Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Szpital, procedury, wenflony, podróż w czasie, itd. - długie

34 views
Skip to first unread message

_chab_

unread,
Jan 3, 2011, 3:58:02 PM1/3/11
to
Może nie jak na PKP, ale wrażenia też niezłe.

Niechcący, ale zmuszony 40 stopniową gorączką córki (trzylatek) musieliśmy
się udać do szpitala.

Nowy Rok, dali mi wybrać sobie szpital bo wszędzie wolne miejsca to wybrałem
najbliżej. Super.

Dziecko żwawe, żadnych objawów poza gorączką, funkcjonuje normalnie.
Pobranie krwi do badań, to rozumiem. Trzy razy kłucie, bo niełatwo się
przecież wbić za pierwszym razem.

Po za tym na dzień dobry wenflonowanie, wrzaski, krzyki, ale dobry wenflon
nie jest zły. Jeszcze nie wiadomo na co leczyć, ale od glukozy jeszcze nikt
nie umarł.

Mieliśmy to szczęście dostać jedno łoże gdzie udało się jakoś "przekimać"
nockę a właściwie przeleżeć plackiem bo o spaniu nie mogło być mowy, darcie
japy na korytarzach przez noc jak w środku dnia, no, ale szpital to nie
hotel. W niektórych mają gorzej bo muszą na stołkach spać jak są tylko
szwedzkie łóżka dla dzieci więc plus jest.

Przez nockę przewinęło się trochę osób i za każdym razem dało się słyszeć na
dzień dobry: "Siostro wenflonowanie będzie!" - o tym jeszcze będzie ciekawie
na końcu.

Druga nocka już spokojna bo szpital nabity i nie było przyjęć.

"Termometr swój ma Pan? bo my to mamy tylko jeden na oddziale, taki
elektroniczny, nie bardzo mu można wierzyć" - noż kurwa jego mać! Jak oni
tam mogą diagnozować bez sprawdzonego przyrządu. Gdyby tak przekłamywał i
każdemu przyjętemu na oddział pokazywał po 41 stopni i każdemu ładowali
jakieś piguły? To są dzieci. Drugie małe leży też chore w domu to i
termometr potrzebny więc nie brałem.

"Proszę sobie kupić takie a takie leki" - spoko dobrze, że wiedzą co
potrzeba, kupię. Przecież wenflon miałem za darmo to można się cieszyć.

"Musi Pan zapłacić za siebie 5PLN za dobę, bo tylko dziecko ma za darmo" -
spoko.

Pytam czy jakiś nocniczek dla dziecka jest czy trzeba z nim latać na koniec
do zbiorowego. Jest jeden bo było 5, ale resztę ukradli i akurat ten jeden
jest zajęty.

Mała dużo musi pić, ale jest tylko woda z czajnika bo herbatę to sobie
trzeba kupić.

Na drugi dzień, obchód.

No wyniki wyszły dobrze, trochę CRP podwyższone, choć prawie mieści się w
normie, więc jakiś stan zapalny. Gardło czerwone, to jakiś wirus pewnie.
Gorączki nie ma, ściągamy wenflon. Bedzie tabletka.

Dziwnym zbiegiem okoliczności dwójka nowoprzyjętych też leczona bez jasnego
sprecyzowania na co. Same jakieś wymijające odpowiedzi.

Teraz chwilę o wrażeniach estetycznych.

W sali od lat 70-tych dostawili chyba tylko telewizor na pieniądze. Dobrze,
że można laptopa chociaż podłączyć.

No, nie można powiedzieć bo malowali też. Kilka razy. Można było policzyć
ile razy po oberwanej lamperii. Łóżka wygniecione jak dobry hamak. No i te
niezapomniane stare metalowe stoliki na prywatne rzeczy. Tylko trzeba
pamiętać żeby napoje stawiać na parapecie a nie na tym chyboczącym zabytku
którego czeluści nie odważyłem się zbadać.

Na oknie leżała poducha i koc. Przez niewiedzę, zapytany odpowiedziałem, że
to nie moje i nie wiem po co to leży pozwoliłem zabrać. W nocy po
zmarzniętych plerach i głowie już wiem, że to było do załatania
nieszczelnych okien. Dzisiaj ja też już muszę się leczyć. Ale nie przyznaję
się, bo wiem że wenflony za darmo.

Kible, że strach nogę postawić. Jedną ręką trzymać klamkę bo drzwi się na
oścież otwierają, drugą rób co chcesz. Prysznic oczywiście dla odważnych.

I nadszedł poniedziałek.

Okazuje się, że dzieciakowi w domu się pogorszyło i dostaje skierowanie do
szpitala. Zapalenie płuc i oskrzeli. Żona i chłopak (8-miesięcy) już jadą do
szpitala na odsiecz. Zaraz cała rodzina będzie w komplecie.

Szpital pełny. No, ale przecież nie rozwiozą nas na różne szpitale, bo
będziemy udupieni. I tutaj udaje się oczywiście zagiąć czasoprzestrzeń i
wcisnąć ich do naszego pokoju (PKP nie takie przypadki zna więc bardzo
nalegaliśmy)

Tyle, że jedno z rodziców na stołku będzie czatować.

Ponieważ małej się polepszyło i jedzie na jednej tabletce to wypisuję ją na
własną odpowiedzialność i zwalniam żonie z synem całe wypaśne łóżko. Taka
podmianka. Pominę opis z wypisu bo okaże się że wyprowadzili dziecko z
głębokiej zapaści.

Teraz z małym ta sama procedura: termometr, leki, itp.

Gdzie kąpać małego, czy z niemowlakiem iść pod ten prysznic tam na końcu? -
pytam. "No, trzeba sobie samemu radzić, bo wanienki to są ale na innym
oddziale, ale można sobie z domu przywieźć" - jasna dupa, cały kamping sobie
przywiozę chyba.

No i najlepsze.

Nie było jeszcze oględzin pacjenta a już słychać "Bierzemy na
wenflonowanie." Dzieciak oczywiście uwyty jak diabli, żadna przecież
przyjemność. O dziwo nie dają glukozy. O dziwo niczego nie podają. No, ale
darowanemu wenflonowi w zęby się nie zagląda.

Za 3 godziny po oględzinach: "Będzie leczenie doustne, zdejmiemy ten
wenflon" - no kurwa ja pierdole. Czy im tam płacą za rozdane wenflony,
wyrabiają jakąś normę!?

Już nie mam sił pisać a to dopiero początek. Obawiam się czy tam można
cokolwiek wyleczyć czy tylko przeleżeć dopóki samo nie przejdzie.

Nie mam pretensji do personelu, tego niższego szczebla, bo naprawdę niewiele
mógłbym im zarzucić. Miła obsługa, widać że próbują nadrabiać te ogromne
braki dobrą miną. Mają sytuację jaką mają i nic na to nie poradzą, to Ci
wyżej decydują co i jak mają robić.

Służba zdrowia jest naprawdę w czarnej dupie.

Marek Dyjor

unread,
Jan 3, 2011, 4:18:47 PM1/3/11
to
_chab_ wrote:
> Za 3 godziny po oględzinach: "Będzie leczenie doustne, zdejmiemy ten
> wenflon" - no kurwa ja pierdole. Czy im tam płacą za rozdane wenflony,
> wyrabiają jakąś normę!?

pewnie jest jakiś durny wymóg NFZ że jak nie założą wenflonu to np dostaną
tylko 1/2 stawki albo zgoła im nie zaliczą leczenia szpitalnego.

Generalnie jako ojciec dziecka uważam że to co prezentują nasze szpitale
dziecięce to jest sodoma i gomora. A traktowanie rodziców jak kłopotliwych
wszy jest kurewstwem.

Najgorsze wspomnienia mamy z cudownego szpitala w Prokocimiu.

Ten szpital to jakiś ponury moloch z kilometrami pokręconych korytarzy.
Wieczorem można tam sie zgubić i znajdą cie wycieńczonego na ranem
sprzątaczki. Niestety ale personel jest równie ponury i pokręcony.

yamma

unread,
Jan 3, 2011, 4:36:07 PM1/3/11
to
_chab_ wrote:
> Może nie jak na PKP, ale wrażenia też niezłe.
>
>
>
> Niechcący, ale zmuszony 40 stopniową gorączką córki (trzylatek)
> musieliśmy się udać do szpitala.

Z 40 stopniową gorączką do szpitala??? Ochujałeś? Paracetamol w tyłek i na
nocny dyżur do pediatry, potem do apteki po antybiotyk i jakiś Ibufen i
starczy. 40 stopni u 3-latka to naprawdę nie jest nic szczególnego.

> Dziecko żwawe, żadnych objawów poza gorączką, funkcjonuje normalnie.

Nosz kurwa! I ty je wieziesz do szpitala??? Tam, gdzie pełno wszelkiej maści
Rota-wirusów czy innego świństwa? No, pojebało cię do reszty...

> Pobranie krwi do badań, to rozumiem. Trzy razy kłucie, bo niełatwo się
> przecież wbić za pierwszym razem.
>
> Po za tym na dzień dobry wenflonowanie, wrzaski, krzyki, ale dobry
> wenflon nie jest zły. Jeszcze nie wiadomo na co leczyć, ale od
> glukozy jeszcze nikt nie umarł.

Bo widzisz pan, właściwe zdiagnozowanie dziecka to chyba najwyższa szkoła
jazdy w tzw. medycynie. W rankingu to będzie pewnie gdzieś tak zaraz obok
onkologii. Dobrych pediatrów to panie w całej Polsce jest może ze
dwudziestu.
yamma

masti

unread,
Jan 3, 2011, 4:46:11 PM1/3/11
to
Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 22:36:07 +0100 osobnik zwany yamma
wystukał:

> _chab_ wrote:
>> Może nie jak na PKP, ale wrażenia też niezłe.
>>
>>
>>
>> Niechcący, ale zmuszony 40 stopniową gorączką córki (trzylatek)
>> musieliśmy się udać do szpitala.
>
> Z 40 stopniową gorączką do szpitala??? Ochujałeś? Paracetamol w tyłek i
> na nocny dyżur do pediatry, potem do apteki po antybiotyk

<ciach>

a profity lecą, a potem płacz, że się paskudztwa uodporniły i atybiotyki
nie działają

a zbadać, który trzeba podać i czy w ogóle to nie łaska


--
mst <at> gazeta <.> pl
"-Mam lęk gruntu! -Chyba wysokości?
-Wiem co mówię, to grunt zabija!" T.Pratchett

_chab_

unread,
Jan 3, 2011, 4:47:18 PM1/3/11
to

> pewnie jest jakiś durny wymóg NFZ że jak nie założą wenflonu to np dostaną
> tylko 1/2 stawki albo zgoła im nie zaliczą leczenia szpitalnego.

