Dominik & Co napisał(a):
Dokłada problemów, no żartujesz chyba, przewraca świat do góry nogami,
tak jakby ciemna strona mocy zaczeła rządzić..............
Przez krótką chwilę cieszyliśmy się humanitarnymi prawami
obywatelskimi, nota bene permanentnie łamanymi, a przynajmniej
zagrożonymi przez różnego rodzaju władze, lecz już coraz bardziej
widoczna staje się tendencja do wprowadzania wręcz totalitarnego
systemu kontroli. Jeszcze krócej z humanitarnych praw cieszą się
dzieci, którym (z wielkimi oporami) przyznano prawo do życia bez bicia
dopiero w latach 80. XX wieku, i to tylko w nielicznych krajach. Te
przywileje są tak kruche, że w każdej chwili możemy je utracić na
rzecz stale czającej się gdzieś w mroku tyranii.
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tyrania wciąż się odradza?
Kończymy kolejną z niezliczonych, krwawych wojen, zamykamy w
więzieniach nielicznych zbrodniarzy wojennych, którzy byli na tyle
głupi, że dali się złapać lub zostali rzuceni na pożarcie przez swoich
mocodawców i naiwnie się cieszymy, że wreszcie nastał pokój i że
wreszcie będzie można żyć w harmonii. Czasem ktoś rzuci pytanie, jak
to w ogóle jest możliwe, że ci wszyscy sympatyczni i uroczy sąsiedzi,
od dziesięcioleci zgodnie współżyjący na danym terenie, mogli w jednej
chwili zamienić się w dzikie, krwiożercze, przerażające bestie, ale
nie potrafimy znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi ani sposobu
zaradzeniu złu.
Problem polega na tym, że zawsze dostrzegamy i próbujemy leczyć objawy
zamiast poszukać przyczyn i je usunąć. Dopóki nie dobierzemy się do
korzeni zła i nienawiści, nie osiągniemy niczego.
Nie jest prawdą, że człowiek jest zły z samej swojej natury i że nic
nie można na to zaradzić. Psychoterapeutka Alice Miller już
wystarczająco dawno odkryła i ogłosiła światu, jakie są prawdziwe
przyczyny ludzkiego okrucieństwa i co należy zrobić, by położyć temu
kres. Kolejne bombardowania "złych krajów" ani zamykanie okrutników w
więzieniach nie zmienią sytuacji.
Zmienić należy system rodzinny, bo przyczyny zła lęgną się właśnie w
domu rodzinnym, a nie na poligonie.
Richard Dawkins twierdzi, że religie są źródłem wszelkiego zła, bo
produkują terrorystów. W pewnym sensie ma rację, ale samo
zlikwidowanie religii nic nie zmieni, dopóki nie zmieni się mentalność
każdego z nas.
Zastanówmy się, jak i dlaczego religie (i nie tylko religie) to robią?
Nad ponad połową świata przejęły władzę dwie potężne religie
monoteistyczne: chrześcijaństwo i islam i to właśnie z nich wywodzi
się największa patologia społeczna. Cechą charakterystyczną tych
religii jest mająca swe źródła w patriarchacie"hierarchia dziobania".
System patriarchalny zaczyna się od boga-ojca, męskiego, straszliwego,
mściwego, karzącego, władającego piekłem i wieczystymi karami,
siedzącego na samym szczycie i dziobiącego wszystkich, którzy są niżej
i którzy są słabsi. Starotestamentowy bóg bezlitośnie poniewiera
wszystkimi, którzy nie są bogiem. Pod bogiem jest ojciec, męska "głowa
rodziny", który dziobie żonę i dzieci. U boku ojca siedzi matka, która
jest dziobana przez ojca, ale może na równi z nim dziobać dzieci i
innych słabszych od siebie. Rodzice nie dziobią swoich rodziców, bo
chroni ich IV przykazanie. Dzieci mogą skopać psa lub słabszego
(siostrę/brata, kolegę, inwalidę).
Ojciec bywa dziobany przez swojego szefa, policjanta, polityka ale
raczej stara się to ukrywać przed rodziną i znajomymi.
Taka piramida rodzi frustrację we wszystkich, może z wyjątkiem boga,
który jest poza zasięgiem dziobów i dziobania.
Tak jak bóg jest terroryzujący i karzący, tak i rodzice, a szczególnie
ojciec, mają władzę i uprawnienia, żeby tyranizować,upokarzać i
zamieniać w piekło życie dzieci i podobnie jak bóg jest bezkarny, tak
i oni mają społeczne przyzwolenie na okrucieństwo. "Sprawa rodzinna":
to hasło do niedawna uniemożliwiało wszelką interwencję policji, gdy
sąsiedzi donosili, że w mieszkaniu obok dochodzi do przemocy. Bity
dorosły, gdy został napadnięty w domu lub na ulicy, miał prawo wezwać
policję, ale maltretowana żona i dzieci zostały tego prawa całkowicie
pozbawione.
Bicie w rodzinie przez wieki było "świętą krową", która nie podlegała
żadnym uregulowaniom prawnym. Politycy i policjanci również byli bici
jako dzieci, uważali więc, że to jest normalne i że tak musi wyglądać
życie rodzinne. Nie tylko uważali to za normalne, ale wręcz za
konieczne, gdyż, jak wierzyli, bez bicia nie da się wychować dziecka
na porządnego człowieka.
Bite dziecko nie miało żadnych praw. Przede wszystkim nie miało prawa
do protestu, a okazywanie złości była zbrodnią karaną szczególnie
surowo. Złość została uznana za najgorszą rzecz, jaka istnieje na
świecie. Inną powinnością dziecka było bezwarunkowe wybaczanie. Rodzic
mógł przekroczyć wszelkie granice okrucieństwa, ale nigdy nie był
uznany za złego. Złe - i przez wszystkich potępiane - było dziecko,
jeśli okazało złość, a szczególnie, jeśli nie wybaczyło (i nie wyparło
z pamięci) tego, co mu zrobili rodzice.