Dzięki serdeczności Zbyszka Gotkiewicza i Piotrka Goździa (wiem że dla niektórych ta serdeczność słabo pasuje do Basiora :))) ubiegły tydzień spędziłem w górach wysokich a pięknych. I różnorodnych.
W największym skrócie wyglądały one jak Beskidy, na których stały Bieszczady, a nich z kolei stały wysokie Tatry. I wszystkie te poziomy zwiedzało się w jednym locie - w partiach bieszczadzkich w powietrzu rozlegały się alpejskie dzwonki owiec, krów i koni które swobodnie sobie po tych połoninach łaziły, w partiach tatrzańskich kilometr na dnem doliny było słychać potoki i siklawy które spływały z wyższych jezior i lodowców. Nad tym wszystkim majestatycznie krążyły spore sępy. A, i w partiach beskidzkich w jakimś bąblu potrafił pięknie walnąć po nosie skoncentrowany zapach ziół z rozgrzanych łąk albo sosnowego lasu.
Po prostu bajka, zwłaszcza dla mnie. Jako góral z Jeleniej Góry dość boleśnie odczuwam brak łażenia po górach, więc możliwości prawie codziennego spędzania kilku godzin w sercu gór jest po prostu bezcenna.
Jeśli chodzi o latanie, nie było proste. Niby wysokości bezwzględne były spore, ale ponieważ góry są wysokie, nad stokiem potrafiło być niewiele miejsca i w efekcie niezależnie od wysokości kominy potrafiły być turbulentne i słabo zorganizowane. A do tego czasem trzeba było się w nich zmieścić razem z setką innych potrzebujących :) (w środkowym locie są zdjęcia komina startowego i peletonu który rusza na punkt) A już najbardziej mnie rozwaliło jak ostatniego dnia w kominie oprócz tej setki glajtów krążyły również trzy sępy, które do tego stopnia sobie nic nie robiły z materaców że krążyły w przeciwną stronę :))
Nie zrobiłem wielkich odległości, bo warunki nie zawsze były pewne, a nie chciałem robić ludziom kłopotu który niewątpliwie by wystąpił gdybym spadł w którejś bocznej dolinie. Stąd np. ostatniego dnia dwie godziny czekałem nad startem zanim się termika nie obudziła całkiem. Ale nawet mimo że nie było wielkich odległości i tak mam sporo satysfakcji że udawało się oblecieć to co sobie założyłem i na koniec siąść w cywilizacji. Zwłaszcza w środkowym locie niewiele brakowało - ale w ostatecznym racunku jak nas tam na początku było czterech, po godzinie rzeźby w krzakach wykręciłem się pierwszy, potem jeszcze jeden się uratował, ale dwóch siadło.
W zawodach nie startowałem, bo mnie Francuzi nie dopuścili. Miejscowy organizator zachował się bardzo fajnie, bo dostarczali mnie na start wraz z zawodnikami, ale "czapka" z FFVL nie zgodziła się na kulawego w zawodach. Jak dla mnie mały kosmos żeby nie powiedzieć dyskryminacja, bo skoro już i tak pozwalają mi latać w oknie startowym, nie wiem co to im robi za różnicę - tak umarł mit "wolnej Francji", bo wcześniej wydawało mi się że w porównaniu z Niemcami jest dużo swobodniej. A jednak nie, nawet na wydmie Piłata którą w ramach wycieczki też odwiedziliśmy potrafili po starcie się drzeć żeby wrócić i włożyć kask :)
Chociaż z drugiej strony i tak bym wielkich wyników nie zrobił, bo z jednej strony obsada tego French Open bardzo mocna (Francuzi się mało udzielają zagranicznie więc ich mało znamy, ale np. obecni Czesi porównywali poziom do PWC), góry jak mówię niełatwe i do tego taski rozkładane w poprzek dolin, a nie wzdłuż. Wg znajomego Francuza różni dotychczasowi mistrzowie (z Alp, czy ten autor przelotu 310 km) po pierwszym dniu byli zaskoczeni górami i mieli pełne gacie :)
W trakcie zawodów poszło kilka paczek po krawatach na małej wysokości nad stokiem (m. in. Piotr zdobył kolejną sprawność lotniczą :) ale obeszło się bez większych ofiar. Bodaj w trzecim tasku Marina Olexina przywaliła wysoko w górach i zjechała z nich śmigłowcem, ale ostatniego dnia skacząc na jednej nodze jednak wystartowała.
