On 20 Mar, 14:21, Tomasz Radko <
t...@interia.pl> wrote:
>>> Eeee. Lakers nie sa juz druzyną zdolną wygrać 60 meczów.
>
> >> Ja się nie znam, ale rok temu wygrali 57. Bez Sessionsa, w 28 meczach bez Bynuma, w 30 bez Barnesa.
>
> > Zapominasz, ze rok temu mieli w składzie Odoma, który nie tylko byl
> > trzecim najlepszym zawodnikiem druzyny, ale i nie opuścił nawet
> > jednego meczu. A na dodatek niejaki Gasol miał jeden najlepszych
> > sezonów w karierze.
>
> Za to niejaki Bryant jeden z najsłabszych. Wartość Odoma jest
> konsekwencją czasu gry Bynuma. Przy zdrowym Bynumie Odomowi zostaje 24 mpg.
Odom nawet na 24 mpg przy zeszłorocznej produktywności to circa 7-8
wygranych w sezonie.
Wiem, że to nędza, ale w bilansie dość widoczna.
A teraz weź karteczkę i podlicz: 7 mniej wygranych przez brak Odoma.
Kolejne 6 przez zastąpienie Kobe przeciętnym SG i jeszcze z 6 przez
wyraźnie gorszego Gasola. Nagle robi się niebezpiecznie blisko tych 35
wygranych w sezonie.
No ale naturalnie nie zabronię Ci wierzyć, ze Sessions jest tym czego
Lakers potrzebują do zniwelowania zgubnego wpływu Kobe.
> >> Ale niech Ci będzie, że szacujesz Bryanta
> >> na 20-25. Tymczasem wg WS 15 przekorczył raz, o 0.3, w sezonie 2005/06.
> >> Hipoteza, że w wieku 34 lat byłby w stanie zagrać na 25 WS, jest bardzo śmiała.
>
> > Tyle, ze to nie moja hipoteza. Lakers nie są już tą samą drużyną i nie
> > jest to tylko wina antyheroizmów Bryanta w koncówkach spotkań.
>
> Czyli dajesz bronisz tezy, że bez Bryanta Lakers to tegoroczni Cavaliers.
Prędzej widzę ich z bilansem Cavs niż wygrywających ponad 60 spotkań
po podstawieniu przecietnego SG za Bryanta.
> Cóż, z fanatyzmem religijnym dyskusja nie ma sensu, boć
> przecie poza mocnym przekonaniem o własnej nieomylności innych
> przesłanek nie masz.
I vice versa. Od dawna wychodzisz z założenia, że wszelkie
nieszczęścia Lakers są pochodna obecności Kobe.
To nic innego jak fanatyzm religijny. Otwieraj radio, zakładaj sektę i
jazda zbierać datki - na taką filozofię w Polsce jest cały czas duży
popyt.
Pozdro
L'e-szczur