Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

dzielo do oceny

458 views
Skip to first unread message

Aiglon

unread,
Aug 13, 2004, 1:16:45 PM8/13/04
to
Witam
Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)

Aiglon

aig...@ac.pl
aig...@tenbit.pl
aig...@aure.evortal.pl
http://www.aiglon.prv.pl

Pierwszy rozdział z cyklu: Poranek Bohatera


Wstęp: Jak wam wtajemniczonym w fantasy wiadomo dzień bohatera zaczyna się o
poranku a kończy się wieczorem. Na tych prawch dział świat od samego
początku. Ale od początku było jeszcze coś, coś co niemożna było nazwać
miłym ani przydatnym ani dobrym w żaden miły sposub. Były to mianowicie siły
zła które miały odmienne zdanie i uważały że dobro to zło a zło to dobro.
Czas mijał a na świecie rodzili się i gineli bohaterowie. Rodzili się i
gineli też źli ludzie. Tak krążył czas a stara równowaga zaczeła się chwiać.
Chęć bogactwa zakłucała równowage. Wtedy rodziło się więcej złych ludzi ale
w tych samych czasach urodził się jeszcze ktoś: Miał na imie Brilthor. Mam
nadzieje że jego historia was wciągnie jak i zafascynuje więc jej
posłuchajcie.


Rozdział 1

Narodziny wielkiego bohatera.

Pewnego dnia żona rolnika o imieniu Jon urodziła syna. Syn dobrze się
rozwijał a nawet przez jakiś czas kształcił więc umiał wymuwiać wyraz nawet
z 5 sylabami co by sprawiło zwyczjanemu wojownikowi problemy. Rodzina ta
niebyła biedna. Gospodarowała wieloma hektarami ziemi, zatrudniała nawet
pomocników więc Brilthorowi żyło się dobrze. Kiedy brilthor miał 10 lat
wystrugał sobie ze sporego drąga drewniany miecz na kształt prawdziwego
dwuręcznego miecza. Chodził z nim po polach i męczył robotników bijąc ich
tym mieczem. Niebyło to miłe ale był to świetny sposub treningu. Kiedy miał
12 lat sam opanował kilka podstawowych ciosów dla walk mieczem oburęcznym.
Rodzice postanowili że będom go podszkalali. Kupili mu nawet razu pewnego
nauczyciela. Nauczyciel niestety nieokazał się świetnym nauczycielem i
niespełniał potrzeb Brilthora: Brilthor lubił wysiłek podczas treningu a
nauczyciel szybko się męczył. W wieku 15 lat Brilthor spacerował sobie po
ściesce. Zobaczył jak orki biją jakiegoś podrużnika a puźniej uciekajom.
Brilthor władający ogromnom siłom ciągnął go na jego płaszu przwie 300
metrów do swojej chaty. Rodzice będąc dobrymi ludźmi pomogli zagojć rany
bohaterowi. On spytał się pewnego razu Brilthora:
- Czy chciałbyś się szkolić w sztuce walki mieczem dwuręcznym.
- Tak!!
- To dobrze będę musiał się spytać twojch rodziców a ym czasem idź się baw.
- Dobrze.
Po jakimś czasie który Brilthorowi leciał jak długie godziny wyszedł z chaty
i powiedział
- Zgozili się
- Świetnie!!
Brilthor niechciał czekać ale przybysz go zabrał do miasta gdzie kupił mu
prawdziwy miecz z dziwnie jak na taki miecz bardzo ostrymi krawędziami. Miał
piękną czarnom zdobionom rączke. Musiał kosztować bardzo dużo. Czas płynoł
im bardzo szybko na nauce i kiedy brilthor skończył osiemnastke dostał od
ojca srebrny nuż troche dłuższy od sztyletu. Nauczyciel przyjechał dopiero
wieczorem. Podarował mu bardzo cennom dokładnie zrobionom zbroje łuskowom z
robionom z pięknych czerwonych usek. Brilthor nieumia powiedzieć
z jakiego byly minerau. Pewnego dnia kiedy Brilthor mial 20 lat na koniec
nuki poszli z nauczycielem na polowanie. Zlapali 2 dziki i zajaca. Kiedy
wrucili zastali zniszczonom uprawe. Brilthor pohowal rodzicow a nauczyciel
zniknol... Niewiedzial co poczasc dalej. Po zatsanowieniu zabral troche
miesa z upolowanych zwierzat i ruszyl w droge na ktorej czycha pelno
niebezpieczenstw.


