Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Tajemnica Twierdzy Szyfrów - odcinek drugi [i długi]

94 views
Skip to first unread message

AJK

unread,
Sep 20, 2007, 8:57:44 AM9/20/07
to
Sprawa odcinków wyjaśniona, numeracja się zgadza, wiemy gdzie jesteśmy.
Ponieważ jutro TVP pokazuje odcinek 3. – trzeba nadgonić streszczenia,
żeby być w miarę na bieżąco. Dziś odcinek drugi (zeszłopiątkowy), a od
przyszłego tygodnia już w normalnym rytmie - raz na tydzień.

Telewizja Polska multimedialnie, Wołoszański sp z. o.o. zapewne
nieustannie proudly, a ja nieustająco z podziwem

prezent...ują

"Tajemnica twierdzy szyfrów" – odcinek drugi,


Początek odcinka drugiego udowadnia, że wcale nie mamy do czynienia z
porządnym serialem, lecz jakąś stadionową podróbą. Nie ma Prywiosli.
Wszystkie porządne seriale mają Prywiosli. "Lost" na przykład. Och, byle
serial o panu doktorze Tumniebolikochamcię ma Prywiosli. Prywiosli może
ewentualnie nie mieć serial nieciągutkowy, gdzie każdy odcinek jest
sobie sterem, żeglarzem i słupkiem oglądalności. "CSI" choćby, ale i tu,
kiedy jakieś dwa odcinki połączone są w całość (np. trumną w końcówce
piątej serii), to Prywiosli jest. W Twierdzy Siedmiu Szyfrów i
Siedemnastu Smutków nie ma prywiosli. Wstyd. I spore utrudnienie, bo od
poprzedniego odcinka minął tydzień, więc skąd ci biedni ludzie mają
wiedzieć, co to, kurwa, jest Zbuczyn? Pardąsik, Tzschocha.

Drugi odcinek zaczyna się postmodernistycznie: dawno-dawno, sześć lat
przed Realiami i daleko-daleko, za siedmioma lasami. Tam daleko za mgłą
jest granica, na granicy jest strażnica, i są strażnicy. Granica jest
rusko-niemiecka, strażnicy też są rusko-niemieccy. Rusków od Niemców
odróżniamy po zajebistej czerwonej gwieździe na spiczastej czapce i po
tym, że stoją po lewej stronie granicy, a Niemców po hełmach i po prawej
stronie. Jedni i drudzy mają durne wyrazy twarzy i nie słyszą, że
reżyser woła: "Setny raz mówię: nie gapić mi się, kurwa, w kamerę!!"

Są też oficerowie. Ruski oficer nie umie salutować, nie umie maszerować,
ale za to uroczo się szczerzy prezentując wieczne pióro. Które – wszyscy
to wiemy – ma dedykację "Potockiemu – Zamoyski". Niemiecki oficer jest
ubrany na czarno i mamy podejrzenia, że będzie ważny dla serialu.
Dlaczego mamy podejrzenia? Kto powie? Boooo... jeeeeest... co?...
jest... fczoooo... fczooo... Fczołówce jest. I to cztery razy, z czego
raz bokiem.

Ruski oficer przekazuje niemieckiemu grupkę więźniów. Na pierwszy rzut
oka widać, że najważniejszym więźniem jest ten ubrany na granatowo. Bo
jako jedyny jest ubrany na granatowo, a w dodatku łypie znacząco i znamy
go z innych seriali. Pozostali więźniowie są nieważni, a przy bliższym
oglądzie można zacząć się zastanawiać, jak okropnie słabe były Związek
Sowiecki i III Rzesza, skoro w specjalnym konwoju przekazywały sobie
takich wrogów, jacy siedzą na pace ciężarówki. No, z całym szacunkiem
dla statystów - dzieci z czworaków do nagonki wyglądały groźniej. Nawet
ogolone.
Na granicę podjeżdża Szpiek Małaszyński w cywilu. W płaszczu i
garniturku wygląda gorzej niż w mundurze, ale w kapeluszu dużo lepiej
niż w wojskowej czapce. Szpiek przedstawia się jako Jörg York z Tölökö,
demonstruje jedynie słusznie obrzydzenie wobec okupantów i komunikuje
niemieckiemu oficerowi, że zabiera mu więźnia. Niemiecki oficer cedzi i
robi wbrew, wobec czego zostaje potraktowany prądem ukrytym w kartce
papieru z podpisem Heydricha. Szpiek oczywiście więźnia zabiera,
oczywiście jest to łypiący więzień ubrany na granatowo i oczywiście
niemiecki Ferfluchter znienawidzi Szpieka za to bezapelacyjnie... do
samego końca. Jednego, drugiego lub serialu.

Uważni widzowie być może zwrócą uwagę, że granatowy (o nazwisku
Panczerny) przed wsadzeniem do samochodu Szpieka zostaje skuty. Rączki
skuwają mu za plecami. Uważni widzowie zwrócą, inni nie zwrócą i na to
liczą reżyser ze scenarzystą. Ferfluchter miota błyskawice z ócz, Ruscy
i Niemcy znowu gapią się w kamerę, ale z widoczną obawą, wywołaną
krzykami reżysera, zaś widz dostaje dwie minuty chodzenia, zsiadania,
wsiadania, siadania, manewrów samochodowych itp. A potem oczywiście
jadą, a kiedy już dojadą, to wysiadają, stoją, chodzą itp. Kolejne
minuty filmy w plecy, ale my jesteśmy zatrudnieni jako konsultanci na 10
procent ogólnej sumy kosztów.

Po odjechaniu, jechaniu i dojechaniu w teren grząski Szpiek każe rozkuć
granatowego Panczernego i daje mu plecaczek z konserwami. "Ofermo, idź
do klasztoru". A dokładniej do Paryża. Panczerny wierzyć nie chce, bo
gdzie Polesie, a gdzie plac Pigalle, a Małaszyński ostrzega, aby
Panczerny uważał, bo mogą go złapać Rosjanie. I tu już Panczerny
podejrzewa, że ma do czynienia z kimś deczko niestabilnym – przecież
Rosjanie przekazali go Niemcom na granicy, a potem Małaszyński wywiózł
go na zachód. Więc jaki tartak, do cholery i jacy Rosjanie w środku
zdobytego Lebensraumu? Szpiek wykonuje jednoręcznego lansa z parabelką i
mówi granatowemu Panczernemu, że w Paryżu ma zgłosić się do tajemniczego
Aweniu oraz jakiejś Emilli, lat 25. Panczerny deklaruje serdecznego wała
i spieprza w krzaki. Szpiek natomiast robi kolejnego jednoręcznego
lansa, tym razem ze szmajserem i strzela... ale w stronę przeciwpołożną.
I to jest bardzo sprytne. Szpiek wytłumaczył szoferowi, więc mogliśmy
się zorientować, jak bardzo. Otóż Szpiek ma zamiar zeznać przed komisją
śledczą, że więzień z rękami skutymi za plecami (skucie wszyscy
widzieli, a Ferfluchter w szczególności) wyskoczył mu z jadącego
samochodu, a on, zatrzymawszy wóz (na co wskazują ślady), nie trafił,
strzelając do tego czegoś, co zostało po skoku. Ulisses, normalnie...
Tak bardziej Joyce'a, ale Ulisses.