Po pierwszym wenflonowaniu (córki) już mnie to zastanowiło i tak sobie
pomyślałem, że niepotrzebnie podpisałem zgodę na wenflonowanie i że jak
zdarzy się to drugi raz to już nie podpiszę.
Długo nie musiałem czekać bo po dwóch dniach dołączył syn i żona podpisała
okazuje się, że niepotrzebnie. Ale zapalenie płuc i oskrzeli wydawało się
przekonywujące. Następnym razem to zgodzę się po badaniach jak już będzie
wiadomo, że to konieczne.


> Generalnie jako ojciec dziecka uważam że to co prezentują nasze szpitale
> dziecięce to jest sodoma i gomora. A traktowanie rodziców jak kłopotliwych
> wszy jest kurewstwem.

Jedynej dobrej rzeczy jaką nauczyłem się z tego całego kłucia to jest to
żeby nie być w tym momencie z dzieckiem. Łatwiej to dziecko przyjmuje.
Mimo, że wrzaski są okropne i serce się kroi to wiem, że jakbym był przy tym
to dzieciak by to jeszcze gorzej przeżywał.
Nadal jednak wkurwia, że to wszystko było niepotrzebne.


_chab_

unread,
Jan 3, 2011, 4:53:02 PM1/3/11
to

> a zbadać, który trzeba podać i czy w ogóle to nie łaska

Otóż to, nie sztuka nafaszerować antybiotykami, co dowodzi mój przypadek, bo
nie został podany żaden antybiotyk i dzisiaj jestem w domu.
Gdyby władować od razu antybiotyk cieszylibyśmy się, że zajebiście działa i
przez cały czas byłby niepotrzebnie podawany.


_chab_

unread,
Jan 3, 2011, 5:03:23 PM1/3/11
to

> Z 40 stopniową gorączką do szpitala??? Ochujałeś? Paracetamol w tyłek i na
> nocny dyżur do pediatry, potem do apteki po antybiotyk i jakiś Ibufen i
> starczy. 40 stopni u 3-latka to naprawdę nie jest nic szczególnego.
>
>
> Nosz kurwa! I ty je wieziesz do szpitala??? Tam, gdzie pełno wszelkiej
> maści Rota-wirusów czy innego świństwa? No, pojebało cię do reszty...

Widzisz, z fotela na chłodno łatwo się mówi. Nie jeden raz dziecko było
chore i miało gorączkę leki pomagały. Nie jestem przewrażliwiony na tym
punkcie, bo staram się maksymalnie unikać kontaktu z tymi służbam i nie
latać z byle gównem. Ale gdy przy 40 stopniach paracetamol nie działa to nie
wydaje się normalne i pierwszy raz w życiu musiałem zadzwonić po pogotowie,
które skierowało nas do szpitala.


Massai

unread,
Jan 3, 2011, 5:20:35 PM1/3/11
to
yamma wrote:

> chab wrote:
> > Może nie jak na PKP, ale wrażenia też niezłe.
> >
> >
> >
> > Niechcący, ale zmuszony 40 stopniową gorączką córki (trzylatek)
> > musieliśmy się udać do szpitala.
>
> Z 40 stopniową gorączką do szpitala??? Ochujałeś? Paracetamol w tyłek
> i na nocny dyżur do pediatry, potem do apteki po antybiotyk i jakiś
> Ibufen i starczy. 40 stopni u 3-latka to naprawdę nie jest nic
> szczególnego.

Wiesz co, ja Cię bardzo proszę, nie udzielaj porad medycznych przez
internet.
Hm.
Najlepiej wcale nie udzielaj, jeśli to mają być takie porady.

Bo tak kontrolnie zapytam - wiesz co robić jak dziecko drgawek dostanie?
Mam nadzieję że wiesz co to próg drgawkowy i jak to z tym progiem u
dzieci jest...

>
> > Pobranie krwi do badań, to rozumiem. Trzy razy kłucie, bo niełatwo
> > się przecież wbić za pierwszym razem.
> >
> > Po za tym na dzień dobry wenflonowanie, wrzaski, krzyki, ale dobry
> > wenflon nie jest zły. Jeszcze nie wiadomo na co leczyć, ale od
> > glukozy jeszcze nikt nie umarł.
>
> Bo widzisz pan, właściwe zdiagnozowanie dziecka to chyba najwyższa
> szkoła jazdy w tzw. medycynie.

A tu przypadkowo się nie mylisz. Nie w "tzw. medycynie" ale po prostu w
medycynie.

To znaczy zdiagnozowanie w miarę szybko czegoś niezbyt standardowego -
to owszem, wyższa szkoła jazdy.
Zaczynamy od badania podmiotowego...

--
Pozdro
Massai

yamma

unread,
Jan 3, 2011, 5:21:22 PM1/3/11
to
masti wrote:
> Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 22:36:07 +0100 osobnik zwany yamma
> wystukał:
>
>> _chab_ wrote:
>>> Może nie jak na PKP, ale wrażenia też niezłe.
>>>
>>>
>>>
>>> Niechcący, ale zmuszony 40 stopniową gorączką córki (trzylatek)
>>> musieliśmy się udać do szpitala.
>>
>> Z 40 stopniową gorączką do szpitala??? Ochujałeś? Paracetamol w
>> tyłek i na nocny dyżur do pediatry, potem do apteki po antybiotyk
> <ciach>
>
> a profity lecą, a potem płacz, że się paskudztwa uodporniły i
> atybiotyki nie działają

Ale antybiotyk przepisuje pediatra, inaczej pocałujesz klamkę w aptece. Nie
wspomniałem o tym bo wydawało mi się to oczywiste. Przy takiej gorączce u
dziecka antybiotyk jest raczej pewny, bo w znakomitej wiekszości przypadków
zaraz się przyplątuje infekcja bakteryjna. Po drugie, to nie antybiotyki i
lekarze są winni temu, że się paskudztwa uodporniły tylko (najczęściej)
dorośli debile, którzy odstawiają antybiotyki po dwóch dniach, bo "już mi
przeszło".

> a zbadać, który trzeba podać i czy w ogóle to nie łaska

Piszesz o antybiogramie? Paaaanie, a kto to robi przy zapaleniu gardła?
Jeszcze u dzieciaka? Czekać dobę na wyniki jak dziecko rozpalone do
czerwoności?
yamma

yamma

unread,
Jan 3, 2011, 5:25:01 PM1/3/11
to
Massai wrote:

> Wiesz co, ja Cię bardzo proszę, nie udzielaj porad medycznych przez
> internet.
> Hm.
> Najlepiej wcale nie udzielaj, jeśli to mają być takie porady.

Wiesz co? Ty mnie lepiej nie wkurwiaj, bo ja już miałem kilka razy do
czynienia z pediatrami debilami i na lekarzy od dzieci jestem strasznie
cięty. Gdyby nie zdrowy rozsądek mój i żony w kilku sytuacjach, to... wybacz
ale nie chce mi się kończyć.
yamma

yamma

unread,
Jan 3, 2011, 5:27:34 PM1/3/11
to
_chab_ wrote:
>> Z 40 stopniow� gor�czk� do szpitala??? Ochuja�e�? Paracetamol w
>> ty�ek i na nocny dy�ur do pediatry, potem do apteki po antybiotyk i
>> jakiďż˝ Ibufen i starczy. 40 stopni u 3-latka to naprawdďż˝ nie jest nic
>> szczeg�lnego. Nosz kurwa! I ty je wieziesz do szpitala??? Tam, gdzie
>> pe�no
>> wszelkiej ma�ci Rota-wirus�w czy innego �wi�stwa? No, pojeba�o ci�
>> do reszty...
>
> Widzisz, z fotela na ch�odno �atwo si� m�wi.

Z fotela? Ch�opie, rozmawiasz z ojcem, kt�ry w ci�gu swojej 8-letniej
kariery juďż˝ niejednďż˝ przychodniďż˝ odwiedziďż˝ w Warszawie. Dam ci dobrďż˝ radďż˝:
szpital traktuj jako ostateczno��.
yamma

masti

unread,
Jan 3, 2011, 5:34:19 PM1/3/11
to
Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 23:21:22 +0100 osobnik zwany yamma
wystukał:

> masti wrote:
>> Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 22:36:07 +0100 osobnik zwany yamma
>> wystukał:
>>
>>> _chab_ wrote:
>>>> Może nie jak na PKP, ale wrażenia też niezłe.
>>>>
>>>>
>>>>
>>>> Niechcący, ale zmuszony 40 stopniową gorączką córki (trzylatek)
>>>> musieliśmy się udać do szpitala.
>>>
>>> Z 40 stopniową gorączką do szpitala??? Ochujałeś? Paracetamol w tyłek
>>> i na nocny dyżur do pediatry, potem do apteki po antybiotyk
>> <ciach>
>>
>> a profity lecą, a potem płacz, że się paskudztwa uodporniły i
>> atybiotyki nie działają
>
> Ale antybiotyk przepisuje pediatra, inaczej pocałujesz klamkę w aptece.
> Nie wspomniałem o tym bo wydawało mi się to oczywiste. Przy takiej
> gorączce u dziecka antybiotyk jest raczej pewny, bo w znakomitej
> wiekszości przypadków zaraz się przyplątuje infekcja bakteryjna.

naprawdę?

> Po
> drugie, to nie antybiotyki i lekarze są winni temu, że się paskudztwa
> uodporniły tylko (najczęściej) dorośli debile, którzy odstawiają
> antybiotyki po dwóch dniach, bo "już mi przeszło".

czyli można przepisać dowolny atybiotyk na dowlne choróbsko bo albi nie
zadziała albo nie zaszkodzi?


