Kazdy z nas zna jakis fragment przeszlosci ktora juz przezyl. Jednak tylko ogromnie nielicznym ludziom dane bylo poznac jakis fragment dalekiej przyszlosci. Ja jestem jednym z owych ogromnie nielicznych ludzi ktorzy dostapili tego zaszczytu. Niezwyklosc tej mojej wizyty w przyszlosci polega na tym ze ja jestem naukowcem ktory wlasnie bada dzialanie czasu. Moglem wiec NIE tylko widziec, ale i rozumiec. Ponizej opisze tak to sie stalo i co zobaczylem w dalekiej przyszlosci.
Na swoje 63 urodziny w 2009 roku otrzymalem niezwykly prezent od jakiejs tajemniczej mocy. Mianowicie pourodzinowej nocy zabrany zostalem na wizyte do Wszewilek-Stawczyka z dalekiej przyszlosci (czyli do wioski w ktorej sie urodzilem). Moglem wiec na wlasne oczy sie przekonac jaka proporcja z opisywanych na stronie "wszewilki_jutra.htm" moich projektow dla Wszewilek-Stawczyka, faktycznie zostanie wdrozona w zycie. Musze tutaj przyznac ze czesciowo wowczas sie rozczarowalem - tylko niektore z projektow i idei jakie opisalem na stronie "wszewilki_jutra.htm" (ktorej adresy sa wskazane pod koniec tego wpisu) faktycznie zostana wdrozone w przyszlosci. Jak wiec zwykle, rzeczywistosc okaze sie NIE we wszystkim zgodna z zyczeniami. Przykladowo, owe szkaradne doly na miejscu bylego historycznego ryneczka Wszewilek nigdy nie zostana zasypane, zas ow ryneczek nigdy NIE bedzie juz odbudowany. Moj Przewodnik po przyszlosci powiedzial mi, ze zasypanie tych dolow uznane zostanie za nieekonomiczne, zas odbudowanie ryneczka w tym miejscu uwazane bedzie za nieuzasadnione przyszla funkcja i umiejscowieniem osiedla Wszewilki- Stawczyk. Dlatego owe doly beda jedynie upiekszone i wykorzystane poprzez posadzenie w nich maskujacego je lasu-parku. Podobnie we Wszewilkach nigdy NIE zostanie juz odbudowany dawny kosciolek. Moj Przewodnik mi powiedzial ze jesli ktos zechce odwiedzic kosciol wowczas w dobie doskonalych srodkow transportowych okazuje sie bardziej racjonalne wybranie sie do kosciola w Miliczu. Na szczescie kilka innych z projektow opisanych na stronie "wszewilki_jutra.htm" bedzie jednak w przyszlosci urzeczywistnione we Wszewilkach-Stawczyku. Opisze je w dalszej czesci tego wpisu. Jednak zanim rozpoczne ich omowienie najpierw kilka slow informacji o owej mojej pourodzinowej wizycie we Wszewilkach-Stawczyku z dalekiej przyszlosci.
Z moich badan naukowych nad podrozowaniem przez czas (opisanych m.in. na totaliztycznej stronie "immortality_pl.htm") jest doskonale wiadomo, ze przeniesienie sie cialem do dalekiej przyszlosci jest technicznie mozliwe. Mozliwe jest bowiem zbudowanie tzw. "wehikulow czasu" (opisanych na stronie "timevehicle_pl.htm"). Jednoczesnie z innych moich badan nad natura i cechami ludzkiej duszy (opisanych m.in. na totaliztycznej stronie "soul_proof_pl.htm") jest mi tez wiadomo, ze dusza ludzka posiada wiele nadprzyrodzonych mozliwosci ktore m.in. obejmuja rowniez jej zdolnosc do przenoszenia nas do dalekiej przyszlosci lub przeszlosci. Chociaz wiec osobiscie NIE jestem w stanie ustalic ktorym z owych dwoch odmiennych sposobow przemieszczenia mnie w daleka przyszlosc zostalem obdarowany w urodzinowym prezencie z 2009 roku, wiem ze z cala pewnoscia odwiedzilem swoja rodzinna wies w dalekiej przyszlosci. Na wlasne tez oczy widzialem jak wies ta bedzie wowczas wygladala.