W tym momencie autorzy przenoszą nas znowu o 6 lat - w Realia. Jest
marzec '45, jest zamek Tzschocha, jest Frycz Frycz i Fryc Szyc, który
robi sobie fryzurkę w falkę i chodzi w stylu "Ja-Pierniczę-Ale-Mam-
-Odciski-I-Czyraka-W-Kroku". W dodatku w mundurze wygląda jak listonosz
Józef i chyba nie ma koszuli. Ale jest demonstracyjnie sprytny i
zaślinionym paluchem demaskuje leniwego scenarzystę, któremu w ramach
Dbania o Realia popierdzieliły się Sicherheitsdienst (tak się
przedstawiał Ferfluchter) i Gestapo (jak zapisano przydział Ferfluchtera
w aktach Jörga Yorka z Teleke). Fryc Szyc robi Frycowi Fryczowi
streszczenie początku odcinka i wtedy wkracza zbieg. Zbieg okoliczności.
Otóż okazuje się, że Ferfluchter pracuje za miedzą, w Książu i w dodatku
opowiadał kiedyś Frycowi Fryczowi podobne story o uciekniętym
podstępnie, dawno i daleko więźniu. A Fryc Frycz ma kiepełe i szybko
kojarzy, że ten zbieg ze zbiegiem może pasować do Małaszyńskiego, a
jeśli teraz zrobi odpowiednio mądrą minę, to może widz nie zorientuje
się, że ów zamęt jest szyty grubymi nićmi i da sobie wmówić, iż to
przypadek. "Nie ma przypadków, są tylko dupy-nie-scenarzyści" – to chyba
sugeruje porozumiewawczy uśmieszek Fryca Szyca. Choć istnieje teoria, że
ten uśmieszek miał mówić: "Nie celuj we mnie... Jestem oficerem". Fryc
Frycz decyduje, że bez wódki nie razbieriosz, zeznania trzeba uzgodnić,
bo na Wołoszańskiego liczyć nie można i wybiera się do Ferfluchtera na
ochlaj. Fryc Szyc ma zrobić przełożonemu koszyczek Czerwonego Ogórka z
kapturkiem... tfu! Koszyczek Czerwonego Kapturka. Z ogórkami. Oraz z
kwasem. Oraz z alkoholem. Ciekawa kolejność, swoją drogą...

Aha! Jest strzelba. Fryc Frycz ma giwerę z lunetką. To jest polski
serial, więc pewnie nie wystrzeli, ale ponieważ może scenarzysta czytał
Czechowa - na wszelki wypadek ostrzegam.

W tym czasie Szpiek York spaceruje medytacyjnie po lesie. Jest w
wojskowym płaszczu i przypomina kiełbaskę leszczyńską z daszkiem.
Wygląda tak oblechowato, że przekłusowujący obok koń dostaje palpitacji
i ze śmiechu prawie przewraca się na grzbiet. Siedząca na grzbiecie
konia księżniczka Anna spada (znów), a Szpiek się przedstawia. Szpiek
przedstawia się wszystkim – to element kamuflażu. Taka stara sztuczka
wywiadowcza z czasów bojów Stirlitza z Bormannem i sową (sprawdzić, czy
nie kapitan). Okazjonalnie, jak wszyscy wiedzą, można użyć sztuczki z
przedstawianiem się, żeby wyrwać lachona ("Cześć, jestem Bożo. Bożo
wporzo"). Możliwe też, że przedstawiając się Szpiek chciał po prostu
uspokoić księżniczkę Annę, iż pozory mylą, wcale nie jest biegającą
pasztetową, tylko oficerem. A, nie... oficerem jest przecież Fryc Szyc i
dlatego nie można w niego celować... Po wykonaniu ąsząte Małaszyński
zagaja o muzie Rudiego Schuberta i jakimś Hadurze, a księżniczka
wyjaśnia, że nie Hadurze tylko "Be duże. Gdzież dwa brzuszki? Jeden w
dole, drugi w górze"... Taa, już my dobrze wiemy, co jej po głowie
chodzi. Brzuszki-świntuszki, arystokracja chutliwa jak wiedźmaki... A
potem idą. Ponieważ to dopiero drugi odcinek, a zarobić na dłużyznach
chce cała ekipa – każde idzie w swoją stronę. Jak te brzuszki: Szpiek w
górze, księżniczka w dole... Co w sumie jest logiczne, aluzyjnie rokuje
na przyszłość i może nawet będą w tym serialu cycki.

Koszyczek Kapturka dla Fryca Frycza zbrzydził mnie mocno. Na ciężką
alkoholowo noc w towarzystwie Ferfluchtera, Fryc Szyc przygotowuje dla
przełożonego słoik wypełniony w 3/4 mętną cieczą, w której pływają dwa
duże bobki oraz butelkę z krachlą, ale bez etykiety (i bez akcyzy).
Szyk, klasa i dwa wersacze. Szkoda, że jeszcze nie dodał salcesonu
zawiniętego w starą piżamę. Wysoki oficer pójdzie w odwiedziny do
drugiego wysokiego oficera, dysponując napoczętym słoikiem czegoś, co
wygląda jak zmarznięty mocz z wkładką oraz z berbeluchą we flaszce na
drut. W dodatku – w jednej flaszce, a co to jest jedna flaszka na dwóch,
każdy wie. Wie to nawet Szpiek (który w kantynie spożywa jakieś brązowe
resztki; chyba nie chcemy wiedzieć, czego to resztki) i się chichra, tym
bardziej, że Fryc Szyc sunie krokiem "Herr-Gott-Meine-Prostata".

Na popijawie u Ferfluchtera jest obrzydliwie i bez sensu. Bez sensu, bo
zajadły ideologicznie esesman ma na imię Harry i słucha z uwielbieniem
Jana Kiepury śpiewającego o ORMO, a obrzydliwie, bo Ferfluchter i Fryc
Frycz robią do siebie obleśne miny, a ilość bobków w słoiku z moczem
zwiększa się dwukrotnie. Początkowo myślałem, że to wyrósł "Obcy. 8
pasażer Tzschochy", ale to tylko inspicjent dorzucił ogórków, bo dwa
bobki wyglądały kompromitująco. I kiedy widz czeka na jakieś sensowne
rozmowy o tajemnicach III Rzeszy, następuje jedna minka, druga minka,
uśmiech, mrug... Ferfluchter oralnie atakuje kiszone warzywo, mlaszcze i
jęczy z rozkoszy. Brillant-Savarin przewraca się grobie, bo smaku to w
tym nie ma - została już tylko fizjologia. U mniej wrażliwych widzów
próbująca pojechać na Łotwę.

Zanim jednak ciamkanie Ferfluchtera zdołało całkiem zemdlić widownię,
Ferfluchter na wieść, że Szpiek York będzie pracował po sąsiedzku
dostaje lekkiej piany i opowiada Frycowi Fryczowi historię swego życia:
"Wiesz, kiedyś byłem bardzo złym aktorem i spotkałem drugiego złego
aktora. Graliśmy w jakiejś durnej chale, więc z nudów pojedynkowaliśmy
się na miny. Umiesz dotknąć kącikiem ust jabłka Adama? A ja umiem. I
przełykać ślinę oczami. Ale tamten potrafił dotknąć prawią brwią zakola
a równocześnie mlasnąć szeroko i zmrużyć lewe oko tak, że mu powieka
opadła na wargę. I dlatego to on grał Heydricha w Białym Widzianku, a ja
musiałem polować na Yorka i dowiadywać się, kim jest Aweniu. A teraz
wpieprzam z tobą te kwaśne bobki, po 50 złotych za dubel". Smutna to
jest opowieść, więc oba Szwaby pocieszająco rzucają się sobie w objęcia
i zaczynają się całować ("Emmanuelle" to to nie jest...). Na zakończenie
sceny Ferfluchter daje do zrozumienia, że jest Powiernikiem Wunderwafla
i robi do Fryca Frycza Oko Sau(e)rona.

