--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Jacku, jakby nie patrzeć - generalnie genealogia jest snobizmem ;)
pzdr., PB
W wypadku książąt i “innych” irlandzkich badania genetyczne porównano z
pieśniami i balladami historycznymi, które wywodzą rody o danych nazwiskach
od synów, wnuków i innych męskich potomków (z prawego czy nieprawego łoża)
Nialla. Właśnie w Irlandii, chyba jedynym miejscu w Europie, gdzie wielkie
huragany historyczne nie zniszczyły pamięci ludzkiej, gdzie pieśni były
zapamiętane a potem skrzętnie zapisane gdy tylko do Irlandii dotarli
wykształceni księża (XI wiek), gdzie zachowały się niemal wszystkie księgi
i – co bardzo ważne, nie dochodziło do wielkich migracji ludnośi czy też
najazdów, napadów czy też potopów, można te dwa diametralnie różne źródła
pogodzić ze sobą. Ale nie bierzmy tego wszysktiego jako credo – są to
wyłącznie hipotezy. To teorie, a nie udokumentowana prawda. Nie trzeba się
aż tak nimi przejmować.
“Firmy robiące takie badania na potrzeby kryminalistyki i genetyki
klinicznej nie związałyby, zajmując sie tylko tym, końca z końcem.”
Tutaj nie masz racji, Jacku. Firmy, które wykonują testy genetyczne dla
potrzeb medycyny liczą sobie bardzo drogo za każdy test (w granicach 1000-
2000 dolarów USA), więc to nie o to chodzi. Natomiast firmy, które reklamują
się w Inernecie celem “wykonana genealogii genetycznej” robią to wyłącznie
dla pieniędzy – wśród dobrych naukowców też istnieją ludzie, którzy chcą
zarobić.
Ciekawa bardzo jest historia badań chromosomu Dzyngis Chana. Gdy w zeszłym
roku “odnaleziono” jego chromosom Y, firma OxfordAnestors od razu ogłosiła,
że za ileś tam set funtów sterlingów zrobi badania chromosomu Y aby wykazać,
czy twój męski krewny od niego pochodzi. Gdy w zeszłym tygodniu
przygotowując wykład chciałam znaleźć te dane, okazało się, że już tych
badań nie robią. Czyżby było za mało chętnych? Prawdopodobnie nie opłacało
im się to finansowo.
“W medycynie, jasne, że są niezmiernie potrzebne, a Małgosia może coś na ten
temat powiedzieć. […] Badanie DNA w genealogii najwijmy ją "medycznej" to
dziś już zapewne jedno z podstawowych narzędzi ustalania zagrożeń chorobami
dziedzicznymi - i znów temat dla Małgosi.”
Przepraszam, ale nie wypowiem się tutaj na te tematy bo i nie miejsce i brak
czasu.
“Natomiast śmiem wątpić, że badania DNA staną się kiedykolwiek sensownym
narzędziem genealogii jako nauki historycznej. Co z punktu widzenia
genealoga może znaczyć, że Kowalski spod Warszawy nosi fragment kodu
genetycznego Karola Wielkiego?[…]”
Ale przyznam się szczerze, że gdyby udało się mi – czterokrotnej chłopce -
pokazać, że mamy w rodzinie coś królewskiego (Chana, Nialla czy też Karola
Wielkiego), to bym się nie pogniewała! Czasami też zastanawiam, czy by nie
zapłacić sobie za te klany mitochondrialne. Ten lapsus rozumu jednak mija i
oszczędzam co najmniej 500 funtów sterlingów.
A co sadze o klasycznej genealogii to wszyscy dobrze wiecie!!!
PaPa
MN