Dnia Tue, 08 May 2012 15:59:04 +0200, Nixe napisał(a):
> W dniu 2012-05-08 15:51, Ikselka pisze:
>> Dnia Tue, 8 May 2012 15:48:22 +0200, Qrczak napisał(a):
>>
>>> Dnia dzisiejszego niebożę Nixe wylazło do ludzi i marudzi:
>>>> W dniu 2012-05-08 13:39, Bbjk pisze:
>>>>
>>>>> Jeśli już musiałoby być duże przyjęcie, to pozostaje restauracja, li i
>>>>> jedynie. Teraz są już miejsca, gdzie można zjeść dobre rzeczy i w miłych
>>>>> okolicznościach, wtedy odpada cały kłopot z przygotowaniem tych
>>>>> wszystkich dań, można siedzieć, ładnie wyglądać i pachnieć perfumami, a
>>>>> nie siekaną chwilę wcześniej cebulą ;)
>>>>
>>>> Pomijam już to, że gospodyni domu spędza wówczas czas z gośćmi, a nie przy
>>>> garach/lodówce/stole kuchennym przygotowując kolejne potrawy i tylko
>>>> częściowo uczestnicząc w rozmowach. Pół biedy, gdy kuchnia otwarta na
>>>> jadalnię, to można chociaż pokrzyczeć na odległość ;-)
>>>
>>> Trzeba jeszcze chcieć lubić uczestniczyć.
>>>
>>
>> Tak mnie zastanowiło - dlaczego nikt nie pisze o roli gospodarza domu w
>> "uczestniczeniu"? Czyżby ona w powszechnej praktyce ograniczała się do
>> uczestniczenia jedynie w spożywaniu?
>
> Gospodarz "zabawia" gości, a gospodyni biega od garów do stołu.
> Tak to z reguły wygląda. Czasem jest na odwrót,
U nas jeśli już, to na zmianę. Mam nawet zdjęcie z komunii, na którym MŚK,
uśmiechnięty od ucha do ucha, a jakże, sterczy przy zlewie, bo zmywarka
"nie wydalała" :-)
> co nie zmienia faktu, że
> zawsze któryś z gospodarzy jest w jakiś sposób poszkodowany, bo część
> czasu sterczy w kuchni. No chyba, że to akurat dla niego wybawienie, bo
> nie cierpi konwersacji ;-)
> Angażowania gości w przygotowanie uroczystego przyjęcia jakoś sobie nie
> wyobrażam. Nie lubię krzątania się obcych po kuchni.
Obcych? - ciocia, mama, bratowa... Pisałam "panie z rodziny".
> Pomijam już to, że
> gdzie kucharek sześć, to wiadomo co ;-)
Kucharek, a nie kelnerek 3333-)
Kucharka zawsze jedna - a jakże, no i kucharzy PRZED przyjęciem, a nie
podczas :-)