Aneks do " M ó j p r y w a t n y k o s m o s"
Wielki Wybuch w Ziarnistej Przestrzeni
Koncepcja skonstruowania alternatywnego kosmosu, opartego o
sztucznie wymyślone założenia i prawa, przyjęte jako pewniki, czy
aksjomaty, zawiera w sobie bogaty materiał myślowy, który został po
części wyłożony w konspekcie "Mój prywaty kosmos". Przyjecie za
podstawę rozumowania pustej przestrzeni, ale wypełnionej bez reszty
elementami o charakterze nieciągłym, bezstrukturalnymi "ziarnami",
które zostały nazwane "kinetrony", okazało się płodne i przy udziale
swoistych "praw" można było skonstruować sztuczny kosmos, który mógłby
funkcjonować, gdyby elementy tego kosmosu okazały się wewnętrznie
niesprzeczne, jeśli nie jako rzeczywisty podmiot, to jako konstrukcja
czysto ideowe, matematyczna.
Wytrawny znawca mikrofizyki i kosmologii znajdzie zapewne w
materiale przedłożonym w pracy wiele błędów logicznych, czy
niespójności, lecz jeżeli zgodziłby się na takie sztuczne aksjomaty i
uznał je za możliwe do przyjęcia, choćby jako twory quasi-
matematyczne, to zapewne udoskonaliłby tę sztuczną konstrukcję. Po
napisaniu całej tej rozprawy autor dostrzegł jej braki, a także
potrzebę jej uzupełnienia, czy rozwinięcia niektórych wątków.
Koncepcja przyjęta przez autora okazała się, po głębszym wejrzeniu,
otwarta na takie dalsze rozwinięcie i pofantazjowania, które nie
koniecznie muszą prowadzić do racjonalnych wniosków.
Nasze poprzednie rozważanie zostało zapoczątkowane w momencie
już ukonstytuowanej ziarnistej przestrzeni, będącej w stanie aktywnej
kreacji materii i energii, co uznano za początek ziarnistego kosmosu.
Stan ten określono jako umieszczony w punkcie czasoprzestrzeni
określonym przez "minus nieskończoność". Nie usiłowano określić "co
było przedtem", podobnie jak kosmolodzy nie określili jeszcze "co było
przedtem" w realnym Kosmosie. Autorowi wydaje się, że tego pytania nie
należy unikać, ponieważ odpowiedź na nie można niewątpliwie
skonstruować, choć będzie ona sztuczna. Odpowiedź na to pytanie dla
realnego Kosmosu można skonstruować, opierając się na przesłankach
zawartych we wiedzy uzyskanej z dotychczasowych osiągnięć naukowych.
Przywołajmy niektóre prawdy o realnym Kosmosie, te oczywiste i te
uzyskane w udanych eksperymentach. Dla kosmologów i miłośników
kosmologii najbardziej tajemniczą sprawą jest niesymetryczność
materii. Znane są takie niesymetryczności, odstępstwa od symetrii.
Pierwszą jest sama materia jako taka, spolaryzowana do postaci
" materii", posiadająca swoje anty-odpowiedniki, lecz w ilości
śladowej, przejawiające się tylko w jednostkowych zjawiskach
subatomowych. Pogląd, że gdzieś w Kosmosie znajdują sie skupiska
antymaterii należy przyjąć z powątpiewaniem. Nie ma obserwacyjnych
śladów i dowodów takiej ewentualności. Dyskusja z tym poglądem jest
bezprzedmiotowa. Można snuć tylko nienaukowe domysły, czy fantazje.
Uorganizowanych skupisk antymaterii nigdzie w Kosmosie nie powinno
być. Taki jest pogląd autora. Innym przejawem niesymetryczności
materii jest niezachowanie parzystości w rozpadzie beta, brak symetrii
parzystości CP. Być może w dalszych eksperymentach znajdują sie inne
jeszcze dowody niesymetryczności zjawisk subatomowych, poza rozpadem
beta, łamaniem symetrii CP i skrętnością neutrin. Symetria i
supersymetria w innych zjawiskach skłania do przyjęcia tezy, że
symetryczność jest podstawową cechą natury, odchylenia od niej nie
mogą być cechami fundamentalnymi, mogą one być przejawem raczej
głębszej symetrii, tyle że do tej pory nieujawionej. Co do
niezachowania parzystości w rozpadzie beta, można żywić nadzieję, że
znajdzie się symetryczny proces odpowiadający złamaniu symetrii w
przeciwnym kierunku, co przywróci równowagę? Lecz brak symetrii w
rozpadzie beta wraz z niesymetrycznością samej materii może świadczyć
o całkiem innym zjawisku. Brak symetrii w zasadniczym składzie materii
każe zastanawiać się nad szukaniem głębszych źródeł tej asymetrii lub
szukać innych przesłanek symetrii materii. Wszystkie symetrie poznane
dotąd są symetriami przestrzennymi. Materia wszędzie jest materią,
emisja cząstki alfa wszędzie jest emisją tej cząstki. Cząstce ujemnej
odpowiada cząstka dodatnia, choć tylko w niesymetrycznej skali ilości.
Nie bywa tak, że cząstka ujemna w pewnym przedziale czasu staje się
samorzutnie dodatnia. Jest to proces niemożliwy, jeżeli dochodzi do
przemian, to tylko z zachowaniem ładunku, masy, energii i innych
składników i cech mikroświata. Jesteśmy jednak zdania, że z zastaną
asymetrycznością budowy materii nie można i nie należy się godzić.
Brak antymaterii w równej ilości i niezachowania parzystości w
rozpadzie beta i łamanie symetrii CP i może jednostronna skrętność
neutrin nie mogą być akceptowane jako niewytłumaczone wyjątki. Należy
przyjąć opcję, że materia we wszystkich przejawach musi być
symetryczna. Należy też przyjąć tezę, że symetryczność nie musi
spełniać sie tylko w wymiarze przestrzennym. Do tej pory nie brano pod
uwagę innej symetryczności, jak tylko przestrzenne. Czy to przekonanie
do bezwzględnej symetryczności przestrzennej jest słuszne?
Niektórzy kosmolodzy postulują wahadłową oscylację materii.
Uważają nasz Kosmos realny jako przejaw chwilowej ekspansji materii po
Wielkim Wybuchu, po zakończeniu której nastąpi kontrakcja i zwinięcie
sie materii do pierwotnego punktu, po czym nastąpi kolejny wybuch. Ta
konstrukcja myślowa ma swoiste podstawy logiczne, acz nie jest poparta
żadnymi dowodami, poza formalizmem matematycznym. Konieczność
znalezienia absolutnej symetryczności materii skłania do szukania
przesłanek, które by taką symetryczność uprawdopodobniły. Tą
przesłanką może być postulat spełnienia symetryczności w wymiarze
czasowym. Teza absurdalna? Można założyć, że Wielki Wybuch nie jest
pierwotnym początkiem bytu. Wielki Wybuch to taka swoista kosmiczna
"dziurka od klucza", przez którą materialny kosmos po całkowitej
kontrakcji, przeciska się przez nią na drugą stronę czasu, gdzie
przekształca się w antymaterię, a w tym antykosmosie zostają złamane
symetrie w przeciwną stronę. W tym antykosmosie wszystkie inne
dyssymetrie materii miałyby swoje odpowiedniki anty. Przyjmując taką
koncepcję, uzyskujemy spełnienie marzeń o idealnej harmonii,
oczekiwanej przez zainteresowanych, szukających harmonii w przedmiocie
swoich badań. Nic nie stoi na przeszkodzie, by taką koncepcję przyjąć.
Nie ma na nią dowodów i zapewne nie będzie, lecz na wiele innych
koncepcji też nie ma dowodów, a mimo to są uznawane. Ta wyłożona wyżej
spełnia chociaż marzenia o pełnej symetryczności materii, tyle że w
wymiarze nieskończonym w czasie. W tym miejscu należy jednak postawić
pytanie : co jest przyczyną, czy co może być przyczyną takiego
przenicowania się kosmosu - materii w kosmos - antymaterię podczas
ewentualnego Wielkiego Kolapsu
Wyżej wyłożona sugestia może mieć miejsce, gdy przyjmujemy
nieustanne oscylacje Kosmosu, od stanu wybuchu do stanu kontrakcji. W
stanie tak ekstremalnym, jak początkowa osobliwość, materia ma do
wyboru tylko dwa stany, znajduje się w stanie metastabilnym. Wielki
Wybuch może dać początek materii lub antymaterii. Jeżeli zgodzimy się
na przypadkową oscylację takich stanów, to jednak w dłuższym
przedziale czasu uzyskujemy dokładnie równą ilość stanów
przeciwstawnych. Tak zapewne stanie się, gdy zgodzimy się na kosmos
pulsujący. Inną możliwością kosmosu pulsującego może być założenie
istnienia wpisanego w materię mechanizmu, który pozwoli przenicowywać
się materii w kolejny stan lustrzany w sposób całkowici
zdeterminowany, kolejno raz w jedną stronę, drugi raz w drugą.
Takim elementem determinizmu może być np. zwijanie się materii
ku kolapsowi po strzałce czasu do stanu "zero", w którym przestaje ona
być materią czy energią, a staje się ona idealnie jednorodnym,
bezstrukturalnym bytem. Przedłużeniem tego stanu staje się czas
ujemny, ekstremum nie może zawrócić, cofnąć się, dalszy bieg odbywa
się siłą "bezwładności" po drugiej stronie czasu", powstaje więc
lustrzany stan Wielkiego Wybuchu. W tym stanie taki kolejny Wielki
Wybuch, to wybuch z antymaterią, jako przedłużenie liniowego procesu
ewolucji w czasie "ujemnym". Przedłużenie strzałki czasu ku
przeciwnemu znakowi następuje dopiero po osiągnięciu minimum
przestrzennego po jednej lub drugiej stronie strzałki czasu. Taki
Kosmos to swoiste wahadło, w którym wybuch jest punktem początkowym
ekstremum energii. Punkt osobliwy można też uznać za swoistą
ogniskową, w której następuje pełne skupienie "fal" bytu, po czym owe
"fale" rozbiegają się dalej, poza ogniskiem, lecz obraz bytu, tak jak
obraz świetlny po przekroczeniu ogniska, ulega odwróceniu. To
odwrócenie to antymateria i złamanie pewnych symetrii w takim
antykosmosie w przeciwną stronie. Tym samym zagwarantowane jest w
takim układzie spełnienie pełnej symetrii, tyle że w wymiarze
czasowym. To rozumowanie dotyczy Kosmosu realnego
W moim prywatnym kosmosie może zaistnieć tylko jeden "wielki
wybuch", w wyniku którego materia ekspanduje na nieograniczoną
przestrzeń, a kosmos przybiera stan stacjonarny. Materia w nim nie
ekspanduje i nie rozprasza sie w przestrzeni w wyniku inflacji, czy
ucieczki galaktyk, a więc nie następuje eksport materii na przestrzeń,
lub eksport materii i przestrzeni, lecz materia powstaje in situ w
wyniku rozprzestrzeniania się ładunków kinetycznych w ziarnistej
przestrzeni. Ekspandująca z szybkością światła kineza i równolegle do
tego powstająca materia i energia zagospodarowują nieustannie obrzeża
takiego kosmosu. Taki kosmos musi poszerzać się brzeżnie w
nieskończoność. Makroskopowe składniki tego kosmosu mogą przemieszczać
się w przestrzeni, lecz nie na zasadzie ucieczki galaktyk. Przestrzeń
wewnętrzna już ukonstytuowanego kosmosu nie może sie też rozszerzać,
bo następowałoby rozgęszczanie kinetronów, zmniejszałoby się ciśnienie
kinetyczne, materia traciłaby na masie, zmniejszałaby się grawitacja,
następowałby rozpad materii do poziomu kinetronów. Taki rozpad
pozwoliłby zapewne na utrzymania gęstości przestrzeni, lecz proces ten
prowadziłby w końcu do powstania kosmosu pustego pustego, gdybyśmy
przyjęli ograniczoność ziarnistego kosmosu, co jest według
przedkładanej koncepcji niedopuszczalne. (Rozszerzanie się przestrzeni
jest niemożliwe z tego powodu, że nie pozwoli na to otaczająca taki
kosmos pusta, ale ziarnista przestrzeń, będąca w ekspansji.). ????
Rozumowanie dotyczące asymetryczności materii nie odnosi sie do
mojego prywatnego kosmosu. Skoro uznaliśmy go za kosmos stacjonarny,
który nie powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu podobnego do tego z
realnego Kosmosu, jest zatem nieograniczony w czasie i w przestrzeni,
to asymetryczności materii nie da się wytłumaczyć i obejść w podobny
sposób. W moim prywatnym kosmosie asymetryczność musi być zatem
elementem wbudowanym jako obiektywna konieczność, choć należałoby
szukać mechanizmu tłumaczącego bez reszty zjawisko tej
asymetryczności ?
W moim prywatnym kosmosie można przyjąć próbnie także postulat
Wielkiego Wybuchu, co niżej postaramy się rozważyć. Za podstawę opisu
prywatnego kosmosu w poprzedniej pracy przyjęto, dla ułatwienie
przedstawienia materiału, kosmos ziarnisty już w pełni ukształtowany,
będący w stanie kinetycznego naładowania, w którym to stanie zaczyna
się kreacja materii. Za początek tego stanu przyjęto punkt czasowy
położony w czasowej nieskończoności. Możemy teraz powrócić do tego
punktu i zapytać, tak jak pytamy się w realnym Kosmosie : "co było
przedtem", jeśli takie pytanie próbne można postawić. Próbujemy wiec
rozważyć stan określony: "co było przedtem" dla kosmosu o konstrukcji
ziarnistej.
Skoro przyjęliśmy jako stan początkowy przestrzeń ziarnistą,
będącą w stanie naładowania kinetycznego, to cofając się "w czasie"
musimy zastać przestrzeń ziarnistą w stanie statycznym. Będzie więc to
przestrzeń ziarnista, w której kinetrony nie podlegają oscylacjom ani
rotacjom. Przestrzeń taka, wypełniona w nieskończonym obszarze
ziarnistościami w stanie całkowicie nieruchomym, przedstawia sobą stan
podobny do skrystalizowania. Taką przestrzeń można uznać za idealny
kryształ o regularnym, sześćściennym układzie pokroju
krystalograficznego. Przedstawiona tu idea jest dla kosmologa
zawodowego w istocie groteskowa, lecz my pozwalamy sobie na taką
nonszalancję i wybryk naukowy po to, by uczynić z tej koncepcji
platformę do dalszych dywagacji na temat naszego kosmosu.
Tak więc mamy przestrzeń ziarnistą, nieograniczoną, statyczna, w
stanie skrystalizowania. Będzie to hipoteza robocza. Niech teraz w tej
statycznej przestrzeni dojdzie do pierwszego aktu kinezy, bo nic
innego w takiej statycznej przestrzeni nie może zajść, to będziemy
uważali ten pierwszy akt kinezy z początek ewolucji mojego prywatnego
kosmosu. Ewolucja ta zostanie poddana dyskusji poniżej. Dla
przestrzeni o charakterze ziarnistym, należy wstępnie rozważyć, jakie
powinny obowiązywać w takiej konstrukcji zasady, prawa czy stałe,
podobnie jak to jest w realnym Kosmosie. Tu - jak wiemy- obowiązują
swoiste pewniki, można je nazwać : aksjomaty, oznaczane jako "stałe",
czy stałe fundamentalne. Są to np. szybkość światła, ładunek
elektronu, masa elektronu, stała Plancka, stała przenikalności
magnetycznej próżni i inne Takich stałych jest wiele. Niektóre tworzą
ową stałą struktury subtelnej wyrażającą się wielkością skalarną
1/137. W naszym ziarnistym kosmosie ustalamy podobne stałe. Mogą to
być wartości określające istotę kinetronów i zachowanie się
kinetronów. Będą to więc pewniki o następujących wartościach.
1. kinetrony są (zapełniają przestrzeń)
2. mają rozmiar
3. mają kształt (sferyczny)
4. obdarzone są kinezą liniową
5. zderzają się ze sobą
6. mają właściwość wzajemnej addycji kinezy podczas
zderzenia
7. obdarzone są kinezą rotacyjną
8. kineza liniowa może przekształcić się w kinezę
rotacyjną w wyniku interakcji
między kinetronami i odwrotnie
9. przy szybkości kinezy przekraczającej wartości "c"
następują fuzje kinetyczne
10. powstają fluktuacje próżniowe
11. ziarnista przestrzeń jest nieograniczona
12. w pustej ziarnistej przestrzeni nie obowiązują
zasady zachowania
Tak więc mamy statyczną, ziarnistą przestrzeń wypełnioną
kinetronami ułożonymi w postaci kryształu o izometrycznym,
sześciennym, regularnym układzie krystalograficznym, w którym jeden z
kinetronów jako pierwszy doznaje impulsu i zaczyna oscylować.
