Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Mój prywatny kosmos UP72156

16 views
Skip to first unread message

korneliusz

unread,
Jul 11, 2009, 3:45:23 AM7/11/09
to

UP 72156


Mój prywatny
kosmos

Wynalezienie wielu doskonałych narzędzi badawczych fizyki, jak też
rozwój teoretyczny fizyki i matematyki doprowadziły do prawie
doskonałego poznania budowy materii, tak w skali mikro, jaki w skali
makro. Znajomość tej dziedziny wiedzy jest prawie kompletna. Do
odkrycia pozostaje już tylko tak zwana ciemna materia i ciemna
energii, jeśli rzeczywiście takie istnieją, oraz dopięcie konstrukcji
modelu standardowego mikroświata i urealnienie najnowszych pomysłów
dotyczących budowy materii. Niektórym kosmologom obraz zaciemnia brak
koncepcji określającej same zjawisko zaistnienia Wielkiego Wybuchu.
Niektórzy wysuwają pogląd kosmosu pulsującego, kosmosu, który wybucha,
ekspanduje do ogromnych rozmiarów, a potem się na powrót zapada do
punkt. Opisano prawie wszystkie parametry mikroświata, rodzaje
cząstek, ich masę, ładunek, spin, liczby kwantowe, kolor, zapach,
oddziaływania, budowę cząstek złożonych i inne elementy mikroświata.
Nie ustalono czym właściwie są leptony, kwarki i bozony. Co jest w ich
"środku". I zapewne tego nie da się ustalić.

Poznając konstrukcję składników materii ma się wrażenie, że jest to
jedynie możliwa postać bytu, jak gdyby zaprojektowana i uruchomiona za
pomocą praw fizyki. I nie ma odstępstwa od tej konstrukcji. Jest ona
jedynie możliwa. Tak więc, jeżeli istnieje gdziekolwiek jakaś materia
poza naszym Kosmosem, to musi ona mieć taki sam obraz. I tak samo
funkcjonować, jak nasza. Można jednak postawić pytanie, czy jest
możliwe teoretyczne skonstruowanie modelu materii, który odpowiadałby
matematycznym i logicznym założeniom i był w stanie funkcjonować
według zadanych aksjomatów, według sztucznie wymyślonego algorytmu?
Jednym słowem tak, jak znana mam materialna rzeczywistość.
Gdyby tak było, to zapewne gdzieś we Wszechświecie taka forma materii
mogła by się znaleźć. Istnienie tylko jednego modelu mówi samo za
siebie i jest właściwie zastanawiające. Nic jednak nie stoi na
przeszkodzie, by próbować konstruować sztuczne modele materii. Wydaje
się, że nie jest to całkiem nierealne. Wystarczy wymyśleć odpowiedni
aksjomat początkowy, według którego taka materia jest skonstruowana i
odpowiednie reguły jej funkcjonowania, to jest logiczny algorytm jej
ruchu, bo tak jak to jest z naszą rodzimą materią, istotną cechą
będzie ruch tej materii, a wszystko inne jest tego pochodną. W istocie
w materii realnego świata na poziomie najniższym jest coraz mniej
jakości, im niżej schodzimy w dół, ku coraz mniejszym strukturom, tym
ów mikroświat jest mniej złożony, na placu "boju" pozostają proste
formy, oceniane jako niepodzielne, choć jest to nadal poddawane w
wątpliwość. Być może i te, choć do tej pory tego nie wykazano, są
złożone z jeszcze prostszych składników. Jeśli więc leptony i kwarki
mają strukturę, to zapewne są złożone z już niepodzielnych cząstek, a
jest ich zapewne bardzo niewiele, lub może jest tylko jedna? A tylko
występowanie jej w różnych konfiguracjach daje złożoność i swoistość
budowy nie dopuszczająca dowolności, zaś decydującym czynnikiem
powstania takich właśnie podstawowych konfiguracji jest nieznany
czynnik rzeczywistości fizycznej i zapewne ruch. Ruch nie występuje w
wielu postaciach, jest po prostu jeden, ruch, przemieszczanie się w
przestrzeni. Świat cząstek fundamentalnych jest ściśle skwantowany,
nie ma między nimi cząstek pośrednich. Co jest przyczyną tej
kwantyzacji ?

Rzeczywistość, jakiej doświadczamy składa się z czterech elementów.
Jest to materia, energia, przestrzeń i czas. Żaden składnik bez
pozostałych nie daje się wyobrazić i wszystkie są ze sobą
zintegrowane, nie mają samoistnego bytu, są jakby zespolone w jeden
podmiot. Każdy można opisać w sposób naukowy i wyrazić za pomocą
symboli, używając do tej operacji narzędzi i mierników wyrażonych za
pomocą pozostałych składników rzeczywistości. Co do ziarnistości
energii zdania były podzielone. Starożytni nie rozpatrywali tego
problemu. W czasach nowożytnych wysunięto dwie koncepcję,
korpuskularną i falowa. Okazało się że, falowość energii nie
przekreśla jej ziarnistości.

Czas i przestrzeń są uważane za absolutnie ciągłe. Trudno bowiem sobie
wyobrazić nieciągłość czasu lub przestrzeni. Nic nie stoi jednak na
przeszkodzie, by przyjąć robocza hipotezę, uznającą czas i przestrzeń
za nieciągłą, czyli ziarnistą. Jest to teza wręcz absurdalna, lecz my
postaramy się posłużyć nią w dalszych wywodach i na kanwie tej
hipotezy zbudować swój prywatny kosmos, jako alternatywę dla Kosmosu
rzeczywistego. Czy tak konstrukcja jest możliwa i czy można zbudować
racjonalną koncepcję takiego Kosmosu, koncepcję, która będzie się
odznaczać spójnością pozbawioną dowolności logicznych, jest tylko
kwestią posłużenia się metodą odpowiednich aksjomatów, ścisłych reguł
i algorytmów, nie dopuszczających dowolności w rozumowaniu i
nakazujących operowania nie budzącymi wątpliwości zasadami. Poniżej
postaramy się przedłożyć pod rozwagę kosmos alternatywny, "Mój
Prywatny Kosmos".

Czas jest składnikiem natury, zapewne niesamodzielnym. Nie istnieje
jako samoistny byt, nie może płynąć bez czynnika materialnego, który
się zmienia, bo tylko zmiana "czegoś" warunkuje zjawisko czasu.
Najogólniej mówiąc, czas mierzy zmianą entropii układu. Dla
teoretycznego układu, w którym entropia ma wartość stałą, można
przyjąć brak czas. Dla złożonych cząstek elementarnych i dla ich
składników czas nie płynie. Ich struktura jest niezmienna do chwili
rozpadu cząstki. W układzie odosobnionym o stałej wartości entropii,
nie mającym łączności z otoczeniem, zewnętrzny obserwator uzna, że
czas tam nie płynie, jeśli zdoła tylko uzyskać wgląd w ten układ. Nie
jest jednak w stanie tego stwierdzić, bo sam akt obserwacji narusza
entropię i tym samym wprowadza do układu zmianę entropii, a więc i
zjawisko czasu.

Można też zadać pytanie, czy w układzie, w którym zachodziłaby rotacja
stanów, prowadząca do powrotu do stanu początkowego (za taki można
uznać kosmos pulsujący), można mówić o istnieniu jednokierunkowej
strzałki czasu, jeśli taki układ nie jest tylko układem pomyślanym?
Być może w takim układzie moglibyśmy mieć do czynienie z czasem
dwukierunkowym? lub rotacją kierunku czasu? I byłby to tylko czas
wewnętrzny układu? Takie dyskusje, obarczone zapewne błędami
rozumowania, można sobie toczyć. Jedno nie ulega wątpliwości.
Obiektywnego, niezależnego czasu, który płynąłby niezależnie od
podłoża materialnego nie da się pomyśleć i przyjąć. Jeśli jest to
kategoria zależna, to czy można czynić na niej myślowe operacje
określające strukturę czasu i czy w ogóle o strukturze czasu można
mówić? W budowie naszego prywatnego kosmosu przyjęliśmy zasadę
budowania go za pomocą nie podlegających dyskusji aksjomatów, dla
których nie ma innego zamiennika. Za taki aksjomat przyjęliśmy
ziarnistość wszystkich składników naszego prywatnego kosmosu. Co do
ziarnistości materii i energii nie może być wątpliwości, jest to
oczywiste dla realnego Kosmosu i przyjmujemy za oczywiste i dla
naszego prywatnego kosmosu. Pozostaje więc poddanie pod dyskusję
postulatu ziarnistości czasu i przestrzeni. Czy czas w realnym
Kosmosie jest ziarnisty? W warunkach makroskopowych nie do po-myślenia
jest czas, który płynąłby skokowo. Nawet w świecie mikro, na poziomie
atomu i cząstek elementarnych, nie może funkcjonować czas w postaci
ziarnistej, czy skokowej.

Nie ulega wątpliwości, że na jeszcze niższym poziomie istnieje
proces, który zachodzi w tak małej skali czasu, że nie ma procesu,
który zachodziłby krócej. Może jest to "przeskok" elektronu z orbity
na orbitę w atomie lub inny proces subatomowy. Chodzi więc o proces,
który nie trwał by dłużej niż czas Plancka. Bo ten czas należałoby
przyjąć za atom czasu. Zakładamy z całkowitą pewnością, że taki
podstawowy proces istnieje. W takim wypadku można przyjąć też, że
istnieją procesy trwające w czasie, będącym wielokrotnością czasu
Planck. I można też przyjąć, że te krótkookresowe procesy przebiegają
nie inaczej, jak właśnie w czasach pełnych wielokrotności czasu
Plancka. Oczywiście w dłuższych skalach ta wielokrotność ulega
zatarciu i czas procesów można uznać za ciągły. Dla procesów
makroskopowych owe zwielokrotnienie przestaje, ze zrozumiałych
względów, obowiązywać i wydaje się wręcz absurdalne. W ślad za
powyższym wywodem dotyczącym realnego Kosmosu, przyjmujemy w
mikroskali naszego prywatnego kosmosu, jak i realnego, ziarnistość
czasu za obowiązującą.
.
Pozostaje nam teraz rozważenie przyjętego za aksjomat postulatu
ziarnistości przestrzeni naszego prywatnego kosmosu. Skoro ziarnistość
materii i energii jest oczywista, a ziarnistość czasu uznaliśmy za
możliwą do przyjęcia, w ślad za tymi pewnikami rozważmy konsekwencję
przyjęcia takiej koncepcji, którą uznamy za aksjomat, dla przestrzeni.
Należy zatem bliżej określić naturę owych hipotetycznych ziarnistości
przestrzeni.

Przede wszystkim składniki ziarnistej przestrzeni muszą odznaczać się
cechami oczywistymi, nie podlegającymi dyskusji i wątpliwości, a
przyjętymi a priori. Muszą to być elementy absolutnie proste, więc
przede wszystkim nie mogą posiadać jakiejkolwiek struktury, musza być
niepodzielne, a jedynym ich atrybutem może być tylko ruch. Jedyną ich
strukturą jest kształt i rozmiar, których nie można im odmówić.
Kształt ich może być tylko kulisty, jako najbardziej prawdopodobny, a
ich rozmiar można określić umownie jako "wymiar punktowy". Przyjmujemy
zatem, że cała przestrzeń naszego prywatnego kosmosu wypełniona jest
ziarnistościami w rozumieniu potocznym i w rozumieniu fizyki naszego
realnego Kosmosu. Owe ziarnistości wypełniające przestrzeń pozbawione
są oczywiście zarówno masy, jak i energii. Jedynym ich atrybutem jest
ruch. Znajdujemy dla ich ruchu nazwę: kineza, a ziarnistości nazwiemy
kinetronami. Tak więc przyjmujemy za pewnik, że cała przestrzeń
naszego prywatnego kosmosu wypełniona jest kinetronami, które
przemieszczają się nieustannie w pustej przestrzeni. Charakter tej
kinezy nie może być inny, jak prostoliniowy. Tę cechę kinezy uznajemy
jako nieodłączny atrybut kinetronów. Gdyby przestrzeń ziarnista była
rozgęszczona, przeto kinetrony wędrowałyby sobie dowolnie, aż do
zetknięcia się z innym kinetronem. Tor takiego kinetronu
przedstawiałby sobą chaotyczny, łamany wektor. Jeżeli jednak
przyjmiemy za pewnik, że nasza przestrzeń jest przestrzenią ziarnistą
gęstą, to tor kinetronu w dłuższym przedziale czasu kreślił będzie
sferę i nie będzie zdolny do przemieszczanie się poza tę sferę,
ponieważ nie pozwolą mu na to sąsiednie kinetrony. Przestrzeń
ziarnista składa się zatem z nieograniczonego morza "drgających"
kinetronów.

Drugą właściwością kinetronów jest ich kineza obrotowa, którą w ślad
za fizyką realnego Kosmosu nazwiemy umownie spinem. Czy będzie to taki
sam spin, jak w rzeczywistym kosmosie, nie jest dla naszych rozważań
istotne Najogólniej będzie to kineza rotacyjna. Przyjmujemy dodatkowo,
że wartość kinezy liniowej odpowiada prędkości światła. Kinetrony
drgają więc z prędkością światła. Dla realnego Kosmosu za odpowiednik
kinetronów można by uznać drgające struny według teorii strun.
Kinetrony w swojej kinezie nieustannie "zderzają" się ze sobą, a
odbijając się od siebie, zakreślają sferę, która w dłuższym przedziale
czasu przyjmuje regularny kształt. Do tego wszystkiego dodajemy
kolejny aksjomat, mówiący o tym, że kinetrony zdarzając się ze sobą,
jako nie posiadające masy, a wiec i bezwładności, mają właściwość
wzajemnej addycji swojej kinezy podczas niektórych zderzeń lub utraty
części kinezy podczas innych zderzeń. Analiza tej właściwości
wymagałaby gruntowniejszych rozważań i skomplikowała obraz wywodów.
Przyjmujemy zatem taki postulat umownie, nie wchodząc w dyskusje nad
nim. Niech ten pewnik zostanie przyjęty bez uzasadnienia jako kolejny
aksjomat.

Tak więc mamy gęstą, ziarnistą przestrzeń, której składnikami są
drgające z szybkością światła kinetrony, a wartość ich kinezy może
przy pewnych typach zderzeń przekraczać wartość szybkości światła w
wyniku addycji szybkości zderzających się kinetronów, Opis tego, choć
kuszący i możliwy, jak to powiedzieliśmy wyżej, wydłużyłby nadmiernie
niniejszą wypowiedź. Przyjmujemy więc ten postulat bez analizy, na
wiarę. Przyjecie tego pewnika ma bardzo ważne konsekwencje dla
dalszego rozwoju "wypadków" w naszym prywatnym kosmosie.

Wyłożona wyżej koncepcja ma ważne konsekwencje filozoficzne i
kosmologiczne. Wymusza podjęcie rozważań nad ustaleniem warunków
początkowych oraz geometrii takiej przestrzeni. Od razu nasuwa się
pogląd, że przestrzeń ziarnista musi być nieskończona i
nieograniczona, w przeciwnym razie, gdyby miała być rozmiarami
ograniczona, należałoby przyjąć jakieś dodatkowe założenia, które nie
dopuszczałyby do ekspansji kinetronów na sąsiednie, puste puste
obszary, co prowadziłoby do wzrastającego rozgęszczenie ziarnistej
przestrzeni i nasza koncepcja stałaby sie bezprzedmiotowa. Tak więc
ziarnista pusta przestrzeń nie może być ograniczona, ani skończona.
Wniosek jest więc prosty i logiczny. Ziarnista przestrzeń pusta jest
nieograniczona i nieskończona. Przyjęcie takiego poglądu będzie miało
ważne konsekwencje w dalszych naszych wywodach i jest w gruncie rzeczy
podstawą całej dalszej koncepcji ewolucji mojego prywatnego kosmosu.
Drugim ważnym aspektem jest początek ewolucji opisywanego tu
alternatywnego kosmosu. Nie można przyjmować założenie, że nasz
alternatywny kosmos mógł mieć początek podobny do początku realnego
kosmosu, to jest powstać na modłę Wielkiego Wybuchu lub w jakikolwiek
inny nagły sposób. Sama koncepcja nieograniczonej przestrzeni
ziarnistej wyklucza taką możliwość, choć teza ta jest do dyskusji i w
dalsze części zostanie ona przedłożona. Tak więc nasz kosmos prywatny
powinien być też nieograniczony w czasie. Gdybyśmy założyli początek w
czasie, to owa pierwsza struktura nie mogłaby powstać jako
nieograniczona w przestrzeni, czas bowiem zakłada konieczność
ewolucji, bez której czasu nie ma. Mamy więc przed sobą
nieograniczoną, ziarnistą przestrzeń, nieograniczoną w czasie i o nie
ograniczonym zasięgu, bez początku, a więc i zapewne bez końca w
czasie. Przyjęcie ziarnistości przestrzeni wyklucza inny pogląd. Mamy
pustą, ziarnistą przestrzeń, wypełnioną jednorodnym, drgającym,
bezstrukturalnym środowiskiem kinetronów. Dla przejrzystości wywodów
przyjąć jednak musimy jakiś punkt początkowy. Niech nim będzie punkt
leżący w nieskończoności co do czasu i niech będzie to taką hipotezą
roboczą.
O takiej konstrukcji naszego podmiotu można powiedzieć, że jest to
podmiot o najwyższej entropii, entropii o wartości 1. Jest to zatem
struktura całkowicie nieuporządkowana, można powiedzieć o najwyższym
stopniu chaosu. Nie da się tu wyróżnić żadnego punktu odniesienia,
każdy punkt takiej przestrzeni jest sobie równoważny. Kinetrony drgają
liniowo od zderzenie z sąsiednim kinetronem do zderzenia i zgodnie z
zasadą "kat odbicia równa się kątowi padania". Ta jedna zasada musi
obowiązywać, bo kinetrony nie mogą oscylować "jak chcą". A więc wektor
ich kinezy wyznaczony jest z góry wektorem sąsiedniego kinetronu, a
ten z kolei sąsiedniego. Drgają więc jednak według pewnego porządku, a
to swoiste uporządkowanie kinezy następuje podczas zderzeń. Dla
makroobserwatora ziarnista przestrzeń jest nieodróżnialna, a więc jest
taka, jakby jej nie było. Dla mikroobserwatora panuje w niej jednak
pewien porządek, znając bowiem wektory obserwowanych kinetronów,
jeżeli taka obserwacja będzie możliwa, a nie będzie, jest on w stanie
ustalić ich przyszłe zwroty. Można przyjąć zatem, że w skali submikro
panuje uporządkowanie wysokiego stopnia. Oscylacje kinetronów są
całkowicie zdeterminowane?! Czy można zatem powiedzieć, że na tym
poziomie mamy do czynienia z entropią o najniższym wskaźniku? czyli z
uporządkowaniem najwyższego stopnia? Mikroobserwator nie jest w stanie
dokonać swojej obserwacji, ponieważ wnosząc swój instrument, zaburza
proces obserwacji, można jednak takiego doświadczenia dokonać myślowo.