Moja podroz w przyszlosc miala miejsce w trakcie nowozelandzkiej nocy (we Wszewikach-Stawczyku byl wowczas piekny, sloneczny, cieply, letni dzien). Doskonale wiedzialem ze jestem zabrany na wizyte w przyszlosc. Tyle ze NIE poinformowano mnie do jakiego konkretnie roku czy czasu. Podroz ta byla ogromnie tajemnicza i wieloznaczna. Technicznie mozna by ja uwazac za "sen". Jednak odnotowalem w niej caly szereg cech ktore wszystkie zaprzeczaly iz mogla ona byc tylko "snem". Przykladowo, sny zawsze zdarzaja sie albo "teraz" albo w "przeszlosci". Tym zas razem ja dokladnie wiedzialem ze zabrany bylem w daleka przyszlosc do ktorej fizycznie wcale NIE dozyje. W normalnym snie zawsze tez od razu jestesmy "na miejscu" zdarzen. Tymczasem na moja wizyte we Wszewilkach przyszlosci musialem najpierw przeleciec z Nowej Zelandii, poczatkowo przez morze (wode) a potem przez lad, bardzo dziwnym i ogromnie szybkim wehikulem. Typowy sen konczy sie przebudzeniem i typowo szybko sie go zapomina. Moja zas wizyta we Wszewilkach przyszlosci konczyla sie powrotnym przelotem do Nowej Zelandii po ktorym spalem jeszcze przez dlugi czas - jednak juz bez snu. Podroz ta utkwila mi tez w pamieci na zawsze. Faktycznie tez czulo sie ja jak rzeczywiste zdarzenie. Przykladowo, podczas opisanego tu wizytowania rodzinnej wsi wyraznie czulem goraco slonca, powiew wiatru, a nawet zapach wody - w normalnych snach nic takiego sie NIE czuje. Ogladalem tez stan rzeczy ktory pozniej po analizie okazal sie calkowicie logiczny, jednak ktorego ja sam nigdy tak bym sobie NIE wymyslil ani nie zaplanowal (np. zbudowanie kolejnego glebokiego stawu gromadzacego wode tuz na obrzezu wsi, czy budowa osiedla w obrebie lasu). Wyraznie tez slyszalem rozmowy mieszkancow - chociaz nikt z ludzi kolo ktorych przechodzilismy NIE zwracal uwagi na nasza obecnosc - tak jakbysmy my byli dla innych niewidzialni. Ponadto w wyprawie do przyszlosci towarzyszyl mi "Przewodnik". Nie wiem kim on byl ani jak wygladal, bowiem przez caly czas trzymal sie on dokladnie za mna i jedynie komentowal na glos to co ja z uwaga sobie ogladalem. Wiem jednak ze mial meski glos, bardzo przyjemny w brzmieniu, oraz ze mialem odczucie iz jest on mi bliski i doskonale go znam - tak jakby byl czlonkiem mojej rodziny. Nie mam pojecia jak daleko w przyszlosc wybieglismy. Jednak po grubosci drzew ktore NIE istnialy w moich czasach, a takze po architekturze, ubiorach, oraz po odmiennym akcencie i slownictwie zaslyszanych rozmow, posadzam ze bylo to sporo czasu w przyszlosc, co najmniej 50, a byc moze nawet z 250 lat do przodu.