Następnego dnia Szwaby leczą kaca, a Szpiek wybiera się na spacer do
niejakiej Leśnej. Piechotą. Zamek zmotoryzowany po uszy, a on, oficer do
zadań tajnych przez poufne, pęta się dróżką, mijając nader współczesne
konstrukcje elektryfikacyjne. Oraz krowy, których paniczny ryk "O,
święty grillu, jak on źle wygląda w mundurze! O, herr Gott, mleko mi
skiśnie" niesie się po dolinkach. Krowy ratuje księżniczka Anna w
rojsrolsie – porywa Szpieka i wywozi do miasteczka. Szpiek robi fopa, bo
księżniczka ewidentnie zaprosiła go gestem na przednie siedzenie, a on
się ładuje do tyłu (znowu obiegając autko odprawej do lewej) i przez
całą drogę czochra księżniczkę biodrem. Potem upewniamy się, że ktoś tu
jest durny, tylko nie wiemy, czy bardziej Niemcy, czy scenarzysta.
Księżniczka mówi bowiem, że nowiuśkiego jak pawlakowe koszulji
Rolls-Royce’a wojsko jej nie zabrało tylko dlatego, że to angielski wóz.
To jeszcze nie cały dowcip, choć już jest fajnie, ale nie uprzedzajmy
wypadków i tylko przypomnijmy, że jest marzec 1945 roku. Aha, są kolejne
ąsząty: księżniczka przedstawia się Szpiekowi, a on jej. Znowu. W
ąszątach jest więc dwa do jednego dla Szpieka. Montażysta zaś próbuje
zrobić z jednego patrolu na poboczu – trzy, co ma sprawiać wrażenie
podwyższonej gotowości, ale pokazuje tylko taniochę i braki warsztatowe.

W Leśnej jest już Gruszka, której szofer przyniósł list, więc wiedziała,
którędy może gdybymcijamieć za Szpiekiem do Śląska. Jak przystało na
tajną agentkę i demona konspiracji, Gruszka robi na całą knajpę minę
numer pięć: "To ten Małaszyński z 'Magdy Em'. Jezuuuuuuuuuu, jaki
śliczny!" a badylengłidżem: "tyżeś to, najmilejszy, zaraz pokonspirujemy
i nadam meldunek, tylko weź mię na tym tu blacie, na Beobachterze mię
weź, wśród wurstu i chuci". Przerywnikiem jest aluzja do Klossa, ale
blada bardzo, choć brzemienna w późniejszych skutkach ze względu na
bibułki. A potem prawie następuje pojedynek na miny zazdrosne Gruszki i
księżniczki, ale obie sobie przypominają, że takie numery kończą się
przymusem jedzenia kwaśnych bobków, więc odpuszczają. Za to księżniczka
Anna przedstawia się Szpiekowi. Znowu. Jest dwa do dwóch w ąszątach i
albo księżniczka też jest jakimś Szpiekiem albo rzeczywiście mamy
wariant "Bożydara", czyli naprawdę leci na Małaszyńskiego.

Pada także aluzja do nielubienia rodu księżniczki przez władze.
Zapamiętujemy to i zachowujemy szczególną ostrożność przed
skrzyżowaniem, choć już przeczuwamy, co wymyślił scenarzysta w trosce o
Realia i jest nam wesoło.

Kolejna scena jest ciężka do opisania, ale do historii kina polskiego
przejść może spokojnie jako jedna z najgorszych. A, co mi tam – to JEST
najgorsza scena w historii polskiego kina (po)wojennego. W skrócie
chodzi o to, że Szpiek czyta tajną wiadomość od Gruszki. Bo Gruszka mu
dała w kawiarni. Wrrrrróć! Gruszka dała mu wiadomość w kawiarni. Na
bibułce. No i teraz Szpiek siedzi w podsłuchiwanej kwaterze i usiłuje
przeczytać wiadomość od Gruszki. Niby nic, nie? Niby. Siada... stuka
pudełeczkiem bibułek raz... zmarcha na czoło i badawcze oko w drzwi...
stuka drugi raz... trzeci... Nic. Nikt nie wyskoczył spod łóżka, nikt
nie krzyknął, żeby hendechoch. Więc Szpiek powoli otwiera pudełko... w
pudełku też nie ma Niemców... ale mogą podsłuchiwać... Więc Szpiek
zaczyna sobie pogwizdywać cynicznie i znacząco w celu zagłuszania...
Szzzzzz-szzzzzz-szzzzzz... W tym momencie płakałem już ze śmiechu, bo to
pogwizdywanie jest tak tłusto nieudolne, że głowa mała (sami sobie
zobaczcie, a raczej posłuchajcie, jeśli będziecie mogli), a poza tym, co
to za pomysł, żeby zagłuszać oglądanie? Ale nieogarnione są możliwości
polskich scenarzystów, reżyserów i aktorów.
Szpiek więc pogwizduje sobie szzzzz-szzzzz-szzzzz i rozwija bibułkę...
Zmarcha na czoło, oko na sufit. Jest wiadomość od Gruszki. Szpiedzy w
gnieździe faszistowskowo zwieria, więc pewnie wiadomość ważna, tajna i
zaszyfrowana. A dzieeee tam. Żadnego szyfru. A treść po polsku.
Szzzzz-szzzzz-szzzzz... W sumie racja – przecież Niemcy nie znają
polskiego. Szzzzz-szzzzz-szzzzz... Pokazali treść, zrobiłem stopklatkę,
przeczytałem, spadłem pod biurko, kwiląc... Szzzzzz-szzzzzz-szzzzzz... A
Szpiek nie przeczytał, tylko zręcznym ruchem sięgnął do szuflady,
otworzył ją, wyjął lupę. Napięcie rośnie. Położył lupę na blacie,
zamknął szufladę... Szzzzz-szzzzz-szzzzz... wziął lupę... zbliżył ją do
bibułki... oddalił... przybliżył... zmarcha, oko na drzwi... Napięcie w
zenicie. Szzzzzz-szzzzzz-szzzzzz... Czyta... "Codziennie w restauracji.
W niedzielę w kościele"... Leżę na dywanie i płaczę nad tajemnicami
polskiego wywiadu, który takie niesamowicie tajne rzeczy przekazuje w
taki niesamowicie tajny sposób. A Szpiek - zmarcha, oko... modlitwa? On
się modli?... mamrocze coś pod nosem, więc pewnie... Nie! On czyta!
Czyta te cztery wyrazy ruszając ustami! Pół minuty. Najwybitniejszy
Polski Szpiek klasy York z Liśćmi Kinowej Lipy ślabizuje cztery proste
polskie słowa, w dodatku przez lupę i ruszając ustami. Ale przynajmniej
wyjaśniło się, czemu Szpiek pogwizdywał - zapewne chciał zagłuszyć sam
siebie w czasie czytania. Bo wróg przecież podsłuchuje w szufladzie.
Słucham? A gdzie tam "koniec sceny"! Dostajemy jeszcze raz zmarchę i
oko, pantomimę manualną z ogniem i paleniem bibułki, sprawdzenie, czy na
dnie popiołu nie został dyjament, kolejną zmarchę i oko reminiscencyjne.
Scena trwa dwie minuty, dłuży się na dwie godziny, a wrażeń dostarcza na
dwa tygodnie.