Czy w strukturze tak opisanej przestrzeni mogą zachodzić jakieś
zdarzenia? Taka struktura wydaje się być całkowicie stabilna, nie
podlegająca jakimkolwiek zmianom. Jeśli tak, to jest ona nie do
obserwacji, jej nie ma. Czy tak może być naprawdę? Kinetrony oscylują
w sposób ujednolicony, nie ma żadnego punktu odniesienia. A jednak
może nastąpić sytuacja całkowicie losowa, taka że sąsiadujące ze sobą
kinetrony uzyskają kierunek swojej kinezy o zbieżnym zwrocie wektorów.
W morzu nieograniczonej, ziarnistej przestrzeni i o nieograniczonym
czasie istnienie, wypadek taki może sie zdarzyć. Jeśli dodamy do tego,
że oscylacje zachodzą z szybkością światła, to prawdopodobieństwo
takiego zdarzenie jest pewne. Co się zatem musi stać po takim
zdarzeniu? Pewna grupka kinetronów zmierza ku wspólnemu punktowi
zderzenia. Niech to będzie stan całkowicie symetryczny. Kinetrony
zderzają sie we wspólnym środku. Wokół nich pojawia się mała strefa
przestrzeni pustej pustej a do niej napływają z sąsiedztwa te
kinetrony, których wektory są też losów skierowane akurat ku owemu
środkowi. Te kinetrony uderzają w grudkę kinetronów, które uległy
ześrodkowaniu, a zjawisko to nazwiemy fuzją kinetyczną. Kinetrony te
wywierają na ową grudkę ciśnienie, które nie dopuszcza do rozpadu tej
grudki. Otoczenie grudki zapełnia się kinetronami, z których część
uzyskuje wektor kinezy skierowany ku grudce ześrodkowanych kinetronów.
Następuje utrwalenie tych ześrodkowanych w grudkę kinetronów Mamy więc
stabilny twór, składający się z pewnej ilości kinetronów już jako
samodzielny byt. Można ławo ustalić, jaką konfigurację mogą mieć owe
zestawienia. W czasie dalszych wywodów będziemy jej nazywali cząstkami
fundamentalnymi. Najmniejsza taka cząstka składać się będzie zapewne z
czerech kinetronów, następna z pięciu, kolejna z ośmiu, jeszcze
kolejna z jedenastu kinetronów. Wszystkie one będą miały konfigurację
symetryczną, idealnie symetryczną. Dalsze konfiguracje to
sześciokinetronowe, dwunastokinetronowe, a jeśli dokładać będziemy do
powstającej "powierzchni" kolejne kinetrony, powstanie cała kolekcja
cząstek fundamentalnych o pełnej symetrii. Prawdopodobieństwo
powstania każdej z nich będzie oczywiście różne.

Nie ulega wątpliwości, że mogą powstawać też cząstki niesymetryczne.
Można powiedzieć, że możliwe są najrozmaitsze konfiguracje, także
cząstek niesymetrycznych, W środowisku oscylujących kinetronów każda
fuzja o jakiejkolwiek konfiguracji jest prawdopodobna, choć to
prawdopodobieństwa dla każdej konfiguracji jest zapewne inne.
Powstające wokół każdej cząstki ciśnienie kinetyczne (tak je
nazwiemy), utrwala taką cząstkę. Nie ulega wątpliwości, że możliwy
jest rozpad takiej cząstki, możliwość taką opiszemy niżej.
Drugim zjawiskiem, które zachodzi w ziarnistej przestrzeni, jest
proces odwrotny do fuzji kinetycznej, a więc coś, co powoduje
powstanie próżni prawdziwej, obszaru bez kinetronów Może to zajść, gdy
kolapsujące kine-trony nie znajdą wsparcia przez ciśnienie kinetyczne
otaczającej je atmosfery kinetycznej. Taka ewentualność może się
losowo zdarzyć, a wtedy kolapsujace kinetrony "odskakują od siebie."
Powstaje wtedy fluktuacja próżniowa, jak gdyby pęcherzyk prawdziwej
próżni w ziarnistej przestrzeni. Taka fluktuacja trwa oczywiście
ułamek czasu, otaczające ową fluktuację kinetrony zapełniają powstałą
próżniową fluktuację. Jak pokażemy to niżej, zjawisko to ma
fundamentalne znaczenie dla kolejnych zjawisk, jakie mogą zachodzić w
ziarnistej przestrzeni. Ową fluktuację próżniową można uznać za
swoistą antycząstkę.
Powstające w ziarnistej przestrzeni cząstki fundamentalne obdarzymy
właściwościami, które znane są nam z Kosmosu realnego. Podstawowa
właściwość, to właściwość posiadania masy. Tylko skąd się nagle
pojawiła masa? Nasuwa się jedyne rozwiązanie. Cząstki składające się z
kinetronów, które przecież nie posiadają masy, jak to stwierdziliśmy
powyżej, otoczone atmosferą kinetronów, utrzymywane w stanie stabilnym
przez ciśnienie kinetyczne, nabywają cechę masy nie inaczej, jak
poprzez to ciśnienie, nie ma bowiem innego czynnika, który by taką
właściwość cząstce przydawał. Owe zatem ciśnienie kinetyczne nadaje
cząstkom cechę masy. Należy zadać jednak pytanie, od czego zależałaby
wielkość masy cząstek? Należy przyjąć, że ciśnienie kinetyczne
zmierzone w każdym punkcie ziarnistej przestrzeni ma taka samą
wartość, a drobne fluktuacje są tak krótkoczasowe, że nie odgrywają
roli w generowaniu masy cząstek. Wartość ciśnienia kinetycznego w
przestrzeni kinetronowej w każdym jej punkcie jest więc stała dla tej
przestrzeni. Pozostaje zatem jedyny wyznacznik masy, to jest wielkość
cząstki, a raczej jej "powierzchnia". Zatem od wielkości powierzchni
cząstki zależy jej masa. Cząstki o takim samym składzie co do ilości
składników kinetronowych, lecz o różnym rozłożeniu tychże, np. w
postaci układu sferycznego, pustego w środku, a więc posiadającego
większą powierzchnię, uzyskają większą masę
Wszystkie powstające spontanicznie, ale w sposób nieunikniony i czysto
losowo cząstki można podzielić na kilka grup. Na cząstki trwale
stabilne, o nieograniczonym czasie trwania, albo może o
nieograniczonym połowiczym czasie zaniku (?), cząstki o krótkotrwałym
czasie życia i cząstki o bardzo krótkim czasie życia, które rozpadają
się prawie w momencie ich powstania. Do trwałych cząstek zaliczyć
możemy tylko cząstki małoskładnikowe i supersymetryczne, których
trwałość gwarantuje także symetryczne ciśnienie kinetyczne otaczające
ich powierzchnię. Cząstki te będziemy nazywać trwałymi cząstkami
fundamentalnymi ( będą to niektóre leptony: elektrony, pozytony,
neutrina,) Drugą grupę, cząstki fundamentalne, lecz już nietrwałe, ale
żyjące na tyle długo, że są w stanie zareagować z inna cząstką
nietrwałą, będziemy nazywać kwarkami. Do fundamentalnych cząstek
nietrwałych zaliczymy też inne neutrina, poza odpowiednikami neutrin
odkrytych w realnym kosmosie, których istnienie postulujemy. Grupę
cząstek fundamentalnych niekwarkowych nazwaliśmy leptonami. Inne
cząstki, o najrozmaitszej konfiguracji, o mniej czy więcej skrajnej
asymetrii, rozpadają się na cząstki potomne, też nietrwałe, a w
dalszym procesie powstają z nich np. cząstki fundamentalne ( leptony i
lub fotony). Reszta cząstek skrajnie nietrwałych rozpada się do
poziomu tła, bez możliwości rejestracji tego procesu. Ich nietrwałość
zależy od ich niesymetryczności, a właściwą przyczyną ich rozpadu jest
dodatkowo asymetryczne chwilowo ciśnienie kinetyczne, jakie tworzy
wokół nich atmosfera kinetronowa. Podwójna asymetria powoduje ich
zanik tuż po powstaniu. Tak więc w naszej ziarnistej przestrzeni
powstają cząstki o najrozmaitszej konfiguracji, lecz tylko niektóre są
zdolne do życia i ujawnienia. Przestrzeń ziarnista jest skwantowana,
powstające w niej cząstki powinny zatem różnić się od siebie
zawartością conajmniej jednego kinetronu. Cząstki są zatem
skwantowane, lecz nietrwałość wielu z nich nadaje pozostałym, trwałym
lub długożyjącym w skali mikro, skwantowanie o bardzo zróżnicowanej
skali, mierzonej ich masą.

Innym zjawiskiem, które zachodzić może w ziarnistej przestrzeni, to
spontaniczne powstawanie spolaryzowanej, równoległo wektorowej
"punktowej" kinezy, która przenosi się prostoliniowo w ziarnistej
przestrzeni i polega na przekazywani tej zbiorczej, spolaryzowanej,
zharmonizowanej i skonfigurowanej kinezy z "warstwy" kinetronów na
"warstwę". Taka fala polaryzacji przenosi się w przestrzeni w postaci
pakietu, który nazwiemy fotonem. Nie wykluczone, że fala
spolaryzowanej, dodatkowej kinezy rozprzestrzenia się sferycznie, a
odbierana jest w miejscu pomiaru punktowo jako foton. Owa polaryzacja
powstaje punktowo w wyniku czysto losowego ujednolicenia kierunków
oscylacji pewnej ilości kinetronów sąsiadujących ze sobą, które to
oscylacje zostają dodatkowo kierunkowo "wstrzelone" w następną warstwę
kinetronów i tak owa ukierunkowana, dodatkowa oscylacja przenosi sie w
przestrzeni w postaci punktowej fali (Byłaby to jednak fala podłużna,
a to koliduje z naszymi pojęciami o fali elektromagnetycznej, jako
fali poprzecznej w warunkach realnego Kosmosu). Czy takie stwierdzenie
jest zatem do przyjęcia? Tak więc w ziarnistej przestrzeni możliwa
jest spontaniczna kreacja fotonów, jako fali dodatkowej kinezy
nałożonej na kinezę własną kinetronów. Foton to zatem obszar
kinetronówy o podwójnej kinezie, własnej, chaotycznej i nałożonej na
nią kinezie spolaryzowanej liniowo. Po wzajemnej addycji swoich
własnych kinez w zespole kinetronów, a taką możliwość przyjęliśmy a
priori, powstaje obszar o zwiększonym ładunku kinetycznym, a to
owocuje przyrostem prawdopodobieństwa powstania w tym obszarze cząstki
lub fotonu. Reasumując należ powiedzieć, że oscylująca, ziarnista
przestrzeń posiada potencjalną zdolność kreacji cząstek materii i
energii.

Odrębnym zjawiskiem, jakie może pojawić się w ziarnistej przestrzeni,
jest proces przeciwny do fuzji kinetycznej, to jest możliwość
powstania "dziury" w przestrzeni, a który nazwiemy fluktuacją
próżniową, jak to już wyżej zostało powiedziane. Taka fluktuacja
próżniowa, co wykażemy niżej, będzie miała podstawowe znaczenie w
pewnych procesach subatomowych.

Zajmijmy się teraz stanami, które muszą zachodzić na styku cząstki
fundamentalnej ze środowiskiem kinetronowym, otaczającym taką cząstkę.
Rozpatrzmy to na przykładzie elektronu poruszającego się w ziarnistej
przestrzeni. Elektron uzyskuje masę w wyniku panującego na jego
powierzchni ciśnienia kinetycznego. Między elektronem, a jego
otoczeniem kinetronowym, zachodzą dodatkowe interakcje. Elektron
obdarzony jest spinem, który można wyrazić poglądowo jako rotację,
choć nie w dosłownym znaczeniu. Podobnym spinem charkteryzują się i
kinetrony. Podczas kontaktów obu tych podmiotów mikroświata, to jest
podczas "zderzeń" kinetronów z elektronem, powinna zachodzić
interakcja spinowa, to jest uporządkowanie spinowe kinetronów, które
określić można jako polaryzację. Kinetrony uzyskują ujednolicone
wektory swoich spinów w wyniku interakcji z elektronem, a to
ujednolicenie przenosi się na sąsiednie obszary. Powstaje
uporządkowane spinowo pole kinetronowe, które otacza elektron w czasie
jego ruchu w przestrzeni. Rejestruje się to jako pole elektryczne i
magnetyczne. Tak więc ładunek elektromagnetyczny elektronu jest
efektem oddziaływania elektronu z atmosferą kinetronową jego
otoczenia. Ładunek elektryczny, podobnie jak i masa, nie jest zatem
czymś odrębnym w elektronie, jakimś samoistnym bytem umieszczonym w
strukturze elektronu, przydanym mu z zewnętrzną, np. w postaci
dodatkowej cząstki, lecz jest efektem oddziaływania elektronu z
otoczeniem kinetronowym. Pytanie tylko, jak wytłumaczyć różnicę między
ładunkiem dodatnim, a ujemnym. Zjawisko to wymagałoby dodatkowego
studium, zatem dla uproszczenie wywodów zagadnienie to pominiemy. Nie
jest ono niewytłumaczalne w za pomocą mechanizmów generowanych przez
przestrzeń ziarnistą

Elektron podczas ruchu w ziarnistej przestrzeni może zostać
zarejestrowany bądź jako cząstka, bądź jako fala, jeśli rejestruje się
jego pole elektromagnetyczne. Podczas poruszania się w przestrzeni
elektron, jak i każda inna cząstka, powoduje lokalne i chwilowe
przestrojenie struktury przestrzeni kinetronowej na swojej wysokości.
Polega ono na zagęszczeniu warstwy kinetronów u "czoła" elektronu, co
prowadzi do wzrostu ciśnienia kinetycznego, jakiemu podlega elektron,
szczególnie odczuwalne podczas przyspieszenie do wartości bliskiej
prędkości światła. Taki wzrost ciśnienia rejestruje się jako przyrost
masy elektronu podczas jego ruchu. Drugim zjawiskiem przy takich
dużych prędkościach jest to, co określa się jako skrócenie Lorenza. To
skrócenie jest skróceniem rzeczywistym, materialnym, nie tworem
teoretycznym, czy ideą matematyczną. Można powiedzieć, że cząstka
podczas lotu napotyka na opór ziarnistej przestrzeni, który wzrasta do
nieskończoności przy prędkości światła. Podczas przyspieszania
cząstki, na skutek wzrostu jej masy, muszą maleć przyrosty prędkości,
tak więc przy prędkościach bliskich prędkości światła, każda dodatkowa
porcja energii, zastosowana do przyspieszenie cząstki, owocuje
bardziej przyrostem masy, a nie prędkości.
Między elektronem, a atmosferą kinetronową ziarnistej przestrzeni, jak
to już powiedziano wyżej, zachodzą interakcje Po-wtórzmy nasze
rozumowanie jeszcze raz. Kinetrony odbijając się od elektronu muszą
doznać w momencie zetknięcia się z nim prze-strzennego przeobrażenia
swojego spinu. Spin kinetronu musi przyjąć taki zwrot, jaki mu
"narzuci" spin elektronu. Rotacja kinetronu musi zachodzić w osi
antyrównoległej do osi obrotu elektronu tak, jak gdyby były to dwa
zazębione koła zębata, obracające się wokół osi antyrównoległych. Tak
"uporządkowana" rotacja przenosi się na otaczającą atmosferę
kinetronową. Powstaje pole uporządkowanych spinów kinetronów wokół
elektronu, co nazwiemy ładunkiem elektrycznym i magnetycznym
elektronu.