I wczesniejsze dzielo tego autrora:

Brilthor właśnie przemierzał jaskinie mrocznych elfów gdy nagle kogoś
zobaczył. Wyciągnął miecz uchwycił mocniej magiczny pawęż który zdobył
zabijając najlepszego szermierza i tym samym zdobywając jego tytuł. Ale
poznał w nim maga. Nie lubił magii ale poznał przyjaciela i rzekł:
- Armidrze co tutaj robisz - I to mówią przypomniał sobie najlepsze chwile
jego dzieciństwa przed tym jak człowiek w jegomość w zbroj i
charakterystycznym hełmie zabił mu siostrę i rodziców a brata wziął do
niewoli zaprzysiągł na całe złoto wybrzeża że ich pomści. - myślałem że
siedzisz przy tych starych księgach.
- Przyszedłem ci pomóc - powiedział Armider - Przemyślałem to i się tu
teleportowałem.
- Ach Armidrze przyjacielu - Wykrzyknął zdziwiony Brilthor -
Nareszcie -powiedział już trochę zdławionym głosem że Armider ledwo
dosłyszał.
Wyruszyli dalej. Po jakimś czasie ujrzeli dwa mroczne elfy które na ich
widok wyciągnęły łuki, tchórzliwy mag schował się za szerokim pwężem
Brilthora. Brilthor też wyjął łuk bo elfy mające durzą celność trafiały w
pawęż który nie został nawet draśnięty gdyż był magiczny.
Brilthor szybko się z nimi rozprawił zabrał ich złoto i ozdoby poczym mag
się zawahał i powiedział:
- Boje się ich one są odporne na moje magiczne ataki - Brilthor pomyślał że
chciałby być odporny na magie ale przecież jest tylko człowiekiem który
przemierza tą krajne w poszukiwaniu złota i straconego brata. Po jakiś 500
metrach drogi w ogromnej jaskini mrocznych elfów zobaczyli trolla wysokiego
na prawie cztery metry trzymającego ogromną maczugę mag zaczął miotać swymi
czarami bronienie się przed nimi najprawdopodobniej magiczną maczugą
zmęczyło trolla i maga. Brilthor wyciągnął jenom z wielu swych magicznych
strzał która przebiła trolla na wylot Brilthor jakby nigdy nic poszedł dalej
a mag się trochę spietrał
- Może lepiej nie idźmy dalej jak na mnie to na dzisiaj
wystarczy -powiedział to trochę smutno widząc uśmiech na twarzy Brilthora
który odpowiedział na to
- ty zostań a ja idę dalej. - Mag spojrzał na trolla któremu wypływał z nosa
jakiś glut. Powiedział trochę niepewnie:
- Idziemy dalej i pobiegł za znikającym w ciemni Brilthorem. Zobaczyli drugi
koniec jaskini. Właśnie wschodził leniwie wschód słońca. Brilthor
powiedział:
- O wschodzie słońca zaczyna się dzień bohatera - powiedział uszczęśliwiony
Brilthor a mag który już prawie zasnął na stojąco omal co nie zemdlał i
powiedział pokornie
- Gdzie jedziemy
- Do miasta
- A może jed ...
- Nie !
- Szkoda - Powiedział sam do siebie potem dotarli do miast o zachodzie
słońca ale Brilthor który nie spał już koło 24 godzin ucieszył się
- O zachodzie słońca kończy się dzień bohatera.
- Nareszcie - powiedział mag
- Choć wynajmiemy najlepszy pokuj - powiedział znużonym głosem Brilthor
- O tak - potwierdził jeszcze raz już śpiący mag.
