W dniu 2012-03-15 06:32, Gerard pisze:
> wiLQ<
N...@spam.com> napisał(a):
>
>> Gerard napisal posta, ktorego chcialbym skomentowac:
>>
>>> PS: Też uważam, że za Monte można było wytargować coś sensowniejszego.
>>
>> Moglbys podac przyklady?
>> Oczywiscie przy zalozeniu, ze druga strona by sie na to zgodzila...
>
> Podobno były rozmowy 3-stronnego dealu ORL-NJ-GSW gdzie Monta szedłby do ORL a
> Howard do Nets. Jesli to prawda to widac o jaką wartość mogliby się pokusić
> Warriors, handlując gdzie indziej.
Malo szczegolow, wiec trudno mi ocenic sensownosc tej ploty.
Na jakiej podstawie "widac" te perspektywy?
Jeszcze apropos Boguta, ryzyka i tak dalej.
Kazdy zespol ma cos takiego jak swoja tozsamosc. GSW czegos takiego nie
maja IMO odkad pamietam. Albo maja, ale nie taka, jaka potrzebna jest do
walki o mistrza. Owszem, potrafili zawalczyc nieco w playoffs, majac do
dyspozycji superutalentowany obwod z Hardawayem, Mullinem i Richmondem
(+ Mirczulonis, nie mylic z Jagna Marczulajtis). Owszem potrafili ubic
Dallas, zamieniajac sie na jedna serie w rottweilerow. Ale to nadal jest
druzyna radosnego basketu spod znaku All Star Game.
Ja juz to przerabialem na przykladzie Heat, ktorzy grali to samo, z
Ryżem i Smithem w składzie. Rewolucja zaczela sie wraz z przyjsciem
Mourninga, bo swiezy manago, Pat Riley dobrze wiedzial, ze to jedyna
droga do sukcesow sportowych. Zo odmienil zespol, zaczeli bronic,
zaczeli walczyc, zaczeli gryzc parkiet. Takze Hardaway, ktory w GSW
wczesniej gral j/w. Takze kazdy FA, ktory im sie napatoczyl. Mieli
wlasciwego lidera.
I gdy Zo opuscil druzyne przez problemy z nerka, wydawalo sie, ze
wszystko to pojdzie sie kochac. Nic z tego, walczyli dalej. Znalazl sie
Ike Austin, ktory flaki z siebie wypruwal, jak nigdy wczesniej i nigdy
pozniej (mimo, ze w Orlando czasem statystycznie sie pokazal). Jasne,
nie oznaczalo to dla Heat w efekcie zlotego okresu, ale byl juz to
zespol, na ktorym mozna bylo cos budowac.
GSW oddali marudnego wrzoda, ktory ma dokladnie taki profil, jakiego
oczekuje sie od "zastrzyku ofensywnego" z lawki. Dostali IMO prawdziwego
lidera, z osobowoscia. Masz racje, na miejsce Monty przyjdzie nowy,
Thompson, moze Rush. I zaryzykuje opinie, ze sie odnajdzie. Ale nie
bedzie juz stanowil o obliczu zespolu. Teraz trzon zespolu to duet Curry
- Bogut, ze swietnym role playerem i walczakiem w postaci Lee. Bardzo
inteligentni gracze i w mojej ocenie zdolni zmontowac ciekawa paczke,
laczaca defensywe z ofensywa na poziomie playoffs. O ile zdrowko pozwoli...
I to jest to jedyne ryzyko. Jak juz pisalem - uwazam, ze Monta nie jest
wygorowana cena za przeprowadzenie tego eksperymentu.
Pozdr
Slawek