Innym zjawiskiem podczas poruszania sie elektronu w przestrzeni jest
wprowadzenie do atmosfery kinetronowej na wysokości cząstki
dodatkowego ładunku kinetycznego, który przejawia się w kreacji tzw.
wirtualnych fotonów. Powstają one od czoła elektronu, a anihilują poza
elektronem Fotony te są też i elementem pola elektromagnetycznego. W
niektórych wypadkach, przy szybkości elektronu przekraczającej
prędkości światła w danym środowisku, zostają one oderwane od cząstki
i usamodzielniają się. Ich obecność dowodzi, że elektron rzeczywiście
emituje wirtualne fotony, które ujawniają się jednak tylko w
wyjątkowych wypadkach. Jednym z takich wypadków jest emisja fotonu
podczas przejścia elektronu z wyższego na niższy poziom energetyczny w
atomie.
Foton jako spolaryzowana, liniowa kineza przenosząca się w ziarnistej
przestrzeni może trafić w swoim locie w elektron na orbicie atomowej.
Jeżeli jego energia jest wystarczająca do "podbicia" elektronu na
wyższy poziom, wyższą orbitę, to kineza fotonu zostanie w całości
przejęta przez elektron. Foton znika jako spolaryzowana paczka kinezy,
a elektron doznaje odrzutu i wchodzi na wyższą orbitę. Taki elektron
wprowadza elektromagnetyczną "rewolucję" w zharmonizowaną dotąd
elektrokinetycznie kinetronową atmosferę wokół chmury elektronowej.
Musi nastąpić zachwianie równowagi polaryzacyjnej w atomie, intruz na
nie swojej orbicie trafia w końcu na miejsce o dużej dysproporcji
rozkładu ciśnień kinetycznych, a może na zdegenerowane pole
elektromagnetyczne jego bieżącego otoczenia, którego sam był przyczyną
i elektron taki zostaje zepchnięty na swój dawny, stabilny tor.
Przyjmując swoją dawną pozycje, emituje foton. Spadek następuje z
szybkością przekraczającą szybkość dozwoloną na niższej orbicie, zatem
od elektronu odrywa się wtedy wirtualny foton, który w innych
warunkach nie byłby w stanie się ujawnić. Mechanizm emisji takiego
fotonu przypomina mechanizm promieniowania Czerenkowa. I takim zapewne
jest. Natomiast foton o wyższej energii, po zderzeniu z elektronem,
oddaje część tylko spolaryzowanej paczki kinezy elektronowi, bo układ
dozwolonych poziomów energetycznych nie pozwala na dowolną interakcję
z fotonem, pozostała część paczki mija elektron i uchodzi w postaci
resztkowego fotonu, jeżeli energia fotonu nie wystarcza do
przeniesienia elektronu na jeszcze wyższy poziom energetyczny. Być
może jest i inaczej. Foton oddaje całą paczkę kinezy elektronowi, ten
przenosi się na wyższy orbital, nabywa szybkości przekraczającej
dozwoloną na tym orbitalu i emituje kolejny foton wirtualny o
charakterze promieniowania Czerenkowa. Foton o małej paczce
spolaryzowanej liniowo kinezy nie jest w stanie przenieść tej kinezy
na elektron, bo tenże nie może zająć dowolnego poziomu energetycznego
wokół jądra, być może następuje tylko odrzut elektronu i powrót na
stare miejsce, a foton, odbierając utraconą chwilowo cząstkę energii,
zmienia kierunek i uchodzi poza atom.

Efekt przyciągania się ładunków różnoimiennych i odpychania się
równoimiennych można wytłumaczyć, analizując ukształtowania struktury
ziarnistej przestrzeni pod wpływem ładunku elektronu, czy cząstki
dodatniej, którą oczywiście będziemy nazywali pozytonem, jeśli taka
zostanie wykreowana w ziarnistej przestrzeni. Każda z tych cząstek
polaryzuje swoje otoczenie kinetronowe, jak omówiono wyżej, pod
względem ustawienia spinów kinetronów, w przeciwny sposób. Dwa
równoimienne cząstki znajdujące się blisko siebie polaryzują zaś w
identyczny sposób. Kinetrony znajdujące się między takimi cząstkami
ulegają podwójnej polaryzacji, z dwu stron, co zniekształca ten obszar
przestrzeni w taki sposób, że ciśnienie kinetyczne w tym obszarze
wzrasta na skutek kinetycznego uporządkowania obszaru. Powstaje
różnica ciśnień kinetycznych działających na np. elektrony, co
powoduje zmianę charakteru przestrzeni z euklidesowej w tym obszarze
na nieeuklidesową, a to powoduje, że cząstki równoimienne muszą
"wybrać" tor dosiebny. Podobnie dzieje się, gdy spotykają się cząstki
różnoimienne. Przestrzeń między nimi zostaje depolaryzowana, w
obszarze tym spada ciśnienie kinetyczne, przestrzeń też traci swoją
euklidesową konfigurację, lecz tym razem w taki sposób, że przewaga
ciśnienia jest po stronach zewnętrz-nych cząstek, co powoduje zmianę
toru ruchu cząstek "ku sobie". Na takiej zasadzie opiera się zjawisko
przyciągania ładunków różnoimiennych i odpychania ładunków
równoimiennych w wolnej przestrzeni. Cząstki posiadają własną energię
kinetyczną wniesioną przez kinetrony, a kierunek ich ruchu wyznaczają
ich ładunki.
Jak wyżej stwierdzono, w ziarnistej przestrzeni następują fuzje
kinetronowe o dowolnej konfiguracji, ale tylko niektóre nabierają
cechę trwałości. Pozostałe, pozbawione symetryczności, ulegają
rozpadowi w wyniku własnej asymetrii i losowej asymetrii ciśnienia
kinetronowego, co musi prowadzić do rozpadu krótko po fuzji. Te
jednak, które żyją dostatecznie długo, mogą spotkać na swej drodze,
szczególnie w warunkach nasilonej kreatywności przestrzeni, podobne
cząstki i utworzyć, w wyniku kolejnej fuzji, cząstkę bardziej trwałą
lub całkiem stabilną. Te cząstki substraty trwałych cząstek nazwiemy
kwarkami. Mechanizm kreacji z kwarków trwałych cząstek może polegać na
swoistym splątaniu kwarków. Jeśli takie splątanie prowadzi do
powstania cząstki przestrzennie symetrycznej, to pojawia się cząstka
trwała, w przeciwnym razie cząstka ulega po dłuższym "przeżyciu"
rozpadowi do cząstek potomnych i w końcu do fotonów i innych trwałych
cząstek fundamentalnych. Kwarki, jako niesymetryczne, nie odznaczają
się spinem doskonałym, wobec tego nie są w stanie wykreować pełnego
ładunku elektrycznego towarzyszącego cząstce .Ponieważ jednak kwarkom
towarzyszy ładunek o ustalonej, ułamkowej wartości, powoduje to, jak i
też inne cechy kwarków, że tylko niektóre kwarki spośród wszystkich
możliwych powstających w ziarnistej przestrzeni, są w stanie dokonać
względnie trwałej fuzji. Tylko te, których ładunki i pozostałe cechy
(liczby kwantowe) dopełniają się. Takich kwarków jest zapewne
niewiele, (sześć + sześć w konfiguracjach zapachowo - kolorowych),
pozostałych wiele kwarków po powstaniu albo ulega natychmiastowej
anihilacji, albo tworzą cząstki krótkożyciowe, nie dające się
zidentyfikować. Cząstki powstające w wyniku fuzji kwarków nazwiemy
hadronami i barionami
Należy zadać pytanie, czy masa hadronu powstałego z kwarków jest sumą
mas kwarków, czy ma inną wartość. Dla hadronów należy przyjąć
następującą opcję. Są to cząstki o konfiguracji sferycznej, a więc nie
są to cząstki lite, należy przyjąć, że ich "wnętrze" wypełnia też
atmosfera kinetronowa. W związku z tym ich objętość przekracza
objętość sumy objętości kwarków .Ich masa ma być odzwierciedleniem ich
objętości. Większa objętość odbiera bowiem większy ładunek ciśnienia
kinetycznego, jaki oddziaływuje na cząstkę. Hadrony posiadają więc
stosunkowo większą masę, niż suma mas ich składników. Masa hadronów,
tak jak i innych cząstek, jest wyznaczana ciśnieniem kinetycznym.
Jeżeli jednak przyjęliśmy pogląd, że hadrony są sferyczne, to
posiadają w swoim wnętrzu wyosobnioną atmosferę kinetronową, izolowaną
od atmosfery zewnętrznej. Ta atmosfera musi oddziaływać na masę
hadronu, tyle że od wewnątrz hadronu. Powstaje więc różnica ciśnień
kinetycznych, i od tej różnicy, o przewadze ciśnienia zewnętrznego,
zależy trwałość cząstki o charakterze hadronu, a więc cząstki złożonej
z prostszych elementów. To oddziaływanie będziemy nazywać
oddziaływaniem silnym. Ze zjawiskiem oddziaływania silnego będziemy
mieli do czynienia w dalszych wywodach. Tak więc zewnętrzne ciśnienie
kinetyczne nadaje hadronowi, jak i wszystkim innym cząstkom masę, zaś
różnica ciśnień kinetycznych między ciśnieniem zewnętrznym, a
wewnętrznym stanowi o trwałości cząstki. Wynika z tego jednak, że
cząstki lite są trwalsze od sferycznych, nie mają w sobie
wewnętrznego, przeciwstawnego ciśnienia kinetycznego. Należy zatem
przyjąć, że trwałe cząstki są lite, natomiast ulotność hadronów wynika
z różnic ciśnień po obu stronach ich "ciała".

Zagadnienie kreacji materii w ziarnistej przestrzeni, przedłożone
wyżej, wymaga dalszej dyskusji i podsumowania. Założyli-śmy, że
ziarnista przestrzeń ze swej istoty obdarzona jest zdolnością kreacji
materii pod postacią cząstek fundamentalnych i elementarnych, jako
cząstek potomnych. Kreacja cząstek następuje w wyniku losowych fuzji
kinetycznych, to jest powstawania przypadkowych "zlepień" kinetronów,
utrwalonych następnie w wyniku działania ciśnienia kinetycznego. Mogą
powstawać cząstki o najrozmaitszych konfiguracjach, o największym
prawdopodobieństwie dla cząstek o najmniejszej symetrii przestrzennej.
Takie cząstki muszą ulegać rozpadowi wkrótce po kreacji. Cząstki te
tworzą w ziarnistej przestrzeni zapewne tzw. ciemna, wirtualną
materię. Tempo ich rozpadu musi równać się szybkości kreacji, a czas
ich życia stanowi o wysyceniu przestrzeni ciemną materią. Gdyby
procesy te nie były sobie równoważne, w przestrzeni narastałaby ilość
ciemnej materii lub byłaby ona jej pozbawiona. Wykrycie tych cząstek
jest mało prawdopodobne z racji ich ulotności. Ta grupa cząstek
pozbawiona jest zdolności do tworzenia dalszych konfiguracji z istoty
ich skrajnie niesymetrycznej natury. Drugą grupę cząstek stanowią
cząstki o charakterze metatrwałym, przez co należy rozumieć cząstki o
dostatecznie długim czasie życia i dostatecznie symetrycznej
konfiguracji przestrzennej, pozwalającej na powstanie cząstek
potomnych drugiej generacji. Będą to więc kwarki o charakterze
wirtualnym, cząstki kolejnej generacji ciemnej materii.
Prawdopodobieństwa takiego procesu nie można odmówić ziarnistej
przestrzeni. Prawdopodobieństwo pierwszego opisanego procesu i
drugiego wynika z istoty ziarnistej przestrzeni.

Trzecia generacja cząstek kreowanych przez ziarnistą przestrzeń to
cząstki o przystających do siebie konfiguracjach, zdolnych do
dokonania kolejnych fuzji cząstek trwałych, bądź względnie
długożyciowych. Muszą się one odznaczać względną symetrycznością
przestrzenną, pozwalającą na stworzenie po fuzji cząstki dostatecznie
symetrycznej, a więc trwałej. W ślad za konstrukcją materii realnego
Kosmosu nazwiemy je także kwarkami, tyle że nie będą to już kwarki
wirtualne. Przyjmujemy istnienie sześciu takich kwarków i sześciu nich
lustrzanych odbić, to jest antykwarków. Taki kwark, jak i każda inna
cząstka, zawierają w sobie sumę kinezy tworzących je kinetronów, która
w cząstce, jako całości. przejawia się w jej energii kinetycznej oraz
wewnętrznej fluktuacji jej składników, co powinno równać się zmianie
przestrzennej konfiguracji struktury kwarka. Kwark zachowuje wszystkie
swoje cechy kwantowe przy zmiennej konfiguracji przestrzennej.
Zjawisko to określimy jako kolor. Tak więc każdy kwark może wystąpić w
trzech przestrzennych konfiguracjach - kolorach. Zespolenie dwóch,
trzech lub więcej kwarków kreuje cząstki drugiej generacji w postaci
barionów i hadronów. Kombinacje kwarków dwuskładnikowe nie dają się
zestawić do postaci supersymetrycznej, a więc do cząstek trwałych. Te
kombinacje dają cząstki metatrwałe. Natomiast niektóre kombinacje
trójskładnikowe dają początek cząstkom trwałym. We wcześniejszych
wywodach uznaliśmy cząstki trwałe jako sferyczne, posiadające w swoim
wnętrzu "atmosferę" kinetronową, a różnicę ciśnień kinetycznych między
atmosferą zewnętrzna, a wewnętrzną uznaliśmy za oddziaływanie silne.
Pogląd ten można dyskutować i na inny sposób. Zamknięta atmosfera
wewnętrzna np. protonu predestynuje kinetrony tam zawarte do wejścia w
stan kolejnej fuzji i wykreowania nowej cząstki, która wypełnia
wnętrze barionu i przekształca go w cząstkę litą. W tej sytuacji
zostaje zniesiona różnica ciśnień między wnętrzem, a zewnętrznym
otoczeniem kinetronowym barionu, co generuje jednostronne, bezwzględne
ciśnienie kinetyczne wokół barionu. Będzie ono bardziej od-powiadało
temu, co nazywamy oddziaływaniem silnym. A cząstkę wewnętrzną nazwiemy
gluonem. Być może takich cząstek powstaje we wnętrzu barionu więcej.
Lita cząstka nie musi oznaczać, że jest to twór statyczny, nie
podlegający fluktuacjom. Oznacza tyle, że we wnętrzu barionu atmosfera
kinetronowa uległa zestaleniu do kolejnej cząstki, a wszystkie
składniki takiego barionu są w stałej, wzajemnej interakcji
kinetycznej. Podobne cząstki mogą powstawać i podczas fuzji hadronów.
Należy jednak założyć, co postuluje chromodynamika kwantowe realnego
Kosmosu, że i w ziarnistej przestrzeni, trwałe bariony nie są
cząstkami przestrzennie stabilnymi i podlegają fluktuacjom, tyle tylko
że w granicach nie przekraczających ich zwartości. Być może polega to
na ukształtowaniu się w barionie fali stojącej jego składników.
Niestabilność hadronów polegałaby na braku warunków do ukształtowania
się takiej fali stojącej.

Zrozumienie kreacji złożonych cząstek, barionów i hadronów w
ziarnistej przestrzeni napotyka na trudności. Ulotny kwark musiałby
długo czekać na pojawienie się w jego otoczeniu dopełniającego kwarka,
a w międzyczasie uległby rozpadowi. Przyjmuje my więc istnienie
mechanizmu katalizy. Powstający losowo kwark o konfiguracji
dostatecznie symetrycznej, by utrzymać się dostatecznie długo "przy
życiu", jest w stanie dobudować w swoim najbliższym otoczeniu swojego
dopełniającego towarzysza. Proces ten można obrazowo przedstawić w
następujący sposób. Powstający kwark ma np. konfigurację o charakterze
"kinetroteleskopu". Płaszczyzna "teleskopu" kieruje wektory
odbijających się od niej kinetronów ku wspólnemu ognisku, co powoduje
kreacje kwarka "potomnego". Takie dwa dopełniające się kwarki tworzą
hadron. Należy przyjąć, że kwarki są zdolne do katalizy dowolnego
kwarka stowarzyszonego, jednak z uwzględnieniem rozrzutu
prawdopodobieństwa co do rodzaju. Przy takim założeniu w ziarnistej
przestrzeni możliwe są losowe kreacje par i trójek kwarków o różnych
konfiguracjach. Spośród wszystkich kombinacji trwałe lub względnie
trwałe mogą być tylko kombinacje dopełniające się, a więc kwarki o
dopełniających się lub uzupełniających się kolorach ( który uznajemy
za odmienność przestrzenną kwarka). W tej sytuacji czas życia hadronu
i barionu zależy od jego konfiguracji przestrzennej. Im bardziej
symetryczna cząstka, tym trwalsza. Pogrupowanie wszystkich barionów i
ha-dronów według czasu ich życia powinno wskazywać na ich wzrastającą
przestrzenną symetryczność, a pogrupowanie według masy na ich
przestrzenną objętość. Najbardziej trwałe - najbardziej symetryczne,
najcięższe - najbardziej objętościowe. W tej sytuacji najbardziej
symetryczne są niektóre bariony, jako cząstki trwałe. Reasumując
powiemy, że ziarnista przestrzeń generuje wirtualne cząstki stanowiące
ciemną materię, ulotne, singlowe, wirtualne kwarki, pary kwarków
stanowiących hadrony, zespoły kwarków tworzących bariony i cząstki
fundamentalne trwałe, elektron i pozytron oraz neutrina. Lista
wszystkich możliwych barionów i hadronów ułożonych według dobranych
kryteriów powinna ułożyć się w rodziny.

Do wyjaśnienie pozostaje uściślenie oddziaływania silnego.
Jak to już wyżej wyrażono, np. proton uznaliśmy za cząstkę prze-
strzennie supersymetryczną. W jej wnętrzu zamknięta jest izolowana
atmosfera kinetronowa, która zostaje skatalizowana do postaci odrębnej
cząstki lub cząstek - gluonów. Cząstki te wypełniają wnętrze barionu,
tworząc z niego cząstkę litą. Zewnętrzne ciśnienie kinetyczne
otaczające taki barion pozbawione jest wewnętrznego przeciwdziałania.
W tej sytuacji próba rozerwania takiej cząstki napotyka na bezwzględny
opór zewnętrznego ciśnienia kinetycznego, co określamy oddziaływaniem
silnym. Na podobnej zasadzie funkcjonuje to oddziaływanie na terenie
jądra atomowego. Atmosfera kinetronowa wnętrza jądra zostaje
skatalizowana do postaci bozonów tego oddziaływania, a wypełniając
jądro wirtualnie, znosi przeciwdziałanie wewnętrznego ciśnienia w
jądrze. Dygresje powyższe przedłożono gwoli głębszego zobrazowania
możliwych procesów zachodzących w ziarnistej przestrzeni.

