W dniu 2011-11-07 16:33, Wojciech Wrodarczyk pisze:
> W dniu 2011-10-24 07:44, Tubylerczyk pisze:
>>> PS. Mam prośbę - zmień kodowanie, bo pl-litery się krzaczą.
>> Stosuje UTF-8, domyslne dla Thunderbirda.
Fakt, mój Thunderbird z kodowaniem UTF-8 czyta wszystko prawidłowo
oprócz cytatów w poście pana Pawła. Zakładam, że błąd się wkradł gdzieś
po drodze
> Reasumując w takiej gospodarce jest więcej
> inwestycji, więcej trafionych inwestycji (spora część będzie trafiona),
> a zatem żyje się w niej lepiej, również tym, którzy nie mają kapitału.
> skutkiem pośrednim jest również likwidowanie przepaści międzyklasowej w
> społeczeństwach.
> Przy deflacji, stara "szlachta" która miała duży majątek byłaby z każdym
> rokiem coraz bogatsza względem biedoty, a biedota miałaby coraz trudniej
> na wybicie się do wyższych klas.
> Przy inflacji następuje zazębienie tych dwóch klas.
> Biedny menedżer może zarządzać majątkiem kapitalisty w zamian za zarobek
> i udziały, zatem w przypadku sukcesu jest w stanie zarobić na tyle aby
> ten majątek zainwestować samodzielnie i stać się kapitalistą.
> Natomiast kapitalista ma parcie na inwestowanie swoich pieniędzy i szuka
> biednych menedżerów z chęcią, pomysłami, talentem i wiedzą, aby pomogli
> mu pomnożyć jego pieniądze.
>
Popieram ten pogląd i to widać jak na dłoni. Jesteśmy właśnie na tej
samej drodze, którą przeszły USA. Polecam film "Gangi Nowego Yorku"
Martina Scorsesse, żeby zobaczyć jak zaczynała Ameryka.
Za PRL też się rozwijaliśmy dynamicznie ale wolniej i bez wyraźnej
wizji. Dominowały szczytne hasła w stylu mickiewiczowskiej "Ody do
młodości", ale były to tylko puste słowa. Każdy każdego robił w jajo, a
na papierze wszystko się zgadzało. To była typowa sowiecka szkoła
skalkowana z wyścigu zbrojeń. Obowiązywała idea szczytnego poświęcenia
jednostki dla dobra ogółu, a takie hasła powinny obowiązywać wyłącznie w
czasie zagrożenia militarnego z zewnątrz.
O ile bardziej wydajna jest jednostka i o ile więcej może przynieść
korzyści społeczeństwu dostrzegli już amerykańscy abolicjoniści walczący
o zniesienie niewolnictwa.
Czyż nie mieli racji ?
Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze i szybko wyjdziemy na prostą. To że
jest drogo, nie ma pracy a jak jest to niepewna i słabo płatna to efekt
przejściowy. Mamy za to łatwiejszy dostęp do wiedzy, otwarte granice na
świat, Internet i stabilną, wymienialną walutę.
Podwyżki w nowym roku odkąd pamiętam były zawsze, więc to można
przewidzieć, to że się zadłużamy to raczej też nic nowego - dług już
zaciągamy przy urodzeniu i nie uda nam się go spłacić nigdy.
Stoimy jednak w rozkroku, ponieważ młoda inteligencja chce dokończenia
rozpoczętych zmian i prywatyzacji a stara nomenklatura i
pseudointeligencja chce te zmiany za wszelką cenę zastopować panicznie
bojąc się przyszłości i oderwania od korytka. Rozsiewają oni popłoch w
społeczeństwie, który działa zwłaszcza na wyobraźnię kobiet, a jak
wiadomo - kobiety obawiają się przyszłości najbardziej i wiecznie
wszystko czarno widzą. Poza tym kobiety kochają pieniądze, bo dają im
poczucie bezpieczeństwa, które dla myślących ludzi nie jest żadnym
zabezpieczeniem. Pieniądze to tylko umowa społeczna, symbol pewnej
wartości, bilety NBP. Ładnie to przedstawił kiedyś w jednym ze swoich
programów "Boso przez Świat" Wojtek Cejrowski tłumacząc czym się różni
banknot jednodolarowy od dwudziestodolarowego. Tematem programu były
współczesne kopalnie złota w Ameryce Południowej. Polecam.
Także szanowni grupowicze - nie ma się co martwić na zapas, oddajmy
swoje pieniądze swoim kobietom (oczywiście nie wszystkie) - niech się
cieszą, i tak przyjdą do nas po radę w co tą kasę zainwestować :-).
A my zajmijmy się swoimi zabawkami, czyli nowoczesną technologią, która
jest coraz tańsza, lepsza i bardziej dostępna.
O to przecież walczyła Solidarność.
Pozdrawiam
--
Hej kto szlachta - za Kmicicem, hajda na Wołmontowicze