Oko reminiscencyjne poprzedza "Porwanego za młodu i za wszarz" czyli
wydarzenia sprzed 6 lat, kiedy to ludzie Ferfluchtera porwali Szpieka z
parku. Dostał łomot krawężnikiem oraz rurką i tak długo nim ciskali, aż
okazało się, iż Szpiek jest krokodylem. Słucham? No, dobra wiem... Ale
jeśli facet krwawi z okolic łuku brwiowego, a diagnoza brzmi
"złamaliście mu szczękę", to musi mieć zaiste długą szczękę. A mrówkojad
to przecież nie brzmi dumnie.
Scena w sumie mogłaby być niezła – Małaszyński twarz ma brudną,
cierpiącą i do góry nogami, zaś z powodu szczęki nie gra wokalnie, Żak w
roli Ferfluchtera ze dwa razy "leci Brunnerem" (i są to jak dotąd jego
najlepsze dwa razy w tym filmie), ale wszystko psuje scenarzysta, który
każe Ferfluchterowi zadawać skomplikowane pytania. Gościowi ze złamaną
podobno szczęką. Mocne. Z protokołu przesłuchania: "Na pytanie z kim i
pod jakim adresem ma się spotkać, przesłuchiwany odpowiedział:
'Aaaaaaaeeeeee uuuu aaabububu dądądąeeeebyhuyhu. Yyeee yyeee yyeee. I
Cthulhu'".

Zdenerwowana tym, co serwuje im ekipa serialu - na scenę wkroczyła
energiczna publiczność. Wykopała ścianę, spuściła bęcki śmiertelne
pomagierowi Ferfluchtera (Ferfluchter oczywiście uciekł) i uratowała
Szpieka. Niestety, wkrótce okazało się, że to nie publiczność, że serial
będzie leciał dalej, a Szpieka uratowali Demokryci z Abwehry pod wodzą
admirała Canarisa. Którzy przyjechali (no, pewnie!) "nadludzkim
wysiłkiem woli" scenarzysty we właściwe miejsce we właściwym momencie.

Pobity Szpiek zostaje wysłany na leczenie do Szczawna, gdzie odwiedza go
sam Canaris i kona ze śmiechu na widok tego, co charakteryzatornia
zrobiła z Małaszyńskiego. Małaszyński wygląda bowiem jak sfrustrowany
łysieniem pies Pluto, eksponuje zwisające kłapciato usto sine, a gra...
no, jak zwykle, tylko bardziej i w dodatku boso. Jeśli mogę zgłosić
wniosek racjonalizatorski, to prosiłbym o nieodpakowywanie
Małaszyńskiego z charakteryzacji. Jest naprawdę świetna, a on wcale nie
musi mówić i grać też nie. Wystarczy, że wygląda.

Admirał Canaris tłumaczy Szpiekowi i nam, o co chodziło w tym odcinku i
o co mniej więcej chodzi w części serialu. Znaczy, wcześniej tłumaczył
to już Heydrich, ale nie chciałem mu wierzyć, bo to zbyt głupie było. A
tu się okazuje, że głupie nie głupie, scenarzysta podnosi z ziemi
wszystko, co się nawinie, otrzepuje i wsadza do filmu. Otóż – jest rok
1939 - admirał Canaris chce nawiązać kontakt z aliantami. OK. To się
ewentualnie może zgadzać. Ale jaki wg Wołoszańskiego jest
najbezpieczniejszy sposób, by osiągnąć ten cel? W jaki sposób szef
wywiadu wojskowego Rzeszy chce nawiązać kontakt z Anglikami? Kanały
dyplomatyczno-szpiegowskie, tajnopisy, spotkania po ciemku, agenci,
arystokracja, przyjaciel mojego freunda jest ami jego frienda?... A
skądże. Kontakt nawiązuje się losowo wybranym polskim perpedesem z
plecaczkiem. A robi się to następująco: w tajnej misji wysyła się
Szpieka-świeżaka, który na poleskim zadupiu zabiera SD polskiego
więźnia, otrzymanego w pęczku od Rosjan. Następnie więźnia tego
obdarowuje się plecaczkiem i każe mu się udać do Paryża (jest wojna -
przypominam, bo scenarzyście chyba to umknęło), gdzie ma zgłosić się do
tajemniczego Aweniu. Aweniu umówi Panczernego z Churchillem, który
przyjmuje każdego pielgrzyma z plecaczkiem i posdhafia fshyskich
Polakuff. A granatowy Panczerny umówi z Churchillem Canarisa, którego
nie zna i nawet nie wie, że ma go umówić. Proste, prawda?

Samotny więzień z plecaczkiem szanse na dotarcie do Paryża ma mizerne,
bo wojna i nieprzyjaciel w granicach, a zresztą deklaruje, że tu się
zgina dziób pingwina i w ogóle mu na warsztat, ale to w sumie nic.
Abwehra co prawda rzęzi żądzą kontaktu, bo ma hiperważną wieść, ale
skoro Panczerny nie chce, to luzik - nie to nie, przepraszamy za
usterki. Zresztą tu jest lepiej – Panczerny nie tylko nie wie, co ma
robić, ale nie wie nawet, czego ma nie chcieć . Więc po co jest
potrzebny, do przemytu konserw? Po co ma iść do Paryża – Panczerny nie
wie. To wie York (ale mu nie mówi) i Aweniu, który już w Paryżu jest i
który może w takim razie sam wszystko załatwić. Do ewentualnego
zwrotnego przekazywania umówionych terminów Canarisowi w ciemnych
berlińskich zaułkach też chyba polski Panczerny się nie nadaje, prawda?
Tu też wystarczyłby Aweniu i Szpiek, a już na pewno nie polski więzień.
Chociaż przy tym scenarzyście... I nic to, że cała ta zabawa odbywa się
na chama, wywołując solidną awanturę między SD a Abwehrą, a zatem
kierując reflektory lotnicze na demokryckie zakusy i zamysły. I nic to,
iż Anglicy... W tym momencie wyhamowałem - dotarło do mnie, że właśnie
historycznie i logicznie próbuję przenalizować kisiel. Jakbym szukał
sensu życia w paście do butów. Przecież tu chodzi tylko o to, aby
zaszpanowac tajnością, jakkolwiek powiązać Szpieka z Panczernym i zrobić
13 odcinków. I koniaczek. Podwójny.

Clou z gwoździem jest również gdzie indziej. Oto bowiem mamy marzec 1945
roku. Parę miesięcy wcześniej Tom Cruise chciał wysadzić Hitlera w
powietrze, co skończyło się dożynkami. Zginęli zamachowcy, zginęli
współpracownicy, Canaris trafił do pudła i za trzy tygodnie (licząc od
Realiów) też zginie, zginęło sporo osób, sporo wylądowało w obozach,
opozycyjna arystokracja (dobra, umówmy się) niemiecka dostała po
krzyżach za konspirację, a SS po Krzyżach Żelaznych za umiejętne
krzyżowanie krzyżowców z Krzyżowej. Ale scenarzysta dba o Realia, więc
jeden z zaufanych współpracowników Canarisa, facet podejrzewany o
kontakty z wrogiem i zamieszany w knujące knowania przeciw Rzeszy, nie
tylko okazuje się, że nie zadyndał, że nie siedzi, że nie pojechał na
Ost Front, ale dostaje przydział do jednej z najtajniejszych spraw
państwa i wojny ogólnie. Mocne...