Skoro mamy już do dyspozycji i elektrony i bariony i hadrony, wśród
nich cząstki dodatnie, które nazwiemy protonami i cząstki obojętne
które nazwiemy neutronem, należy rozpatrzyć relacje, jakie zajdą
między nimi, jeśli dojdzie do spotkania między tymi cząstkami w
ziarnistej przestrzeni. Elektrony i protony otoczone są polem
elektrycznym o odmiennym ładunku. Zbliżenie się elektronu do protonu
powoduje nałożenie się obu pól na siebie w takim stopniu, w jakim
ustali się ich wzajemna pozycja przestrzenna Elektron nie może
usadowić się na dowolnej pozycji w pobliżu protonu, może przyjąć taką
pozycję, na jaką pozwala mu jego energia kinetyczna i "zgoda" protonu
dysponującego własnym polem i wyrażana za pomocą liczb kwantowych.
Pola obu cząstek nakładają się na siebie, prowadząc do depolaryzacji
obszaru wspólnego. Ponieważ, co jest oczywiste, pola te nie pokrywają
się w całości, przeto na obrzeżach tych pól pozostają resztkowe pola
polarne. Powstaje konfiguracja dwu cząstek, wokół których wraz z
"krążącym" elektronem na odpowiednim poziomie energetycznym protonu,
rotują obszary przeciwnej polaryzacji resztkowych pól
elektromagnetycznych przyporządkowanych każdej cząstce. Te resztkowe
pola muszą mieć taką konfigurację wokół jądra, by przesuwająca się
kołowo fala polaryzacji dodatnio - ujemnej tworzyła na orbicie falę
stojąca, to znaczy, by na tej orbicie mieściły się całkowite długości
fali. W takim wypadku taka konfiguracja, nazwijmy ją atomem wodoru,
przedstawia sobą dipol. Reasumując można powiedzieć, że elektronowi
zajmującemu odpowiedni poziom energetyczny wokół protonu towarzyszy w
jego obiegu fala elektryczno- magnetyczna spolaryzowanej atmosfery
kinetronowej. W takiej sytuacji w atomach wieloprotonowych kolejny
elektron nie może usadawiać sie na dowolnej pozycji wokół atomu,
ponieważ nie pozwala mu na to istniejąca już konfiguracja niższych
poziomów energetycznych. Taki elektron musi wybrać pozycję na wyższym
poziomie energetycznym taką, by nie kolidowały ze sobą i nie nakładały
się na siebie kolejne fale polaryzacji ziarnistej przestrzeni
generowane przez kolejne elektrony. Powstaje w ten sposób warstwowe
rozlokowanie kolejnych elektronów. Elementem porządkującym taki układ
jest, jak to widać, ziarnistość przestrzeni. Ta ziarnistość jest
nośnikiem informacji przekazywanej między składnikami atomu, bez
której składniki te zachowywały by się dowolnie. Informacje te są
przekazywane składnikom atomu w postaci liczb kwantowych,
dopuszczających tylko dozwolone konfiguracje.

Jak powiedziano wyżej, masa cząstki fundamentalnej i elementarnej
powstaje w wyniku interakcji ciśnienia kinetycznego z powierzchnią
cząstki. Kinetron uderzający w cząstkę wywiera na nią "nacisk", a suma
tych nacisków w jednostce czasu i na jednostka powierzchni tworzy
zjawisko masy. Ponieważ wielkość cząstek tego samego rodzaju ma
wartość stała i ciśnienie kinetyczne w każdym obszarze przestrzeni ma
też wartość stałą, zatem cząstki te muszą mieć masę właściwą sobie i
dokładnie taką samą. Jak wyżej powiedzieliśmy, kinetrony w pustej,
ziarnistej przestrzeni zachowują się jak drgające liniowo i rotujące
oscylatory, przeto należy przyjąć, że w czasie zderzenia ze sobą
nabywają one też cechę masy! Takie zderzenia zachodzą w czasie t = 0,
teoretycznie jednak kinetrony w momencie zderzenia nabywają cechę
masy. Nazwiemy ją masą chwilową Stąd nasuwa się wniosek, że cała
ziarnista przestrzeń, jako całość, w każdym punkcie czasowym i w skali
dostatecznie dużego obszaru, posiada masę chwilową. W mikroskali
czasowej i przestrzennej ta masa chwilowa może przybierać zmienne
wartości, natomiast w odpowiednio dużej skali ma wartość stałą. Idąc
za ta myślą, ziarnistej przestrzeni można przydać i cechę energii,
którą należałoby też nazwać energią chwilową. Taka opcja niesie z sobą
poważne konsekwencje teoretyczne, może przemawiać dodatkowo na rzecz
potencjału twórczego, tkwią-cego w ziarnistej przestrzeni.

Koncepcja ziarnistej przestrzeni jest powrotem do koncepcji eteru,
jaka panowała w 19-tym wieku i została zdezawuowana przez Michelsona i
Morleya w ich doświadczeniu, dotyczącym badania prędkości światła w
warunkach ruchu źródła światła. Zakładali oni, że światło emitowane w
różnych kierunkach z emitera znajdującego się w ruchu, musi różnić się
prędkością rozchodzenia, ponieważ ruch źródła światła powinien
powodować dryf eteru, nośnika światła, porywać za sobą eter, podobnie
jak dzieje się to podczas np. ruchu pojazdu we mgle. W takiej sytuacji
światło musi rozchodzić się z różnymi prędkościami. Decyduje o tym
dryf etery, który jest przenośnikiem fali światła. Rozumowania
logiczne. Ponieważ jednak światło rozchodzi się z jednakową prędkością
we wszystkich kierunkach, niezależnie od ruchu źródła światła, uznali
oni, że eteru nie ma, a gdyby był, musiałby być ciałem doskonale
sztywnym. Wracając do aksjomatu ziarnistej przestrzeni, nie chcemy
uznawać jej za eter w rozumieniu tych dwóch badaczy. Jest ona czymś
więcej niż eterem, ponieważ eter był uważany jedynie za nośnik
oddziaływań, natomiast nasza przestrzeń kinetronowa ma zdolność
kreacji materii i energii. Jest ona istotnie ciałem doskonale
sztywnym. Nie są możliwe przemieszczenia kinetronów pod wpływem ruchu
masy w przestrzeni. Możliwe są jedynie lokalne odkształcenia atmosfery
kinetronowej na wysokości poruszającej się cząstki w postaci emisji
wirtualnego fotonu, czy wykreowania pola polaryzacji elektrycznej i
magnetycznej, lecz nie są to zniekształcenia polegające na
przemieszczenia zespołu kinetronów. Sam foton też nie polega na
przemieszczaniu się paczki kinetronów, lecz na przemieszczania się
zsynchronizowanej kinezy po "grzbietach" kinetronów. Jedyna forma
zmiany konfiguracji ziarnistej przestrzeni może nastąpić w wyniku jej
kompresji, lecz bez przemieszczenia składników.

Błędny pogląd tych dwóch badaczy polegał i na tym, że uznawali
materię za lity twór, w ślad za powszechnym w ich czasach poglądzie.
Masa jako lity twór musiała powodować dryf ewentualnego eteru. Jeżeli
weźmiemy pod uwagę obecną wiedzę o materii, która w istocie jest
prawie pusta, skoro jądro atomowe zajmuje w atomie objętość kilku
rzędu wielkości mniejszą niż sam atom, a prawie cały atom zajmuje
pusta przestrzeń, w naszym wypadku ziarnista, to można bez dyskusji
przyjąć brak wpływu ruchu takiej drobnej cząstki materii na strukturę
ziarnistej przestrzeni .Dowodem tego może być np. "przezroczystość"
tak wielkiego ciała, jak nasza Ziemia, dla strumienia neutrin
kosmicznych, które są w stanie przeniknąć przez tak wielkie ciało nie
naruszając prawie żadnego jej elementu. W takiej sytuacji pusta
Ziemia, jak i też każde inne ciało kosmiczne, poruszając się w
przestrzeni kosmicznej, tym bardziej nie jest w stanie naruszyć
elementów o wiele rzędów wielkości mniejszych.
W ziarnistej przestrzeni powstają cząstki o najrozmaitszej
konfiguracji. Jak powiedzieliśmy wyżej, najbardziej możliwą
konfiguracją jest konfiguracja asymetryczna, skrajnie asymetryczna i
taka cząstka jest nietrwała. Powodem tego jest jej asymetria oraz
losowo powstające na jej powierzchni asymetryczne ciśnienie
kinetyczne. Brak symetrii ciśnienia wokół cząstki też niesymetrycznej
musi powodować dużą różnicę ciśnień na jej powierzchni i w rezultacie
do jej rozpadu. Czasy życia takich cząstek są zapewne różne. Jeżeli w
czasie przelotu takiej cząstki w przestrzeni , np. kwarka, napotka ona
cząstkę bliźniaczą, może dojść do ich fuzji, powstają wtedy cząstki
trwalsze, które nazwiemy hadronami. Losowe spotkanie trzech cząstek
fundamentalnych, kwarków, prowadzi do trwałej konfiguracji. Powstaje
wtedy barion. Taka cząstka, jako symetryczna, otoczona atmosferą
kinetronów, jeśli nawet ta nie zawsze bywa symetryczna, staje się
cząstką trwałą, choć nie można wykluczyć, że w pewnych warunkach
losowego i lokalnego pogłębienia się asymetrii ciśnienie kinetycznego
wokół takiej cząstki, ulega ona samorzutnej anihilacji do poziomu tła.
Takiej anihilacji nie dałoby się odkryć ze względu na brak narzędzi
badawczych do takiej operacji. Pytaniem jest, jaki mechanizm zapewnia
trwałość barionom. Powiedzieliśmy, że otaczająca ją atmosfera
kinetronowa. Bliższy wgląd w to zagadnienie ujawni nam, że we wnętrzu
takiego barionu może utrzymać się przestrzeń kinetronowa, zamknięta
lub połączona z przestrzenią otaczającą. Jakkolwiek jest, w tej
wewnętrznej przestrzeni utrzymuje się też pewne wewnętrzne ciśnienie
kinetyczne. Trwałość cząstki zatem jest warunkowana różnicą ciśnień
kinetycznych po obu stronach powłoki cząstki. Należy zatem mniemać, że
najtrwalsze cząstki to cząstki lite. Takimi cząstkami są zapewne
leptony.. Należy zaś przypuszczać, że we wnętrzu barionu, jeśli
przyjmiemy, że nie są one lite, dochodzi też do losowej fuzji
kinetronów i może to zachodzić zapewne z większym prawdopodobieństwem
niż w wolnej przestrzeni ze względu na współudział w kreacji cząstek
wewnętrznych ściany barionu, która kieruje trafiające w nią kinetrony
wewnętrzne ku wspólnemu środkowi. Powstają zatem cząstki wewnętrzne,
które nazwiemy gluonami. Ściana odgrywałaby tu rolę katalizatora
kreacji. Są to zapewne cząstki wirtualne, a więc takie, które powstają
i giną. Niewątpliwie wchodzą one w reakcję z kwarkami też o
charakterze "wirtualnym". Po rozbiciu takiego barionu zostają
uwolnione zarówno kwarki , jak i gluony, a te jako pozbawione
samodzielnego bytu, ulegają szybkiej dalszej przemianie aż do
powstania cząstek trwałych, fotonów lub anihilacji. Ci-śnienie
utrzymujące cząstki w stanie trwałości nazwiemy oddziaływaniem silnym.
Jak wykażemy niżej, oddziaływane silne ma też miejsce na poziomie
bardziej złożonych struktur, to jest jąder atomowych, struktur
wielobarionowych.

Poważnym zagadnieniem do rozważenia jest pojęcie energii cząstki
fundamentalnej, czy elementarnej, energii która wyraża się ruchem
cząstki w ziarnistej przestrzeni. Cząstka, która powstaje losowo w
przestrzeni w wyniku fuzji kinetycznej, powinna zachować swoją pozycje
w miejscu powstania i nie podlegać przesunięciom. Jeżeli jednak
cząstka obdarzona zostanie ładunkiem elektrycznym w wyniku interakcji
z otaczającą ją przestrzenią, to jeśli dojdzie do wielu kreacji takich
cząstek w pobliżu, ich równoimienne lub różnoimienne ładunki spowodują
taką konfigurację ich otoczenia kinetronowego, że owa skonfigurowana
elektrycznie przestrzeń wymusi na nich ruch ku sobie i po zderzeniu
anihilację lub ruch odsiebny i oddalenie się od siebie, teoretycznie
ku nieskończoności. Powiemy wtedy, że cząstki posiadają energię
kinetyczną. Dwie cząstki naładowane ulegają przyspieszeniu pod wpływem
swoich pól elektrycznych, mówimy, że ich energia wzrasta. Jeżeli mają
zostać spełnione zasady zachowania, to powinna obniżyć się energia ich
pól .Ta jednak nie ulega zmianie. Wynika z tego, że ruch cząstki w
polu elektrycznym jest tożsamy pod względem energetycznym ze stanem
bezruchu. Inaczej energia pola elektrycznego obu cząstek musiałaby
ulec obniżeniu. Ruch cząstki naładowanej w polu elektrycznym następuje
od potencjału wyższego ku niższemu, a cząstka obdarzona jest energią.
Energia ta może przyrastać lub maleć. Tak dzieje się, jeżeli cząstkę
rozpatrujemy w izolacji od pola, które na nią działa.. Coś jej
przybywa lub ubywa. Jeżeli jednak rozpatrzymy ruch cząstek
naładowanych w polu elektrycznym wraz z tym polem jako układ zespolony
i izolowany, to w układzie tym ruch cząstek jest stanem "naturalnym",
a układ taki jest energetycznie stabilny. Cząstki niczego nie zyskują
i pole niczego nie traci. Suma składników materialnych i dynamicznych
takiego układy jest wielkością stałą. Można by rzec, że zasada
zachowania obowiązuje w wypadku wymiany między układami nie związanymi
ze sobą zależnościami. Tu, to co traci jeden składnik zyskuje drugi,
podczas gdy cząstka i jej pole stanowi układ zrównoważony. Czy
rozumowanie to jest poprawne? . Drugim czynnikiem nadającym cząstce
ruch w przestrzeni musi być lokalna i losowa asymetria ciśnienie
kinetycznego, które w wypadku cząstki asymetrycznej prowadzi do jej
rozpadu lub krótkozasięgowego przesunięcia cząstki, a w wypadku
cząstki symetrycznej prowadzi do jej uruchomienie w przestrzeni.
Cząstka raz uruchomiona kontynuuje swój bieg, co wyraża się jej
energią kinetyczną. Dowodem na pierwszy mechanizm jest energia
udzielona cząstce naładowanej przez zewnętrzne pole elektryczne lub
magnetyczne

Jak powiedziano wyżej, oddziaływanie silne jest "dziełem" ciśnienie
kinetycznego, jakie powstaje na powierzchni barionu. Jeżeli założymy,
że barion jest cząstką litą, to znaczy, że jest to stan splątania
trzech kwarków losowo zespolonych ze sobą do postaci symetrycznej
sfery, to na jego powierzchni utrzymuje się ciśnienie kinetyczne nie
będące różnicą ciśnień między "wnętrzem" cząstki, a jej zewnętrzną
atmosferą, lecz ciśnienie to ma wartość bezwzględną, maksymalną dla
danej cząstki. Próba rozdzielenie kwarków takiej cząstki napotyka na
maksymalny opór wywierany przez ciśnienie kinetyczne wokół tej
cząstki. Rozbicie takiej cząstki wymaga zatem maksymalnej energii.
Należy jednak przyjąć, że po "rozsunięciu" kwarków na dostateczną
odległość oddziaływanie silne powinno gwałtownie zmaleć z powodu
"wtargnięcia" między "rozsuwane" kwarki ,do wnętrza cząstki, atmosfery
kinetronowej i powstania malejącej różnicy ciśnień po obu stronach
"ściany" cząstki. Oddziaływanie silne zatem podczas rozbijania takiej
cząstki najpierw wzrasta, a po osiągnięciu apogeum powinno maleć do
zera, a cząstka ulec rozpadowi. Jeżeli to rozumowanie jest poprawne,
to wielkość energii, jakiej należy użyć do rozbicia takiej cząstki,
np. podczas zderzenie proton - proton, jest miarą wielkości ciśnienie
kinetycznego, jakie generuje ziarnista przestrzeń. Po mechanicznym
zderzeniu dwóch barionów, np. proton - proton, a jest to zapewne
zderzenie czysto mechaniczne, w miejscu tego zderzenie powinny pojawić
się cząstki składowe obu uczestników zderzenie. Tak sie jednak nie
dzieje. Powstaje raczej zagęszczona chmura kinetronów, zawieszona w
ziarnistej przestrzeni, kinetronów oscylujących z szybkością większą
niż szybkość światła, a w takiej chmurze wzrasta prawdopodobieństwo
kreacji in situ wirtualnych cząstek potomnych o różnej konfiguracji,
gluonów oraz fotonów lub cząstek realnych krótkożyciowych i zapewne
fundamentalnych cząstek trwałych, które tworzą konfigurację dżetów. W
takim środowisku mogą nie być spełnione zasady zachowania, część
składników (kwarków) cząstek reagujących może ulec rozpadowi do
kinetronów i zespoleniu z otaczającą atmosferą kinetronową. Suma mas
powstających cząstek może być też większa niż masy zderzających się
cząstek. Naddatek masy pochodzi z wyzwolonej w procesie rozpadu
zderzających się cząstek energii, której źródłem jest uwolniona kineza
zdeponowana w cząstkach, a także zapewne, lub może, jest wynikiem
większej sumy powierzchni powstających cząstek ponad powierzchnie
cząstek zderzających się. W świetle powyższego gluony, cząstki
"zlepiające" kwarki, mogą być raczej tworami matematycznymi, lub mogą
powstawać in situ podczas rozpadu barionu, a nie są elementem trwałym
barionu.

Poniżej postaramy się poddać dyskusji budowę wieloelementowych jąder
atomów posługując się koncepcją ziarnistej przestrzeni. Jądro cząstki
dwuprotonowej, jądra helu, pomijając neutrony, można uznać za układ
dwu jąder wodoru zlokalizowanych tak blisko siebie, że pojawia się
różnica ciśnień między ich zewnętrznym otoczeniem, a przestrzenią
"wewnętrzną", muszą one zatem poruszać się po ciasnych orbitach wokół
siebie, bo te są dla nich, w skonfigurowanej przez ich własne pole
elektromagnetyczne przestrzeni, torami termodynamicznie stabilnymi, o
najkorzystniejszej entropii. Obie pary proton - elektron nakładają na
siebie swoje resztkowe pola elektromagnetyczne, będące falą stojącą
spolaryzowanych kinetronów otoczenie jądra, fale te nie mogą jednak
zajmować tożsamych pozycji, przeto w takim układzie obie fale zajmują
taką pozycję, by nie musiała następować równoczesna polaryzacja tych
samych obszarów kinetronowych otoczenie jądra, pochodząca z dwu
źródeł. Dwa jądra wodoru w cząstce alfa przyjmują taką pozycję, by
pola elektromagnetyczne obu jąder nie przeszkadzały sobie. Tak więc
elektrony takiego jądra muszą zajmować ściśle określone poziomy
energetyczne wokół jądra. Spolaryzowana przez każdy z protonów
przestrzeń kinetronowa zabrania elektronom przyjmowania dowolnej
pozycji na obrzeżu atomu. Powyższe rozumowanie można odnieść do atomów
wieloprotonowych, jak pokażemy to niżej, zachodzą tu jednak zjawiska
bardziej złożone.

