Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Znak czasów

5 views
Skip to first unread message

Agnieszka

unread,
Mar 26, 2012, 6:21:55 AM3/26/12
to
Cicho tu jakoś, to podrzucę link, może coś się ruszy ;-)

http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,11410232,Spor_o_kare_dla_gimnazjalistow__Wazniejszy_pobity.html

Moje zdanie? Szkoła postąpiła słusznie. Chociaż ja bym jeszcze dorzuciła
wywalenie z drużyny, o którą jest ta cała awantura. Ale ja to zawsze mam
inne zdanie niż większość rodziców...

Agnieszka


krys

unread,
Mar 26, 2012, 6:48:07 AM3/26/12
to
No ja pitolę. Powinni ich pogłaskać po główkach i sprawdzić, czy się nie
spocili kopiąc kolegę. W końcu to supersportowcy, na nich drużyna stoi.
Popieram Twoje zdanie. Nie może być tolerancji dla takich wyskoków.

--
Pozdrawiam
J.

www.kontestacja.com

medea

unread,
Mar 26, 2012, 9:11:43 AM3/26/12
to
W dniu 2012-03-26 12:21, Agnieszka pisze:
Popieram Twoje zdanie. Gdyby cofnęli im tę karę, to byłby IMO skandal.
A już szczytem wszystkiego jest to:
"- Trzecioklasista doniósł na kolegów. To jego powinno się ukarać.
Szkoła tego nie zrobiła, więc sprawę w swoje ręce wzięli uczniowie -
stwierdził ojciec ucznia z klasy 2 b."
Tyle mówi się niby o przeciwdziałaniu przemocy i szybkim reagowaniu, a
tu taki kwiatek w postaci tego tatusia.


Niestety obawiam się, że świat się jednak trochę zmienia i idzie w tym
kierunku, że w tego typu sporach wygrywają nie ci, którzy mają rację,
ale ci bardziej wyszczekani i z większą siłą przebicia.

Ewa

krys

unread,
Mar 26, 2012, 9:24:22 AM3/26/12
to
medea wrote:

> A już szczytem wszystkiego jest to:
> "- Trzecioklasista doniósł na kolegów. To jego powinno się ukarać.
> Szkoła tego nie zrobiła, więc sprawę w swoje ręce wzięli uczniowie -
> stwierdził ojciec ucznia z klasy 2 b."

Trochę racji w tym jest. Ale takie sprawy to się ostracyzmem załatwaiało
między sobą w moich czasach, a nie kopaniem na boisku.
Donosicielstwo to też nie jest pożądana cecha.


--
Pozdrawiam
J. z kijkiem w mrowisku.

www.kontestacja.com

Ikselka

unread,
Mar 26, 2012, 9:50:21 AM3/26/12
to
Dnia Mon, 26 Mar 2012 15:24:22 +0200, krys napisał(a):

> Donosicielstwo to też nie jest pożądana cecha.

Jasne, wg takich "kryteriów" instytucja świadka koronnego też godna
potępienia :->
--

XL wiosenna

Agnieszka

unread,
Mar 26, 2012, 10:05:55 AM3/26/12
to
Użytkownik "krys" <kr...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:4f706e06$0$1221$6578...@news.neostrada.pl...
> medea wrote:
>
>> A już szczytem wszystkiego jest to:
>> "- Trzecioklasista doniósł na kolegów. To jego powinno się ukarać.
>> Szkoła tego nie zrobiła, więc sprawę w swoje ręce wzięli uczniowie -
>> stwierdził ojciec ucznia z klasy 2 b."
>
> Trochę racji w tym jest. Ale takie sprawy to się ostracyzmem załatwaiało
> między sobą w moich czasach, a nie kopaniem na boisku.
> Donosicielstwo to też nie jest pożądana cecha.

A ja się zastanawiam, co to za szkoła, w której uczniowie sami muszą
"donosić", że ktoś nie był na lekacjach. Nauczyciele tam nie sprawdzają
listy obecności? Nie znają składu klas i nie zauważają takiej drobnostki jak
nieobecność uczniów?

Agnieszka


krys

unread,
Mar 26, 2012, 10:11:38 AM3/26/12
to
Ty to masz porównania.

--
Pozdrawiam
J.

www.kontestacja.com

krys

unread,
Mar 26, 2012, 10:13:30 AM3/26/12
to
Ojtam, czepiasz się. Może to lizusek pospolity? U moich w gimnazjum tez taki
nabytejk przybył - chodzi po korytarzach z notesem i notuje, coby uprzejmie
donieść;-). Nauczyciele tez go lubią;-)

--
Pozdrawiam
J.

www.kontestacja.com

Agnieszka

unread,
Mar 26, 2012, 10:25:43 AM3/26/12
to
Użytkownik "krys" <kr...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:4f70798a$0$26696$6578...@news.neostrada.pl...
Ale to nadal nie jest powód do samosądu w postaci kopania.

Agnieszka


krys

unread,
Mar 26, 2012, 10:27:56 AM3/26/12
to
A bo ja mówię, że jest?
Na szczęście nasza szkoła sobie dobrze radzi, i samosądów nie ma.


--
Pozdrawiam
J.

www.kontestacja.com

Nixe

unread,
Mar 26, 2012, 3:21:20 PM3/26/12
to
W dniu 2012-03-26 15:24, krys pisze:
> medea wrote:
>
>> A już szczytem wszystkiego jest to:
>> "- Trzecioklasista doniósł na kolegów. To jego powinno się ukarać.
>> Szkoła tego nie zrobiła, więc sprawę w swoje ręce wzięli uczniowie -
>> stwierdził ojciec ucznia z klasy 2 b."
>
> Trochę racji w tym jest. Ale takie sprawy to się ostracyzmem załatwaiało
> między sobą w moich czasach, a nie kopaniem na boisku.
> Donosicielstwo to też nie jest pożądana cecha.

"Jak się potem okazało, zrobili to, bo trzecioklasista poskarżył
nauczycielom, że nie przyszli na lekcję"

Mnie najbardziej intryguje w jaki sposób można donieść nauczycielowi, że
uczeń nie przyszedł do szkoły? Nauczyciel ślepy czy głupi, że sam tego
nie widzi?

N.

Nixe

unread,
Mar 26, 2012, 3:27:56 PM3/26/12
to
W dniu 2012-03-26 12:21, Agnieszka pisze:

> Moje zdanie? Szkoła postąpiła słusznie. Chociaż ja bym jeszcze dorzuciła
> wywalenie z drużyny,

Dokładnie. Szanująca się drużyna sportowa eliminuje tego typu zachowania
w prosty sposób - żegna członków klubu, choćby się waliło i paliło.
Kilka lat temu w klubie żeglarskim, do którego należał młody usunięto
bardzo dobrego zawodnika, bo znęcał się nad młodszymi kolegami. I nie
było przebacz.
Ale tutaj, sądząc po nastawieniu i argumentach co niektórych rodziców,
nie liczyłabym na takie honorowe zachowania. Widać bardziej liczy się
kasa :>

N.

medea

unread,
Mar 26, 2012, 3:37:57 PM3/26/12
to
W dniu 2012-03-26 15:24, krys pisze:
> medea wrote:
>
>> A już szczytem wszystkiego jest to:
>> "- Trzecioklasista doniósł na kolegów. To jego powinno się ukarać.
>> Szkoła tego nie zrobiła, więc sprawę w swoje ręce wzięli uczniowie -
>> stwierdził ojciec ucznia z klasy 2 b."
> Trochę racji w tym jest. Ale takie sprawy to się ostracyzmem załatwaiało
> między sobą w moich czasach, a nie kopaniem na boisku.
> Donosicielstwo to też nie jest pożądana cecha.

Tu akurat nie rozumiem - jak już inni zauważyli - co właściwie było w
tym donosie, bo przecież chyba obecność na lekcji ktoś powinien
sprawdzać. Pewnie była to jedna z tych lekcji, kiedy to nauczyciela nie
ma, ale się formalnie odbywa, he he.

Nie zgadzam się jednak z tą jednoznacznie negatywną oceną donosu. Są
sytuacje, w których donieść po prostu trzeba. Jeśli się będzie
piętnowało donosy w ogóle jako takie, to zaprowadzi do tego, że mnóstwo
spraw będzie po prostu zamiatanych pod dywan, winni będą czuć się
bezkarni, co demoralizująco także wpływa na "zwykłą" część uczniów. I
nie piszę tu akurat o nieobecności na lekcji, bo to śmieszne (NB trochę
mało wiadomo o tej sprawie), ale są gorsze sprawy np. dealerka
narkotyków, kradzieże itd. Chrzanię takie społeczeństwo, w którym w imię
jakiejś głupiej ideologii, że donosy są be, przymyka się oko i pozwala
na przestępstwa.

Ewa

Nixe

unread,
Mar 26, 2012, 3:58:25 PM3/26/12
to
W dniu 2012-03-26 21:37, medea pisze:
>Chrzanię takie społeczeństwo, w którym w imię
> jakiejś głupiej ideologii, że donosy są be, przymyka się oko i pozwala
> na przestępstwa.

Niestety, nadal często pokutuje zasada "choćby cię smażono w smole, nie
mów, co się dzieje w szkole".
Inna sprawa, że warto zauważyć różnicę między donosem w sytuacji, gdy
czyjeś zachowanie stwarza zagrożenie dla innych, a donosem, gdy ktoś
wprawdzie jest na bakier z regulaminem czy zasadami, ale nikomu (poza
ewentualnie sobą) nie szkodzi.
To, że tych chłopaków nie było na lekcjach, to właściwie sprawa tylko i
wyłącznie między nimi a szkołą. Jeśli szkoła sama nie jest w stanie
kontrolować takich absencji, to jak widać wykorzystali tę nieudolność.
Nie usprawiedliwiam jednak ich zachowania (chodzi mi o nieobecność), ale
powiem uczciwie, że gdyby moje dziecko doniosło w_takiej_sytuacji na
swoich kolegów, to dostałoby ode mnie opiernicz z góry na dół za
wtrącanie się do cudzych spraw i latanie z jęzorem do nauczycieli.