Poruszając się w swojej "komórce" uderza w sąsiedni kinetron, co jest
oczywiste. Powiedzieliśmy powyżej, że w ziarnistej przestrzeni
obowiązuje zasada addycji kinezy podczas zderzeń kinetronów. Ten
pierwszy kinetron przekazuje swoją kinezę sąsiadowi, nie tracąc
własnej. I tak mamy teraz dwa drgające kinetrony, lub może dwie
struny, czy superstruny. Po następnym akcie zderzenia mamy cztery
kinetron, potem osiem oscylujących kinetronów. Kineza szerzy się w
ziarnistej przestrzeni w sposób wykładniczy. Zakładamy umownie, że ten
pierwszy akt kinezy zachodzi z szybkością 1 km/sek. Kineza szerzy się
na sąsiednie obszary z taką szybkością. Należy wziąć pod uwagę, że
wkrótce po zapoczątkowaniu pierwszych aktów kinezy nastąpić musi
zderzenia ze sobą kinetronów oscylujących z szybkością 1 km/sek.
Pojawią się dwa kinetrony, oscylujące z szybkością 2 km/sek. Obszar
kinezy 2- kilometrowej goni obszar jednokilometrowy i go dogania,
przenosząc kinezę dwukilometrowa na obszary bez kinezy. Zjawisko
powtórzy się. Powstanie obszar 4 kilometrowej kinezy, potem
ośmiokilometrowej, potem szesnastokilometrowej itd. Po 19-20 aktach
takiego wykładniczego narastania kinezy, kinetrony będą oscylować z
szybkością 300 tyś. km na sek. I z taka szybkością będzie się szerzyła
kineza na obrzeżach nieruchomej, ziarnistej przestrzeni. Przyjęliśmy
umownie, próbnie, szybkość pierwszego aktu kinezy na 1 km/sek. Możemy
jednak przyjąć dowolną szybkość pierwszego aktu kinezy. Najbardziej
racjonalną szybkością dla pierwszego aktu kinezy będzie szybkość
światła. Przy takim założeniu kineza rozszerzy się na sąsiednie
obszary z taką szybkości już po pierwszym akcie kinazy.
Powstaje jednak podstawowa trudność. Z założenia przyjętego na
wstępie wynika, że natychmiast nastąpi addycja kinezy i to
przekraczająca szybkość światła i będzie ona następować w sposób
wykładniczy do nieskończoności. Z pomocą przychodzi nam jednak
postulat, mówiący o zwiększaniu się prawdopodobieństwa kreacji materii
w warunkach osiągnięcia wartości kinezy przekraczającej szybkość
światła. Po pierwszym akcie kinezy pierwszego kinetronu następuje
wykładniczy wybuch kinezy z szybkością światła na resztę przestrzeni i
musi się jednocześnie zapoczątkować lawinowa kreacja cząstek
fundamentalnych i elementarnych .W ten sposób zostaje zahamowana
ekspansja nadmiernej kinezy, przekraczającej szybkość światła.
Ekspansji kinezy towarzyszy jednocześnie kreacja cząstek materii.
Jeżeli przyjmiemy za pewnik, że ten pierwszy akt kinezy zaszedł z
szybkością światła, to ekspansja kinezy na resztę przestrzeni nastąpi
z taką samą szybkością, co jest oczywiste. Mamy więc "wielki wybuch"
kinezy w ziarnistej przestrzeni i jednocześnie wielki wybuch kreacji
materii ze wszystkimi konsekwencjami. Tak zbudowana przestrzeń jest
więc substratem do powstania materii i energii i ukształtowania się w
niej elementów jej dalszej konstrukcji, to jest ukonstytuowania się
"stałych" wyższego rzędu. W naszym kosmosie wynikają one w sposób
oczywisty i nieunikniony z podstawowych pewników, określonych jako
"stałe" i przedłożonych wyżej. Równolegle do kreacji cząstek następują
też i losowe, lokalne symetryzacje kinezy, co daje początek fotonom,
jako alternatywnym obiektom. Taki wybuchowy sposób kreacji materii i
energii można uznać za paralelny do takiego w Wielkim Wybuchu realnego
Kosmosu.
Alternatywną konfiguracją nieograniczonej, pustej, statycznej,
ziarnistej, pierwotnej przestrzeni może być przestrzeń, w której
zachodzi zjawisko zsynchronizowanej, jednorodnej, zbiorczej kinezy
ziarnistej przestrzeni jako całości, lub zjawisko oscylacji kinetronów
po wspólnym, wahadłowym wektorze. Ta koncepcja jest mało
prawdopodobna, ziarnista przestrzeń musiałaby być zamknięta,
ograniczona i np. rotować w całości. Oscylacje przybierają
jednolitokierunkowy zwrot. Zderzenia kinetronów, jeśli są, to są
absolutnie symetryczne, nie może dochodzić do fuzji kinetycznych.
Rotująca struktura pozbawiona będzie kinetycznej symetryczności.
Rotacja obwodu nie będzie tożsama z rotacją centrum. W takiej
ograniczonej, ziarnistej przestrzeni nastąpiłaby wtórnie ekspansja
kinetronów ku obwodowi i pełne rozluźnienie struktury. Przestrzeń taka
zatem zanika. Dynamiczna przestrzeń ziarnista musi być nieograniczona,
a to wyklucza tę koncepcję, trudno wyobrazić sobie nieograniczoną
strukturę rotującą. Tę sztuczną konstrukcje podajemy gwoli wyczerpania
wszystkich możliwych, dających się pomyśleć, rozwiązań stanu
początkowego.
Postacią do przyjęcia jako pierwotna mogłaby być jedynie
przestrzeń nieograniczona, o konfiguracji euklidesowskiej, o w pełni
symetrycznym rozłożeniu jednorodnej kinezy, trudną do wyobrażenie i
zmatematyzowania. Taką przestrzeń można uznać za w pełni naładowaną
kinetycznie, o entropii równej "0". Taką przestrzeń można uznać za
stan metastabilny. W takiej przestrzeni jakiekolwiek pojedyncze,
losowe złamanie symetrii kinezy może spowodować lawinowe wytrącenia
takiego tworu ze stanu metastabilnego w stan opisany wyżej jako Wielki
Wybuch w ziarnistej przestrzeni.
Jak się wydaje, nie da się skonstruować dynamicznej, ziarnistej
przestrzeni o w pełni symetrycznej, pierwotnej kinezie liniowej. Można
ją rozpatrywać jako jedną z możliwych teoretycznych ewentualności.
Można natomiast założyć, jako bardziej racjonalną, dynamiczną
przestrzeń ziarnistą w której kinetrony obdarzone są kinezą rotacyjną.
Wszystkie kinetrony rotują, nie stykając się ze sobą. Pierwszy akt
kinezy liniowej może spowodować opisane wyżej zjawisko "wielkiego
wybuchu" ziarnistej przestrzeni. I taki obraz kreacji w ziarnistej
przestrzeni jest chyba najbardziej prawdopodobny. Mamy nieograniczoną,
ziarnistą przestrzeń kinetronową o rotujących kinetronach, jako postać
pierwotna, która doznaje pierwszego, pojedynczego impulsu kinezy
liniowej i w wyniku tego dochodzi do wybuchu przestrzeni kinetycznej
takiej, jaką opisano wyżej. Ładunek kinezy rotacyjnej przekształca się
w ładunek kinezy liniowej z dalszymi konsekwencjami. Powyższe
przedłożenia należy jednak uznać też za mało teoretycznie
prawdopodobne, nie ma dostatecznych przesłanek, by uznać je za możliwe
do przyjęcia. Zostało podane, by wyczerpać omówienie wszystkich
dających się wymyślić możliwości. Pozostajemy więc przy pierwotnej,
statycznej, skrystalizowanej strukturze przestrzeni, jako najbardziej
logicznej dla naszych wywodów.
Pozostaje jeszcze do omówienia ostatnia możliwość. Oto w pustej
pustej przestrzeni pojawia się osobliwość podobna do tej z realnego
Kosmosu, tyle że składająca się z zestalonych do swoistej "czarnej
dziury" kinetronów. W ślad za wcześniejszymi koncepcjami "pierwotnego
atomu," postulowanemu we wczesnej kosmologii, osobliwość tę należałoby
nazwać "pierwotnym jądrem", jadrem "promieniotwórczym". Od czarnej
dziury odróżnia je lustrzane odbicie co do wszystkich właściwości i
lepszą nazwą dla tego zjawiska będzie "biała dziura", a może i/lub
"ciało doskonale białe". Osobliwość ta "wybucha", kinetrony w czasie
rzędu czasu Plancka w sposób pierwotnie laminarny zapełniają pustą
pustą przestrzeń do momentu pojawienia się losowej turbulencji.
Następują wtedy fuzje kinetyczne i fluktuacje próżniowe dające
początek materii i energii W koncepcji tej dopuścić jednak należy
dodatkowe założenie, pozwalające na samoistną kreację kinetronów w
rozrzedzającej się przestrzeni, celem zapewnienia stałego ich
stężenia. Jednak zarówno to założenie, jak i pozostałe powyższe,
obarczone są poważnymi niedostatkami koncepcyjnymi. Jak zostało
powiedziane wyżej, pozostajemy przy koncepcji pierwotnie statycznej
przestrzeni ziarnistej. Dla porządku należało omówić wszelkie możliwe
konstrukcje.
Stała szybkość światła jest pochodną granicznej szybkości
oscylacji kinetronów, przy której ta ekspansja szybkości jest
zatrzymywana poprzez kreacje materii i energii w postaci cząstek i
fotonów w tym obszarze, w którym szybkość ta przekracza wartości
światła. Natomiast masa i ładunek elektronu nie mogą być inne, bo ich
wartości warunkuje geometria fuzji tej cząstki. Stałą Plancka też
można wywieźć jako minimalna porcja energii, jaka może zostać
wygenerowana w pojedynczym akcie kreacji w ziarnistej przestrzeni. Po
zastanowieniu się i inne stałe można by wywieźć z tych stałych
podstawowych ziarnistej przestrzeni. Tak więc w ziarnistym kosmosie
stałe, czy prawa muszą być takie same, jak w realnym Kosmosie, bo
wynikają one z istoty ziarnistej struktury przestrzeni. W realnym
Kosmosie dla stałych nie ma wytłumaczenia. Są one stałymi jak gdyby
danymi a priori. Nie wynikają z prostszych, czy bardziej podstawowych
stanów materii. Są obserwacjami uzyskanymi z pomiarów stanu materii. W
naszym prywatnym kosmosie te same stałe mają swoje bardziej podstawowe
źródła, z których można je wywieźć. Są to pewniki wyłożone powyżej w
punktach. One są dla naszego kosmosu właściwymi stałymi, z których
wypływają stałe wyższego rzędu.
Wypada tu jeszcze raz pokrótce udokumentować istotę tych stałych
Jeżeli więc przyjmujemy szybkość oscylacji kinetronu, przy której
dochodzi do kreacji cząstki, za stałą, to kreacja fotonu w wyniku
symetryzacji kinezy kinetronów przy tej szybkości pociąga za sobą
szybkość fotonu, jako już samodzielnego tworu, odpowiadającą szybkości
oscylacji kinetronów. Jeżeli za elektron uznajemy cząstkę powstałą
jako fuzja kinetyczna pewnej określonej ilości kinetronów i tylko tej
ilości, to masa tej cząstki musi powstawać i odpowiadać ciśnieniu
kinetycznemu, powstającemu na "powierzchni" tej cząstki. To proste
rozumowanie pozwala nam wywieźć wszystkie prawa i stałe z tych
podstawowych pewników, obowiązujących w ziarniste przestrzeni.
Krótkie streszczenie: najpierw była ziarnista, statyczna
przestrzeń, potem nastąpił pierwszy akt kinezy o szybkości światła i
nastąpił wybuch kinezy, który rozszerzał się z tą szybkością na resztę
przestrzeni. Jednocześnie został zapoczątkowany akt kreacji materii i
energii, który - jak powiedzieliśmy - zachodzi przy osiągnięciu przez
kinetrony szybkości światła. Nastąpił on też w sposób wybuchowy. Mógł
się zatem ten nasz prywatny kosmos ukonstytuować podobnie jak Kosmos
realny. Pytanie tylko, co spowodowało ten pierwszy akt kinezy ? To
pytanie należy pozostawić w zawieszeniu, podobnie jak zawiesza się
pytanie o przyczynę Wielkiego Wybuchu. Niektórzy kosmolodzy
przychylają sie od przyjęcia za pierwszą przyczynę sprawczą Czynnik
Pozamaterialny. Podobnie musimy i uczynić my. Podobno Albert Einstein
zastanawiał się, czy Bóg miał jakikolwiek wybór, dobierając dla
materii owe wszystkie stałe? Gdyby jedna z nich odchylała się od
obowiązujących w naszym kosmosie, to nie powstałyby warunki na taką
ewolucję kosmosu, jakiej jesteśmy świadkami, i nie byłoby też
podmiotu, który badał by kosmos. Można powiedzieć, że nasza koncepcja
nie wymagała od Stwórcy ustanawiania wielu tzw. stałych i to w dodatku
specjalnie je dobierać. Wystarczyła jednorodna, ziarnista przestrzeń i
jeden akt uruchomienia kinezy w tworzywie najprostszym z
najprostszych, to jest w nieograniczonej, ziarnistej przestrzeni,
wypełnionej jednorodnymi tworami, którym nadał najprostsze cechy.
Wszystko inne wywodzi się z tych najprostszych aktów. Gdyby odrzucić
przedłożoną koncepcją ziarnistej przestrzeni, pozostać przy oficjalnej
teorii powstania kosmosu w wyniku Wielkiego Wybuchu ze wszystkimi
stałymi jako stanowionymi, czy dobranymi przez Stwórcę, to należałoby
jednak wtedy przyjąć i możliwość istnienia innego zestawu parametrów
funkcjonowania kosmosów stanowionych przez Stwórcę. Bo dlaczego tylko
te jedne stałe miałyby być dopuszczalne? Postuluje się więc kosmosy o
innych prawach i stałych, o innych konstrukcjach. Jedną z takich
konstrukcji, możliwych do rozważenia, niech by był nasz kosmos
ziarnisty? Z zastrzeżeniem, że pod względem anatomii i " fizjologii"
jest najprostszy najbardziej racjonalny w porównaniu do innych
konstrukcji. A więc, jeżeli konstrukcja materii miałaby być możliwa
tylko w jednym egzemplarzu, to musiałby to być kosmos ziarnisty.
Przedłożona tu alternatywna koncepcja wymaga rozważenia
przebiegu dalszej ewolucji takiego kosmosu. W Kosmosie realnym wybucha
skoncentrowana osobliwość, zawierająca całą zawartość przyszłego
kosmosu. Zawartość ta ogarnia pustą przestrzeń i ją zapełnia, choć
uważa się, że przestrzeń powstaje wraz z ekspandującym tworzywem
Kosmosu. Przyjmiemy jednak roboczo, że taka pusta przestrzeń istnieje
poza materią, a powstająca in statu nascendi materia i energia
zagospodarowuje taką przestrzeń. Taki kosmos musi być ograniczony
przestrzennie i czasowo, podlegać ewolucji, nie wykluczając z niej i
Wielkiego Kolapsu. Natomiast nasz kosmos prywatny, choć może mieć
początek, to wobec nieograniczoności ziarnistej przestrzeni, jako
ziarnista nie może być inna, powinien ekspandować w
nieskończoność.
Wielki Wybuch i następująca po nim ekspansja materii i energii
do rozmiarów obserwowanych obecnie skłania wielu kosmologów do jawnego
lub zakamuflowanego przyjęcia myśli o Pierwszym Konstruktorze Kosmosu.
Wielu z nich nie godzi się na taką ewentualność i uparcie szuka metod
na ominięcie takiego stanu. Ratunku szukają w konstrukcjach
zawierających zjawiska oscylacji kosmosu od wybuchu do kolapsu, lub
kosmosów bliźniaczych, połączonych ze sobą tunelami czasowymi,
kosmosów pączkujących, rozdwajających się, przy czym postulują
możliwość przenoszenia się w czasie do przodu w przyszłość lub do tyłu
ku przeszłości. Wszystkie te pomysły są zapewne matematycznie poprawne
i wynikają z formalizmu matematycznego, opartego o wzory ogólnej
teorii względności i mechaniki kwantowej. Z drugiej jednak strony
prosta analiza rzeczywistości materialnej, uwzględniająca podstawowe
elementy oceny takiej rzeczywistości, pozwala na krytyczną ocenę tych
koncepcji. Jeśli bowiem uwzględnić podstawowy element opisu
jakiegokolwiek układu z Kosmosem włącznie, to jest pojęcie entropii,
to owe tunele czasowe i podróże w przyszłość, czy do przeszłości, a
możliwość których wynika z rozwijanych współcześnie teorii kosmosów
kwantowych (każdy kosmos to kwant), mogą być jedynie konstrukcjami
matematycznymi.
Czas jest niewątpliwie powiązany z miarą strumienia entropii.