W charakterze wisienki dostajemy zakwaterowanie owej jednej z
najtajniejszych spraw w zamku arystokracji, nielubianej przez władze,
zapewne właśnie z powodu krzyżowo-canarisowej opozycyjności, ale także
jakimś cudem niezapuszkowanej pół roku temu. Socjalno opasnyj element
arystokratyczny łazi sobie swobodnie po zamku, jeździ po okolicy, jakie
tajemnice w ogóle i nawet samochodu nie zabrali. Bo angielski więc fuj i
dreck, prawdziwy Niemiec nie dotknie Rollsa nawet kijem. Ale benzynę do
niego dostarczy, bo przecież żadnych kłopotów w marcu '45 z paliwem (tym
bardziej dla cywilnej opozycji) nie ma... Ta ahistoryczno-nonsensowna
kupa nosi roboczą nazwę "Dbałość o Realia", a ekipa filmowa jest tak
cwana, że "wartką akcją", czyli pokazywaniem jeżdżących Niemców,
chodzących Rusków i drewnianego Małaszyńskiego, rozciąga tę kupę na 13
odcinków. Polak potrafi...

W odcinku drugim jeżdżono sporo: dziesięć jazd mechanicznych plus koń na
krótkim dystansie ("oni w godzinę kilometrów robią sto" – zaśpiewał
kilometromierz odcinkowy), ale zdecydowanie więcej chodzenia. Oraz
wsiadania, zsiadania, siadania, siedzenia i wstawania. Nagrodę na
najlepszy tekst odcinka chciałem przyznać Ferfluchetrowi za nową wersję
"Bez kozery powiem pincet" czyli "Mam tu 25 tysięcy więźniów... a jak
będę chciał, to będę miał... 30 tysięcy!", ale ostatecznie trafia ona po
raz drugi w ręce Fryca Frycza za kwestię ze sceny podglądania
człowieka-parówki czyli Małaszyńskiego w mundurze: "Ehehehe... hehe...
hyhyhyhy... o-o... hehehe... aaahahaha... ehehehe... hyhyhyhy....
eehehe... hehehe".
Nagrodę za wytrzymałość dostają (poza widzami serialu i czytelnikami
streszczeń) statyści, którzy bez przerwy toczą walkę z Głosem
Wewnętrznym, mówiącym: "No, weź popatrz w kamerę... mama się ucieszy...
Nooo, raz tylko. O, tu jest kamera. Nie, nie tam. Tu. O, tak... tu. A
ten, który płacze i zaraz ci przypierdoli - to reżyser".

W roli zimorodka w wychodku wystąpiło stado krów we frustracji
estetycznej.

--
AJK

Piotr 'Orlinos' Kozłowski

unread,
Sep 20, 2007, 9:25:07 AM9/20/07
to
[AJK is back with more niespodziankas!]

Człowieku, co ja bym bez Ciebie zrobił w pracy! :DD

--
Piotr 'Orlinos' Kozłowski, Szpiek nad Szpieki

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

Jarek P.

unread,
Sep 20, 2007, 9:31:29 AM9/20/07
to
AJK <to-co-w-...@post.pl> wrote:

> Kolejna scena jest ciężka do opisania, ale do historii kina
> polskiego
> przejść może spokojnie jako jedna z najgorszych. A, co mi tam –
> to
> JEST najgorsza scena w historii polskiego kina (po)wojennego.

Nie! Najgorszą sceną w historii naszego kina jest i będzie chyba
jeszcze długo scena odnaleziena Ciri przez Geralta w ostatnim
odcinku Wiedźmina.

J.

Przemysław Ryk

unread,
Sep 20, 2007, 10:46:55 AM9/20/07
to
AJK napisał(a) w poście z dnia 2007-09-20 14:57:
> (ciach...)

Śliczne... Absolutnie śliczne... :)


--
[ Przemysław "Maverick" Ryk ICQ: 17634926 GG: 2808132 ]
[ Toast: Za alkohol, przyczynę i rozwiązanie wszystkich problemów na ]
[ świecie. (Homer Simpson) ]

Moon

unread,
Sep 20, 2007, 11:28:11 AM9/20/07
to
AJK wrote:
>
> W roli zimorodka w wychodku wystąpiło stado krów we frustracji
> estetycznej.

a właściwie kogo piętnujesz?
strasznie to nudne w czytaniu

moon


--
i tak będzie wojna...

Zbigniew Cofała

unread,
Sep 20, 2007, 11:35:25 AM9/20/07
to
Przemysław Ryk wrote:

> AJK napisał(a) w poście z dnia 2007-09-20 14:57:
>> (ciach...)
>
> Śliczne... Absolutnie śliczne... :)

IMHO do dupy - nudne i rozlazłe. AJK chciałby ale nie może. Czytanie tego po
R. Teklaku to jak słuchanie płyty "Helena Vondrackova śpiewa największe
przeboje grupy Metallica".

--
http://Zbigniew.Cofala.com/
Zbigniew[at]Cofala[dot]com
-+ aLLtHEbEST +-

Przemysław Ryk

unread,
Sep 20, 2007, 11:57:23 AM9/20/07
to
Zbigniew Cofała napisał(a) w poście z dnia 2007-09-20 17:35:
>> Śliczne... Absolutnie śliczne... :)
> IMHO do dupy - nudne i rozlazłe. AJK chciałby ale nie może. Czytanie tego po
> R. Teklaku to jak słuchanie płyty "Helena Vondrackova śpiewa największe
> przeboje grupy Metallica".

Z gustem, jak z dupą.

--
[ Przemysław "Maverick" Ryk ICQ: 17634926 GG: 2808132 ]

[ Nie należy siadać na honorze, bo jedynym efektem będą odciski ]
[ na dupie. (Tadeusz Kochanowicz) ]

SOCAR

unread,
Sep 20, 2007, 12:38:35 PM9/20/07
to
Dnia Thu, 20 Sep 2007 14:57:44 +0200, AJK napisał(a):

> :D

Świetne!
Więcej!
--
SOCAR

Pawel

unread,
Sep 20, 2007, 1:17:59 PM9/20/07
to
Moon pisze:

> AJK wrote:
> >
>> W roli zimorodka w wychodku wystąpiło stado krów we frustracji
>> estetycznej.
>
> a właściwie kogo piętnujesz?
> strasznie to nudne w czytaniu
>
> moon
>
>

bo to jest dla ludzi z IQ powyżej 130 :)

Paweł

Moon

unread,
Sep 20, 2007, 1:30:53 PM9/20/07
to
Pawel wrote:
> Moon pisze:

>> AJK wrote:
>> strasznie to nudne w czytaniu
>
> bo to jest dla ludzi z IQ powyżej 130 :)

niestety, zareczam ci, że nie.
MY, powyżej 130 lubimy kiedy coś ma styl, lekkość i wdzięk, a WY, około 100
lubicie barokowe pierdolenie i naciągane dowcipy.

Zbigniew Cofała

unread,
Sep 20, 2007, 1:30:53 PM9/20/07
to
Pawel wrote:

Serio? A co oni winni?

