http://niezalezna.pl/29108-propaganda-zamiast-badan
*Kontrolowany lot w ziemię* - taką przyczynę katastrofy smoleńskiej podał
prof. Krzysztof Sibilski z Politechniki Warszawskiej.
Jak stwierdził - *wiedział to od początku a w tym przekonaniu utwierdziły go
raporty MAK i komisji Millera.*
Stwierdzenie to padło w Kazimierzu Dolnym, podczas XV konferencji naukowej
*Mechanika w Lotnictwie*.
W jej trakcie miała miejsce dyskusja panelowa poświęcona katastrofie
smoleńskiej, jednak gdy doszło do omawiania wydarzeń z 10 kwietnia,
konferencja straciła swój naukowy charakter.
Wystąpienie dr Macieja Laska, zastępcy Jerzego Millera w Komisji Badania
Wypadków Lotniczych, oparte było na wybiórczych danych, nagiętych tak, by
udowodnić z góry założoną tezę.
Z teorią MAK-Millera próbowała polemizować część naukowców obecnych na
konferencji m.in. prof. Marek Czachor i prof. Piotr Witakowski.
Proponowali oni spotkanie zespołów zajmujących się badaniem katastrofy i
debatę nad różnymi hipotezami.
Jednak dr Lasek i jego współpracownicy twierdzili, że badania prof. Biniendy,
Nowaczyka i Szuladzinskiego, nie są oparte na ścisłych danych, ani na
właściwej metodologii, i nie są warte dyskusji.
Jak powiedział prof. Sibilski, np. badanie procesu uderzenia brzozy w skrzydło
byłoby wyrzucaniem pieniędzy podatników.
O dalekim od naukowego charakterze konferencji świadczy fakt, że główny
referat na temat katastrofy organizatorzy powierzyli nie specjaliście od
lotnictwa czy mechaniki, lecz… astrofizykowi.
Chodzi o prof. Pawła Artymowicza, znanego z internetu jako zażarty krytyk i
osobisty przeciwnik prof. Biniendy i Nowaczyka, których na konferencję w ogóle
nie zaproszono i w związku z tym nie było ich na konferencji w Kazimierzu.
W tym kontekście szczególną uwagę warto zwrócić na kolejne manipulacje,
których dopuścił się m. in. autor portalu S24.pl.
Jeden ze zwolenników teorii *pancernej brzozy* i wytrwały propagator
moskiewskiej wersji katastrofy Jan Osiecki zamieścił na S24 tekst pod
tryumfalnym tytułem *Binienda rozjechany walcem*.
Twierdzi w nim, że profesor Binienda… był obecny w Kazimierzu.*
..co oczywiscie nie jest prawda. Poziom prosowieckiego agenta wplywu
pracujacego w tzw. polskich masmediach - nieprawdopodobnie zenujacy.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl ->
http://www.gazeta.pl/usenet/