Wszelka zmian czegokolwiek jest treścią entropii. Jest ona miernikiem
zmiany do "przodu" lub do "tyłu". Może wzrastać lub maleć, lub
pozostawać na stałym poziomie. Entropia nie jest do pomyślenia bez
elementu czasu. Entropia jest miarą zmian układu, a czas jest
składnikiem entropii. Jeśli entropia wzrasta, to układ ulega w
określonym czasie degradacji, jeśli entropia maleje, to układ ulega w
określonym czasie większej organizacji. Jeśli entropia przybiera na
sile, czas dla takiego układu przyśpiesza. Można by przyjąć, że układy
o zróżnicowanej entropii mają swoje własne czasy. Paradoksalnie, jeśli
układ przyśpiesza w przestrzeni, to bieg entropii w tym układzie
zwalnia i czas płynie wolniej, zgodnie z einsteinowska teorią, co
powoduje spowolnienie starzenie się kosmonauty, wyruszającego w daleką
podróż kosmiczną.
Kosmolodzy debatują nad możliwościami przenoszenie sie do
przyszłości lub przeszłości przy pomocy tuneli czasowych, których
możliwość przewiduje teoria względności. Co zatem musi sie stać, by
obserwator (człowiek lub inny podmiot badawczy) mógł przenieś się np.
do przeszłości? W kategoriach termodynamiki, czy informatyki, albo
entropia układu, w którym bytuje musi wrócić do stanu poprzedniego,
np. obniżyć się, natomiast obserwator musi pozostać przy aktualnej
własnej entropii, albo entropia układu musi przyjąć wartość dla
przyszłości, a obserwator pozostać przy własnej entropii, ale
jednocześnie ze stanem własnej entropii poruszać się w czasie w tunelu
czasowym do przodu lub do tyłu. Wtedy jednak nie może mieć łączności z
otoczeniem, w którym się znalazł, czyli musi stać sie układem
odosobnionym, bo inaczej dojdzie do wyrównywania entropii i obserwator
stanie się częścią układu badanego, utraciwszy informacje ze swojego
stanu pierwotnego i stanie się układem zintegrowanym z przeszłością
lub z przyszłością. Nie będzie mógł porównać bieżącego stanu układu z
stanem układu sprzed podróży w czasie. Tak więc, mówiąc prościej,
układ badany musi się cofnąć do przeszłości lub posunąć się ku
przyszłości, a obserwator pozostać jako teraźniejszy podmiot. Oba
układy muszą być jednak odizolowane od siebie, a badanie jest wtedy
niemożliwe. Taka izolowana, przeciwbieżna wędrówka w czasie dwu stanów
entropii dwu podmiotów jest zapewne możliwa, lecz nieefektywna. Można
to zagadnienie przedstawić jeszcze inaczej.
Tunel czasowy wstecz można przemierzyć wraz z całym układem.
Wtedy w układzie i obserwatorze, czymkolwiek on jest ( np.
instrumentem badawczym ), muszą zajść zjawiska, które oznaczać będą
zmianę wszystkich kierunków reakcji fizycznych, chemicznych, czy
biologicznych, tak by po odwróceniu czasu obserwator stał się
obserwatorem z badanej epoki.( Być może takie zjawisko może zajść po
przekroczeniu przez układ szybkości światła). Nie będzie to wiec
badacz bieżący, lecz będzie to obiekt, czy badacz bieżący dla tamtego
czasu i będzie badał stan tamtego obiekt, bez odniesienia do jego
stanu poprzedniego. Ujmując to trywialnie, badacz (czy inny układ
materialny!), musi odmłodnieć, zdziecinnieć, stać sie noworodkiem,
znaleźć się w macicy, przekształcić się w komórkę jajową itd. Zarówno
badacz, jak i jego środowisko, muszą równolegle cofać sie w czasie.
Lecz w takim wypadku to nie będzie już nasz badacz z bieżącym zasobem
informacji, lecz człowiek z danej epoki. Podobne rozumowanie należy
odnieść do wędrówek ku przyszłości. W tym wypadku należałoby
doprowadzić do odwrócenia biegu entropii układu i obserwatora w
odwrotnym kierunku. Entropia układu i obserwatora w tunelu czasowym
postępuje ku przyszłości równolegle, obserwator bada układ jako
tożsamy z nim.(?) Czy zatem zaistnieją możliwości izolowanej wędrówki
badacza w tunelu czasowym? Jeśli zaistnieją, to na zasadzie ścisłej
izolacji podróżnika i układu mającego zostać zbadanym. Cała dyskusja o
możliwości przenoszenie sie w tunelu czasowym zawiera w podtekście
pojęcie czas, odnoszące się do pomiaru w wymiarze psychicznym. Martwy
instrument badawczy, przenoszący się w czasie, nie będzie miał
możliwości porównawczych, choć jego czas w podczas ruchu biegnie
wolniej niż obiektu badanego, ale różnicę odkryć może obiekt
trzeci. . Wędrówek w tunelach czasowych nie jest łatwo krytykować,
więc nie ma pewności, czy ten wywód jest racjonalny.
Powyższe niedoskonałe rozumowanie wskazuje, że taka wędrówka w
czasie jest nader wątpliwa. Idąc za tą myślą, należy odrzucić pomysły
ze światami równoległymi, czy tunelami czasowymi. Entropia układu
połączonego, musi biec równolegle. Jeśli istnieje przepływ entropii
między układami względnie odosobnionymi, to spadek entropii jednego
układu musi pociągać za sobą wzrost entropii drugiego układu!
Dywagacje na temat tuneli czasowych dotyczą Kosmosu realnego. W moim
prywatnym kosmosie nie mogą zachodzić podobne perturbacje czasowe.
Jest on jednorodny i nieskończony w przestrzeni, i taki kosmos nie
może podlegać dywagacjom czasowym w rodzaju tuneli czasowych. Wędrówki
w czasie w takim kosmosie są możliwe też jedynie w wypadku poruszania
się obiektu badającego z szybkością kosmiczną, kiedy to czas zwalnia,
a obserwator starzeje się wolno. Po powrocie z podróży spotyka czas
przyszły swojego środowiska. Gdyby zaś poruszał się z szybkością
ponadświetlną, być może dogoniłby przeszłość np. fale radiowe
wyemitowane z dalekiej przeszłości. Tego rodzaju dylatacje czasowe to
jednak nie tunele czasowe. Należy jednak zapytać, czy można by dogonić
lub przegonić światło, skoro szybkość światła dla wszystkich
obserwatorów, niezależnie od ich stanu ruchu i stanu ruchu źródła
światła, jest jednakowa, a więc powinna być i dla obserwatora
poruszającego się z szybkością większą niż światło (?).
W moim prywatnym kosmosie odmiennie przedstawia się kwestia
wymiarowości przestrzeni. W kosmosie realnym postuluje się istnienie
przestrzeni czterowymiarowej ( pięcio- z czasem ). Z formalizmu
matematycznego wypływają wnioski o konieczności przyjęcia przestrzeni
wielowymiarowej, 26-cio, 10-cio wymiarowej lub może jeszcze innej.
Czwarty wymiar przyjmuje się w postaci zwiniętej do rozmiarów Plancka.
Pozostałe wymiary, gdyby były realne, nie są możliwe do określenia i
wyobrażenia. Kosmolodzy piszący książki popularnonaukowe próbują
przedstawić czytelnikowi pojęcie czwartego wymiaru przestrzennego,
przedkładając przykład oparty o analizę podobnego wypadku dla
przestrzeni dwuwymiarowej.
Chcąc uprzytomnić czytelnikowi pojęcie czwartego wymiary,
przywołują przykłady z świata dwuwymiarowego. Tak jak mieszkańcy
świata dwuwymiarowego nie mogą zrozumieć trzeciego wymiaru, tak my
mieszkańcy świata trójwymiarowego nie możemy uzmysłowić sobie
czwartego wymiaru przestrzeni. Przy czym przyjmują błędnie, że
mieszkańcy tamtego świat widzą wszystko dwuwymiarowo. Owi mieszkańcy,
nazywani Płaszczakami, widza wszystko dwuwymiarowo. Takie
przedstawianie ich postrzegania jest oczywistym błędem. Owi
Płaszczakowie widzą wszystko jednowymiarowo. A oto argumentacja: owi
mieszkańcy dwuwymiarowi, posiadają siatkówkę oka w postaci odcinak
prostej. Figury świata dwuwymiarowego układają sie na tym odcinku jako
rzuty figury płaskiej na prostą. Ponieważ mają oni dwoje oczu, więc na
każdej siatkówce układa się im nieco odmienny rzut figury. W ich mózgu
następuje matematyczna integracja oby tych rzutów, więc owi mieszkańcy
wiedzą, że ich świat jest dwuwymiarowy, ale widza go jednowymiarowo.
Intruza z trzeciego wymiaru spostrzegaliby jako pojawiający się w ich
świecie odcinek, który to się powiększa, to się zmniejsza, to znika.
Byliby tym zapewnie zdziwieni. Uznaliby taką postać za ducha. Dla
mieszkańców dwuwymiarowego świata trzeci wymiar jest niewyobrażalny.
Jednakże ich uczeni doszliby do wniosku, że może istnieje coś
takiego jak trzeci wymiar? Jeśli tak, to w tym trzecim wymiarze można
usadowić nieskończoną ilość światów dwuwymiarowych, nawet jeśli on sam
jest ograniczony, stanowi np. sferę. Może więc lepiej uznać, że ich
świat, jeżeli jest płaski, jest też nieograniczony? W trzecim wymiarze
mieści sie nieograniczona ilość światów dwuwymiarowych. Można snuć
dywagacje, pytać co będzie sie działo w ich świecie, gdy zostanie on
np., poddany rotacji wokół osi prostopadłej do ich świata, gdyby
przyjąć płaskość ich świata ( pojęcia dla nich niepojętego).
Stwierdzą, że działa na nich jakaś niepojęta siła, która spycha ich od
jakiegoś punktu centralnego na zewnątrz i zmuszą gromadzić sie na
obwodzie koła i oddalać się stale od siebie. Do tej pory mogli
poruszać się bez użycia energii (?), a teraz, by zbliżyć sie do siebie
po promieniu, muszą użyć siły, której nie znali. Inni uczeni
zakładaliby obrót ich świata wokół osi równoległej do ich płaszczyzny.
Ci doszliby do wniosku, że podmioty ich świata doznałyby nieznanego
oddziaływania, które spycha je liniowo w kierunkach dosiebnych w
postaci równoległych, oddalających sie światów, z którymi zostanie
zaburzony kontakt, ponieważ promienie wysyłane wzajemnie do siebie
doznają tajemniczego przesunięcia. Stwierdzą, że może jakaś nieznana
siła ingeruje w promienie w ich światach i nie pozwala na ich właściwy
odbiór. Może określiliby zjawisko jako ucieczkę, a zmianę dotarcia
informacji jako przesuniecie ku czerwieni ? To rozumowanie dotyczy
dwuwymiarowego świata płaskiego.
Omińmy takie fantazje i postarajmy sie przenieść to rozumowania
na przestrzeń trójwymiarową. Nawiasem należy nadmienić, że
obserwatorzy w tej przestrzeni widzą wszystko dwuwymiarowo, ponieważ
ich siatkówki są dwuwymiarowe i rejestrują rzutu brył trójwymiarowych
na płaszczyźnie. Obserwator ze świata trójwymiarowego wie, że świat
jest trójwymiarowy, ale widzi go dwuwymiarowo. Podobnie jak to jest w
świecie dwuwymiarowym, czwarty wymiar dla świata trójwymiarowego musi
więc mieć także wymiary mega, nie może mieć wymiarów
submikroskopijnych, zwiniętych do rozmiarów Plancka, jak to postulują
kosmolodzy. Przeniesienie rozumowania z przykładu dwuwymiarowego
nakazuje taką opcję, bo niby dlaczego miałoby być inaczej. Nasz
wniosek jest więc jednoznaczny: czwarty wymiar w przestrzeni
trójwymiarowej ma wymiar mega.
Inaczej jest w moim prywatnym kosmosie. Czwarty wymiar jest tu
istotnie wielkości Plancka, jeśliby przyjąć tej wielkości przestrzeń
oscylacyjną dla kinetronu. Oscylujący i rotujący kinetron mieści sie w
tej przestrzeni, a jego oscylacje można przedstawić jako drgania
struny, czy superstruny. Drogę przebytą przez niego w jego "komórce
Plancka" można uznać jako strunę, a zmianę wektora oscylacji jako
drganie struny. Tak więc mój prywatny kosmos ma trzy wymiary
makroskopowe i jeden wymiar submikro. Być może, po głębszym wejrzenia
w materię ziarnistej przestrzeni, znalazłoby się miejsce dla dalszych
wymiarów przestrzeni. Jak dotąd zadawala się ona czterema wymiarami. .
Odmiennie przedstawia się zagadnienie ekspansji materii i jej
zwrotnego zwijania się po osiągnięciu docelowych wymiarów. Niektórzy
kosmolodzy postulują powrót realnego Kosmosu do stanu początkowego po
osiągnięciu tego stanu maksymalnej ekspansji, to znaczy do Wielkiego
Kolapsu. Taki kolaps mógłby się udać na dwa sposoby, każdy z nich jest
jednak zapewne niemożliwy. Materia, po osiągnięciu stanu o najwyższej
entropii, to jest stanu śmierci cieplnej, przedstawiałaby sobą
wypalone, wygaszone, martwe grudy, znajdujące się od siebie w
odległościach iście kosmicznych. W tym czasie musiałaby przestać
działać energia powodująca rozszerzanie kosmosu. Na placu boju
pozostanie czysta grawitacja.
Załóżmy, że ta grawitacja doprowadza do kurczenia sie kosmosu.
Martwe i zimne grudy materii nabierają rozpędu i zbliżają sie do
siebie, tworząc coraz potężniejsze bryły materii. Energia zderzeń
prowadzi do ponownego wzrostu temperatury tych konglomeratów. W tym
stanie rzeczy może powstać gigantyczny twór materii, obejmujący całą
materie w stanie "wrzenia". Tylko czy energia grawitacji wystarczy, by
umieścić w tej grudzie tyle energii, by rozpalić wypaloną materię
pozbawioną pozostałej części energii. I jeśliby miała ona przybrać
postać, czy formę z Wielkiego Wybuchu, to musiałoby dojść do rozpadu
atomów, potem cząstek, potem zaniku cząstek, aż do postaci pierwotnej
plazmy, a na koniec do osobliwości. Czy wystarczy do tego energia
grawitacji? Wszak Wielki Wybuch i dalsza ewolucja kosmosu zachodziła
pod wpływem energii, która zanikła, a grawitacja nie była w stanie jej
przeszkodzić. Ta energia uległa rozproszeniu w postaci promieniowana,
czy została zużyta na ekspansję kosmosu. Jest to scenariusz zapewne
nie do zaakceptowania. Należy raczej przyjąć, że powstanie martwy
twór, obejmujący całą materię, martwa czarna dziura, jako końcowy
stan, który nie jest jednak odpowiednikiem stanu sprzed Wielkiego
Wybuch. Przyjmuje objętość całej materii, będzie ona maksymalnie
skoncentrowana, podobnie jak to jest w czarnych dziurach,
funkcjonujących obecnie, a które mogą być zapewne modelem takiego
ostatecznego kolapsu, lecz nie będzie to stan paralelny do Wielkiego
Wybuchu. Pytanie, czy taki proces jest możliwy? Wszak byłby to
rzeczywisty stan o najwyższej entropii. Gdyby zaś taki stan
całkowitego kolapsu uznać za stan całkowitego uporządkowania materii,
to w czasie dochodzenia do takiego procesu entropia musiałaby odwrócić
swój bieg ku spadkowi, musiałaby spadać aż do 0, a czarna dziura
koncentrująca całą materię mieć entropię o wskaźniku bliskiemu zeru.
Jest to proces termodynamicznie sprzeczny.
Drugi sposób zwinięcia sie materii musiałby polegać na
odwróceniu sie wszystkich procesów fizycznych w kolapsującej
materii. W wypalonej materii, składającej się z pierwiastków ze środka
tablicy Mendelejewa, musi dojść do rozpadu tych pierwiastków, kreacji
pierwiastków o niższych ciężarach atomowych, potem do odwrócenia
procesów cyklu węglowo - azotowo - tlenowego, potem musi powstać na
powrót hel, a na końcu wodór, który wraz z wodorem bieżącym ulegnie
jonizacji, następnie przyjdzie czas na odwrócenie inflacji, zanikną
hadrony i leptony, i bozony, nastąpi deflacja, w końcu powstanie stan
około wybuchowy, by w następstwie doprowadzić do ponownego Wielkiego
Wybuchu. Taki proces wymagałby zjawiska koncentracji rozproszonej w
czasie ekspansji kosmosu energii, co jest niezgodne z termodynamiką,
która nie może w żadnym stanie przestać obowiązywać.