N.

medea

unread,
Mar 26, 2012, 4:04:09 PM3/26/12
to
W dniu 2012-03-26 21:58, Nixe pisze:
> W dniu 2012-03-26 21:37, medea pisze:
>> Chrzanię takie społeczeństwo, w którym w imię
>> jakiejś głupiej ideologii, że donosy są be, przymyka się oko i pozwala
>> na przestępstwa.
>
> Niestety, nadal często pokutuje zasada "choćby cię smażono w smole,
> nie mów, co się dzieje w szkole".

No właśnie, o to mi chodzi.

> Inna sprawa, że warto zauważyć różnicę między donosem w sytuacji, gdy
> czyjeś zachowanie stwarza zagrożenie dla innych, a donosem, gdy ktoś
> wprawdzie jest na bakier z regulaminem czy zasadami, ale nikomu (poza
> ewentualnie sobą) nie szkodzi.
> To, że tych chłopaków nie było na lekcjach, to właściwie sprawa tylko
> i wyłącznie między nimi a szkołą. Jeśli szkoła sama nie jest w stanie
> kontrolować takich absencji, to jak widać wykorzystali tę nieudolność.
> Nie usprawiedliwiam jednak ich zachowania (chodzi mi o nieobecność),
> ale powiem uczciwie, że gdyby moje dziecko doniosło w_takiej_sytuacji
> na swoich kolegów, to dostałoby ode mnie opiernicz z góry na dół za
> wtrącanie się do cudzych spraw i latanie z jęzorem do nauczycieli.

To jasne - donos w takiej sprawie jest oczywiście głupi, ale po pierwsze
- nie znamy całej sytuacji, po drugie - i tak nie tłumaczy to pobicia,
po trzecie - odwracanie kota ogonem, że ten chłopak jest najbardziej
winny zaistniałej sytuacji (co zrobił ten tatusiek) to już w ogóle
kuriozum. No i po czwarte - jeżeli takie tłumaczenie by przeszło, to jak
w banku nikt już o niczym poważniejszym w tej szkole nauczycielom nie
zgłosi, bo się będzie po prostu bał.

Ewa

Ikselka

unread,
Mar 26, 2012, 4:35:01 PM3/26/12
to
Dnia Mon, 26 Mar 2012 16:05:55 +0200, Agnieszka napisał(a):

> nie zauważają takiej drobnostki jak
> nieobecność uczniów?

Lepszych spraw nie zauważają:
http://policyjni.gazeta.pl/Policyjni/1,91152,11416035,Para_9_latkow_uprawiala_seks_oralny_na_lekcji__Nauczycielka.html
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 26, 2012, 4:35:22 PM3/26/12
to
Dnia Mon, 26 Mar 2012 16:11:38 +0200, krys napisał(a):

> Ikselka wrote:
>
>> Dnia Mon, 26 Mar 2012 15:24:22 +0200, krys napisał(a):
>>
>>> Donosicielstwo to też nie jest pożądana cecha.
>>
>> Jasne, wg takich "kryteriów" instytucja świadka koronnego też godna
>> potępienia :->
>
> Ty to masz porównania.

Owszem.
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 26, 2012, 4:37:23 PM3/26/12
to
Dnia Mon, 26 Mar 2012 21:58:25 +0200, Nixe napisał(a):

> (...)To, że tych chłopaków nie było na lekcjach, to właściwie sprawa tylko i
> wyłącznie między nimi a szkołą. Jeśli szkoła sama nie jest w stanie
> kontrolować takich absencji, to jak widać wykorzystali tę nieudolność.
> Nie usprawiedliwiam jednak ich zachowania (chodzi mi o nieobecność), ale
> powiem uczciwie, że gdyby moje dziecko doniosło w_takiej_sytuacji na
> swoich kolegów, to dostałoby ode mnie opiernicz z góry na dół za
> wtrącanie się do cudzych spraw i latanie z jęzorem do nauczycieli.

A gdyby nie poszło na lekcje, to też uważasz, ze sprawa byłaby tylko między
nim a szkołą?
3-)
--

XL wiosenna

krys

unread,
Mar 27, 2012, 1:54:50 AM3/27/12
to
Otóż to. Ja też nie mam na myśli poważniejszych spraw, tylko takie sportowe
"uprzejmie donoszę".


--
Pozdrawiam
J.

www.kontestacja.com

medea

unread,
Mar 27, 2012, 3:27:36 AM3/27/12
to
W dniu 2012-03-27 07:54, krys pisze:
>
> Otóż to. Ja też nie mam na myśli poważniejszych spraw, tylko takie sportowe
> "uprzejmie donoszę".

A jak potem wytłumaczysz dziecku, że to nie szkodzi, że ten, który w
szkole rozprowadza narkotyki, to jego kolega z klasy, być może nawet się
lubią, skoro donosy są ogólnie be?

Ewa

Maciek

unread,
Mar 27, 2012, 3:28:38 AM3/27/12
to
W dniu 2012-03-26 21:21, Nixe pisze:
> Mnie najbardziej intryguje w jaki sposób można donieść nauczycielowi, że
> uczeń nie przyszedł do szkoły? Nauczyciel ślepy czy głupi, że sam tego
> nie widzi?
Już uprzejmie donoszę, bo widzę, że chyba do szkoły dawno tu nikt nie
chodził. Nauczyciel, zwłaszcza przedmiotów "specjalistycznych" w dużej
szkole, który zwyczajnie nie zna wszystkich uczniów, podczas sprawdzania
listy słyszy co najwyżej coś w rodzaju "obecny!" i nie bardzo jest w
stanie zweryfikować, czy to "obecny!" nie wyszło np. 3 razy od jednego
ucznia :-> W ten sposób teoretycznie wszyscy są, a praktyka pokazuje, że
teoria ma czasem niewiele wspólnego z rzeczywistością ;-)

--
Pozdrawiam
Maciek

medea

unread,
Mar 27, 2012, 3:31:29 AM3/27/12
to
W dniu 2012-03-27 09:28, Maciek pisze:
Jest na to bardzo prosty sposób - policzyć uczniów siedzących w klasie.
Zajmuje mało czasu, a każdy nauczyciel jednak powinien ten czas
poświęcić, choćby dla własnego dobra. Nauczyciel w razie czego odpowiada
za każdego ucznia obecnego na lekcji, nawet jeśli ta obecność była tylko
formalna.

Ewa

Maciek

unread,
Mar 27, 2012, 4:01:05 AM3/27/12
to
W dniu 2012-03-27 09:31, medea pisze:
> Jest na to bardzo prosty sposób - policzyć uczniów siedzących w klasie.
> Zajmuje mało czasu, a każdy nauczyciel jednak powinien ten czas
> poświęcić, choćby dla własnego dobra. Nauczyciel w razie czego odpowiada
> za każdego ucznia obecnego na lekcji, nawet jeśli ta obecność była tylko
> formalna.
Wiele lat byłem edukowany i szczerze przyznam, że nie pamiętam, by
jakikolwiek nauczyciel przeliczał uczniów w klasie. Oczywiście mógł to
robić "naocznie" :-), ale myślę, że przynajmniej na 70% lekcji opierano
się na pobieżnym sprawdzeniu listy obecności.

--
Pozdrawiam
Maciek

Nixe

unread,
Mar 27, 2012, 4:15:06 AM3/27/12
to
"Ikselka" <iks...@gazeta.pl> napisała

> A gdyby nie poszło na lekcje, to też uważasz, ze sprawa byłaby tylko
> między nim a szkołą?

Oczywiście. A że ja jestem jego rodzicem, to rzecz jasna również dotyczyłaby
mnie.
Na pewno jednak nie byłaby to sprawa, która powinna obchodzić jego kolegów.

N.

Nixe

unread,
Mar 27, 2012, 4:15:34 AM3/27/12
to
"Maciek" <mac...@nospam.pl> napisał

> Już uprzejmie donoszę, bo widzę, że chyba do szkoły dawno tu nikt nie
> chodził.

No właśnie sęk w tym, że takie sytuacje, jak opisujesz miały raczej miejsce
za "naszych czasów", gdy uczniów w klasach było po 30-40 sztuk. Teraz, w
grupie 20 osób naprawdę trudno pozostać anonimowym, zwłaszcza, gdy kilka
osób jest nieobecnych.

> i nie bardzo jest w
> stanie zweryfikować, czy to "obecny!" nie wyszło np. 3 razy od jednego
> ucznia :->

Nie bardzo jest w stanie, czy po prostu mu się nie chce? Bo taka czynność
naprawdę nie przekracza możliwości człowieka o całkiem przeciętnej
inteligencji, potrafiącego zliczyć do 20 :)

> W ten sposób teoretycznie wszyscy są, a praktyka pokazuje, że
> teoria ma czasem niewiele wspólnego z rzeczywistością ;-)

Nadal więc podtrzymuję pytanie, czy nauczyciel jest ślepy czy głupi, jeśli
nie potrafi przeliczyć sztuk siedzących w klasie i porównać tego ze stanem
obecności zapisanych w dzienniku.

N.

Nixe

unread,
Mar 27, 2012, 4:15:59 AM3/27/12
to
"medea" <xx...@poczta.fm> napisała

> Nauczyciel w razie czego odpowiada za każdego ucznia obecnego na lekcji,
> nawet jeśli ta obecność była tylko formalna.

Dokładnie. Jak się potem (w razie jakiegoś nieszczęścia) wytłumaczy z faktu,
że kogoś nie było na lekcji, a
miał wpisaną obecność?