>
>> a zbadać, który trzeba podać i czy w ogóle to nie łaska
>
> Piszesz o antybiogramie? Paaaanie, a kto to robi przy zapaleniu gardła?
> Jeszcze u dzieciaka? Czekać dobę na wyniki jak dziecko rozpalone do
> czerwoności?
> yamma

to masz pan problem potem

masti

unread,
Jan 3, 2011, 5:35:47 PM1/3/11
to
Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 23:27:34 +0100 osobnik zwany yamma
wystukał:

> Z fotela? Chłopie, rozmawiasz z ojcem, który w ciągu swojej 8-letniej

to przez nastepne 10 zrób studia medyczne. albo chociaż je przeżyj to
moze zrozumiesz dlaczego pieprzysz.

masti

unread,
Jan 3, 2011, 5:36:39 PM1/3/11
to
Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 23:25:01 +0100 osobnik zwany yamma
wystukał:

> Massai wrote:

i dlatego pediatrzy maja takich pieniaczy na recepcie na antybiotyk.

/me nie cierpi antybiotyków ale i pieniaczy też

Piotr 'Orlinos' Kozłowski

unread,
Jan 3, 2011, 5:34:28 PM1/3/11
to
On Mon, 3 Jan 2011 22:47:18 +0100, _chab_ wrote:

>> Generalnie jako ojciec dziecka uważam że to co prezentują nasze szpitale
>> dziecięce to jest sodoma i gomora. A traktowanie rodziców jak kłopotliwych
>> wszy jest kurewstwem.
>
> Jedynej dobrej rzeczy jaką nauczyłem się z tego całego kłucia to jest to
> żeby nie być w tym momencie z dzieckiem. Łatwiej to dziecko przyjmuje.
> Mimo, że wrzaski są okropne i serce się kroi to wiem, że jakbym był przy tym
> to dzieciak by to jeszcze gorzej przeżywał.

Czemu? Wydawało mi się, że łatwiej jest przeżywać bolesne zabiegi,
jeżeli jest przy człowieku ktoś bliski i daje poczucie, że wszystko
będzie OK?

(No, chyba, że np. matka histeryzuje przy zabiegu bardziej niż dziecko,
wtedy nie).

--
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Have mercy, been waitin' for the bus all day.
I got my brown paper bag and my take-home pay. (ZZ Top)

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 5:37:54 PM1/3/11
to
yamma wrote:

> Massai wrote:
>
> > Wiesz co, ja Cię bardzo proszę, nie udzielaj porad medycznych przez
> > internet.
> > Hm.
> > Najlepiej wcale nie udzielaj, jeśli to mają być takie porady.
>
> Wiesz co? Ty mnie lepiej nie wkurwiaj, bo ja już miałem kilka razy do
> czynienia z pediatrami debilami i na lekarzy od dzieci jestem
> strasznie cięty.

Ja Ci tylko życzę żebyś nie musiał w przyszłości przeklinać:
"przez tych skurwysynów pediatrów debili zraziłem się do lekarzy, przy
kolejnej chorobie dziecka radziłem sobie zdrowym rozsądkiem, i w
efekcie jestem w ciemnej dupie, bo zdrowy rozsądek okazuje się nie
zawsze wystarczy..."

Małe dziecko wysoko gorączkujące to:
1. problemy z dawkowaniem leków przeciwgorączkowych (nawet jak umiesz
liczyć i wsadzisz czopek to nie wiesz ile tego czopka wysrało, a ile
wchłonęło)
2. ryzyko drgawek prowadzących do zaburzeń oddychania, co konsekwencje
może mieć BARDZO poważne. A próg drgawkowy u dzieci jest znacznie
obniżony.
3. poważne problemy z odwodnieniem, bo doustnie nawodnić takie
gorączkujące dziecko, jeszcze często przy tym rzygające - to duża
sztuka. A odwodnienie - to proszenie się o kłopoty z nerkami.

I oczywiście, w wielu (nawet w większości) wypadkach rodzice sobie
poradzą paracetamolem w różnych postaciach + zimne okłady, czy wręcz
zimne kąpiele.

Ale jest część przypadków, gdzie sobie nie poradzili, trzymali dziecko
dłuższy czas, jak się wreszcie zdecydowali żeby pojechać do szpitala i
się okazało że ciut późno, i bez konsekwencji się nie obejdzie, to się
zaczyna lament i skowyt, jaka ta służba zdrowia beznadziejna, bo
dziecko było tylko z gorączką, a tu nieprzytomne i niewydolność nerek.

--
Pozdro
Massai

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 5:40:53 PM1/3/11
to
Piotr 'Orlinos' Kozłowski wrote:

> On Mon, 3 Jan 2011 22:47:18 +0100, chab wrote:
>
> >> Generalnie jako ojciec dziecka uważam że to co prezentują nasze
> szpitale >> dziecięce to jest sodoma i gomora. A traktowanie rodziców
> jak kłopotliwych >> wszy jest kurewstwem.
> >
> > Jedynej dobrej rzeczy jaką nauczyłem się z tego całego kłucia to
> > jest to żeby nie być w tym momencie z dzieckiem. Łatwiej to dziecko
> > przyjmuje. Mimo, że wrzaski są okropne i serce się kroi to wiem,
> > że jakbym był przy tym to dzieciak by to jeszcze gorzej przeżywał.
>
> Czemu? Wydawało mi się, że łatwiej jest przeżywać bolesne zabiegi,
> jeżeli jest przy człowieku ktoś bliski i daje poczucie, że wszystko
> będzie OK?
>
> (No, chyba, że np. matka histeryzuje przy zabiegu bardziej niż
> dziecko, wtedy nie).

Z dziećmi bywa na odwrót.

Jak rodzica nie ma, dziecko jest trochę zdezorientowane, nie skupia się
tylko na tej pielęgniarce z igłą, i w efekcie - trochę mniej
histeryzuje. Ale oczywiście nie z każdym tak jest.

--
Pozdro
Massai

yamma

unread,
Jan 3, 2011, 5:54:05 PM1/3/11
to
Massai wrote:
> yamma wrote:
>
>> Massai wrote:
>>
>>> Wiesz co, ja Cię bardzo proszę, nie udzielaj porad medycznych przez
>>> internet.
>>> Hm.
>>> Najlepiej wcale nie udzielaj, jeśli to mają być takie porady.
>>
>> Wiesz co? Ty mnie lepiej nie wkurwiaj, bo ja już miałem kilka razy do
>> czynienia z pediatrami debilami i na lekarzy od dzieci jestem
>> strasznie cięty.
>
> Ja Ci tylko życzę żebyś nie musiał w przyszłości przeklinać:
> "przez tych skurwysynów pediatrów debili zraziłem się do lekarzy, przy
> kolejnej chorobie dziecka radziłem sobie zdrowym rozsądkiem, i w
> efekcie jestem w ciemnej dupie, bo zdrowy rozsądek okazuje się nie
> zawsze wystarczy..."

Wiesz co, ja już się naprzeklinałem na pediatrów jak moja córka praktycznie
dostała wstrząsu anafilaktycznego i dosłownie w ostatniej chwili dostała
sterydy w tyłek. Bo debil nakazał kontynuowanie Augmentinu mimo, że (jak
później doczytałem w necie) ten lek często powoduje takie reakcje a później
jak zobaczył pierwsze oznaki pokrzywki to przepisał jakieś kropelki. Wśród
was zdarzają się tacy sami niekompetentni debile jak w innych zawodach i
najlepiej kierować się zdrowym rozsądkiem. Teraz jak córka gorączkuje to
jedziemy do pediatry głównie po to aby stwierdził czy nie ma zapalenia
oskrzeli, płuc czy szkarlatyny. Jak nie ma, to Ibufen i do widzenia.

> Małe dziecko wysoko gorączkujące to:
> 1. problemy z dawkowaniem leków przeciwgorączkowych (nawet jak umiesz
> liczyć i wsadzisz czopek to nie wiesz ile tego czopka wysrało, a ile
> wchłonęło)
> 2. ryzyko drgawek prowadzących do zaburzeń oddychania, co konsekwencje
> może mieć BARDZO poważne. A próg drgawkowy u dzieci jest znacznie
> obniżony.
> 3. poważne problemy z odwodnieniem, bo doustnie nawodnić takie
> gorączkujące dziecko, jeszcze często przy tym rzygające - to duża
> sztuka. A odwodnienie - to proszenie się o kłopoty z nerkami.

Jasssne! I od razu do wykańczalni zwanej potocznie szpitalem, tak? Po to
żeby złapało Rota-wirusa, tak? Wiesz co, moja córka już miała Rota. Całą noc
na zmianę z żoną koczowaliśmy przy dziecku i co pół godziny budziliśmy ją
aby podawać wodę łyżeczką od herbaty, bo większą ilość zaraz zwracała. Ja ci
bardzo dziękuję ale od szpitali to ja moje dziecko staram się trzymać
mozliwie jak najdalej.

> Ale jest część przypadków, gdzie sobie nie poradzili, trzymali dziecko
> dłuższy czas, jak się wreszcie zdecydowali żeby pojechać do szpitala i
> się okazało że ciut późno,

Pierdolisz aż przykro to czytać. Przecież jak byk napisałem, żeby zbić
gorączkę i pojechać na nocny dyżur do pediatry. Ślepy czy tak sobie po
prostu manipulujesz?
yamma

Piotr 'Orlinos' Kozłowski

unread,
Jan 3, 2011, 6:06:56 PM1/3/11
to
On Mon, 3 Jan 2011 22:36:39 +0000 (UTC), masti wrote:

> Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 23:25:01 +0100 osobnik zwany yamma
> wystukał:
>
>> Massai wrote:
>>
>>> Wiesz co, ja Cię bardzo proszę, nie udzielaj porad medycznych przez
>>> internet.
>>> Hm.
>>> Najlepiej wcale nie udzielaj, jeśli to mają być takie porady.
>>
>> Wiesz co? Ty mnie lepiej nie wkurwiaj, bo ja już miałem kilka razy do
>> czynienia z pediatrami debilami i na lekarzy od dzieci jestem strasznie
>> cięty. Gdyby nie zdrowy rozsądek mój i żony w kilku sytuacjach, to...
>> wybacz ale nie chce mi się kończyć.
>> yamma
> i dlatego pediatrzy maja takich pieniaczy na recepcie na antybiotyk.
>
> /me nie cierpi antybiotyków ale i pieniaczy też

Siostrze mojej matki wciśnięto w szpitalu lek, na który była uczulona,
mimo, że uprzedzała o tym jej rodzina i sama siostra. Oczywiście po
odratowaniu to nie była wina lekarzy.