Pawel

unread,
Sep 20, 2007, 2:03:54 PM9/20/07
to
Moon pisze:
a ilu was na to 130 się zrzuca? :)

Paweł

Pawel

unread,
Sep 20, 2007, 2:04:29 PM9/20/07
to
Zbigniew Cofała pisze:

> Pawel wrote:
>
>> Moon pisze:
>>> AJK wrote:
>>> >
>>>> W roli zimorodka w wychodku wystąpiło stado krów we frustracji
>>>> estetycznej.
>>> a właściwie kogo piętnujesz?
>>> strasznie to nudne w czytaniu
>>>
>>> moon
>>>
>>>
>> bo to jest dla ludzi z IQ powyżej 130 :)
>
> Serio? A co oni winni?
>

no oni na pewno tego serialu nie kręcili :)

Paweł

AJK

unread,
Sep 20, 2007, 2:48:25 PM9/20/07
to
20-09-2007 o godz. 17:35 Zbigniew Cofała napisał:

>>> (ciach...)
>>
>> Śliczne... Absolutnie śliczne... :)
>
> IMHO do dupy - nudne i rozlazłe. AJK chciałby ale nie może. Czytanie
> tego po R. Teklaku to jak słuchanie płyty "Helena Vondrackova śpiewa
> największe przeboje grupy Metallica".


Swoją drogą, taka płyta mogłaby być niezła ;-)

--
AJK (przypominając sobie Metallicę w wersji humpaa)

Jacek Krzyzanowski

unread,
Sep 20, 2007, 2:52:34 PM9/20/07
to
Dnia Thu, 20 Sep 2007 14:57:44 +0200, AJK napisał(a):

> "Tajemnica twierdzy szyfrów" – odcinek drugi,

Przekombinowales z zawijasami. To nie jest lekkie pioro, a poprzedni
odcinek byl lepszy.

--
...............................................................
. KRZYZAK .
. Skierniewice Jesli nie masz pomyslu na 1% podatku .
.......................... http://www.pomocdladominiki.com.pl .

AJK

unread,
Sep 20, 2007, 2:48:49 PM9/20/07
to

Oj, nie, *już* nie...
Tam przynajmniej można było zwalić na zepsutego robocika (bo reszta od
biedy się trzymała), a tutaj... Nie, to trzeba zobaczyć. I usłyszeć.

--
AJK (Szzzzz-szzzzz-szzzzz...)

Grzegorz Lament

unread,
Sep 20, 2007, 3:17:52 PM9/20/07
to
Dnia Thu, 20 Sep 2007 20:52:34 +0200, Jacek Krzyzanowski napisał(a):


> Przekombinowales z zawijasami. To nie jest lekkie pioro, a poprzedni
> odcinek byl lepszy.

I zdecydowanie mniej nawiązań do klasyki :)
Mimo wszystko bardzo mi się podobało. I czekam na kolejny odcinek,
oczywiście na pręgierzu, bo w tv nie mam zamiaru oglądać, żeby nie zepsuć
sobie zabawy.

zuraw

unread,
Sep 20, 2007, 3:47:53 PM9/20/07
to
Dnia Thu, 20 Sep 2007 18:38:35 +0200, SOCAR napisał(a):

> Świetne!

tak

> Więcej!

krócej, zbyt rozwlekłe momentami

Adam Płaszczyca

unread,
Sep 20, 2007, 7:03:42 PM9/20/07
to
On Thu, 20 Sep 2007 19:30:53 +0200, "Moon" <write...@aol.com> wrote:

>MY, powyżej 130 lubimy kiedy coś ma styl, lekkość i wdzięk, a WY, około 100

Moon, fajnie, że lubicie. Szkoda tylko, że niczego z tego, co lubicie
nioe macie.
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
___/ /_ ___ ul. Na Szaniec 23/70 31-560 Kraków (012 378 31 98)
_______/ /_ http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/foto.html
___________/ mail: _5...@irc.pl GG: 3524356

Moon

unread,
Sep 20, 2007, 8:59:04 PM9/20/07
to
Adam Płaszczyca wrote:
> On Thu, 20 Sep 2007 19:30:53 +0200, "Moon" <write...@aol.com> wrote:
>
>> MY, powyżej 130 lubimy kiedy coś ma styl, lekkość i wdzięk, a WY,
>> około 100
>
> Moon, fajnie, że lubicie. Szkoda tylko, że niczego z tego, co lubicie
> nioe macie.

ależ mamy, mamy...
nie martw się Pawlik, nie mam 15 lat i kompleksów też nie mam.
no, chyba, że wyższości.
trudno go nie mieć, czytając takich pierdolców jak ty.

Noel

unread,
Sep 21, 2007, 2:50:48 AM9/21/07
to
Użytkownik AJK napisał:

> 20-09-2007 o godz. 17:35 Zbigniew Cofała napisał:
>
>
>>>>(ciach...)
>>>
>>>Śliczne... Absolutnie śliczne... :)
>>
>>IMHO do dupy - nudne i rozlazłe. AJK chciałby ale nie może. Czytanie
>>tego po R. Teklaku to jak słuchanie płyty "Helena Vondrackova śpiewa
>>największe przeboje grupy Metallica".

>
> Swoją drogą, taka płyta mogłaby być niezła ;-)
>

Vondrackova śpiewa 'Battery' z 'Master of puppets', to byłby hit.

--
Tomek "Noel" B.

Noel

unread,
Sep 21, 2007, 2:57:52 AM9/21/07
to
Użytkownik AJK napisał:

> Na granicę podjeżdża Szpiek Małaszyński w cywilu.

Ten szpiek Małaszyński, człowiek o wielu twarzach i osobowościach,
Bourne dla gospodyń domowych, żywy dowód, że nie możliwe jest poderwanie
prawniczki, w ostatnim odcinku przemierzał Warszawę w nowym Suzuki
Swift. Sportowym. Czerwonym.

--
Tomek "Noel" B.

Message has been deleted
Message has been deleted
Message has been deleted
Message has been deleted
Message has been deleted
Message has been deleted

Zamorano

unread,
Sep 21, 2007, 7:25:07 PM9/21/07
to
On 20 Wrz, 14:57, AJK <to-co-w-podpi...@post.pl> wrote:
> Sprawa odcinków wyjaśniona, numeracja się zgadza, wiemy gdzie jesteśmy.
> Ponieważ jutro TVP pokazuje odcinek 3. - trzeba nadgonić streszczenia,
> żeby być w miarę na bieżąco. Dziś odcinek drugi (zeszłopiątkowy), a od
> przyszłego tygodnia już w normalnym rytmie - raz na tydzień.
>
> Telewizja Polska multimedialnie, Wołoszański sp z. o.o. zapewne
> nieustannie proudly, a ja nieustająco z podziwem

> ewentualnie może zgadzać.

To się zgadza. I to nie ewentualnie.

Ale jaki wg Wołoszańskiego jest
> najbezpieczniejszy sposób, by osiągnąć ten cel? W jaki sposób szef
> wywiadu wojskowego Rzeszy chce nawiązać kontakt z Anglikami? Kanały
> dyplomatyczno-szpiegowskie, tajnopisy, spotkania po ciemku, agenci,
> arystokracja, przyjaciel mojego freunda jest ami jego frienda?...


Ujmę to tak. Poszukaj sobie informacji o Halinie Szymańskiej i jej
kontaktach z admirałem Wilhelmem Canarisem. Ewentualnie o organizacji
Muszkieterowie. I nie grzesz więcej.

Ale scenarzysta dba o Realia, więc
> jeden z zaufanych współpracowników Canarisa, facet podejrzewany o
> kontakty z wrogiem i zamieszany w knujące knowania przeciw Rzeszy, nie
> tylko okazuje się, że nie zadyndał, że nie siedzi, że nie pojechał na
> Ost Front, ale dostaje przydział do jednej z najtajniejszych spraw
> państwa i wojny ogólnie. Mocne...


