[dlugie jak zwykle... ]
Ciekawe za co natura juz druga niedziele robi nam taki prezent? Moze ja
ruszylo sumienie za bura jesien? A moze szykuje cos specjalnego na zime
i awansem chce nam sie przypodobac? Bo w to, ze zgupiala do reszty i nie
wie ktore oblicze kiedy pokazac, jeszcze nie chce wierzyc. Poki co,
cieszac sie Tym wiosennym dniem pojechalismy na wycieczke.
Jak na taki dzien, frekwencja prawie zerowa ;) O 10 stawili sie Rzaq,
Mamic, Mako i Bimber. Jak zwykle musialem plenic ziarna defetyzmu,
rzucane przez... (tym razem jeszcze przemilcze ;-) Taka pogoda, a oni
chca sie wloczyc po naszych standardowych sciezkach, dobrych na dwie,
trzy godziny i brzydki dzien! No, ale poszli na rozsadny kompromis i
pojechalismy tam gdzie ja proponowalem ;)
Dzisiejsza wycieczke sponsorowaly literki oczywiscie W jak wiosna, B jak
Blotnikow brak, a Blota nie oraz T jak Tatry. Acha, i jeszcze M - jak
Marudny Mamic :)
Postanowilismy zrobic powtorke z Kajasówki. To takie podluzne wzgorze 10
km na pd-zach od Kryspinowa, przy drodze do Alwerni. Bylismy tam na
wiosne, tym razem zabieralismy sie za gorke od przeciwnej niz wtedy
strony.
Po drodze do Kryspinowa, na jednym ze zjazdow (szeroki i widoczny),
uslyszalem nowy epitet, calkiem ladny: Zeswirowal pan??!! Mialem
odpowiedziec: Juz dawno! - ale jakos tak szybko mi ta pani umknela..
Nad zalewem w Kryspinowie pare fotek, ja latalem gume, chlopaki jezdzili
po zjezdzalni... Tylko czegos nikt sie nie kapal... dziwne ;)
Troche asfaltu, maly popas w Liszkach - cos dzisiaj ubogo w otwarte
sklepy - i juz wspinamy sie na wzgorze Kajasowki. Krotka to wspinaczka,
50m gora. Wystarczy jednak, zeby bylo pieknie widac polnoc (tam
jedziemy) i poludnie - blizsze i dalsze Gorce, Babia oraz Tatry. Tatry
nas nie opuszczaja juz od Kopca Kosciuszki - z tym, ze preferuja
posiadajacych ciemne okulary, przez moje przezroczyste bardziej sie ich
domyslam, niz widze. W miare jednak, gdy slonce sie podnosi i zmienia
sposob ich oswietlania, a poranne mgly znikaja, gory stawaly sie coraz
wyrazniejsze.
Bardzo mile to wzgorze - sciezka waska, kreta i z poczatku stroma,
jednak w wiekszosci przejezdna. Z prawej i z lewej ciagna sie malownicze
skalne dolinki, mniej lub bardziej urwiste. Oczywiscie, nie obylo sie
bez prob obadania ich pod katem mozliwosci zjazdu (a raczej zwalenia sie
w dol :) -
http://mako.i.krakow.pl/prr-wycieczki/2002_11_24/pages/19.html) Drozka
jest waska, ciezko uniknac zahaczania o galazki - przydalby sie ktos z
maczeta ;) Na koncu zjezdzamy slizgiem ostro w dol i asfalcikiem
kierujemy sie na jedno z najladniejszych miejsc widokowych, wzgorze
miedzy Sanka, Rybna i Czulowem, przy wlocie do Rezerwatu Zimny Dol.
Swietny widok na poludnie, klasztor Kamedułów na Bielanach jak na dloni,
a ze jestesmy wyzej, wiec Tatry pokazaly calosc swojej grani. Jest tak
ladnie, ze az sie chce skakac w gore... :)
http://mako.i.krakow.pl/prr-wycieczki/2002_11_24/pages/41.html
Zjazd byl szybki, a blotko wyjatkowo plynne - szkoda, ze nie ma zbyt
wielu wartosci odzywczych - obylibysmy sie bez kolacji :) To my - z
Rzaqiem i Bimbrem - Mamic i Mako zjechali czysci jak prosto z pralki.
No, ale jak sie ma i dwa chlapacze z przodu... :) Musze przyznac, ze od
mojej ostatniej wizyty w Zimnym Dole, zyskal on sporo na urodzie -
kiedys bylo to miejsce pelne smieci, gruzu i watpliwych zapachow, teraz
bylo czysto, zielono (w domysle :) i rowno - nawet droge wyrownano.
Mamy wracac przez Skale Kmity, a ze pozno juz, lecimy najkrotsza droga
(Mamic mi i tak w to nie wierzyl, ale trudno, taki los przewodnika ;)
Jedziemy wiec w gore przeuroczym (skad tam waluta Unii? ;) Wawozem
Półrzeczki - w kazda strone jest jedynym z najladniejszych na Jurze.
http://mako.i.krakow.pl/prr-wycieczki/2002_11_24/pages/49.html
Szybki zjazd do Brzoskwini (czemu za kazdym razem jade tam coraz
szybciej, a na dole pukam sie w czolo mowiac, ze bylo bliiisko :) i
standardowy powrot niebieskim do Kleszczowa. Potem kolejna maseczka na
twarz i przed nami moj firmowy zjazd do drogi na Zabierzow - po prostu
poezja... Szybko, miedzy drzewami i pienkami, ale nie za ostre zakrety,
stromiej i plasciej, trzeba refleksu, ale mozna cisnac, oj mozna!
uhhh... czysta esencja crossowej frajdy :) Tak tez milo zakonczylismy
etap terenowy i pokrecilismy w strone domu - robilo sie juz szaro - a to
dopiero czwarta - zgroza...
Rozstalismy sie juz prawie po ciemku, ale przed chlopakami juz tylko
sciezki miejskie, wiec dojechali bezpiecznie (przynajmniej Mako, bo
zdjecia juz sa :) Zrobilismy dosc sporo - bo prawie 70km, wykres z
Mamicohiperbajermetru bedzie jutro. Na koniec dodam tylko, ze widok
mojej twarzy wzbudzil dwie gromkie salwy smiechu -mojej Mamy i lustra :)
A od wtorku podobno znowu halny... moze wiosna jeszcze zawita tej
jesieni :)
--
ptica malpa krowa org
spolka z o o
www.widok.ipl.net/~sm25