Po przelocie do przyszlosci najpierw znalazlem sie na owej starej (w moich czasach piaszczystej) drodze przez za-torowa czesc Wszewilek- Stawczyka, niedaleko od domow ktore w moich czasach zamieszkiwane byly przez rodziny naszych sasiadow, Dajczmanow i Krzyzosiakow. Zreszta cala moja wizyta w przyszlosc ograniczyla sie do spaceru wzdluz tej prostej jak strzala drogi. Droga ta okazala sie byc w przyszlosci rodzajem jakby miejskiej ulicy z pieknymi chodnikami po obu jej bokach i rowniutkiej jak stol, jakby wyasfaltowanej jezdni. Od razu uderzyla mnie liczba duzych, dorodnych drzew najrozniejszych gatunkow (nie- owocowych) jakie rosly w kilkudziesiecio-metrowych odstepach od siebie w kazdym miejscu nie zajetym przez budynki lub przez droge. W moich czasach drzew tam NIE bylo, zas aby wyrosnac do takiej grubosci drzewa te musialy liczyc jakies 50 do 100 lat. To zas znaczylo ze odwiedzalem przyszlosc odlegla o co najmniej 50 lat od moich czasow. W miejscu w ktorym sie znalezlismy umiejscowiony byl przystanek autobusu okreznego, na jakim wlasnie czekala grupka glosno rozmawiajacych i smiejacych sie nastolatkow. Akcent ich polszczyzny byl odmienny od tego jaki pamietalem, zas zdania byly bardzo krotkie - typowo zawieraly tylko po 3 lub 4 slowa. Za to wiele slow bylo nowych - jakich znaczenia ja nie znalem. Pomyslalem ze SMSy z moich czasow najwyrazniej zmienily jezyk Polakow przyszlosci. Daleko na owej prostej drodze, w okolicach przedwojennej spalonej lesniczowki, widzialem najezdzajacy duzy czerwony autobus. Moj Przewodnik powiedzial ze przybywa on z Milicza, tyle ze okraza tutaj cale osiedle naokolo. Kiedy autobus zatrzymal sie na przystanku przy ktorym stalismy z Przewodnikiem, wiekszosc czekajacej mlodziezy wsiadla do niego i weszla na gorny poklad, machajac na pozegnanie i wykrzykujac zarty do kilku najwyrazniej miejscowych chlopcow i dziewczat ktorzy pozostali na chodniku. Autobus ruszyl, zas moj Przewodnik mi powiedzial, ze jest to wlasnie ow okrezny autobus do Milicza, ktorego powolanie ja zaproponowalem. Naped autobusu byl bezglosny, pomyslalem wiec ze musi byc elektryczny. Jednak autobus mial normalne kola i opony, wcale tez NIE unosil sie w powietrzu - tak jak to pokazuja futurystyczne filmy. Zaraz za przystankiem przy ktorym stalismy owa nowa asfaltowa droga skrecala ku Slawoszewicom, ku ktorym najwyrazniej pojechal ten autobus zanim potem udal sie do Milicza. Sam autobus byl dziwnej konstrukcji - nigdy takiego w Polsce NIE widzialem. Mial dwa poklady - tak jak autobusy w Londynie. Jednak tylko dolny poklad mial dach - gorny poklad mial siedzenia na wolnym powietrzu, zas pasazerow utrzymywal w jego obrebie tylko rodzaj barierki do wysokosci ich pasa. To z tego gornego pokladu odjezdzajace nastolatki machaly rekami i wykrzykiwaly pozegnania do swoich miejscowych odprowadzajacych. Autobus byl troche podobny do jelczanskiego Berlieta jakiego pamietam z moich czasow - tyle ze jakby z dobudowanym drugim pokladem.
Ogladajac sie za odjezdzajacym autobusem odnotowalem ze owa dziura po drugiej stronie torow ciagle tam istnieje - tyle ze jest rzadko porosnieta starymi, grubymi drzewami. Wygladala mi tak jakby byl tam niewielki park. Pomiedzy drzewami widzialem tam lawki, a takze cos jakby duzy pomnik.