Moja znajoma koszmarnie utyła po kombinacjach leków psychotropowych,
usłyszała, "że pewnie dużo je". Drążyła jednak sprawę dalej i okazało
się ze załatwili jej na amen system hormonalny. Wtedy śpiewka zmieniła
się na "no wie pani, to przecież normalne, tak musi być przy takim
leczeniu". Przypominam, powiedzieli to ci sami kolesie, którzy za same
sugestie, że tak jest, wyzywali ją od idiotek.

W sumie bardzo sensowny ortopeda, (z dobrego i naprawdę prestiżowego
ośrodka) u którego się leczę, na wstępie zaproponował mi na kolano tylko
leczenie kwasem hialuronowym. Sam musiałem zaproponować konieczność
konsultacji z rehabilitantem i całe szczęście - rehabilitant stwierdził,
że za obecny stan kolana odpowiada w dużym stopniu płaskostopie (tego
się nawet sam domyślałem) i beznadziejne ustawienie bioder (to mnie
zastrzeliło). Więc same zastrzyki oczywiście nic nie dadzą, jeżeli nie
dostanę wkładek na płaskostopie i dopóki nie zreformujemy mojego
umięśnienia zadniego i udowego. Jakbym poprzestał na kwasie, to bym się
przez jakiś czas cieszył, jak głupek, że nie ma bólu i dyskomfortu, ale
kolano by się nie "naprawiło" samo.

I takich opowieści można mnożyć. Uwielbiam słuchać mędrków w TV, którzy
narzekają na ludzi, co to sobie czytają medyczne bzdety w Sieci, a potem
myślą, że wszystko wiedzą lepiej od lekarzy.

A jaką inną metodę kontroli nad poczynaniami niektórych mają pacjenci?

--
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski

She wanna pearl necklace.
She wanna pearl necklace. (ZZ Top)

Przemek

unread,
Jan 3, 2011, 6:17:32 PM1/3/11
to
Piotr 'Orlinos' Koz�owski nam wczesniej objawi�(a), a ja odpowiadam:
> leczenie kwasem hialuronowym. Sam musia�em zaproponowa� konieczno��

U mojego kolegi rehabilant w zasadzie zdiagnozowaďż˝ SM.
Oczywi�cie nie potwierdzi� diagnozy, ale na sprawdzenie tego nakierowa� i
okaza�o si� to strza�em w 10.
Niestety po 20 latach leczenia na co innego :/
Przem

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 6:23:41 PM1/3/11
to
yamma wrote:

> Massai wrote:
> > yamma wrote:
> >
> > > Massai wrote:
> > >
> > > > Wiesz co, ja Cię bardzo proszę, nie udzielaj porad medycznych
> > > > przez internet.
> > > > Hm.
> > > > Najlepiej wcale nie udzielaj, jeśli to mają być takie porady.
> > >
> > > Wiesz co? Ty mnie lepiej nie wkurwiaj, bo ja już miałem kilka
> > > razy do czynienia z pediatrami debilami i na lekarzy od dzieci
> > > jestem strasznie cięty.
> >
> > Ja Ci tylko życzę żebyś nie musiał w przyszłości przeklinać:
> > "przez tych skurwysynów pediatrów debili zraziłem się do lekarzy,
> > przy kolejnej chorobie dziecka radziłem sobie zdrowym rozsądkiem, i
> > w efekcie jestem w ciemnej dupie, bo zdrowy rozsądek okazuje się nie
> > zawsze wystarczy..."
>
> Wiesz co, ja już się naprzeklinałem na pediatrów jak moja córka
> praktycznie dostała wstrząsu anafilaktycznego i dosłownie w ostatniej
> chwili dostała sterydy w tyłek.

Eee... dobra, nie czepiam się, ale wiesz, sterydy we wstrząsie
anafilaktycznym czy samej reakcji anafilaktycznej to jak szablą na
czołgi.

Skoro pomogły same sterydy to do wstrząsu by nie doszło.

> Bo debil nakazał kontynuowanie
> Augmentinu mimo, że (jak później doczytałem w necie) ten lek często
> powoduje takie reakcje a później jak zobaczył pierwsze oznaki
> pokrzywki to przepisał jakieś kropelki. Wśród was zdarzają się tacy
> sami niekompetentni debile jak w innych zawodach i najlepiej kierować
> się zdrowym rozsądkiem.

A pewnie że się zdarzają. Ale zakładanie że zdrowy rozsądek uchroni Cię
przed debilami to mrzonki.
Prędzej niepotrzebnie wpieprzysz się między wódkę a zakąskę, niż
rzeczywiście uchronisz się przed błędem lekarza.

> Teraz jak córka gorączkuje to jedziemy do
> pediatry głównie po to aby stwierdził czy nie ma zapalenia oskrzeli,
> płuc czy szkarlatyny. Jak nie ma, to Ibufen i do widzenia.

Jak ma 8 lat, to w sumie już końcówka takich poważniejszych zagrożeń.

>
> > Małe dziecko wysoko gorączkujące to:
> > 1. problemy z dawkowaniem leków przeciwgorączkowych (nawet jak
> > umiesz liczyć i wsadzisz czopek to nie wiesz ile tego czopka
> > wysrało, a ile wchłonęło)
> > 2. ryzyko drgawek prowadzących do zaburzeń oddychania, co
> > konsekwencje może mieć BARDZO poważne. A próg drgawkowy u dzieci
> > jest znacznie obniżony.
> > 3. poważne problemy z odwodnieniem, bo doustnie nawodnić takie
> > gorączkujące dziecko, jeszcze często przy tym rzygające - to duża
> > sztuka. A odwodnienie - to proszenie się o kłopoty z nerkami.
>
> Jasssne! I od razu do wykańczalni zwanej potocznie szpitalem, tak? Po
> to żeby złapało Rota-wirusa, tak? Wiesz co, moja córka już miała
> Rota.

Ech... mam nadzieję że wiesz że równie dobrze tego rotawirusa (to z
małej litery i razem się pisze, bo to po prostu nazwa grupy wirusów)
może złapać w żłobku, przedszkolu czy szkole.

> Całą noc na zmianę z żoną koczowaliśmy przy dziecku i co pół
> godziny budziliśmy ją aby podawać wodę łyżeczką od herbaty, bo
> większą ilość zaraz zwracała.

To czemu wkłucia nie założyli i nie nawadniali dożylnie jak już
byliście w szpitalu?

> Ja ci bardzo dziękuję ale od szpitali
> to ja moje dziecko staram się trzymać mozliwie jak najdalej.

Nie przesadzajmy, nie jest tak źle. Faktem jest że dobrze wiedzieć o co
chodzi, tak żeby w razie problemów walnąć pięścią w stół i wykłócić się
o swoje, pokazując że coś tam się orientujemy, i że letko nie będzie.

Przydaje się też znajomość przynajmniej ogólnych zasad postępowania,
realiów i kolejności dziobania w szpitalu, bo wiedza kim grozić bardzo
podwyższa skuteczność ew. próby wzięcia do galopu jakiegoś lenia.

--
Pozdro
Massai

yamma

unread,
Jan 3, 2011, 6:26:09 PM1/3/11
to
Piotr 'Orlinos' Kozłowski wrote:

> I takich opowieści można mnożyć. Uwielbiam słuchać mędrków w TV,
> którzy narzekają na ludzi, co to sobie czytają medyczne bzdety w
> Sieci, a potem myślą, że wszystko wiedzą lepiej od lekarzy.

No to może ja. Moja sąsiadka niedawno urodziła. Dziecku wybitnie nie
spieszyło się na ten świat i nawet 10 dni po terminie nie było akcji
porodowej. W dodatku bardzo urosło. Były wskazania do "cesarki" ale
oczywiście lekarze stwierdzili, że absolutnie! ma urodzić po bożemu! No i
przez dobę poili ją oksytocyną. No i teraz ma uszkodzoną cewkę moczową,
problemy z nerkami i chyba w dalszym ciągu chodzi z cewnikiem. Podobnie było
z moją siostrzenicą. Też miała wskazania do "cesarki" a lekarze uparli się
że naturalnie. Ale na szczęście ma wyjątkowo pyskatego męża, który widząc
jak żona się męczy wparował do pokoju lekarzy, opierdolił wszystkich jak
szmaciarz konia i... zaraz pojechała na stół. Te chuje chyba mają jakieś
zalecenia z NFZu żeby porody były naturalne.
Takich opowieści mozna mnozyć...
yamma

yamma

unread,
Jan 3, 2011, 6:37:02 PM1/3/11
to
Massai wrote:
> yamma wrote:

>> Wiesz co, ja już się naprzeklinałem na pediatrów jak moja córka
>> praktycznie dostała wstrząsu anafilaktycznego i dosłownie w ostatniej
>> chwili dostała sterydy w tyłek.
>
> Eee... dobra, nie czepiam się, ale wiesz, sterydy we wstrząsie
> anafilaktycznym czy samej reakcji anafilaktycznej to jak szablą na
> czołgi.
>
> Skoro pomogły same sterydy to do wstrząsu by nie doszło.

Ty sobie nawet nie wyobrażasz co my wtedy przeżyliśmy. I ile szpitali
odwiedzilismy (chyba 4). Córka była cała sina, miała spuchnięte stawy. Na
domiar złego wyszedł jej zwiekszony poziom glukozy we krwi (AFAIR ok. 120
mg/l). Na szczęście po kilku godzinach wszystko zaczęło wracać do normy ale
trochę siwych włosów nam przybyło. Po takich przeżyciach jak teraz złapie 40
stopni gorączki (choć uczciwie przyznam, że na razie tylko raz, kilka
miesięcy temu, doskoczyła do takiej temperatury) to można powiedzieć, że to
pikuś. :-)
yamma

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 6:39:59 PM1/3/11
to
Piotr 'Orlinos' Kozłowski wrote:

Tia, rózne można mnożyć. Szczególnie że opowiadający najczęściej
skrzętnie pomijają to co sami spieprzyli, utrudniając pracę lekarzom.

W przypadku Twojej ciotki - komu konkretnie powiedziała o tym
uczuleniu? Lekarzowi prowadzącemu jak zbierał wywiad przy przyjęciu?
Gdyby tak zrobiła - informacja znalazłaby się w karcie i nikt normalny
by tego leku nie zapisał.

