Użytkownik "Ariusz" <
ari...@gazeta.pl> napisał w wiadomości grup
dyskusyjnych:jndm86$c9t$1...@inews.gazeta.pl...
> Nie zgodzę się z tobą choć sensacja nie jest tu potrzebna ale jeżeli
> chodzi o ratowanie ŻYCIA to należy robić wszystko co tylko możliwe, może
> nawet gdyby ta łódź ratunkowa dopłynęła o 0,5 min przed tym jak dotarli do
> portu to ta osoba by przeżyła.
>
Tym bardziej, że mówimy tu o czasie rzędu 7 minut
> Szkoda gdybać, ktoś zmarł bo być może tak miało być. Tego nie wiemy, czy
> wysłanie statku ratunkowego by go uratowało. Za to wiem, że należy robić
> wszystko by ratować ludzi.
Zwłaszcza jak się jest służbą powołaną do tego celu. Na ćwiczenia, często
wspólne z wojskiem, ładuje się ciężką kasę a potem oszczędza paliwo na mniej
niż godzinne wypłynięcie? Nowa stacja SAR w Łebie kosztowała podatników
ponad 2.5 mln zł. Wszelakie centra koordynacji w polskim wydaniu blokują
działanie służb w terenie. W Warszawie policja i straż miejska odmawia
interwencji będąc na miejscu zdarzenia o ile nie zadzwoni się do "centrali"
i ta dopiero wyda im polecenie interwencji. Odnoszę wrażenie, że te centra
miast koordynować, przejęły tylko władzę. U nas zawsze albo w lewo, albo w
prawo, ale nigdy normalnie.
Analizując ten , bądź co bądź prosty i banalny wypadek, wyraźnie widać, że
jedyną rolą Centrum Koordynacji w Gdyni powinno być przyjęcie informacji o
wyjściu w morze jednostki SAR w Łebie. Tu nie było nic do koordynacji!
Wszystkie decyzje były w gestii i możliwościach stacji SAR w Łebie. Jako
ciekawostkę można dodać, że CK w Gdyni nie prowadzi stałego nasłuchu
radiowego na kanałach 11 i 16 VHF - przynajmniej oficjalnie. Wygląda na to,
że Morskie Ratownicze Centrum Koordynacyjne bazuje głównie na informacjach
otrzymywanych z Brzegowych Stacji Ratowniczych, czyli informacjach wtórnych.