Ruszylem wzdluz owej jakby asfaltowej, prostej jak strzala i rownej jak stol drogi. Przewodnik podazal za mna. Po obu stronach drogi staly piekne "szklane domy". Byly innej konstrukcji niz domy jakie ja tam pamietam. Przykladowo wcale nie mialy odrebnych okien, za to cale ich sciany boczne byly z przezroczystego jakby "zadymionego" szkla czy plastyku - podobnego do "zadymionego" szkla jakie w dzisiejszych czasach uzywa sie w drogich samochodach. Stopien owego zadymienia scian domow byl rozny dla poszczegolnych domow, a nawet odmienny dla indywidualnych pomieszczen. Tam gdzie zadymienie bylo niewielkie, przez sciany widac bylo ludzi w srodku domow. Faktycznie to wszedzie bylo sporo ludzi - zarowno w domach jak i na chodnikach. Liczba tych ludzi bardziej pasowala mi do Milicza z moich czasow, niz do wsi ktora pamietam z dziecinstwa. Chodnik byl rowny i
...
> Nawet jesli ktos nie zgadza sie z pogladami autora ,to proponowalbym > zachowac milczenie zamiast obrazac.Zwroce tylko uwage,ze Prof.Pajak > swiadomie przez cale swe życie brnie pod prad ,wyznajac poglady ktore > delikatnie mowiac nie sa aprobowane.Swiadomie wiec podjal trud bycia > osmieszanym i na marginesie tzw."powaznej nauki"( mój usmiech > poblazania :) ),czytaj:sponsorowanej. Przy jego umiejetnosciach > moglby byc calkiem bogatym czlowiekiem , a przedklada ponad to swą > ideę,co okupił nieustającą biedą. W powyzszym temacie mozna 1)wierzyć > ze ten sen wogóle miał miejsce 2)wierzyc ze nie byl to zwykły > sen ,lecz zdarzenie z gatunku OOBE(podroze poza cialem) .Ja przyjmuje > w obu punktach odpowiedz twierdzacą i dlatego chcialbym zwrocic uwagę > na kilka spraw ,ktore uwazam tu za istotne :1)Kim/czym? był wspomniany > "Przewodnik".Czy był to jakis zewnetrzny byt(istota),czy tez cos,co > parapsychologia okresla jako tzw."wyższe ja"lub "nadświadomość".Czesc > badaczy uwaza ze osoby,ktore przezyly smierc kliniczna i mialy > mozliwosc rozmowy z jakas "swietlista istota",w rzeczywistosci > rozmawialy z nawyżej rozwinietą częścią samego siebie ,która jest tez > tym co religia okresla zdaniem"kazdy ma swego anioła stróża" 2)Czym > był wspomniany wehikuł,którym podróż się odbyła?Wszak do OOBE żadne > pojazdy nie są potrzebne.Może więc to zdarzenie miało jednak bardziej > fizyczny charakter a nie było podróżą astralną?Pytanie w takim razie > KTO sprawił ten prezent ,czyżby przedstawiciele cywilizacji które > bronią naszą planetę przed okupantami i znają trud jaki Profesor > podjął w tym temacie? 3)Przezycia w samych Wszewilkach przyszłości: Z > trudem rozumiem i bronię się przed "softwarowym modelem czasu".Jest to > naturalna reakcja obronna.Teoria ta zaklada z gory ukartowana > przyszlosc,tak wiec owa podroz bylaby tu do tego co na 100% bedzie we > Wszewilkach za 50-250 lat.Gdzies w głebi duszy zywie nadzieje ze moze > jednak istnieja scenariusze przyszlosci(tak twierdza jasnowidze) i nie > jest ona pewna na 100%.Wszak nieprzyjemnym jest uswiadomienie sobie iz > uczestniczymy w rodzaju "matrixa",jestesmy aktorami w swego rodzaju > przedstawieniu,a