To się bardzo mniej więcej wyjaśniło w odcinku numer 3 - na to kto go
promował oprócz Canarisa... (tak chodzi o marszałka Rzeszy
Hermanna...) do tego ilu w Europie było ludzi, którzy mogli się znać
na sowieckich szyfrach jednorazowych ? :)
>
> W charakterze wisienki dostajemy zakwaterowanie owej jednej z
> najtajniejszych spraw w zamku arystokracji, nielubianej przez władze,
> zapewne właśnie z powodu krzyżowo-canarisowej opozycyjności, ale także
> jakimś cudem niezapuszkowanej pół roku temu.

Ty serio nie wiesz co było w Zamku Czocha w czasie drugiej wojny
światowej ? :)
Na pewno w latach II wojny w zamku mieściła się szkoła szyfrantów
Abwehry. Prawdopodobnie przechowywano tu urządzenie do dekryptażu
szyfrów jednorazowych radzieckich. Zamek podówczas należał do Ernsta
Gutschowa. Niemcka bardzo blisko związanego z białgowardyjską
emigracją z Rosji. Postać dość dziwna, tajemnicza. O dość specyficznym
podejściu do nazizmu. W zamku mieszkał do marca 1945 roku.
Generalnie to co jest w serialu dodane i zmienione w stosunku do
powieści jest wyraźnie słabsze i nieco popelinowate w zestawieniu z
rasowym "faction" jaką była powieść. Ale IMVHO jak na pop tragedii nie
ma. Natomiast streszczenie jest jednak nieudanym pastiszem streszczeń
Teklaka z innej serii tv. Nudnawym i nieśmiesznym pastiszem :]

AJK

unread,
Sep 22, 2007, 7:36:33 AM9/22/07
to
22-09-2007 o godz. 1:25 Zamorano napisał:


>> ewentualnie może zgadzać.
>
> To się zgadza. I to nie ewentualnie.

To akurat wiem.



>> Ale jaki wg Wołoszańskiego jest najbezpieczniejszy sposób, by
>> osiągnąć ten cel? W jaki sposób szef wywiadu wojskowego Rzeszy chce
>> nawiązać kontakt z Anglikami? Kanały dyplomatyczno-szpiegowskie,
>> tajnopisy, spotkania po ciemku, agenci, arystokracja, przyjaciel
>> mojego freunda jest ami jego frienda?...
>
> Ujmę to tak. Poszukaj sobie informacji o Halinie Szymańskiej i jej
> kontaktach z admirałem Wilhelmem Canarisem. Ewentualnie o organizacji
> Muszkieterowie. I nie grzesz więcej.

Ujmę to tak: "Nie ucz pan ojca dzieci robić" :-) Nogłbym Ci dołożyć
jeszcze paręnaście takich nazwisk, wydarzeń i opowieści dotyczących II
wojny. Cytat, który przytoczyłeś dokładnie do tego się odnosi, do takich
postaci i takich wydarzeń. I - zechciej zauważyć - nie jest obśmianiem
takiego podejścia. Wręcz takiej właśnie opowieści oczekiwałem. Taka,
bogiem a prawdą, powinna się w tym serialu znaleźć, jeśli autorzy choć
ciut o szczegóły chcą dbać. Taka - nie tak durna opowiastka o
przypadkowym pielgzrmie, który ma iść, ale nie musi, jak w serialu,
która nie tylko nie trzyma się kupy, ale nawet nie jest dobrze zagrana.

Gdyby serial (książki nie znam) tego się właśnie trzymał - mógłby być
naprawdę niezły. Historia - także polska - pełna jest wydarzeń czy
ludzi, których wcale nie trzeba przerabiać (a jeśli, to kosmetycznie i
zgodnie z wymogami filmu jako sztuki) wystarczy przenieść na ekran, aby
spokojnie się obroniły. Niestety serial idzie w jakieś koszmarne
udziwnienia, jakieś pseudo-sensacyjno-uczuciowe bzdety (a poczekaj -
zobaczysz, co będzie potem :-)) Zamienia prawdziwe emocjonujące historie
w durne opowiastki o tym, jak to się wywołuje awanturę wewnątrz
niemieckich służb, wybiera przypadkowego Panczernego i każe mu się iść
nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co, bo to ważne, istotne, i losy
wojny zależą od tego, żeby poszedł. Z tym, że jeśli nie pójdzie - to
nie, luzik i blaszka, bo tak naprawdę to nie musi, a cała awantura jest
tylko po to, żeby był odcinek.

Przy okazji serial załatwia odmownie nie tylko widza, ale także sam
temat (bo następni na podobny - choćby nawet lepszy - film pieniędzy nie
dostaną - "przecież już jest jeden")

Wiesz, to trochę jak z "Wiedźminem" - jest fantastyczny materiał na
film, jest materiał, który może widza przyspawać do ekranu, wciągnąć w
wartką akcję (tu - w dodatku jeszcze czegoś nauczyć o historii).
Wystarczy nie zdziwiać i po prostu robić ten materiał. Ale przychodzi
gromada tfurców i koniecznie chce to zrobić po swojemu, lepiej,
piękniej. I robi... z pasjonującej historii - drętwy serialik, z
pięknych i ciekawych postaci - drewniaka w niedopasowanym mundurku, a z
dbałości o szczegóły... nie powiem co, bo panie czytają.
A ze streszczeń z Teklaka - moje ;-))


>> Ale scenarzysta dba o Realia, więc jeden z zaufanych współpracowników
>> Canarisa, facet podejrzewany o kontakty z wrogiem i zamieszany w
>> knujące knowania przeciw Rzeszy, nie tylko okazuje się, że nie
>> zadyndał, że nie siedzi, że nie pojechał na Ost Front, ale dostaje
>> przydział do jednej z najtajniejszych spraw państwa i wojny ogólnie.
>> Mocne...
>
> To się bardzo mniej więcej wyjaśniło w odcinku numer 3 - na to kto go
> promował oprócz Canarisa... (tak chodzi o marszałka Rzeszy
> Hermanna...

No, akurat nie Hermanna, tylko Heinricha i nie marszałka, tylko
reichsfuehrera. Do Hermanna podklejony był Peszek. I nie promował, tylko
Szpiek się powołuje na znajomość ojca z. Czy działało to w drugą stronę,
czy Szpiek rzeczywiście był tak promowany - nie wiemy. Ale w przypadku
zamieszania w działaność szkodzącą Rzeszy (kontakty z wrogiem), bycia
pupilkiem Canarisa i to w kontekście spisku lipcowego tyle by mu
pomogło, co psu żakiet. Nawet gdyby był hiperprzydatny. Przykłady - na
liście straconych po lipcu 1944.


> do tego ilu w Europie było ludzi, którzy mogli się znać
> na sowieckich szyfrach jednorazowych ? :)

O, widzisz - to jest dobry argument. Ale wyjaśniać mógłby jedynie fakt
pozostawienia go przy życiu i na względnej wolności. Jedynie. Bo że
zmarnowanie takiego szpeca byłoby zbrodnią, to oczywiste. Ale
wykorzystać takiego można - i tak się zazwyczaj wykorzystywało -
trzymając go, jako "wroga ludu", pracującego w puszce Kręgu Pierwszego,
a nie pozwalając mu dowolnie hasać w strefie tajno-przyfrontowej z
gwerem, aparatem i "śnurem".