Pierwsza forma odwrócenie ekspansji, jak to przedstawiono wyżej,
jest niemożliwa, bo musiałoby dojść do złamania podstawowego prawa
termodynamicznego, to jest do odwrócenie biegu entropii. Aby to się
stało, potrzebna jest energia, sama grawitacja nie byłaby w stanie
zapewne tego biegu odwrócić, z uwagi na pełne rozproszenie materii w
kosmosie. Musiałaby ta energia pochodzić z poza układu, to jest z poza
kosmosu, wszak cała energia kosmosu po wypaleniu się materii uległa
rozproszeniu. Można by jedynie postulować jakiś abstrakcyjny proces
odbicia się rozpraszającej się energii od brzegu, czy granicy Kosmosu,
który w tym wypadku musiałby być ograniczony do gigantycznej sfery i
odznaczać się nieprzenikalną, twardą ścianą, lecz taka ewentualność
jest z gatunku fikcji naukowej.
Tych dylematów pozbawiony jest mój prywatny kosmos. Przyjęliśmy
dla niego opcję kosmosu stacjonarnego, który, aczkolwiek teoretycznie
mógłby mięć początek w postaci statycznej przestrzeni ziarnistej,
pierwszego aktu kinezy i następowej jej ekspansji aż do powstania
ukonstytuowanego kosmosu, jednak musi być kosmosem o nieograniczonym
zasięgu w przestrzeni i tym samym w czasie ( choć mógłby mieć
początek, ale bez końca).
W poprzedniej pracy zostało to udokumentowane. Ziarnista, drgająca
przestrzeń nie może być ograniczona, bo nastąpiłoby błyskawiczne
rozcieńczenie zawartości ziarnistej przestrzeni i taki kosmos nie
byłby w stanie istnieć..
W moim prywatnym kosmosie nie ma problemu ciemnej materii i
energii. Oscylujące kinetrony lub może struny (czy superstruny)
ulegają ustawicznym fuzjom kinetycznym, w wyniku czego powstają
cząstki fundamentalne i wirtualne. Te ostatnie musza powstawać masowo,
ponieważ prawdopodobieństwo ich powstania jest największe z racji ich
niesymetryczności. Im bardziej niesymetryczna cząstka, tym
prawdopodobieństwo jej powstania większe. Tak więc w ziarnistym
kosmosie, w dostatecznie dużym przedziale czasowym i przedziale
przestrzeni, musi znajdować się stale choćby minimalna ilość cząstek
wirtualnych. Cząstki te są też obdarzone masą, co jest oczywiste i
zostało udokumentowane w poprzedniej pracy. Tak więc w odpowiednio
dużym przedziale przestrzeni w każdym momencie czasu obecna jest masa.
Masa ta ulega fluktuacji, to jest powstaje i zanika, lecz jest.
Wystarczy krótki przedział czasowy między powstaniem, a zanikiem
cząstki wirtualnej, by przestrzeń wypełniona była masą wirtualną. Dla
nieograniczonej przestrzeni masa ta przybiera wartości nieograniczone.
Nazwijmy ja ciemna materią. Dla kosmosu ograniczonego można ustalić
stosunek tej masy do masy obserwowalnej. (Biorąc pod uwagę rozmiar
pustych obszarów w Kosmosie realnym, ten stosunek dla tego kosmosu
przybrałby wartość na korzyść ciemnej materii). Mówiąc skrótowo:
przestrzeń przeładowana jest masą. Wirtualną. Masa ta zapewne jest
przeszkodą dla wygenerowanych przez materię i samą przestrzeń fotonów,
które zostają przez tą masę pochłaniane w sposób wirtualny, a po
rozpadzie wirtualnej cząstki energia ta jest napowrót uwalniana.
Powraca ona do ziarnistej przestrzeni i integruje się z miąższem
kinetronów, podwyższając ich ładunek kinetyczny, co powoduje "krążenie
energii" między materią, wirtualną materią i oscylującą przestrzenią.
Przestrzeń ziarnista absorbuje tę energię ulegającą rozpraszaniu,
zwiększając swój ładunek energetyczny. Tenże napowrót może wrócić do
materii w postaci jej cząstek fundamentalnych lub wirtualnych.
Zjawisko to stanowiłoby swoistą przemianę materii i energii kosmosu.
Rozumowanie nieco karkołomne, lecz w świetle naszych rozważań
odpuszczalne.
Dla Kosmosu realnego, gdyby takie zjawisko i tu zachodziło, ta
energia mogłaby stanowić ciemną energię, która służy do przyspieszania
kosmosu. Tak więc energia przyspieszająca jest pochodną samej
przyspieszanej materii. Przyspieszenie więc nie może być pochodną
Wielkiego Wybuchu, co udowodniono już w poprzedniej pracy, choć pogląd
ten można dyskutować, lecz jest bieżącą emanacją materii. Zatem
rozszerzający się, realny Kosmos musi tracić, zgodnie ze wzorem,
materię, która zostaje przekształcona w energie przyspieszającą. W tej
sytuacji przestrzeń musi się energetycznie ładować, co zakłóca
energetyczną stabilność Kosmosu, a dla zachowania stałej wartości
ładunku musi on stale ekspandować. Rozszerzający sie Kosmos traci
materię przekształcaną w energię. Końcowym stanem takiej ekspansji
mógłby być kosmos rozproszony bez materii, lub Kosmos rozproszony tak
pod względem materii jak i energii, a więc Kosmos pusty De Sittera.
Najprawdopodobniej po osiągnięciu stanu końcowego mamy martwy i zimny
Kosmos oraz uśredniony ładunek energetyczny przestrzeni. W uśrednionym
stanie nie ma przepływu energii. Wygaszona materia nie dostarcza
przestrzeni energii, kosmos przestaje się rozszerzać. Wtedy zapewne
zadziała grawitacja ?
Należy jednak zapytać, w jaki sposób może działać ciemna energia
na ekspansję realnego Kosmosu? Energia może działać w dwojaki sposób.
Przy każdym sposobie musi istnieć różnica poziomów energetycznych.
Pierwszy sposób polega na zadziałaniu strumieniowym, takim, jak działa
strumień pary na tłok cylindra Taki sposób działania w kosmosie
polegałby na działaniu strumienie energii na każdy podmiot osobno, co
jest nie do przyjęcia. Drugi sposób to działanie płaszczyznowe, tak
jak działałaby para wodna w kotle o rozciągliwych ścianach. W takiej
sytuacji wszystkie podmioty znajdujące się w takim kotle oddalałyby
się od siebie w sposób równomierny. Jeżeli zgodzić się na ekspansję
kosmosu, to zapewne ciemna energia działa właśnie w taki sposób. Część
energii wypromieniowanej przez materię ładuje energetycznie
przestrzeń, która dla zachowania stałej wartości tego ładunku musi się
rozszerzać. Tyle tylko, że ciemna energia nie jest tworem samoistnym,
dodatkowym, pozamaterialnym, lecz jest pochodną energetycznego
promieniowania materii, jak to przedłożono nieco wyżej. Ta koncepcja
wymaga jednak przyjęcia ziarnistości przestrzeni i powstawania masy
wirtualnej, która absorbuje energię. Także dla realnego Kosmosu
W procesie ewolucji Kosmosu realnego powinna nastąpić chwila
wyrównania się energii grawitacji z energią ekspansji, którą można
nazwać ciemną energią, czy antygrawitacją. Może to nastąpić po
wyczerpaniu się zasobów energetycznych rozpraszającej się i stygnącej
materii. Wtedy może uzyskać przewagę grawitacja z zastrzeżeniem, że
efekt jej działania zostaje osłabiony w wyniku rozproszenia materii.
Może też powstać stan metastabilny, w którym obie przeciwstawne
energie będą w równowadze i taki stan może trwać wiecznie lub w wyniku
losowego spadku antygrawitacji zacznie sie proces kontrakcji Kosmosu.
Przesunięcie ku czerwieni promieniowania elektromagnetycznego w
ziarnistej przestrzeni uznaliśmy za starzenie się fotonu, utratę
energii cząstki na rzecz ziarnistej przestrzeni, jako proces paralelny
i konkurencyjny do efektu Dopplera. Wracając do koncepcji przesunięcia
ku czerwienia w Kosmosie realnym, należy rozważyć to samo zjawisko dla
fali materii. Jeżeli cząstce elementarnej, czy nawet większemu
skupieniu materii przydaje się funkcję falową, to należałoby
obserwować dla cząstek kosmicznych także przesunięcie "ku czerwieni".
Jak by to wyglądało w praktyce? Wszak cząstki kosmiczne nie osiągają
szybkości światła. Przesunięcie ku czerwienie fali materii polegałoby
na utracie przez cząstki jej początkowej energii, co odpowiada takiemu
zjawisku w odniesieniu do fotonów, a tu polegałoby na zmniejszeniu
pędu cząstki. Ale co sądzić, jeżeli cząstka w biegu przez przestrzeń
doznaje przyspieszenia w wyniku zadziałania kosmicznego pola
elektromagnetycznego? Z jednej strony traci ona energię w wyniku
przesunięcia ku czerwienie przypisanej jej fali, z drugiej strony
przybiera na energii w wyniku działania pól elektromagnetycznych
przestrzeni? Paradoks.
Fala przypisana cząstce, to fala prawdopodobieństwa znalezienie
cząstki w danym obszarze. Jak rozumieć tu przesunięcie ku czerwieni?
Jeżeli mamy być konsekwentni, to takiego przesunięcia w stosunku do
fali materii nie można ignorować. Ale jak takie przesunięcie
zaobserwować?. Należałoby może rejestrować cząstki kosmiczne na
wielkim obszarze przestrzeni, liczyć i klasyfikować cząstki pod
względem ich energii kinetycznej i masy i stworzyć indeks grup pod
względem identyczności tych parametrów (?) Wśród plejady
zarejestrowanych identycznych cząstek w dostatecznie długim czasie,
może znaleziono by widmo pod postacią rozkładu energii takich cząstek.
Lub ich masy. Wtedy cząstki o małym przesunięciu, czyli o dużej
energii, należałoby uznać za pochodzące z bliższej odległości, a
cząstki o dużym przesunięciu za cząstki z dalszych obszarów? (przy
uwzględnieniu wpływu kosmicznego pola elektromagnetycznego).
Statystycznie rzecz biorąc, w zestawie cząstek kosmicznych
zarejestrowanych w określonym przedziale czasu i zabranych z
odpowiedniego obszaru przestrzeni, powinny znajdować się cząstki
kosmiczne o kolejno zróżnicowanych energiach w równej ilości.
Zależność energii do ilości cząstek dla każdego przedziału powinna
przedstawiać sobą linię prostą, równoległą do jednego ramienia układu
współrzędnych. Głębia Kosmosu we wszystkich kierunkach jest jednakowa,
ilość cząstek nadlatujących z różnych kierunków powinna też być
jednakowa, zróżnicowanie energetyczne na każdym kierunku powinno być
jednakowe, a ilości cząstek o różnej energetyce w każdym strumieniu
też powinny być jednakowe. Ale być może, ustawienie rejestratora
kierunkowo, na obszary o większym zagęszczeniu galaktyk lub na obszary
o małym zagęszczeniu, pozwoliłoby uchwycić różnice w widmie
energetycznym takich cząstek przylatujących z różnych obszarów
kosmosu? W poszczególnych grupach jednak o tożsamej energii i masie
liczebność powinna być identyczna w strumieniu, jeśli zgodzić sie, że
każdy dostatecznie wielki przedział przestrzeni generuje jednakową
ilość cząstek. Być może takie badania zostały przeprowadzone?
Wymagałyby one bądź rozległego obserwatorium, rozciągającego się na
dostatecznie duży obszar, lub może rejestratorów cząstkowych,
pobierających próbki promieni kosmicznych z wybranych i
ukierunkowanych obszarów nieba, celem wtórnego przeniesienia wyników
na dostatecznie szerszy obszar (metoda Monte Carlo?). Gdyby w takim
badaniu uzyskano postulowany wynik, to potwierdzałby on zjawisko
przesunięcia ku czerwieni także i dla fal materii. Wszak Kosmos jest
tak rozległy, że należy się spodziewać jednorodnego rozkładu cząstek
kosmicznych pod względem ilości nadbiegających z każdego obszaru, a
rozkład energii cząstek w poszczególnych przedziałach musi też być
jednorodny, bez wyróżnienia jakiejkolwiek wartości energii. Uzyskanie
takiego rozkładu potwierdziłoby przedłożoną tu koncepcję.
Odkrycie makrosoczewkowania grawitacyjnego (nie mikro!)
wskazuje, że wielkie masy istotnie zakrzywiają przestrzeń. Najbardziej
spektakularnie czyni to czarna dziura. Przyjmuje się, że może ona
zakrzywić przestrzeń do takiego stopnia, że wszystko co znajdzie się w
jej pobliżu, wpada do czarnej dziury. Natomiast strumienie materii,
czy fotonów z dalszego obszaru muszą zostać zakrzywione. Rozbierając
to zagadnienie głębiej, musimy dojść do bardziej szczegółowych
wniosków. Będą one obowiązujące i dla naszego ziarnistego kosmosu, jak
i dla Kosmosu realnego. Rozumowanie przeprowadźmy na izolowanej
czarnej dziurze, pozbawionej w otoczeniu innych wielkich mas.
Rozważmy więc konfigurację obszaru wokół czarnej dziury. Musi sie
ona składać z kilku warstw. Pierwszą warstwą, najbardziej zewnętrzną,
będzie przestrzeń euklidesowa, do której grawitacja czarnej dziury nie
dociera. To tylko teoretycznie, ponieważ wiemy, że grawitacja obejmuje
nieskończony obszar przestrzeni. Przyjmujemy jednak roboczo tą
pierwszą ewentualność. Drugą warstwę stanowi przestrzeń soczewkująca,
która zakrzywia tory cząstek i fotonów o pewną wartość, lecz elementy
te nadal szybują ku dalszym obszarom kosmosu. Trzecią warstwę stanowić
będzie obszar, w którym grawitacja dziury równoważy energię kinetyczną
cząstek, czy fotonów, a te nie maja innego wyboru, jak krążyć wokół
czarnej dziury. Elementy uwięzione w tej warstwie, a nadchodzące ze
wszystkich kierunków, krążą po kołowych orbitach o wszystkich
możliwych promieniach i we wszystkich zwrotach. Musi więc dochodzić do
interferencji fotonów podczas ich wędrówek na orbitach, do ich
wygaszanie lub wzmacniania. Zderzenia cząstek różnoimiennych prowadzi
zaś do anihilacji, a zderzenia cząstek równoimiennych lub obojętnych,
do ich rozpadu i powstawania cząstek potomnych, zapewne elektronów
jako końcowych produktów interakcji oraz neutrin. Zjawisk tych nie da
się zaobserwować, co jest oczywiste, lecz istnienie takiego płaszcza
energetycznego wokół czarnej dziury jest pewne i postulowane przez
kosmologów (?). Przyśrodkowa płaszczyzna tego płaszcza stanowić
będzie wewnętrzny horyzont zdarzeń.
Kolejną warstwę tworzy obszar, w którym grawitacja czarnej
dziury przeważa nad energią wszystkiego, co nadlatuje. Te elementy
wpadają do dziury i zostają tam na zawsze, przysparzając dziurze
dodatkowej masy. Masa jej będzie więc rosnąć. Z powodu wzrastającej
objętości czarnej dziury i tym samym wzrastającego ciśnienia
kinetycznego wokół dziury ( dla przypadku ziarnistej przestrzeni).
Sama zaś dziura nie może zawierać energii wewnętrznej rozmieszczonej w
jej wnętrzu, ponieważ nic się nie może dziać w jej obrębie, jako w
bryle materii, składającej się z samych neutronów, czy może kwarków,
czy kinetronów zestalonych do prawdziwego "ciała stałego" i jednej
gigantycznej "cząstki fundamentalnej". Jakakolwiek różnica w energii
wewnętrznej doprowadziłaby do szybkiego wyrównania poziomów. Energia
dziury wyraża się tylko w jej rotacji i oddziaływaniu grawitacyjnym,
(dla mojego prywatnego kosmosu wywołanym ciśnieniem ziarnistej
przestrzeni ). Rotacja ta zawierać będzie całą energię kinetyczną
wszystkich składników, przekazaną dziurze, jako całości. Powstanie też
zapewne zjawisko tarcia między dziurą, a najbliższym ziarnistym
otoczeniem, co powinno powodować kreację cząstek, absorbowanych
następnie przez samą dziurą. Dziura będzie więc też rosnąć w wyniku
oddziaływania z otaczającą, ziarnistą przestrzenią. Dziura będzie
pozbawiona jakiegokolwiek ładunku elektromagnetycznego. Wszystkie
bowiem ładunki zostaną zobojętnione do postaci neutronów lub kwarków,
których ładunki muszą się znieść. Rotacja i grawitacja zapewniają
dziurze pewną, submaksymalną entropię. W tej sytuacji dziura nie może
"parować", cząstki powstające na styku dziury i jej ziarnistego
otoczenie zostaną zepchnięte na dziurę, a jeśli jakaś wykreowana
cząstka uleci poza horyzont, to zostanie zaabsorbowana w przestrzeni
płaszcza energetycznego. Cząstki powstające na styku czarnej dziury i
otaczającej ją atmosfery kinetronowej nie mogą posiadać energii,
przewyższającej energię grawitacji.