Ktos nas ustawia jak pionki na szachownicy... Załózmy > ze to rzeczywiscie to co bedzie w Polsce za ponad 50 lat(obserwacja > grubosci drzew-genialne)Smutno zaskakuje brak w tak odległej > przyszłości pojazdów latajacych typu magnokraft.Swiadczy to o tym ze > nadal niewidzialne ale obecne sily beda skutecznie blokowaly ludzkosc > przed wdrozeniem tego co moglibysmy miec od dobrych 30tu > lat.Pocieszajacym z kolei jest fakt ze autobus jest prawdopodobnie > elektryczny ,a brak przewodow,urzadzenia na dachach podobne do > chłodnicy(choć moze słuza do innego celu ?) swiadczy o obecnosci "free > energy".Moze to juz moment gdy ropa ,gaz zwyczajnie sie skonczyly i > DECYDENCI zostali zmuszeni do dopuszczenia takich urzadzen.Brak > przednich scian budynkow,a wzamian cos w rodzaju zadymionego > szkła:Ciekawa niespodzianka.Czyzby odprysk technologii > kosmicznych ,badz wojskowych? Zapewne maja dobre własciwosci > termoizolacyjne ,inne niz dzisiejsze szkło,skoro pokryto tym tak duze > powierzchnie.Krotkie zdania,niezrozumiale slowa :cos co nie jest > zaskoczeniem.W tym kierunku podąza dzisiejsza polszczyzna:maksymalne > skracanie.Jednakże krotkie zdania swiadcza o niezbyt wybujałym > poziomie intelektualnym tych nastolatków... No coż,zapewne sytuacja,w > ktorej okolo 10% ludzi to osoby inteligentne przez te 100 lat sie nie > zmieni,no bo niby dlaczego?Kolejna istotna sprawa:Polska i swiat > przetrwa,nie bedzie 3 wojny sw. ,armageddonu spowodowanego > asteroidą,Nibiru etc.oraz fakt ze jak autor widzial,bedziemy zyli na > przyzwoitej stopie zyciowej.Polska wieś wygląda zachęcająco,więc > zapewne miasta tym bardziej .W koncu po tylu setkach lat wiecznej > biedy,Polsce nalezy sie wreszcie dolaczenie do normalnych europejskich > krajow.Na koniec zwroce uwage na ciekawa i nowatorska architekture > (jajopodobny budenek),symboliczną niejako co świadczyłoby o tym że > ludzkosc wreszcie sie"obudzila" i zwraca uwage na to co jest > rzeczywistym sensem egzystencji,czyli rozwój duchowy(na razie > rozumieją to nieliczni),ale nie mylić z jakimikolwiek > religiami.Ciekawe czym jest ten budynek.Czy marzenia autora sie > spełnią i bedzie spełniał on zadania o których pisze on na swoich > stronach? Pytanie pozostaje otwarte.Podsumowując:największe moje > rozczarowanie :brak innowacyjnych technologii transportu ,ciągle > transport kołowy.Jak długo jeszcze magnokrafty ,pohitlerowskie pojazdy > antygrawitacyjne typu V-7 ,etc będą niedopuszczane?! A moze mamy > jakiegos "strażnika" ktory nie chce aby ludzkosc przy swojej całej > agresywnosci zastosowała te pojazdy do celów militarnych? Tego się > raczej nie dowiemy... Co do pozytywów,to jest to wszystko inne co > wymieniłem. Gorące pozdrowienia dla autora ,niestrudzonego obrońcy > Prawdy.
Nareszcie kostruktywne uwagi i rzeczowa analiza zagadki mojej wizyty we Wszewilkach przyszlosci. Zagadka tej wizyty zastanawia rowniez i mnie samego, dlatego jestem ogromnie wdzieczny autorowi powyzszego postu za pomoc i wspoludzial w systematycznej analizie co istotniejszych jej aspektow.