N.

Maciek

unread,
Mar 27, 2012, 4:57:09 AM3/27/12
to
W dniu 2012-03-27 10:15, Nixe pisze:
> Nie bardzo jest w stanie, czy po prostu mu się nie chce?
A jak myślisz? :->

> Nadal więc podtrzymuję pytanie, czy nauczyciel jest ślepy czy głupi, jeśli
> nie potrafi przeliczyć sztuk siedzących w klasie i porównać tego ze stanem
> obecności zapisanych w dzienniku.
W znanych mi przypadkach nauczyciel miewał np. tyyyyyle lat, że
uczniowie nie potrafili do tylu liczyć, a gdy zaczynał czytać listę, to
zapominał w połowie co robi ;-) No ale miał więcej niż 67 lat, więc nie
jest to żaden argument na "nie" dla reformy emerytalnej ;-)

--
Pozdrawiam
Maciek

Agnieszka

unread,
Mar 27, 2012, 5:02:43 AM3/27/12
to
Użytkownik "Nixe" <ni...@nixe.pl> napisał w wiadomości
news:jkrskl$ul$1...@inews.gazeta.pl...
> "Maciek" <mac...@nospam.pl> napisał
>
>> Już uprzejmie donoszę, bo widzę, że chyba do szkoły dawno tu nikt nie
>> chodził.
>
> No właśnie sęk w tym, że takie sytuacje, jak opisujesz miały raczej
> miejsce
> za "naszych czasów", gdy uczniów w klasach było po 30-40 sztuk. Teraz, w
> grupie 20 osób naprawdę trudno pozostać anonimowym, zwłaszcza, gdy kilka
> osób jest nieobecnych.

"Za naszych czasów" to ja pamiętam, że taki nauczyciel (zwłaszcza na
początku przygody z klasą, kiedy nie znał wszystkich), jak usłyszał jakieś
niewyraźnie "jestem" to potrafił podnieść głowę znad dziennika i zapytać
"gdzie, bo nie widziałem". Ale może ja jakichś dziwnych nauczycieli miałam
;-)

Agnieszka


krys

unread,
Mar 27, 2012, 6:11:53 AM3/27/12
to
Jakoś dałam radę. Donosicelstwo jest fuj. Ale są sytuacje, kiedy czyjeś
zachowanie zagraża zdrowiu lub życiu innych, i wtedy od tego są dorośli
(niekoniecznie nauczyciel, może być rodzic), żeby taką sprawę wyprostowali.

--
Pozdrawiam
J.

www.kontestacja.com

Qrczak

unread,
Mar 27, 2012, 6:13:39 AM3/27/12
to
Dnia dzisiejszego niebożę Maciek wylazło do ludzi i marudzi:
A byłeś wtedy na lekcji czy ktoś za Ciebie powiedział "obecny"?

Qra

Qrczak

unread,
Mar 27, 2012, 6:16:06 AM3/27/12
to
Dnia dzisiejszego niebożę Agnieszka wylazło do ludzi i marudzi:
Za naszych czasów = dawno dawno temu za siedmioma górami
I od tego bym zaczęła

Qra

Agnieszka

unread,
Mar 27, 2012, 6:24:04 AM3/27/12
to
Użytkownik "Qrczak" <qr...@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:4f719368$0$1216$6578...@news.neostrada.pl...
>
> Za naszych czasów = dawno dawno temu za siedmioma górami
> I od tego bym zaczęła

To sobie zaczynaj. Ja się wcale tak staro nie czuję. I wcale nie miałam jako
zwierzątka domowego młodego dinozaurka :-P

Agnieszka


Nixe

unread,
Mar 27, 2012, 7:35:53 AM3/27/12
to
"Agnieszka" <agni...@zwawy.pl> napisał

> I wcale nie miałam jako zwierzątka domowego młodego dinozaurka :-P

Ale może za to jakiegoś pierwotniaczka? ;-)

N.

medea

unread,
Mar 27, 2012, 7:49:23 AM3/27/12
to
W dniu 2012-03-27 10:01, Maciek pisze:
> W dniu 2012-03-27 09:31, medea pisze:
>> Jest na to bardzo prosty sposób - policzyć uczniów siedzących w klasie.
>> Zajmuje mało czasu, a każdy nauczyciel jednak powinien ten czas
>> poświęcić, choćby dla własnego dobra. Nauczyciel w razie czego odpowiada
>> za każdego ucznia obecnego na lekcji, nawet jeśli ta obecność była tylko
>> formalna.
> Wiele lat byłem edukowany i szczerze przyznam, że nie pamiętam, by
> jakikolwiek nauczyciel przeliczał uczniów w klasie.

To miałeś pecha. U nas tak robili. A i ja kiedyś, pracując w szkole, też.

Ewa

Agnieszka

unread,
Mar 27, 2012, 8:06:18 AM3/27/12
to
Użytkownik "Nixe" <ni...@nixe.pl> napisał w wiadomości
news:jks8c9$orv$1...@inews.gazeta.pl...
> "Agnieszka" <agni...@zwawy.pl> napisał
>
>> I wcale nie miałam jako zwierzątka domowego młodego dinozaurka :-P
>
> Ale może za to jakiegoś pierwotniaczka? ;-)

Pierwotniaczka nie pamiętam. Pleśń i fasolka się załapały ;-)

Agnieszka


Qrczak

unread,
Mar 27, 2012, 9:30:03 AM3/27/12
to
Dnia dzisiejszego niebożę Agnieszka wylazło do ludzi i marudzi:
Ale za to byłabyś może jaką królewną.

Qrewna Na Ziarnku

Maciek

unread,
Mar 27, 2012, 12:04:23 PM3/27/12
to
W dniu 2012-03-27 12:13, Qrczak pisze:
>> Wiele lat byłem edukowany i szczerze przyznam, że nie pamiętam, by
>> jakikolwiek nauczyciel przeliczał uczniów w klasie. Oczywiście mógł to
>> robić "naocznie" :-), ale myślę, że przynajmniej na 70% lekcji opierano
>> się na pobieżnym sprawdzeniu listy obecności.
> A byłeś wtedy na lekcji czy ktoś za Ciebie powiedział "obecny"?
Ten jeden raz widocznie musiałem być :->
--
Pozdrawiam
Maciek

Ikselka

unread,
Mar 27, 2012, 3:01:07 PM3/27/12
to
Dnia Tue, 27 Mar 2012 09:28:38 +0200, Maciek napisał(a):

> Już uprzejmie donoszę, bo widzę, że chyba do szkoły dawno tu nikt nie
> chodził. Nauczyciel, zwłaszcza przedmiotów "specjalistycznych" w dużej
> szkole, który zwyczajnie nie zna wszystkich uczniów, podczas sprawdzania
> listy słyszy co najwyżej coś w rodzaju "obecny!" i nie bardzo jest w
> stanie zweryfikować, czy to "obecny!" nie wyszło np. 3 razy od jednego
> ucznia :-> W ten sposób teoretycznie wszyscy są, a praktyka pokazuje, że
> teoria ma czasem niewiele wspólnego z rzeczywistością ;-)

Przykro to stwierdzić, ale ci nauczyciele kwalifikują się do
natychmiastowego zwolnienia. Nie znać twarzy swoich uczniów i nie kojarzyć
ich z nazwiskami po pierwszym tygodniu, no, niech będzie - miesiącu -
pracy?
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 27, 2012, 3:02:57 PM3/27/12
to
Dnia Tue, 27 Mar 2012 10:01:05 +0200, Maciek napisał(a):

> W dniu 2012-03-27 09:31, medea pisze:
>> Jest na to bardzo prosty sposób - policzyć uczniów siedzących w klasie.
>> Zajmuje mało czasu, a każdy nauczyciel jednak powinien ten czas
>> poświęcić, choćby dla własnego dobra. Nauczyciel w razie czego odpowiada
>> za każdego ucznia obecnego na lekcji, nawet jeśli ta obecność była tylko
>> formalna.
> Wiele lat byłem edukowany i szczerze przyznam, że nie pamiętam, by
> jakikolwiek nauczyciel przeliczał uczniów w klasie.

Ja pamiętam. Ba - znał każdego z imienia i nazwiska. Znałam sama też. Ba -
pamietam do dziś większość moich uczniów.

> Oczywiście mógł to
> robić "naocznie" :-), ale myślę, że przynajmniej na 70% lekcji opierano
> się na pobieżnym sprawdzeniu listy obecności.

Zwykle w klasie jest pewna liczba ławek - a w nich po dwoje uczniów... Nie
trzeba umieć liczyć do pięćdziesięciu nawet :-/
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 27, 2012, 3:04:44 PM3/27/12
to
A ja myslę, ze powinna obchodzić jego kolegów także, niezależnie od tego,
czy nieobecność spowodowana była chorobą i leżeniem w łóżku, czy
pospolitymi wagarami.
Forma tego zainteresowania jest drugorzędna - każda z nich bowiem służy
bezpieczeństwu i to jest najważniejsze.


--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 27, 2012, 3:06:52 PM3/27/12
to
Wrednych, ot co. Ale to nic, tacy już są pozwalniani albo sami odeszli,
zostali sami "fajni" - tacy co to oko przymkną dla swiętego spokoju i żeby
uczniowi nie podpaść 333-]
--

XL wiosenna

Lukasz Kozicki

unread,
Mar 27, 2012, 4:29:34 PM3/27/12
to
W dniu 2012-03-27 10:01, Maciek pisze:

> Wiele lat byłem edukowany i szczerze przyznam, że nie pamiętam, by
> jakikolwiek nauczyciel przeliczał uczniów w klasie.

