to wrote:
> begin Zbigniew Cofała
>
>> Jeśli podatek wiele nie zmieni, to po co go wprowadzać?
>
> Wiele nie zmieni w kwestii cen.
Czyli po drodze jakieś cudowne rozmnożenie nastąpi niczym w Biblii. Z
banku weźmiesz tak mało że ludzie nawet tego nie zauważą, a w budżecie
przybędzie tyle, że ci sami ludzie tak na tym wspaniale skorzystają że
warto się w to bawić. To jakaś cudna matematyka, gdzie zysk z podatku
jest większy niż zebrana suma plus koszty jego obsługi.
>>> a na pewno nie wystąpi tego typu wprost proporcjonalna korelacja.
>> Skąd ta pewność?
> Bo gdyby klienci byli skłonni więcej płacić, to ceny już teraz byłyby
> wyższe.
Gdyby ceny miały zależeć jedynie od tego, ile klienci są skłonni płacić,
to wszystko mielibyśmy za darmo.
I co ci klienci zrobią jak nie będą chcieli zapłacić? Przestaną
korzystać z banków?
>> Każdy podatek to transfer pieniędzy ze społeczeństwa do budżetu.
>> Obojętnie czy ten transfer jest za pośrednictwem banku, warzywniaka
>> czy budki z lodami. Jeśli ktoś wierzy że ma jakiekolwiek znaczenie
>> czy ten jeden procent zostanie mu zabrany za pośrednictwem banku
>> gdzie ma oszczędności czy za pośrednictwem piekarza u którego kupuje
>> bułki, to jakby wierzył że jedne procenty są jakieś większe niż inne.
>
> To nie jest kwestia wiary, tylko wiedzy. Drobna podwyżka podatku ma
> bezpośrednie przełożenie na cenę tam, gdzie cena jest silnie związana
> z kosztami (czyli marża jest niska). W sektorze bankowym tak nie jest.
To czemu jeden procent a nie dwa? dwa procent to już nie jest drobna
podwyżka? A zysk z podatku dwa razy większy. Masz jakiś wzór na to gdzie
przebiega granica pomiędzy podwyżką drobną a znaczącą i dlaczego to
akurat jest 1 procent - taka okrągła liczba?