, że nie ma powodu, dla którego
chrześcijanie mieliby starać się nakłonić innych do przyjęcia swojej wiary.
Parlament zdominowany przez jedną partię wciąż pracuje nad poprawkami do
kodeksu karnego, by ścigać wszystkich, którzy „nawracają przez przymus
lub zachętę finansową”, co mogłoby otworzyć drogę do oficjalnego
zwalczania Kościoła. Ponadto Kościoły chrześcijańskie nie są uznawane
prawnie. Żaden ksiądz, pastor czy świecki misjonarz nie mają prawa
wstępu do Bhutanu, chyba że w celach turystycznych, co jest oczywiście
ściśle weryfikowane.
Kościół w Bhutanie nie jest już z pozoru Kościołem podziemnym, ponieważ
chrześcijanie z dużych ośrodków miejskich mogą spotykać się regularnie w
niedziele, chociaż wyłącznie w domach prywatnych. Jednak np. wierni z
prowincji napotykają więcej trudności. Są inwigilowani przez sąsiadów,
tajną policję, lokalnych mnichów i duchownych buddyjskich. Kościół jest
tu zwalczany. Według prawnych przepisów, zmarłych nie można grzebać,
zwłoki należy poddać spaleniu i rozrzucić prochy do rzeki, aby ponownie
łączyli się z żywymi w symbiozie rytmu umierania i narodzin. To wywołuje
opór wierzących w Chrystusa, zdarza się, że w tajemnicy grzebią
najbliższych w lasach, górach lub wywożą zwłoki za granicę, do Indii.
Buddyzm jest religią państwową, co sprawia, że najwyższą kastą są mnisi
buddyjscy, całe życie kontrolowane przez system wierzeń w duchy, demony,
którym należy oddawać cześć, by je przebłagać i nie rozdrażniać.
Sytuacja chrześcijan pozostaje niejednoznaczna, dopóki ich status nie
zostanie oficjalnie uznany. Pozytywną zmianą, jaka zaszła w tym roku
jest to, że – jak dotychczas – nie ma doniesień o aresztowaniach, o
pobiciach lub złym traktowaniu chrześcijan na wolności.
3 lata więzienia za film o Jezusie
Aktualnie w celach więziennych przebywa kilkudziesięciu braci i sióstr w
Chrystusie. Do więzienia można trafić nawet za pokaz (w domu prywatnym)
filmu o Jezusie z Nazaretu, o czym przekonał się Prem Singh Gurunga.
Chrześcijanin ten został skazany na trzy lata pozbawienia wolności za to
szczególne „przestępstwo”. Więźniów sumienia można odwiedzać, jednak
tylko raz w miesiącu, a czas trwania wizyty wynosi jedną godzinę.
Warunki są złe, osadzeni są poddawani torturom, dochodzi do pobić,
okładania kijami, stosowane są także różne wyrafinowane lub mniej
subtelne kary, np. nakaz leżenia godzinami na ostrych kamieniach,
głodzenie, mrożenie, umieszczanie w bardzo ciasnych pomieszczeniach, gwałty.
Czy chrześcijańska mniejszość doświadczy większej wolności religijnej, w
dużej mierze zależy od tego, jakie brzmienie uzyskają nowe prawa o
zakazie konwersji z buddyzmu na inną religię. Ponadto musi być
zdefiniowany proces uznawania i rejestracji Kościołów oraz jego praw i
obowiązków. Postępowanie wobec chrześcijańskiej mniejszości może być
postrzegane jako papierek lakmusowy wobec cytowanego powyżej
optymistycznego oświadczenia premiera.
Kraj buddyzmu w Światowym Indeksie Prześladowań 2012 Open Doors, a więc
listy 50. krajów, gdzie najdotkliwiej prześladuje się dziś chrześcijan,
zajmuje wysoką, 17. pozycję na mapie świata, gdzie łamana jest wolność
religijna (m.in. przed Turkmenistanem, Wietnamem, Czeczenią i Chinami).
Piękno krajobrazów, zachwyt cywilizowanych turystów z Zachodu,
regulowana odgórnie „szczęśliwość” ubogiego społeczeństwa nie powinny
nas zwieść. Jeszcze wiele lat musi upłynąć, aby Bhutan spadł z listy
największych prześladowców chrześcijan.