Co jednak zastaniemy w przestrzeni poza czarną dziurą w obszarze
soczewkowania? Dla zobrazowania tego przeprowadzamy doświadczenie
myślowe. Niech ono polega na przyjęciu, że mamy układ składający się
tylko z czarnej dziury i gwiazdy dostatecznie odległej od tej dziury.
Dziura jest oświetlona przez tę gwiazdę. Promienie w pierwszym
obszarze ulatują w przestrzeń bez zakrzywienia. Promienie w trzecim
obszarze zostaną uwięziona na zawsze w strefie płaszcza
energetycznego, otulającej dziurę, ulegając interferencji, wygaszeniu
lub wzmocnieniu. Promienie z czwartej strefy zostaną pochłonięte przez
dziurę. A co z fotonami i cząstkami z drugiej strefy?
Chwila zastanowienia ujawni nam efekty tej strefy. W strefie tej
znajdą się fale i cząstki o różnej energii i o różnym rozkładzie co do
odległości radialnej. Promienie te ulegną więc ugięciu w zależności od
odległości od środka czarnej dziury i od energii cząstek. Podmioty te
zostaną więc skupione w ogniskach w odpowiedniej odległości od czarnej
dziury. Ogniska te, jeżeli założyć, że całe promieniowanie nadlatuje
płaszczyznowo z ściśle określonego kierunku w sposób prostopadły do
płaszczyzny przekroju czarnej dziury, ułożą się w jeden gigantyczny
zespół ogniskowych, nałożonych w przestrzeni jedna za drugą, radialnie
w stosunku do środka dziury. W ogniskach tych zostaną ześrodkowane
wszystkie promienie objęte drugim obszarem, nazwijmy go obszarem
soczewkowania. Przekładając tę obserwację na rzeczywistą przestrzeń
sferyczną, otrzymujemy wokół czarnej dziury obszar zespolonych
ogniskowych o charakterze gigantycznej sfery skupiających się
promieni. Po ześrodkowaniu się promieni w tej sferze i opuszczeniu
ogniskowych, promienie te rozprószą się w dalszym obszarze kosmosu,
tworząc w następstwie jednorodną sferę radialnie rozłożonego
promieniowania. Obserwacja takiej strefy ogniskowych jest nie do
przeprowadzenie, chyba że nasza Ziemia znalazłaby się w pobliżu
takiego ogniska. I być może dostrzegane przez teleskopy obiekty
uważane za obiekty leżące poza czarną dziurą, czy inną wielką masą, są
efektem obecności naszej Ziemi i teleskopu tuż poza lub tuż przed
takim ogniskiem. Dla sprawdzenie tej koncepcji, należałoby wysłać w
kosmos sondę, która spenetrowałaby dostatecznie duży obszar kosmosu w
odpowiednim oddaleniu od dziury w poszukiwaniu takiej sfery
ogniskowych.
Krótkiego omówienia wymaga jeszcze zagadnienie owego płaszcza,
czy poduszki energetycznej otaczającej czarną dziurę. Trzecia strefa
otaczająca dziurę odznacza się takim potencjałem grawitacji, (w naszym
prywatnym kosmosie generowanej przez ziarnistą przestrzeń), że
wszystkie cząstki i fotony, które przenikną do tej strefy, nie są w
stanie z niej uciec. Jeżeli mają dostateczną energię, która równoważy
grawitację czarnej dziury, to pozostaną one w tej strefie na zawsze.
Strefa ta powinna przedstawiać sobą płaszcz o podwójnych ścianach,
podwójnym horyzoncie zdarzeń. Cząstki i fotony o dużej energii obiegać
będą dziurę po zewnętrznych orbitach tej strefy, a cząstki o niższej
energii po wewnętrznych orbitach. W strefie tej dojdzie do
interferencji cząstek i fotonów nadlatujących ze wszystkich kierunków,
część cząstek ulegnie anihilacji, część rozpadowi, a te które ostaną
się, będą obiegać dziurę po kołowych orbitach w nieskończoność.
Podobnie fotony, część ulegnie wygaszeniu, część wzmocnieniu, a te
obiegać będą dziurę po swoistych orbitach, odpowiadających energii
fotonu. W strefie tej wytworzy się obszar sferycznej tęczy dla fotonów
o częstotliwościach światła widzialnego i pozostałych częstotliwości.
Czarna dziura otoczona będzie tęczą! Czarna dziura zadziała jak
pryzmat.
Cała ta strefa, którą można by nazwać śmiało strefą tęczy,
otoczona będzie podwójnym horyzontem zdarzeń, co jest oczywiste,
ponieważ ta strefa zatrzymuje wszelką informację, jaka chciałaby wejść
do lub mogłaby wyjść z dziury, w sposób warstwowy. Poniżej tej strefy
pozostanie prawdziwie pusta przestrzeń. Wszystko co przeniknie do niej
zostanie wepchnięte do czarnej dziury. Wszystkie trzy strefy tworzą
wokół czarnej dziury obszar jej wpływu, który powinien rozciągać się
na wielki obszar Kosmosu. Nie wykluczone, że takie obszary wpływu
poszczególnych czarnych dziur, szczególnie strefy soczewkowania,
nakładają się na siebie. Idąc dalej za tą myślą, można przyjąć, że w
strefie płaszcza energetycznego, czy tęczy dochodzić będzie do ujemnej
interferencji promieniowania elektromagnetycznego i wygaszania
promieniowania i co za tym idzie, wygaszanie tęczy. Po wygaszeniu
promieni pozostanie resztkowe rozwarstwienie poszczególnych długości
fal. Tęczę stanowić będą promienie obiegające dziurę do momentu ich
wygaszenia. Wszystkie zaś nadlatujące cząstki kosmiczne ulegną
anihilacji lub zostaną sprowadzone, poprzez kaskadę, po rozbiciu, do
postaci elektronów (pozytrony też ulegną anihilacji wraz z częścią
elektronów), a te będą okrążać czarną dziurę po torach zgodnych z
postulatami Pauliego(?). Powstanie więc gigantyczny atom, którego
jądrem będzie gigantyczna "cząstka fundamentalna" w postaci czarnej
dziury tyle tylko, że elektrony okrążać ją będą nie na zasadzie
oddziaływania elektromagnetycznego, lecz w wyniku oddziaływania
grawitacyjnego ziarnistej przestrzeni.
Jeszcze inna uwaga narzuca sie przy rozpatrywaniu zagęszczonej,
ziarnistej przestrzeni wokół czarnej dziury, generującej grawitację.
Fale elektromagnetyczne wpadające z odległych części Kosmosu do tej
zagęszczonej przestrzeni powinne ulegać dylatacji energetycznej, to
jest tracić na energii. Tracić, skoro uznaliśmy, że foton starzeje się
podczas wędrówki w przestrzeni ( wg Fritza Zwicky' ego). W
zagęszczonej przestrzeni wokół czarnej dziury to starzenie powinno
następować z większą intensywnością i taki foton, po wyjściu z sfery
oddziaływania czarnej dziury, powinien wykazywać większe przesunięcie
ku czerwieni. Czy da się jednak to zbadać? Należałoby mierzyć energię
fotonów nadlatujących z kierunku czarnych dziur i innych wielkich mas
na tle energii fotonów nadchodzących znad pustych obszarów kosmosu.
Być może różnice w temperaturze promieniowania reliktowego są
spowodowane oddziaływaniem ziarnistej przestrzeni wokół czarnych dziur
i innych wielkich mas na to promieniowanie. Uznaliśmy wszak
promieniowanie reliktowe jako promieniowanie powstające aktualnie " in
statu nascendi" i " in situ" w przestrzeni, a nie jako pozostałość
Wielkiego Wybuchu. Można by to sprawdzić mapując różnice temperatury
tego promieniowania na tle rozkładu czarnych dziur na mapie kosmosu.
Każda czarna dziura funkcjonuje w otoczeniu innych skupisk
materii, znajdujących się w bliższym, czy dalszym otoczeniu. Materia
tych skupisk zostaje przechwytywana przez czarną dziurę i w miarę
zbliżania się do powierzchni czarnej dziury zostaje "sprasowana" do
postaci identycznej z materią dziury i zintegrowana z nią na jej
powierzchni,. Materia ta, jako tożsama z materią dziury, nie może
przenikać w głąb dziury ku jej środkowi, jak to by się wydawało,
ponieważ musiałaby pokonać opór struktury dziury. Energia spadającej
materii nie może być w stanie pokonać tego oporu, ponieważ różnica
potencjału ulegnie wyrównaniu na poziomie powierzchni dziury. Energia
spadającej materii powinna zostać zintegrowana z energia dziury w
postaci dodatkowej rotacji dziury.
Czas jest nieodłącznie związany z entropia. Czas jest
współzależny z entropią. Entropia kosmosu jako całości wzrasta, ale są
obszary, w których obniża się. Powstaje wtedy wyspa spadającej
entropii w morzu entropii wzrastającej. Takimi wyspami spadającej
entropii są organizmy żywe (a także rozwijające się społeczeństwa, lub
ludzkość jako całość). Jeden z noblistów fizyków (Schroedinger) uważa,
że organizm w procesie przemiany materii nie przyswaja materii ani
energii. Jeden dżul energii przyswojonej jest równy innemu dżulowi
energii wydalonej, jedna jednostka materii jest równoważą innej
jednostce. To co przyswaja żywy organizm, to entropia, zawarta w
produktach odżywczych. Organizm przyswaja produkt o niskiej entropii,
to jest o wysokiej organizacji, a wydala produkty o niskiej
organizacji, to jest o wysokiej entropii. Przyswaja więc wysoką
organizację produktu, a wydala niską organizację, czyli wysoką
entropię. Wzrost entropii jest połączony nieodmiennie z rozpraszaniem
energii. Wyzwolenie negentropii (niskiej entropii) możliwe jest
podczas przepływu energii z wysokiego potencjału do niższego ( lub
informacji z wysokiego potencjału do niskiego = uczenie się, tyle że w
tym wypadku układ o niskiej entropii, przekazując ją nie traci
własnej). Podczas tego przepływu wzrasta organizacja układu
pobierającego energię lub informację. Są to oczywiście truizmy, znane
przez zainteresowanych. Obniżenie się entropii układu w środowisku o
wzrastającej entropii może nastąpić jednak dopiero po zainstalowaniu w
układzie demona Maxwella. Gigantycznym demonem jest niewątpliwie
słońce w odniesieniu do przyrody. Takim demonem dla organizmów żywych
są geny, enzymy, czy chociażby chlorofil dla roślin.
Jak się zatem ma zjawisko entropii w ziarnistym kosmosie? W
Kosmosie realnym entropia powinna być najniższa na poziomie Wielkiego
Wybuchu, potem zaczyna się bieg entropii ku górze, aż do śmierci
cieplnej Kosmosu, kiedy przybierze ona wartość jeden. W tym biegu
zdarzają sie jednak wyspy stabilnej entropii. Takimi pierwszymi
wyspami są zapewne trwałe cząstki fundamentalne i elementarne. W
naszym prywatnym kosmosie ( jak i w Kosmosie realnym ) ukonstytuowana
cząstka fundamentalna, czy elementarna, jako funkcja fuzji
kinetronowej lub złożenia cząstek fundamentalnych, obdarzona jest
entropią o nie zmieniającym się poziomie. Demonem Maxwella jest tu
oddziaływanie silne. Wszak taka cząstka pozostaje teoretycznie
niezmienna do skończenia świata. W jej "wnętrzu" entropia ma wartość
stałą, może nawet o wartości zero dla tego makroobiektu. Drugą stacją
entropii o stabilnym stanie jest atom. Demonem Maxwella jest tu
oddziaływanie elektromagnetyczne i także silne. Stabilność tej stacji
jest mniej pewna, ponieważ w pewnych warunkach fizycznych atom może
ulec np. jonizacji lub rozpadowi. Jego entropia wtedy ulega zmienia,
lecz może powrócić do stanu pierwotnego. Następną stacją stabilnej
entropii jest np. związek chemiczny. Ten stabilny stan jest bardziej
chwiejny. Inną stacją stabilnej entropii jest np. Układ Słoneczny. Tu
też w dużym przedziale czasu układ nie podlega perturbacji. Podobnie
jest z galaktyką. Są to stacje o względnie stabilnym stanie entropii.
Demonem Maxwella jest tu grawitacja. Jednak Kosmos jako całość, mimo
tych stacji zatrzymania entropii, podlega stałemu wzrostowi entropii.
W kosmosie ziarnistym pojęcie entropii napotyka na trudności
interpretacyjne. Wszak ziarnistej przestrzeni statycznej nie można
uważać za podmiot o najwyższej organizacji, raczej za obiekt o
entropii jeden. W takim kosmosie pojawia się pierwsza kineza, a za nią
podąża rozkołysanie sie kinezy w przestrzeni aż do stanu kreacji
materii i ukonstytuowania się wyższych form zorganizowania. Wydaje się
więc, że mamy tu do czynienia z zaprzeczeniem termodynamiki. (W
przestrzeni pierwotnie dynamicznej tych trudności nie spotkamy, taką
przestrzeń można uznać za naładowaną do stanu entropii o wartości
"0"). Dlatego, ażeby być w zgodzie z termodynamiką, statyczną,
ziarnistą przestrzeń należałoby uznać także za obiektu o najniższej
entropii. Takie podejście jest możliwe, gdy uznamy, że w tym obiekcie
nie obowiązują prawa termodynamiki i prawa zachowania. Tę koncepcję
można przyjąć, gdy uznamy, że kineza nie jest energią, ona dopiero
generuje energię. Czy aby takie odstępstwo jest dopuszczalne?
Przyjęliśmy warunek braku w ziarnistej przestrzeni zasad zachowania,
jako jedną z fundamentalnych cech tej konstrukcji na poziomie
przestrzeni kinetronowej sprzed zjawiska kreacji materii i energii. Po
przekształceniu się ziarnistej, statycznej przestrzeni w przestrzeń
materialną, zaczynają obowiązywać zasady zachowania. Jeżeli zaś uznamy
pierwotną przestrzeń statyczną jako kwantową przestrzeń o najniższej
entropii, obdarzoną potencją zdolną do kreacji materii i energii po
jej " rozkołysaniu", to zgodność naszego prywatnego kosmosu z prawami
termodynamik będzie w pełni spełniona. Lepszym przybliżeniem, celem
uzyskania zgodności stanu pierwotnej, ziarnistej przestrzeni z
termodynamiką, jest przyjęcie dla niej koncepcji pierwotnej
przestrzeni stacjonarnej dynamicznej, a wiec takiej, w której ma
miejsce zsynchronizowana, jednorodna rotacja kinetronów, co czyni taką
przestrzeń kinetycznie naładowaną, a więc gotowa do ekspansji. Taka
przestrzeń jest bardziej przystająca do podmiotu o najniższej
entropii. Obie koncepcje budzą zastrzeżenia. Przedłożone tu
rozumowanie jest próbą znalezienie rozwiązania zagadnienie "co było
przed" dla mojego prywatnego kosmosu i jest niezbyt udanym
fantazjowaniem, które uchodzi profanowi.
Zjawisko czasu związane jest z entropią. Tam gdzie nie ma zmian
entropii, tam czas dla takiego układu nie płynie. Czas może mieć różny
bieg. Przedstawmy sobie dla przykładu kinetron oscylujący w swojej
komórce kwantowej o wymiarach Plancka. Gdyby kinetron mógł rejestrować
swoje stany, to rejestrowałby momenty zderzeń z sąsiadami. Jego
oscylacje, czyli bieg od zderzenia do zderzenia, nie byłyby przez
niego rejestrowane, jako że to nie jest dla niego zmianą. Tylko
zderzenie jest zmianą. Owe zderzenia ułożą się mu w pasmo
permanentnego zderzenia. On będzie żył w stanie permanentnego
zderzenia. Przerwy między nimi nie są "rejestrowane". W związku z tym
czas u niego ma inny bieg, niż u obserwatora, który obserwuje
oscylujący kinetron z zewnątrz. Dla niego długość życia kinetronu ma
inną wartość. Zawiera i zderzenie i oscylacje. Ten karkołomny,
nienaukowy przykład, będący zaprzeczeniem zasady nieoznaczoności,
ilustruje jednak różne miary czasu w układach materialnych. To tak na
marginesie.