W moim liceum WF-ista zawsze przeliczał, pozostali nauczyciele
raz na jakiś czas. Żeby nie było - nasza klasa była jedną z
najlepszych w szkole z większości przedmiotów (klasa mat-fiz,
a do tego spora część z nas wyczynowo uprawiała sport)

Pozdr,
--
ŁK

Maciek

unread,
Mar 28, 2012, 2:59:29 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-27 21:02, Ikselka pisze:
> Ja pamiętam. Ba - znał każdego z imienia i nazwiska. Znałam sama też. Ba -
> pamietam do dziś większość moich uczniów.
Gratuluję pamięci. Gdy zaczynałem edukację, w mojej szkole podstawowej
było klas I od a do h (albo nawet i - moja pamięć jest słabsza :->), w
każdej po 30 dzieci.

> Zwykle w klasie jest pewna liczba ławek - a w nich po dwoje uczniów... Nie
> trzeba umieć liczyć do pięćdziesięciu nawet :-/
Gdyby było zawsze po dwoje uczniów, to liczenie byłoby zapewne łatwe,
ale wyobraź sobie, że bywają ławki z jednym uczniem, albo puste,
uczniowie siedzący bliżej zwyczajnie ograniczają pole widzenia i do
skutecznego przeliczenia należałoby przynajmniej wstać, na co zapewne
nie każdego było stać :->

--
Pozdrawiam
Maciek

Maciek

unread,
Mar 28, 2012, 3:01:35 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-27 22:29, Lukasz Kozicki pisze:
> W moim liceum WF-ista zawsze przeliczaďż˝, pozostali nauczyciele
> raz na jakiďż˝ czas.
Jak sam zauwa�y�e� "raz na jaki� czas". Jak ju� pisa�em, nie pami�tam,
�eby u mnie przeliczanie r�wnie� by�o norm�.


--
Pozdrawiam
Maciek

Maciek

unread,
Mar 28, 2012, 3:03:49 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-27 21:01, Ikselka pisze:
> Przykro to stwierdzić, ale ci nauczyciele kwalifikują się do
> natychmiastowego zwolnienia. Nie znać twarzy swoich uczniów i nie kojarzyć
> ich z nazwiskami po pierwszym tygodniu, no, niech będzie - miesiącu -
> pracy?
Ile osób jesteś w stanie zapamiętać w miesiąc? 100? 200? 500?

--
Pozdrawiam
Maciek

Nixe

unread,
Mar 28, 2012, 4:34:15 AM3/28/12
to
"Ikselka" <iks...@gazeta.pl> napisał

> A ja myslę, ze powinna obchodzić jego kolegów także, niezależnie od tego,
> czy nieobecność spowodowana była chorobą i leżeniem w łóżku, czy
> pospolitymi wagarami.

Obchodzić w sensie zainteresowania i troski, dlaczego kolega się nie
zjawił - OK.
Ale po kija zaraz donosić nauczycielowi? Komu ma to służyć?
Chyba tylko temu, kto doniesie, żeby poczuł się lepiej.

> Forma tego zainteresowania jest drugorzędna - każda z nich bowiem służy
> bezpieczeństwu i to jest najważniejsze.

Czyjemu bezpieczeństwu? Tych, co donoszą?

N.

Szpilka

unread,
Mar 28, 2012, 4:53:43 AM3/28/12
to

Użytkownik "Nixe" <ni...@nixe.pl> napisał w wiadomości
news:jkui3m$8rm$1...@inews.gazeta.pl...
> "Ikselka" <iks...@gazeta.pl> napisał
>
>> A ja myslę, ze powinna obchodzić jego kolegów także, niezależnie od tego,
>> czy nieobecność spowodowana była chorobą i leżeniem w łóżku, czy
>> pospolitymi wagarami.
>
> Obchodzić w sensie zainteresowania i troski, dlaczego kolega się nie
> zjawił - OK.
> Ale po kija zaraz donosić nauczycielowi? Komu ma to służyć?
> Chyba tylko temu, kto doniesie, żeby poczuł się lepiej.

Aż mi się skojarzyło :-)

http://www.youtube.com/watch?v=ji3lRSud8ss


Sylwia

serwessa

unread,
Mar 28, 2012, 5:28:08 AM3/28/12
to

Użytkownik "Maciek" <mac...@nospam.pl> napisał w wiadomości
news:jkud4p$p5p$3...@node2.news.atman.pl...
"zwykły" człowiek pewnie nie zapamięta, ale... Pamiętam jak na I roku
studiów, wykład z matematyki w pażdzierniku (ćwiczenia i wykłady raz na
tydzień z tą samą panią ok 60 letnią) i wszyscy się dziwili, jak nagle
zaczęła do ludzi po nazwisku mówić... w ciągu niecałego miesiąca znała po
nazwisku ok 300 osób, więc da się :) zwłaszcza że nie tylko z naszym
kierunkiem i na naszej uczelni miała zajęcia.

Maciek

unread,
Mar 28, 2012, 5:30:52 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 11:28, serwessa pisze:
> "zwykły" człowiek pewnie nie zapamięta, ale... Pamiętam jak na I roku
> studiów, wykład z matematyki w pażdzierniku (ćwiczenia i wykłady raz na
> tydzień z tą samą panią ok 60 letnią) i wszyscy się dziwili, jak nagle
> zaczęła do ludzi po nazwisku mówić... w ciągu niecałego miesiąca znała po
> nazwisku ok 300 osób, więc da się :) zwłaszcza że nie tylko z naszym
> kierunkiem i na naszej uczelni miała zajęcia.
Nie twierdzę, że się nie da, ale z taką pamięcią, to do jakiejś Wielkiej
Gry, a nie uczyć za psie pieniądze ;-)

--
Pozdrawiam
Maciek

serwessa

unread,
Mar 28, 2012, 5:35:09 AM3/28/12
to

Użytkownik "Maciek" <mac...@nospam.pl> napisał w wiadomości
news:jkuloh$2k7$1...@node2.news.atman.pl...
Nie wiem, chyba nauczyciele jakoś z doświadczeniem nabywają takie zdolności
;) podobnie jak kontrolerzy biletów w pociągach, raz przejda bilety
sprawdzić i potem z reguły pamiętaja komu już sprawdzali, a kto się dosiadł
nowy. Jakaś zawodowa pamięć do twarzy/nazwisk.
Wątpie żeby do czegos innego też mieli taką pamięć absolutną ;)

Nixe

unread,
Mar 28, 2012, 5:50:07 AM3/28/12
to

Użytkownik "Szpilka" <szpil...@spamugazeta.pl> napisał w wiadomości
news:jkujj1$cbp$1...@inews.gazeta.pl...
Dokładnie takie same skojarzenia mam :)

N.

Nixe

unread,
Mar 28, 2012, 5:58:56 AM3/28/12
to
"Maciek" <mac...@nospam.pl> napisał w wiadomości
news:jkucsl$p5p$1...@node2.news.atman.pl...

> Gratuluję pamięci. Gdy zaczynałem edukację, w mojej szkole podstawowej
> było klas I od a do h (albo nawet i - moja pamięć jest słabsza :->), w
> każdej po 30 dzieci.

Phi, u nas w szkole dojechano do końca alfabetu i potem była nawet I a' i I
b' (prim, jakby ktoś nie pamiętał tego symbolu ;-)

N.

Lukasz Kozicki

unread,
Mar 28, 2012, 5:56:49 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 09:01, Maciek pisze:
> W dniu 2012-03-27 22:29, Lukasz Kozicki pisze:
>> W moim liceum WF-ista zawsze przeliczał, pozostali nauczyciele
>> raz na jakiś czas.
> Jak sam zauważyłeś "raz na jakiś czas". Jak już pisałem, nie pamiętam,
> żeby u mnie przeliczanie również było normą.

Nie chcę się spierać czy określenie "raz na jakiś czas" oznacza
normę czy jej brak (moim zdaniem oznacza normę), a z Twojej
wcześniejszej wypowiedzi raczej bym wywnioskował, że w Twojej
szkole normą było nie liczenie uczniów, a jeśli liczono - to w
sytuacjach wyjątkowych.

Pozdr,
ŁK

medea

unread,
Mar 28, 2012, 5:57:18 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 08:59, Maciek pisze:
> Gratuluję pamięci. Gdy zaczynałem edukację, w mojej szkole podstawowej
> było klas I od a do h (albo nawet i - moja pamięć jest słabsza :->), w
> każdej po 30 dzieci.
>
>
> Gdyby było zawsze po dwoje uczniów, to liczenie byłoby zapewne łatwe,
> ale wyobraź sobie, że bywają ławki z jednym uczniem, albo puste,
> uczniowie siedzący bliżej zwyczajnie ograniczają pole widzenia i do
> skutecznego przeliczenia należałoby przynajmniej wstać, na co zapewne
> nie każdego było stać :->

Nie kombinuj, to nie jest żaden problem policzyć uczniów w klasie. A
wuefista może zrobić po prostu "kolejno odlicz!" ;)

Ewa

medea

unread,
Mar 28, 2012, 5:58:05 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 09:01, Maciek pisze:
> W dniu 2012-03-27 22:29, Lukasz Kozicki pisze:
>> W moim liceum WF-ista zawsze przeliczał, pozostali nauczyciele
>> raz na jakiś czas.
> Jak sam zauważyłeś "raz na jakiś czas". Jak już pisałem, nie pamiętam,
> żeby u mnie przeliczanie również było normą.

Nie zauważyłeś może? Nauczyciele robią to mechanicznie.

Ewa

medea

unread,
Mar 28, 2012, 5:59:08 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 09:03, Maciek pisze:
180 przez kilka tygodni po godzinie tygodniowo. Tyle zapamiętywałam.
Po latach rozpoznaję jeszcze na ulicy, chociaż już nazwiska nie dopasuję.