W świetle powyższego dość tajemniczo wygląda rola neutronów w takim
układzie. Jeżeli w jądrze funkcjonują neutrony, to widocznie są one -
mówiąc trywialnie - tam potrzebne. Spróbujemy zatem pofantazjować na
ich temat. Dokonajmy zatem swoistego doświadczenie myślowego i
przedstawmy neutron jako proton, wokół którego "krąży" elektron na
orbicie o promieniu równym promieniowi neutronu, umownie na orbicie o
promieniu "0". Skoro elektrony mogą "krążyć" tylko po dozwolonych
orbitach wokół protonu, to taką dozwoloną orbitą mogłaby być i orbita
o promieniu "0'. Elektron toczy się po powierzchni protonu. Na terenie
jądra atomowego, np. helu, stan dwu cząstek, dwu protonów i dwu
neutronów, o różnym ładunku i konfiguracji, stanowiłby układ o
dynamicznej dyssymetrii, a to musiałoby doprowadzić do rozpadu jądra,
które "dążyłoby" do przyjęcia stanu o najniższej energii. Należy zatem
przyjąć pogląd, że w jądrze helu i w jądrach wieloskładnikowych
następuje wymiana elektronów pomiędzy neutronami, a protonami. Pozwala
to zachować równowagę energetyczną jąder oraz ich symetrię
przestrzenną i czasową. Jadra ciężkie o nadmiarze neutronów znajdują
się w stanie chwiejnej równowagi energetycznej, posiadają neutrony
"wolne", które nie mają komu oddać swojego elektronu, przeto stanowią
nadmiar, który destabilizuje takie jądro. Im zatem większa przewaga
neutronów nad protonami, tym mniejsza stabilność jądra. Zespół
"proton- neutron" należy zatem traktować jako jedną cząstkę, która
wchodzi w interakcję z pozostałymi składnikami " proton - neutron" i
znajduje się z nimi w swoistej symbiozie, zapewniającej jądru
trwałość. Na terenie jądra, mimo nieustannego ruchu składników, nie ma
prawa dojść do dyssymetrii ładunku energetycznego, a jeśli na tym
terenie zachodzi jakaś destabilizacja energetyczna, to jest ona
"wirtualna". Jedynie przewaga neutronów na terenie jądra prowadzi do
takiej dyssymetrii. Rozumując dalej tym torem, można za pomocą
koncepcji ziarnistej przestrzeni, starać się tłumaczyć konstrukcję
powłokowej struktury jąder atomowych o wyższej liczbie atomowej.
Wymiana elektronu, wchodząc głębiej w zagadnienie, łączyłaby się z
przemianą kwark - kwark w obu reagujących cząstkach.

W jądrze wieloskładnikowym każdy proton ( wraz z przypisanym do niego
neutronem ) generuje własne pole elektromagnetyczne polegające na
polaryzacji ziarnistej przestrzeni otaczającej jądro. Kinetrony
atmosfery kinetronowej otaczającej jądro nie mogą ulegać jednoczesnej
polaryzacji z kilku źródeł, ich wektory spinów musiałyby jednoczasowo
przyjmować różne ustawienia. W takiej sytuacji powstaje swoiste
sprzężenie zwrotne i pola elektromagnetyczne protonów wymuszają na
sobie nawzajem takie ustawienie na terenie jądra, że pola pochodzące
od poszczególnych protonów nie kolidują ze sobą. Protony przyjmują
ustawienie powłokowe. Te same pola tak skonfigurowane wymuszają
odpowiednie ustawienia elektronów na ich poziomach energetycznych.
Można powiedzieć, że istnieje tu sprzężenie zwrotne między protonami,
a ich własnymi polami takie, że powstaje stabilny stan jądra.
Podstawową rolę odgrywa tu ziarnistość przestrzeni. Protony tak
konfigurują swoje kinetronowe otoczenie, że pojawiają się tylko
dozwolone tory rotacji dla protonów i elektronów. Kinetrony pełnią
rolę nośnika informacji wewnątrz jądra, jak i w bliskim otoczeniu,
porządkując jądro i atom.

Stabilność jąder utrzymywana jest też dzięki istnieniu atmosfery
kinetronowej wokół jąder. Podobnie jak to jest z barionami i innymi
cząstkami trwałymi, których trwałość utrzymywana jest w wyniku
oddziaływania silnego, trwałość jąder powstaje w wyniku takiego samego
oddziaływania. Tyle tylko, że teraz oddziaływanie silne powstaje w
wyniku rzeczywistej różnicy ciśnień kinetycznych między wnętrzem
jądra, a jego najbliższym otoczeniem kinetronowym. Nie ulega
wątpliwości, że stężenie kinetronów w jądrze musi być identyczne jak
poza jądrem, wszak jądro nie jest układem zamkniętym, jakim może być
np. barion. W tej sytuacji nie powinna istnieć różnica ciśnień między
wnętrzem jądra, a jego otoczeniem zewnętrznym. Kiedy jednak
uwzględnimy objętość jądra, w której jego składniki stanowią dość dużą
część, to stężenie kinetronów przypadające na jednostkę objętości
jądra musi być mniejsze, niż w otoczeniu. W tej sytuacji można przyjąć
istnienie dysproporcji ciśnienia kinetycznego między jądrem, a jego
otoczeniem. I ta różnica ciśnień jest owym oddziaływaniem silnym,
utrzymującym jądro w całości.

Teren jądra jest terenem szczególnym. Na terenie jądra istnieją lepsze
warunki do kreacji nowych cząstek, niż w wolnej, ziarnistej
przestrzeni. Kinetrony nie tylko nadają składnikom jądra masę, tworzą
oddziaływanie silne, lecz uderzając w składniki jądra i odbijając się
do nich, łatwiej ulegają fuzji i tworzą nową cząstkę. Cząstka
powstaje, gdy pewnej ilość kinetronów w równoczasowym zdarzeniu z
barionem jądra zostanie nadany losowo zbieżny wektor kinezy.
Zbiegające się w jednym punkcie kinetrony tworzą wirtualne cząstki,
zapewne kwarki, a te w pewnych sprzyjających okolicznościach, losowo,
dalsze pokolenie cząstek, które nazwiemy mezonami. Cząstki te nie mogą
być stabilnymi składnikami jąder, ponieważ maja nader nietrwałą
strukturę i musiałby istnieć na terenie jądra dodatkowy mechanizm ich
stabilizacji, gdyby miały być trwałym elementem jądra. Są one zatem
wirtualne, a ujawniają się tylko podczas rozpadu jądra i wtedy .
"żyją" tak długo zapewne, jak "żyły" na ternie jądra z uwzględnieniem
efektów relatywistycznych. Teren jądra jest też terenem kreacji
najmniejszych cząstek, prawdopodobieństwo których jest największe ze
względu na najprostszą budowę tych cząstek. Są to neutrina,
towarzyszące ulatującym z jąder składnikom jądra podczas rozpadu. One
też są na terenie jądra wirtualne, a ujawniają się dopiero podczas
rozpadu jądra. Jeśli założymy, że neutrina powstają losowo i
samoistnie w ziarnistej przestrzeni, tak jak inne cząstki, to należy
też przyjąć ich losową i samoistną anihilację do poziomu tła, tyle że
tego procesu nie da się udowodnić.

W ziarnistej przestrzeni poza kreacją cząstek w wyniku losowej fuzji
zbieżnej kinetronów, możliwe jest inne zjawisko. Jak to już wyżej
przedstawiono, tym zjawiskiem jest fluktuacja próżniowa. Powstaje ona
w wyniku nieskutecznej fuzji. Jeżeli fuzja nie zostanie utrwalona w
wyniku pojawienie się na "powierzchni" nowopowstającej cząstki
ciśnienie kinetycznego, co może zdarzyć się losowo, to odbijające się
od siebie kinetrony pozostawiają po sobie pustą przestrzeń pustą,
którą nazwaliśmy fluktuacją próżniową. Ta ultrakrótkotrwała formacja
ulega zanikowi w wyniku napływu kinetronów z otoczenie do tej
fluktuacji. Napływająca chmura kinetronów - być może - jest
odpowiedzialna za wtórną kreację cząstki w miejscu fluktuacji.
Fluktuacje próżniowe mogą być odpowiedzialne za rozpad cząstek nawet
trwałych, jeżeli zdarzy się takiej cząstce wpaść podczas jej przelotu
w przestrzeni do takiej "dziury". To powstająca dysproporcja ciśnienia
kinetycznego na pograniczu takiej fluktuacji może być sprawcą rozpadu
cząstki, która do niej wpadła. Ma to zapewne miejsce w akceleratorze,
gdzie w gęstym strumieniu cząstek niektóre mają większą "szanse"
natknąć się na taka fluktuację. Wtedy cząstki potomne mogą pojawiać
się na trasie przelotu strumienia. Odkrycie tego zjawiska mogłoby
nastąpić, gdyby badano pojawianie się cząstek potomnych na "trasie"
przelotu strumienie np. protonów w akceleratorze przed jego zderzeniem
z tarczą. Obieg strumienia cząstek w akceleratorze ma charakter
laminarny, nie może więc dochodzić do wzajemnych zderzeń cząstek
wewnątrz strumienia. Cząstki odkrywane na przebiegu strumienia muszą
pochodzić z interakcji cząstek z fluktuacją lub cząstkami aktualnie
powstającymi w przestrzeni.
Cząstki trwałe wpadające z przestrzeni kosmicznej do atmosfery
ziemskiej rozpadają się w zderzeniach z atomami atmosfery, a mogą też
ulegać rozpadowi po spotkaniu się z fluktuacją. W wyniku tych zderzeń
powstają nietrwałe cząstki potomne. Po zderzeniu takiej cząstki z
cząstkami atmosfery powinna powstawać kaskada cząstek o odmiennym
składzie, niż po "zderzeniu' fluktuacją. Pochodzenie cząstek można by
ustalić w analizie produktów rozpadu. Kaskada cząstek potomnych
pochodzących ze zderzenia z fluktuacją powinna być uboższa. Rozpad
trwałych cząstek kosmicznych w atmosferze prowadzi na ogół do
powstania cząstek potomnych składających się z dwu kwarków (mezony),
które są ze swej natury nietrwałe, jako niesymetryczne. Jeżeli takie
cząstki natkną się na fluktuacje próżniową, to ich rozpad jest pewny.
Żyją od momentu powstania do momentu spotkania z fluktuacją. W
następstwie powstaje kaskada kolejnych cząstek już trwałych
(elektrony, pozytony, neutrina). Należy przypuszcza, że jest to
podstawowy mechanizm rozpadu cząstek kosmicznych w warunkach pustej
przestrzeni ziarnistej, jak i też zapewne rozpadów cząstek nietrwałych
wyzwalanych w procesach atomowych. Fluktuacje zatem są ważnym
mechanizmem w przemianach subatomowych.

Fluktuacje próżniowe pełnią też swoista rolę na terenie jadra
atomowego. Są one odpowiedzialne za tak zwane oddziaływanie słabe. W
jądrach wieloskładnikowych, o wysokiej liczbie atomowej, znajdują się
elementy słabo związane ze strukturą jądra. Nadmiar neutronów jest
tego zapewne jedną z przyczyn. Można przyjąć pogląd, dokonując
uproszczonego doświadczenie myślowego, że np. elektrony lub cząstki
alfa mogą oscylować na terenie takiego jądra jako cząstki wolne po
powstaniu ich w wyniku przemian składników jądra. Ich obecność na
terenie jądra zapewnia bariera potencjału, utworzona wokół jądra w
wyniku panującej wokół jądra różnicy ciśnienia kinetycznego. Cząstki
te, oscylując w jądrze, odbijają się od tej bariery i pozostają w
jądrze. Jeżeli jednak taka cząstka natknie się w swojej wędrówce w
jądrze na losowo powstałą fluktuację próżniową na brzegu jądra, to
wobec powstałej różnicy ciśnień kinetycznych i braku oporu na granicy
jądra, zostaje ona "wypchnięta" poza jądro. Powiemy wtedy, że cząstka
pokonała barierę potencjału. Emisja cząstki poza jądro jest zatem
zdarzeniem czysto losowym. Ponieważ fluktuacje próżniowe zachodzą w
pustej ziarnistej przestrzeni ze stałą częstością, co jest oczywiste,
to częstość emisji cząstek z jąder danego pierwiastka musi zależeć
tylko i wyłącznie od energii oscylującej w jądrze cząstki, inaczej
mówiąc od szybkości jej wędrówki od " ściany do ściany". Od tego
zależy moment spotkanie cząstki z fluktuacją próżniową. I ta częstość
spotkania wyznacza czas połowiczego zaniku promieniowania danego
pierwiastka. Znając zatem czas połowiczego rozpadu jakiegokolwiek
pierwiastka promieniotwórczego, a więc i pośrednio energię cząstki
"wolnej", oraz "powierzchnię" jądra, można by obliczyć tempo
fluktuacji próżniowych. Obliczenia dla różnych pierwiastków powinny
dać wynik identyczny. Takie obliczenia uprawdopodobniłyby wyżej
przedstawioną koncepcję. Tak więc fluktuacje próżniowe są
odpowiedzialne za ujawnienie się tzw. rozpad beta oddziaływana
słabego. A reasumując dotychczasowe wywody, to ziarnista przestrzeń
odpowiedzialna jest za oddziaływanie elektromagnetyczne, silne i
słabe.

Pozostaje do omówienia najbardziej tajemnicze oddziaływanie, jakiemu
podlega materia zanurzona w ziarnistej przestrzeni. Tym oddziaływaniem
jest wzajemne przyciąganie się uformowanych zespołów materii, tak jak
to jest w realnym Kosmosie. W moim prywatnym kosmosie to oddziaływanie
jest oczywiste, ponieważ bez niego nie byłoby materii skupionej.
Oddziaływaniu temu podlegają i zapewne najmniejsze jednostki materii w
postaci cząstek fundamentalnych, elementarnych, jąder, atomów i
wyższych skupień materii, tyle tylko że jest ono nieuchwytne, ze
względu na jego niewielką wartość. Dopiero przy wielkich masach może
się ono ujawniać. Tylko jak jest jego natura?. W kosmosie o ziarnistej
strukturze przestrzeni natura jego może być tylko jedna. To ziarnista
przestrzeń tworzy oddziaływanie przyciągające masy ze sobą. Nazwiemy
je, w ślad za nazewnictwem z zakresu realnego Kosmosu grawitacją, choć
należałoby nadać mu inną nazwę, ponieważ natura jego jest inna, niż w
realnym kosmosie.

Dla lepszego zobrazowania dalszego wywodu posłużymy się kolejnym
doświadczeniem myślowym. Niech nasza doświadczalna masa ma
konsystencje litą, to znaczy nie jest to konglomerat atomów
zespolonych silami międzyatomowymi w rodzaju naszej Ziemi, czy Słońca
i emitujących pole grawitacyjne. Niech to będzie twór w rodzaju
czarnej dziury, to znaczy masa zacieśniona do takiej postaci, że
między elementami tej masy nie ma wolnych przestrzeni, tak jak to jest
w strukturze samego atomu, czy w strukturze międzyatomowej. Mamy zatem
twór o jednorodnej strukturze, pozbawionej wewnętrznej atmosfery
kinetronowej. Powstawanie takiej formacji musiało "wycisnąć" z wnętrza
atomów i przestrzeni międzyatomowych całą zawartość atmosfery
kinetronowej do przestrzeni poza tą formację, do zewnętrznej
przestrzeni ziarnistej. Należy zatem przyjąć, że ta ze-wnętrzna
przestrzeń wzbogaci sie o dodatkową ilość kinetronów i co za tym
idzie, przestrzeń ta wywierać będzie na masę litą wzmożone ciśnienie
kinetyczne, zapewniające jej stabilizację o najwyższej wartości. Można
założyć próbnie, że masa takiego tworu powiększy się ponad masę jej
pierwotnych składników, dojdzie do przyrostu masy. Sprawi to wzmożone
ciśnienie kinetyczne wokół takiego ciała. To tak nawiasem. Masa lita
musi doprowadzić do sferycznego zniekształcenie przylegająca do niej
ziarnistą przestrzeń, takiego zniekształcenie, że przestrzeń ta
przybierze charakter nieeuklidesowy, linie proste w tej przestrzeni
nabiorą cech linii zakrzywionych, w skrajnych przypadkach linii
kołowych. Skoro przyjęliśmy, że ziarnista przestrzeń ma charakter
ciała sztywnego, to odkształcenie to staje się zrozumiałe. Racjonalnie
rozumując, należałoby stwierdzić, że nastąpi zagęszczenie ziarnistej
przestrzeni w tym obszarze i ono powinno dyfundować na całą
nieograniczoną przestrzeń i doprowadzić do wyrównania ciśnień
kinetycznych w każdym punkcie ziarnistej przestrzeni. Pozostańmy
jednak przy stwierdzeniu, że to zagęszczenie pozostaje zlokalizowane
wokół masy. Rzecz do dyskusji. W tak ukształtowanej przestrzeni foton
musi obrać tor swojej drogi zgodnie z jej
konfiguracją.
Postawmy teraz pytanie, co stanie się, gdy dwie wielkie masy zostaną
ustawione blisko, czy dalej od siebie. Obie tworzą wokół siebie
sferycznie spolaryzowane zagęszczone ziarniste przestrzenie.
Przestrzenie te, co zrozumiałe, nałożą się na siebie. Pole pomiędzy
masami poddawane będzie oddziaływaniu przeciwstawnemu do siebie, o
przeciwnych zwrotach, można przyjąć, że odkształcenia zależne od
każdej masy ulegną między masami częściowemu zniwelowaniu, zależnemu
od wielkości mas. Przestrzeń pomiędzy masami stanie się mniej kołowo
spolaryzowana, mniej nieeuklidesowa. Za to przestrzenie zewnętrzne obu
mas zostaną poddane działaniu addytywnym ze względu na nałożenie się
na siebie pól grawitacyjnych obu mas. Powstanie więc różnica w
ukształtowaniu pól grawitacyjnych zewnętrznych do obu mas i
wewnętrznego pola między nimi. Pola zewnętrzne mają zwiększony ładunek
grawitacyjny o zwrocie ku masom, a pole wewnętrzne ma obniżony ładunek
grawitacyjny też o zwrocie ku masom. W polu wewnętrznym nastąpi bowiem
znoszenie się oddziaływań udzielanych przez obie masy. Ta różnica
powoduje "spychanie ku sobie" obu mas w wyniku różnicy ciśnień. Masy
obdarzone energią kinetyczną o wektorze niecentralnym, która
pozwoliłaby na wyminięcie się mas i oddalenie się w kierunkach
dosiebnych po linii prostej w warunkach braku grawitacji, poddane
działaniu grawitacji o mechanizmie opisanym wyżej, spychane ku sobie
przez taką grawitację, zmuszone są do wzajemnego okrążania się lub
przyjęcia innego rodzaju toru ruchów własnych, zależnego od masy
każdej jednostki. Energia własna ciał niebieskich, nadająca im ruch, w
spolaryzowanej grawitacyjnie przestrzeni o mechanizmie "spychania",
kieruje te ciała po krzywej, zależnej od konfiguracji tego wspólnego
pola grawitacyjnego. W rozumieniu powyższych wywodów należy przyjąć,
że oddziaływanie grawitacyjne nie polega na przyciąganiu wzajemnym,
lecz na "spychaniu" ku sobie. Tory krążących mas są wypadkową między
ich energią kinetyczną, a oddzia-ływaniem na nie ciśnienia ziarnistej
przestrzeni, polegającym na "spychaniu". Dla naszego kosmosu
należałoby zatem ustanowić inną nazwę na wzajemne oddziaływanie
grawitacyjne mas.