Czy może jakiemuś, który akurat badał sąsiadkę? Opisała to?

Opowieści pacjentki po "kombinacjach leków psychotropowych"... no
cóż... wiem, że to stygmatyzowanie, ale - taka jest prawda - do zbyt
wiarygodnych nie należą.

Twojego przypadku nie skomentuję, bo się na tym nie znam kompletnie, to
czego się uczyłem na studiach już się zdezaktualizowało, ta dziedzina
się szybko rozwija.


> Uwielbiam słuchać mędrków w TV,
> którzy narzekają na ludzi, co to sobie czytają medyczne bzdety w
> Sieci, a potem myślą, że wszystko wiedzą lepiej od lekarzy.
>
> A jaką inną metodę kontroli nad poczynaniami niektórych mają pacjenci?

Dopóki pacjent nie przychodzi z katarem domagając się pełnej obrazówki
w kierunku płynotoku - niech sobie czyta, co mi tam.

Z tej kontroli to i tak gucio wyjdzie, bo i tak nie zrobię tego co mu
sie WYDAJE że powinienem, a jak się uprę to wcale mu nie tłumacząc
dlaczego tego nie robię.

Jak już kiedyś pisałem nie jest rolą lekarza tłumaczenie pacjentowi
dlaczego czegoś nie robi. Powinien przystępnie wytłumaczyć dlaczego coś
robi, i jakie są alternatywy.

Przyjdzie mi taki pacjent, rozłoży książkę na kolanach na spisie treści
i zacznie się dopytywać o kolejne badania z cytodiagnostyki - dlaczego
ich nie robię?

Jak mam czas i widzę że człowiek po prostu chce się czegoś dowiedzieć
to mu wstępnie nakreślę i powiem gdzie ma szukać żeby było z sensem.

--
Pozdro
Massai

KRZYZAK

unread,
Jan 3, 2011, 6:46:01 PM1/3/11
to
Dnia Mon, 3 Jan 2011 23:34:28 +0100, Piotr 'Orlinos' Kozłowski napisał(a):

> Czemu? Wydawało mi się, że łatwiej jest przeżywać bolesne zabiegi,
> jeżeli jest przy człowieku ktoś bliski i daje poczucie, że wszystko
> będzie OK?

Nie. Jak dzieciak jest z tylko z fachowcem to wie, ze klamka zapadla i ma
spokoj ducha. A jak sa rodzice to pozostaje kapka nadziei i niepokoj.

--
Premier Donald tusk ostrzega Polaków
http://www.youtube.com/watch?v=JrnhFZilEeg

KRZYZAK

unread,
Jan 3, 2011, 6:49:31 PM1/3/11
to
Dnia Tue, 4 Jan 2011 00:26:09 +0100, yamma napisał(a):

> Te chuje chyba mają jakieś
> zalecenia z NFZu żeby porody były naturalne.

Nie tylko naturalne. Ma baba cierpiec!

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 6:50:04 PM1/3/11
to
Przemek wrote:

> Piotr 'Orlinos' Kozłowski nam wczesniej objawił(a), a ja odpowiadam:
> > leczenie kwasem hialuronowym. Sam musiałem zaproponować konieczność
>
> U mojego kolegi rehabilant w zasadzie zdiagnozował SM.
> Oczywiście nie potwierdził diagnozy, ale na sprawdzenie tego
> nakierował i okazało się to strzałem w 10. Niestety po 20 latach


> leczenia na co innego :/

Bez kozery powiem - po pińciuset latach leczenia na co innego.

Widzisz, właśnie takie szczegóły często obnażają małą wiarygodność
takich historii.

Owszem, zdarza się że SM przebiega bardzo wolno, że okresy remisji mają
po 5-6 lat, że rzuty są bardzo ograniczone. Wprawdzie w SM rzuty
zazwyczaj dają spore ubytki które się później cofają w znacznym
stopniu, ale niech tam.
Zdarza się. U kobiet, zazwyczaj późno wykryte itp.

Ale młody facet? 20 lat od pierwszych objawów SM? i przez te 20 lat
leczenie na co innego? Jeszcze powiedz że o własnych siłach dotarł do
tego rehabilitanta...

Mój kolega zachorował na SM 15 lat temu. Obserwowałem to od samego
początku, bo wynajmowaliśmy wtedy razem mieszkanie, na pierwszym roku.
Jeśli ja po 3 miesiącach nauki - rzuciłem prawidłową diagnozę, w
dodatku tylko na podstawie obserwacji, bo on mało gadatliwy - to
neurolog ją stawia przez telefon, po litrze wódki, w dodatku mieszanej
z piwem.

--
Pozdro
Massai

KRZYZAK

unread,
Jan 3, 2011, 6:53:22 PM1/3/11
to
Dnia Mon, 3 Jan 2011 23:54:05 +0100, yamma napisał(a):

> Całą noc
> na zmianę z żoną koczowaliśmy przy dziecku i co pół godziny budziliśmy ją
> aby podawać wodę łyżeczką od herbaty, bo większą ilość zaraz zwracała.

No to sie trzeba bylo zdecydowac na szpital i kroplowke. Bo odwodnienie to
nie zarty. A dziecko traci wode bardzo szybko.

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 7:00:36 PM1/3/11
to
yamma wrote:

> Piotr 'Orlinos' Kozłowski wrote:
>
> > I takich opowieści można mnożyć. Uwielbiam słuchać mędrków w TV,
> > którzy narzekają na ludzi, co to sobie czytają medyczne bzdety w
> > Sieci, a potem myślą, że wszystko wiedzą lepiej od lekarzy.
>
> No to może ja. Moja sąsiadka niedawno urodziła. Dziecku wybitnie nie
> spieszyło się na ten świat i nawet 10 dni po terminie nie było akcji
> porodowej. W dodatku bardzo urosło. Były wskazania do "cesarki" ale
> oczywiście lekarze stwierdzili, że absolutnie! ma urodzić po bożemu!
> No i przez dobę poili ją oksytocyną. No i teraz ma uszkodzoną cewkę
> moczową, problemy z nerkami i chyba w dalszym ciągu chodzi z
> cewnikiem.

Jeśli były wskazania do cesarki (niech sprawdzi dokładnie) to nie
patyczkować się, i pozwać szpital.

> Podobnie było z moją siostrzenicą. Też miała wskazania do
> "cesarki" a lekarze uparli się że naturalnie. Ale na szczęście ma
> wyjątkowo pyskatego męża, który widząc jak żona się męczy wparował do
> pokoju lekarzy, opierdolił wszystkich jak szmaciarz konia i... zaraz
> pojechała na stół.

No cóż, dotykasz akurat ciemnej strony medycyny ;-)

Położnictwo w PL to strefa mroku, mieszanina lenistwa i rutyny.
Zresztą nie tylko w PL, mam przykład ze... Szwajcarii, takie same
akcje. Tylko z tą różnicą że tam po fakcie dyrektorstwo szpitala gnie
się w ukłonach ze strachu przed pozwem.

Jak byłem na 6 roku na hoteliku na gineksach, to za fraki wypieprzyłem
z sali "doświadczoną położną", grube stare wąsate babsko, które się
uwaliło na kobicie.
Fakt że mąż rodzącej mi pomagał, bo sam bym jej chyba nie dał rady,
musiałbym prać po ryju.

Afera się zrobiła że hej, ale na szczęście przyszła łebska babka z
dyżuru na bloku (tam zawsze siedzą lepsi), na boku obsobaczyła
dyżurnego z porodówki i się rozeszło po kościach.

> Te chuje chyba mają jakieś zalecenia z NFZu żeby
> porody były naturalne.

A tu niestety masz rację. Ponoć tak jest "taniej".

--
Pozdro
Massai

Hikikomori San

unread,
Jan 3, 2011, 7:03:46 PM1/3/11
to
Użytkownik KRZYZAK napisał:

> Dnia Mon, 3 Jan 2011 23:54:05 +0100, yamma napisał(a):
>
>> Całą noc
>> na zmianę z żoną koczowaliśmy przy dziecku i co pół godziny budziliśmy ją
>> aby podawać wodę łyżeczką od herbaty, bo większą ilość zaraz zwracała.
>
> No to sie trzeba bylo zdecydowac na szpital i kroplowke

Zeby ja w tym szpitalu zabili?

O nie, szpital to ostatecznosc ostateczna.

--
Tekst: Hiki Grafika: GS
http://demotywatory.pl/2193651/Gdzie-popelnilem-blad

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 7:14:48 PM1/3/11
to
yamma wrote:

> Massai wrote:
> > yamma wrote:
>
> > > Wiesz co, ja ju� si� naprzeklina�em na pediatr�w jak moja c�rka
> > > praktycznie dosta�a wstrz�su anafilaktycznego i dos�ownie w
> > > ostatniej chwili dosta�a sterydy w ty�ek.
> >
> > Eee... dobra, nie czepiam si�, ale wiesz, sterydy we wstrz�sie
> > anafilaktycznym czy samej reakcji anafilaktycznej to jak szablďż˝ na
> > czo�gi.
> >
> > Skoro pomog�y same sterydy to do wstrz�su by nie dosz�o.
>
> Ty sobie nawet nie wyobra�asz co my wtedy prze�yli�my.

No, mog� pr�bowa� sobie wyobrazi�.

> I ile szpitali
> odwiedzilismy (chyba 4). C�rka by�a ca�a sina, mia�a spuchni�te
> stawy.
> Na domiar z�ego wyszed� jej zwiekszony poziom glukozy we krwi
> (AFAIR ok. 120 mg/l).

Co jest akurat kompletnie nieznacz�ce ;-) Szczeg�lnie w takim stanie.
Nawet jakby mia�a 200, to niewiele by to znaczy�o...

