pojawiły się kolejne dowody doświadczalne:
"During two recent lightning storms, Fermi recorded gamma-ray
emissions of a particular energy that could have been produced only by
the decay of energetic positrons, the antimatter equivalent of
electrons. The observations are the first of their kind for lightning
storms. Michael Briggs of the University of Alabama in Huntsville
announced the puzzling findings November 5 at the 2009 Fermi
Symposium."
http://www.sciencenews.org/view/generic/id/49288/title/Signature_of_antimatter_detected_in_lightning
"Po raz pierwszy w historii dokonano takiej obserwacji - naukowcy
głowią się obecnie nad tym, jaki mechanizm kryje się za zaskakującym
faktem kreacji antymaterii w trakcie burzowej zawieruchy."
http://www.cytadela.net.pl/?p=1267
Reasumując:
Póki co nie ma innego wyjaśnienia zjawiska, niż w oparciu o hipotezę
elektropozytonową.
Przyśpieszane w polu eleketrycznym elektrony mogą "przekręcać"
strukturę tak jak to robią w atomach i zmieniać znak na przeciwny. Po
zmianie znaku dochodzi do anihilacji z najbliższym elektronem i przy
odpowiednich okolicznościach do emisji charakterystycznego (tylko dla
obecności pozytonu) promieniowania.
Krótko mówiąc:
Na razie hipoteza e-p rządzi i nima chuja we wsi !
Nie wykluczone, że podobne wyjaśnienie (przyp. elektropozytonowe) może
dotyczyć innych niewyjaśnionych zjawisk tzw. piorunów od Ziemi prawie
w kosmos na ok. 80 km, o których gdzieś tu dyskutowałem z praktykiem i
fachowcem w temacie.
Przy okazji niezwykle ciekawa wydaje się lokalizacja pewnych
wyładowań, jakby przypadkowo układająca się w większości miedzy
równikiem a płdn. zwrotnikiem. Czy są może jakieś sugestie i
spekulacje w temacie ?
Czasowe osłupienie i konsternacja są zrozumiałe, ale w końcu któś
chyba powinien stanąć w obronie urzędowych standardów naukowych lub
przyznać się do popełnionych kretynizmów mechaniki kwantowej.
Feynman i Gryziński zapewne zrozumieliby w locie ideę elektropozytonu,
która pukała do ich głów i prawie zostało jej otworzone...