>> W charakterze wisienki dostajemy zakwaterowanie owej jednej z
>> najtajniejszych spraw w zamku arystokracji, nielubianej przez
>> władze, zapewne właśnie z powodu krzyżowo-canarisowej opozycyjności,
>> ale także jakimś cudem niezapuszkowanej pół roku temu.
>
> Ty serio nie wiesz co było w Zamku Czocha w czasie drugiej wojny
> światowej ? :)

Ależ wiem i tu jest ból właśnie. Bo gdybym nie wiedział, gdybym był
kompletnym Lajkonikiem to bym może i łyknął większość rzeczy, dał się
okadzić "dbałością o szczegóły", tekstami o tajemnicach, tajnościach,
sensacji itd. Choć pewien nie jestem, bo autorzy serialu jeżdżą po
bandzie wiarygodności tak, że iskry lecą. I OK - niech lecą, to tylko
film, elfy przecież nie istnieją :-) Ale wtedy niech nie epatują
"Dbałością".
No, ale niestety wiem - z powodów zawodowych i z powodów zainteresowań -
i tym bardziej serial merytorycznie wywołuje u mnie skwadratowienie
oczu. Scenariuszowo, reżysersko, aktorsko...


> Generalnie to co jest w serialu dodane i zmienione w stosunku do
> powieści jest wyraźnie słabsze i nieco popelinowate w zestawieniu z
> rasowym "faction" jaką była powieść.

Czyli trochę to, co piałem o "caussie Wiedźmina"...

Powieści nie znam, ale widzę, co jest na ekranie. Jeśli to, co widzę
jest tylko "nieco popelinowate"... No to różnimy się gustami i to
bardzo, bo dla mnie popelina przy tym serialu jest atłasem, a siarka -
perfumą :-)
A różne bzdety już widziałem...


> Natomiast streszczenie jest jednak nieudanym pastiszem streszczeń
> Teklaka z innej serii tv. Nudnawym i nieśmiesznym pastiszem :]

No, pewnie, że jest wtórne, toż od tego zacząłem pisanie. Że się na
radkowych streszczeniach wiedźmiskich wzoruję, że nawiązuję, że
nieprzypadko, celowo, bardzo, wtórnie i w ogóle. Pewnie, że tak.
Nie mam ambicji bycia lepszym od Radka, szans zresztą też. Wyżywam się
tylko grafomańsko na czymś, co - mam wrażenie jest jeszcze bardziej
grafomańskie niż moja pisanina. Trochę, żeby odreagować serial, trochę
żeby odreagować zalew polityki na pręgierzu, trochę, żeby się
powygłupiać niezobowiązująco, jak to się kiedyś na pręgierzu robiło, a
trochę "bo tak!". A jak mi to wychodzi... "No, tak właśnie, jak pan to
widzi", że polecę Waligórskim :-)
I tyle. Nic więcej.

Żeby nie było nieporozumień: powyższe tyrady miały być tylko
wyjaśniające, miały poinformować, że akurat w dziedzinie historii, II
wojny także, wiem o czym mówię i jeśli się czepiam, to nie dla zasady. A
raczej - w większości przypadków. Przecież sama forma "streszczeń"
zakłada wkomponowaną przesadę :-). Więc żeby nikt sobie nie pomyślał, że
się obrażam się za żadną ocenę tych "streszczeń", nawet najbardziej
ostrą. A w życiu! Przecież to tylko zabawa, a skoro wypiąłem się, to nie
powinienem się dziwić, że dostaję w wypięcie kopa, nie? :-)
Tym bardziej, że w wielu przypadkach kopy są jak najbardziej zasłużone
:-)

--
AJK (A poza tym, jak mówił Kreon w "Antygonie" Kabaretu Potem: "A jak
się komuś nie podoba, to ajlowiu!" ;-))

Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz

unread,
Sep 22, 2007, 8:21:14 AM9/22/07
to
czeŚĆ,
... a dzień taki sam u nas jak u Was,
napisał AJK na pl.pregierz do nas:

> Wystarczy nie zdziwiać i po prostu robić ten materiał. Ale przychodzi
> gromada tfurców i koniecznie chce to zrobić po swojemu, lepiej,
> piękniej. I robi...

Ja się tylko zastanawiam - po zerknieciu na odcinek trzeci
- czy wisokowa knajpa świadomie i postmodernistycznie
nawiązuje do Cafe Rene, czy tak im 'przypadkiem' wyszło...
tak mi się skojarzyło po makijażu a'la Madame Edith :o)

> Tym bardziej, że w wielu przypadkach kopy są jak najbardziej zasłużone
> :-)

Kopy to się posypią dopiero, jakbyś chciał przestać pisać :o)

pozdrawiam
Wiki [HQ mode]

--
Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz //^\\___ And when I vest my flashing sword
8o ^ / And my hand takes hold in judgement
wiki.smutek.pl s3is ][=m I will take vengeance upon mine enemies
(|) 6o4.44o964 Żywiec \/_|_\___ And I will repay those who hase me

Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz

unread,
Sep 23, 2007, 3:14:47 AM9/23/07
to
czeŚĆ,
... a dzień taki sam u nas jak u Was,
napisał AJK na pl.pregierz do nas:

> Wystarczy nie zdziwiać i po prostu robić ten materiał. Ale przychodzi


> gromada tfurców i koniecznie chce to zrobić po swojemu, lepiej,
> piękniej. I robi...

Ja się tylko zastanawiam - po zerknieciu na odcinek trzeci
- czy wojskowa knajpa świadomie i postmodernistycznie

nawiązuje do Cafe Rene, czy tak im 'przypadkiem' wyszło...

Tak mi się skojarzyło po makijażu a'la Madame Edith :o)

> Tym bardziej, że w wielu przypadkach kopy są jak najbardziej zasłużone
> :-)

Kopy to się posypią dopiero, jakbyś chciał przestać pisać :o)

AJK

unread,
Sep 23, 2007, 4:06:15 AM9/23/07
to
23-09-2007 o godz. 9:14 Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz napisał:

> Ja się tylko zastanawiam - po zerknieciu na odcinek trzeci
> - czy wojskowa knajpa świadomie i postmodernistycznie
> nawiązuje do Cafe Rene, czy tak im 'przypadkiem' wyszło...
> Tak mi się skojarzyło po makijażu a'la Madame Edith :o)

998... Halo? Dzień dobry. Chciałem zgłosić spalenie pomysłu...
:-)

Przypadkiem. To jest wręcz przeciwnieństwo Cafe Rene. W Nouvion żona
szefa nie lubiła kiedy personel zalecał się do szefa. Do gości mógł ile
chciał. W naszym serialu jest odwrotnie: "Żona nie lubi, kiedy personel
zaleca się do gości". Poza tym w tym serialu wielokrotnie powtarzają,
choc słuchamy uważnie.

--
AJK

Krystyna Chodorowska

unread,
Sep 23, 2007, 5:00:26 PM9/23/07
to
Zamorano pisze:

> Natomiast streszczenie jest jednak nieudanym pastiszem streszczeń
> Teklaka z innej serii tv. Nudnawym i nieśmiesznym pastiszem :]

Czy to :] na końcu zdania ma oznaczać, że autor żartuje, mówiąc "nudnawym i
nieśmiesznym", a więc w rzeczywistości ma na myśli "ciekawym i zabawnym"?

Serio pytam.

(bo jeśli autor naprawdę miał na myśli "nudnawym i nieśmiesznym", a uśmieszek
wrzucił, ot tak, w zasadzie nie wiadomo po co, to chciałabym wykorzystać ten
pretekst i napiętnować przypadki niewłaściwego wykorzystywania uśmieszków w 25
rocznicę ich powstania)

pozdrawiam
K.
--
"The Irish gave the bagpipes to the Scotts as a joke, but the Scotts haven't
seen the joke yet."
- Oliver Herford

0 new messages