--
Pozdro
Massai

Hikikomori San

unread,
Jan 3, 2011, 7:19:20 PM1/3/11
to
Użytkownik Massai napisał:

> yamma wrote:
>
>> Massai wrote:
>>> yamma wrote:
>>>> Wiesz co, ja już się naprzeklinałem na pediatrów jak moja córka
>>>> praktycznie dostała wstrząsu anafilaktycznego i dosłownie w
>>>> ostatniej chwili dostała sterydy w tyłek.
>>> Eee... dobra, nie czepiam się, ale wiesz, sterydy we wstrząsie
>>> anafilaktycznym czy samej reakcji anafilaktycznej to jak szablą na
>>> czołgi.
>>>
>>> Skoro pomogły same sterydy to do wstrząsu by nie doszło.
>> Ty sobie nawet nie wyobrażasz co my wtedy przeżyliśmy.
>
> No, mogę próbować sobie wyobrazić.
>
>> I ile szpitali

>> odwiedzilismy (chyba 4). Córka była cała sina, miała spuchnięte
>> stawy.
>> Na domiar złego wyszedł jej zwiekszony poziom glukozy we krwi
>> (AFAIR ok. 120 mg/l).
>
> Co jest akurat kompletnie nieznaczące ;-) Szczególnie w takim stanie.
> Nawet jakby miała 200, to niewiele by to znaczyło...
>
mysle, ze 200 mg/l to jednak bardzo niski poziom. Bo normy podaje sie w
mg/dl

wiec jak ktos tu jest medykiem a myli mg/l i mg/dl to zle to swiadczy o nim

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 7:23:37 PM1/3/11
to
Hikikomori San wrote:

Pod warunkiem że myli, a nie uznał że wyczerpał dzienny limit
czepiania się szczegółów w postach yammy...

--
Pozdro
Massai

Hikikomori San

unread,
Jan 3, 2011, 7:28:51 PM1/3/11
to
Użytkownik Massai napisał:
Ja tam nie wiem, ale poprawianie merytoryczne to nie czepianie. Zawsze
mozna to poprawic bez wzbudzania jakichs emocji.

Jacek_P

unread,
Jan 3, 2011, 7:14:20 PM1/3/11
to
Massai napisal:
[ ciach ]

Abstrahując od zasadniczego wątku: teraz to jesteś w swoim
żywiole, a nie w jakiejś trywialnej akcji zimowego utrzymania dróg :)

--
Pozdrawiam,

Jacek

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 7:52:49 PM1/3/11
to
Hikikomori San wrote:

> Ja tam nie wiem, ale poprawianie merytoryczne to nie czepianie.
> Zawsze mozna to poprawic bez wzbudzania jakichs emocji.

No mogłem. Mogłem mu jeszcze napisac że bardziej szkolnie jest
podawać w mmol/l, tylko po co?

Zresztą, z czasem człowiek się przyzwyczaja i nie dopytuje pacjenta
"ale w jakich jednostkach?" jeśli nie ma rzeczywiście takiej
potrzeby. A, de facto - rzadko jest.

--
Pozdro
Massai

Massai

unread,
Jan 3, 2011, 7:59:04 PM1/3/11
to
Jacek_P wrote:

> Massai napisal:
> [ ciach ]
>
> Abstrahując od zasadniczego wątku: teraz to jesteś w swoim
> żywiole, a nie w jakiejś trywialnej akcji zimowego utrzymania dróg
> :)

Nudzę się na dyżurze...
Spokój tu mam, ot czasem przejdę się po oddziale i złośliwie
pobudzę pacjentów, tyle mojej rozrywki.

;-)

--
Pozdro
Massai

Przemek

unread,
Jan 3, 2011, 9:49:09 PM1/3/11
to
Massai nam wczesniej objawił(a), a ja odpowiadam:

> Bez kozery powiem - po pińciuset latach leczenia na co innego.
> Widzisz, właśnie takie szczegóły często obnażają małą wiarygodność
> takich historii.

Bo Ty wiesz :/

> Ale młody facet? 20 lat od pierwszych objawów SM? i przez te 20 lat
> leczenie na co innego? Jeszcze powiedz że o własnych siłach dotarł do
> tego rehabilitanta...

Tak. Dokładnie. Pierwsze drętwienia miał w wieku 20 lat. Zdiagnozowano go w
wieku 40. Ale Ty wiesz i Ty nie wierzysz :/

> Jeśli ja po 3 miesiącach nauki - rzuciłem prawidłową diagnozę, w

No bo każdy przebieg choroby jest taki sam.
Cóż...
Przem

Marek Dyjor

unread,
Jan 4, 2011, 12:46:30 AM1/4/11
to
Hikikomori San wrote:
> Użytkownik KRZYZAK napisał:
>> Dnia Mon, 3 Jan 2011 23:54:05 +0100, yamma napisał(a):
>>
>>> Całą noc
>>> na zmianę z żoną koczowaliśmy przy dziecku i co pół godziny
>>> budziliśmy ją aby podawać wodę łyżeczką od herbaty, bo większą
>>> ilość zaraz zwracała.
>>
>> No to sie trzeba bylo zdecydowac na szpital i kroplowke
>
> Zeby ja w tym szpitalu zabili?
>
> O nie, szpital to ostatecznosc ostateczna.

W domu niestety sie kroplówki nie zrobi, przynajmniej jak nie ma sie kogoś
mającego coś z medycyną wspólnego. Odwodnienie to poważny problem u małych
dzieci, z wiekiem jest lepiej.

Grzegorz Staniak

unread,
Jan 4, 2011, 3:06:23 AM1/4/11
to
On 04.01.2011, Hikikomori San <hikiko...@amorki.pl> wroted:

> Zeby ja w tym szpitalu zabili?
>
> O nie, szpital to ostatecznosc ostateczna.

Możesz sobie oczywiście robić jaja, ale znam lekarzy którzy powiedzą
to samo -- nie tylko w odniesieniu do dzieci. Geriatra, były ordynator
jakiegoś oddziału o takim profilu, prowadzący obecnie dom opieki dla
starszych osób, użył prawie dokładnie tych słów. Mówi też, że dla ludzi
wiekowych i schorowanych polski szpital to miejsce w którym najłatwiej
to mogą umrzeć w dwa tygodnie. Ale pewnie też nie wie co mówi.

GS
--
Grzegorz Staniak <gstaniak _at_ gmail [dot] com>

taki jeden wyborca

unread,
Jan 4, 2011, 3:07:41 AM1/4/11
to
Witam,
Ja mam od kilku lat nieodparte wrażenie, ze na pediatrię to trafiają w
większości jakieś "spady" a nie lekarze, którzy potrafią logicznie myśleć. A
opieram to na fakcie, iż z pięciu pediatrów w mojej przychodni, ŻADEN nie
potarfi zdiagnozować czegoś trudniejszego niż "drobna infekcja wirusowa"
leczona NLPZ'ami. a jeśli już zapiszą antybiotyk to zazwyczaj "nietrafiony".
Mistrzostwem świata było leczenie infekcji bakteryjnej dróg oddechowych,
która po trzech dniach skończyła się zapaleniem żołędzi u dwulatka
(dodatkowo błednie zdiagnozowanej przez pediatrów ze specjalistycznego
szpitala dziecięcego jako zapalenie napletka). Dopiero, polecona przez
znajomych pediatra, wdrożyła sensowne leczenie (w tym podwójna
antybiotykoterapia, bo mały dorobił sie już zapalenia uszu, dróg
oddechowych, no i żołędzia), które zadziałało, zgodnie z zapowiedzią, już po
dobie. Przedtem całe stadko lebieg zaleciło Rivanol i moczenie w rumianku. U
dziecka, które nie może oddać moczu i zwija sie z bólu.
Aktualnie bujam się od sześciu tygodni z powkłaniami po przeoczonej przez
"przychodnianą" pediatrę infekcji bakteryjnej zatok u pięciolatka. Jak
wiadomo, teksty rodzica o zapachu z buzi dziecka nalezy olać i puścić mimo
uszu, bo ważniejsze jest pobieżne zerknięcie na gardło i pięciosekundowe
osłuchanie dziecka. I tym sposobem leczymu zapalenie oskrzeli przy pomocy
Stodalu... Trzy dni temperatury typu 39,5 pani "pediatrze" nic nie
zasugerowały.
Szkoda tylko, że znam jedną dobrą lekarkę (która zakazała już podawania
swojego numeru telefonu nowym osobom, bo nie wyrabia się ze starymi) i całe
stado lebieg, którym powinno się zabrać PWZ.
Pzdr
Koshy, tata alergika


Krzysiek Kielczewski

unread,
Jan 4, 2011, 3:12:44 AM1/4/11
to
On 2011-01-03, _chab_ <wpis...@wp.pl> wrote:

[ciach]
> "Termometr swój ma Pan? bo my to mamy tylko jeden na oddziale, taki
> elektroniczny, nie bardzo mu mo¿na wierzyæ" - no¿ kurwa jego maæ! Jak oni
> tam mog± diagnozowaæ bez sprawdzonego przyrz±du. Gdyby tak przek³amywa³ i
> ka¿demu przyjêtemu na oddzia³ pokazywa³ po 41 stopni i ka¿demu ³adowali
> jakie¶ pigu³y? To s± dzieci. Drugie ma³e le¿y te¿ chore w domu to i
> termometr potrzebny wiêc nie bra³em.
[ciach]
> Kible, ¿e strach nogê postawiæ. Jedn± rêk± trzymaæ klamkê bo drzwi siê na
> o¶cie¿ otwieraj±, drug± rób co chcesz. Prysznic oczywi¶cie dla odwa¿nych.
[ciach]

Jeden z większych szpitali dziecięcych, oddział noworodkowy.
- Macie termometr?
- Nie!?
- No bo na oddziale szaleje rotawirus, to lepiej żebyście mieli własny.

Niby nic... ale tłem jest karteczka w kiblu "spłuczka zepsuta prosimy
spłukiwać wiadrem".

Może pieniędzy na nową nie mieli... Po dopisaniu markerem na karteczce
"To może by, przecinek, ją naprawić?" po kilku godzinach przyszedł
miejscowy hydraulik i w dziesięć minut naprawił.

Kurtyna.

Pzdr,
Krzysiek Kiełczewski

Krzysiek Kielczewski

unread,
Jan 4, 2011, 3:14:21 AM1/4/11
to
On 2011-01-03, Piotr 'Orlinos' Kozłowski <n...@ma.takiego.dziadka> wrote:

> Czemu? Wydawało mi się, że łatwiej jest przeżywać bolesne zabiegi,
> jeżeli jest przy człowieku ktoś bliski i daje poczucie, że wszystko
> będzie OK?
>

> (No, chyba, że np. matka histeryzuje przy zabiegu bardziej niż dziecko,
> wtedy nie).