Zapraszam do obejrzenia obrazków (z prawej strony przy lotach w moim pamiętniczku http://tiny.pl/fp51, szczegóły zielony guzik )
--
pzdr,
Jędrzej
Gdy przychodzi sztorm, jedni stawiają mury, inni budują wiatraki.
Konkret Jędrek ... Gratulacje :))))
Pozdrowienia dla Dudek Team Pro !
Do zobaczenia!
Tomek
Heyka,
Toś Ty jest chłopie z okolic Jeżowa Sudeckiego... A znasz może kolesia
co się zowie Tomek Cygal (lotniarz) i może wiesz co z nim teraz?
Kiedyś siedział na Górze Szybowcowej i uczył latać na lotniach :-))
Pozdrówka,
Robert :-)
> A znasz może kolesia
> co się zowie Tomek Cygal (lotniarz) i może wiesz co z nim teraz?
> Kiedyś siedział na Górze Szybowcowej i uczył latać na lotniach :-))
Jasne że znam, bo ja wtedy najpierw siedziałem u stóp Góry Szybowcowej i skakałem, a później siedziałem na wierzchu Góry Szybowcowej i uczyłem latać na paralotniach :)
Ale niestety, to było tak dawno temu, że wszystko się pourywało i nie mam pojęcia co z nim teraz.
Nosz tak mi się wydawało, że znam skądś tę twarz... ;-) Bo jak jak się
uczyłem latać na lotni, to jacyś "szmaciarze" kilka razy dziennie nam
przerywali... A jedna lalka to nawet dwa spadochrony otworzyła od razu
po oddzieleniu od Antka... Na szczęście dojechała do lądowiska
bezpiecznie.
A Tomek to został przy lotniach czy spróbował glajtów, nie wiesz? Była
tam jeszcze taki Sylwek, co smalił cholewki do laski z Aeroklubu na
dole, z recepcji - też lotniarz...
Pozdrówka,
Robert :-)
>A Tomek to został przy lotniach czy spróbował glajtów, nie wiesz?
O ile pamiętam Tomek zniknął z jeleniogórskiego horyzontu zanim nastały glajty. Po nim chyba urzędował na górze Andrzej Binkowski.
--
pzdr,
Jędrzej
Większość swoich pieniędzy wydałem na kobiety i alkohol. Resztę zmarnowałem.
George Best
> Jasne że znam, bo ja wtedy najpierw siedziałem u stóp Góry Szybowcowej i skakałem, a później siedziałem na wierzchu Góry Szybowcowej i uczyłem latać na paralotniach :)
>
Pamietam, pamietam...szczegolnie jak dwoch kozakow pokazywalo jak
wespol-wzespol latac na jednej paralotni. Bez uprzezy. :D
Uriuk musi jeszcze duzo cwiczyc.
Pozdrawiam
Slawek, byly kursant.
> Zapraszam do obejrzenia obrazk�w (z prawej strony przy lotach w moim pami�tniczku http://tiny.pl/fp51, szczeg�y zielony guzik )
Chciaďż˝ czy nie chciaďż˝, jest to promowanie Leonardo.
Wida� jak XCC jest daaaaaaleko w tyle, dok�adnie tak jak przewidywa�
Jaro i Ja parďż˝ latek temu.
I tak zostanie na zawsze.
Wnioski wyci�gnijcie z tego sami.
Pozdrawiam
Toro
>Chciał czy nie chciał, jest to promowanie Leonardo.
A nic podobnego. To jest UŻYTKOWANIE Leonardo. Robię to od paru lat, kiedy nie było tam jeszcze tylu lotów co dziś po podpięciu xcontest i dhv (miesięcznie zgłaszano pięćset a nie 10 tysięcy :).
No i trudno mówić o promocji skoro wiesza tam loty raptem kilkunastu Polaków :)
Jeśli interesują cię pamiętniczki to jeszcze inna opcja jest pod www.paradrom.com
>Pamietam, pamietam...szczegolnie jak dwoch kozakow pokazywalo jak
>wespol-wzespol latac na jednej paralotni. Bez uprzezy. :D
To są jakieś opowieści z zamierzchłych czasów... dziś świat wygląda inaczej, wraz ze śmiercią Kulki skończyli się wolni glajaciarze.
Na wszelki wypadek oświadczam, że nic podobnego nie miało miejsca. Taka jest wersja oficjalna i jej się będę trzymał.