Ewa

medea

unread,
Mar 28, 2012, 6:01:34 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 11:35, serwessa pisze:
>
>
> Nie wiem, chyba nauczyciele jakoś z doświadczeniem nabywają takie
> zdolności ;) podobnie jak kontrolerzy biletów w pociągach, raz przejda
> bilety sprawdzić i potem z reguły pamiętaja komu już sprawdzali, a kto
> się dosiadł nowy. Jakaś zawodowa pamięć do twarzy/nazwisk.
> Wątpie żeby do czegos innego też mieli taką pamięć absolutną ;)

Bo to jest pamięć krótkotrwała. Po jakimś czasie się zapomina. Poza tym
kojarzy się też z miejscem - jeśli w innym miejscu spotkasz ucznia, nie
w klasie w szkole, to już tak szybko nie przypomnisz sobie nazwiska.

Ewa

medea

unread,
Mar 28, 2012, 6:03:01 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 10:53, Szpilka pisze:
:-D

Ewa

Nixe

unread,
Mar 28, 2012, 6:21:21 AM3/28/12
to

Użytkownik "medea" <xx...@poczta.fm> napisał w wiadomości
news:jkund9$7bp$3...@news.icm.edu.pl...

> 180 przez kilka tygodni po godzinie tygodniowo. Tyle zapamiętywałam.

Rainwoman normalnie ;-)

N.

Maciek

unread,
Mar 28, 2012, 7:01:46 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 11:57, medea pisze:
> Nie kombinuj, to nie jest żaden problem policzyć uczniów w klasie. A
> wuefista może zrobić po prostu "kolejno odlicz!" ;)
Musi się jeszcze chcieć. Po 3 lekcji pewnie już nie każdemu się chce :->

--
Pozdrawiam
Maciek

Maciek

unread,
Mar 28, 2012, 7:03:20 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 11:58, medea pisze:
> Nie zauważyłeś może? Nauczyciele robią to mechanicznie.
Widocznie wtedy, gdy stan nie zgadzał się z listą, mieściło się to w
granicach błędu mechaniki maszyny zliczającej ;-)

--
Pozdrawiam
Maciek

medea

unread,
Mar 28, 2012, 11:27:01 AM3/28/12
to
W dniu 2012-03-28 12:21, Nixe pisze:
A bywali i lepsi ode mnie. ;)

Ewa

Ikselka

unread,
Mar 28, 2012, 11:59:30 AM3/28/12
to
Dnia Wed, 28 Mar 2012 08:59:29 +0200, Maciek napisał(a):

> W dniu 2012-03-27 21:02, Ikselka pisze:
>> Ja pamiętam. Ba - znał każdego z imienia i nazwiska. Znałam sama też. Ba -
>> pamietam do dziś większość moich uczniów.
> Gratuluję pamięci. Gdy zaczynałem edukację, w mojej szkole podstawowej
> było klas I od a do h (albo nawet i - moja pamięć jest słabsza :->), w
> każdej po 30 dzieci.

Bywało i 40 - jak dla mnie, w mojej pracy. Od a do g.

>
>> Zwykle w klasie jest pewna liczba ławek - a w nich po dwoje uczniów... Nie
>> trzeba umieć liczyć do pięćdziesięciu nawet :-/
> Gdyby było zawsze po dwoje uczniów, to liczenie byłoby zapewne łatwe,
> ale wyobraź sobie, że bywają ławki z jednym uczniem, albo puste,
> uczniowie siedzący bliżej zwyczajnie ograniczają pole widzenia i do
> skutecznego przeliczenia należałoby przynajmniej wstać, na co zapewne
> nie każdego było stać :->

Stać na wstanie? - nie nie każdego zapewne, przecież za stanie
nauczycielowi dziś nie płacą ;-PPP
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 28, 2012, 12:00:10 PM3/28/12
to
No daj spokój, codziennie stykajac się z nimi - mogę i 1000.
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 28, 2012, 12:01:57 PM3/28/12
to
Dnia Wed, 28 Mar 2012 10:34:15 +0200, Nixe napisał(a):

> "Ikselka" <iks...@gazeta.pl> napisał
>
>> A ja myslę, ze powinna obchodzić jego kolegów także, niezależnie od tego,
>> czy nieobecność spowodowana była chorobą i leżeniem w łóżku, czy
>> pospolitymi wagarami.
>
> Obchodzić w sensie zainteresowania i troski, dlaczego kolega się nie
> zjawił - OK.
> Ale po kija zaraz donosić nauczycielowi?

A KOMU? - zwłaszcza w szkole.

> Komu ma to służyć?
> Chyba tylko temu, kto doniesie, żeby poczuł się lepiej.

To nie jest takie oczywiste.

>
>> Forma tego zainteresowania jest drugorzędna - każda z nich bowiem służy
>> bezpieczeństwu i to jest najważniejsze.
>
> Czyjemu bezpieczeństwu? Tych, co donoszą?
>

Tych, co uciekli, zwłaszcza jeśli mają znowu taki zamiar...


--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 28, 2012, 12:09:15 PM3/28/12
to
To jest pamięć bierna (a nie encyklopedyczna) - bardzo pojemna i efektywna,
oczywiście przy minimum zaangażowania polegajacym na CHĘCI oraz
systematycznym każdorazowym podążaniu wzrokiem za osobowym "desygnatem"
wstającym(sic!) i zgłaszającym głosowo istnienie bijekcji między nim samym
a konkretnym tekstowym zapisem w dzienniku 333-),
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 28, 2012, 12:09:41 PM3/28/12
to
Mają.
--

XL wiosenna

Nixe

unread,
Mar 29, 2012, 5:39:31 AM3/29/12
to

Użytkownik "Ikselka" <iks...@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:s0jdc6sfad0y$.hfytyslufqsl$.dlg@40tude.net...

>>> A ja myslę, ze powinna obchodzić jego kolegów także, niezależnie od
>>> tego,
>>> czy nieobecność spowodowana była chorobą i leżeniem w łóżku, czy
>>> pospolitymi wagarami.

>> Obchodzić w sensie zainteresowania i troski, dlaczego kolega się nie
>> zjawił - OK. Ale po kija zaraz donosić nauczycielowi?

> A KOMU? - zwłaszcza w szkole.

Ja się pytam "po kija", a nie "komu".
Po co w ogóle donosić?
Może zamiast tego warto pogadać z kolegą, zapytać, czy ma problemy, czy
można mu pomóc, wyjaśnić z nim, dlaczego ucieka z lekcji.
Jeśli jednak to nie jest bliski kolega, tylko obiekt, na którym można się
zemścić donosząc na niego albo jeśli to kolega, ale nie ma ochoty rozmawiać
na takie tematy, a ucieka, bo ma taki kaprys i ostatnią rzeczą, o której
marzy jest to, by dowiedzieli się o tym inni, to doniesienie o tym wbrew
jego woli jest po prostu świństwem, a nie oznaką koleżeństwa. Zwłaszcza, że
to szkoła i rodzice są od tego, by zauważyć ucieczki z lekcji i zająć się
tym, a nie koledzy z klasy.

>> Komu ma to służyć?
>> Chyba tylko temu, kto doniesie, żeby poczuł się lepiej.
>
> To nie jest takie oczywiste.

A tym przypadku, o którym mowa w artykule obawiam się, że tak.
Plus to, że donosiciel może chciał się odegrać za jakieś wcześniejsze
krzywdy bądź po prostu zrobił to złośliwie.
Nie zakładam troski o przyjaciół. Gdyby tak było, to_przyjaciele_raczej nie
skopaliby troskliwego kolegi.

Jest taka zasada - nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu - i ja się
całkowicie z tym zgadzam.

>>> Forma tego zainteresowania jest drugorzędna - każda z nich bowiem służy
>>> bezpieczeństwu i to jest najważniejsze.

>> Czyjemu bezpieczeństwu? Tych, co donoszą?

> Tych, co uciekli, zwłaszcza jeśli mają znowu taki zamiar...

Ale o co chodzi z tym bezpieczeństwem?
Czy na wagarach grozi uczniom dużo większe niebezpieczeństwo niż podczas
drogi do/z szkoły?

N.

Agnieszka

unread,
Mar 29, 2012, 5:55:53 AM3/29/12
to
Użytkownik "Nixe" <ni...@nixe.pl> napisał w wiadomości
news:jl1aa1$8bt$1...@inews.gazeta.pl...
>
> Ale o co chodzi z tym bezpieczeństwem?
> Czy na wagarach grozi uczniom dużo większe niebezpieczeństwo niż podczas
> drogi do/z szkoły?

Tak, dużo większe. Uwierz osobie, która ma spore doświadczenie w wagarach
;-)

Agnieszka


czeremcha

unread,
Mar 29, 2012, 1:40:53 PM3/29/12
to
On 29 Mar, 11:39, "Nixe" <n...@nixe.pl> wrote:

> Może zamiast tego warto pogadać z kolegą, zapytać, czy ma problemy, czy
> można mu pomóc, wyjaśnić z nim, dlaczego ucieka z lekcji.

A tego to ja już sobie w ogóle nie wyobrażam... Porozmawiajmy o twoim
problemie... Jak w talk-show. Dzieciaki wiedzą o swoich problemach i
tyle. A jeśli o czymś nie wiedzą - to o problemach, o których ktoś nie
chce powiedzieć i nie powie.

> Zwłaszcza, że
> to szkoła i rodzice są od tego, by zauważyć ucieczki z lekcji i zająć się
> tym, a nie koledzy z klasy.

Nie wiemy, o co poszło i jak było dokładnie. Może była grupa uczniów
regularnie wagarujących i w inny sposób łamiący szkolny regulamin, a
klasie groziła zbiorowa odpowiedzialność? Na przykład cofnięcie
wyjazdu na wycieczkę albo coś innego? A "donosiciel" był klasowym
starostą czy kimś takim?