O wschodzie słońca obudziły ich dziwne hałasy. Brilthor wyją łuk i
strzelił w najciemniejszy zakamarek pokoju na ziemie upadł człowiek w
kapturze którego mag tam wcześniej nie załówarzył.
- Złodziej cienia - wytłumaczył Brilthor wszędzie się kręcą bez opamiętania.
Po czym podszedł do ofiary i zabrał jej cenny magiczny sztylet który
dostawali jedynie złodzieje cienia którzy pomyślnie przeszli szkolenie a to
się bardzo żadko zdarzało.
- Chodź - powiedział Brilthor i dodał - wschód - Mag nie był zbył zadowolony
tym stwierdzeniem mimo to że był wyspany
- Już idę - odrzekł i pomyślał że równie dobrze może nie iść. Gdy szli
powoli zobaczyli grupę ogrów i ogrów bersekerów które się na nich rzuciły
dla złota i żelaza. Mag użył swe najsilniejsze znane czary atakujące które
zabijały ogry bez problemu. A Brilthor zachwycony że nareszcie ma co robić i
w dodatku te ogry mają złoto, wyciągną miecz i ciał po kilka naraz gdy nagle
zobaczył największego trolla jakiego widział miał koło 7 metrów. Dokończył
ogry i wyciągną łuk. Strzelał w trolla najbardziej umagicznionymi strzałami
nagle troll upadł przygniatając nogę Brilthora.
- No nie jak teraz pozbieram złoto zabitych ogrów skoro mam przygniecioną
nogę przez byle trolla - a potem pomyślał - Może nie takiego byle?
Wykaraskał się ale noga nadal bardzo bolała była na szczęście tylko złamana.
Mag pomógł mu usztywni nogę i ruszyli najpierw pozbiera złoto a potem do
zaprzyjaźnionego kapłana.
Gdy już do niego dotarli zobaczyli go i Brilthor powiedział
- Witaj Luiksie co u ciebie - I uśmiechnął się do niego swoimi białymi
zębami o które bardzo dbał bo czasami śniło mu się że niema zębów i nie może
jeść a po jakimś czasie umiera z głodu.
- Witaj drogi Brilthorze - powiedział uszczęśliwiony kapłan że wreszcie
potrzebuje jego pomocy gdyż Brilthor rzadko był ranny o mało któremu
wojownikowi się zdarzało.
- Przyszedłem z nogą upadł na nią troll - Powiedział Brilthor
- Musiał być ogromny - odparł Luiks
- O tak miał chyba siedem metrów na szczęście nie miał maczugo bo by mi
pewnie złamał kilka żeber - Powiedział Brilthor z dumą.
Brilthor spędził noc u kapłana miał dziwny sen przemierzał tereny koło
kopalni z Armidem, Luiksem i z 2 innymi ludźmi gdy zobaczył tego jegomościa
w zbrij który mu odebrał i zabił rodziców i siostrę a brata wzioł do
niewoli. Trzymał jego brata nad przepaścią za nogę i puścił a Brilthor z
resztą drużyny się na niego rzucili wszyscy zginęli na polu bitwy został
tylko Brilthor gdy Zobaczył że tonie w rzece krwi a jego brat leciał na
feniksie i wyłowił go z krwi.
Obudził się poranek był przyjazny a kapłan właśnie rzucił na jego nogę
czar poczym wyzdrowiała.
Brilthor postanowił że już wyruszają ale z luiksem. Wiedział że w jego śnie
był z nimi krasnolud i elf postanowił że wyruszą do kopalni krasnoludów.