Z rozmów z pielęgniarką w punkcie szczepień wynika, że 90% problemów z
zastrzykami to panika rodzica "bo go będzie bolało i będzie wrzeszczał".

Pzdr,
Krzysiek Kiełczewski

Agnieszka

unread,
Jan 4, 2011, 4:27:47 AM1/4/11
to
Użytkownik "yamma" <ya...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:iftk2g$lnj$1...@inews.gazeta.pl...
>
> Pierdolisz aż przykro to czytać. Przecież jak byk napisałem, żeby zbić
> gorączkę i pojechać na nocny dyżur do pediatry. Ślepy czy tak sobie po
> prostu manipulujesz?

Wiesz co, ja przez pierwszy rok córki jeździłam z każdą gorączką do lekarki
z przychodni. Bardzo dobrej lekarki w wieloletnią praktyką. Dopiero jak po
kolejnej wizycie rano w przychodni, w południe córka wylądowała w szpitalu z
drgawkami, to okazało się, że diagnozy z ostatniego roku mogę sobie wsadzić
gdziekolwiek, a "przecież po tych objawach od razu widać, gdzie trzeba
szukać przyczyn, lekarz pani nie powiedział?". Więc z tym psioczeniem po
całości na szpitale to też trzeba uważać.

Agnieszka

Maciek

unread,
Jan 4, 2011, 6:02:41 AM1/4/11
to
W dniu 2011-01-03 22:46, masti pisze:
> a profity lecą, a potem płacz, że się paskudztwa uodporniły i atybiotyki
> nie działają
> a zbadać, który trzeba podać i czy w ogóle to nie łaska
ROTFL! Chyba się za dużo ostrych dyżurów, czy innego serialowego szajsu
naoglądałeś. Jakie badania?? Pojebało Cię? Dobrze jak zdiagnozują, czy
infekcja jest bakteryjna, czy wirusowa, chociaż i tak w obu przypadkach
antybiotyk podadzą, bo przy wirusach pewnie i tak dojdzie nadkażenie
jakimiś bakteriami. W szpitalu to najwyżej dostanie antybiotyk dożylnie.
W całym tym leczeniu antybiotykami chodzi tylko o to, żeby nie podawać
ich na byle gówno, czyli lekki katarek. Jak jest długo utrzymująca się
gorączka, to nikt nie będzie się bawił w diagnozy, tylko poda antybiotyk.

--
Pozdrawiam
Maciek

Maciek

unread,
Jan 4, 2011, 6:03:40 AM1/4/11
to
W dniu 2011-01-03 22:53, _chab_ pisze:
> Otóż to, nie sztuka nafaszerować antybiotykami, co dowodzi mój przypadek, bo
> nie został podany żaden antybiotyk i dzisiaj jestem w domu.
> Gdyby władować od razu antybiotyk cieszylibyśmy się, że zajebiście działa i
> przez cały czas byłby niepotrzebnie podawany.
No i super. Ten sam efekt osiągnąłbyś w domu podając leki
przeciwgorączkowe i przeciwzapalne :->

--
Pozdrawiam
Maciek

Maciek

unread,
Jan 4, 2011, 6:07:04 AM1/4/11
to
W dniu 2011-01-04 00:06, Piotr 'Orlinos' Kozłowski pisze:

> Siostrze mojej matki wciśnięto w szpitalu lek, na który była uczulona,
> mimo, że uprzedzała o tym jej rodzina i sama siostra. Oczywiście po
> odratowaniu to nie była wina lekarzy.
Córka dostała w szpitalu kroplówkę koleżanki z sąsiedniej sali. Na
szczęście tylko nawadnianie.

--
Pozdrawiam
Maciek

Piotr 'Orlinos' Kozłowski

unread,
Jan 4, 2011, 7:31:31 AM1/4/11
to
On Mon, 3 Jan 2011 23:39:59 +0000 (UTC), Massai wrote:

> Piotr 'Orlinos' Kozłowski wrote:
>
>> On Mon, 3 Jan 2011 22:36:39 +0000 (UTC), masti wrote:
>>
>>> Dnia pięknego Mon, 03 Jan 2011 23:25:01 +0100 osobnik zwany yamma
>>> wystukał:
>>>
>>>> Massai wrote:
>>>>
>>>>> Wiesz co, ja Cię bardzo proszę, nie udzielaj porad medycznych
>> przez >>> internet.
>>>>> Hm.
>>>>> Najlepiej wcale nie udzielaj, jeśli to mają być takie porady.
>>>>
>>>> Wiesz co? Ty mnie lepiej nie wkurwiaj, bo ja już miałem kilka razy
>> do >> czynienia z pediatrami debilami i na lekarzy od dzieci jestem
>> strasznie >> cięty. Gdyby nie zdrowy rozsądek mój i żony w kilku
>> sytuacjach, to... >> wybacz ale nie chce mi się kończyć.
>>>> yamma
>>> i dlatego pediatrzy maja takich pieniaczy na recepcie na antybiotyk.
>>>
>>> /me nie cierpi antybiotyków ale i pieniaczy też
>>

>[...]


>> I takich opowieści można mnożyć.
>
> Tia, rózne można mnożyć. Szczególnie że opowiadający najczęściej
> skrzętnie pomijają to co sami spieprzyli, utrudniając pracę lekarzom.
>
> W przypadku Twojej ciotki - komu konkretnie powiedziała o tym
> uczuleniu? Lekarzowi prowadzącemu jak zbierał wywiad przy przyjęciu?
> Gdyby tak zrobiła - informacja znalazłaby się w karcie i nikt normalny
> by tego leku nie zapisał.

Pojęcia nie mam, to było ze 20-30 lat temu.

> Czy może jakiemuś, który akurat badał sąsiadkę? Opisała to?
>
> Opowieści pacjentki po "kombinacjach leków psychotropowych"... no
> cóż... wiem, że to stygmatyzowanie, ale - taka jest prawda - do zbyt
> wiarygodnych nie należą.

Całkiem przytomna osoba, obawiam się. Ona w końcu uzyskała od nich
potwierdzenie, że są problemy hormonalne i to przez leki (a przecież
sama sobie ich nie przepisywała), ale kit jej wciskali przez długi czas.

Leczenie psychiatryczne w naszym kraju to też koszmar i trzeba lekarzy
pilnować na każdym kroku. I to jest smutne - bo z jednej strony jest
oczywiste, że "wiedza z Internetu" jest zerowa, nawet w porównaniu do
wiedzy koszmarnego konowała; z drugiej strony zawierzenie w pełni
specjalistom może człowieka zbyt dużo kosztować.

Więc się lawiruje.

> Twojego przypadku nie skomentuję, bo się na tym nie znam kompletnie, to
> czego się uczyłem na studiach już się zdezaktualizowało, ta dziedzina
> się szybko rozwija.

Podstawy leczenie chondromalacji to są nawet w Wikipedii. ;-) To niemal
zawsze jest jakaś kombinacja farmakologii (w celu usunięcia bólu etc.) i
ćwiczeń, zmiany typu aktywności itp. Nawet gdybym dostał
najskuteczniejszą (i najdroższą) operację polegającą na wyjęciu,
rozmnożeniu i reimplantacji chrząstki - to zawsze musi to się łączyć z
rehabilitacją, inaczej wszystko pójdzie na marne.

Sam lekarz stwierdził, że to oczywiste, że rehabilitant powinien mnie
chociaż obejrzeć, bo ortopeda-lekarz i orto-rehabilitant to nie to samo.
Tylko że wymagało to sugestii z mojej strony.

--
Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Did you ever hear the story / That happened not long ago
'bout the man with a tan: / El diablo de Mexico? (ZZ Top)

Jakub A. Krzewicki

unread,
Jan 4, 2011, 7:44:56 AM1/4/11
to
wtorek, 4 stycznia 2011 09:07. carbon entity 'taki jeden wyborca'
<ta...@jakis.com>
contaminated pl.pregierz with the following letter:

> Szkoda tylko, że znam jedną dobrą lekarkę (która zakazała już podawania
> swojego numeru telefonu nowym osobom, bo nie wyrabia się ze starymi) i
> całe stado lebieg, którym powinno się zabrać PWZ.

Wystarczy, żeby im zabrać NFZ. Prywatnie nikt u nich i tak się leczyć chciał
nie będzie, co najwyżej na kaca.

--
tois egregorosin hena kai koinon kosmon einai
ton de koimomenon hekaston eis idion apostrephesthai

Krzysiek Kielczewski

unread,
Jan 4, 2011, 8:08:58 AM1/4/11
to
On 2011-01-04, Jakub A. Krzewicki <drukpa...@gmail.org> wrote:

>> Szkoda tylko, że znam jedną dobrą lekarkę (która zakazała już podawania
>> swojego numeru telefonu nowym osobom, bo nie wyrabia się ze starymi) i
>> całe stado lebieg, którym powinno się zabrać PWZ.
>
> Wystarczy, żeby im zabrać NFZ. Prywatnie nikt u nich i tak się leczyć chciał
> nie będzie, co najwyżej na kaca.

NFZetowa służba zdrowia nigdy nie będzie dobra, bo kto inny korzysta z
usługi, a kto inny wybiera zleceniobiorcę.

Pzdr,
Krzysiek Kiełczewski

KRZYZAK

unread,
Jan 4, 2011, 1:44:20 PM1/4/11
to
Dnia Tue, 4 Jan 2011 10:27:47 +0100, Agnieszka napisał(a):

> gdziekolwiek, a "przecież po tych objawach od razu widać, gdzie trzeba
> szukać przyczyn, lekarz pani nie powiedział?". Więc z tym psioczeniem po
> całości na szpitale to też trzeba uważać.

A mnie w szpitalu po tym jak dostalem w tube z utrata przytomnosci zrobili
przeswietlenie czaszki w 3 rzutach i na tej podstawie stwierdzili brak
krwiaka. Zdjecia odcinka szyjnego kregoslupa nie zrobili.

_chab_

unread,
Jan 4, 2011, 4:25:05 PM1/4/11
to
To dzisiaj jeszcze ma�y ci�g dalszy szpitalnych przyg�d, gdy� ma�y rozpocz��
leczenie zapalenia p�uc i oskrzeli. Chyba przerzuc� si� na bloga.