Pewnik o ziarnistej przestrzeni skłania do przyjęcia tezy o
nieograniczoności przestrzeni. Tak więc nieograniczona przestrzeń
statyczna lub dynamiczna ulega przemianie w przestrzeń oscylującą i
taka przestrzeń ekspanduje z szybkością światła ku obwodowi od punktu
pierwszej kinezy liniowej. W takiej przestrzeni powstają obiekty
materii kwantowej, wypełniające ją wtórnie na całym obszarze i
ekspandujące ku obrzeżom nieograniczonej przestrzeni. Mamy więc kosmos
ekspandujący nieograniczenie, choć uznaliśmy, że mógł on mieć
początek. W takim kosmosie nie może nastąpić Wielki Kolaps. I taki
kosmos nie przysparza trudności interpretacyjnych, zmuszających do
szukania rozwiązania zagadki wybuchu, ekspansji, ucieczki galaktyk, a
potem kolapsu. Co do Kosmosu realnego mieliśmy stale do czynienie z
kolejnymi interpretacjami możliwego scenariusza ewolucji, choć kolejne
są coraz bliższe zamknięcia. I tak wydaje się, że najbardziej
prawdopodobną opcją jest Kosmos pulsujący, lecz taki jaki przedłożono
w tej dysertacji. W tej interpretacji Wielki Wybuch, a raczej "stan
sprzed", osobliwość, lub Wielki Kolaps, staje się ogniskową, w której
następuje przekrzyżowanie się bytu ( nie ma jeszcze materii i energii)
ze stanu "pro" w stan "anty". Taki obraz wydaje się, poprzez swoją
symetryczność, być bardziej prawdopodobny, niż kosmos o stale dodatnim
wahnięciu od 0 do + i napowrót do 0. Postulaty takie, jak się wydaje,
są przez współczesnych kosmologów także wysuwane. Natomiast proces
przenicowania się materii w antymaterię można by uznać za przemianę
fazową, (?) tak jak i za przemianę fazową uznać można przejście
ziarnistego kosmosu statycznego w kosmos ziarnisty ekspandujący.
Trudności interpretacyjne dotyczące powstania realnego Kosmosu
skłaniają niektórych do szukania coraz kolejnych koncepcji
funkcjonowania bytu takich, które eliminowałyby konieczność kreacji.
Wyżej już wspomniane projekty kosmosów pączkujących, czy potomnych są
tego pochodną. Przyjmuje się pogląd, jakoby możliwe były kosmosy o
zróżnicowanych tzw. stałych, każdy kolejny kosmos mógłby mieć inny
komplet stałych, a tylko w jednym są one tak dobrane, że mogło powstać
życie. Trudno bowiem jest zrozumieć, że ten jeden, jedynie istniejący
ma akurat takie stałe, jakie potrzeba. Pogląd o wielości kosmosów
pozwala przyjąć prawdopodobieństwo zaistnienia i takiego, jak
przedłożony w tej pracy. Idąc jednak dalej za tą myślą, należałoby
przyjąć pogląd o nieograniczonej ilości rodzajów kosmosów, tyle ile
możliwych jest kombinacji stałych, które każde z osobna przyjmują
wartości w prawie nieograniczonym zakresie, bo nie ma powodu, by w tej
materii miały być ograniczenia. W takim wypadku bardziej logiczne
jest przyjęcie nieograniczonej ilości kosmosów, niż wydzielania
ograniczonej ilości. Bo wtedy bardziej prawdopodobne staje się
zaistnienie takiego kosmosu, w którym możliwe jest życie. W warunkach
ilości kosmosów ograniczonych, takie prawdopodobieństwo jest mniejsze
i przypadkowe. Pozostaje więc przyjąć nieograniczoność ilości kosmosów
z jednym, o prawdopodobieństwie bliskiej pewności, jako nosicielu
życia, lub przyjąć jeden kosmos według naszego przepisu, przedłożony
w niniejszych pracach, jako najbardziej prawdopodobny, bo nie zmusza
do szukania kosmosów alternatywnych, dla wytłumaczenie zjawisk
niewytłumaczalnych.?
Zagadnienie wiąże się nieodłącznie z problematyką filozoficzną.
Wśród kosmologów toczy się ukryty, to jawny spór o kreację. Kosmos z
Wielkim Wybuchem uważany jest za dowód kreacji i niejeden kosmolog w
sposób jawny lub pośredni daje wyraz takim poglądom. Inni uparcie
szukają sposobu ominięcia takiej ewentualności. Ci znajdują ominięcie
trudności z kreacją, postulując kosmos nieograniczony w czasie,
kosmosy wielokrotne, kosmos pulsujący, pączkujący, przede wszystkim
stacjonarne i inne konstrukcje. Prawdę mówiąc, szukanie dowodów
kreacji lub dowodów przeciwnych jest w istocie nieuprawnione. Jeżeli
przywołuje się możliwość stworzenia Kosmosu, to Stwórca nie był niczym
ograniczony w koncepcji. Jego dzieło mogło być dowolne. Tak więc każda
koncepcja ma rację bytu i szukanie kosmosu najbardziej pasującego lub
niepasującego do idei kreacji jest sprawą chybioną. Nie mogą one być
dowodami na istnienie Stwórcy lub jego nieistnienie. Bowiem nie może
być dowodów na istnienie Stwórcy, lub na nieistnienie Stwórcy. Ani
dowody św. Augustyna, św. Tomasza, czy Anzelma z Acosty nie są
dowodami. Nie ma także odwodów na nieistnienie Stwórcy. Należy bowiem
spojrzeć na to inaczej. Gdyby były racjonalne dowody istnienia Boga,
lub Jego nieistnienia, wiara lub niewiara stałaby sie WIEDZĄ, a to ma
być WIARĄ. Tak więc szukanie dowodów, lub antydowodów w kosmosie jest
nieupoważnione. Jedno można powiedzieć o kosmosie. Musi on być w
każdym calu racjonalny, jakikolwiek on jest. Jeżeli stałe kosmosu są
takie, a nie inne, to są one jedynie możliwe. I są zatem i muszą być
aksjomatami, jeśli są niezrozumiałe, wychodzącymi od bardziej
podstawowych stałych, a te musza być z kolei bezdyskusyjne i w pełni
racjonalne.
Utrapieniem astrofizyków i kosmologów jest niespójność
wszystkich czterech oddziaływań w warunkach realnego Kosmosu,
opisywanych przez pola. Doprowadzono już do unifikacji oddziaływania
silnego, słabego i elektromagnetycznego, które miałyby być jednym
oddziaływaniem w stanach początkowych Kosmosu.. Oczekuje się na pełną
unifikację wszystkich oddziaływań. Oddziaływania były zunifikowane w
osobliwości, a w miarę stygnięcia materii, ulegały oddzieleniu, czy
rozpadowi. Można się dziwić kosmologom ich uporu. Bo czy naprawdę taka
unifikacja może mieć miejsce ? A może każde z oddziaływań jest
odrębnym i niezależnym oddziaływaniem?
I nie zachodzi potrzeba unifikacji? Być może ta unifikacja znajduje
wyraz matematyczny i w tych wyrazach jest poprawna, lecz nie uda się
sprawdzić, czy ona miała, czy ma miejsce w ekstremalnych stanach
materii? Natomiast taka unifikacja jest do przyjęcia w moim prywatnym
kosmosie. Tu oto mamy ziarnistą, skwantowaną przestrzeń, która
oddziaływuje na materię ciśnieniem grawitacyjnym, ta sama ziarnista
przestrzeń w otoczeniu cząstki generuje pole elektromagnetyczne, na
terenie cząstki złożonej generuje oddziaływanie silne lub słabe.
Źródłem wszystkich oddziaływań jest ta sama ziarnista przestrzeń. Ta
koncepcja jest nader logiczna i są już kosmolodzy, którzy przechylają
się na rzecz przestrzeni kwantowej. Źródłem wszelkich oddziaływań jest
ziarnista przestrzeń kinetronowa.
Rozpatrując zagadnienie wymiarowości realnej przestrzeni z jej
trzema wymiarami liniowymi i jednym wymiarem czasowym, jako
współistotnymi wymiarami, nasuwa się dziwaczna uwaga nad możliwą
konstrukcją przestrzeni też czterowymiarowej, lecz o trzech wymiarach
czasowych i jednym wymiarze przestrzennym. Być może matematycznie
przestrzeń taka jest możliwa i miałaby poprawne rozwiązania, nie
dałoby się jednak jej wyrazić materialnie. Trudno bowiem sobie
wyobrazić trójwymiarowy czas. Wymiary te musiałyby jednocześnie
obejmować przeszłość i przyszłość, natomiast przestrzeń jednowymiarowa
nie jest w stanie zawrzeć materii, a jeśli, to byłaby to specyficzna
materia o konstrukcji strun, które nie mogłyby nawet drgać, ich
drgania miałyby charakter sprężynującego tworu liniowego, trudnego do
wyobrażenia i wyrażenie w formie ideowej. Przestrzeń liniowa musiałaby
być zapewne nieskończona, bo tylko wtedy mogłaby sie w niej znaleźć
jakaś abstrakcyjna forma materii. Ów jednowymiarowy świat mógłby
funkcjonować, być może, na zasadzie okręgu, czy pętli. Takie
jednowymiarowe formy są przecież postulowane w postaci drgających
strun, czy pętli, jako podstawowe jednostki materii, tyle tylko, że są
one zanurzone w przestrzeni trójwymiarowej. Być może te formy bytu,
jeśli istnieją, mają coś wspólnego z takim przewrotnym światem
czterowymiarowym. Ten dziwny świat w istocie sprowadziłby się do
czasowego świata dwuwymiarowego z uwagi na to, że czas teraźniejszy
może mieć wymiar tylko punktowy. Teraźniejszość jest wymiarem
punktowym. Współrzędne takiej konstrukcji zaczynałyby się w punkcie
teraźniejszym o wartości zero i rozchodziłyby się z tego punktu.
Współrzędna przeszłości zdążałaby do punktu zero, to jest do
teraźniejszości, a współrzędna przyszłości wychodziłaby z punktu zero,
to jest z teraźniejszości. Określenie pozycji podmiotu materialnego
nie byłoby łatwe, nie może on bowiem być jednocześnie w
teraźniejszości i przeszłości lub przyszłości. Ta konstrukcja myślowa
może zawierać pewne znaczenia matematyczne lub stać się zabawą
umysłową, nie wnoszącą istotnych wartości? W istocie taka konstrukcja
stanowiłaby obiekt płaski? A co z jednowymiarową przestrzenią
ziarnistą ?
W Kosmosie realnym cząstki fundamentalne, czy elementarne
opisuje się za pomocą kilku parametrów. Jest to masa, ładunki, spin,
energia, umiejscowienie w hierarchii, może funkcja w zespole cząstek.
Przy czym niektóre parametry są stałe, np. ładunek, spin, funkcja,
inne są zmienne, np. energia, czy masa, które jako współzależne
zmieniają sie dynamicznie w sposób ściśle ze sobą powiązany. Jednak
masa ma swoją wartość podstawowa pod postacią masy spoczynkowej. Masa
spoczynkowa musi być zatem ważnym wskaźnikiem określającym istotę
cząstki. Określić ją też można jako siłę, której należy użyć, by
przesunąć cząstkę, lub pokonać "opór" ziarnistej przestrzeni w moim
prywatnym kosmosie. W mikrofizyce dyskutuje się nad pochodzeniem masy
spoczynkowej cząstek, przyjmując ten parametr jako dany za pomocą
dodatkowej cząstki lub pola (Hicksa), bez dalszej analizy
pierwotniejszego źródła tego parametru. Energia cząstki jako pochodna
masy ma też swój spoczynkowy odpowiednik, choć podczas ruchu cząstki
energia jej ruchu jest samodzielnym bytem, dodanym do jej parametrów,
choć generuje i przyrost masy. Ładunki uważa się za dane, bez analizy
i wchodzenie w ich istotę. Określone są tylko ich funkcje w postaci
oddziaływań w zespole cząstek, a do analizy tych oddziaływań używa się
pojęcia pola.
W moim prywatnym kosmosie, w warunkach ziarnistej przestrzeni,
do opisu cząstki, poza parametrami przedłożonymi wyżej, można posłużyć
się dodatkowymi wskaźnikami. Będą ta:
1. substancja cząstki
2. "anatomia cząstki"
Cząstka elementarna, czy fundamentalna, trwała, czy nietrwała,
cokolwiek to jest, musi być z czegoś "zbudowana", w wyobraźni można ją
określić jako coś, co można ująć w ''palce", tak jak makroskopowy
przedmiot materialny. Skoro przedmiot materialny można ująć w palce,
to i mikroelementne składniki tego przedmiotu powinno się móc ująć " w
palce". Wnosimy stąd, że w cząstce musi być zawarte coś, co określić
można jako substancja. W przedłożonych pracach przyjmujemy za pewnik
ziarnistość przestrzeni i kinetronową budowę cząstek. Wyciągamy prosty
wniosek: substancję cząstek tworzą kinetrony. Każda cząstka zbudowana
jest z odpowiedniej ilości kinetronów. Układ tych elementów warunkuje
zarówna trwałość, czy nietrwałość cząstki, jak i właściwości cząstki,
sposób jej oddziaływania z innymi cząstkami i interakcję z
kinetronowym otoczeniem ziarnistej przestrzeni. Cząstce można by
przypisać formę quasi-kryształu i odpowiednią konfigurację. Pewne
konfiguracje gwarantują trwałość cząstki, inne potencjalną zdolność do
tworzenia form złożonych lub zdolność do interakcji z innymi
cząstkami. Tak więc można śmiało przypisać każdej cząstce pewien
zespół kinetronów, ściśle określony dla danej cząstki i ściśle
określony przedział dla danej rodziny cząstek. Przypisanie takiego
zespołu nie oznacza, że wszystkie cząstki o takim samym zestawie
kinetronów będą identyczne. Identyczność zagwarantuje dopiero
"anatomia" cząstki, konfiguracja kinetronów w obrębie cząstki. I tak
elektron i pozytron, jako cząstki o identyczna masie i spinie, będą
zbudowane z tej samej ilości elementów, identycznie ułożonych, a ich
odmienność ładunkowa będzie zapewne zależeć od innej symetrii układu?
Różnica mas i ładunków kwarków zależeć będzie może nie tyle od
ilościowej różnicy w składzie, a w różnicy w układzie elementów. Ich
układ musi być taki, by np. trzy kwarki tworzyły cząstkę trwałą,
proton, czy neutron. Cząstki o takim samym składzie, ale o innym
układzie, będą się różnić swoja anatomią. Różny układ tej samej ilości
składników wyznaczy różnicę w masie spoczynkowej cząstki ( np. cząstka
lita, cząstka sferyczna). Nawiasem należy przyjąć pogląd, iż cząstki
symetryczne lite są najtrwalsze, np. elektron. Być może i proton musi
być lity, jeśli kwarki będą zespolone na sposób ściśle dopasowany.
Cząstki trwałe będą "anatomicznie" i składniowo zdecydowanie mało
zróżnicowane w rodzinach (leptony: elektron-pozytron, bariony: proton-
neutron). Natomiast wśród wielu setek cząstek nietrwałych takie
zróżnicowanie może i musi zachodzić. O ich własnościach decydować
zatem będzie mniej skład cząstki, co konfiguracja. Jak z powyższego
widać, koncepcja ziarnistej przestrzeni i i kinetronowa budowa cząstek
pozwala na poszerzenie i uszczegółowienie opisu mikroświata.
Poddajmy teraz analizie zjawiska, jakie mogą zachodzić podczas
interakcji cząstek między sobą, lub interakcji cząstek z ziarnistą
przestrzenią. Z fizyki realnego Kosmosu wiadomo, że podczas interakcji
cząstek między sobą cząstka może zaniknąć, a na jej miejscu pojawiają
się fotony lub cząstki "potomne". Cząstki potomne nie są składnikami
reagujących cząstek, lecz powstają "in statu nascendi" to znaczy rodzą
się w miejscu reakcji. Tak dzieje się podczas powstawania w atmosferze
produktów reakcji składników atmosfery z promieniem kosmicznymi i tak
dzieje się podczas eksperymentów w fizyce subatomowej. W niniejszym
akapicie rozważymy zjawiska, jakie powinny zachodzić podczas reakcji z
użyciem wiązki protonów w akceleratorach np. Wielkim Zderzaczu
Hadronów, gdyby taki zderzacz zainstalowano w moim prywatnym kosmosie.
Zderzacz taki, dla uproszczania i pełnego znormalizowania,
wyeliminowania zjawisk towarzyszących eksperymentom, np. generowania
promieniowania podczas kołowego biegu wiązki w zderzaczu kołowym,
niech będzie zderzaczem liniowym. Pierwszy eksperyment polega na
przyspieszeniu pojedynczej wiązki protonów. Na drodze jej przebiegu
pojawią się fotony, jako efekt interakcji protonów z ziarnistą
przestrzenia, jak to opisano w innym miejscu. Częstotliwość pojawiania
się fotonów będzie zależeć od gęstości wiązki i od jej szybkości. Będą
to interakcje losowe, generowane w wyniku natknięcia się protonu np.
na fluktuację próżniową. Fotony te pomijamy w naszych rozważaniach.
Zatem przyspieszamy wiązkę do szybkości bliskiej szybkości
światła. Poza przyrostem masy protonów dojdzie do skrócenia Lorenza.