Model grawitacji mas litych, jakimi są czarne dziury, działa
identycznie w warunkach materii rozproszonej. Za taką uważać będziemy
roboczo ciała niebieskie o skupionej formie funkcjonowania w rodzaju
gwiazd, planet, komet i innych drobniejszych postaci. Rozproszonej,
ponieważ - jak wiadomo - takie skupisko materii, czy to w kosmosie
realnym, czy opisywany wyżej, jest w istocie prawie puste, elementy
czysto materialne zajmują w niej objętość o kilka rzędów wielkości
mniejszą, niż stanowi całe skupienie. Mechanizm grawitacji musi w nim
działać w sposób identyczny, choć z mniejszym nasileniem, ponieważ we
wnętrzu takiego ciała uwięziona jest przypadająca na to ciało
atmosfera kinetronowa, która zostaje wyłączona z zewnętrznego
oddziaływania grawitacyjnego. Atmosfera kinetronowa wokół takiego
ciała jest mniej zagęszczona, a wiec i grawitacja w tym wypadku musi
posiadać mniejsze natężenie. Gdyby jednak porównać "sumy" grawitacji
równoważnych sobie mas, lecz o różnym stanie skupienia ( lita lub
rozproszona), to ich grawitacja powinna być równa, skoro masy są równe

Wracając do czarnej dziury, posługując się mechanizmem ziarnistej
przestrzeni, można podjąć dyskusję nad zachowaniem się materii czarnej
dziury w sytuacji braku atmosfery kinetronowej we wnętrzu takiej
jednostki. Przy braku kinetronów we wnętrzu czarnej dziury, a więc
elementu nadającego masę cząstkom, składniki jej nie powinny posiadać
masy. Masę zatem takiemu ciału kosmicznemu powinno nadawać
zewnętrzne, nasilone ciśnienie kinetyczne otaczającej ją atmosfery
kinetronowej. Co może się dziać we wnętrzu masy pozbawionej
kinetronów? Brak jest czynnika utrzymującego w stanie utrwalonym
składniki takiej masy, atomy czy neutrony, jeśli przyjmujemy, że
wstępną fazą powstawania czarnej dziury jest gwiazda neutronowa. Musi
zapewne następować rozpad neutronów do poziomu kwarków, które wypełnią
najpierw zapewne część centralną dziury, by rozprzestrzenić się ku
obwodowi. Być może, że taki proces następuje w sposób gwałtowny i
wtedy czarna dziura neutronowa na pewnym etapie swojego życia
przekształca się nagle w gwiazdę kwarkową. Powstaje wtedy potężną,
lita cząstka, składającą się z kwarków. Kwarki, jako cząstki ze swej
istoty nietrwała w stanie "wolnym", w otoczeniu swoich kwarkowych
towarzyszy nabywają cechę trwałość. Rolę utrwalająca, podobną do
ziarnistego otoczenia przestrzeni, pełni tu same otoczenie kwarkowe.
Można jednak przypuszczać istnienie innego procesu. Oto kwarki
rozpadają sie do poziomu kinetronów i powstaje gwiazda kinetronowa. A
co na to otoczenie kinetronowe?. Zagęszczona atmosfera kinetronowa
wokół gwiazdy nadaje trwałość i masę takiemu ciału, składającemu się z
zestalonych kinetronów?. Co może dziać się na styku takich stanów,
jednego stanowiącego litą grudę kinetronową i drugiego stanowiącego
zagęszczoną atmosferę kinetronową?
Kinetrony zestalone w czarnej dziurze kinetronowej, czy kwarkowej,
zostają pozbawione swojej kinezy. Zasada zachowania kinezy nie może
być niespełniona. Wydaje się być logiczne, że suma kinezy składników
takiej czarnej dziury zostaje zachowana w postaci rotacji gwiazdy.
Skoro uznajemy, że kinetrony obdarzone są kinezą o prędkości światła,
to suma tej kinezy wyrażona w rotacji gwiazdy, przy spełnieniu zasady
zachowania, powinna nadać czarnej dziurze rotację z momentem pędu,
będącym pochodną szybkości światła. A co może zachodzić na styku
takiego rotującego tworu i skondensowanej wokół niego atmosfery
kinetronowej, wywierającej na niego ciśnienie nadające mu właściwość
masy? Zachodzą zapewne zjawiska niespotykane w typowych układach
gwiazdowych, choćby o najrozmaitszych konfiguracjach. Intuicja
podpowiada, że powinny to być zjawiska swoistego "tarcia". Zapewne
granica obu układów, masy gwiazdy i jej atmosfery kinetronowej, nie
jest ostra, jednocześnie powinno w tym układzie obowiązywać zjawisko
horyzontu zdarzeń. Ów horyzont nie musi jednak być jednorodną sferą.
Tarcie obu układów może wprowadzać do atmosfery kinetronowej
turbulencje, zależne od szybkości rotacji gwiazdy, tym większe przy
szybkościach dochodzących do szybkości światła. Ten jedyny mechanizm
może naruszyć spoistość kinetronowej atmosfery i wprowadzić
przemieszczenia kinetronów. Turbulencje powinny zwiększać
prawdopodobieństwo losowej kreacji nowych cząstek w zagęszczonej
atmosferze, a te zostać spychane na czarną dziurę. Objętość gwiazdy
zatem powinna rosnąć. Innym zjawiskiem może być odrywanie kinetronów
od "powierzchni" gwiazdy i dalsze zagęszczanie atmosfery, a to
powiększać ciśnienie kinetyczne wokół gwiazdy. Masa zatem gwiazdy
powinna przy zwiększającym się ciśnieniu także wzrastać. Rozumowane to
jest czysto modelowe. Czystej gwiazdy kinetronowej w kosmosie o
ziarnistej przestrzeni nie da się zapewne skonstruować. Funkcjonować
może gwiazda mieszana, kinetronowo - kwarkowo - neutronowa, a więc
warstwowa i to jest zapewne najbardziej możliwe. Jaka będzie ewolucja
takiego tworu?

Dla łatwiejszego przedstawienie mechanizmu grawitacji posłużyliśmy się
masą skondensowaną do postaci litej. Grawitacja jawi się tu jako
ciśnienie kinetronowe otaczającej, ziarnistej przestrzeni, wywierane
na ową masę, przy braku przeciwstawnego ciśnienie pochodzącego od
wnętrza tej masy, a przyciąganie grawitacyjne polega na wzajemnym
spychaniu ku sobie owych mas. To samo ciśnienie kinetronowe jest
odpowiedzialne za samo zjawisko posiadania masy. W układach
kosmicznych o luźnej strukturze, gwiazd, planet, mechanizm grawitacji
jest identyczny, tyle tylko że, skorygowany przez przeciwstawne
ciśnienie wnętrz takiej struktury. Gęstość atmosfery kinetronowej
wokół takiej masy musi być mniejsza o składnik zawarty we wnętrzu owej
masy, dlatego grawitacja wokół takiej masy powinna być mniejsza, choć
masa ta może być równoważna masie litej. Z drugiej strony, zawartość
atmosfery kinetronowej we wnętrzu jednostki kosmicznej nie tworzy
wielkiego ciśnienia przeciwstawnego, to ciśnienie jest przecież
wielokierunkowe i skierowane ku składnikom tej jednostki, nadając im
indywidualną masę, jako pojedynczym cząstkom.

Kolejnym zagadnieniem naszego prywatnego kosmosu jest zachowanie się
fotonu w pustej, ziarnistej przestrzeni. Fotony, tak jak i cząstki
fundamentalne, powinny powstawać losowo w pustej, ziarnistej
przestrzeni w wyniku swoistej, kierunkowo uporządkowanej fuzji
wektorów ich kinezy. Ta ujednolicona kineza przenosi się liniowo z
paczki kinetronów na paczkę - można to przyrównać do zjawiska domina -
w nieograniczonej przestrzeni, póki nie trafi w materialną przeszkodę
i ulegnie pochłonięciu lub odbiciu. Drugi rodzaj fotonów to te
powstające w przemianach jądrowych. Ich zachowanie jest oczywiście
identyczne. Dowodem na samorzutne powstawanie fotonów w pustej
przestrzeni jest tak zwane promieniowanie reliktowe, które jest obecne
także w przestrzeni ziarnistej. Należy przyjąć, że powstaje ono od
zawsze i nadal, podobnie jak i promieniowanie o wyższych energiach,
tyle tylko, że intensywność kreacji tego promieniowania jest dużo
większa, niż promieniowania wysokoenergetycznego, które ma większe
szanse powstawać w wyniku interakcji elementów materialnych. Kreacja
promieniowania reliktowego w ziarnistej przestrzeni jest bardziej
prawdopodobna niż promieniowania wysokoenergetycznego ze względu na
jego niską energię. Ponieważ promieniowanie to powstaje od zawsze i
wszędzie sposób czysto losowy, przeto odznacza się jednorodnością
energetyczną i przestrzenną, a jego wykrycie ukazuje tę jednorodność.
Drobne fluktuacje tego promieniowania świadczyć mogą o pewnej
niejednorodności ziarnistej przestrzeni, jaka może mieć miejsce w
wyniku niejednorodnego rozkładu w niej wielkich mas
.
Fotony powstające losowo w ziarnistej, pustej przestrzeni oraz
emitowane przez podmioty astronomiczne, przemierzają ziarnistą, pustą
lub wypełnioną rozproszoną materią przestrzeń i należy się domyślać,
że nie mogą nie wchodzić w interakcje z elementami materialnymi
przestrzeni lub samą ziarnistą przestrzenią. Podczas kontaktu z
cząstkami materii zachodzą zjawiska znane i opisane w fizyce realnego
Kosmosu, zachodzą one też i w warunkach kosmosu opisywanego wyżej.
Kontakt fotonu z kinetronami podczas przelotu przez tę przestrzeń nie
może pozostać bez wpływu ani na sam foton, ani na przestrzeń. Skoro
foton uważamy za skonfigurowaną harmonijnie kinezę, powstałą losowo w
przestrzeni lub w przemianach atomowych, uporządkowaną kinezę
przekazywaną z warstwy na warstwę, czy paczki kinetronów na sąsiednią
paczkę, to możemy oczekiwać, że między fotonem, a kinetronami mogą
zachodzić dodatkowe interakcje. Na czym te interakcje mogą polegać?
Jedyną interakcją może być utrata energii fotonu podczas przelotu w
ziarnistej przestrzeni. Ta utrata polega na przejęciu tej energii
przez kinetrony przestrzeni. Proces ten można nazwać starzeniem się
fotonu. Tak wiec foton przylatujący do obserwatora z astronomicznej
odległości musi ulec poczerwienieniu. Jeżeli zatem mamy linie widmowe
charakterystyczne dla danego pierwiastka, przychodzące z odległej
galaktyki i te prążki są przesunięte ku czerwonej części widma, to
można przyjąć, że to poczerwienienie powstaje w czasie wędrówki fotonu
w ziarnistej przestrzeni w wyniku utraty przez foton cząstki energii
na rzecz kinetronów przestrzeni. Przestrzeń ulega "podgrzaniu", a
foton "oziębieniu". W tej sytuacji w moim prywatnym kosmosie nie można
mówić o ucieczce galaktyk i coraz większej prędkości ucieczki.
Zrozumiałą jest rzeczą, że przy przedłożonym założeniu, fotony
pochodzące od odległych galaktyk muszą być bardziej poczerwienione,
niż fotonu pochodzące z bliższych galaktyk. Nie wyklucza to, że fotony
ulegają poczerwienieniu także i z powodu efektu Dopplera. W tej
sytuacji, skoro poczerwienienie nie zależy od wzrastającej ucieczki
galaktyk, w omawianym kosmosie nie ma problemu brakującej energii,
która rozpędza najodleglejsze galaktyki do granicy prędkości światła.
To rozumowanie nasuwa stwierdzenie, że omawiany kosmos ma charakter
stacjonarny. Galaktyki mogą oddalać się od siebie ruchem jednostajnym
lub wędrować po orbitach kołowych, lub nawet zbliżać się do nas, a
interakcja fotonów z przestrzenią sprawia wrażenie ich ucieczki. Co
więcej, galaktyki zbliżające sie do obserwatora, których prążki
powinny być przesunięte ku niebieskiej części widma, jeśli są bardzo
oddalone od obserwatora, to efekt poczerwienienia związany z dłuższą
wędrówką światła może zniwelować przesunięcie w kierunku niebieskiej
części widma, co sprawi wrażenie oddalania się podmiotu
astronomicznego. i fałszowania oceny jego odległości.

Utrata energii przez foton podczas jego wędrówki w przestrzeni
następuje w wyniku trafienie przez niego w fluktuacje próż-niową. Jak
zostało powiedziane wyżej, w przestrzeni mogą zachodzić zjawiska
odwrotne do fuzji kinetronowej. W razie niepowodzenia takiej fuzji,
kinetrony "odskakując" od siebie powodują powstanie chwilowej pełnej
próżni. Taki "pęcherzyk" próżniowy ulega szybkiemu zanikowi, lecz
jeżeli w momencie jego powstania trafi w niego foton, to może on ulec
całkowitej anihilacji, w obrębie owej fluktuacji brak jest bowiem
odbiorcy wędrującej, zharmonizowanej kinezy, jaką niesie foton. Można
znaleźć i takie tłumaczenie: kinetrony przyjmujące paczkę
skonfigurowanej kinezy docierającej do czoła fluktuacji wpadają wraz
ze tą paczką skonfigurowanej kinezy do tej fluktuacji wraz z
kinetronami otoczenia tej fluktuacji, a tam następuje przemieszanie
się kinetronów i rozerwanie spolaryzowanej konfiguracji. W środowisku
tym powstaje zwiększony ładunek kinetyczny, co może zaowocować kreacją
nowej cząstki fundamentalnej, trwałej lub nietrwałej, czy wreszcie
kolejnego fotonu. Jeżeli jednak foton tylko "otrze" się o taką
fluktuację, to powinien utracić cząstkę swojej energii, która ulegnie
teraz zaabsorbowaniu przez przylegające do fluktuacji kinetrony i
doprowadzi do lokalnego podgrzania przestrzeni. Następuje
poczerwienienie takiego fotonu, zaś podgrzana przestrzeń może
wykreować kolejny foton lub cząstkę. Mechanizmu tego nie da się
potwierdzić, można go przyjąć na wiarę, i uznać, że poczerwienienie
fotonu pochodzącego z odległej jednostki astronomicznej jest tego
dowodem. Można też przyjąć inny mechanizm utraty energii przez foton w
pustej, ziarnistej przestrzeni. Foton może przemieszczać się losowo w
obszarze o zmniejszonym losowo ładunku kinetycznym atmosfery
kinetronowej, o wolniejszych od szybkości światła oscylacjach
kinetronów, wtedy zapewne oddaje cząstkę swojej energii na
przyspieszenie tych oscylacji. Rozpatrując foton jako falę
elektromagnetyczną, a więc sferę skonfigurowanej kinezy przenoszącej
się w polu ziarnistej przestrzeni, przesunięcie linii widmowych
oddalonych ciał niebieskich ku czerwieni można uznać za efekt utraty
energii fali na rzecz przestrzeni i tym samym wydłużenia długości
fali.