Okazuje si�, �e mo�na jeszcze bardziej zniech�ci� do pobytu.
Dzisiaj ju� wiem, mieli�my jak w raju. W�asn� "prycz�" gdzie mo�na by�o si�
wy�o�y� z dzieciakiem, wsp�lokatorzy kulturalni, nie zawracali gitary.
Troch� wia�o, ale ju� wiem, �e to by� pryszcz.
Przenosiny by�y, na pododdzia� niemowlak�w, do nowego, lepszego �wiata gdzie
maj� ju� wanienk� do mycia. Aha, i przy okazji dwie pierdolni�te
wsp�lokatorki, ale o tym za chwil�.
Troch� o warunkach.
Nie wiem jak to nazwa� ale my�l� �e "chlewik" to b�dzie najlepsze
okre�lenie.
Prysznicozlewozmywak dla niemowl�t zajebisty, idealne miejsce do rzygania.
Wystarczy zajrze� do �rodka i nie trzeba wk�a� palc�w do buzi.
Prycza zamieni�a si� w p�metrowej szeroko�ci le�ank� ale za to dziecko ma
wypa�ny kojec, przy oknie, �eby nie by�o. Le�anka z g�ow� wprost przy
parapecie. Nie wiem czy oni testuj� tam wytrzyma�o�� ludzkiej g�owy na mr�z?
Po kr�tkiej pr�bie le�enia polecia�em do piel�gniarki po koc �eby co nieco
uszczelni�. Jakie� by�o moje zdumienie gdy kocem z�o�onym na p� uda�o mi
si� zapcha� szczelin� na ca�ej wysoko�ci okna (Musz� dorzuca� chyba
zdj�cia). Troch� mniej wieje, bo trzeba by tak dooko�a zrobi�. �atwiej by
by�o przynie�� silikonu i zala�. Pokoje oddzielone �cianami przeszklonymi,
szkie�kami jak w chlewiku. S�ycha� i wida� co si� dzieje na s�siednich
salach. Zero prywatno�ci. No ale to nie hotel jak ju� pisa�em.
Kojec fajna rzecz, tyle, �e Ma�y jest jeszcze naturalnie dokarmiany. I po��
go tutaj sobie na pryczy p�metrowej gdzie dupa wisi po to by dziecko mog�o
si� po�o�y� na chwil�.
B�dzie pierwsza noc, ju� wp�czuj� �onie. Zrywaj si� co kilkadziesi�t minut
z pryczy gdu dzieciak zacznie marudzi�, po to �eby nie pobudzic innych
dooko�a. Akurat jestem z tych co to szanuj� spok�j innych tak jak w�asny.
Pomys� rozdzielania na osobne ��ka idiotyczny.
Po ma�ej reorganizacji da si� jako� przetrwa�, rzeczy martwe mo�na
okie�zna�.
Gorzej jednak jest z lud�mi, jak mam idiot�w obok to jestem bezsilny.
Dwie wsp�lokatorki, dwie patologie.
Na oko 26-28 lat.G�by si� nie zamykaj�, RMF-ka MAX w tle. Darcia na
dzieciaki: "Zajeba� Ci", "Co� kurwa zrobi�?", "Teraz Ci przypierdol�" i tak
w k�ko. Zagadywanie nie proszone "O jaki �adny ch�opczyk", "Jak si�
cieszy", "Jaki grzeczny" - jasny chuj, idzie zg�upie�. Ani s�owem si� nie
odzywam a te dalej swoje. Wypierdalam otumaniony na korytarz.
Odwiedziny pierwszego ojca. Nafaszerowa� 14-sto miesi�czniaka wafelkami,
batonikami, i cholera wie czym jeszcze. Powymienia� pare "kurew" z �on� i
polaz�.
Odwiedziny drugiego ojca. Przychodzi przed 20. Zaczyna si� cisza a Ci
pogaw�dka na ca�� g�b�. W dupie to, �e Ma�y si� usypia. Przez wi�kszo�� dnia
10 miesi�czniak froteruje pod�og� w pokoju, pod kojcem, gryzie buty
przyniesione z dworu. A ta tylko "kurwami" do niego. "Piel�gniarka g�upia
Cipa bo powiedzia�a �e nie umiem wychowywa� dziecka, ciekawe jak prze�y� 10
miesi�cy" - szczebiocze z pretensjami naoko�o. W dupie mam to co ten jaj
ma�y robi byle nie dar�a ryja.
Czego� takiego jeszcze nie widzia�em a nie �yj� w izolatce. Psycha wysiada,
bo z takimi typami �adna dyskusja nie ma sensu.
Za okienkami w s�siednim jaki� psychol drze si� do wp�lokator�w z
opowie�ci� jak to zrobi� tr�jk� dzieci i nie ma za co ich wychowa� bo matka
tylko chleje. Tamci siedz� i udaj� �e s�uchaj� go chocia� wida� �e pos�ali
by go w pizdu.
Kolejny pok�j trzy rumunki, wrzeszcz� po swojemu, dzieciaki szlajaj� si� po
oddziale.
To psychiatryk? czy szpital? do kurwy n�dzy.

A, no i by�o troch� leczenia. Wczorajszy antybiotyk dzisiaj zmieniony na
inny, bo tamtym zacz�� wymiotowa�.
I kolejny rodzynek:
Przychodzi lekarka na wieczorny obch�d os�uchuje ma�ego po czym m�wi: "No,
jest lepiej". No to super, tylko si� cieszy�.
Zaraz!?
Przecie� os�uchiwa�a go pierwszy raz bo przedtem by� inny lekarz, to jest
lepiej ni� kiedy?
Dom wariat�w.

Hikikomori San

unread,
Jan 4, 2011, 4:34:52 PM1/4/11
to
Użytkownik _chab_ napisał:

> Dom wariatów.

Przypierdalasz sie zamiast przyzwycaic :D

Massai

unread,
Jan 5, 2011, 3:56:30 AM1/5/11
to
_chab_ wrote:


> To psychiatryk? czy szpital? do kurwy nędzy.

Kiedyś, w dawnych dobrych czasach ;-), to rodzicom nie wolno było
nocować z dziećmi, tylko wizyty w wyznaczonych godzinach.

Teraz już wiesz dlaczego ;-)

>
> A, no i było trochę leczenia. Wczorajszy antybiotyk dzisiaj zmieniony
> na inny, bo tamtym zaczął wymiotować. I kolejny rodzynek:
> Przychodzi lekarka na wieczorny obchód osłuchuje małego po czym mówi:
> "No, jest lepiej". No to super, tylko się cieszyć. Zaraz!?
> Przecież osłuchiwała go pierwszy raz bo przedtem był inny lekarz, to
> jest lepiej niż kiedy? Dom wariatów.

Eeee, po prostu popatrzyła w kartę, w opis poprzedniego lekarza, co
wysłuchał, sama posłuchała i porównała...
Bez problemu. Po to jacyś szaleńcy wymyślali te znormalizowane opisy
rodzaju szmerów, świstów, trzeszczeń i ich lokalizacji...

Choć po prawdzie to określenie świst jest mocno mylące. To żaden świst
(jak np. wiatru), bardziej to przypomina takie wilcze wycie "uuuuu"...

--
Pozdro
Massai

Agnieszka

unread,
Jan 5, 2011, 5:49:35 AM1/5/11
to
Użytkownik "_chab_" <wpis...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:ig037s$hrj$1...@inews.gazeta.pl...
> To dzisiaj jeszcze mały ciąg dalszy szpitalnych przygód, gdyż mały
> rozpoczął leczenie zapalenia płuc i oskrzeli. Chyba przerzucę się na
> bloga.

Przerzuć się do prywatnego szpitala.

Agnieszka

wiktor [wiki] matlakiewicz

unread,
Jan 6, 2011, 3:07:27 AM1/6/11
to
czeŚĆ,
... a dzień taki sam u nas jak u Was,
napisał Marek Dyjor na pl.pregierz do nas:

> Najgorsze wspomnienia mamy z cudownego szpitala w Prokocimiu.
>
> Ten szpital to jakiś ponury moloch z kilometrami pokręconych korytarzy.
> Wieczorem można tam sie zgubić i znajdą cie wycieńczonego na ranem
> sprzątaczki. Niestety ale personel jest równie ponury i pokręcony.

Dzięki temu szpitalowi wiele dzieciaków żyje.
W tym ja.

pozdrawiam
Wiki

--
wiktor [wiki] matlakiewicz
(> - - ^.^_, http://wiki.smutek.pl

Anna Izabela

unread,
Jan 6, 2011, 5:00:28 AM1/6/11
to

Użytkownik "Massai" <tse...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:ig1bnu$847$1...@news.onet.pl...

> _chab_ wrote:
>
>
>> To psychiatryk? czy szpital? do kurwy nędzy.
>
> Kiedyś, w dawnych dobrych czasach ;-), to rodzicom nie wolno było
> nocować z dziećmi, tylko wizyty w wyznaczonych godzinach.
>

To i ja się wtrącę moją krótką opowieścią (każdy rodzic jakąś ma).
Gdybym spasowała przed lekarzami 13 lat temu i nie uparła się, że będę
warować nocami na stołku przy łózku mojej wówczas półtoramiesięcznej (!)
córki, to pewnie bym jej nie miała. Do szczegołów nie chcę wracać. Miesiąc
diagnozowano u niej w szpitalu Korczaka koklusz. Po miesiącu wreszcie jakiś
przytomny lekarz zalecił badanie krwi podczas kaszlu, no i wreszcie kokazało
się co temu mojemu biednemu wychudzonemu dziecku jest.
Nie chcę detalicznie tego koszmaru opisywać ale po wychowaniu trójki dzieci
zalecenie dla rodziców mam jedno - warować przy dzieciaku, dopytywać się,
nie odpuzczać, nigdy do konca nie ufać i sprawdzać.
Nawet ośmieszane tu sprawdzanie w internecie bardzo się przydało, lekarza
który na mnie nakrzyczał za moje pytanie co dziecku jest słowami "co ja pani
będę mówił, to może być na przykład mukowiscydoza, ale skad pani ma wiedzieć
co to jest mukowiscydoza?!!" zażyłam pełną polską nazwą owej mukowiscydozy,
i poza opadem kopary u tego starego dziada skutek był taki, że zaczęto mnie
traktować poważnie. Mnie, moje dziecko, mój upór itd.
Warować, dopytywać się, doczytywać w książkach i sieci, nie odpuszczać, nie
ufać.

Anna Izabela

0 new messages