Swoja odpowiedz zaczne od skomentowania poczatkowego zapytania powyzszego wpisu, tj. czy "w ciele" czy tez "poza cialem". Ja osobiscie uwazam ze "w ciele" - chociaz oczywiscie jest z tym podobnie jak z twierdzeniami ludzi ze byli uprowadzeni do UFO (tj. przyjecie tego za prawde zalezy od swiatopogladu). Powodem tego mojego pogladu ze bylem jednak tam "w ciele", sa owe doznania jakich doswiadczylem podczas wizyty we Wszewilkach. Takie bowiem doznania moga jedynie wystapic jesli ma sie cialo fizyczne oraz zmysly ktore moga je odbierac. Poza odczuciami ktore doznalem w samych Wszewilkach i ktore opisalem w swoim raporcie ze strony "wszewilki_jutra.htm" (tj. powiewy wiatru, "dotyk" promieni slonecznych na mojej skorze, zapachy), ja dodatkowo mialem tez podobnie fizyczne odczucia podczas lotu z Nowej Zelandii do Wszewilek i z powrotem. Wehikul jakim lecialem podrozowal bowiem bardzo szybko i kilka razy zmienial kierunek lotu. Za kazda tez zmiana tego kierunku ja odczuwalem jakby sile bezwladnosci dzialajaca na moje cialo. Aby tez nie wyleciec z siedzenia w wyniku tej sily, mialem zapiete pasy podobne do tych jakimi przypieci sa do siedzen piloci mysliwcow odrzutowych i kosmonauci.
Teraz przejde do omowienia moich wrazen na temat "Przewodnika". Moj "Przewodnik" wcale NIE sprawial wrazenia ze byl czescia mnie samego. Mial bowiem swoja wlasna wole, oraz kierowal sie konsystentnymi zasadami na temat togo co wolno mu mi powiedziec, a czego ja NIE mam prawa sie dowiedziec. Na sporo tez zapytan jakie mialem podczas wizyty we Wszewilkach wcale NIE udzielil mi odpowiedzi. Sporo tez faktow ktore chcialem poznac najwyrazniej celowo zignorowal, pozwalajac mi abym snul swoje wlasne domysly i dedukcje, jednak nie klaryfikujac dla mnie tego co chcialem wiedziec. Tymczasem gdybym to ja sam byl swoim wlasnym Przewodnikiem, wowczas byloby nielogiczne utrzymywanie tajemnicy i sadze ze wcale NIE unikalbym odpowiedzi na niektore pytania jakie mnie nurtowaly, ani NIE pozwalalbym sobie samemu na prowadzenie logicznych dedukcji, obserwacji i na snucie domyslow. Kimkolwiek Przewodnik ow byl, moja dobra jego znajomosc nasuwa posadzenie ze mam z nim wiele do czynienia w jakiejs innej rzeczywistosci ktorej "na jawie" zupelnie NIE pamietam. Mialem bowiem pewnosc ze jest on mi doskonale znany od dlugiego juz czasu i ze wiem o nim niemal wszystko. Zupelnie jednak nie mialem wrazenia ze on to ja.
Teraz sprawa ktora jak widze jest najtrudniejsza do rozumowego zaakceptowania, tj. watpliwosc czy faktycznie istnieje z gory zaprogramowana przyszlosc kiedy my ludzie wyraznie mamy wolna wole. Teoretycznie rzecz biorac, tzw. "wolna wola" oraz jednoczesne istnienie "przeznaczenia", "przestrzeni czasowej", oraz "z gory zaprogramowanej przyszlosci" sa calkowicie mozliwe i daja sie ogarnac naszymi umyslami. Po prostu wystarcza aby zrozumiec, ze w owej softwarowej "przestrzeni czasowej" na stale zdefiniowane sa jedynie "obiekty" ktore istnialy w przeszlosci, istnieja teraz, lub beda istnialy w przyszlosci. Natomiast my (ludzie) mamy wolna wole jak zamanipulujemy owymi obiektami - chociaz wcale NIE jestesmy w stanie obietow tych ani stwarzac ani tez zniszczyc.