Kiedy Brilthor wyruszył z Lujksem i zaprzyjaźnionym magiem do kopalni
Krasnoludów gdzie Brilthor spodziewał się następnego towarzysza broni zza
krzaków wyskoczyli niezbyt inteligentni bandyci i największy rzekł.
- Złoto albo szycie
- My nie umiemy szyć - Powiedział trochę rozbawiony Brilthor
- Ty szobie nie szartować bo cię szabić -Powiedział rozwścieczony i zarazem
przy głupawy bandyta
- Jak chszesz - drwił z niego Brilthor
Bandyta się na niego rzucił a po chwili jego głowa potoczyła się po ziemi
dwaj pozostali bandyci spojrzeli na zadowolonego Brilthora i skoczyli w
pobliskie krzaki.
Szli razem gdy Brilthor powiedział
- To tereny żywiołaków ziemi są podatne na magie teraz magu będziesz nam
bardzo potrzebny szykuj swe najsilniejsze czary będą nam potrzebne - Mag
odrzekł z widoczną przyjemnością.
- Teraz moja kolej - I podwinął triumfalnie rękawy od swej szaty kapłan też
się przygotował bo miał też kilka czarów bojowych które mogą się przydać. Po
kilku minutach drogi zobaczyli kilka żywiołaków ziemi pluskających się w
bagnie. Mag rzucił swój najlepszy czar a żywiołaki rozbryzgały się. Kapłan,
lubiący nadzwyczaj jeden czar specjalny na żywiołaki, kiedy go rzucił ponad
połowa żywiołaków upadła bez życia. Mag urażony tym że nie gra największej
roli zaczął miotać czarami na żywiołaki. Za chwile żaden żywiołak nie stał,
wszystkie już tylko leżały lub były w różnych miejscach na raz.
- Dobra robota idziemy dalej - Był już zachód a wszyscy oprócz Brilthora
przystosowanego do spartańskich warunków, chcieli się zatrzymać Brilthor po
jakimś czasie uległ prawu większości.
Wszystkich zbudził ostry głos Brilthora wszyscy wstawać po tej komendzie
kapłan wstał i się zdziwił a mag powiedział
- Mamusiu jeszcze za wcześnie
- Harpie - I po tej komendzie mag wstał na równe nogi choć jeszcze trochę
trzęsące się leniwie po śnie. Słyszał już o harpiach i wiedział że to
skrzyżowanie ogromnego jastrzębia i kobiety. Brilthor wyciągną łuk i zabijał
po jednej było ich bardzo dużo mag strącał po kilka swoimi czarami a kapłan
zamrażał wezwanymi od swego boga kulkami były one trochę większe od
przeciętnej śnieżki. Większość wylądowało wokoło Brilthora i próbowały go
drapać szponami ale Brilthor chronił się swym magicznym pawężem i tonąc je
mieczem bez większego problemu. Po jakimś czasie wszystkie harpie leżały
sobie martwe na ziemi.
- Co robisz magu - Zapytał ciekawy Brilthor
- Ucinam im szpony - Nabrał powietrza i uciął jedną z trudem po czym dodał -
To ważny składnik mikstury wzmocnienia, bez niego napar nadaje się tylko
jako płyn na przeczyszczenie. Brilthor się uśmiechną i rzekł
- Musiałeś go często używać - Kapłan się zaśmiał i szepnął do nikogo
- Taaaaaa
- Śmiejcie się śmiejcie ale to potężny eliksir - Odrzekł dumnie mag
- No to nam to udowodni - Powiedział już rozbawiony Brilthor. Mag wypił
łyczek mazi i ząb mu wypadł po czym zaczął bardzo powoli gnić aż nareście
została z niego kupka próchnicy
- Wysokiej klasy produkt - Drwił Brilthor
- O tak - Potakiwał kapłan. Ale ich śmiechy przerwał już 3 razy większy mag
potem doszedł do drzewa i bez większego problemu je wyrwał po czym
powiedział
- Ząb mi wypadł bo zapomniałem dodać oko morświna ale i tak zadziałał - Po
czym glupnoł sobie znowu i było jak na początku.
- Imponujące - Przyznał kapłan a ile tam tego
- Biorąc pod uwagę ilość składników proporcjonalnie do wody...
- ILE - Przerwał ostro Brilthor
- 2 porcje
- I wypiłeś coś tak cennego na pokaz ?! - Dodał zirytowany kapłan
- Bo mi nie chcieliście wierzyć - Stanowczo odbierał słowa krytyki
- Trudno chodźmy dalej - Rozładował sytyłację Brilthor.
Dotarli do ciemnego lasu szli krętymi ścieszkami. Brilthor zobaczył coś
za krzakiem i pomyślał
- To nie mógł być golem kamienny one nie żyją w lasach. Ale po chwile cała 3
wiedziała że jednak żyją. Było ich całkiem sporo i co najgorsze golemy są
odporne na magie a miecze łamały się na nim za każdym uderzeniem. Były one
kruche ale odporność na metal i czary sprawiała je bardzo silnymi. Kapłan
wyją swój drewniany kij po czym wziął miksturę maga i wypił łyczek
niestety wypadł mu siekacz. Potem uderzył golema w miejsce złażenia głowy z
resztą ciała kij się złamał a głowa golema potoczyła się bezradnie po ziemi
potem z resztą rozprawił się bez problemu. Miał tylko spory ślad po pięści
jednego z ostatnich które zniszczył. Rzucił czar a po chwili wszystko było
normalnie.
Po wyjściu z lasu było widać już góry w których krasnoludy kopały kryształ
mocniejszy od stali.
- Ruszmy się oto nasz cel - Powiedział na zachętę Brilthor
- Jedziemy dalej - Rzekł kapłan do maga który nie był tym stwierdzeniem
zachwycony
Po jakimś czasie zobaczyli wlot przy którym stał krasnolud, Brilthor od
razu zobaczył krasnoluda ze swych snów co wzmogło jego siłę woli by uwolnić
brata i rzekł
- Krasnoludzie
- Czego tam - odrzekł krasnolud
- Jak masz na imię - powiedział ciekawy tego Brilthor
- Taimertan bo co przybyszu
- Przyłącz się do nas - Rzek Brilthor
- Dlaczego mam to uczynić mi tu się nieźle wiedzie - Powiedział Tajmertan -
Ale słyszałem że poszukiwacze przygód zbierają kupę kasy.
- I to ile - Powiedział kapłan który wyczuł w nim żądze pieniędzy.
- Kiedy ruszamy?


