On Tue, 22 May 2012, Tomasz Minkiewicz wrote:
> Ale może nie rozważajmy idealnie sferycznej demokracji
Ba, rzekłbym że rozważałem własnie takie bardzo mało
sferyczne.
Z taka, która w tym tysiacleciu była w któryms afrykańskim
kraju, w wyniku czego wojsko po wyborach zrobiło pucz,
bo demokratycznie wybrane władze zaczęły od uchwalenia,
że od dzis islam jest "równiejszy" :>
> implementować i nazywamy
> dla uproszczenia demokracją
^^^^^^^^^^^^^^^^
No proszę Cię...
Własnie w tym leży sedno nieporozumienia.
Prawo do "ochrony słabszych" *NIE* jest cecha demokracji.
Kropka.
> polega zasadniczo
> na decydowaniu większością, ale kładzie olbrzymi nacisk na ochronę
> mniejszości
No i sam sobie odpowiedz, jak tę mniejszosc chroni.
Okaże się, że własnie niedemokratycznie - przez stawianie prawa
przed demokracja.
> Chyba nie rozumiem. Tzn. rozumiem sytuację, którą opisujesz, ale nie
> widzę analogii. Tamci właściciele gruntu wyrazili zgodę na ograniczenie
> swoich praw korzystania z niego, wzięli za to pieniądze i dopiero po
> czasie ich to zaczęło uwierać.
Nie w tę stronę.
Ten nie-własciciel, który wykupił hipoteczne obciażenie na
niezabudowywaniu i niezastawianiu "gruntu z widokiem" wyswiadczył
grzecznosc włascicielom i wykupił.
Ale przez cały czas było tak własnie jak chcesz: oni nie mogli
na swoim "zastawić widoku".
No to jest proste rozwiazanie: zbiera się setka takich
posiadaczy i wzajemniej wpisuja sobie do hipoteki obciażenie
jak wyżej.
2% PCC się należy jakby co :P
I w ten sposób teren jest dosc skutecznie chroniony przed tym,
żeby NIEKTÓRZY zastawiali go czymkolwiek.
Oczywiscie, jak tylko jeden jest zainteresowany czyms takim,
to przy kupowaniu swojego kawałka ma problem, bo musi wynegocjować
z wszystkimi własicicielami ile chca za wpisanie "prawa do niezastawiania
widoku" :]
Nie wiem czy widzisz, że własnie kota ogonem obracam: to chcacy
"ładnego" widoku *MA* prawo do załatwienia sobie "niezastawiania".
Problem w tym, że taka impreza dosc drogo wyjdzie.
> pieniędzy żadnych nie chcę, a rozwiązanie polegające na tym, że po
> prostu sprzedaję firmie od wyciągu swoją działkę, zupełnie nie jest
> dla mnie atrakcyjne.
Przecież rozumiem.
Pytaniem jest, czy w takim przypadku dopuscić takie rozwiazanie,
jakie stosuje się "od zawsze" przy podziale gruntów: skoro sasiad
uważa, że "trzeba", to albo sasiad wykupuje od Ciebie, albo
Ty wykupujesz od sasiada.
Co do zasady zgadzam się - problemem jest brak planów przestrzennego
zagospodarowania i ich naruszanie.
>> - wprowadzic podatek od nieruchomosci, przy ktorym własiciel
>> sam wycenia ile toto jest dlań warte
[...]
> Nie, no mnie się taka instytucja nawet całkiem podobała, z tym że w
> odniesieniu do dróg, wodociągów czy linii energetycznych.
Nienienie.
Skoro ktos bardzo wysoko wycenia "przywiazanie do konkretnego
kawałka", to ono JEST dla niego dużo warte.
Dlaczego ewentualne "poszkodowanie" ma być zalezne od widzimisię
projektanta drogi czy linii?
W koncepcie z podatkiem projektant patrzy ile by kosztowało
pociagnięcie tędy a ile owędy i ma jasnosc.
> Natomiast zupełnie nie rozumiem, czemu miałoby się to stosować również
> w przypadku wyciągu, czy jakiegokolwiek innego biznesu.
W "sprawie podatku" wręcz nie chodzi o biznes, a dowolne posiadanie
osobiste :)
pzdr, Gotfryd