"Mroczny Taniec" - Tanith Lee, książka zupełnie fantastyczna, choć stricte
fantastycznych elementów jest tu raczej niewiele. Wyróżnia się bardzo
pozytywnie na tle całego tego "gównianego fantasy" różnej maści kanapowych
"pisarzy", których twórczość - przez jakąś pomyłkę chyba - ląduje na
pułkach księgarń, zamiast obok papieru toaletowego gdzie jest jej miejsce
- rzadka perła w stosie... chmm daruję już sobie.
Na Tanith Lee poznałem się dość dawno temu, za sprawą jej książki
(wygrzebanego w jakimś kącie miejskiej biblioteki) "Demon Ciemności", na
której to przeczytanie skusiłem się - i to pomimo tandetnej okładki
wydawnictwa ALFA w raczej złym guście. Jej twórczość oczarowała mnie
wtedy, ale potrzeba było kilku jeszcze lat żebym, kierowany chyba jakimś
sentymentem, znowu sięgną po tę autorkę i muszę powiedzieć nie zawiodłem
się.
Przeczytane kilka tygodni temu "Serce Bestii" jest rewelacyjne. T. Lee
jest niewątpliwą mistrzynią powieści grozy, "Mroczny Taniec" (jestem
świeżo po lekturze) potwierdza tylko jej kunszt.
Jak to jest możliwe że gatunek (fantasy) który ma w sobie tyle potencjału,
produkuje tyle niedorobionych powieści i niedorobionych autorów, a takie
perełki, wyjątki jak Tanith Lee giną pod zalewem tego metaforycznego błota?
Cóż, pozostaje mi się cieszyć że jednak odkryłem tę autorkę, zasiądzie w
moim prywatnym panteonie, obok np. Jacka Vance i jego cyklu Lyonesse,
Susanny Clarke z jej "Jonathanem Strangem i panem Norrellem", czy Michaela
Swanwicka i "Córki żelaznego smoka".
Może dzięki nim i im podobnym fantasy wygrzebie się w końcu z tego
grajdoła do którego wpędziły ja niewybredne klony Władcy Pierścieni...
--- Posted via news://
freenews.netfront.net/ - Complaints to
ne...@netfront.net ---