Specjalnie piszę "donosiciel" używając cudzysłowu. Bo nie każdy
"donosiciel" to donosiciel.

> Jest taka zasada - nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu - i ja się
> całkowicie z tym zgadzam.

Niektóre społeczeństwa dzięki innemu podejściu np. oszczędzają sporo
pieniędzy z państwowego budżetu. I chwała im za to.

> Czy na wagarach grozi uczniom dużo większe niebezpieczeństwo niż podczas
> drogi do/z szkoły?

Nie wagaruje się tylko po to, żeby nie iść do szkoły. Skoro ci
piłkarze byli takimi gwiazdorami, to kto wie, co jeszcze mieli na
sumieniu i na co łaskawie przymykano oko.

Wiem, podpieranie się "wiedzą" zdobytą dzięki oglądaniu filmów to
słaby argument, ale... Sporo bywało hamerykańskich filmów pokazujących
koledżowe realia - "zwykli" studenci chodzą z podręcznikami, siedzą w
bibliotekach i kują do egzaminów, a reprezentanci szkoły w koszykówkę
czy inne czirliderki - o poziomie intelektualnym pierwotniaka - jakoś
bez problemu dają sobie radę... Czyżby i ten model miał u nas zawitać?

Ania

Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 2:25:38 PM3/29/12
to
Dnia Thu, 29 Mar 2012 11:39:31 +0200, Nixe napisał(a):

> Może zamiast tego warto pogadać z kolegą, zapytać, czy ma problemy, czy
> można mu pomóc, wyjaśnić z nim, dlaczego ucieka z lekcji.

Ty wierzysz w to, co mówisz?
Naprawdę???
333-)
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 2:32:36 PM3/29/12
to
Dnia Thu, 29 Mar 2012 11:39:31 +0200, Nixe napisał(a):

> Ale o co chodzi z tym bezpieczeństwem?
> Czy na wagarach grozi uczniom dużo większe niebezpieczeństwo niż podczas
> drogi do/z szkoły?

Po pierwsze - sprawa ubezpieczenia choćby: wypadkowe ubezpieczenie
uczniowskie obejmuje drogę z i do szkoły oraz przebywanie na terenie
szkoły. Będąc na wagarach uczeń NIE PODLEGA temu ubezpieczeniu.
Po drugie - szkoła nie ponosi odpowiedzialności prawnej za ucznia poza jej
terenem w którym się znalazł poza zajęciami szkolnymi.
Po trzecie (a właściwie powinno być pierwsze) - będąc na wagarach uczeń
zwykle przebywa w niebezpiecznej i nieustalonej lokalizacji i towarzystwie.
Z natury swego czynu chcąc uniknąć "przyuważenia" chodzi w miejsca, w
których znalezienie go w razie wyoadku/napaści itp jest utrudnione.
I tak dalej.
Ze też Ci takie sprawy trzeba tłumaczyć.
--

XL wiosenna

Nixe

unread,
Mar 29, 2012, 3:08:56 PM3/29/12
to
W dniu 2012-03-29 20:32, Ikselka pisze:

> Po pierwsze - sprawa ubezpieczenia choćby: wypadkowe ubezpieczenie
> uczniowskie obejmuje drogę z i do szkoły oraz przebywanie na terenie
> szkoły. Będąc na wagarach uczeń NIE PODLEGA temu ubezpieczeniu.

Podlega. Podlega nawet podczas wakacji na drugiej półkuli. Ubezpieczenie
nie precyzuje, gdzie i kiedy powinien przebywać uczeń.
Ale to szczegół, bo co ubezpieczenie ma wspólnego z bezpieczeństwem?

> Po drugie - szkoła nie ponosi odpowiedzialności prawnej za ucznia poza jej
> terenem w którym się znalazł poza zajęciami szkolnymi.

Jak wyżej - co to ma do rzeczy i do składania donosów?

> Po trzecie (a właściwie powinno być pierwsze) - będąc na wagarach uczeń
> zwykle przebywa w niebezpiecznej i nieustalonej lokalizacji i towarzystwie.

Na wagary to się teraz najczęściej nie chodzi, tylko ... zostaje w domu
albo idzie do kolegi. Za duże ryzyko nadziania się na donosicieli :>
Nieobecność na lekcjach =/= przebywanie Bóg wie gdzie i z Bóg wie kim.

> Z natury swego czynu chcąc uniknąć "przyuważenia" chodzi w miejsca, w
> których znalezienie go w razie wyoadku/napaści itp jest utrudnione.

Jak wyżej. To nie te czasy, gdy na wagary chodziło się do lasu, "na
budowę" czy jechało paręnaście km za miasto.

> Ze też Ci takie sprawy trzeba tłumaczyć.

Ty jak zwykle zręcznie wycinasz wszystko, co niewygodne, a potem kota
ogonem odwracasz, imputując, że ktoś czegoś nie rozumie ;-)
Nie trzeba mi tłumaczyć banałów, tyle, że te banały nie mają związku z
tym, o co pytałam. A pytałam co konia obchodzi, że się wóz przewrócił,
czyli co komu do tego, że jego kolega z klasy nie przyszedł do szkoły i
z pewnością nie życzy sobie, by ktoś zgłaszał to nauczycielowi?

Ty byś sobie życzyła, żeby ktoś z powodu fałszywej troski donosił na
Ciebie gdziekolwiek? Teraz czy kiedyś? Jakoś nie sądzę, więc też mogę
napisać "że też Ci takie sprawy trzeba tłumaczyć"

N.

Nixe

unread,
Mar 29, 2012, 3:12:40 PM3/29/12
to
W dniu 2012-03-29 20:25, Ikselka pisze:
Nie, nie wierzę, więc tym bardziej trudno mi zakładać, że donos do
nauczyciela, że Józia nie było na lekcjach jest spowodowany troską
kolegi. Nie jest, bo dzieciaki w wieku gimnazjalnym nie kierują się w
takich gestach empatią, tylko albo głupotą, albo złośliwością albo
chęcią odwetu. Zwłaszcza, gdy jest już post factum i donos w żaden
sposób już Józiowi nie pomoże.
Dlatego dla mnie latanie z jęzorem w takich sprawach nigdy nie będzie
zasługiwało na usprawiedliwienie.

N.

Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 3:21:19 PM3/29/12
to
Powiem Ci tak: kiedyś zrobiłam głupstwo jako nastolatka, głupstwo to mogło
się dla mnie skończyc bardzo źle. Mówiąc krótko oddaliłam się od mamy będąc
za granicą, z poznanym towarzystwem, i wróciłam późną nocą. Nic mi się nie
stało, nie zostałam zgwałcona ani nie straciłam dziwictwa w zaden inny
sposób, ani nietykalności cielesnej... Ale to, co wtedy przeżyła moja mama
przeze mnie oraz to, co MOGŁO się stać, napawa mnie aż do dziś
przerażeniem, a mój żal z powodu przysporzenia mamie takich przeżyć jest
nie do naprawienia.

Dziś, jako dojrzała kobieta, matka dziewcząt, wolałabym żeby wtedy ktoś
(koleżanki któe znały mój zamiar) uprzedził sprawę donosem do mamy...


--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 3:21:45 PM3/29/12
to
Ja nie szukam usprawiedliwień, tylko sensu.


--

XL wiosenna

Nixe

unread,
Mar 29, 2012, 3:39:47 PM3/29/12
to
W dniu 2012-03-29 21:21, Ikselka pisze:

> Powiem Ci tak: kiedyś zrobiłam głupstwo jako nastolatka, głupstwo to mogło
> się dla mnie skończyc bardzo źle. Mówiąc krótko oddaliłam się od mamy będąc
> za granicą, z poznanym towarzystwem, i wróciłam późną nocą. Nic mi się nie
> stało, nie zostałam zgwałcona ani nie straciłam dziwictwa w zaden inny
> sposób, ani nietykalności cielesnej... Ale to, co wtedy przeżyła moja mama
> przeze mnie oraz to, co MOGŁO się stać, napawa mnie aż do dziś
> przerażeniem, a mój żal z powodu przysporzenia mamie takich przeżyć jest
> nie do naprawienia.
>
> Dziś, jako dojrzała kobieta, matka dziewcząt, wolałabym żeby wtedy ktoś
> (koleżanki któe znały mój zamiar) uprzedził sprawę donosem do mamy...

Porównanie jest bez sensu. Co innego powiedzieć prawdę w sytuacji, gdy
ktoś zaginął i szuka go rozpaczliwie pół Polski*, a co innego
powiedzieć, że kogoś_nie_było_na lekcjach. NIE BYŁO. Widzisz diametralną
różnicę?

* chociaż w przypadku, gdyby to dotyczyło dorosłej osoby, to przede
wszystkim uszanowałabym jej wolę

N.

Nixe

unread,
Mar 29, 2012, 3:40:57 PM3/29/12
to
W dniu 2012-03-29 21:21, Ikselka pisze:
Jak zwał, tak zwał.
Sensu też w tym nie ma kompletnie żadnego.

N.


Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 4:01:13 PM3/29/12
to
Ja jako matka widzę go.
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 4:02:27 PM3/29/12
to
Dnia Thu, 29 Mar 2012 21:39:47 +0200, Nixe napisał(a):

> W dniu 2012-03-29 21:21, Ikselka pisze:
>
>> Powiem Ci tak: kiedyś zrobiłam głupstwo jako nastolatka, głupstwo to mogło
>> się dla mnie skończyc bardzo źle. Mówiąc krótko oddaliłam się od mamy będąc
>> za granicą, z poznanym towarzystwem, i wróciłam późną nocą. Nic mi się nie
>> stało, nie zostałam zgwałcona ani nie straciłam dziwictwa w zaden inny
>> sposób, ani nietykalności cielesnej... Ale to, co wtedy przeżyła moja mama
>> przeze mnie oraz to, co MOGŁO się stać, napawa mnie aż do dziś
>> przerażeniem, a mój żal z powodu przysporzenia mamie takich przeżyć jest
>> nie do naprawienia.
>>
>> Dziś, jako dojrzała kobieta, matka dziewcząt, wolałabym żeby wtedy ktoś
>> (koleżanki któe znały mój zamiar) uprzedził sprawę donosem do mamy...
>
> Porównanie jest bez sensu. Co innego powiedzieć prawdę w sytuacji, gdy
> ktoś zaginął i szuka go rozpaczliwie pół Polski*, a co innego
> powiedzieć, że kogoś_nie_było_na lekcjach. NIE BYŁO. Widzisz diametralną
> różnicę?


Ale ja nie zaginęłam. Odnieś się do (mojego nieletniego oraz ucznia)
oddalenia się bez wiedzy opiekuna.

>
> * chociaż w przypadku, gdyby to dotyczyło dorosłej osoby, to przede
> wszystkim uszanowałabym jej wolę
>


Jak wyżej.


--

XL wiosenna

Nixe

unread,
Mar 29, 2012, 4:29:36 PM3/29/12
to
W dniu 2012-03-29 22:02, Ikselka pisze:
> Dnia Thu, 29 Mar 2012 21:39:47 +0200, Nixe napisał(a):
>
>> W dniu 2012-03-29 21:21, Ikselka pisze:
>>
>>> Powiem Ci tak: kiedyś zrobiłam głupstwo jako nastolatka, głupstwo to mogło
>>> się dla mnie skończyc bardzo źle. Mówiąc krótko oddaliłam się od mamy będąc
>>> za granicą, z poznanym towarzystwem, i wróciłam późną nocą. Nic mi się nie
>>> stało, nie zostałam zgwałcona ani nie straciłam dziwictwa w zaden inny
>>> sposób, ani nietykalności cielesnej... Ale to, co wtedy przeżyła moja mama
>>> przeze mnie oraz to, co MOGŁO się stać, napawa mnie aż do dziś
>>> przerażeniem, a mój żal z powodu przysporzenia mamie takich przeżyć jest
>>> nie do naprawienia.
>>>
>>> Dziś, jako dojrzała kobieta, matka dziewcząt, wolałabym żeby wtedy ktoś
>>> (koleżanki któe znały mój zamiar) uprzedził sprawę donosem do mamy...
>>
>> Porównanie jest bez sensu. Co innego powiedzieć prawdę w sytuacji, gdy
>> ktoś zaginął i szuka go rozpaczliwie pół Polski*, a co innego
>> powiedzieć, że kogoś_nie_było_na lekcjach. NIE BYŁO. Widzisz diametralną
>> różnicę?

> Ale ja nie zaginęłam. Odnieś się do (mojego nieletniego oraz ucznia)
> oddalenia się bez wiedzy opiekuna.

Skoro nie zaginęłaś, to czym martwiła się Twoja mama?
Że nie dotrzymałaś jej towarzystwa przy kolacji? :>
Przecież to jasne, że ona nie wiedziała, co się z Tobą stało.

N.

Nixe

unread,
Mar 29, 2012, 4:31:48 PM3/29/12
to
W dniu 2012-03-29 22:01, Ikselka pisze:
To jeszcze raz - jak jest sens doniesienia nauczycielowi, że Józia
nie_BYŁO_na lekcji, zakładając, że Józio jest cały, zdrowy, a z lekcji
urwał się, bo nie przygotował się na klasówkę?

N.

Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 6:04:11 PM3/29/12
to
Martwiła się, że w dzikiej (wtedy tak!) Bułgarii porwano, zgwałcono i
zabito jej córkę, w dodatku nie ma dokąd iść po pomoc.
Stała przed domem, gdzie kwaterowałyśmy, cały wieczór, do 12 w nocy,
czekając na mnie i płakała. Tak ją zastałam, wracając, odprowadzana przez
jednego dżentelmena rodem z Warny.

Mało?


I to JA mam z tym do dziś problem. Poważny. Nie mogę sobie wydarować swej
bezmyślności w ogóle i wobec mamy, co z tego, ze bezmyślnosci młodzieńczej,
kiedy ona do dziś jest przyczyną mego dorosłego żalu, ze zrobiłam to MATCE.
Na tym się skup.
--

XL wiosenna

Ikselka

unread,
Mar 29, 2012, 6:05:29 PM3/29/12
to
Taki, że Józio zostanie ukarany (ach nie, niekoniecznie biciem!)i na drugi
raz niekoniecznie ucieknie.
Jak dla mnie wystarczy - gdybym była matką Józia.


--

XL wiosenna

Paulinka

unread,
Mar 29, 2012, 6:15:12 PM3/29/12
to
Ikselka pisze:

>>> Ja jako matka widzę go.
>> To jeszcze raz - jak jest sens doniesienia nauczycielowi, że Józia
>> nie_BYŁO_na lekcji, zakładając, że Józio jest cały, zdrowy, a z lekcji
>> urwał się, bo nie przygotował się na klasówkę?
>>
>
> Taki, że Józio zostanie ukarany (ach nie, niekoniecznie biciem!)i na drugi
> raz niekoniecznie ucieknie.
> Jak dla mnie wystarczy - gdybym była matką Józia.

Matko Bosku moja rodzicielka powinna mnie zakatować za głupie
młodzieńcze pomysły. Na całe szczęście była i jest normalną matką.
I jak ja bardzo doceniam w takich sytuacjach fakt, że nikt mnie na
smyczy nie trzymał, jak zrobiłam coś głupiego, to zawsze na własny
rachunek.


--

Paulinka

krys

unread,
Mar 30, 2012, 1:29:37 AM3/30/12
to
Paulinka wrote:

> Ikselka pisze:
>
>>>> Ja jako matka widzę go.
>>> To jeszcze raz - jak jest sens doniesienia nauczycielowi, że Józia
>>> nie_BYŁO_na lekcji, zakładając, że Józio jest cały, zdrowy, a z lekcji
>>> urwał się, bo nie przygotował się na klasówkę?
>>>
>>
>> Taki, że Józio zostanie ukarany (ach nie, niekoniecznie biciem!)i na
>> drugi raz niekoniecznie ucieknie.
>> Jak dla mnie wystarczy - gdybym była matką Józia.

Ucieknie, tylko tak, żeby go nikt nie przyuważył, a kolega za "troskę" bęcki
dostanie.

Nauczyciel powinien bez donosów wiedzieć, kogo w szkole nie ma - po to ma
listę obecności do sprawdzenia. Od uzasadniania nieobecności w szkole i jej
usprawiedliwiania jest rodzic, a nie kolega Józio.

--
Pozdrawiam
J.

www.kontestacja.com

Nixe

unread,
Mar 30, 2012, 3:34:06 AM3/30/12
to
W dniu 2012-03-30 00:04, Ikselka pisze:

> Martwiła się, że w dzikiej (wtedy tak!) Bułgarii porwano, zgwałcono i
> zabito jej córkę, w dodatku nie ma dokąd iść po pomoc.
> Stała przed domem, gdzie kwaterowałyśmy, cały wieczór, do 12 w nocy,
> czekając na mnie i płakała. Tak ją zastałam, wracając, odprowadzana przez
> jednego dżentelmena rodem z Warny.
>
> Mało?

No i o to mi chodzi! Myślała, że zginęłaś (zniknęłaś, a nie zginęłaś od
kuli), więc w takich sytuacji normalne jest, że koleżanki, które o tym
wiedziały, powinny jej powiedzieć prawdę.

> I to JA mam z tym do dziś problem. Poważny.

I dlatego uważasz, że dzieci powinny donosić na siebie. Bez jaj.
Raczej powinnaś uczyć dzieci (swoich już trochę za późno, ale kiedyś
będą wnuki), by nie popełniały takich błędów, jak Ty i powinny być
bardziej odpowiedzialne za swoje czyny, bo inni się o nie martwią.
Nadal to jednak nie usprawiedliwia donosów.

> Nie mogę sobie wydarować swej
> bezmyślności w ogóle i wobec mamy, co z tego, ze bezmyślnosci młodzieńczej,
> kiedy ona do dziś jest przyczyną mego dorosłego żalu, ze zrobiłam to MATCE.
> Na tym się skup.

Nie, nie będę się na tym skupiać, bo to nie ma żadnego związku z
tematem. To zupełnie dwie inne sprawy.

A Ty nie masz już powodów do tego, by sobie nie darować tego, co
zrobiłaś. Każdy z nas popełniał i popełnia głupie błędy. Jeśli nie można
ich już naprawić, to trudno. Posypywanie głowy popiołem przez całej
życie to pierwszy krok do psychiatry. Poważnie. Tak więc żyj i nie myśl
już o tym. Twoja mama z pewnością wybaczyła Ci, jak tylko się znalazłaś
i podejrzewam, że raczej ona mogła mieć wyrzuty sumienia, że Cię nie
dopilnowała albo, że zaniedbała Wasze relacje w inny sposób.

N.

Nixe

unread,
Mar 30, 2012, 3:36:01 AM3/30/12
to
W dniu 2012-03-30 00:05, Ikselka pisze:

> Taki, że Józio zostanie ukarany (ach nie, niekoniecznie biciem!)i na drugi
> raz niekoniecznie ucieknie.

Weź sobie kobieto obejrzyj ten fragment "Nie ma róży bez ognia", bo
widzę, że nic do Ciebie nie dociera.

N.