--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.rec.fantastyka.sf-f

Marcin E. Hamerla

unread,
Aug 13, 2004, 1:26:43 PM8/13/04
to
Aiglon napisal(a):

>Pierwszy rozdział z cyklu: Poranek Bohatera

Nie podoba mi sie - nie bylo nic o struganiu Pinokia.

--
Pozdrowienia, Marcin E. Hamerla

"Płoń, płoń, płoń parlamencie, spali Cię ogień na historii zakręcie."

Igor Wawrzyniak

unread,
Aug 13, 2004, 1:30:37 PM8/13/04
to
Tako rzecze Aiglon:

> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>

Kolega powinien się zaopatrzyć w program do sprawdzania pisowni.
Chciałem to przeczytać. Ale od razu uderzyło mnie po oczach słowo
"sposub".

--
Igor Wawrzyniak
Przeczytane: Octavia E. Butler "Przypowieść o siewcy"
Philip Jose Farmer "Najwspanialszy parostatek"

KJC

unread,
Aug 13, 2004, 1:46:04 PM8/13/04
to
Fri, 13 Aug 2004 19:30:37 +0200, na pl.rec.fantastyka.sf-f, Igor Wawrzyniak
napisał(a):

> Tako rzecze Aiglon:
>> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
>
> Kolega powinien się zaopatrzyć w program do sprawdzania pisowni.
> Chciałem to przeczytać. Ale od razu uderzyło mnie po oczach słowo
> "sposub".

Eeee... Wcześniej jeszcze uderza: "[...] coś co niemożna było nazwać
miłym [...]" ;-)

KJC

Adam Moczulski

unread,
Aug 13, 2004, 2:21:57 PM8/13/04
to
Użytkownik Igor Wawrzyniak napisał:

> Tako rzecze Aiglon:
>
>>Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
>
>
> Kolega powinien się zaopatrzyć w program do sprawdzania pisowni.
> Chciałem to przeczytać. Ale od razu uderzyło mnie po oczach słowo
> "sposub".
>
Czepiasz się, przecie to rzeczywistość alternatywna.