Dojdzie do zniekształcenie konfiguracji protonów. W wyniku wzrostu
ciśnienia kinetycznego od czoła protonu i zanikaniu tego ciśnienia "od
ogona" protonu, nastąpi dysproporcja ciśnień, co powoduje skrócenie i
powinno spowodować rozpad protonu. W miejscu protonów wygenerowane
zostaną cząstki potomne i fotony. Fotony pojawią się jako efekt
oddziaływania zdyssymetryzowanego ciśnienia kinetycznego na proton
poddawany przyspieszeniu. Moment pojawienie się pierwszego fotonu tego
pochodzenia uznamy za punkt pojawienie się pierwszej stałej czasu
rozpadu protonów. Dalsze przyspieszanie wiązki spowoduje narastanie
rozpadu protonów i zwiększenie intensywności kreacji fotonów o zapewne
różnych energiach. Licząc intensywność świecenia wiązki i odnosząc ją
do gęstości wiązki protonów, jeśli taką da się określić, można ustalić
czasu połowiczego zaniku protonów dla danego przyspieszenia. Jeśli
dałoby się wiązkę przyspieszyć do granicy szybkości światła, może się
pojawić tak szybki czas połowiczego zaniku wiązki, że pojawi się
błysku światła jako końcowego aktu zaniku całej wiązki. Czas ten
będzie stanowił końcową stałą czasu zaniku protonów. Gdyby udało się
osiągnąć taką szybkość wiązki, to ów końcowy błysk światła
odpowiadałby zapewne stanowi z okolicy Wielkiego Wybuchu,
gdyby odnieść go do Kosmosu realnego. Dodatkowym elementem stanie się
kreacja dżetów cząstek podczas takiego doświadczenia, co zapewne
skomplikuje takie obliczenia.
Przedłożona powyżej koncepcja jest modelem zjawiska, które w
rzeczywistości będzie miało bardziej różnorodny przebieg. Rozpatrzmy,
co może się zdarzyć po rozpadzie protonu w akceleratorze, poza kreacją
fotonów, w wyniku zadziałania na niego zdegenerowanego ciśnienia
kinetycznego, wygenerowanego w czasie jego przyspieszania do granicy
prędkości światła. Całkowity rozpad protonu spowoduje pojawienie się
cząstek potomnych i kwarków w miejscu rozpadu (i gluonów w realnym
Kosmosie) i wtórnie zagęszczonej atmosfery kinetronowej po rozpadzie
kwarków, jeśli nie zdarzy się inny proces, o czym niżej. Powstanie
obszar wzmożonej kinezy, ponieważ energia protonu po rozpadzie
zostanie rozłożona i przydana, jako wzmożona kineza, kinetronem z
rozpadu. Co więcej, w wyniku addycji kinezy miedzy kinetronami
powstającymi z rozpadu, jak i kinetronami znajdującymi się in situ,
powstanie obszar zagęszczonej atmosfery kinetronowej o dodatkowym
ładunku kinetycznym. Całość może przekształcić się w promieniowanie,
jak to przedłożono wyżej, i to jest najbardziej prawdopodobne, lecz są
i inne możliwości. Ów obszar wzmożonej kinezy (powyżej szybkości
światła?) może całkowicie losowo ulec rozprzestrzenieniu się na
okoliczne obszary, także poza instrument badawczy i nie spowodować
kreacji czegokolwiek w najbliższym otoczeniu lub nawet w całej
przestrzeni. Nastąpi anihilacja protonu bez dalszych konsekwencji.
Prawdopodobieństwo takiego przypadku jest minimalne, lecz jest.
Energia i substancja protonu zintegruje się z kinetronowym tłem. To
rozprzestrzenienie kinezy zajdzie oczywiście z szybkością światła. W
następstwie w dalekiej przestrzeni może nastąpić kreacja cząstek
wirtualnych lub trwałych, lecz powiązanie tego z zanikiem protony jest
nie do udowodnienia.
Najprawdopodobniej jednak w miejscu rozpadu protonu zostaną
wygenerowane cząstki potomne trwałe, nietrwałe, czy wirtualne. Jeśli
proton rozpadnie się do poziomu tła, dojdzie do zaniku i jego
dodatniego ładunku elementarnego. Zaś cząstki potomne wygenerowane w
miejscu rozpadu z zagęszczonego środowiska kinetronów nie muszą
spełniać zasad zachowania, mogą mieć różne masy i ładunki, nie będące
sumą masy, energii i ładunku cząstki macierzystej. Takie zjawisko może
następować w moim prywatnym kosmosie. Reasumując powiemy: w wyniku
rozpadu protonów przyspieszanej w akceleratorze wiązki, w miejscu jego
rozpadu może dojść do wygenerowania składników pola
elektromagnetycznego (najbardziej prawdopodobne), do całkowitego
zintegrowania się składników protonu (kinetronów) z przestrzenią
( najmniej prawdopodobne), lub do losowego wykreowania się w miejscu
rozpadu protonu dowolnych cząstek, lub do mieszanej kreacji wszystkich
powyższych składników. Zjawiska te wykaże analiza efektów działania
akceleratora z pojedynczą wiązką.! Takie efekty powinno przynieść
doświadczenie w warunkach ziarnistej przestrzeni.
Sytuacja wygląda nieco odmiennie przy zastosowaniu dwu
przeciwbieżnych wiązek protonów. Wydaje się, że w tym wypadku zjawiska
mogą zachodzić przy mniejszych szybkościach wiązek, ponieważ będziemy
tu mieli efekty zderzeń cząstek, a nie tylko samą reakcję na
przyspieszenie. Być może efekty będą zwielokrotnione, w najprostszym
przypadku zdwukrotnione, lecz zjawiska będą podobne. Nieco inaczej
wyglądać powinny zjawiska w zderzeniach wiązek leptonów. Tu zachodzić
będzie zapewne anihilacja elektromagnetyczna, a jeśli będą to wiązki
jednoznakowe (elektrony, czy pozytrony), to zjawisko może przybrać
podobne formy jak podczas zderzeń protonów.
Jako argumentu i dowodu na prawdziwość możliwości anihilacji
protonu przy przyspieszeniu wiązki do granicy szybkości światła użyć
można całkowicie utrwalonego już zapewne poglądu o prawdziwości
Pierwotnej Osobliwości i Wielkiego Wybuchu? Pierwotna Osobliwość,
jakimkolwiek posługiwała się substratem, była skoncentrowaną energią.
W swej mikroewolucji w po czasie rzędu czasu Plancka osiągnęła stan, w
którym zachodziła kreacja kwarków, a w następstwie i protonów. A zatem
doprowadzenie wiązki protonów do granicy energii z okresu ich kreacji
powinno generować ich rozpad, jako proces o przeciwnym kierunku.
Warunkiem jest uzyskanie energii wiązki osiągającej granicę Stanu
Osobliwego. Dodać należy, że anihilacja protonów dla Kosmosu realnego
i dla mojego prywatnego kosmosu w takim doświadczeniu zajdzie według
odmiennego mechanizmu, właściwego dla danej koncepcji. Nadmienić
należy, ze stabilne bariony, jak się uważa, nie są cząstkami w pełni
stabilnymi, w skali czasu rzędu zapewne Plancka ulegają
mikrofluktuacjom "anatomicznym". Są one za słabe jednak, by prowadziły
do rozpadu w energiach dostępnych w warunkach laboratoryjnych, czy
kosmicznych. Te fluktuacje sprzyjają zapewne rozpadom protonów w
warunkach energii zbliżonej do energii Stanu Osobliwego.
Podczas lektur publikacji na temat astrofizyki czy kosmologii
autor nigdy nie spotkał się ze wzmianką, czy opisem zadziwiającego w
istocie zjawiska, jakiego jesteśmy udziałowcami. Widocznie zjawisko to
wydaje nam się oczywiste, nie podlegające analizie, zrozumiałe i w
pełni wytłumaczalne samo przez się, nie wymagające specjalnego
zastanawiania się .Oto mamy małą płaszczyznę dwuwymiarową, o średnicy
1 cm. Na tej płaszczyźnie odwzorowują się punkty o różnej
intensywności. Niech ta mała powierzchnia usadowiona jest na wysokości
np. 1, 5 m ponad poziom. Przenosimy ją o metr wyżej, potem o metr w
bok, następnie o 1 km dalej, lub w górę. Przenosimy ją o 1000 km na
wschód lub zachód. I za każdym razem na tej powierzchni mamy ten sam
obraz. Identyczny. Powiększamy tę powierzchnię do wielkości 10 cm
średnicy, potem do 1 m średnicy. Zawsze otrzymujemy ten sam obraz,
tyle że teraz o większej rozdzielczości. Tak to wygląda, jak gdyby
obraz usadowiony na tych powierzchniach był rozmieszczony w
przestrzeni w sposób zwielokrotniony, mniejszy obraz zawierał się w
obrazie większym jako jego sobowtór, ten z kolei w jeszcze większym.
Identyczne obrazy rozmieszczone są w sposób koncentryczny, jeden w
drugim i jeden nad drugim i pod drugim, jako płaszczyzny dwuwymiarowe
zawarte w sobie i na sobie. Tak to wygląda, jakoby element emitujący
te obrazy rozsyłał w przestrzeń nieograniczoną ilość obrazów tej samej
natury, ale o zróżnicowanych, nieograniczenie wielkościach. Gdyby ów
element sprowadzić do punktu, to ów punkt emitowałby swój obraz w
nieograniczonej ilości egzemplarzy i rozmieszczał je w nieograniczonej
przestrzeni. I ten obraz byłby osiągalny niezależnie od pozycji
analizatora, czy absorbera. Zjawiska w istocie niezmiernie frapujące,
niewytłumaczalne, zaskakujące, jeśli je sobie uzmysłowić w sposób
analityczny. A niby źródło tych zaskakujących ewenementów zostało w
sposób doskonały opisane w literaturze naukowym. Mimo to zadziwia i
jest w istocie nader tajemnicze.
Tą mała płaszczyzną odbierającą ten sam obraz z różnych miejsc
przestrzeni, to nasza siatkówka i nasze lornetki, czy lunety.
Gdziekolwiek taki instrument usadowić, to zawsze uzyskamy ten sam
obraz np. nocnego nieba. Mały, większy, wielki. Każdy z tych obrazów
mieści się jeden w drugim, jeden identyczny obok drugiego, czy jeden
nad drugim, każdy identyczny. To tak, jak gdyby element emitujące owe
obrazy rozsyłały je w przestrzeń w identycznych egzemplarzach,
zwielokrotnione do niebotycznych ilości co do kierunku i co do
rozmiarów. Jak to rozumieć ? Uprośćmy nasz odbierany obraz i niech nim
będzie jedna gwiazda oddalona 1000 lat świetlnych i niech będzie ona
całkowicie jednorodna, spalająca wodór do helu. Wysyła ona jednorodną
paczkę fotonów, która pada na odbiornik składający się z
koncentrycznie ułożonych absorberów. Każdy z nich odbiera ten sam
obraz o różnej rozdzielczości, jednak ten sam obraz. Czy zatem na
poszczególne odbiorniki, ułożone koncentrycznie lub porozstawiane w
przestrzeni obok padają te same fotony? Czy na każdy z osobna
odbiornik pada inna wiązka fotonów? Należałoby przyjąć, że gwiazda
emituje tożsame paczki fotonów równomiernie we wszystkich kierunkach i
to paczki rozłożone koncentrycznie do siebie w coraz większych
rozmiarach ? Każdy zatem świecący punkt tej gwiazdy musi emitować
tożsame paczki fotonów rozbieżnie i w sposób zsynchronizowany. Jeżeli
są to paczki korpuskuł, to w odpowiednio dużej odległości poszczególne
egzemplarze tej paczki rozsuną się od siebie w przestrzeni na tyle, że
nasz odbiornik znajdzie się pomiędzy rozbiegającymi sie fotonami i nie
odkryje żadnego impulsu. Przy takim założeniu, instrument nie
dostrzeże bardzo dalekich podmiotów z powodu zbyt małych swoich
rozmiarów. W takim razie brak sygnałów z dalekiego obszaru kosmosu nie
świadczy o braku tam obiektów astronomicznych, lecz o braku możliwości
ich dostrzeżenia. Czy tak jednak jest ? Intuicja podpowiada, że ten
model postrzegania obiektu jest niezbyt poprawny. Jest coś
niepokojącego w stwierdzeniu, że z kosmosu może do nas dochodzić obraz
w obrazie, ten sam obraz rozłożony tuż obok siebie, lub rozłożony na
płaszczyznach równoległych (to ostatnie do przyjęcia). Podobne
rozumowanie można przeprowadzić dla każdego świecącego punktu w naszym
otoczeniu. Rozsiewa on tożsame obrazy i układa je w całej otaczającej
je przestrzeni tak, że są one oglądane w identycznej postaci z każdego
kierunku. Gdyby wybrać pojedynczy punkt emitera emitujący lub
odbijający fotony, to ta emisja ma postać równomiernego rozpraszania
fotonów w kącie bryłowym o prawie 180 stopniach. Jak wyglądałaby
sytuacja, gdyby był to punkt emitujący kolejno po jednym fotonie? Czy
byłyby one rejestrowane też w całym kącie bryłowym, czy odbierane
tylko punktowo, a jeśli tak, to z jakiego kierunku? Redukując źródło
światła do coraz mniejszych jednostek emitujących napotykamy na coraz
większe trudności interpretacyjne.
Z pomocą nie przychodzi falowa natura światła. Niech zatem
pojedynczy impuls światła w postaci fotonu ma naturę falową. Niech
podczas emisji fotonu powstaje sferyczna fala, rozchodząca się
koncentrycznie w przestrzeni, a odbierana jest w poszczególnych
punktach jako pojedynczy impuls świetlny. Powstaje jednak pytanie,
jaką cząstkę fali obiera absorber, cokolwiek nim jest, jako foton?
Punktowy impuls, informację, że oto ma przed sobą nadlatującą z dala
falę zaburzenia przestrzeni?. Energia takiej fali zmniejsza się w
trakcie jej rozchodzenie, tak więc wkrótce taka fala stałaby się za
słaba, by ją zarejestrować. W wypadku masowej emisji takich fal z
jednego emitera, nastąpi wzmocnienie odbioru, lecz to nie wyjaśnia
mechanizmu punktowej rejestracji takich nałożonych fal. Odbiornik o
pewnym rozmiarze musiałby rejestrować fale wielkości tej powierzchni
całą powierzchnią, lecz jak taka sferyczna fala zostanie
zarejestrowana jako punkt i to o submikroskopijnym rozmiarze ? Ani
falowa natura światła, ani korpuskularna nie wyjaśniają, według
autora, mechanizmu zadziwiającego powstawania odwzorowań emitującego
podmiotu w postaci prawie nieograniczonego nasycenia przestrzeni
trójwymiarowymym syncytium ciągłego rozkładu obrazów, czy to z
najbliższego otoczenia, czy to z całego Kosmosu. Mówiąc trywialnie,
cały Kosmos jest wypełniony obrazami samego siebie we wszystkich
możliwych wymiarach i rozkładach przestrzennych!
Sprowadzając zagadnienie do najprostszej postaci, należałoby
sądzić, że każdy wyemitowany gdziekolwiek foton rozprzestrzenia się w
postaci fali na cały Kosmos, lub każdy punkt emitujący emituje
nieustannie impulsy punktowe we wszystkich kierunkach na całą
przestrzeń. Być może do rozstrzygnięcia tego dylematu pomocna stać się
może koncepcja ziarnistej przestrzeni? Powstający w podmiocie
kosmicznym w wyniku interakcji subatomowych foton, który ulega np.
wzmocnieniu w mechanizmie interferencji, generuje w otaczającej go
ziarnistej przestrzeni skolimowane, czy wektorowo skonfigurowane
oscylacje kinetronów, które przenoszą sie na zasadzie "domina" na
kolejne "warstwy" ziarnistej przestrzeni i to w wymiarze sferycznym.
Powstaje sferyczna, uporządkowana fala skolimowanych oscylacji
kinetronów, każda odpowiadająca pojedynczemu fotonowi, który ją
wygenerował, a fale pochodzące od zespołu fotonów rozprzestrzeniają
się równolegle i symetrycznie na całą otaczającą przestrzeń, tworząc
zsynchronizowane, uporządkowane obrazy przenoszące się harmonijnie,
bez zakłóceń, aż trafią na odbiornik, który je zatrzyma w postaci
fizycznego obrazu wtórnego Czy może w przestrzeni nie wędrują gotowe,
zespolone obrazy, lecz tworzą się dopiero w kontakcie z podmiotem
rejestrującym. Czy taka interpretacja jest prawidłowa ? Zagadnienie
nie jest proste, być może w literaturze przedmiotu notuje się podobne
wątpliwości, interpretacja, czy tłumaczenia. Być może cały ten wywód
jest błędny i bałamutny, świadczący o braku dostatecznej wiedzy
autora, lecz w istocie zagadnienie dla autora jest frapujące.