Iwon(K)a

unread,
Mar 30, 2012, 10:20:19 AM3/30/12
to
"Paulinka" <paulinka503_pr...@wp.pl> wrote in message
news:jl2mtj$dsl$1...@node2.news.atman.pl...
jesli brak wychowania i wplywu na dziecko uwazasz, za "normalnosc" to
bardziej
podpada pod "znak czasow".

i.

Iwon(K)a

unread,
Mar 30, 2012, 10:33:02 AM3/30/12
to
"medea" <xx...@poczta.fm> wrote in message
news:jkppue$oa3$1...@news.icm.edu.pl...
> W dniu 2012-03-26 12:21, Agnieszka pisze:
>> Cicho tu jakoś, to podrzucę link, może coś się ruszy ;-)
>>
>> http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,11410232,Spor_o_kare_dla_gimnazjalistow__Wazniejszy_pobity.html
>>
>> Moje zdanie? Szkoła postąpiła słusznie. Chociaż ja bym jeszcze dorzuciła
>> wywalenie z drużyny, o którą jest ta cała awantura. Ale ja to zawsze mam
>> inne zdanie niż większość rodziców...
>
> Popieram Twoje zdanie. Gdyby cofnęli im tę karę, to byłby IMO skandal.
> A już szczytem wszystkiego jest to:
> "- Trzecioklasista doniósł na kolegów. To jego powinno się ukarać. Szkoła
> tego nie zrobiła, więc sprawę w swoje ręce wzięli uczniowie - stwierdził
> ojciec ucznia z klasy 2 b."
> Tyle mówi się niby o przeciwdziałaniu przemocy i szybkim reagowaniu, a tu
> taki kwiatek w postaci tego tatusia.


niestety takich "tatusiow" i "mamus" jest wiecej. Bycie uczciwym, zwracanie
uwagi na
oszustwo, jest kojarzone z donosicielstwem,i pewnie jeszcze jakimis innymi
negatywnymi
cechami. I to jest imo znak czasow. Oszustwo i przymykanie oczu na owe jest
spoleczna cnota. I wtedy takie afery wyplywaja.

i.


Agnieszka

unread,
Mar 30, 2012, 11:23:02 AM3/30/12
to
Użytkownik "Paulinka" <paulinka503_pr...@wp.pl> napisał w
wiadomości news:jl2mtj$dsl$1...@node2.news.atman.pl...
>
> Matko Bosku moja rodzicielka powinna mnie zakatować za głupie młodzieńcze
> pomysły. Na całe szczęście była i jest normalną matką.
> I jak ja bardzo doceniam w takich sytuacjach fakt, że nikt mnie na smyczy
> nie trzymał, jak zrobiłam coś głupiego, to zawsze na własny rachunek.

A ja się cieszę, że kilka moich młodzieńczych wyskoków nie skończyło się dla
mnie tragicznie. I nie wiem czy nie wolałabym w dupę dostać przy pierwszym i
nie pozwlić sobie na następne, niż ciągle po latach rozpamiętywać, co się
mogło stać i tylko ogromnym fartem nie stało.

Agnieszka


Nixe

unread,
Mar 30, 2012, 12:39:08 PM3/30/12
to

Użytkownik "Agnieszka" <agni...@zwawy.pl> napisał w wiadomości
news:jl4j4b$n5m$1...@inews.gazeta.pl...
Lepiej grzeszyć i żałować, niż żałować, że się nie grzeszyło :)
Wszystko jest w życiu po trosze potrzebne, nawet młodzieńcze wyskoki.
M. in. dzięki temu nabieramy wiedzy i doświadczenia.

N.

Qrczak

unread,
Mar 30, 2012, 2:51:05 PM3/30/12
to
Dnia 2012-03-30 18:39, niebożę Nixe wylazło do ludzi i marudzi:
Ojtaktak. I poproszę nie w dupę.

qr.a
--
Jak się zadaje podchwytliwe pytania, to się trzeba liczyć z
nieprawidłową odpowiedzią. /by Dębska/

Ikselka

unread,
Mar 30, 2012, 4:25:04 PM3/30/12
to
Wiesz, u mnie to był "pierwszy" wyskok. W wieku lat 17. Dostałam wtedy
tylko po twarzy, pierwszy raz i ostatni od mamy.


--

XL wiosenna

Aicha

unread,
Apr 1, 2012, 5:59:58 PM4/1/12
to
W dniu 2012-03-30 00:04, Ikselka pisze:

> Martwiła się, że w dzikiej (wtedy tak!) Bułgarii porwano, zgwałcono i
> zabito jej córkę, w dodatku nie ma dokąd iść po pomoc.
> Stała przed domem, gdzie kwaterowałyśmy, cały wieczór, do 12 w nocy,
> czekając na mnie i płakała. Tak ją zastałam, wracając, odprowadzana przez
> jednego dżentelmena rodem z Warny.

No to dzikus czy dżentelmen?

Moja mama do dziś nie wie, jak to z koleżanką i kolegą, rówieśnikami,
poszliśmy sobie bez powiadamiania kogokolwiek na spacer po węgierskiej
miejscowości, w której byliśmy na koloniach. Chyba ktoś chciał na nas
donieść potem do Polski, ale skończyło się na reprymendzie.

--
Nie ma na tym świecie bestii podobnej złej kobiecie, chociaż bowiem
wśród czworonogów lew jest najsroższy, a wśród wężów drakon najdzikszy,
to żadnego z nich nie można porównać ze złą kobietą. (Piotr Komes)

Ikselka

unread,
Apr 2, 2012, 8:24:18 AM4/2/12
to
Dnia Sun, 01 Apr 2012 23:59:58 +0200, Aicha napisał(a):

> W dniu 2012-03-30 00:04, Ikselka pisze:
>
>> Martwiła się, że w dzikiej (wtedy tak!) Bułgarii porwano, zgwałcono i
>> zabito jej córkę, w dodatku nie ma dokąd iść po pomoc.
>> Stała przed domem, gdzie kwaterowałyśmy, cały wieczór, do 12 w nocy,
>> czekając na mnie i płakała. Tak ją zastałam, wracając, odprowadzana przez
>> jednego dżentelmena rodem z Warny.
>
> No to dzikus czy dżentelmen?

Generalnie negatywne wpływy bałkańskie w ówczesnej Bułgarii były ogromne,
co objawiało się właśnie w traktowaniu kobiet - ale zawsze potrafiłam
wyłuskać z tłumu dżentelmena-rodzynka.
Jak widać.

>
> Moja mama do dziś nie wie, jak to z koleżanką i kolegą, rówieśnikami,
> poszliśmy sobie bez powiadamiania kogokolwiek na spacer po węgierskiej
> miejscowości, w której byliśmy na koloniach.

Ale nie byłaś sama (dziewczyna!), nie pojechałaś z nieznanym (matce,
opiekunom) człowiekiem autobusem, kilkadziesiąt km do odległej
miejscowości, i nie wróciłaś po 12 w nocy?

> Chyba ktoś chciał na nas
> donieść potem do Polski, ale skończyło się na reprymendzie.

Węgry a Bułgaria WTEDY to były dwa różne swiaty. Podejrzewam że i dziś.
--

XL wiosenna

Aicha

unread,
Apr 2, 2012, 10:37:56 AM4/2/12
to
W dniu 2012-04-02 14:24, Ikselka pisze:

>> Moja mama do dziś nie wie, jak to z koleżanką i kolegą, rówieśnikami,
>> poszliśmy sobie bez powiadamiania kogokolwiek na spacer po węgierskiej
>> miejscowości, w której byliśmy na koloniach.
>
> Ale nie byłaś sama (dziewczyna!), nie pojechałaś z nieznanym (matce,
> opiekunom) człowiekiem autobusem, kilkadziesiąt km do odległej
> miejscowości, i nie wróciłaś po 12 w nocy?

Nie. Za mało miałam wrodzonej mądrości na to :)

> Węgry a Bułgaria WTEDY to były dwa różne swiaty. Podejrzewam że i dziś.

Eee.... bardzo miło wspominam rodzinne wczasy w Burgas sprzed lat :)
Zresztą brat z rodziną rok czy dwa temu też nie narzekali.

Ikselka

unread,
Apr 2, 2012, 11:48:02 AM4/2/12
to
Dnia Mon, 02 Apr 2012 16:37:56 +0200, Aicha napisał(a):

> W dniu 2012-04-02 14:24, Ikselka pisze:
>
>>> Moja mama do dziś nie wie, jak to z koleżanką i kolegą, rówieśnikami,
>>> poszliśmy sobie bez powiadamiania kogokolwiek na spacer po węgierskiej
>>> miejscowości, w której byliśmy na koloniach.
>>
>> Ale nie byłaś sama (dziewczyna!), nie pojechałaś z nieznanym (matce,
>> opiekunom) człowiekiem autobusem, kilkadziesiąt km do odległej
>> miejscowości, i nie wróciłaś po 12 w nocy?
>
> Nie. Za mało miałam wrodzonej mądrości na to :)
>
>> Węgry a Bułgaria WTEDY to były dwa różne swiaty. Podejrzewam że i dziś.
>
> Eee.... bardzo miło wspominam rodzinne wczasy w Burgas sprzed lat :)
> Zresztą brat z rodziną rok czy dwa temu też nie narzekali.

Jasssne.
Jak się chodzi utartymi ścieżkami. Widzę, ze nie wiesz, o czym piszę.
--

XL wiosenna

Qrczak

unread,
Apr 2, 2012, 12:22:00 PM4/2/12
to
Dnia 2012-04-02 17:48, niebożę Ikselka wylazło do ludzi i marudzi:
Przecież nikt nie wie.

qr.a
--
Pamiętajcie, Mistrz zna się na wszystkim.

Ikselka

unread,
Apr 2, 2012, 5:00:00 PM4/2/12
to
Kto to jest "nikt"?


--

XL wiosenna
It is loading more messages.
0 new messages