Z kolei dowody empiryczne na istnienie "z gory zaprogramowanej przyszlosci" ktora wynika wlasnie z owej niezaleznosci naszej "wolnej woli" of istnienia "programu naszego zycia i losu", wyjasnilem w punkcie #J5 totaliztycznej strony "wszewilki_jutra.htm" (aktualizacja z 7 lipca 2009 roku, lub pozniej). Poniewaz jednak czytelnicy moga nie miec dostepu (lub nie podjac trudu znalezienia tego dostepu) do najnowszej aktualizacji owej strony "wszewilki_jutra.htm" powtorze teraz najwazniesze dowody empiryczne ktore potwierdzaja ze "przyszlosc faktycznie jest juz z groy zaprogramowana". Oto one:
1. Najlepszym przykladem dowodow, ze przyszlosc jest z gory zaprogramowana, sa wszystkie przyklady czyichs opisow przyszlosci, ktore potem faktycznie sie sprawdzily. Takimi zas przykladami sa praktycznie wszelkie "przepowiednie" - wlaczajac w to slynne przepowiednie Nostradamusa, a takze wiele najrozniejszych innych przepowiedni ktore tez sie sprawdzily w zyciu (przyklady takich innych przepowiedni opisane sa m.in. na totaliztycznej stronie "przepowiednie.htm").
2. Kolejnym dowodem na istnienie z gory zaprogramowanej przyszlosci, jest istnienie i dzialanie wehikulow czasu. Jesli bowiem dobrze przeanalizowac sytuacje, wowczas sie okazuje, ze wehikuly czasu NIE bylyby w stanie istniec i dzialac, gdyby NIE istaniala softwarowa tzw. "przestrzen czasowa", czyli gdyby przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc NIE byly
...
A propos braku widocznych w czasie podróży do Wszewilek przyszłości pojazdów typu magnokraft:Otóż,wyobrażałem sobie,iż w tak odległej przyszłości magnokrafty będą w powszechnym użyciu ,zarówno w formie małych pojazdów,które mogły by zastąpić np.autobus ,jak i tych największych -zdolnych do podróży kosmicznych. Obecność zwykłego autobusu jakby temu zaprzeczała.Jest też możliwość że owszem-już istnieją ,ale jest to nowość i droga technologia dlatego jest ich np.tyle co dzisiaj samolotów(albo nawet mniej).
Dodam jeszcze małe uzupełnienie wpisu,mianowicie jeszcze jedna możliwość(jaka w międzyczasie przyszła mi do głowy) odpowiedzi na pytanie ,gdzie (w jaki "obszar") został przeniesiony autor w czasie tej niezwykłej podróży:W znanej książce Michela Desmarqueta"Misja"(dostępna za darmo w internecie) przedstawiciele innej cywilizacji(zdarzenie autentyczne)przenoszą w czasie bohatera do starożytnej cywilizacji "Mu",która ulegla zagladzie 13500lat temu.Istoty informują że bedzie to podróż OOBE do tzw"Psychosfery".Pojęcie to oznacza ze kazde zdarzenie,człowiek ,nawet powiew wiatru zostawiają trwały "odcisk".Przy odpowiednim "dostrojeniu" się do psychosfery można ujrzeć i dosłownie uczestniczyc w kazdym zdarzeniu z przeszlosci,jednak bez mozliwosci ingerowania.Istoty nie informuja czy psychosfera obejmuje takze przyszłosc(ja osobiscie sadze ze tak-bo tak zaklada softwarowy model czasu)Czy nie zastanawial sie Pan nad mozliwoscią,że Wszewilki przyszłości były podróżą do psychosfery? Desmarquet podaje ,ze mimo iz byla to podroz poza cialem,to odczuwal nawet powiew wiatru czy ciepło słońca...Do podróży nie był potrzebny żaden wehikuł czasu.