--
Pozdrawiam
Adam

Maciej Bojko

unread,
Aug 13, 2004, 4:18:26 PM8/13/04
to
On 13 Aug 2004 19:16:45 +0200, aig...@tenbit.pl (Aiglon) wrote:

>Witam
>Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
>Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)

Powiedz koledze, żeby nigdy więcej tego nie robił.

--
Maciej Bójko
maciej...@students.mimuw.edu.pl

Ignatz

unread,
Aug 13, 2004, 4:48:46 PM8/13/04
to
Ała, moje oczy!

mariposa doux

unread,
Aug 13, 2004, 5:52:26 PM8/13/04
to

Aiglon wrote:
>
> Witam
> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
> Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)

Proponuje nominacje do anty-debiutow grupy sf-f
w kategori
za ortografie i interpunkcje


Michał Szklarski

unread,
Aug 14, 2004, 3:33:08 AM8/14/04
to
Użytkownik Aiglon napisał:

> Witam
> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
> Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)

A żebyś wiedziała, że radości... Ostatnio miałem taki odlot przy nowej
ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym :) Przekaż koledze, żeby
natychmiast przestał pisać, bo nie umie napisać trzech słów pod rząd bez
kilku błędów. O fabule nawet nie wspominam.

Mimo wszystko dla celów sportowych warto się przez to przedrzeć. Dla
tych jednak, którzy odpadli po pierwszych zdaniach, wybór cytatów:

> Ale od początku było jeszcze coś, coś co niemożna było nazwać
> miłym ani przydatnym ani dobrym w żaden miły sposub.

> W wieku 15 lat Brilthor spacerował sobie po


> ściesce. Zobaczył jak orki biją jakiegoś podrużnika a puźniej uciekajom.

> Brilthor niechciał czekać ale przybysz go zabrał do miasta gdzie kupił mu


> prawdziwy miecz z dziwnie jak na taki miecz bardzo ostrymi krawędziami.

> Podarował mu bardzo cennom dokładnie zrobionom zbroje łuskowom z


> robionom z pięknych czerwonych usek. Brilthor nieumia powiedzieć
> z jakiego byly minerau.

> - Armidrze co tutaj robisz - I to mówią przypomniał sobie najlepsze chwile


> jego dzieciństwa przed tym jak człowiek w jegomość w zbroj i
> charakterystycznym hełmie zabił mu siostrę i rodziców a brata wziął do
> niewoli zaprzysiągł na całe złoto wybrzeża że ich pomści.

> Brilthor wyciągnął jenom z wielu swych magicznych


> strzał która przebiła trolla na wylot Brilthor jakby nigdy nic poszedł dalej
> a mag się trochę spietrał

> O wschodzie słońca obudziły ich dziwne hałasy. Brilthor wyją łuk i


> strzelił w najciemniejszy zakamarek pokoju na ziemie upadł człowiek w
> kapturze którego mag tam wcześniej nie załówarzył.

> Mag rzucił swój najlepszy czar a żywiołaki rozbryzgały się. Kapłan,


> lubiący nadzwyczaj jeden czar specjalny na żywiołaki, kiedy go rzucił ponad
> połowa żywiołaków upadła bez życia.

> - Harpie - I po tej komendzie mag wstał na równe nogi choć jeszcze trochę


> trzęsące się leniwie po śnie.

> Kapłan wyją swój drewniany kij po czym wziął miksturę maga i wypił łyczek


> niestety wypadł mu siekacz. Potem uderzył golema w miejsce złażenia głowy z
> resztą ciała kij się złamał a głowa golema potoczyła się bezradnie po ziemi
> potem z resztą rozprawił się bez problemu.


--
_/~\_ _/~\_
@ @ Michał Szklarski o-o
^ mi...@wp.pl ^
\-/ GG: 3920409 \~/

Godai

unread,
Aug 14, 2004, 7:06:40 AM8/14/04
to
O rany!

Szkoda, że nie zdecydowałem się na całość.

Chyba przepona mi się naderwała ze śmiechu.