Postulat ziarnistej przestrzenia niesie z sobą kolejne
wątpliwości, które wymagają rozważenia. Bo oto uznaliśmy, ze kinetrony
w czasie zderzeń doznają wzajemnej addycji kinezy, oscylują zatem po
zderzeniu z podwójną szybkością. Musi zatem następować gwałtowne
przyspieszenie oscylacji, co powinno prowadzić też i do gwałtownej
kreacji cząstek, tak fundamentalnych, jak i wirtualnych. W krótkim
czasie przestrzeń powinna zapełnić się materia. W poprzednich
dyskusjach pominięto, dla uproszczenia, inne zjawisko, jakie musi
zachodzić w ziarnistej przestrzeni. Tym zjawiskiem jest redukcja
kinezy kinetronów w wyniku wzajemnych zderzeń. Takie zjawisko musi
zachodzić, ponieważ nie wszystkie zderzenia kinetronów, skoro mają one
rozmiar, powinny prowadzić do addycji kinezy. Wśród zderzeń możemy
bowiem rozróżnić kilka ich rodzaj i podzielić je na kategorie.
Podstawową kategorią zderzeń będą zderzenia współosiowe
centralne. Dwa kinetrony poruszają się po zbieżnych wektorach i
zderzają się centralnie. W tych zderzeniach dochodzi do pełnej
wzajemnej addycji kinezy obu kinetronów. Drugim typem zderzeń będą
zderzenia osiowe styczne. W tego typu zderzeniach dochodzi do
przemiany kinezy liniowej obu kinetronów na rotacyjną. Addycje
następują do postaci rotacyjnej. Wzmożona rotacja kinetronów staje się
"magazynem" kinezy, która zostaje oddana w kolejnym zderzeniu
odpowiedniego typu. Z kolei zderzenia osiowe niecentralne pozwalają na
podział przekazywanej wzajemnie kinezy na kinezę liniową i rotacyjną w
odpowiednim stosunku. Kolejną kategorią zderzeń to zderzenia kątowe
też centralne, niecentralne lub półstyczne. W tych zderzeniach
następuje addycja kinezy też w sposób podzielony. W zderzeniach
stycznych dochodzi do zmniejszenia się kinezy liniowej na rzecz kinezy
rotacyjnej. Natomiast w zderzeniach osiowych centralnych powinno
dochodzić do przemiany kinezy rotacyjnej w liniową, co owocuje addycją
kinezy liniowej. Takie zjawiska są w naszym obrazie możliwe, ponieważ
założyliśmy istnienie dla kinetronów rozmiaru i kształtu, natomiast
nieistnienie masy. Upoważnia to nas więc do przyjęcia takiej opcji
kinezy. Tak więc w oscylującej, ziarnistej przestrzeni nie dochodzi do
totalnego, ustawicznego narastania maksymalnej kinezy, jak to
przedstawiono poprzednio. Tamten obraz przedłożono w uproszczonej
formie, jako przykład mechanizmu kreacji materii i energii. Należy
więc uczynić poprawkę na to zjawisko i przyjąć, że narastanie
oscylacji w ziarnistej przestrzeni ma charakter mniej dynamiczny, co
spowalnia procesy kreacji materii i energii do właściwych rozmiarów.
Przy takim założeniu procesy te przybierają formę stanu równowagi
między stanem naładowania kinetycznego przestrzeni, a tempem
narastania kreacji materii.
Na koniec jeszcze jedna refleksja. Przed laty ukazała się
publikacja pt. "Mózg poznaje sam siebie". Publikacja o odkryciach
Pawłowa, rosyjskiego noblisty, badającego fizjologię układu nerwowego.
W obliczu bezprzykładnego rozwoju badań we wszystkich dziedzinach, a
przede wszystkim w mikrofizyce i kosmologii, można by strawestować ten
tytuł i postawić tezę: "Materia poznaje samą siebie". Wychodząc z
zasady antropicznej można uznać, że człowiek został wyemanuowany z
przyrody jako narzędzie takiego "poznawania samej siebie". To tak
jakby materia sama w sobie obdarzona była swoistą świadomością, a jej
świadomym produktem jest człowiek powołany, by dokonał owego "poznania
samej siebie". Taki pogląd grzeszy panteizmem, nie może zostać uznany
jako zasadny. Ale powstanie przyrody i człowieka świadczy, że materia
i kosmos są nie tyle obdarzone świadomością "kosmiczną", ile są na
wskroś racjonalne. Nie są konstrukcjami dowolnymi czy przypadkowymi,
lecz odznaczają się wpisaną w siebie logiką i myślą przewodnią, a
życie i człowiek są ucieleśnieniem tej przewodnie myśli. W istocie,
świat bez człowieka nie miałby racji, jego istnienie byłoby bez sensu.
To właśnie istnienie człowieka, czy najogólniej mówiąc, świadomości,
nadaje materii logikę istnienia. I z punktu widzenia teologicznego
człowiek jest koniecznością kosmosu. Bez człowieka kosmos traci sens
istnienie.
Jeśli jednak człowiek podjął się zadania badania materii,
spełniając wyłożony wyżej postulat, to jest w tym poglądzie zawarta
duża doza pesymizmu. Jeśli więc po dziesiątkach, setkach, czy
tysiącach lat materia zostanie dogłębnie i bez reszty zbadana, to
dalsze istnienie człowieka, jako badacza, straci sens i rację bytu.
Materia poznała samą siebie, duplikat został w postaci elektroniczne,
czy kwantowej złożony w bibliotece i co dalej? Materia poznała samą
siebie bez reszty, rola ludzkości w tej materii została spełniona.
Dalsze istnienie człowieka, jako badacza, traci sens. Pozostaje
jednak miejsce na optymizm. Nie da się bowiem stworzyć skończonej
biblioteki. Zabraknie w niej działu opisującego ją samą. Zabraknie
meta-biblioteki i meta-meta-biblioteki. Kosmos nigdy nie zostanie
poznany bez reszty. Dla ludzkości nie ma wyboru. Badanie materii samej
siebie może trwać w nieskończoność.
O racjonalności materii i wpisanej w nią potencji świadczą, poza
wszystkim innym, dwa graniczne wydarzenie w procesie ewolucji materii.
Wydarzenia te można uznać za kamienie milowe w biegu materii do
poznania samej siebie. Wydarzenia te są dowodem na absolutną
racjonalność materii. Pierwsze wydarzenie to losowe ukształtowanie się
pierwszego, samopowielającego się, najprostszego genomu DNA. Jego
powstanie jest potencjalnością wpisaną w samą strukturą materii. Bez
tej potencjalności taki podmiot nie mógłby się ukonstytuować. Powstał
pierwszy demon Maxwella, który potrafił odwrócić lokalnie bieg
entropii i w wyniku tego powstała przyroda i człowiek.
Drugim wydarzeniem jest powstanie ludzkiej świadomości,
świadomości Homo Sapiens. To wydarzenie też wynika z absolutnej
racjonalności materii. Wydarzenie, według najnowszych poglądów,
musiało dokonać się około 50 tyś. lat temu. I było ono czymś, według
poglądów autora niniejszego, czymś niezwykle prostym. Proces ewolucji
przyrody, aż do powstania najdoskonalszych hominidów był niewątpliwie
skomplikowany i długotrwały. Materia przygotowała formę gotowa do
uczłowieczenia, potrzebny był teraz tylko końcowy akt takiego
uczłowieczenia. Co mogło nim być? Wyobraźmy więc sobie przedstawiciela
najwyżej rozwiniętej społeczności hominidów. Jest on obdarzony korą
mózgową, zawierającą np. 4 miliardy komórek. To jeszcze za mało, by
zagościła w jego mózgu w pełni rozwinięta struktura, swoiste
"hardware", swoista, w pełni ukształtowana "tabula rasa", gotowa na
przyjęcie pełnego, informatycznego modelu zewnętrznego świata, zdolna
do poznani materii samej w sobie. Niech jednak komórki kory mózgowej
dokonają jeszcze jednego podziału. Powstanie struktury o liczebności 8
miliardów komórek wystarczy do powstania owego doskonałego
" hardware". Do powstania w pełni rozwiniętej świadomości i intelektu.
Jak mogło do tego dojść? Aby doszło do jeszcze jednego podziału
komórek kory mózgowej nie potrzeba wiele. Wystarczy jeden '"błąd"' w
serii błędów genetycznych, jakie mają miejsce w przebiegu ewolucji, i
które sterują zmiennością gatunkową, czy osobniczą, by taki jeszcze
jeden podział został dokonany. Ten "błąd" musiał powstać w komórce
jajowej owej pramatki "Ewy". Była to mutacja, zapewne recesywna, która
u jej potomka jeszcze nie ujawniła swojej istoty. Owa Ewa musiała
zapewne urodzić chłopca. Tenże odziedziczył ów błędny gen, nazwijmy go
genem "I", od inteligencja. Połowa jego plemników została obdarzona
owym genem. Połowa spłodzonych przez niego potomków została obdarzona
owym genem. Połowa dziewczynek i połowa chłopców jego potomstwa stała
się nosicielami genu "I", na razie w sposób recesywny. Niech zdarzy
sie, że dwoje nosicieli tego geny spłodzą potomstwo. Jedna czwarta
tego potomstwa posiądzie podwójny garnitur genu "I". Teraz gen ten,
zawarty w podwójnych allelach, może zadziałać. Efektem stanie się
dodatkowy podział komórek kory mózgowej, powstanie struktura mózgu
właściwa dla Homo Sapiens. Dalsza " hodowla wsobna" pomnoży w łonie
grupy preludzkiej społeczność nosicieli genu "I". Dowody? Nadzwyczajne
sfałdowanie ludzkiej kory mózgowej, w porównaniu do architektury kory
u niżej rozwiniętych pobratymców, świadczy o tym aż nadto. Puszka
czaszki okazała się za mała, by pomieścić zwiększoną objętość mózgu.
Mózg musiał ulec pofałdowaniu. Proces ewaluowania ludzkiej
inteligencji przebiegał zapewne w sposób bardziej skomplikowany.
Przedłożona tu koncepcja jest tylko niedoskonałym i uproszczonym
modelem takiego procesu. Owa końcowa mutacja w rozwoju mózgu to drugi
demon Maxwella, jaki pojawił się w procesie ewolucji przyrody ku
najwyższej formie.
Ryzykowne stwierdzenie, iżby materia powołała do życia człowieka
i ludzkość, by mogła "poznać samą siebie", niesie jednak pewne, nader
konkretne przesłania. Dla poznania materii samej w sobie wystarczy
jedna ludzkość. Powielenie tej maszyny informatycznej w wielu
egzemplarzach mija się z celem. Dwa jakiekolwiek "ludzkości",
rozmieszczone w kosmosie, nigdy nie zdołają nawiązać ze sobą
łączności, a jeśli, to na tyle niedoskonałą, że nie pozwoli to na
wzajemne uzupełnianie, czy pełną wymianę informacji. Można więc
wyciągnąć wniosek: w kosmosie nie ma drugiej ludzkości. Ona jest
materii niepotrzebna. Ten pesymistyczny, acz racjonalny wniosek, można
dość łatwo poprzeć.
W latach 70-tych czy 80-tych 20 wieku odbyła sie w ówczesnym
Leningradzie konferencja kosmologów, podczas której rosyjscy
kosmolodzy podali uzasadnienie takiego stwierdzenia. Jakie było to
uzasadnienie? Autor niniejszego zadał sobie trud znalezienia takiego
uzasadnienia. Nie jest one trudne do skonstruowania. A oto proces
rozumowania: życie może powstać w bardzo wąskim przedziale warunków
fizyko - chemicznych i "kosmicznych" Zakładamy, że tych parametrów,
pozwalających na powstanie życia jest 50. Każdy z tych parametrów
występuje z częstością 1/100 w stosunku do kolejnego. Pierwszym będzie
odpowiednia galaktyka, kolejnym odpowiednia gwiazda, kolejnym
odpowiedni układ planetarny, ten musi zawierać w sobie planetę typu
ziemia, ta zaś być obdarzona księżycem (stabilizuje oś obrotu
planety). Każdy z tych parametrów występuje z częstością 1/100 w
stosunku do kolejnego. Okaże sie, że prawdopodobieństwo wygenerowania
drugiego życia zachodzi jak 10 do potęgi minus stu. Prawdopodobieństwo
znikome, żadne. Gdyby tę potęgę zredukować o połowę, do poziomu 10 do
potęgi minus 50, to i tak prawdopodobieństwo pozostaje żadne. Kolejne
zwiększenie prawdopodobieństwa do 10 do potęgi minus 25 pozostaje
nadal poza zasięgiem możliwego zdarzenia. Taka była zapewne, lub
podobna, argumentacja Rosjan. Jesteśmy więc jedyni w kosmosie .
Materii do poznania samej siebie nie jest potrzebna druga
ludzkość. Stwierdzenie to tchnie też i optymizmem. Mimo tak wielu
zagrożeń, jakie człowiek sobie zafundował w wyniku postępu poznawania
materii, materia nie pozwoli zginąć substratowi, który został
"powołany" do jej poznawania. Nie zostałoby wówczas spełnione
przeznaczenie, jakie między innymi zostało przydane człowiekowi.
Przywołaliśmy stwierdzenie o " materii poznającej samą siebie" gwoli
ułatwienie wyrażenie pewnych prawd. W istocie losem, czy
przeznaczenie życia i ludzkości nie może pozostać tak absurdalny cel,
jaki wymyślono wyżej. Nie mniej maksyma ta pozwoliła na wyrażenie
pewnych abstrakcyjnych poglądów.
Przedłożone w obu wywodach poglądy wymagają podsumowania. O
realnym kosmosie można wyrazić jedną podstawową prawdę. Jest on na
wskroś racjonalny, czego najlepszym dowodem jest pojawienie się
człowieka w wyniku ewolucji kosmosu, istoty zdolnej do poznania i
odtworzenie informatycznego obrazu materii. Karkołomny pogląd, jakoby
sama materia była zdolna do "świadomego" powołania swojego badacza,
jest oczywiście jedynie żonglerką pojęciową, ocierającą się o poglądy
panteistyczne, czego nie można akceptować. Pełna racjonalność kosmosu
i materii przemawia za przyjęciem poglądu tych kosmologów, którzy
akceptują istnienie pozamaterialnego, racjonalnego Czynnika
Sprawczego.
Poznanie budowy materii posunęło się już prawie do granicy
możliwości nauki. Wielki Zderzacz Hadronów zapewne pozwoli na głębsze
wejrzenie w strukturę najprostszych składników materii. Można jednak
żywić wątpliwości, czy pełne poznanie jest możliwe. W chwili obecnej
brakuje danych co do istoty i źródeł stałych fundamentalnych, anatomii
cząstek fundamentalnych, leptonów i kwarków, bozonów i innych
nietrwałych cząstek pośrednich, jak i pełnego wglądu w "anatomię i
fizjologię" Kosmosu. Obie moje prace wyrosły na prostym poglądzie,
który u początku nauki o materii w pełni obowiązywał, to jest
poglądzie o wypełniającym przestrzeń eterze. Przyjęcie ziarnistości
przestrzeni wymusiło, jak się wydaje, jedynie logiczną, dalszą
konstrukcję przedmiotu obu rozpraw. Być może koncepcja kinetronów,
dawnego eteru, i oparta na niej konstrukcja myślowa okaże się
"brakującym ogniwem" w dogłębnym poznaniu materii. Na koniec mała,
abstrakcyjna uwaga: oglądając kosmos gołym okiem w ciemną nocą lub
przez największe teleskopy, można odnieść wrażenie, że kosmos jest po
prostu "zakurzony".
Obraz przedłożony w powyższej pracy jest nader niepełny.
Poszczególne wątki należałoby rozwinąć do postaci obrazującej w sposób
obszerniejszy problematykę ziarnistej przestrzeni i zagadnień
pokrewnych. Koncepcja takiej przestrzeni, jak to widać po obu pracach,
jest nader płodna, niezależnie do tego, czy jest ona prawdziwa i
poprawnie i spójnie zademonstrowana, czy zawiera wiele błędów i
niekonsekwencji, czy jest tylko płodem niedouczonego i chorego na
fizykę Kosmosu umysłu. Wywoła zapewne u wielu, jeśli zechcą analizować
przedłożony materiał, odruch dezaprobaty, odrzucenia, pełnego
zaprzeczenie, jako niedorzeczne wymysły, a może niektórzy dostrzegą w
nim racjonalne jądro, mimo wielce amatorskiego wyłożenia poglądów,
zdradzającego brak pełniejszej wiedzy. Należą się też przeprosiny tym
wszystkim, którzy poczują się dotknięci obrazoburczym charakterem
wywodów.
Poglądy zawarte w przedłożonej pierwszej pracy i uzupełnionej w
powyższej, wyrażone nader nieudolnie, świadczą o dużej potencji
myślowej koncepcji ziarnistej, czy kwantowej przestrzeni, Autor żałuje
swoich braków wiedzy matematycznej, która - należy wierzyć -
pozwoliłaby uprawdopodobnić wyrażany materiał.. Jest on zapewne
niepełny, uproszczony i podany w sposób mało poprawny, grzeszący
wieloma pomyłkami, czy brakiem pogłębienia. Bardziej poprawne
wyrażenie tych myśli wymagałoby gruntownej znajomości astrofizyki i
kosmologii na poziomie uniwersyteckim. Zdobywanie takiej wiedzy dla
autora jest niedostępne, stąd i ułomność obu tych prac.