Ziarnista przestrzeń, podobnie jak i realna, przepełniona jest
neutrinami kosmicznymi. Są one produktem przemian atomo-wych w
gwiazdach, lecz cząstki te, jako budową najprostsze, składające się z
może z kilku czy kilkunastu, czy jeszcze większej ilości kinetronów,
stanowiąc swoisty "kryształ", powstają samorzutnie i losowo w
przestrzeni kinetronowej i ten proces jest zapewne najbardziej
prawdopodobny. Choćby i z powodu ich najprostszej budowy. Dowodem tego
jest powstawanie tych cząstek przy każdym rozpadzie, czy przemianie
atomowej lub subatomowej. Towarzyszą one przemianom materii atomowej
jako swoiste odpady, czy odszczepienia, a nie wykluczone, że
wypełniając ziarnistą przestrzeń w sposób jednolity i masowy, maja one
swój udział w kreacji cząstek w tej przestrzeni, pełniąc rolę
swoistych katalizatorów. Mogą zapewne zachodzić i zjawiska fuzji
neutrin ?
Fotony pod postacią fali elektromagnetycznej poddane eksperymentowi
polegającym na przepuszczeniu jej przez dwie wąskie szczeliny ulegają
interferencji, podobnie jak w realnym kosmosie. Przechodząc przez
szczeliny o rozmiarach mniejszych od długości fali, skonfigurowana
kineza niesiona przez atmosferę kinetronową wchodzi w interakcję z
elektronami atomów brzegu szczelin, co musi spowodować zmianę kierunku
lotu fali. Kierunek lotu fali zostaje losowo zmieniony w wyniku
"zderzenie" się fali z przeszkodą. Każda z przelatujących fal zostaje
losowo odchylona w innym kierunku. Przelot chmury fotonów przez dwie
szczeliny utworzone blisko siebie, w interpretacji falowej, powoduje
losową zmian kierunku lotu poszczególnych składowych paczki taką, że
niektóre składowe trafiają na siebie w zgodnej fazie, a niektóre w
przeciwnej fazie, wzmacniając się lub wygaszając. Owa zmiana kierunku
lotu jest efektem interferencji skonfigurowanej liniowo kinezy z
aktualnie "brzeżnymi" elektronami atomów tworzących ściankę szczeliny.
Fale o długości rzędu rozmiarów szczeliny trafiają losowo w elektrony,
lub raczej towarzyszące im resztkowe fale elektromagnetyczne, także
losowo zajmujące pozycje akurat na brzegu szczeliny, i zostają losowo
odchylone, co w warunkach statystycznie masowych musi prowadzić do
znanych zjawisk. Należy może uznać, że fala (lub foton) interferuje
bardziej z resztkową falą elektromagnetyczną elektron - proton,
opisaną wyżej, a otaczającą jadra atomów, w tym wypadku brzegu
szczeliny. Można by rzec, że foton lub fala o odpowiedniej długości
nie mieści się w obszarze zajmowanym przez atmosferę kinetronową
znajdującą się w przekroju szczeliny i przeciskając się przez tę
szczelinę zmienia kierunek na wyznaczony jej losowo przez aktualny
układ brzeżnych powłok elektronowych znajdujący się w przekroju
szczeliny. Podobne zjawisko musi zachodzić także podczas przejścia
fali elektromagnetycznej przez duży otwór. Na brzegu tego otworu
następuje ugięcie promienia, tyle że zmieniwszy kierunek, ugięta fala
gubi się w szerokim strumieniu światła i nie jest dostrzegalna, ani
możliwa do wykrycia..

Przyjęcie aksjomatu o pustej przestrzeni jako o przestrzeni
ziarnistej, wymusza podjęcie dyskusji na temat początku kosmosu o
przedłożonej wyżej konstrukcji. Nie może to być kosmos o początku
wybuchowym. Dla uproszczenie dalszych wywodów przyjmujemy konstrukcję
myślową, która ułatwi dalsze rozumowanie, polegającą na przyjęciu
początkowego punktu procesu kreacji naszego kosmosu jako położonego na
osi czasowej w "minus nieskończoności". Zakładamy w tym punkcie, jako
początku, istnienie ziarnistej nieograniczonej przestrzeni, którą
określimy jako gęstą. W przestrzeni tej wystąpiły zjawiska opisane
wyżej, to jest nastąpiła kreacja cząstek fundamentalnych i
elementarnych oraz fotonów. W tym początkowym stanie proces ten był
lawinowy, lecz po rozgęszczeniu przestrzeni ulegał spowolnieniu.
Równolegle do tego procesu powstawały fluktuacje próżniowe w takim
samym tempie, jako proces przeciwstawny do tamtego, a które można
uznać za swoiste antycząstki, choć nie są one tożsame z antycząstka
materialną. Należało by przyjąć, że oba te procesy wzajemnie się
kompensują i przestrzeń pozostaje stabilna i niezmiennie pusta. Tak
jednak nie musi być. Część cząstek ulega anihilacji w zetknięciu z
fluktuacjami, lecz nie doznają tego wszystkie, bo część fluktuacji
zanika bez kontaktu z cząstką. Podczas gdy byt cząstki może ulec
utrwaleniu, jeśli jest to cząstka symetryczna, to każda fluktuacja
jest nietrwała. Procesy te są zatem niesymetryczne. Owa dyssymetria
powoduje narastanie w przestrzeni ilości cząstek materialnych i
fotonów. W miarę trwania procesu spada tempo kreacji materii z powodu
rozgęszczania się przestrzeni. Dalsza kreacja doprowadziłaby do
nadmiernego rozgęszczenie przestrzeni i obniżenie ciśnienie
kinetycznego, utrzymującego cząstki w stanie stabilnym. A rozpad
cząstek zdestabilizowanych prowadziłby do wtórnego zagęszczenie
przestrzeni. Cały proces zatrzyma się na granicy równowagi i musi mieć
swój kres. Zatrzymuje się na etapie równowagi między kreacją, a
anihilacją.
Przedstawione tu rozumowanie jest w istocie nielogiczne. Zostało
przyjęte jako hipoteza robocza. Przestrzeń ziarnista nie może mieć
początku czasowego. Proces kreacji materii w takiej przestrzeni też
nie może mieć początku czasowego. Należałoby bowiem postawić pytanie o
przyczynę sprawczą pierwotnego bezruchu i wtórnego procesu ruchu.
Aksjomat ziarnistej przestrzeni obliguje zatem do przyjęcia wniosku.
Przestrzeń ziarnista nie może mieć początku czasowego i co za tym
idzie kreacja materii w tej przestrzeni nie może mieć początku
czasowego. Przestrzeń ziarnista istnieje od zawsze i kreacja materii
toczy się od zawsze. Ilość materii i energii w naszym prywatnym
kosmosie jest wielkością stałą. Powstaje ona nieustannie i ulega
anihilacji w wyniku dwu procesów. W wyniku zetknięciu się z fluktuacją
próżniową i w wyniku lokalnego spadku gęstości próżni, jeśli lokalnie
dojdzie do wzmożonej kreacji i - co za tym idzie- lokalnego spadku
ciśnienie kinetycznego, prowadzącego do wzrostu prawdopodobieństwa
samoistnej anihilacji. Jeżeli wywody są logiczne, a zapewne są, to mój
prywatny kosmos musi być nieograniczony w czasie i przestrzeni, jest
zatem kosmosem stacjonarnym.

Wracając do przyjętej roboczo koncepcji gęstej, ziarnistej, pierwotnej
przestrzeni, co przekłada się i na rzeczywistą ziarnistą przestrzeń,
należy wprzęgnąć do toku wywodów zagadnienie termodynamicznej
poprawności opisywanych procesów. Teoretyczna, gęsta, pierwotna
przestrzeń ziarnista powinna stanowić pod względem termodynamicznym
poziom o najniższej entropii. Tymczasem jej struktura kinetronowa to
całkowicie nieuporządkowane środowisko chaotycznie drgających, niczym
nie różniących sie podmiotów. Jeżeli z tej struktury mają powstawać
uporządkowane układy, tak pod względem zawartości ładunku
informatycznego, jak i energetycznego, to przestrzeń ta powinna mieć
nadmiar tych ładunków, by pozostawać w zgodzie z termodynamika, a
także i informatyką. Wszak każdy podmiot materialny, także na poziomie
mikrokorpuskularnym, zwiera ładunek informacji. Tak więc należałoby
przyjąć, że pusta, ziarnista przestrzeń, tak energetycznie jak i
informatycznie, musi posiadać najwyższy potencjał. Termodynamicznie
rzecz biorąc, inaczej nic by w takiej przestrzeni nie mogło powstać.
Tu tkwi poważna trudność. Dowodzimy że ze struktury całkowicie
chaotycznej, bez jakiegokolwiek porządku, bezstrukturalnej, powstają
struktury bądź co bądź wysoko uporządkowane, np. kwarki leptony,
bariony, i reszta. Być może należy zrewidować nasze poglądy na
niektóre aspekty termodyna-miki w odniesieniu do zjawisk brzeżnych, bo
za takie należy uważać zjawiska na poziomie podstawowym. Tak więc
przyjmujemy, że w warunkach podmiotu o nieograniczonym rozmiarze i
nieograniczonym czasie trwania możliwy jest losowy proces o odwrotnym
zwrocie. Z chaosu wyłania się porządek. Takie procesy toczą się
przecież lokalnie w strukturach materialnych. Potrzebny jest do tego
jednak pewien dodatkowy czynnik sprawczy, który potrafi odwrócić bieg
entropii. Maxwell nazwał go demonem i od niego zwie się go demonem
Maxwella. Co może być takim demonem Maxwella dla procesu kreacji
materii i energii w ziarnistej przestrzeni? Być może owa przestrzeń
nie jest wcale strukturą chaotyczną, wszak wektor każdego oscylującego
kinetronu, to nie jest dowolny wektor, lecz ściśle zależy od swojego
sąsiada z którym się zetknął. Cała przestrzeń w każdym punkcie
czasowym, gdyby ją w tym punkcie zatrzymać, przedstawiałaby sobą pewną
uporządkowaną całość. W kolejnym punkcie układ jest inny, lecz pod
względem wagi jest identyczny. W tak ukształtowanym podmiocie, o
nieograniczonym przestrzennie i czasowo bycie, może nastąpić losowe
odchylnie od utrwalonego toku zdarzeń. Może powstać lokalne
uporządkowanie. Ziarnista przestrzeń jest sama dla siebie demonem. Za
demona uznamy tu nieograniczoność. W czasie i przestrzeni. Jeżeli nasz
prywatny kosmos ma wysoko zorganizowaną konstrukcję o postaci realnego
Kosmosu, to dlatego, że jest wiecznotrwały i nieograniczony
przestrzennie. Musi też być w całości statyczny, chociaż wewnętrznie
podlegać lokalnym przemianom. Suma ładunku kinetronowego, materii
energii jest w nim wielkością stałą.
W ocenie realnego kosmosu poważnym zagadnieniem jest zjawisko tak
zwanej ciemnej materii i ciemnej energii. Oddalające się ze
wzrastającą szybkością galaktyki postulują istnienie energii, która
powoduje to przyspieszenie. Gdyby miała to być jednorazowa erupcja
energii Wielkiego Wybuchu, to galaktyki oddalałyby się z ujemnym
przyspieszeniem, tak jak dzieje się to z odłamkami granatu pod wpływem
zadziałanie energii wybuchu prochu. Przyspieszenie ucieczki galaktyk
sugeruje nieustanną ingerencję energii zgodnie z prawami ruchu i nie
ma tu znaczenie, czy jest to rzeczywista ucieczka, czy efekt
rozszerzania się przestrzeni. Do tego zjawiska potrzebna jest energia
o ciągłym oddziaływaniu. Nawiasem mówiąc, owe rozszerzania nasuwa
wątpliwości, bo oto galaktyki jako całość podają się oddziaływaniu
rozszerzającej się przestrzeni, natomiast one same wewnętrznie temu
oddziaływaniu nie ulegają?. Zarówno galaktyki, jak i układy planetarne
takiemu "rozszerzaniu" nie podlegają. Być może w skali ludzkiego życia
i ludzkiej historii zjawisko takie jest niezauważalne. Jednak odległe
o miliardy lat świetlnych galaktyki, które widzimy jako bardzo młode,
powinny różnić się bardzo pod względem rozmiarów (i konfiguracji) od
galaktyk bliższych, a więc widzianych jako starsze. Co więcej, gdyby
bliższe galaktyki powstały w tym samym czasie jak galaktyki odległe,
to oglądając je w późniejszej fazie rozwoju, znaleźlibyśmy je jako
bardziej "rozdęte". Jak się wydaje wszystkie układy astronomiczne,
niezależnie od odległości, wyglądają tożsamo, co dowodzi, że
rozszerzająca się przestrzeń nie ma wpływu na ich rozmiary wewnętrzne.
Rozszerzająca się przestrzeń oddziaływuje jedynie na galaktyki jako
całość. Tak to wynika z koncepcji oficjalnej kosmologii. Gdyby
zadziałała tylko jednorazowa energia Wielkiego Wybuchu, to grawitacja
powinna powodować spowolnienie ucieczki galaktyk w wyniku działania
grawitacji. Jeżeli to się nie dzieje, widocznie musi działać jakaś
tajemnicza energia ciemna, która przyspiesza, przeciwdziałając
grawitacji. Jeżeli galaktyki przyspieszają pod wpływem ciemnej
energii, to czynnik, który emituje tą energię musi ją tracić. Energia
ta nie może pochodzić z poza układu materialnego, jej źródłem musi być
sama materia kosmosu. W takim razie materia, emitując energię
przyspieszając musi ulegać redukcji. Kosmos rozszerzający się powinien
tracić masę. W takim razie po dostatecznie długim okresie, np. gdyby
wszystkie podmioty astronomiczne nabyły końcową szybkości światła,
materia mogłaby zniknąć. Energia musiałaby też ulec wyczerpaniu na owe
przyspieszenie? Doznając rozproszenia? Z drugiej strony masa
przyspieszana doznaje przyrostu. Materia emitująca energię
przyspieszającą ulega redukcji, a materia przyspieszana ulega
przyrostowi ? Czy taki rachunek się bilansuje?

Rozważając dalej zagadnienie należy uznać, że przyspieszenie galaktyk
powinno jednak pochodzić tylko z energii Wielkiego Wybuchu. Odległe
galaktyki widzimy jako powstałe krótko po nim. Widzimy je z
szybkością, jaką nadał im Wielki Wybuch krótko po zaistnieniu, widzimy
czas sprzed wielu miliardów lat, przyniesiony do nas na "grzbiecie"
światła, widzimy szybkość, jaka panowała wtedy, natomiast najbliższe
galaktyki widzimy w czasie wielu miliardów lat po Wielkim Wybuchu,
zatem w stanie ich malejącego przyspieszenie, wyhamowanego przez
długotrwały wpływ grawitacji. To rozumowanie implikuje ekspansję
Kosmosu jako efekt Wielkiego Wybuchu, nie jest zatem potrzebna
dodatkowa ciemna energia. Rozumowanie to z drugiej strony jest
sprzeczne z poglądem wyłożonym nieco wyżej.

Takich trudności nie spotkamy w moim prywatnym kosmosie. Podmioty
astronomiczne w nieograniczonym, ziarnistym ko-smosie poruszają się
ruchami jednostajnymi. Nabywszy prędkości, która jest częściową sumą
prędkości kinetronowych składników, poruszają się w jednostajny
sposób. Prędkość tę ogranicza grawitacja, gdyby jednak materia
rozłożona była idealnie równomiernie, to wobec jednakowej wartości
grawitacji w każdym punkcie przestrzeni, żadne ciało niebieski nie
odczułoby jej wpływu. W warunkach nierównomiernego rozłożenia materii
w naszym prywatnym kosmosie, podobnie jak i w Komosie realnym,
grawitacja powoduje kontrakcję materii i powstawanie olbrzymich
konglomeratów kosmicznych. W realnym Kosmosie ciemna energia powinna
przeciwdziałać też i grawitacji na poziomie powstawania galaktyk i
mniejszych układów, a nie tylko na galaktyki jako całość. Tak się
zapewne nie dzieje. W statycznym kosmosie grawitacja powinna
doprowadzić raczej do skupienia całej materii w jeden konglomerat.
Zagadnienie wymaga obszerniejszego przeglądu.

Wątpliwości może budzić stwierdzenie, że materia składająca się z
kinetronów nabywa prędkości, będącej sumą prędkości kinetronów. W
takim razie powinna nabywać prędkości światła, bo z taką prędkością
oscylują kinetrony. Należy więc wprowadzić dygresję. Podmiot
materialny poruszający się w atmosferze kinetronowej napotyka na opór
tej atmosfery, jeśli zostanie przyśpieszony, przyrasta mu masa, nie
może zatem przybierać prędkości proporcjonalnej do energii
przyspieszającej. Poza tym podmiot składający się z kinetronów nabywa
nie tylko prędkości liniowej, będącej efektem zbiorczej kinezy
kinetronów, lecz zawiera w sobie energię wewnętrzną, jako nieodłączny
element składowy. Jest to energia ruchu elementów wewnątrzatomowych, a
ta jest też pochodną ruchu kinetronów. Zatem całkowita energia ciała
materialnego, składa się z energii kinetycznej liniowej, czy obrotowej
ciała i z energii wewnętrznej. Suma obu tych energii powinna równać
się sumie energii pochodnej sumy kinezy składników.