Pozdrawiam,

Godai
--
Quis fallus aquam turbat?
http://alt.pl.opowiadania.erotyczne.org - FAQ i inne informacje grupy
dyskusyjnej
http://www.opowiadania.org/ - archiwum opowiadań


input

unread,
Aug 14, 2004, 7:01:09 AM8/14/04
to
Aiglon wrote:
> Witam
> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
> Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)
>

Przekaż koledze, że jest mi dłużny ściereczkę do czyszczenia monitora i
puszkę dobrego piwa (nie podam nazwy, żeby nie zostać posądzonym o jakąś
kryptoreklamę).


pozdr.
--
input

Dorota Guttfeld

unread,
Aug 14, 2004, 7:10:46 AM8/14/04
to
Hmm, trochę więcej erotyki, mózgów i podniosłych, epickich fraz, a byłby
to kandydat na polskie "Eye of Argon".

dorota guttfeld

Paweł Laudański

unread,
Aug 15, 2004, 5:12:36 PM8/15/04
to
Witaj Michał,

W Twoim liście datowanym 14 sierpnia 2004 (09:33:08) można przeczytać:

MS> Użytkownik Aiglon napisał:

>> Witam
>> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
>> Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)

MS> A żebyś wiedziała, że radości... Ostatnio miałem taki odlot przy nowej
MS> ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym :)

Cholera, ja to dzielo muszę stosować w praktyce... :(


--
Pozdrowienia,
Paweł Laudański

Michał Szklarski

unread,
Aug 15, 2004, 6:45:48 PM8/15/04
to
Użytkownik Paweł Laudański napisał:

> MS> A żebyś wiedziała, że radości... Ostatnio miałem taki odlot przy nowej
> MS> ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym :)
>
> Cholera, ja to dzielo muszę stosować w praktyce... :(

Współczuję. To szczytowe osiągnięcie ustawodawcze w kategorii "niech nam
profesjonaliści dadzą projekt, to go tak przerobimy, że na widok gotowej
ustawy uciekną z krzykiem". Rzecz przegadana, rozwlekła, napisana bez
znajomości języka prawnego, z monstrualnie rozdętymi,
dwudziestostopniowymi procedurami. Na szczęście po egzaminie mogłem
szybko zapomnieć.

Patryk P. Nowak

unread,
Aug 16, 2004, 7:15:05 AM8/16/04
to
Michał Szklarski wrote:

> Użytkownik Aiglon napisał:
>
>> Witam
>> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego
>> <g>
>> Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)
>
>
> A żebyś wiedziała, że radości... Ostatnio miałem taki odlot przy nowej
> ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym :) Przekaż koledze, żeby
> natychmiast przestał pisać, bo nie umie napisać trzech słów pod rząd bez
> kilku błędów. O fabule nawet nie wspominam.
>
> Mimo wszystko dla celów sportowych warto się przez to przedrzeć. Dla
> tych jednak, którzy odpadli po pierwszych zdaniach, wybór cytatów:
>

[ciach potwornosci rozne]

Twardy jestes. Bardzo twardy.

Pozdrawiam -

P.
--
------------------------------------------------------------------------
Patryk P. Nowak
"...You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one..."
e-mail: patr...@wp.pl http://www.ue.eti.pg.gda.pl/~patrykp/
Poglady wyglaszane przez autora nie zawsze sa zgodne z pogladami autora.
------------------------------------------------------------------------

Michał Szklarski

unread,
Aug 16, 2004, 2:49:27 PM8/16/04
to
Użytkownik Patryk P. Nowak napisał:

>> Mimo wszystko dla celów sportowych warto się przez to przedrzeć. Dla
>> tych jednak, którzy odpadli po pierwszych zdaniach, wybór cytatów:
>>
> [ciach potwornosci rozne]
>
> Twardy jestes. Bardzo twardy.

Jakbyś wkuwał kilogramy ustaw z prawa ubezpieczeń społecznych, to też
byś miał chęć odreagować :)

Jakub Osiejewski

unread,
Aug 17, 2004, 5:29:17 AM8/17/04
to
Dorota Guttfeld wrote:
> Hmm, trochę więcej erotyki, mózgów i podniosłych, epickich fraz, a
> byłby to kandydat na polskie "Eye of Argon".

Muzguf?
:P
> dorota guttfeld

Jakub

PiotrD

unread,
Aug 17, 2004, 3:59:05 PM8/17/04
to
Aiglon wrote:

> Witam
> Nasz kolega z forim prosil o ocene swego wielkiego dziela literackiego <g>
> Wobec czego rpzesylam ku radosci lektury :)
>
> Aiglon
>
> aig...@ac.pl
> aig...@tenbit.pl
> aig...@aure.evortal.pl
> http://www.aiglon.prv.pl
>

Swietne :) Szczególnie jak kapłanowi wypadają siekacze :)
Jest tego więcej ??

Leszek Karlik

unread,
Aug 18, 2004, 8:41:20 PM8/18/04
to
On Sat, 14 Aug 2004 13:10:46 +0200, Dorota Guttfeld
<dor...@torun.mm.wykasuj.pl> disseminated foul capitalist propaganda:

> Hmm, trochę więcej erotyki, mózgów i podniosłych, epickich fraz, a byłby
> to kandydat na polskie "Eye of Argon".

E, nie. Przeczytałem to, i w porównaniu do Eye of Argon to cienki
bolek jest.

Przede wszystkim to jest pisane prymitywnym językiem. A język Eye of
Argon to czysta poezja. (Dla bardzo specyficznych wartości słowa
"poezja", tym niemniej... ;->>)

Może jak mi się trafią odpowiednie zajęcia na studiach to spróbuję
przełożyć kawałek "Eye of Argon" na polski, aczkolwiek wydaje mi się,
że stoję na z góry straconej pozycji... :->

> dorota guttfeld
Leslie
--
Sol-Earthsa Leszek Leslie Karlik dam Posen; leslie @ ideefixe . pl
Drone, Offensive; Special Circumstances, Contact Section.
GH/L/S/O d- s+:- a26 C++ UL+ P L++ E W-() N+++* K w(---) M- PS+(+++) PE
Y+ PGP++ !t---(++) 5++ X- R+++*>$ !tv b++++ DI+ D--- G-- e>+ h- r% y+*

Dorota Guttfeld

unread,
Aug 23, 2004, 2:51:31 PM8/23/04
to
Zaprawdę powiada Leszek Karlik:

>>Hmm, trochę więcej erotyki, mózgów i podniosłych, epickich fraz, a
>>byłby to kandydat na polskie "Eye of Argon"
>

> E, nie. Przeczytałem to, i w porównaniu do Eye of Argon to cienki
> bolek jest.
>
> Przede wszystkim to jest pisane prymitywnym językiem. A język Eye of
> Argon to czysta poezja. (Dla bardzo specyficznych wartości słowa
> "poezja", tym niemniej... ;->>)

...tym niemniej zgadzam się, że ma pewną urokliwą melodię, niczym the
shrill piping of a demented banshee, które to makes the crimson life
fluid of your veins smolder not unlike bubbling, molten lava, i wrzyna
się w mózg in a sweeping arc of flashing death and maiming destruction,
póki nie zwinie się on z bólu in a tightly rung elliptical circle :)
Stąd zażalenie o brak epickich fraz u polskiego kandydata.

> Może jak mi się trafią odpowiednie zajęcia na studiach to spróbuję
> przełożyć kawałek "Eye of Argon" na polski, aczkolwiek wydaje mi się,
> że stoję na z góry straconej pozycji... :->

Ba, ja już chyba nawet próbowałam - ten kawałek, kiedy Ona kopie Tego
Kapłana w czuły punkt, i on się zwija w agonii przez następne dwie
strony. Ciężki orzech, zaiste.

[A propos sadomasochistycznych ćwiczeń translatorskich, ubawiłam się do
łez i bólu przepony tłumacząc ze studentami na angielski fragmenty
"Trędowatej" - polecam!]

dorota guttfeld

0 new messages