W realnym kosmosie problemem jest zjawisko tzw. ciemnej materii. Ma to
być materia, która bierze udział w ogólnym bilansie energetyczno -
grawitacyjnym. Doszukuje się jej między innymi w istnieniu
hipotetycznych cząstek Higgsa, tyle tylko, że nie wiadomo, gdzie
miałyby one się znajdować, czy w pustej, kosmicznej przestrzeni, czy
też wewnątrz ciał materialnych, bo niby dlaczego miałyby unikać
obecności w podmiotach materialnych. W naszym prywatnym kosmosie
problem ten nie występuje. Powyżej powiedzieliśmy, że kinetrony w
pustej, ziarnistej przestrzeni zderzając sie ze sobą nabywają tzw.
masy chwilowej. W każdym punkcie czasowym w całej przestrzeni pewna
część atmosfery kinetronowej znajduje się w stanie "zderzenia", w
kolejnych punktach czasowych ten ładunek musi być identyczny. Taka
koncepcja jest nader logiczna, skoro uznaliśmy zderzenia kinetronów z
cząstkami fundamentalnymi i elementarnymi za czynnik generujący masę
tych cząstek. Zatem zderzenie kinetronów ze sobą powinny także
generować masę tyle tylko, że masa ta jest ulotna, w każdej jednak
chwili ta sama wartość tej ulotnej masy wypełnia ziarnisty kosmos. W
tej koncepcji kosmosu ta ulotna masa, wraz z wirtualnymi cząstkami,
może uchodzić za ciemną materię.
Odrębnym zagadnieniem jest matematyczne ustalenie, jaka część
atmosfery kinetronowej uległa przekształceniu w materię w naszym
kosmosie prywatnym. Z drugiej strony, ile materii mogłoby zostać
wykreowane z pozostałej części tej atmosfery, gdyby taki proces
kreacji był możliwy do wyczerpania zawartości tej atmosfery? Jak
wynika z naszych poprzednich wywodów, proces ten jest niemożliwy, w
ziarnistym kosmosie proces kreacji materii musi zatrzymać się na
poziomie równowagi między ilością powstającej materii, a ilością
anihilującej. Ponieważ oba te procesy są nierównoważne sobie, kreacja
ma przewagę nad anihilacją, choć tempo powstawania cząstek i
pojawiania się fluktuacji próżniowych muszą być z racji
prawdopodobieństwa równe sobie, to nie każda nowopowstała cząstka musi
spotkać się z fluktuacją próżniową i anihilować. Cząstka jest tworem
materialnym potencjalnie trwałym, podczas gdy fluktuacja z swej istoty
nietrwałym. W stanie stabilnego procesu część cząstek się ostaje.
Inaczej materia w ziarnistym kosmosie nie miałaby racji bytu. Jeżeli
procesy kreacji cząstek i powstawania fluktuacji próżniowych są
symetryczne, a takie muszą być z racji symetrycznego
prawdopodobieństwa tych dwu procesów, to jednak powstające cząstki są
trwałe lub czasowo utrwalane w wyniku działania na te cząstki
ciśnienia kinetronowego, natomiast fluktuacje zanikają samoistnie. Nie
ma czynnika, który by utrwalał fluktuacji. W tej sytuacji tylko część
cząstek ulega anihilacji w wyniku spotkania z fluktuacją, pozostałe
zachowują swój byt, a nie zdążywszy się z nią spotkać, pomnażają ilość
materii w kosmosie. Procesy te są zatem niesymetryczne.

Aksjomat ziarnistej przestrzeni i oparte na nim kolejne, logicznie
wypływające z niego stwierdzenie, zawiera w sobie potencjalne
możliwości konstrukcji kolejnych mikropodmiotów naszego prywatnego
kosmosu. Podobnie jak jest to w realnym Kosmosie, kosmos o ziarnistej
przestrzeni ma potencjalne możliwości kreacji cząstek o
najróżnorodniejszej konfiguracji, nie będących trwałymi składnikami
materii, bądź to w sposób spontaniczny, czysto losowy, bądź w wyniku
interakcji między zderzającymi sie mikropodmiotami subatomowymi. Takie
zjawiska w realnym Kosmosie zachodzą w narzędziach badawczych i w
przestrzeniach kosmicznych. W wyniku tego powstają kaskady
dziesiątków, czy setek cząstek krótkożyciowych o najrozmaitszej
konfiguracji. Ziarnistość przestrzeni predestynuje do takich
procesów. Możliwości takie zostały wyżej zasygnalizowane. Opis
kolejnych mechanizmów takich zjawisk jest niewątpliwie możliwy, lecz
wymaga głębszej wiedzy i wyobraźni, a dalsze wywody nie wniosłyby już
istotnych wartości.

Aksjomat ziarnistej przestrzenie zawiera w sobie dalszy, bogaty
materiał myślowy. Np. taki, czy kosmos o ziarnistej przestrzeni ulega
starzeniu, czy i jaki będzie jego koniec? Jeżeli czeka go koniec, to
powinien mieć i początek, a zakładaliśmy jego trwanie od zawsze.
Jeżeli jest nieograniczony w czasie i przestrzeni, to jak sie ma to do
termodynamiki? Suma materii i energii w nieograniczonym kosmosie jest
też nieograniczona, może podlegać w równej mierze stanom skupienia i
rozproszenia. Czy może nastąpić śmierć cieplna takiego kosmosu? A może
w stanie najwyższej entropii możliwe są spontaniczne, losowe przypadki
odwracania procesu, w warunkach nieograniczonego w czasie trwania? Tak
więc dla kosmosu o ziarnistej przestrzeni najbardziej racjonalnym
stanem jest stan stacjonarny, ale w którym wszelkie procesy w długim
przedziale czasu są odwracalne. Takie poglądy i stwierdzenie nie
korespondują z obowiązującym stanem wiedzy dla kosmosu realnego. Czy
rozważania te mają podstawy?

Zagadnieniem do rozważenie jest możliwość zaistnienie ziarnistej,
kinetronowej przestrzeni w wyniku Wielkiego Wybuchu. Być może w
pierwszych cząstkach czasu ówczesna powstająca przestrzeń
przedstawiała sobą właśnie przestrzeń ziarnistą. A więc nie było wtedy
ani materii, ani energii promienistej. Coś przecież w tym przedziale
czasu musiało zacząć tworzyć lub wypełnić ewentualną pustą pustą
przestrzeń, która musiałaby w stanie przedwybuchowym posiadać status
bytu samego w sobie i nadrzędnego w stosunku do powstających
podmiotów, skoro nie było wtedy materii w jakiejkolwiek postaci i
energii. Jeżeli zaś była, to musiała to być nie inna, jak energia
elektromagnetyczna, ale potrzebny był pierwotny nośnik tej energii, a
i potem materii, więc mogła to być ekspandująca ziarnista przestrzeń,
jako element przedmaterialny i przedenergetyczny. Przyjęliśmy dla niej
w naszym prywatnym kosmosie oscylacje jej składników o wartości
szybkości światła. Wybuchająca ziarnista, pierwotna przestrzeń nie
mogła składać się jednak z oscylujących chaotycznie, nawet z
szybkością światła, kinetronów. Strumień kinetronów ekspandujący w
chwili Wielkiego Wybuchu powinien i mógł tylko poruszać się
laminarnie, liniowo z prędkością światła (lub może większą?). Procesem
zakłócającym tak ukształtowany strumień mogłaby być jedynie losowa
turbulencja i taka wprowadziłaby narastające przekształcenie
strumienia liniowego w strukturę nieliniową, co powodowałoby powstanie
chaotycznej mieszaniny ziarnistych składników przestrzeni i
ewentualnego zjawiska wtórnej kreacji cząstek. Pierwotny, laminarny
strumień pierwszego bytu postwybuchowego nie mógł kreować cząstek, do
tego potrzebne są "zderzenia" elementów tej pierwotnej przestrzeni.
Zderzenia mogły nastąpić dopiero po przekształceniu się strumienia
laminarnego w turbulentny. Element te, (kinetrony w naszym prywatnym
kosmosie) po zaniku laminacji w bardzo gęstym środowisku, mogły i
musiały przybrać formę oscylacji z prędkością, z jaką dotąd "pędziły",
to jest z prędkością światła lub większą (?) Pytanie tylko skąd ta
turbulencja? Nie ulega wątpliwości, że ową pierwotną laminarną,
liniową strukturą nie mogła być materia ani energia w jakiejkolwiek
postaci, bo te podmioty w naszym rozumieniu są wtórne. Musiało to być
"czymś" bardziej pierwotnym, co dało dopiero początek tym drugim
podmiotom. Musiał to być swoisty substrat o strukturze podstawowej.
Musiał to być substrat o ładunku termodynamicznie i negentropowo
przewyższającym taki ładunek tworzącej się materii i energii. Może
więc była to struktura o zawartości kinetronowej? Pytamy znowu, jak z
owej rozpędzonej laminarnie struktury, bo nie mogła ona być inna,
powstała struktura turbulentna i dała początek realnemu kosmosowi. Jak
widać koncepcja, będąca podstawą naszych wywodów, jest dość płodna i
pozwala na snucie najrozmaitszych pomysłów Ważne jest tylko racjonalne
wywodzenie kolejnych konstrukcji myślowych, od początkowego aksjomatu
ku następnym wnioskom. Refleksje te skłaniają do rozważań
wykraczających poza temat.

Innym pytaniem jest określenie wieku składników naszego realnego
Kosmosu oddalonych o miliardy lat świetlnych od obserwatora.
Teoretycznie w kosmosie statycznym, w którym składniki np. nie
poruszają się, czas życia oddalonej galaktyki można mierzyć czasem
wędrówki światła od tej galaktyki, tyle tylko, że nie pozwala to
ocenić jej czasu życia z przed emisji odebranego światła. W kosmosie
statycznym nie udaje się więc ocenić całego wieku trwania, natomiast
można określić rozmiary widzialnego kosmosu, mierząc odległość do
najdalszych widzialnych w dostępnych instrumentach podmiotów
astronomicznych. W warunkach ucieczki galaktyk, czy rozszerzającej sie
przestrzeni, zmierzone odpowiednio światło określa położenie galaktyki
w momencie wysłania tego światła, a więc z przed np. 10 miliardów lat.
W tym czasie jednak owa galaktyka musiała oddalić się o kolejne
miliardy lat świetlnych, jeżeli oddalała się z zawrotną szybkością.
Znając szybkość ucieczki i położenie galaktyki odpowiadające
zmierzonej wartości światła, można by określić aktualne domniemane
położenie galaktyki (?). Czy można też w ten sposób określić wiek?
Światło wygenerowane przed miliardami lat określa stan podmiotu w
momencie emisji i wiek całego kosmosu od chwili emisji tego światła do
chwili jego zmierzenie, lecz czy daje wskazówkę co do wcześniejszej
ewolucji ? I czy to rozumowania jest poprawne ?

Koncepcja postwybuchowej, pierwotnie ziarnistej przestrzeni w realnym
Kosmosie nie może być poprawna, ponieważ taka przestrzeń musiałaby,
przy szybkości światła, ulec szybkiemu rozrzedzeniu, chyba że kreacja
materii nastąpiłaby zanim dojdzie do nadmiernego rozrzedzenia, gdyby
taka kreacja miała zachodzić według opisanego dla naszego prywatnego
kosmosu mechanizmu. Twierdzi się, że po Wielkim Wybuchu bytem była
skoncentrowana energia. Co do tego nie ma całkowitej pewności, można
domniemywać. Może jednak było coś bardziej pierwotnego, co dało
początek i energii i materii ? Wracamy więc ponownie do ziarnistego
kosmosu w wydaniu realnym.

Gdyby w wyniku Wielkiego Wybuchu powstał najpierw zalążek pierwotnej,
ziarnistej przestrzeni, to kinetrony wypełniające go, ekspandując na
kolejne puste, puste obszary musiałyby ulegać rozrzedzeniu, pierwotnie
powstająca materia traciłaby masę w wyniku obniżenia się ciśnienia
kinetycznego, wtórnie ulegałaby anihilacji i taki kosmos po pewnym
czasie uległby samoistnemu zanikowi. Pozostałaby rozrzedzająca się
przestrzeń ziarnista. Materia i energia w takim kosmosie byłaby tylko
chwilowym etapem ewolucji. Dla uniknięcia takiej ewentualności
musielibyśmy założyć, że w procesie ekspansji ziarnistej przestrzeni,
równolegle do tego zjawiska, dochodzi do samoistnej kreacji kinetronów
w rozrzedzającej się przestrzeni, tak by gęstość przestrzeni miała
stałą wartość.
W ziarnistym kosmosie ustaje kreacja materii, gdy nastąpi stan
nasycenie. Pewna zawartość kinetronów uległa materializacji. Pytanie:
jak wielka jest ta zawartość, która uległa materializacji. I ile
powstałoby materii z pozostałej zawartości ? Czy tą niedoszłą materie
można uznać za ciemną materię? Wszak uznaliśmy poprzednio, że w
pustej, ziarnistej przestrzeni mamy do czynienie z masą chwilową.
Postulat może do przyjęcia w naszym prywatnym kosmosie. Czy jest on
też możliwy w Kosmosie realnym?

Niektóre wątki wyłożonej koncepcji wymagałyby przedłożenia
rozleglejszych wywodów uzupełniających i uściślających temat. Nie
wszystkie elementy świata atomowego i subatomowego paralelne do takich
w realnym kosmosie zostały omówione i przedłożone. Dla piszącego nie
ulega wątpliwości, że za pomocą koncepcji ziarnistej przestrzeni da
się skonstruować i przedstawić każde inne zjawisko z tego zakresu.
( Np. oscylujące kinetrony można uznać za drgające struny realnego
Kosmosu).Temat został jedynie muśnięty i ujęty bardzo skrótowo,
pozostawiono bez komentarza wiele niezwykle ważnych wątków mikro i
makrofizyki ziarnistej przestrzeni, które mogą i mogłyby zostać
poruszone. Bardzo powierzchownie potraktowana została problematyka
mechaniki kwantowej, czy chromodynamiki kwantowej, która dla naszego
prywatnego kosmosu nie odbiega zapewne o tej z realnego i daje się
przedstawić za pomocą naszej ziarnistej koncepcji. Wydaje się jednak,
że tych kilka elementów poddanych dyskusji, wystarcza do przyjęcia
omawianej koncepcji za prawdopodobną. Głębsze studium wymagałoby
dobrej znajomości kosmologii i fizyki atomowej, czego autorowi nie
staje i przyznaje się do tego z całą szczerością. Autor
profesjonalista w tej dziedzinie, gdyby uznał przedmiot i koncepcję
nie zasługującą na wzgardę, jako nienaukową, potrafiłby całe to
zagadnienie opracować perfekcyjnie. Dla piszącego to niedoskonałe i
zawierające wiele błędów opracowanie stanowi swoistą przygodę
intelektualną i niech to będzie usprawiedliwienie. W pracy używano
niezbyt poprawnie słowa " algorytm". Użyto go w umownym znaczeniu na
określenie "kroków" jakie pojawiają się w trakcie ewolucji składników
i procesów Mojego Prywatnego Kosmosu.

Przyjęcie za podstawę rozumowania koncepcję i aksjomat o ziarnistej
przestrzeni podsuwa szereg refleksji natury filozoficznej i
teologicznej. Kosmolodzy w dyskusji o genezie realnego Kosmosu unikają
wypowiedzi na temat tego, co było przyczyną sprawczą Wielkiego
Wybuchu. Pytania tego nie da się jednak uniknąć. Niektórzy ratują sie
koncepcją kosmosu pulsującego. Niektórzy są skłonni przyjąć jednak
pogląd o sprawczej przyczynie Stwórcy. Teoria Wielkiego Wybuchu zgodna
jest z przekazem biblijnym. Należy podziwiać starożytnego autora za
jego w istocie racjonalny opis Genesis. W opisie tym zawarta jest
prawie doskonała koncepcja ewolucji kosmosu i życia. Gdyby
uporządkować kolejność etapów powstawania poszczególnych składników
rzeczywistości, mielibyśmy prawie naukowy opis ewolucji. W porównaniu
do bajkowych poglądów na powstanie kosmosu, zawartych w ówczesnych
religiach starożytnego świata, a i w niektórych współczesnych
religiach, ta jest zadziwiająco racjonalna.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewne teologiczne i rozumowe
wątpliwości, związane z wybuchowym początkiem kosmosu. Można bowiem
postawić trywialne pytanie. Jednorazowy akt stworzenia wymagał
podjęcia przez Stwórcę decyzji. Taka decyzja musiałaby zostać podjęta
w wyniku swoistej inspiracji. Mogłaby to być inspiracja wewnętrzna.
Musielibyśmy wtedy powiedzieć, że Stwórca podlega ewolucji, ma
historie, co koliduje z pojmowaniem Stwórcy, jako istoty niczym
nieograniczonej. Jednorazowa decyzja ogranicza Stwórcę co do czasu
działania. Decyzja zaś podjęta pod wpływem inspiracji zewnętrznej nie
wchodzi w ogóle w grę, doprowadziłaby bowiem do przyjęcia absurdu
piętrowych bytów pozamaterialnych.
Takie refleksje budzi Kosmos wybuchowy i są one nie do pokonania.
Można przyjąć, odrzucając ingerencję Boską, kosmos wieczny i
pulsujący, lecz ta koncepcja może być tylko przedmiotem wiary, nie
poparta jakimikolwiek przesłankami naukowymi, lub przyjąć kosmos
jednorazowo wybuchowy z wyłożonymi wyżej wątpliwościami natury
teologicznej. Trudności tych nie sprawia mój prywatny kosmos. Można
bez żadnych wątpliwości odrzucić jednorazową ingerencję Stwórcy, który
działa tu nieustanie, jako kreator ustanawiający mechanikę
funkcjonowania kosmosu, i nie musi podlegać jakiejkolwiek inspiracji
ani wewnętrznej, ani tym bardziej zewnętrznej. Proces kreacji ma
charakter ciągły. Jest to zatem Stwórca pojmowany racjonalnie.
Dodatkowym atutem tego poglądu jest tu symetryczność ingerencji
Stwórcy, którego działanie nie może być jednokierunkowe, bo to też
jest ograniczeniem Stwórcy co do kierunku działa-nia. W moim prywatnym
kosmosie następuje i kreacja materii i energii, jak i też jej
anihilacja, a jego stacjonarność jest stanem pośrednim między tymi
dwoma procesami. Spełnione są tu warunki równoległości działań
przeciwstawnych, a więc nie kolidujące z filozoficznym pojmowaniem
Stwórcy. I koncepcja ta też koresponduje z przekazem biblijnym. Trudno
oczekiwać od starożytnego myśliciela, by potrafił w sposób całkowicie
poprawny wyrazić koncepcję kosmogenezy. Jeśli jego przekaz uznać za
swoistą alegorię, koncepcję wyrażoną w sposób iście poetycki,
zrozumiały dla ówczesnego odbiorcy i przełożyć na dzisiejszy język
nauki, to w przekazie tym zawarta jest cząstka prawdy naukowej na
miarę tamtych zamierzchłych czasów. W przekazie biblijnym zawarte są
prawie wszystkie elementy ewolucji kosmosu , tyle że należy je
pojmować jako wiecznotrwały proces ciągły, nakładających się na siebie
lokalnie etapów, mimo przekazania go w umownej postaci przekazu
religijnego.
Proszę o rozpowszechnienie i dyskujsję.
UP 72156

0 new messages